Witam wszystkich, żeby nie było - jestem facetem i w sumie przydałoby mi się damskie spojrzenie na moją sprawę. Mam nadzieję, że nie będzie z tym problemu, więc zacznijmy...
Z miesiąc temu poznałem fantastyczną dziewczynę - śliczną, a do tego mega inteligentną. Przyznam szczerze, że ten drugi aspekt po prostu zwalił mnie z nóg. Po raz pierwszy w życiu tak dobrze mi się rozmawia z kobietą na różnego rodzaju tematy - po prostu cud miód. Przez pierwsze randki wiadomo - żarciki, dotykanie, "życiówki". Na trzeciej randce pocałunek (odwzajemniony zresztą). Dziewczyna się zgadza dosłownie na wszystko - na daty kolejnych spotkań, na spotkanie u mnie/u niej w domu. Dochodzi nawet do sytuacji kiedy przeprasza, że nie mogła odebrać telefonu ponieważ była w pracy (za co nie musiała przepraszać ponieważ doskonale wiedziałem ze pracuje i nic się nie stało, że oddzwoniła trzy godziny później). Podsumowując - od strony organizacyjnej nie ma nawet małej rysy: przychodzi na każde spotkanie, kiedy nie może to proponuje inny termin, się nie odsuwa przy pocałunkach czy trzymaniu za rękę.
Jednak...
Zauważyłem dziwną (?) sytuację w jej zachowaniu. O ile z poprzednimi dziewczynami bywało podobnie (na początku zero inicjatywy, potem pocałunek, następnie otwieranie się na mnie i samodzielne działanie) to tutaj dziewczyna zasiała mi odrobinę niepewności. Chodzi dokładnie o brak inicjatywy. Nigdy nie wymagałem po miesiącu czy półtora, by wypisywała do mnie smsy z całusami albo zasypywała telefonami co kwadrans. Jednak poprzednie dziewczyny po takim czasie już same zagadywały, zapraszały na spacery itd. Wtedy czułem z ich strony zainteresowanie i chęć tworzenia czegoś fajnego. Tutaj jednak tego nie ma - dziewczyna ani się pierwsza nie odezwie, nie napisze i nie zaproponuje spotkania. W takich sytuacjach myślę "ok, to chyba nie jest to", ale wystarczy, że pierwszy się odezwę i zmiana sytuacji jest widoczna - nie może skończyć gadać. Zaproponuje spotkanie - na spotkaniu jest bardzo milo, gadamy bardzo swobodnie, jest kontakt fizyczny itd. Wiadomo, każdy jest inny, jedna szybciej się zakocha, druga później, ale zawsze było widoczne zainteresowanie i chęć kontaktu.
Dowiedziałem się z dobrego źródła (wspólnego znajomego który zna ją zdecydowanie dłużej), że biedaczka w przeszłości przeżyła niezbyt przyjemne rozstanie ze swoim byłym. Czy możliwe jest to, że w tej sytuacji trzyma mnie na dystans, żeby się przekonać że nie będę kolejnym dupkiem który ją zrani?
Nie mam kompletnie problemu z tym, że dziewczyna potrzebuje czasu, ale jednocześnie nie chcę tracić czasu na kogoś kto nie jest mną zainteresowany. Dlatego pytanie do was drogie Panie - wg Was co robić? Poczekać i dalej inicjować spotkania, porozmawiać z nią o sytuacji czy odpuścić? Wielkie dzięki!