netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

447 odpowiedzi87 574 wyświetleniazałożony przez niemagłupszej, 03.03.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Strony 1 2 3 … 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 448 ]

1

Temat: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Muszę się komuś wygadać, a ta forma wydała mi się najlepsza..
Mam 28 lat, mąż 34 - jesteśmy małżeństwem od 5 lat. Mój mąż to najlepszy człowiek na świecie:miły, szarmancki, kochany, zaradny i na dodatek przystojny. W łóżku był pełen czułości i oddania. Nigdy nie wierzyłam, że kogoś takiego spotkam, moje poczucie własnej wartości było zerowe. Wiem, że mąż mnie kochał, ponieważ okazywał mi to na każdym kroku. Sam czasami stwierdzał, że za chwilkę oszaleje ze szczęścia. Nawet jak się pokłóciliśmy, to zawsze znalazł ciekawy sposób, aby mnie przeprosić. Przykład? Wracając z pracy kupił gipsowego aniołka, zapukał do drzwi i powiedział: "To jest Anioł Stróż, aby chronił Cię przede mną."  Wymiękłam od razu.

W wakacje zaplanowaliśmy wspólny urlop w Egipcie, ale 2 dni przed wyjazdem okazało się, że mąż nie może jechać (ze względu na pracę - nie mogę napisać, czym się zajmuje). Ale szkoda było rezygnować z wypadu, więc pojechałam razem z siostrą.  Jeszcze dzień przed wyjazdem, sam od siebie, kupił mi strój kąpielowy i dał duże kieszonkowe wink (mamy wspólną kasę, a pieniądze, które zarobimy poza pensją, każdy bierze dla siebie).

Na miejscu poznałyśmy 2 facetów, którzy od razu nami się zainteresowali. Wspólne zwiedzanie, opalanie, dyskoteka ... Pan J. od razu zwrócił moją uwagę, ja jego również. Podobał mi się fizycznie, tylko tyle. Ostatniego wieczoru puściłam się jak najgorsze ścierwo. Nie chcę opisywać okoliczności tego zajścia, ale jedno jest pewne! Byłam wtedy świadoma i absolutnie siebie  nie tłumaczę. Na do widzenia powiedziałam J., że już nigdy więcej się nie spotkamy i tak też się stało.

Po powrocie do domu zaczął się mój wewnętrzny koszmar. Kilka miesięcy tłumiłam w sobie to, co zrobiłam. Nie mogłam spokojnie spać. W nocy wstawałam i spędzałam kilka godzin w kuchni. Patrzyłam na zakochane oczy męża i po chwili odchodziłam i płakałam. Nie mogłam, zwyczajnie nie mogłam stłumić wyrzutów sumienia. Schudłam 7 kg, a mąż zachodził w głowę, co się dzieje.

Tydzień temu, jak zwykle poszłam do kuchni, żeby się wypłakać. Mój mąż przyszedł do kuchni po chwili i zadał mi pytanie (bardzo spokojnie) , które dobiło mnie ostatecznie: "Czy masz mi coś do powiedzenia?". Ja nie wiem, jaką miałam wtedy minę, ale nic mu na to nie odpowiedziałam, tylko na niego patrzyłam. Po chwili miał szkliste oczy, usiadł... Zebrałam się na odwagę i o wszystkim powiedziałam. A on nic, nawet nie na mnie nie krzyknął. Ten żal w oczach mówił sam za siebie.  Błagałam, żeby mi wybaczył, a on mi na to ze łzami w oczach powiedział: "Miałem wspaniałą żonę, która przez jedną sytuację zbeształa wszystkie wartości, które w niej ceniłem."

Mąż od tygodnia mieszka u kumpla. Czuję, że nie wybaczy mi tego nigdy... Zupełnie nie wiem, co mam zrobić. Jego kumpel  nawet do mnie zadzwonił i powiedział, że mam dać mu czas.

Wiem, co pomyślicie.  Ja myślę tak samo.

2

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Witaj,

Cóż, co do winy, to nie ma co się rozpisywać, bo sprawa jest oczywista. Zastanówmy się teraz nad czymś ważniejszym niż wyrzuty sumienia. Zastanów się nad tym, czy Ty jako żona, partnerka i kochanka jednocześnie, jesteś jeszcze w stanie odbudować swój związek? Czy taka sytuacja może się jeszcze powtórzyć, skoro raz już pozwoliłaś sobie na zdradę? Zrób sobie przed sobą porządny rachunek sumienia i oceń czego tak na prawdę potrzebujesz od życia. Jeśli jeszcze nie wyszalałaś się ( a raczej tak jest ), to daj temu człowiekowi spokój. Nie jest tego wart, a może dzięki rozstaniu odnajdziecie swoje szczęście na nowo. Ani razu nie napisałaś, że jesteś szczęśliwa mimo iż wymieniłaś wiele pozytywnych cech męża. Może to w tym tkwi problem? Zastanów się nim przejdziesz do dalszych kroków.

Jeśli on ma wrócić do Ciebie, to daj mu czas. On też musi zebrać siły na to, by walczyć o Ciebie jeśli będzie jeszcze chciał. Obecnie miotają go emocje i nic nie dadzą Twoje słodkie słówka i obietnice...

3

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Witaj, wnioskuję, że miałaś idealnego męża. Moja droga ideałów nie ma i nie będzie. Przemyśl to wszystko na spokojnie, postaraj się pomyśleć o sobie. Sądzę, po tym co napisałaś, że masz ogromne poczucie winy, idealizujesz męża. Po 5 latach małżeństwa czegoś Ci brakowało, może stabilizacja, codzienność, rutyna przestała Ci się podobać. Zapragnęłaś wrażeń! Zrealizowałaś swoje pragnienie, które od dawno tkwiło uśpione w Tobie! Chciałaś przygody i zdobyłaś to. Potrzebowałaś silnych emocji. Najlepiej będzie jak pogadasz szczerze z mężem, może wprowadźcie jakieś urozmaicenia do życia łóżkowego, żeby nie było tak jak do tej pory. To wielka odwaga, że się mu przyznałaś, decyzja należy do niego czy przebaczy będzie chciał z Tobą być czy rozejdziecie się. Wiedz, że zdrada zmieni wszystko w Waszym związku, nigdy nie będzie tak jak dawniej. Znam parę, w której doszło do zdrady i są dalej z sobą, ale ja bym tego nie nazwała miłością, poprostu męczą się, niby sobie przebaczyli, ale wiecznie się kłócą i udają, że jest ok. Chcesz tak żyć? Lepiej się rozstać i ułożyć życie z kimś innym, bo Twój związek się wypalił, nie oszukuj siebie, że jest inaczej. Kto kocha nie zdradza. Piszesz, że byłaś świadoma gdy zdradzałaś czyli nie urwał Ci się film po alkoholu albo narkotykach, sama wiesz, do czego doszło. Bądź dzielna. Pozdrawiam.

4

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
kamicia00 napisał/a:

Chciałaś przygody i zdobyłaś to. Potrzebowałaś silnych emocji. Najlepiej będzie jak pogadasz szczerze z mężem, może wprowadźcie jakieś urozmaicenia do życia łóżkowego, żeby nie było tak jak do tej pory.

Z perspektywy faceta, który także przeżył zawód miłosny, to takie słowa sprawiłyby mu jeszcze większy ból, bo uderzają bezpośrednio w jego ego i wartość siebie.

kamicia00 napisał/a:

Znam parę, w której doszło do zdrady i są dalej z sobą, ale ja bym tego nie nazwała miłością, poprostu męczą się, niby sobie przebaczyli, ale wiecznie się kłócą i udają, że jest ok. Chcesz tak żyć? Lepiej się rozstać i ułożyć życie z kimś innym, bo Twój związek się wypalił, nie oszukuj siebie, że jest inaczej.

To jest pójście na łatwiznę. Palenie za sobą mostów i niszczenie ludzi... byleby tylko kobieta była szczęśliwa. Czasem jednak trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny i słowa. Rozstanie to ostateczność, nawet w takim przypadku. Gdyby autorka tego tematu z góry teraz powiedziała swojemu mężowi, że to koniec związku, to nie tylko w jego oczach, ale wszystkich dookoła zostałaby po prostu zwykłą dupodajką. Błędy zdarzają się... taka jest ludzka natura, dlatego jeśli autorce zależy, powinna spróbować walczyć o swój związek... ale tak jak wcześniej napisałem, po porządnym rachunku sumienia.

5

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Jedno jest pewne - Twój mąż pokazał WIELKĄ klasę swoją reakcją.
Na pewno wolałabyś żeby wybuchł, nawrzeszczał na Ciebie lub zwyzywał, a on tylko swoim dostojnym spokojem i milczeniem utwierdził Cię w tym, jak świetnym jest człowiekiem.

Naprawdę - wielka klasa dla tego gościa.

6

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Kamil_1986 napisał/a:
kamicia00 napisał/a:

Chciałaś przygody i zdobyłaś to. Potrzebowałaś silnych emocji. Najlepiej będzie jak pogadasz szczerze z mężem, może wprowadźcie jakieś urozmaicenia do życia łóżkowego, żeby nie było tak jak do tej pory.

Z perspektywy faceta, który także przeżył zawód miłosny, to takie słowa sprawiłyby mu jeszcze większy ból, bo uderzają bezpośrednio w jego ego i wartość siebie.

kamicia00 napisał/a:

Znam parę, w której doszło do zdrady i są dalej z sobą, ale ja bym tego nie nazwała miłością, poprostu męczą się, niby sobie przebaczyli, ale wiecznie się kłócą i udają, że jest ok. Chcesz tak żyć? Lepiej się rozstać i ułożyć życie z kimś innym, bo Twój związek się wypalił, nie oszukuj siebie, że jest inaczej.

To jest pójście na łatwiznę. Palenie za sobą mostów i niszczenie ludzi... byleby tylko kobieta była szczęśliwa. Czasem jednak trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny i słowa. Rozstanie to ostateczność, nawet w takim przypadku. Gdyby autorka tego tematu z góry teraz powiedziała swojemu mężowi, że to koniec związku, to nie tylko w jego oczach, ale wszystkich dookoła zostałaby po prostu zwykłą dupodajką. Błędy zdarzają się... taka jest ludzka natura, dlatego jeśli autorce zależy, powinna spróbować walczyć o swój związek... ale tak jak wcześniej napisałem, po porządnym rachunku sumienia.

