Mam 19 lat, w październiku rozpoczęłam studia na (niestety) typowo 'babskim' kierunku jakim jest pedagogika...Moje życie mniej więcej od 16 r.ż wygląda tak, że szukam chłopaka. Z jakim skutkiem? Wiele przelotnych znajomości, które nie trwały dłużej niż 2-3 miesiące. Dostałam w swoim życiu dwie róże od dwóch chłopaków, co traktuję jako symbol, że im zależało. Jednemu z czasem przestało zależeć, a drugiego spławiłam, czego naprawdę bardzo żałuję.
Dwa miesiące temu zakochałam/zauroczyłam się w pewnym chłopaku poznanym przypadkiem. Sam zagadał, pisał itp. Ja zrobiłam ten pierwszy krok i zaprosiłam go na kawę, zgodził sie. Potem jego zaangażowanie osłabło, więc ja też dałam sobie spokój. Gdy to zrobiłam, on napisał. Potem ja się znowu zaangażowałam się, a on odpuścił. Ponieważ miałam dosyć już takiej 'huśtawki' postanowiłam wyjaśnić sprawę. Jestem osobą z natury racjonalnie myślącą, więc postanowiłam zapytać się go wprost czy mam szansę. Większość osób odradzało mi coś takiego,ale ja podjęłam decyzję. Bardzo dużo mnie to kosztowało, ale koniec końców wyszło tak, że źle zinterpretowałam jego zachowanie,że on do wszystkich się zachowuje w ten sposób(???) i jestem bardzo fajną dziewczyną i mnie bardzo szanuje. Starałam się sobie poukładać w głowie, że być może to nie jest moja wina, że np.nie jestem w jego typie albo ma kogoś innego na oku, ale to nic nie pomogło. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że to tak bardzo może boleć...Czuję, że moja samoocena jest już bardzo niska. Płaczę już prawie od dwóch tygodni, z przerwami, gdy muszę wyjść na uczelnię. Najgorsze jest to, że zdaję sobie sprawę, że on mnie zwyczajnie lubił, a ja przez jakieś chore wyobrażenia uroiłam sobie, że coś między nami jest...Pragnęłam się zakochać i poczułam to 'coś' do kogoś kto okazywał mi tylko koleżeńskie sygnały.
Nie wiem co mam robić. Nie dość,że nadal nikogo nie mam to w dodatku jestem jeszcze nieszczęśliwie zakochana, a więc jest gorzej niż było. Chciałabym móc skupić się na swoich pasjach, nauce, wyjściach itp., ale naprawdę nie potrafię! Ciągle myślę o tym dlaczego z nikim nie jestem i o tym, że tak już będzie...Dziewczyny klasyfikuję na zasadzie, która ma chłopaka, a która nie. Doszłam do wniosku, że niestety uroda nie ma nic w związku z tym czy jest się w jakiejś relacji, bo spotykam naprawdę ładne, fajne dziewczyny, które nikogo nie mają i takie, które są bardzo przeciętnej urody, z dużą nadwagą i nie mają nic mądrego do powiedzenia, a mimo to potrafią znaleźć sobie chłopaka. Jestem sfrustrowana...Wiem, że paradoksalnie mam jeszcze czas, aby z kimś być i dojść do wieku, w którym zakłada się rodzinę, ale już teraz kiełkuje we mnie przekonanie, że mam jakąś 'wadę' przez którą nikt mnie nigdy nie pokocha. Nie potrafię uwierzyć w siebie..Umysł mi podpowiada, żeby najpierw zająć się swoim poczuciem wlasnej wartości, a dopiero potem sobie kogoś szukać, ale też wiem, że posiadanie partnera pomogłoby mi w tym.
Podobne tematy
(...) Umysł mi podpowiada, żeby najpierw zająć się swoim poczuciem wlasnej wartości, a dopiero potem sobie kogoś szukać,(...)
Bingo!
(...) wiem, że posiadanie partnera pomogłoby mi w tym.
Partner jako lekarstwo na kiepskie myślenie o sobie? To bardzo kiepski pomysł. Nikt nie może być odpowiedzialnym za Twe szczęście i Twą samoocenę.