Samotna 30+ tracę nadzieję - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Samotna 30+ tracę nadzieję

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 60 z 72 ]

Temat: Samotna 30+ tracę nadzieję

W tym roku kończę 33 lata. Nigdy nie byłam w związku, ba, nigdy nawet na randce nie byłam. Dla facetów jestem jak powietrze. Zawsze myślałam że kiedyś będę miała własną rodzinę. Że poznam tego jedynego, będziemy mieli chociaż jedno dziecko, raz będzie ciężej, raz lepiej. Niestety, coraz bardziej utwierdzam się w tym że to nie nadejdzie. Jeśli do tej pory nikogo nie poznałam, to jak mam to teraz zrobić? Odczuwam ogromny smutek i żal do losu, że tak mnie pokarał. Czym na to zasłużyłam? Czy to takie wymaganie chcieć mieć kochającego partnera i dziecko? Od kilku miesięcy dzień w dzień płaczę z powodu poczucia ogromnej pustki, leczę się na depresję, biorę leki ale to nic nie pomaga. W czym jestem gorsza od znajomych, które w tym czasie rodzą pierwsze, drugie dziecko? Boję się tej pustki którą odczuwam, boję się przyszłości. Czy ktoś ma podobnie?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Akurat randkę/i możesz ogarnąć poprzez portal randkowy. Stworzyć profil i pogadać z zainteresowanymi i odsiewać takich, którzy nie pasują. To byłby taki mały krok w pożądanym kierunku.

Najważniejsze...nie nastawiać się na sukces, żeby się nie rozczarować.

3

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Próbowałam, z nikim nie udało mi się spotkać, kontakt urywa się po wysłaniu zdjęcia lub (teraz) rozmowie przez zoom/skype.

4

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Możesz znaleźć coś innego co daje satysfakcję i radość. Nie polegać na tym, że szczęście w życiu ma Ci dać związek, miłość, bo z tym niestety nigdy nie wiadomo. Jednym się układa w miłości a innym nie. Dochodze do wniosku, że jeśli chodzi o poczucie szczęścia, to lepiej je budować na innych rzeczach. Robić to co sprawia ci przyjemność, mieć znajomych, przyjaciół i dbać o siebie.

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

5

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Hay_Lin napisał/a:

Próbowałam, z nikim nie udało mi się spotkać, kontakt urywa się po wysłaniu zdjęcia lub (teraz) rozmowie przez zoom/skype.

Zdjęcia dwa lub trzy od razu umieść w profilu. Po co pisać/poświęcać czas na kogoś, w kogo typie wizualnym nie będziesz.

6

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Hay_Lin napisał/a:

Próbowałam, z nikim nie udało mi się spotkać, kontakt urywa się po wysłaniu zdjęcia lub (teraz) rozmowie przez zoom/skype.

Czyli nie podobasz się mężczyznom? Dlaczego? Może z zachowania?

Coś jest źle, co powoduje, że inni Cię źle odbierają.

Co jest źle? To musi Ci powiedzieć ktoś, kto widzi Cię w realu...

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

7

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Gary napisał/a:
Hay_Lin napisał/a:

Próbowałam, z nikim nie udało mi się spotkać, kontakt urywa się po wysłaniu zdjęcia lub (teraz) rozmowie przez zoom/skype.

Czyli nie podobasz się mężczyznom? Dlaczego? Może z zachowania?

Coś jest źle, co powoduje, że inni Cię źle odbierają.

Co jest źle? To musi Ci powiedzieć ktoś, kto widzi Cię w realu...

Może z wyglądu, może mój głos się nie podoba, nie mam pojecia. W realu mam dużo koleżanek, kolegów mało, na palcach jednej ręki mogę policzyć.

8 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-26 22:39:48)

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
assassin napisał/a:
Hay_Lin napisał/a:

Próbowałam, z nikim nie udało mi się spotkać, kontakt urywa się po wysłaniu zdjęcia lub (teraz) rozmowie przez zoom/skype.

Zdjęcia dwa lub trzy od razu umieść w profilu. Po co pisać/poświęcać czas na kogoś, w kogo typie wizualnym nie będziesz.

jak słysze o typie wizualnym:  leci reklama Toyoty często w mediach teraz.. ( Corolla zakochaj się na nowo)
do samochodu wsiadaja szara mysz i zakurzony gość- obrywa im wiatr ubrania i maja inne ciuchy fryzury i lekki make up, Pan ogolony

inne osoby... Nad imagem mozna popracować, bo cóż, on przyciąga a nie każdy przyciaga nawet w worku na ziemniaki.
więc jak nie przyciagasz w worku na ziemniaki to nie  ma wyjscia trzeba wydać trochę kasy..

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

9 Ostatnio edytowany przez Panna z Kapeluszem (2021-02-27 00:59:03)

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Hay Lin,

Nie smuć się, chodź to tak łatwo powiedzieć...
Ja Cię doskonale rozumiem,
ja jestem 35+, nie miałam męża,
nie mam dziecka. I długo sama...
i marzyłam o swojej rodzinie, o dobrym człowieku, odpowiedzialnym, uczciwym
u boku, i to chyba za „wiele”
Też mi smutno, żal...I boję się, nie każdy jest w stanie zrozumieć ten smutek,
żal, ból psychiczny,
że nie poszło tak jak powinno.
Samotnej kobiecie w świecie jest ciężko.