""Gdyby autorka tego tematu z góry teraz powiedziała swojemu mężowi, że to koniec związku, to nie tylko w jego oczach, ale wszystkich dookoła zostałaby po prostu zwykłą dupodajką. Błędy zdarzają się... taka jest ludzka natura, dlatego jeśli autorce zależy, powinna spróbować walczyć o swój związek... ale tak jak wcześniej napisałem, po porządnym rachunku sumienia.""

Czy prawdziwy mężczyzna , szanujący się chciałby sypiać z kobietą która go zdradziła ?: ) W sumie lepiej czasem szorować sufity rogami, udawać , że się nic nie wie.

7

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Może i da Ci szansę, ale jedno jest pewne- już nigdy nie spojrzy na Ciebie tak jak wcześniej. Przykro mi.

8

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
kamicia00 napisał/a:

Czy prawdziwy mężczyzna , szanujący się chciałby sypiać z kobietą która go zdradziła ?: ) W sumie lepiej czasem szorować sufity rogami, udawać , że się nic nie wie.

Wszystko zależy od ludzi. Dla większości byłoby to bardzo trudne, a może nawet niemożliwe. Masz sporo racji w tym, że jeśli ktoś już dopuszcza się zdrady, to nigdy nie jest tak samo, ale to nie oznacza, że niemożliwością jest odbudować związek, szczególnie z wieloletnim stażem. Autorka popełniła kardynalny błąd, dlatego musi poczekać na jego decyzję, jeśli czuje się na siłach, by walczyć o niego...

9

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Byłam z nim naprawdę szczęśliwa. Nie mam dla siebie wytłumaczenia i nawet nie próbuję  usprawiedliwiać tego, co zrobiłam. Nie miałam powodu, żeby go zdradzić.

Mąż był moim pierwszym partnerem seksualnym i wiem, że duma go przez to rozpierała. Natomiast ja miałam świadomość, że on sam miał kilka kobiet. Miał do tego pełne prawo.
Jeśli chodzi o pożycie małżeńskie, to kochaliśmy się często, spełnialiśmy nasze fantazje - fizycznie jest naprawdę bardzo pociągający. Jak się do mnie przytulał, to czułam pełne bezpieczeństwo. Nie wspomnę o tym, że co wieczór całował mnie po brzuchu i śmiał się z mojego chichotania.

Chciałabym, aby mi wybaczył. Możliwe, że pomyślicie, że to nieprawda, ale jeszcze rok temu uklękłam w Kościele i Bogu za Niego dziękowałam.

Siedzę teraz w domu z  Jego ulubionym kubkiem w ręku, oglądam zdjęcia i ryczę .. z bezsilności.

10

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
niemagłupszej napisał/a:

Mąż był moim pierwszym partnerem seksualnym i wiem, że duma go przez to rozpierała.

Ciekawość innego faceta wzięła górę. Kiedyś też uważałem, że nie ma nic lepszego jak być dla partnerki tym pierwszym... ale z czasem dochodzę do wniosku, że to niekoniecznie takie dobre. Ty po prostu nie wyszalałaś się jeszcze. Nie doceniłaś tego co masz, bo było Ci za dobrze.

Nie patrz na to co robiłaś wcześniej, gdy dziękowałaś jeszcze Bogu za jego obecność. W chwili zdrady, zmieniłaś już wszystko co było. Teraz liczy się tylko to co jest i będzie dalej.

11

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Autorko, daj mężowi spokój. Niech poukłada sobie życie na spokojnie z kimś bardziej inteligentnym i mniej egoistycznym. Nie mówię teraz o Twojej zdradzie tylko o tym, że się do niej przyznałaś.

Po pierwsze, egoistycznie zaszalałaś sobie na boku.
Po drugie, zrobiłaś sobie egoistycznie dobrze, wyznając mu wszystko, ulżyło Ci sumienie.
Po trzecie chcesz go egoistycznie dalej "dla siebie", bo Ci taki człowiek odpowiada.

Jeśli naprawdę go kochasz, to daruj sobie i jemu to małżeństwo.
Tyle dobrego, ze Twój zapewne już były mąż, ma szansę znaleźć sobie kogoś mniej egoistycznego, z kim będzie mógł poukładać sobie życie od nowa.

Masz życiową nauczkę. Nie zdradza się, nawet jeśli to ma być tylko raz i dla zabawy. A jak się zdradziło, to historię tej zdrady zabiera się ze sobą do grobu.

12

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

A czy możesz mi zasugerować, jakie kroki teraz powinnam uczynić? On nawet nie chce ze mną rozmawiać. Kilkukrotnie do niego dzwoniłam, to ignorował połączenia. Powinnam pojechać, czy poczekać na to, co zrobi... ?

Wiem, że wziął wolne w pracy.  Tak się boję, że tylko po to, aby napisać pozew rozwodowy.

13

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

"...Na miejscu poznałyśmy 2 facetów, którzy od razu nami się zainteresowali. Wspólne zwiedzanie, opalanie, dyskoteka ... Pan J. od razu zwrócił moją uwagę, ja jego również. Podobał mi się fizycznie, tylko tyle. Ostatniego wieczoru puściłam się jak najgorsze ścierwo."

dziwisz mu sie że nie chce z toba teraz rozmawiać... a co ty byś zrobiła w jego sytuacji??
przyjęła byś go z otwartymi rękoma??

14

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
netmisiek napisał/a:

Autorko, daj mężowi spokój. Niech poukłada sobie życie na spokojnie z kimś bardziej inteligentnym i mniej egoistycznym. Nie mówię teraz o Twojej zdradzie tylko o tym, że się do niej przyznałaś.

Po pierwsze, egoistycznie zaszalałaś sobie na boku.
Po drugie, zrobiłaś sobie egoistycznie dobrze, wyznając mu wszystko, ulżyło Ci sumienie.
Po trzecie chcesz go egoistycznie dalej "dla siebie", bo Ci taki człowiek odpowiada.

Zgadzam się z Tobą. Oczywiście przystanę na wszystko, o co mnie mąż poprosi. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, a jeśli zdecyduje, że chce rozwodu, to z bólem serca, ale przystanę na to.

Jeśli chodzi o sumienie, to w ogóle mi nie ulżyło.

Jak sobie pomyślę, że jakaś inna kobieta będzie go dotykać, całować, to na samą myśl, serce mam rozdarte. A gdyby te myśli stały się realne...  Myślę, że On mnie nienawidzi.

Chciałam wszystko zostawić dla siebie, ale w momencie jak on mnie zapytał o to, czy ja mam mu coś do powiedzenia, to się przyznałam. Ponad pół roku milczałam, może i to nie jest długo, ale  ... właśnie ze względu na Niego i też siebie, nie chciałam tego ujawnić.

Wiem, że jestem chrzanioną egoistką, bez rozumu i grama inteligencji.

15

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Macie dzieci?

16

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Historia tak infantylna, że obawiam się trollowania.

17

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

"Mąż był moim pierwszym partnerem seksualnym i wiem, że duma go przez to rozpierała."

I TO JEST WLASNIE "SEDNICZATKO" TEGO PROBLEMU o czym pisalem wieloktotnie juz na forum. Oczywiscie w tym momencie nie odnosze sie do postu autorki bezposrednio i autorki ale do forumowiczow. Otoz dzisiaj mamy te zderzenie zasad z brakiem zasad i najtrudniej mezowi bedzie sie pogodzic z tym co sie stalo poniewaz mierzy sie on obecnie z upadkiem swojego wyobrazenia silnie ugruntowanego i chyba tylko spore doswiadczenie, wiedza, czas moze mu uzmyslowic prawde, ktora mozna przyjac jako praktycznie pewnik, wyznacznik dzisiejszych czasow. I tak jak kiedys dziwica byla "pewnoscia" wiernosci, tak dzisiaj jest "bomba z opoznionym zaplonem".

Do autorki. Przede wszystkim z czasem musicie oboje zmierzyc sie z prawda ze powodem tego zdarzenia byla pokusa, zlo ktoremu uleglas. To zlo chcialo zniszczyc wasze udane szczesliwe malzenstwo. To zlo jest osobowe, czego dla mnie dowodem jest przemowienie do mnie bezposrednio przez usta osoby opetanej "na ulicy" kilka miesiecy temu oraz "inne efekty". Zauwaz ze skuszona przyjemnoscia, potem wieloktronie cierpialas i teraz przez to bedzie cierpial Twoj maz a sa to, jak sama wiesz, ogromne bole. W sumie moglas mu tego oszczedzic ale powiedzialas bo...NIE UMIALAS WYBACZYC SAMEJ SOBIE. A nie umialas bo nie nastapilo u Ciebie nawrocenie do dobra, umocowania w rozwoju duchowym, wierze, kontakcie z Ojcem. Wtedy bys zyla za balastem ale zla oszczedzilabyc bliskiej osobie. Przede wszystkim zeby wogole "wrocic" to trzeba ogromnej wrecz pokory, zawierzenia silom wyzszym, realnej od nich pomocy, umocowania w logice, wiedzy oraz wzajemnych uczuciach. Uleglas zlu, ktorego reklama jest przyjemnosc, i teraz odczuwasz skutki tego zla. To sa niestety rzeczy realne.

I teraz mozemy pisac o konkretach. Sytuacja jest o tyle trudna ze Twoj maz nie zdradzil i nie bedzie umial zastosowac zasady "klina". Co wiecej okazalo sie ze ma umocowanie w zasadach. Prawdopodobnie wiec zraniony, postanowi sie z Toba rozstac, z czym powinnas sie pogodzic, i bedziesz miala nauczke na cale zycie. Niestety ale sa takie programy amerykanskie gdzie nawet z powodu glupoty traci sie zycie (np. skok samochodem z wyrzutni nad innymi samochodami - jackas?).

