hej,
mam 27lat, mieszkam w większym mieście do którego przeprowadzilam sie na studia, po studiach znalazła tu pracę i już tu zostalam.
Czuje się samotna, czuje się otoczona ludźmi zawistnymi których interesują tylko oni sami i wszystkim wszystkiego zazdroszczą.
Do domu rodzinnego mam daleko, mam tam tylko matkę, nie mam rodzenstwa ani ojca. Zazdroszcze ludziom, którzy moze nie mają szerokiego grona znajomych, ale mają rodzinę wspaniałą i całą, że mają rodzeństwo z którym mogą porozmawiać, a ja? Nawet tego nie mam. Z matką nie o wszystkim można porozmawiać.
Na studiach mialam jakis znajomych, ale nie narodzily sie przyjaznie, wszyscy powracali do domow, zostalam znow sama. Chociaz i wtedy nie bylam tak naprawde z kims, wiecznie czulam sie pomijana. Podobno jestem ładna, mam powodzenie, mam swoje mieszkanie, mam wrazenie, ze wszyscy mi zazdroscili chociaz nie ma czego, ciagle slyszalam jakies dogryzanie, chociaz sie wcale z niczym nie obnosilam... zakonczyly sie studenckie znajomosci, chwilowa depresja, przezylam. Chlopaka nie mam, sama jestem juz dluzszy czas, po związkach płytkich odpuscilam sobie probowanie. No i teraz...pracuję, niby mam dobrą pracę którą lubię. Od czasu do czasu wyjdę z kimś na miasto, rzadko bo kazdy ma swoje zycie i ma mnie gdzies, mialam jedną dobrą przyjaciolke, z ktora spedzalam czas niemalze codziennie od kilku miesiecy nie ma dla mnie czasu, przestalam pisac i dzwonic, przestalam sie narzucac. Nikomu sie juz nie narzucam, wiec telefon milczy, wychodzi na to ze ja bylam inicjatorem wszelkich spotkan. Jestem sama na tym świecie. Wstaje, ide do pracy, wracam do pustego domu i siedze w nim sama 7 dni w tyg. Nie mam sily wyjsc, nie chce sama. Mam depresje. Dlaczego nie mam znajomych, marzę o przyjaciolach, sama z siebie jestem w stanie dac cieplo, radę, dlaczego akurat ja? Dlaczego nie mam faceta? Niby ladna, fajna, dlaczego jestem sama? Ludzie patrzą z boku, myślą młoda, ladna, mieszkanie ma, pracę ma, samochod ma, zdrowa. Czego więcej chcieć? Otóż okazuje się, że nie mam nic. To wszystko co mam to wszystko bez wartosci, jedynie zdrowie ma wartosc, wszystko inne nic. Zaczynam myśleć czy nie lepiej zakonczyc meki niz trwac w tej beznadziei kolejne miesiace/lata. Jak pomyślę o swietach-sama z matką albo w ogole sama. Pomyślę o sylwestrze-sama. Nie tego od zycia chce.
Musialam to z siebie wyrzucic, a boję się to powiedzieć na głos komuś z otoczenia.
Nie chcę litości, czego innego potrzebuję.
Pozdrawiam Was
Klaudia