„Wielka dama tańczy sama
Z wielką damą igra czas...

Wielka dama znów tańczy sama...
Gubi czerwony szal...

A dalej tańczy czas...

Wielka dama smutkiem pijana
Połyka złote łzy...

Poszedł smutny srebrny pan Wielka dama okręciła szal No i dalej dalej w tan...

Wielka dama dumna i sama w sukni
z wilgotnej mgły”



Znaleźne kogoś wartościowego tez zależy
od szczęścia,
chodź wiem że są mężczyźni którzy patrzą tylko na wygląd - oni nie chcą być odrzucani, oceniani po wyglądzie, traktowani powierzchownie,
a sami wobec kogoś to stosują,
potrafią gorzej traktować kobietę którą uważają za „nie fajną” niż tą fajną,
według nich,
ale nie każdy mężczyzna taki jest, spójrz wokól Ciebie, czy te pary/czy ci mężczyźni którzy są w związkach
mają takie idealne partnerki?
Z wyglądu?
Z charakteru?

Nie.



A mężczyzna który prawie przede wszystkim „leci na wyglad” to dużo o nim mówi,
po co Ci taki, z czasem każdego z nas
wygląd się zmieni.


Doskonale rozumiem Twój smutek, żal, ból, ja w życiu realnym/przed innymi ludźmi
nie pokazuje tego smutku.
Muszę grać silną, chodź czasami
mam ochotę wybuchnąć płaczem.

Obyś odnalazła tego czego/kogo szukasz.

10

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Panna z Kapeluszem napisał/a:

Hay Lin,

Nie smuć się, chodź to tak łatwo powiedzieć...
Ja Cię doskonale rozumiem,
ja jestem 35+ I długo sama...
i marzyłam o swojej rodzinie, o dobrym człowieku, odpowiedzialnym, uczciwym
u boku, i to chyba za „wiele”
Tez mi smutno, żal...

„To”tez zależy od szczęścia,
chodź wiem że są mężczyźni którzy patrzą tylko na wygląd - oni nie chcą być odrzucani, oceniani po wyglądzie, traktowani powierzchownie,
a sami wobec kogoś to stosują,
potrafią gorzej traktować kobietę którą uważają za „nie fajną” niż tą fajną,
według nich,
ale nie każdy mężczyzna taki jest, spójrz wokól Ciebie, czy te pary/czy ci mężczyźni którzy są w związkach
mają takie idealne partnerki?
Z wyglądu?
Z charakteru?

Nie.



A mężczyzna który prawie przede wszystkim „leci na wyglad” to dużo o nim mówi,
po co Ci taki, z czasem każdego z nas
wygląd się zmieni.

Sporo racji. A makijaz, fryzjer i ciuchy sporo potrafia zmienic. Faceci są wzrokowcami, trzeba ich przyciągnąć czyms. Mały biust? Wyeksponuj  nogi. Grube nogi? Wyeksponuj biust. Nadwaga? Sama wiesz co. Kiepski włosy? Zetnij i zmien styl. Boisz sie facetow? Niepotrzebnie.

11 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-02-27 11:00:01)

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Ja mam prawie 40 lat i nigdy nie byłam w poważnym związku. Kolegów, kumpli przyjaciół miałam sporo.
Myślę, że z tym wyglądem to dobra rada. Ja nigdy dużej wagi do ubioru, makijażu, fryzury nie przywiązywałam, może to miało jakieś znaczenie. Samo szukanie przez portale randkowe to też nie jest łatwa sprawa. Życzę cierpliwości. Nie skupiaj całej swojej uwagi na tym, że nie masz faceta, tylko będziesz się bardziej dołować. Znajdź sposób aby mieć satysfakcjonujące życie bez tego.

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

12

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Hay_Lin napisał/a:
Gary napisał/a:
Hay_Lin napisał/a:

Próbowałam, z nikim nie udało mi się spotkać, kontakt urywa się po wysłaniu zdjęcia lub (teraz) rozmowie przez zoom/skype.

Czyli nie podobasz się mężczyznom? Dlaczego? Może z zachowania?

Coś jest źle, co powoduje, że inni Cię źle odbierają.

Co jest źle? To musi Ci powiedzieć ktoś, kto widzi Cię w realu...

Może z wyglądu, może mój głos się nie podoba, nie mam pojecia. W realu mam dużo koleżanek, kolegów mało, na palcach jednej ręki mogę policzyć.

Wizażysta:    (1.1) specjalista zajmujący się tworzeniem czyjegoś wizerunku (dobieraniem fryzury, ubrań itp.)

Specjalista...