Jesli maz wroci, to nie obedzie sie pewnie bez reperkusji ale moze nigdy nie zapomniec. To jest praktycznie niemozliwe. Nie chce juz pisac ze mnie spotkala identyczna sytuacja, z tym ze ja "zracjonalizowalem" nietypowa wiedza, analiza myslenia i zachowania czlowieka, tym ze sam tez nie bylem "czysty", ale dojscie do momentu kiedy zabralem sie konstruktywnie do zycia, do robienia rzeczy, ktore chce robic dla siebie (a nie zapychaczy czasu) zajelo mi 8 miesiecy. Wlasciwie dopiero po podjeciu pewnych stalych rzeczy.

Gleboko Ci wpolczuje i mezowi bo z tego co piszesz to nie byl jakis dziwaczny zwiazek a i Ty nie jestes pozbawiona uczuc. Niestety ale nie wiecie z czym sie mierzycie. Nikt tego nie wie. Teraz mysli, rozpacz moga zniszczyc czlowieka, przez samego czlowieka. Ja zeby do tego nie dopuscic przez miesiac pilem dzien w dzien, potem "zracjonalizowalem", przekulem zlosc i zal na dzialanie. Dzisiaj bez spokoju nie dalbym rady przeczyc jednego dnia. Ale ten spokoj pochodzi z jednego ZRODLA. I chociaz nie jestem katolikiem (nie jestem tez sekciarzem) to znam tresc dzienniczkow Siotry Faustyny Kowalskiej gdzie opisuje ona slowa Jezusa, ktory mowi o spokoju otrzymanym od Ojca takim ze nawet w chwili zniszczenia ziemi, nie bylby on zmacony. Czlowiek sam raczej takiego spokoju nie osiagnie. Bez bezposredniej wiezi z Ojcem bedzie podatny na dzialanie zla w postaci zlosci, rozpaczy, nienawisci.

Wasza sytuacji jest trudna bo maz w tej chwili nie zna wytlumaczenia tego co sie stalo. Byc moze nie ma skad sie tego dowiedziec. Byc moze wasza droga w obecnym zyciu byla krotka, byc moze jednak on poszuka tego wytlumaczenia. Zlem moze tez byc rozstanie (z jedo strony), jesli zaplanowaliscie cos razem zrealizowac. Trudno to jednak zrozumiez z punktu widzenia materialistycznego czlowieka.

18

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Mały_Książe napisał/a:

Macie dzieci?

Nie mamy.

Może i infantylna historia, ale ja sama nie sądziłam, że jestem do czegoś takiego zdolna.

Dziękuję, że mnie wysłuchaliście.

Pozdrawiam

19

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Cytat Kamici)) ""Gdyby autorka tego tematu z góry teraz powiedziała swojemu mężowi, że to koniec związku, to nie tylko w jego oczach, ale wszystkich dookoła zostałaby po prostu zwykłą dupodajką. Błędy zdarzają się... taka jest ludzka natura, dlatego jeśli autorce zależy, powinna spróbować walczyć o swój związek... ale tak jak wcześniej napisałem, po porządnym rachunku sumienia.""

Czy prawdziwy mężczyzna , szanujący się chciałby sypiać z kobietą która go zdradziła ?: ) W sumie lepiej czasem szorować sufity rogami, udawać , że się nic nie wie.

Bo jest tym czym napisałaś i tutaj nie ma nad czym się zastanawiać i usprawiedliwiać jej tak jak to robi Kamcia w następnym cytacie : "Po 5 latach małżeństwa czegoś Ci brakowało, może stabilizacja, codzienność, rutyna przestała Ci się podobać. Zapragnęłaś wrażeń! Zrealizowałaś swoje pragnienie, które od dawno tkwiło uśpione w Tobie! Chciałaś przygody i zdobyłaś to. Potrzebowałaś silnych emocji."
Czy uważasz że w ten sposób należy realizować swoje pragnienia? Autorko, myślę że zaprzepaściłaś swoje szczęście małżeńskie, zraniłaś do głębi kogoś kto Cię kochał, ufał Ci, szanował i uwielbiał. Ty zrobiłaś jednym posunięciem z siebie i z niego szmatę. Ja na jego miejscu zrobiłbym tylko jedno. Pozew o rozwód wyłącznie z Twojej winy. Dobrze że jeszcze nie ma dzieci to szybciej otrząśnie się z tego marazmu. A Ty idź dalej drogą, którą sobie dobrowolnie obrałaś i daj mu spokojnie żyć. Czy Ty myślisz że to woda i wyschnie? On to będzie przez cały czas nosił w swojej świadomości i już nigdy Ci nie zaufa. A to co napisała Kamcia, że zna taką parę i dobrze żyją to bzdura, gdyż nigdy się tego nie mymaże z pamięci i nigdy ta dsruga osoba huż puszczalskiej nie zaufa.

20

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
niemagłupszej napisał/a:
netmisiek napisał/a:

Autorko, daj mężowi spokój. Niech poukłada sobie życie na spokojnie z kimś bardziej inteligentnym i mniej egoistycznym. Nie mówię teraz o Twojej zdradzie tylko o tym, że się do niej przyznałaś.

Po pierwsze, egoistycznie zaszalałaś sobie na boku.
Po drugie, zrobiłaś sobie egoistycznie dobrze, wyznając mu wszystko, ulżyło Ci sumienie.
Po trzecie chcesz go egoistycznie dalej "dla siebie", bo Ci taki człowiek odpowiada.

Zgadzam się z Tobą. Oczywiście przystanę na wszystko, o co mnie mąż poprosi. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, a jeśli zdecyduje, że chce rozwodu, to z bólem serca, ale przystanę na to.

Jeśli chodzi o sumienie, to w ogóle mi nie ulżyło.

Jak sobie pomyślę, że jakaś inna kobieta będzie go dotykać, całować, to na samą myśl, serce mam rozdarte. A gdyby te myśli stały się realne...  Myślę, że On mnie nienawidzi.

Chciałam wszystko zostawić dla siebie, ale w momencie jak on mnie zapytał o to, czy ja mam mu coś do powiedzenia, to się przyznałam. Ponad pół roku milczałam, może i to nie jest długo, ale  ... właśnie ze względu na Niego i też siebie, nie chciałam tego ujawnić.

Wiem, że jestem chrzanioną egoistką, bez rozumu i grama inteligencji.

Oczywiście, że on Cię w tej chwili nienawidzi. Przecież zniszczyłaś to wszystko co miał i wierzył. Nie licz na to że on kiedykolwiek do Ciebie wróci, gdyż po jego zachowaniu z klasą widzę że jest człowiekiem z zasadami, a Ty? No cóż okazałaś się kimś komu nie można już zaufać.

21

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
netmisiek napisał/a:

Autorko, daj mężowi spokój. Niech poukłada sobie życie na spokojnie z kimś bardziej inteligentnym i mniej egoistycznym. Nie mówię teraz o Twojej zdradzie tylko o tym, że się do niej przyznałaś.

Po pierwsze, egoistycznie zaszalałaś sobie na boku.
Po drugie, zrobiłaś sobie egoistycznie dobrze, wyznając mu wszystko, ulżyło Ci sumienie.
Po trzecie chcesz go egoistycznie dalej "dla siebie", bo Ci taki człowiek odpowiada.

Jeśli naprawdę go kochasz, to daruj sobie i jemu to małżeństwo.
Tyle dobrego, ze Twój zapewne już były mąż, ma szansę znaleźć sobie kogoś mniej egoistycznego, z kim będzie mógł poukładać sobie życie od nowa.

Masz życiową nauczkę. Nie zdradza się, nawet jeśli to ma być tylko raz i dla zabawy. A jak się zdradziło, to historię tej zdrady zabiera się ze sobą do grobu.

Ja też bym Ci radził, żebyś dała mężowi spokój. Nie zasługujesz na niego, a on może jeszcze kiedyś komuś zaufa i będzie wiódł szczęśliwe życie przy boku kobiety wiernej.

22 Ostatnio edytowany przez Szpileczka (2015-03-03 18:15:06)

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
netmisiek napisał/a:

Autorko, daj mężowi spokój. Niech poukłada sobie życie na spokojnie z kimś bardziej inteligentnym i mniej egoistycznym. Nie mówię teraz o Twojej zdradzie tylko o tym, że się do niej przyznałaś.

Po pierwsze, egoistycznie zaszalałaś sobie na boku.
Po drugie, zrobiłaś sobie egoistycznie dobrze, wyznając mu wszystko, ulżyło Ci sumienie.
Po trzecie chcesz go egoistycznie dalej "dla siebie", bo Ci taki człowiek odpowiada.

Jeśli naprawdę go kochasz, to daruj sobie i jemu to małżeństwo.
Tyle dobrego, ze Twój zapewne już były mąż, ma szansę znaleźć sobie kogoś mniej egoistycznego, z kim będzie mógł poukładać sobie życie od nowa.

Masz życiową nauczkę. Nie zdradza się, nawet jeśli to ma być tylko raz i dla zabawy. A jak się zdradziło, to historię tej zdrady zabiera się ze sobą do grobu.

Zgadzam się.

23

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
niemagłupszej napisał/a:
Mały_Książe napisał/a:

Macie dzieci?

Nie mamy.

Może i infantylna historia, ale ja sama nie sądziłam, że jestem do czegoś takiego zdolna.

Dziękuję, że mnie wysłuchaliście.

Pozdrawiam

"Ponad pół roku milczałam, może i to nie jest długo, ale  ... właśnie ze względu na Niego i też siebie, nie chciałam tego ujawnić."

Co sie wiec zmienilo? Kolejna pokusa tym razem mowienia? Skoro byly jakies racjonalne powody zeby nie mowic, to one sie zmienily czy byla to znowu kwestia "nastroju"?

I czemu nie chcesz walczyc o zwiazek? (masz do tego prawo). Wyglada jakby nie zalezalo Ci.

24

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Egoiści powinni być sami

25

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Dwoje kochających sie ludzi, żyją sobie szczęśliwym życiem. Ona lub on się zabawili, mieli seks z kimś innym, gdzieś na wakacjach. Czy to jest powód, aby związek się rozpadł? Wiele lat razem i trzeba się rozejść, bo jedno z nich uprawiało seks z kimś innym?

