Muszę się komuś wygadać, a ta forma wydała mi się najlepsza..
Mam 28 lat, mąż 34 - jesteśmy małżeństwem od 5 lat. Mój mąż to najlepszy człowiek na świecie:miły, szarmancki, kochany, zaradny i na dodatek przystojny. W łóżku był pełen czułości i oddania. Nigdy nie wierzyłam, że kogoś takiego spotkam, moje poczucie własnej wartości było zerowe. Wiem, że mąż mnie kochał, ponieważ okazywał mi to na każdym kroku. Sam czasami stwierdzał, że za chwilkę oszaleje ze szczęścia. Nawet jak się pokłóciliśmy, to zawsze znalazł ciekawy sposób, aby mnie przeprosić. Przykład? Wracając z pracy kupił gipsowego aniołka, zapukał do drzwi i powiedział: "To jest Anioł Stróż, aby chronił Cię przede mną." Wymiękłam od razu.
W wakacje zaplanowaliśmy wspólny urlop w Egipcie, ale 2 dni przed wyjazdem okazało się, że mąż nie może jechać (ze względu na pracę - nie mogę napisać, czym się zajmuje). Ale szkoda było rezygnować z wypadu, więc pojechałam razem z siostrą. Jeszcze dzień przed wyjazdem, sam od siebie, kupił mi strój kąpielowy i dał duże kieszonkowe
(mamy wspólną kasę, a pieniądze, które zarobimy poza pensją, każdy bierze dla siebie).
Na miejscu poznałyśmy 2 facetów, którzy od razu nami się zainteresowali. Wspólne zwiedzanie, opalanie, dyskoteka ... Pan J. od razu zwrócił moją uwagę, ja jego również. Podobał mi się fizycznie, tylko tyle. Ostatniego wieczoru puściłam się jak najgorsze ścierwo. Nie chcę opisywać okoliczności tego zajścia, ale jedno jest pewne! Byłam wtedy świadoma i absolutnie siebie nie tłumaczę. Na do widzenia powiedziałam J., że już nigdy więcej się nie spotkamy i tak też się stało.
Po powrocie do domu zaczął się mój wewnętrzny koszmar. Kilka miesięcy tłumiłam w sobie to, co zrobiłam. Nie mogłam spokojnie spać. W nocy wstawałam i spędzałam kilka godzin w kuchni. Patrzyłam na zakochane oczy męża i po chwili odchodziłam i płakałam. Nie mogłam, zwyczajnie nie mogłam stłumić wyrzutów sumienia. Schudłam 7 kg, a mąż zachodził w głowę, co się dzieje.
Tydzień temu, jak zwykle poszłam do kuchni, żeby się wypłakać. Mój mąż przyszedł do kuchni po chwili i zadał mi pytanie (bardzo spokojnie) , które dobiło mnie ostatecznie: "Czy masz mi coś do powiedzenia?". Ja nie wiem, jaką miałam wtedy minę, ale nic mu na to nie odpowiedziałam, tylko na niego patrzyłam. Po chwili miał szkliste oczy, usiadł... Zebrałam się na odwagę i o wszystkim powiedziałam. A on nic, nawet nie na mnie nie krzyknął. Ten żal w oczach mówił sam za siebie. Błagałam, żeby mi wybaczył, a on mi na to ze łzami w oczach powiedział: "Miałem wspaniałą żonę, która przez jedną sytuację zbeształa wszystkie wartości, które w niej ceniłem."
Mąż od tygodnia mieszka u kumpla. Czuję, że nie wybaczy mi tego nigdy... Zupełnie nie wiem, co mam zrobić. Jego kumpel nawet do mnie zadzwonił i powiedział, że mam dać mu czas.
Wiem, co pomyślicie. Ja myślę tak samo.