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

13

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Wiesz, tak się składa, że moja historia jest podobna, dodaj tylko wykorzystanie przez mężczyznę, który udawał zainteresowanie, uczucie a okazało się po kilku miesiącach, że ma żonę i rodzinę.Ja uciekłam w pracę, to jedyne co trzyma mnie przy życiu. Pogodziłam się z tym, że nigdy nie będę żona, matka. Próbuję jakoś ogarnąć swoje życie, być użyteczna najbliższym i nie zastanawiać się nad samotnością, bo to zabija. Jestem na terapii od kilku miesięcy, biore również leki... Średnio pomagaja, ale dzięki nim przesypiam noc i mam siłę całe dnie bywać w pracy. Nie wiem co Ci doradzić. Mam nadzieję, że Twój los się odmieni i spełni się Twoje marzenia o szczęśliwej rodzinie. Wszystkiego dobrego

14

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Trzeba uważać, o czym się marzy - czasem spełnione marzenie to dar, a czasem przekleństwo. Jeśli uzależnisz swoje szczęście od posiadania rodziny, to już teraz zastanów się, co będzie, gdy mąż zdradzi lub opuści, a nastolatek da Ci w kość. Czego tak naprawdę Ci brakuje, że całe Twoje szczęście uzależnione jest tylko od tego i co będzie, gdy okaże się, że nie jest tak fajnie i jednak to Ci radości nie daje?

"Nagle, nieraz w ciągu kilku dni, powstaje więź, o wiele mocniejsza od wszystkich, ale to wszystkich więzi, jakie istnieją między nami, ludźmi. Nie ma wierności, która by nie została złamana, z wyjątkiem wierności naprawdę wiernego psa".
Konrad Lorenz
Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Życie jest trudne, związki są trudne,
i samotność jest trudna, okrutna czasami.

Jeżeli chodzi o związku to...
Partner/Partnerka może zdradzić, większość kobiet jest zdradzanych,
nawet się nie domyślają,
inne z kolei wiedzą ze partner ich zdradza
i zaakceptowały to, pogodziły się z tym.
Dzieci różnie można wychować,
dużo od nas dorosłych - rodziców to zależy.

Życie czasami jest nie do zniesienia...

16

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

@Syli @Panna - po co ta megatywna nuta.  Są ludzi zdradzani w zwiazkach, są i szczęsliwi w wiernych zwiazkach. Nozem można kogoś zabic lub pokrouc chleb. Autem mozna tez kogos zabic lub pojechac na fajne wakacje. Mimo to ludzie dalej używają nozy i jezdza autami. Dlatego tez warto wchodzic w zwiazki a nie bac sie zdrad.

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
foggy napisał/a:

Są ludzi zdradzani w zwiazkach, są i szczęsliwi w wiernych zwiazkach. Nozem można kogoś zabic lub pokrouc chleb. Autem mozna tez kogos zabic lub pojechac na fajne wakacje. Mimo to ludzie dalej używają nozy i jezdza autami. Dlatego tez warto wchodzic w zwiazki a nie bac sie zdrad.

Foggy, zgadza się.

18

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Hay_Lin napisał/a:

W tym roku kończę 33 lata. Nigdy nie byłam w związku, ba, nigdy nawet na randce nie byłam. Dla facetów jestem jak powietrze. Zawsze myślałam że kiedyś będę miała własną rodzinę. Że poznam tego jedynego, będziemy mieli chociaż jedno dziecko, raz będzie ciężej, raz lepiej. Niestety, coraz bardziej utwierdzam się w tym że to nie nadejdzie. Jeśli do tej pory nikogo nie poznałam, to jak mam to teraz zrobić? Odczuwam ogromny smutek i żal do losu, że tak mnie pokarał. Czym na to zasłużyłam? Czy to takie wymaganie chcieć mieć kochającego partnera i dziecko? Od kilku miesięcy dzień w dzień płaczę z powodu poczucia ogromnej pustki, leczę się na depresję, biorę leki ale to nic nie pomaga. W czym jestem gorsza od znajomych, które w tym czasie rodzą pierwsze, drugie dziecko? Boję się tej pustki którą odczuwam, boję się przyszłości. Czy ktoś ma podobnie?

A próbowałaś szukać w miejscach, w których na ogół można  spotkać wielu facetów?
Np. kluby sportowe? Nie wiem jak z siłowniami, ja raczej nie przepadam, ale w klubach sportowych, o konkretnych tematykach są pasjonaci i można wiele ciekawych osób poznać

19

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Hay_Lin, w znalezieniu partnera bardzo ważne jest nastawienie. Są takie sygnały, z których możesz nie zdawać sobie sprawy, a które wysyłasz do otoczenia i mogą sprawiać, że nie masz pozytywnego odbioru. O wygląd możesz zadbać, a to naprawdę robi robotę, tym bardziej, że twierdzisz, że dla mężczyzn czujesz się przezroczysta. To jest brutalne, ale nasza powierzchowność, w tym sposób bycia, zachowanie, epatowanie pozytywną energią - są tym, co przyciąga uwagę i stanowi pierwsze kryterium podczas podświadomego podejmowania decyzji kto jest dla nas wart uwagi, a kto jednak nie.