Bardzo dziwne, ale wiem... facet musi odejść, bo inaczej nazwą go "rogaczem", "mięczakiem", bo kto inny bzyknął mu (???) żonę. Nie mógłby patrzeć w lustro, gdyby żył z żoną, która upraiwała seks z kimś jeszcze -- z jakimś kolegą "J", którego w życiu żony już nie ma. Ale cóż -- żona, autorka tego tematu wyznaje takie same zasady -- gdyby jej mąż zdradził, to byłby najgorszym draniem na świecie.

Tak oto wierność, najwyższa na świecie wartość, czyli kto z kim seks uprawiał, staje się powodem do niszczenia życia. Ironia polega na tym, że Ci co stawiają wierność najwyżej, twierdzą, że Ci co ulegają pokusie i uprawiają seks z kim innym ("zdradzają"), to zachowują się jak zwierzęta. Bo ulegają niskiemu instynktowi, podczas gdy Ci pierwsi całe swoje życie budują na wiernośći.

Nie liczy się miłość, uczciwość, życie razem, dbanie o siebie, kochanie się. Liczy się czy jest wierny/wierna. Związek, którego podstawą jest wyłączność seksualna to kruchy związek. I może prysnąć tak jak w tym wątku autorka opisuje.

Jak to naprawić? Będziecie musieli odrobić swoje zadanie i przeanalizować, czy zdrada twoja autorko, jest faktycznie powodem do rozejścia. Wydaje mi sie, że mąż by wybaczył zdradę, ale pod warunkiem, że "inni" nie będą traktowali go jako rogacza, nie będzie się czuł oszukany, gorszy. Pewnie gdyby sam zdradził, to by wiedział, że zdrada wcale małżeńśtwa nie przekreśla.

W mojej ocenie nic się nie stało. Nie trzeba było mieć wyrzutów sumienia, nie trzeba było lamentować, i przede wszystkim nie trzeba było mężowi mówić. Co trzeba było robić? Kochać męża, być dobrą żoną. Zabawiłaś się, było fajnie, choroby nie masz, w ciązy nie jesteś -- nie ma rpoblemu.

Opierałaś swoje życie na wierności, a to zła droga. Popełniłaś błąd, bo poszłaś za siłą natury, bzyknęłaś się z "J". Drugi błąd to twoje lamentowanie. Trzeci błąd to złożenie tego ciężaru na barki męża. Czwarty błąd -- możesz dopiero popełnić -- mianowicie nagabywać meża, aby wrócił. Teraz musisz mu dać trochę spokoju.

26

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Elle88 napisał/a:

Jedno jest pewne - Twój mąż pokazał WIELKĄ klasę swoją reakcją.
Na pewno wolałabyś żeby wybuchł, nawrzeszczał na Ciebie lub zwyzywał, a on tylko swoim dostojnym spokojem i milczeniem utwierdził Cię w tym, jak świetnym jest człowiekiem.

Naprawdę - wielka klasa dla tego gościa.

To fakt.
Czasem się nad tym zastanawiam, jakbym postąpiła w takiej sytuacji, gdyby mój partner mnie zdradził, czy chciałabym wiedzieć czy nie.
I jestem coraz bardziej przekonana, że gdyby to było jednorazowe, a on by tego szczerze żałował - wolałabym jednak nie wiedzieć, bo tego się nigdy nie wykreśli z pamięci. Zdrada jeśli rzeczywiście incydentalna czy to fizyczna czy emocjonalna, to kwestia sumienia zdradzającego i to on powinien się z nią zmierzyć w pierwszej kolejności a nie od razu obarczać nią partnera. Jeśli sam zrozumie dlaczego to zrobił i nie będzie chciał powtórzyć, to nie powtórzy. Tylko będzie się starał to sam naprawić, zrozumieć przyczyny, porozmawiać, coś w tym kierunku zrobić. Jeśli się uda, fajnie, jeśli nie - chyba pora odejść.
Ja osobiście nie uwierzyłabym, że to był tylko jeden raz i że tak bardzo mu z tym źle. Sama zdrada jest jak policzek, ale przyznanie się do niej nawet ze skruchą, przeprosinami, tłumaczeniem że nie chciał to czysta bezczelność - nie wyobrażam sobie tego. Jeśli źle Ci w związku, czegoś brakuje to albo staraj się to naprawić albo miej odwagę i odejdź.
Z jakiegoś powodu autorka zdradziła, świadomie! Płacz na dowód wyrzutów sumienia to nie "pokuta". Nic nie zrobiła, by ratować związek. Ja po przeczytaniu jej postu wręcz odniosłam wrażenie, że już nie może patrzeć na jego zakochany wzrok, nie dlatego bo zdradziła, ale dlatego, że tego nie odwzajemnia, a on jest przecież takim cudownym mężczyzną! Inaczej zrobiłaby wszystko aby to naprawić...
Szczerze nie wierzę w szczęśliwe życie po zdradzie. Owszem, można dalej być razem, nawet myśleć że się uratowało związek, ale to już nie to samo. No chyba że się to razem przepracuje, przemyśli... ale na pewno nie na zasadzie 'ok kochanie, doceniam szczerość, wierzę że żałujesz, zapomnijmy o tym i żyjmy dalej jakby nigdy nic'.

27

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Gary napisał/a:

Dwoje kochających sie ludzi, żyją sobie szczęśliwym życiem. Ona lub on się zabawili, mieli seks z kimś innym, gdzieś na wakacjach. Czy to jest powód, aby związek się rozpadł? Wiele lat razem i trzeba się rozejść, bo jedno z nich uprawiało seks z kimś innym?
Bardzo dziwne, ale wiem... facet musi odejść, bo inaczej nazwą go "rogaczem", "mięczakiem", bo kto inny bzyknął mu (???) żonę. Nie mógłby patrzeć w lustro, gdyby żył z żoną, która upraiwała seks z kimś jeszcze -- z jakimś kolegą "J", którego w życiu żony już nie ma. Ale cóż -- żona, autorka tego tematu wyznaje takie same zasady -- gdyby jej mąż zdradził, to byłby najgorszym draniem na świecie.

To już chyba typowe niestety myślenie facetów ok 40-tki  - przecież seks jest tak naturalna czynnością jak niemal oddychanie, po co z tego robić takie zamieszanie - jest związek (z)budoway przez lata po co go burzyć tylko dlatego, że ktoś się bzyknął, było miło, fajnie, nie ma ciąży, konsekwencji - o co tyle szumu?? Przecież wraca po tym do współmałżonka! I chwała mu za to!
To smutne..

Gary napisał/a:

Nie liczy się miłość, uczciwość, życie razem, dbanie o siebie, kochanie się. Liczy się czy jest wierny/wierna. Związek, którego podstawą jest wyłączność seksualna to kruchy związek. I może prysnąć tak jak w tym wątku autorka opisuje.

O czym Ty mówisz?? Miłość uczciwość vs zdrada? To się absolutnie wyklucza! Ale masz rację w jednym - też znam pary które za podstawę związku uznają wierność, ale na zasadzie jest źle, beznadziejnie, ale się nie zdradzamy więc to jest solidny mimo wszystko związek. Jednak to są zupełnie 2 różne sytuacje, skrajne bym powiedziała.

Gary napisał/a:

Popełniłaś błąd, bo poszłaś za siłą natury, bzyknęłaś się z "J". Drugi błąd to twoje lamentowanie. Trzeci błąd to złożenie tego ciężaru na barki męża. Czwarty błąd -- możesz dopiero popełnić -- mianowicie nagabywać meża, aby wrócił. Teraz musisz mu dać trochę spokoju.

Tu się też trochę z Tobą zgodzę - nawet z 3 wymienionymi przez Ciebie błędami. Z czwartym nie do końca, bo odnoszę wrażenie, że autorka nie jest aż tak wyrachowana, a po drugie chyba jednak nie zależy jej na związku, raczej ma wyrzuty sumienia bo zdradziła, zraniła porządnego faceta.

28

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Napisałam do męża bardzo długi list i jutro mu go zawiozę. Nie mogę tego tak zostawić.

Po powrocie z tych cholernych wakacji zwyczajnie się bałam, że mąż się o wszystkim dowie. Żałowałam. Nie sądziłam, że swoje zachowanie aż tak będę przeżywać. Starałam się jak zwykle, a nawet jeszcze bardziej o szczęście męża. Nie zgadzałam się wcześniej na kupno drugiego samochodu, po powrocie sama mu zaproponowałam, żeby jednak go kupić. To tylko jeden z przykładów.

Panicznie się bałam wszystkiego, każdego telefonu, późniejszego powrotu z pracy. On mnie przecież doskonale zna, domyślił się, że coś się stało.

Jeśli chodzi o zakochane oczy, to nie miałam na myśli tego, że miałam Go dość. Cierpiałam, ponieważ byłam świadoma tego, co zrobiłam. On na to w ogóle nie zasłużył.

O tym, co zrobiłam wie moja siostra, mąż i jego przyjaciel.

Tak bardzo bym chciała, aby mnie przytulił.

29

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

...niewierność niszczy całkowicie zaufanie....zdradzona osoba czuje się oszukana i zraniona...Ty też nie masz łatwo...czasem można odbudować związek, nawet odnaleźć dawne gorące uczucie....dlaczego doszło do zdrady i czy był to długi romans...u ciebie pojedynczy skok w bok (zdrady emocjonalnej nie było)...może warto byś spróbowała zawalczyć o swój związek....będzie trudno jak diabli...bardzo szkoda mi twojego męża i to od niego zależy czy dostaniesz drugą szansę...

30

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
niemagłupszej napisał/a:

Po powrocie z tych cholernych wakacji zwyczajnie się bałam, że mąż się o wszystkim dowie.
/.../
Panicznie się bałam wszystkiego, każdego telefonu, późniejszego powrotu z pracy. On mnie przecież doskonale zna, domyślił się, że coś się stało.
/.../
O tym, co zrobiłam wie moja siostra, mąż i jego przyjaciel.

Przecież to była wakacyjna przygoda, jednorazowa z ustaleniem że na niej się kończy skąd więc strach że się wyda? Telefonów późniejszego powrotu z pracy???