Rozumiem, że jest Ci trudno, że czujesz się rozczarowana życiem, ale uwierz, że nikt nie chce czuć się odpowiedzialny za czyjeś emocje, a ze swoim nastawieniem niestety wywierasz dużą presję, nawet jeśli nie masz tego świadomości i nie jest to zamierzone.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj! smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

20

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Znam kobiety z bitch face, wiecznie nabzdyczone, mające powodzenie, a znam i takie miło wyglądające, zwyczajne, które tych sygnałów podobania się nie mają. Nie wiem dlaczego tak jest, nie wiem dlaczego niektórym nie jest dana miłość, nie wiem co Tobie autorko mogę poradzić. Chyba tyle tylko:  dbaj o siebie, o swoje dobre życie.

21

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Przede wszystkim - faktycznie dobrze zadbać trochę o wygląd - pofarbowac włosy, wyprostować albo podkręcić, jakiś lekki makijaż uważam za bardzo na tak. Nie mówię o konkurowaniu twarzy bo to czarna magia ale henna na wydepilowanych brwiach maskara na rzęsach i jakiś podkład i blusher i robota zrobiona. Jeśli chodzi o ubiór to każdy ma swój indywidualny gust ale myśle ze sieciówki robią robotę i ja uwielbiam na przykład H&M ostatnio - tanio i fajne ciuchy podobnie reserved itp.
Kolejna sprawa - zmienić myślenie - zamiast siedzieć i płakać jakie to życie kijowe jest i jak to inni maja a ty nie. Zadrość to bardzo złe i negatywne uczucie. Trzeba otoczyć się pozytywnymi myślami, pozytywnymi ludźmi. Jakiś mindfulness albo medytacje. Uspokoić wewnętrzna siebie ze tak naprawdę nic nie jest straconego. Dać sobie szanse.
Kolejna sprawa ze żyjemy w kraju który z automatu narzuca taki a nie inny model życia. Ze jak po 30 to stara panna, ze bez dzieci albo chłopa to już jakas wybrakowana. I to wpajane w nas od dziesiątek lat myślenie, przekazywane z pokolenia na pokolenie mąci w kobiecych głowach. Bo to już wypada, bo taka stara jestem, bo co inni powiedzą? ( to ostatnie to moje ulubione - serio co cię obchodzą inni im do garów i pod spódnice nie zaglądamy to czemu oni maja nam)
Mam kumpele której pierwszy poważny związek zaczął się jak miała 35 lat.
Jak miałam 36 lat i w końcu uwolniłam się od kolesia który był kula u nogi to poczułam wiatr we włosach. Zaczęłam umawiać się na jakies randki - bez myślenia ze o może to być przyszły partner, byłam sobą , bez spiny i bez rozmyślania ze a może jednak. Jeden i drugi z którym się umawiałam chcieli dalej kontynuować ze mną znajomość jako ich dziewczyna co mnie sama nawet zdziwiło. Jedne to przebąkiwał ze byłabym wspaniała żona. Lol. Nie spinałam się, korzystałam ile mogłam. Później spiknelam się ze znajomym i tez zaczęłam romansować na luzie i bez większej spiny i tak te romanse nam wyszły ze zaraz będziemy ze sobą 2 lata.
Tak wiec dalej uważam ze bardzo ważny jest stan umysłu. Jak koleś widzi zapłakana łaskę która ma pretensje do wszystkich i wszystkiego naokoło ze jest samotna to słabe szanse ze będzie chciał się z nią związać. Jak kolesie widza spoko łaskę która ma swoje zainteresowania ale potrafi tez między to wszystko wcisnąć spotkanie z nimi to zaczyna ich to bardziej interesować.

22

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
perydot napisał/a:

Znam kobiety z bitch face, wiecznie nabzdyczone, mające powodzenie, a znam i takie miło wyglądające, zwyczajne, które tych sygnałów podobania się nie mają. Nie wiem dlaczego tak jest, nie wiem dlaczego niektórym nie jest dana miłość, nie wiem co Tobie autorko mogę poradzić. Chyba tyle tylko:  dbaj o siebie, o swoje dobre życie.

No bo to nie jest tak, że wyglądająca miło lub miła i zwyczajna równa się fajna i dobra. Jest multum "miło" wyglądających dziewczyn, które utopiły by innych w łyżce wody, bo to, że są miłe i zwyczajne to jedynie wynik kompleksów, nieśmiałości (ale w tym negatywnym sensie), braku asertywności, nie umiejętności dbania o własne interesy, zaplątania w sieci oczekiwań społecznych i tak dalej i tak dalej. Często są nudne, bez pasji, są jak welurowe kocyki. I odwrotnie, wiecznie nabzdyczona może życzyć światu dobrze i zyskiwać przy bliższym poznaniu. Nie ma reguły przecież na to.

Nie widzimy rzeczy takimi, jakie są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy.