31 Ostatnio edytowany przez Po przejściach 48 (2015-03-03 19:48:53)

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Gary napisał/a:

Dwoje kochających sie ludzi, żyją sobie szczęśliwym życiem. Ona lub on się zabawili, mieli seks z kimś innym, gdzieś na wakacjach. Czy to jest powód, aby związek się rozpadł? Wiele lat razem i trzeba się rozejść, bo jedno z nich uprawiało seks z kimś innym?

Bardzo dziwne, ale wiem... facet musi odejść, bo inaczej nazwą go "rogaczem", "mięczakiem", bo kto inny bzyknął mu (???) żonę. Nie mógłby patrzeć w lustro, gdyby żył z żoną, która upraiwała seks z kimś jeszcze -- z jakimś kolegą "J", którego w życiu żony już nie ma. Ale cóż -- żona, autorka tego tematu wyznaje takie same zasady -- gdyby jej mąż zdradził, to byłby najgorszym draniem na świecie.

Tak oto wierność, najwyższa na świecie wartość, czyli kto z kim seks uprawiał, staje się powodem do niszczenia życia. Ironia polega na tym, że Ci co stawiają wierność najwyżej, twierdzą, że Ci co ulegają pokusie i uprawiają seks z kim innym ("zdradzają"), to zachowują się jak zwierzęta. Bo ulegają niskiemu instynktowi, podczas gdy Ci pierwsi całe swoje życie budują na wiernośći.

Nie liczy się miłość, uczciwość, życie razem, dbanie o siebie, kochanie się. Liczy się czy jest wierny/wierna. Związek, którego podstawą jest wyłączność seksualna to kruchy związek. I może prysnąć tak jak w tym wątku autorka opisuje.

Jak to naprawić? Będziecie musieli odrobić swoje zadanie i przeanalizować, czy zdrada twoja autorko, jest faktycznie powodem do rozejścia. Wydaje mi sie, że mąż by wybaczył zdradę, ale pod warunkiem, że "inni" nie będą traktowali go jako rogacza, nie będzie się czuł oszukany, gorszy. Pewnie gdyby sam zdradził, to by wiedział, że zdrada wcale małżeńśtwa nie przekreśla.

W mojej ocenie nic się nie stało. Nie trzeba było mieć wyrzutów sumienia, nie trzeba było lamentować, i przede wszystkim nie trzeba było mężowi mówić. Co trzeba było robić? Kochać męża, być dobrą żoną. Zabawiłaś się, było fajnie, choroby nie masz, w ciązy nie jesteś -- nie ma rpoblemu.

Opierałaś swoje życie na wierności, a to zła droga. Popełniłaś błąd, bo poszłaś za siłą natury, bzyknęłaś się z "J". Drugi błąd to twoje lamentowanie. Trzeci błąd to złożenie tego ciężaru na barki męża. Czwarty błąd -- możesz dopiero popełnić -- mianowicie nagabywać meża, aby wrócił. Teraz musisz mu dać trochę spokoju.

Człowieku, czy Ty czytasz to co piszesz? Wierność i zdrada się nie liczy? Ciekawy masz pogląd na wartości małżeńskie tak pisząc, albo sam namieszałeś i tym się przed sobą usprawiedliwiasz? Przecież wierność i zaufanie to podstawa związku. Reszta jest tylko otoczką cementującą związek.

32 Ostatnio edytowany przez rumpel (2015-03-03 19:57:59)

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

WITAM !

niemagłupszej napisał/a:

O tym, co zrobiłam wie moja siostra, mąż i jego przyjaciel.

Tak bardzo bym chciała, aby mnie przytulił.

I niech więcej osób o ile to możliwe nie dowie się o tym....a na to drugie będziesz musiała niestety trochę poczekać. Musisz walczyć o męża i jego uczucia, co na pewno nie będzie łatwe... a czy możliwe zależeć będzie od was obojga. Mąż będzie potrzebował wiele czasu aby ustalić swój stosunek do Ciebie i tego co mu zrobiłaś. Staraj się z nim ROZMAWIAĆ,ROZMAWIAĆ,ROZMAWIAĆ ......wyjaśnić sobie wszystko ale naprawdę WSZYSTKO - może to coś da. Innej drogi nie widzę....
Pozdrawiam i życzę powodzenia rumpel

W moim przypadku wyglądało to tak jak opisuje to w poniższym temacie. Może tobie pomogą me doświadczenia....                                               
http://www.netkobiety.pl/f78.html

33

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Moja droga, połowę postow na tym forum pisza panie, ktore zostaly zdradzone i teraz maja szansę wylac swoje flustracje na dziewczynie, ktora zdradziła. Nie czytaj tych bzdur.  Twoje małżeństwo przechodzi kryzys, ale jest szansa, aby je uratować.  Stało sie nieszczęście, popelnilas blad, ale nie ty pierwsza i nie ostatnia. Jeśli masz przy sobie madrego partnera to da sie to jakos poukładać. Mężowi  daj czas, przekaz mu że go kochasz i żałujesz. Poczytaj tez posty zdradzonych mężów np. Piotra i uswiadom sobie, że nie da sie przestac kochaćd  zony z dnia na dzień i dlatego nie wszystko stracone.

34

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
takata napisał/a:

Moja droga, połowę postow na tym forum pisza panie, ktore zostaly zdradzone i teraz maja szansę wylac swoje flustracje na dziewczynie, ktora zdradziła. Nie czytaj tych bzdur.  Twoje małżeństwo przechodzi kryzys, ale jest szansa, aby je uratować.  Stało sie nieszczęście, popelnilas blad, ale nie ty pierwsza i nie ostatnia. Jeśli masz przy sobie madrego partnera to da sie to jakos poukładać. Mężowi  daj czas, przekaz mu że go kochasz i żałujesz. Poczytaj tez posty zdradzonych mężów np. Piotra i uswiadom sobie, że nie da sie przestac kochaćd  zony z dnia na dzień i dlatego nie wszystko stracone.

Ty uważasz to tylko za błąd? A co do kryzysu masz rację, ale kto do kryzysu doprowadził? Ja tego wcale nie rozumiem. To jest próba usprawiedliwienia zdrady. Czy to pisze osoba poważna?

35

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Ale tu nie ma co dyskutować , wszystko zależy od tego Pana , ale po mojemu to juz jest po "zawodach" .... jesteśmy "tylko" ludźmi i wczesniej czy później to sie rozsypie .... Moja rada nawet nie próbuj go teraz dotykać , pisać , to jeszcze bardziej wzbudzi w nim gniew....On sam musi sie z Tym uporać

36

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Mieszkam w bardzo dużym mieście.  Mężczyzna, z którym zdradziłam męża, wie jak się nazywam i z jakiego miasta jestem. Wkręcałam sobie przeróżne filmy i scenariusze... że po pracy mąż pojechał się z nim spotkać. Wcześniej śmiałam się z powiedzenia: Kto broi, ten się boi. Jednak jest to prawda.

Gdyby mnie tydzień temu nie zapytał o to, czy mam mu coś do powiedzenia, to ja bym się nie przyznała.  Kilka razy byłam nawet u psychologa, żeby się uspokoić. Nawet, jakbym się zdrady wyparła, on by wiedział, że kłamię. Codziennie rozmawia z ludźmi i takie rzeczy wie.

37

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Po przejściach 48 napisał/a:

To jest próba usprawiedliwienia zdrady. Czy to pisze osoba poważna?

próba usprawiedliwienia zdrady już zaczęła się w pierwszych słowach wątku - mąż nie mógł pojechać, sam kupił strój kąpielowy i jeszcze dorzucił na 'kieszonkowe'.. poza tym jechała z siostra, nie jakąś kumpelą... cóż  i ja uważam że to przerysowane...

38

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Po przejściach 48 napisał/a:
takata napisał/a:

Moja droga, połowę postow na tym forum pisza panie, ktore zostaly zdradzone i teraz maja szansę wylac swoje flustracje na dziewczynie, ktora zdradziła. Nie czytaj tych bzdur.  Twoje małżeństwo przechodzi kryzys, ale jest szansa, aby je uratować.  Stało sie nieszczęście, popelnilas blad, ale nie ty pierwsza i nie ostatnia. Jeśli masz przy sobie madrego partnera to da sie to jakos poukładać. Mężowi  daj czas, przekaz mu że go kochasz i żałujesz. Poczytaj tez posty zdradzonych mężów np. Piotra i uswiadom sobie, że nie da sie przestac kochaćd  zony z dnia na dzień i dlatego nie wszystko stracone.

Ty uważasz to tylko za błąd? A co do kryzysu masz rację, ale kto do kryzysu doprowadził? Ja tego wcale nie rozumiem. To jest próba usprawiedliwienia zdrady. Czy to pisze osoba poważna?

A za co mam uwazac jak nie za błąd.  Przeciez nikogo nie zabiła.  Zdradziła męża w chwili glupoty. Nie miała regularnego romansu, nie knula, nie kombinowala tylko popelnila błąd zdrady. I pisze to poważnie z pełnym przekonaniem, żeasą w życiu gorsze rzeczy niż jednorazowa zdrada.

39

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Anastacjaa napisał/a:
Po przejściach 48 napisał/a:

To jest próba usprawiedliwienia zdrady. Czy to pisze osoba poważna?

próba usprawiedliwienia zdrady już zaczęła się w pierwszych słowach wątku - mąż nie mógł pojechać, sam kupił strój kąpielowy i jeszcze dorzucił na 'kieszonkowe'.. poza tym jechała z siostra, nie jakąś kumpelą... cóż  i ja uważam że to przerysowane...

Może i masz rację.

40

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Po przejściach 48 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:
Po przejściach 48 napisał/a:

To jest próba usprawiedliwienia zdrady. Czy to pisze osoba poważna?

próba usprawiedliwienia zdrady już zaczęła się w pierwszych słowach wątku - mąż nie mógł pojechać, sam kupił strój kąpielowy i jeszcze dorzucił na 'kieszonkowe'.. poza tym jechała z siostra, nie jakąś kumpelą... cóż  i ja uważam że to przerysowane...