23 Ostatnio edytowany przez promission (2021-03-18 11:28:19)

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Mam podobnie, 30+ i nadal singielka. Kilkuletni związek dawno mam za sobą, rok temu krótka znajomość i od tej pory nikogo na horyzoncie, nikogo odpowiedniego dla mnie. Byłam na kilku spotkaniach z facetami z neta, ale z mojej strony to nie było to. Znam przypadki gdzie osoby poznały się na portalu i stworzyły fajny związek, więc szansa jest i to w każdym wieku! Tylko nie można się spinać, życie powinno cieszyć bez względu na to czy z kimś jesteśmy czy nie. I jasne, że mam gorsze momenty i myślę sobie dlaczego jestem sama, jak to się stało, czy kogoś poznam, czy czeka mnie samotne życie itp., ale to są momenty i pozwalam sobie na nie, akceptuje te myśli i idę dalej. Już trochę jestem sama, czuję że oswoiłam się z tą myślą, co ma być to będzie.

Życie jest przewrotne, czasami w najmniej oczekiwanym momencie następuje zwrot akcji, przekonałam się o tym wielokrotnie.

Kto ma szacunek dla siebie, nie musi obawiać się innych, nosi kolczugę, której nikt nie przebije - Henry Wadsworth Longfellow

24

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Bbaselle napisał/a:

Kolejna sprawa ze żyjemy w kraju który z automatu narzuca taki a nie inny model życia. Ze jak po 30 to stara panna, ze bez dzieci albo chłopa to już jakas wybrakowana. I to wpajane w nas od dziesiątek lat myślenie, przekazywane z pokolenia na pokolenie mąci w kobiecych głowach. Bo to już wypada, bo taka stara jestem, bo co inni powiedzą?.

Z tą próbą narzucania sposobu życia, to faktycznie da się to w pewnym sensie odczuć w tym sensie, że czuje się wpływ kościoła.
Mogę tylko mówić za siebie, ale mieszkając w Warszawie nigdy nie odczułam, aby samotne kobiety traktowano jako wybrakowane czy gorsze.

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

25

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Nie wiem ale dla mnie brak zdjec na porfilu randkowym byl by totalnym no-go. Daje to poczucie pewnej nieuczciwosci. Moze 5% najbardziej zdesperowanych zareaguje.

Hay_Lin napisał/a:

Może z wyglądu, może mój głos się nie podoba, nie mam pojecia. W realu mam dużo koleżanek, kolegów mało, na palcach jednej ręki mogę policzyć.

O ile nie masz glosu Geralta z Rivii z wersji angielskiej to mysle ze nie jest to problem. Znam jedna dziewczyne ktora ma chore struny glosowe i faceci i tak sie z nia uganiaja. Co do wygladu no to otylosc moze byc pewna komplikacja ale i tak jest sporo facetow ktorym to nie przeszkadza lub wrecz sie podoba.

26

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
R_ita napisał/a:

wiecznie nabzdyczona może życzyć światu dobrze i zyskiwać przy bliższym poznaniu. Nie ma reguły przecież na to.

Ależ oczywiście, że nie ma reguły i oczywistym jest też to, że trzeba się do drugiej osoby zbliżyć, aby własciwie ją ocenić. Problem w tym, że jak się ktoś wystraszy na początku, czy coś go odrzuci, to tej chęci poznania miec nie będzie.
Generalnie nie wiadomo kto sie komu moze spodobać.

27

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
R_ita napisał/a:

No bo to nie jest tak, że wyglądająca miło lub miła i zwyczajna równa się fajna i dobra. Jest multum "miło" wyglądających dziewczyn, które utopiły by innych w łyżce wody, bo to, że są miłe i zwyczajne to jedynie wynik kompleksów, nieśmiałości (ale w tym negatywnym sensie), braku asertywności, nie umiejętności dbania o własne interesy, zaplątania w sieci oczekiwań społecznych i tak dalej i tak dalej. Często są nudne, bez pasji, są jak welurowe kocyki. I odwrotnie, wiecznie nabzdyczona może życzyć światu dobrze i zyskiwać przy bliższym poznaniu. Nie ma reguły przecież na to.

Sama prawda smile

Problem z epatowanoiem urodą czy też wpływem, jaki wywiera ona na postrzeganie danej osoby jest taki, żę częśto nie widzi się nic innego i dopiero po czasie taka osoba może odkryć swoją prawdziwą twarz. Co więcej, osoba taka jest przekonana, że z powodu niebagatelnej urody należy się jej w życiu wszystko to co najlepsze. Ową uroda próbuje zyskać to, o czym niekoniecznie ona decyduje.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

28

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Epatowanie urodą? Takiego zjawiska to jeszcze nie widziałam, chyba musi być dość rzadkie.

29

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Chodziło mi raczej o to, że jeśli ktoś jest świadomy swojej atrakcyjności, to może za jej pomocą torowac sobie drogę wszędzie, nawet tam, gdzie nie ma ona najmniejszego znaczenia. Ponadto przekonanie, że olśniewająca uroda ma sprawiać, że zasługuje ktoś na to, co najlepsze, jakby tylko to miało w życiu znaczenie.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

30

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
bagienni_k napisał/a:
R_ita napisał/a:

No bo to nie jest tak, że wyglądająca miło lub miła i zwyczajna równa się fajna i dobra. Jest multum "miło" wyglądających dziewczyn, które utopiły by innych w łyżce wody, bo to, że są miłe i zwyczajne to jedynie wynik kompleksów, nieśmiałości (ale w tym negatywnym sensie), braku asertywności, nie umiejętności dbania o własne interesy, zaplątania w sieci oczekiwań społecznych i tak dalej i tak dalej. Często są nudne, bez pasji, są jak welurowe kocyki. I odwrotnie, wiecznie nabzdyczona może życzyć światu dobrze i zyskiwać przy bliższym poznaniu. Nie ma reguły przecież na to.

Sama prawda smile

Problem z epatowanoiem urodą czy też wpływem, jaki wywiera ona na postrzeganie danej osoby jest taki, żę częśto nie widzi się nic innego i dopiero po czasie taka osoba może odkryć swoją prawdziwą twarz. Co więcej, osoba taka jest przekonana, że z powodu niebagatelnej urody należy się jej w życiu wszystko to co najlepsze. Ową uroda próbuje zyskać to, o czym niekoniecznie ona decyduje.

O czym my tu w ogóle mówimy?
Jak się rozgladam doookoła siebie to widze normalnie osoby - nikt nie jest wybitnie piekny ani wybitnie brzydki, zreszta jak sami wiemy to wszystko jest kwestia gustu. Kazdy jest normalny, ubiera sie normalnie ma normalne zachowania. Nabzdyczona może swiatu życzyc dobrze - może i może ale nikt nie bedzie biegał za nabzdyczona bo ludzie uznaja ze jest po prostu niemila i nie chca jej znac. Uroda która pozwala w zyciu osiagnac co najlepsze?  Ja chyba naprawde juz jestem jakas przestarzała generacja bo byłam pewna ze w zyciu osiaga sie rzeczy bo sie ma wiedze i doswiadczenie...
Najwazniejsze być soba i się duzo usmiechać. Usmiech to jest najlepsza bron nawet na te nieszczesne wiecznie nabzdyczone.

31

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Bbaselle napisał/a:

O czym my tu w ogóle mówimy?
Jak się rozgladam doookoła siebie to widze normalnie osoby - nikt nie jest wybitnie piekny ani wybitnie brzydki, zreszta jak sami wiemy to wszystko jest kwestia gustu. Kazdy jest normalny, ubiera sie normalnie ma normalne zachowania. Nabzdyczona może swiatu życzyc dobrze - może i może ale nikt nie bedzie biegał za nabzdyczona bo ludzie uznaja ze jest po prostu niemila i nie chca jej znac. Uroda która pozwala w zyciu osiagnac co najlepsze?  Ja chyba naprawde juz jestem jakas przestarzała generacja bo byłam pewna ze w zyciu osiaga sie rzeczy bo sie ma wiedze i doswiadczenie...
Najwazniejsze być soba i się duzo usmiechać. Usmiech to jest najlepsza bron nawet na te nieszczesne wiecznie nabzdyczone.

Nie będzie sobą, jeśli rozdawanie uśmiechów na lewo i prawo nie leży w jego naturze. Niektórzy mają posągową twarz, chłodną, taką a nie inną osobowość, a uśmiech jest dla nich dużą wartością no i sorry, wtedy juz nie będą sobą, jeśli będą się szczerzyć/uśmiechać bo "tak trzeba". Ale to oczywistości. Ja znam wiele przeserdecznych i przeuśmiechniętych osób, ale tylko wśród "swoich", cenią wagę "szczerego" uśmiechu, a nie wymuszonego i często fałszywego. Więc jak napisałaś- najważniejsze to być sobą. Udawany i fałszywy raz dwa się zdradzi i zniechęci tak samo jak nabzdyczenie.

Nie widzimy rzeczy takimi, jakie są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy.

32

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Bbaselle napisał/a:

Jak miałam 36 lat i w końcu uwolniłam się od kolesia który był kula u nogi to poczułam wiatr we włosach. Zaczęłam umawiać się na jakies randki - bez myślenia ze o może to być przyszły partner, byłam sobą , bez spiny i bez rozmyślania ze a może jednak. Jeden i drugi z którym się umawiałam chcieli dalej kontynuować ze mną znajomość jako ich dziewczyna co mnie sama nawet zdziwiło. Jedne to przebąkiwał ze byłabym wspaniała żona. Lol. Nie spinałam się, korzystałam ile mogłam. Później spiknelam się ze znajomym i tez zaczęłam romansować na luzie i bez większej spiny i tak te romanse nam wyszły ze zaraz będziemy ze sobą 2 lata.
Tak wiec dalej uważam ze bardzo ważny jest stan umysłu. Jak koleś widzi zapłakana łaskę która ma pretensje do wszystkich i wszystkiego naokoło ze jest samotna to słabe szanse ze będzie chciał się z nią związać. Jak kolesie widza spoko łaskę która ma swoje zainteresowania ale potrafi tez między to wszystko wcisnąć spotkanie z nimi to zaczyna ich to bardziej interesować.