Może i masz rację.

Szczerze mówiąc, dla mnie to było też zaskoczeniem, ale myślę, że chciał mi to jakoś wynagrodzić, że nie jedzie ze mną.  Mam siostrę bliźniaczkę i ją wzięłam. Nie wiem, co w tym dziwnego.

41 Ostatnio edytowany przez alcybiades (2015-03-03 20:19:11)

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

.......teraz musisz udowodnić, że ci zależy (bez naciskania)...to długi proces i nie koniecznie z takim zakończeniem jak byś chciała.... twojemu mężowi teraz naprawdę się należy dużo dobrego w ramach próby rekompensaty krzywd..aha nie jest to bynajmniej jednorazowy projekt...

42

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
takata napisał/a:
Po przejściach 48 napisał/a:
takata napisał/a:

Moja droga, połowę postow na tym forum pisza panie, ktore zostaly zdradzone i teraz maja szansę wylac swoje flustracje na dziewczynie, ktora zdradziła. Nie czytaj tych bzdur.  Twoje małżeństwo przechodzi kryzys, ale jest szansa, aby je uratować.  Stało sie nieszczęście, popelnilas blad, ale nie ty pierwsza i nie ostatnia. Jeśli masz przy sobie madrego partnera to da sie to jakos poukładać. Mężowi  daj czas, przekaz mu że go kochasz i żałujesz. Poczytaj tez posty zdradzonych mężów np. Piotra i uswiadom sobie, że nie da sie przestac kochaćd  zony z dnia na dzień i dlatego nie wszystko stracone.

Ty uważasz to tylko za błąd? A co do kryzysu masz rację, ale kto do kryzysu doprowadził? Ja tego wcale nie rozumiem. To jest próba usprawiedliwienia zdrady. Czy to pisze osoba poważna?

A za co mam uwazac jak nie za błąd.  Przeciez nikogo nie zabiła.  Zdradziła męża w chwili glupoty. Nie miała regularnego romansu, nie knula, nie kombinowala tylko popelnila błąd zdrady. I pisze to poważnie z pełnym przekonaniem, żeasą w życiu gorsze rzeczy niż jednorazowa zdrada.

Też tak uważam. Są naprawde gorsze rzeczy w życiu niż jednorazowa zdrada. Nie miałaś romansu, nie oszukiwałaś go na codzień. On teraz zna prawde i decyzja należy do niego. 
Jeśli twoje małżeństwo było udane  - zrobiłaś duży błąd, skomplikowałaś sobie niepotrzebnie życie.

43 Ostatnio edytowany przez Gary (2015-03-03 21:20:18)

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Anastacjaa napisał/a:

To już chyba typowe niestety myślenie facetów ok 40-tki  - przecież seks jest tak naturalna czynnością jak niemal oddychanie, po co z tego robić takie zamieszanie - jest związek (z)budoway przez lata po co go burzyć tylko dlatego, że ktoś się bzyknął, było miło, fajnie, nie ma ciąży, konsekwencji - o co tyle szumu?? Przecież wraca po tym do współmałżonka! I chwała mu za to!
To smutne..

Smutne jest twoje ostatnie zdanie "wraca po tym do współmałżonka! I chwała mu za to!". Dlaczego chwała? Że ma być wdzięcczny ten współmałżonek, że zdradzacz łaskawie wraca? A może że zdradzacz cierpi bo wraca? Eeee... chyba masz zły ogląd sytuacji. W dobrych małżeńśtwach zdarzają się zakochania i zdrady poza tymi małżeństwami, tak było i będzie. Te chwile przemijają, a oni razem są na starość i nieraz żałują, że ze zdrady zrobili taką wojnę.

Punkt drugie -- "nie ma sensu burzyć związku, który trwa latami tylko z tego powodu że ktoś bzyknął". Bzyknął czy nie bzyknął -- związku nie ma sensu burzyć, bo on się nie rozpada. Więc po co burzyć coś co jest dobre? Może ten związek jest dobry?

Związek autorki tego wątku był dobry. Ale zdradziła. Oczywiście zaraz można podnieść głosy, że na pewno był to zły związek, skoro zdradziła -- nie wierzę w ten marketing. W dobrych związkach są zdrady.



Miłość uczciwość vs zdrada? To się absolutnie wyklucza! Ale masz rację w jednym - też znam pary które za podstawę związku uznają wierność, ale na zasadzie jest źle, beznadziejnie, ale się nie zdradzamy więc to jest solidny mimo wszystko związek. Jednak to są zupełnie 2 różne sytuacje, skrajne bym powiedziała.

Spróbuj spojrzeć na facetów ale wyłączając całą sferę seksualną. Wtedy widać kogo kochają, kogo szanują, z kim żyją. Wtedy zobaczysz, że ten wierny święty trwający w małżeńśtwie jest po prostu zwykłym draniem, który pasożytuje na żonie, traktuje ją jak ścierę do podłogi... Wtedy zobaczysz, że ten cwaniak co bzyka laskę z nie swojej grupy na imprezie firmowej jest całkiem dobrym ojcem, mężem... a ta jego koleżanka co bzykał jest dobrą matką i żoną.


niemaglupszej napisał/a:

Napisałam do męża bardzo długi list i jutro mu go zawiozę. Nie mogę tego tak zostawić.

Aaaa... świetne posunięcie. Zapomniałem o liście. Rewelacja. Nie atakujesz męża, ale przekazujesz informacje.


poprzejsciach48 napisał/a:

złowieku, czy Ty czytasz to co piszesz? Wierność i zdrada się nie liczy? Ciekawy masz pogląd na wartości małżeńskie tak pisząc, albo sam namieszałeś i tym się przed sobą usprawiedliwiasz? Przecież wierność i zaufanie to podstawa związku. Reszta jest tylko otoczką cementującą związek.

Wierność to nie podstawa związku -- wierność to jest tylko kto z kim uprawiał seks. Ważne jest zaufanie, miłośc. Ja się usprawiedliwiać nie potrzebuję. Gdyby dziewczyna, autorka wątku, nie stawiała wierności tak wysoko, to by sobie małżeńśtwa nie rozwaliła. Dużo widziałem historii gdzie świetne małżeństwo wchodziło w horror zdrady, bo kogoś emocje poniosły i poszedł na seks.


takata napisał/a:

A za co mam uwazac jak nie za błąd.  Przeciez nikogo nie zabiła.  Zdradziła męża w chwili glupoty. Nie miała regularnego romansu, nie knula, nie kombinowala tylko popelnila błąd zdrady. I pisze to poważnie z pełnym przekonaniem, żeasą w życiu gorsze rzeczy niż jednorazowa zdrada.

No właśnie. Nie ma sensu robić tragedii. Mąż bedzie miał żal do niej, że to zrobiła. Będzie się czuł oszukany, rogaczem, faceetem, ktory nie potrafił wyrzucić takiej żony za drzwi -- bo facet powinien być maczo, a nie wybaczać zdradę, prawda? Powinien powiedzieć "No cóż kochanie -- poszłaś w tango, stało się. Trudno. Mam nadzieję, że to nam nie zaszkodzi." A żona na to "Tak, masz rację -- poniosło mnie. Ale Ciebie kocham i nasz świat.".

44

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
niemagłupszej napisał/a:
Po przejściach 48 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

próba usprawiedliwienia zdrady już zaczęła się w pierwszych słowach wątku - mąż nie mógł pojechać, sam kupił strój kąpielowy i jeszcze dorzucił na 'kieszonkowe'.. poza tym jechała z siostra, nie jakąś kumpelą... cóż  i ja uważam że to przerysowane...

Może i masz rację.

Szczerze mówiąc, dla mnie to było też zaskoczeniem, ale myślę, że chciał mi to jakoś wynagrodzić, że nie jedzie ze mną.  Mam siostrę bliźniaczkę i ją wzięłam. Nie wiem, co w tym dziwnego.

Oczywiście, że w tym nie ma poniekąd nic dziwnego. Poza tym że od tego zaczęłaś swój wątek.. zaznaczając że mąż nawet kupił Ci strój kąpielowy - tak jakby chciał byś seksownie wyglądała. No ale rozumiem, że niektórzy mężczyźni takie rzeczy kupują czy towarzyszą w takich zakupach.
Zazgrzytało mi jednak kiedy napisałaś że "po powrocie z tych cholernych wakacji zwyczajnie się bałaś, że mąż się o wszystkim dowie, bałaś się wszystkiego, każdego telefonu, późniejszego powrotu z pracy" itd. Potem wytłumaczyłaś że jesteś z dużego miasta a tamten wiedział jak się nazywasz... musisz mieć naprawdę bujną wyobraźnię! wink
Gdybyś powiedziała że jesteś z małej miejscowości... ale z dużego miasta? No chyba że jesteś gwiazdą rozpoznawalną na ulicy. Albo ten z którym zdradziłaś męża potwornie się w Tobie zakochał i po seksie się oświadczył i chciał z Tobą wracać do twego miasta. Napisałaś jednak że to było jednorazowe i że ustaliliście że na tym się ta przygoda skończyła. Skąd więc ta panika? że siostra bliźniaczka wyda? Bo raczej nie że on odnajdzie...

45

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Egoistka jeszcze przytulenia potrzebuje, od tego samego człowieka którego zniszczyła. Żałosne!

46

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Gary napisał/a:

Smutne jest twoje ostatnie zdanie "wraca po tym do współmałżonka! I chwała mu za to!". Dlaczego chwała? Że ma być wdzięcczny ten współmałżonek, że zdradzacz łaskawie wraca? A może że zdradzacz cierpi bo wraca? Eeee... chyba masz zły ogląd sytuacji. W dobrych małżeńśtwach zdarzają się zakochania i zdrady poza tymi małżeństwami, tak było i będzie. Te chwile przemijają, a oni razem są na starość i nieraz żałują, że ze zdrady zrobili taką wojnę.

Tak zdarzają, ale poprawka - nie w dobrych małżeństwach, tylko małżeństwach, gdzie się ludzie okłamują i żyją iluzją, poniekąd wygodą, która często przetrwa lata... a na starość wiadomo że emocje opadają i przyzwyczajenie jest ważniejsze... No kto co woli... rozumiem, że sam zdradzasz i masz "szczeliwie małżeństwo' z drugiej strony, dlatego tak mówisz... 