Oczywiście, że stan umysłu jest bardzo ważny. Sztucznie przyklejony uśmiech jest nieporozumieniem, ale chyba nikt nie lubi przebywać w towarzystwie osób przybitych, wiecznie narzekających, z pesymizmem patrzących w przyszłość i na wszystko dookoła.
Z drugiej strony równie ważny jest ten luz w podejściu do nowych znajomości, o którym wspomniałaś, czyli żeby w każdym, kto zechce na nas spojrzeć łaskawszym okiem, nie widzieć od razu przyszłego partnera, ale aby ludzi poznawać w sposób względnie swobodny i tak zwyczajnie cieszyć się ich towarzystwem. To z kolei daje nam szansę, by pokazać się dokładnie takimi, jacy jesteśmy, bez spięcia, stresu, który niektórym wówczas towarzyszy, a równocześnie bez tej presji, która wiele osób, także potencjalnie zainteresowanych pogłębianiem znajomości, zwyczajnie odstrasza.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj! smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

33

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Hay_Lin napisał/a:

W tym roku kończę 33 lata. Nigdy nie byłam w związku, ba, nigdy nawet na randce nie byłam. Dla facetów jestem jak powietrze. Zawsze myślałam że kiedyś będę miała własną rodzinę. Że poznam tego jedynego, będziemy mieli chociaż jedno dziecko, raz będzie ciężej, raz lepiej. Niestety, coraz bardziej utwierdzam się w tym że to nie nadejdzie. Jeśli do tej pory nikogo nie poznałam, to jak mam to teraz zrobić? Odczuwam ogromny smutek i żal do losu, że tak mnie pokarał. Czym na to zasłużyłam? Czy to takie wymaganie chcieć mieć kochającego partnera i dziecko? Od kilku miesięcy dzień w dzień płaczę z powodu poczucia ogromnej pustki, leczę się na depresję, biorę leki ale to nic nie pomaga. W czym jestem gorsza od znajomych, które w tym czasie rodzą pierwsze, drugie dziecko? Boję się tej pustki którą odczuwam, boję się przyszłości. Czy ktoś ma podobnie?

Oh, jak ja to doskonale rozumiem. Z początku sama stroniłam od nawiązywania głębszych relacji z mężczyznami, wolałam się bawić, skupiac na sobie. Jak już kogoś poznałam to totalnie mi nie odpowiadał albo odpowiadał wizualnie, a z charakteru koszmar. Jak poznałam eksnarzeczonego, wydawało mi się, że coś mi się w końcu ułoży, zaraz 30-stka na karku, tok myslenia już schodził w innym kierunku. W moim przypadku akurat nie ma myśli o dzieciach, ale jest to uczucie pustki i strachu, że już nigdy nikogo nie znajdę, że całe życie będę sama...I wszystko chyba ku temu zmierza. Chociaż ciągle zewsząd słysze, że jestem atrakcyjna, zgrabna, sympatyczna, uśmiechnięta i mam poczucie humoru - co z tego? Czuję, że już zawsze będę sama, a taka wizja mnie wręcz przeraża. Całe życie - nie wiadomo ile ono będzie trwać - w samotności, koszmar. Jak wypełnić wolny czas? Jak przestać o tym myśleć? Póki co zapisałam się na zajęcia pole dance - może faktycznie jakieś zajęcie sprawi, że zacznę bardziej skupiac się na sobie i może z czasem przywyknę do tej okropnej samotności...

34

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Ja chyba wreszcie poczułam, że dojrzałam do jakiegokolwiek związku. Wizja samotności przez całe życie - nie przeraża. Może smuci. Jednak jestem z tych osób, co siłą woli znajdą sobie szczęśliwy dom na starość, nawet bez męża czy bliskiej rodziny. Jednak... coś we mnie marzy o bliskości romantycznej. Więc zapisałam się znów na terapię, cholera jasna, może tym razem dojdę do jakichś wniosków i działań, które pozwolą mi uwierzyć, że mogę kogoś mieć, że można mnie pokochać, mogę się komuś podobać - bo na razie w to nie wierzę. A jak jeszcze terapia pomoże mi uporać się z nadwagą, to chyba z resztą będzie łatwiej, bo i z ubieraniem się lepiej i malowaniem wreszcie przestałam być na bakier.
Ale to proces. Towarzyszy mi wstyd, że nikogo nie miałam przed 30-tką. Jest jakiś we mnie kawałek nastoletni, coś, czego nie przeżyłam, a za czym tęsknię - i boję się, że nie znajdzie się nikt, kto to zrozumie, albo gorzej - zakocham się w kimś, kto nie zrozumie.
Wbrew pozorom bycie na forum jest pomocne, bo widzę, że istnieją faceci, którzy mają podobne doświadczenia, lub właśnie brak doświadczenia bycia w związku.

If you can be anything, be kind.