Gary napisał/a:

Punkt drugie -- "nie ma sensu burzyć związku, który trwa latami tylko z tego powodu że ktoś bzyknął". Bzyknął czy nie bzyknął -- związku nie ma sensu burzyć, bo on się nie rozpada. Więc po co burzyć coś co jest dobre? Może ten związek jest dobry?

Zdradzasz, burzysz... a że myślisz inaczej to tylko wygodne wytłumaczenie, usprawiedliwienie tego. w jednej sytuacji się z Tobą zgodzę - kiedy oboje małżonków świadomie się decyduje na otwarty związek i nie robią sobie wyrzutów, w żadnej innej sytuacji nie!

W dobrych związkach nie ma zdrady!

47 Ostatnio edytowany przez Magiczka9 (2015-03-03 21:36:54)

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Anastacjaa napisał/a:

W dobrych związkach nie ma zdrady!

Zdrada nie zależy od tego jaki jest związek, tylko od zdradzającego.
Jeśli zdrada by zależała od tego, czy związek jest dobry czy zły, to by można było sobie każdym argumentem zdradę usprawiedliwić.
Winę ponosi tylko ta osoba, która popełni przestępstwo na tym forum zwana bzdurą smile

48

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Anastacjaa napisał/a:

Gdybyś powiedziała że jesteś z małej miejscowości... ale z dużego miasta? No chyba że jesteś gwiazdą rozpoznawalną na ulicy. Albo ten z którym zdradziłaś męża potwornie się w Tobie zakochał i po seksie się oświadczył i chciał z Tobą wracać do twego miasta. Napisałaś jednak że to było jednorazowe i że ustaliliście że na tym się ta przygoda skończyła. Skąd więc ta panika? że siostra bliźniaczka wyda? Bo raczej nie że on odnajdzie...

Wiem, to chyba moja dzika wyobraźnia i strach przez utratą męża wprowadziły taki zamęt w głowie.

Mój mąż powiedział mi kiedyś, że jakbym go zdradziła, to by mnie chyba zabił ...

Mam nadzieję, że nie przestał mnie kochać i mi wybaczy. Nie wymagam tego, abyśmy razem spali. Brzydzi się mnie pewnie i z całego serca patrzeć na mnie nie może. Chciałabym, żeby chociaż spróbował. Byłoby mi łatwiej, gdyby był obok mnie.

Wiem jedno - Nie wiem jak spojrzę mu jutro w oczy, ale muszę z nim porozmawiać. Mogę go nawet na kolanach przepraszać. Możliwe, że to nic już nie da, ale chociaż spróbuję. Już z jego kumplem ustaliłam godzinę, kiedy pojadę. Tak, żeby go w domu nie było. Próbowałam podpytać o męża, czy o mnie wspomina, cokolwiek.  Odpowiedział, że On mnie kocha, ale tak go zraniłam, że musi pobyć sam na sam i pozbierać wszystkie myśli. Mam być dobrej myśli.

49

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Wspolczuje twojemu Mężowi.
Nawet w takiej sytuacji nie potrafisz zdobyć się nawet na promil szacunku do niego.
Wszystko co chcesz zrobić, robisz przez pryzmat tego co Ty chcesz. Tak, jakby tylko to czego Ty sama chcesz było dla Ciebie ważne - a nic więcej się nie liczyło.
Mąż powiedział, ze potrzebuje dystansu, ze chce czasu na przemyślenia.
A ty w jaki sposób to szanujesz ?
Osaczajac go.
Super naprawdę ....

50

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Magiczka9 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

W dobrych związkach nie ma zdrady!

Zdrada nie zależy od tego jaki jest związek, tylko od zdradzającego.
Jeśli zdrada by zależała od tego, czy związek jest dobry czy zły, to by można było sobie każdym argumentem zdradę usprawiedliwić.
Winę ponosi tylko ta osoba, która popełni przestępstwo na tym forum zwana bzdurą smile

Anastazja podobnie jak ja przed rokiem nie potrafi przyjać do wiadomości, że związała się z oszustem i tchórzem, który zdradził kobietę, której wcześniej ślubował przed bogiem, todziną i przyjacielami. Ja już przeszłam przez etap zaprzeczania i do niej dotrze, iż jest w zeiązku wysokiego ryzyka z facetem, który potrafi po mistrzowsku oszukiwać i łamać najświętsze przysięgi.

Przykto mi Anastazjo, ale twój facet jest nieuczciwy i musi popracować nad sobą jeśli chcecie tworzyć zgodne stadło, jak już wyzdychsją motylki. My od kilku miesięcy uczestniczymy w terapii, aby zredukować ryzyko powtórzenia drogi na skróty w przyszłości.
Anastazjo, spójrz prawdzie w oczy. To boli tylko przez chwilę.

51 Ostatnio edytowany przez INKKA (2015-03-03 22:06:06)

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Magiczka9 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

W dobrych związkach nie ma zdrady!

Zdrada nie zależy od tego jaki jest związek, tylko od zdradzającego.
Jeśli zdrada by zależała od tego, czy związek jest dobry czy zły, to by można było sobie każdym argumentem zdradę usprawiedliwić.
Winę ponosi tylko ta osoba, która popełni przestępstwo na tym forum zwana bzdurą smile

jakie to przestępstwo? chyba nie jestem wtajemniczona

52

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
IsaBella77 napisał/a:

Wspolczuje twojemu Mężowi.
Nawet w takiej sytuacji nie potrafisz zdobyć się nawet na promil szacunku do niego.
Wszystko co chcesz zrobić, robisz przez pryzmat tego co Ty chcesz. Tak, jakby tylko to czego Ty sama chcesz było dla Ciebie ważne - a nic więcej się nie liczyło.
Mąż powiedział, ze potrzebuje dystansu, ze chce czasu na przemyślenia.
A ty w jaki sposób to szanujesz ?
Osaczajac go.
Super naprawdę ....

Obawiam się, że milczeniem pogarszam swoją sytuację. Będzie myślał, że chcę, aby odszedł.

53

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Obawiaj się czego chcesz, ale pokazując mu jak głęboko w dupiu masz to o co On ciebie prosił, okazujesz mu kompletny brak szacunku i zrozumienia.
Zgadniesz jak on na to zareaguje ??

54

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Aleksandra81 napisał/a:
Magiczka9 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

W dobrych związkach nie ma zdrady!

Zdrada nie zależy od tego jaki jest związek, tylko od zdradzającego.
Jeśli zdrada by zależała od tego, czy związek jest dobry czy zły, to by można było sobie każdym argumentem zdradę usprawiedliwić.
Winę ponosi tylko ta osoba, która popełni przestępstwo na tym forum zwana bzdurą smile

Anastazja podobnie jak ja przed rokiem nie potrafi przyjać do wiadomości, że związała się z oszustem i tchórzem, który zdradził kobietę, której wcześniej ślubował przed bogiem, todziną i przyjacielami. Ja już przeszłam przez etap zaprzeczania i do niej dotrze, iż jest w zeiązku wysokiego ryzyka z facetem, który potrafi po mistrzowsku oszukiwać i łamać najświętsze przysięgi.

Przykto mi Anastazjo, ale twój facet jest nieuczciwy i musi popracować nad sobą jeśli chcecie tworzyć zgodne stadło, jak już wyzdychsją motylki. My od kilku miesięcy uczestniczymy w terapii, aby zredukować ryzyko powtórzenia drogi na skróty w przyszłości.
Anastazjo, spójrz prawdzie w oczy. To boli tylko przez chwilę.

To nie mój wątek, ale ok. Czy mój facet okaże się wobec mnie nieuczciwy to już czas pokaże. Zresztą nigdy do końca nie wiesz z kim się wiążesz, nawet jeśli ten facet jest wolny. To czas weryfikuje.

55 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-03-03 23:16:49)

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Powrót męża oznacza, że skoro "łyka i trawi zdradę" to przełknie i strawi wzystko. Możesz już się nie starać o związek on i tak strawi - zauważ, że REALNIE taka będzie jego pozycja. Właściwie stracona. Ten, który zdradził jest tym, któremu na związku mniej zależy. Realnie zależy bardziej temu, który nie zdradził. Rządzi w związku ten, który zdradził - niezależnie "jakby się to nazywało" i jakbyś się nie czołgała. Ten rządzi, o tym się myśli, nad nim koncentruje się związek on rozdaje karty - bo postawił najwyższą kartę i nie bał się. Jak przekonasz go że jego pozycja jest inna? Jakimiś durnymi gestami, klękaniem????

Co mu dasz by nie czuł się jak wycieraczka, na której ty wycierasz sobie szpilki z tego brudu? :-)
- tu nie pomogą przysięgi - trzeba coś więcej.

Co wiesz o motywach swojej zdrady? Co WTEDY było warte tego aby zaryzykować bardzo prawdopodobnym zakończeniem związku? A może właśnie jakaś "część ciebie" chciała końca związku skoro robiłaś coś właściwie "bez przygotowania emocjonalnego" pozornie bez uzasadnienia - wątpię czy zakochałaś się w tym tam "turyście seksualnym".

Rozpad związku to przecież teraz bardzo prawdopodobna logiczna konsekwencja tej zdrady - zwłąszcza jeśli nie macie dzieci. Wierzysz w swoją GŁUPOTĘ ;-)? Ja nie wierzę, że "baby są głupie" - dokładniej to wierzę, że "głupota bab" ma swoje podwójne dno, jest w niej coś czemu trzeba bardzo uważnie się przyglądać. Na razie nie przyjrzałaś się swojej "głupocie" ani trochę - było chyba jedno zdanie na ten temat.
A prawda to podstawowa rzecz, którą trzeba dać mężowi, skoro już zdecydowałaś się powiedzieć. Jeśli wróci, zasługuje na prawdę a nie na miłą i dobrze brzmiącą ściemę zaczynającą się od "on mnie upił...".

Pomyśl więc o LOGICE swej "DZIWNEJ GŁUPOTY". WTF??? Jak dla mnie jest tu jakaś DUŻA niejasność. Bez wyjaśnienia tego "napadu" i zrozumienia co się działo I PO CO nie brałbym się nawet na Twoim miejscu, za naprawę związku (a co dopiero na miejscu męża), który jest właściwie "free to go..." w tym momencie...

Chciałaś aby mąż miał powód aby cię zdradzić, aby stał się "tym złym" i przez to atrakcyjnym? Czy jakaś część ciebie dojrzała do życia poza związkiem? Liczyłaś, że pantoflarz i tak się z tym pogodzi? Co jest grane???

56

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Anastacjoo,
w dobrych związkach zdrady też są, niestety. Niektórzy zdradę mają we krwi, potrzebują nowości, adrenaliny,
rutyna dnia codziennego ich zabija. Niestety są tacy ludzie. I nawet najbardziej kochający małżonek nie da rady sprostać ich wymaganiom.
Jedni z nich ten haj załatwiają sobie dyskretnie na boku ( w domu ciepło, a na mieście żar ), a inni ciągle wchodzą w nowe związki.

Ale są też oczywiście tacy, którzy nie byli szczęśliwi w małżeństwie. Ale tacy to inna bajka niż ci, o których napisałam powyżej.

57

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Anastacjaa napisał/a:

To nie mój wątek, ale ok. Czy mój facet okaże się wobec mnie nieuczciwy to już czas pokaże. Zresztą nigdy do końca nie wiesz z kim się wiążesz, nawet jeśli ten facet jest wolny. To czas weryfikuje.

Anastazjo, ja nie atakuję ciebie. Wprost przeciwnie. Poczytaj mój wątek, jak przed rokiem nie dałam sobie powiedzieć. że postępuję źle a mój mężczyzna to tchórz i kłamca bez zasad używający na boku. Ile ja się naczytałam 'jak suka nie da..." Ale teraz już mnie to nie rusza. Tak jak ty i kroteczka puszczałam się z żonatym i dopiero gdy związek nabrał tempa to pomyślałam o jego żonie. I to nie jak o zdradzanej, oszukiwanej kobiecie ale przeszkodzie. To jest twoje i moje wyrachowanie.

58

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

( horses... od'rodzenie? )

59

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Niby tak, niby jesteś głupia i zniszczyłaś piękne małżeństwo. W sumie głównie dlatego jesteś głupia, bo się przyznałaś. Jak miałaś jaja, żeby robić szpagaty po pijaku w Egipcie (oooBooożżeee, co za banał), to powinnaś też mieć jaja, żeby powiedzieć B i trzymać język za zębami. No ale jako babsko egoistka postanowiłaś poczuć się lepiej i zrzucić z siebie ten wielki ciężar szalonej nocy...

Nieprawda, że są tu same zdradzone kobiety, które cośtam. Tu są ludzie, którzy przez pryzmat swoich doświadczeń próbują sobie nawzajem pomóc - szkoda, że nie trafiłaś tutaj ZANIM popełniłaś tę okropną gafę z przyznaniem się do zdrady.

I nieprawdą jest, jak powiedział jakiś cyniczny kolega, nie pamiętam nicku, że zrobiłaś błąd, opierając swój związek na wierności. To piękne i każdy związek na między innymi tej wartości powinien się opierać. Niestety rozwiązły, liberalny świat narzuca nam upodabnianie się do zwierząt. A więc nie słuchaj tych głupot.

Niestety w oczach męża już nie jesteś tą jedyną, czystą i tylko jego kobietą. Szczerze mówiąc nie przychodzi mi do głowy, co możesz mu teraz zaproponować. Chyba nic. Po prostu czekać i jak nie wróci, to wstąpić do zakonu albo przynajmniej zagrozić, że jak nie wróci to wstąpisz. Daj mu przede wszystkim czas i nie szantażuj go swoją rozpaczą. Nie wydzwaniaj. Daj mu czas posiedzieć w męskiej jaskini samotności i zatęsknić. Wróci smile

60

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
Aleksandra81 napisał/a:

Tak jak ty i kroteczka puszczałam się z żonatym i dopiero gdy związek nabrał tempa to pomyślałam o jego żonie. I to nie jak o zdradzanej, oszukiwanej kobiecie ale przeszkodzie. To jest twoje i moje wyrachowanie.

Boże Drogi!
Jak szanuję takie kobiety! Takie, które przyznają się do tego co robią, nazywają wprost te wszystkie rzeczy i nie oszukują samych siebie (o otoczeniu nie wspominam z grzeczności).

Tysiąc razy mocniej podziwiam niż obłudniczki, które może i nie zdradzają, ale swoje grzeszki mają. Wykonane ciszej i widzące siebie jako te świętobliwe.

61

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
panibaronowa napisał/a:

/.../Jak miałaś jaja, żeby robić szpagaty po pijaku w Egipcie (oooBooożżeee, co za banał), to powinnaś też mieć jaja, żeby powiedzieć B i trzymać język za zębami. No ale jako babsko egoistka postanowiłaś poczuć się lepiej i zrzucić z siebie ten wielki ciężar szalonej nocy... /.../

W czym problem? To fakt, że go obciążyła, ale też nie jest jasna jej motywacja do zdrady - być może będzie miała chęć na następną, gdy trochę się uspokoi. Są osoby notorycznie zdradzające - niezależnie od tego jak by tu się nie kajały. Mąż powinien wiedzieć w co się pakuje jeśli będzie chciał wrócić. Teraz już wie. Pozostaje mu zrozumieć motywację  podjąć decyzję. Co więcej "dostawała" od męża coś na co nie zasługiwała - zatem to co dostawała było "wyłudzeniem". Kto wie, czy mąż nie chciałby wiedząc to zmienić adresata i poszukać kogoś o bardziej "purytańskich" zasadach do obdarowania miłością?

Tu chodzi też o kwestie materialne - ewentualny rozwód z orzeczeniem o winie może zmienić zasady podziału majątku, a na razie w tym konflikcie winy męża nie "udowodniono". Czemu ma wychodzić z tego zubożony choć to nie jego bajzel? Jakaś sprawiedliwość IMHO musi być.

62

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
panibaronowa napisał/a:

Niby tak, niby jesteś głupia i zniszczyłaś piękne małżeństwo. W sumie głównie dlatego jesteś głupia, bo się przyznałaś. Jak miałaś jaja, żeby robić szpagaty po pijaku w Egipcie (oooBooożżeee, co za banał), to powinnaś też mieć jaja, żeby powiedzieć B i trzymać język za zębami. No ale jako babsko egoistka postanowiłaś poczuć się lepiej i zrzucić z siebie ten wielki ciężar szalonej nocy...

Niestety w oczach męża już nie jesteś tą jedyną, czystą i tylko jego kobietą. Szczerze mówiąc nie przychodzi mi do głowy, co możesz mu teraz zaproponować. Chyba nic. Po prostu czekać i jak nie wróci, to wstąpić do zakonu albo przynajmniej zagrozić, że jak nie wróci to wstąpisz. Daj mu przede wszystkim czas i nie szantażuj go swoją rozpaczą. Nie wydzwaniaj. Daj mu czas posiedzieć w męskiej jaskini samotności i zatęsknić. Wróci smile

Dzwoniłam kilkakrotnie, bez skutku.. odpuściłam, bo pomyślałam, że jakby chciał, to by się jednak do mnie odezwał. To już jest  dla mnie duża kara.

Powiedziałam i żałuję. Bardzo żałuję wszystkiego. Ja już się wtedy musiałam przyznać - kłamstwo nic by nie dało. Im kobieta jest lepiej traktowana przez mężczyznę, tym bardziej jej odwala. Taka jest niestety prawda.

Zasiałaś we mnie ziarnko nadziei. Dziękuję.

Chyba jednak dam Mu tylko ten list i poczekam, bo nic innego mi nie pozostało.

63

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

No i fajnie.
Tylko ten wątek zupełnie czego innego się tyczy.
Ktoś prosi o radę w konkretnej sytuacji, a nie pyta o świątobliwość ...

64

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Tu chodzi też o kwestie materialne - ewentualny rozwód z orzeczeniem o winie może zmienić zasady podziału majątku, a na razie w tym konflikcie winy męża nie "udowodniono". Czemu ma wychodzić z tego zubożony choć to nie jego bajzel? Jakaś sprawiedliwość IMHO musi być.

Każde z nas pracuje, mieszkanie wspólne (notarialnie), jednak otrzymane od Rodziców męża. Nie domagałabym się niczego.

Motywacje? nie umiem odpowiedzieć na pytanie. (Seks z tamtym był beznadziejny - tragiczny)

Mam jednak nadzieję, że wróci i obejdzie się bez rozwodu.

65

Odp: Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Extra jak zwykle ma rację (skąd Ty chłopie masz taką intuicję? siedzisz tam nad jakąś kulą z czarnym kotem na ramieniu?) mianowicie coś w Twojej podświadomości musiało Cię do tej zdrady pchnąć - może właśnie Tanatos się o Ciebie upomniał. Nie wiem, sama to przemyśl, ale na litość nie zwalaj na to, że małż był dla Ciebie za dobry (bo jeszcze jest dobry w łóżku i przystojny, heloooł?), że jak się dla baby jest za dobrym, to jej odwala - nie zgadzam się, nieprawda. Mój stary nosi moją starą na rękach już 35 lat i nie odwaliło jej ani razu, ona go po prostu kocha. I wiesz, ja, gdybym miała takiego superprzystojnego, zabawnego, dobrego w łóżku faceta, to lizałabym mu jajka do sędziwego wieku nawet, gdy już by zwisały do kolan. (mam nadzieję, że nie dostanę bana za ten kolokwializm)

Proszę, przyjmij na klatę, on nie był dla Ciebie za dobry. To nie jest jego wina. To nie jest tak, że jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije. Mam nadzieję, że nadal wykaże się klasą i Ci wybaczy. To by trochę umocniło moją wiarę, że jednak gdzieś są jeszcze mężczyźni przez duże EM.

Posty [ 1 do 65 z 448 ]

Strony 1 2 3 … 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie ma i głupszej nie będzie...zdradziłam

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026