35 Ostatnio edytowany przez CCCatch (2021-04-07 08:35:17)

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Monoceros napisał/a:

Towarzyszy mi wstyd, że nikogo nie miałam przed 30-tką. Jest jakiś we mnie kawałek nastoletni, coś, czego nie przeżyłam, a za czym tęsknię - i boję się, że nie znajdzie się nikt, kto to zrozumie, albo gorzej - zakocham się w kimś, kto nie zrozumie

Ajj, wybij sobie z głowy ten wstyd - to wykonalne, bo też tak miałam - bycie jedyną samotną kobietą w rodzinie powodowało we mnie takie uczucie (nie przed rodzicami, ale dalszymi krewnymi lub krewnymi szwagra), potem bycie 8 miesięcy w związku i porzucenie mnie z powrotem przywrócilo poczucie wstydu, ale z pomocą dobrych ludzi zdałam sobie sprawę, że ja nie mam się czego wstydzić. Wstydzić powinni się ci, którzy tak postępują wobec mnie, a co jest najlepszą odpowiedzią na jakiejkolwiek wscibskie pytania lub docinki? Ignorowanie ich smile

Monoceros napisał/a:

Jest jakiś we mnie kawałek nastoletni, coś, czego nie przeżyłam, a za czym tęsknię - i boję się, że nie znajdzie się nikt, kto to zrozumie, albo gorzej - zakocham się w kimś, kto nie zrozumie.

W tej kwestii miałam i dalej mam tak samo - mam wrażenie, że zmarnowalam najlepsze lata życia, że wszystko co dobre już minęło, jestem coraz starsza i szanse na znalezienie szczęścia maleją z dnia na dzień...zycie z perspektywą pustki, lęku i żalu.

36

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Myślę sobie, że w życiu warto założyć różne opcje- może być tak, że poznacie kogoś fajnego i stworzycie związek, ale może być tak, że nikt się nie pojawi. Warto przygotować się na obie ewentualności. Wiem, że to proces, nie przychodzi łatwo, ale ja wierzę, że warto to zrobić, dla siebie.

37

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Witam wszystkich w wątku szczególnie jego autorkę @Hay_Lin

Przeczytałem go i niestety jest w nim wiele żalu i smutku. Przeczytałem też dokładnie każdy wpis. Bardzo Przykro mi dziewczyny że musicie borykać się z takimi problemami. Wiem że jest Wam bardzo trudno a smutek czy rozpacz to częste uczucia.

Nie poddawajcie się. Nie ma sensu siedzieć i płakać nad rozlanym mlekiem. Ważne jest to co dziś i to co jutro. Zacznijcie dbać o siebie fizyczni i psychicznie np. robiąc ulubione rzeczy. Ubierzcie się fajnie, umalujcie i idźcie nawet na kawę do Maka. Walczcie i się nie poddawajcie, bo nie macie nic do stracenia - a możecie wszystko.

Poniekąd Was rozumiem bo jestem w podobnej sytuacji. U mnie z kolei jest trochę na odwrót. Zainteresowanie jest, ja jestem ok. ale nie mogę się z nikim wiązać z pewnych względów na stałe  i powody nie pozwalają mi być z kimś w związku choć wiem że byłbym dobrym facetem, mężem, ojcem. Też marzyła mi się miłość, własna rodzina ale będę musiał żyć inaczej. Jest dziś dużo opcji od Tindera po fora, grupy. Poświęcie choć miesiąc czasu na intensywne szukanie kogoś a nie płacz czy smutek. Na pewno coś ruszy smile Nie traćcie nadzei. To że pierwsza połowa życia nie wyszła to jest jeszcze druga smile Ile meczów do przerwy było przegranych a potem była wygrana? smile

38

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
aniuu1 napisał/a:

Możesz znaleźć coś innego co daje satysfakcję i radość. Nie polegać na tym, że szczęście w życiu ma Ci dać związek, miłość, bo z tym niestety nigdy nie wiadomo. Jednym się układa w miłości a innym nie. Dochodze do wniosku, że jeśli chodzi o poczucie szczęścia, to lepiej je budować na innych rzeczach. Robić to co sprawia ci przyjemność, mieć znajomych, przyjaciół i dbać o siebie.

To nie działa. Równie dobrze ktoś byłby nieszczęśliwy, bo nie miałby pracy, nie mógł znaleźć, a dostałby radę aby poszukać sobie partnera.
Tak jak chce Ci się spać to nie zastąpi tego jedzenie. A jak ci się chce mieć dziecko, to nie zastąpi tego doktorat z chemii. Albo jak chcesz zwiedzać świat to nie zastąpi Ci tego nauka hafciarstwa. I tak dalej.
Wiem co mówię.
To tylko chwilowe odwrócenie uwagi.

39

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Syl napisał/a:

Trzeba uważać, o czym się marzy - czasem spełnione marzenie to dar, a czasem przekleństwo. Jeśli uzależnisz swoje szczęście od posiadania rodziny, to już teraz zastanów się, co będzie, gdy mąż zdradzi lub opuści, a nastolatek da Ci w kość. Czego tak naprawdę Ci brakuje, że całe Twoje szczęście uzależnione jest tylko od tego i co będzie, gdy okaże się, że nie jest tak fajnie i jednak to Ci radości nie daje?

Dlaczego jak ktoś tylko wspomni, że marzy mu się partner czy partnerka, to zaraz pojawiają się opinie, że druga osoba szczęścia nie da?
Nie mogę tego pojac.

Co innego, jakby ktoś powiedzial; moje życie nie ma sensu, nie wiem co robić, mam beznadziejna pracę, której nie lubię, nie mam żadnej koleżanki, żadnych zainteresowań, nie umiem się sam utrzymać, po pracy nie mam co robić, chce mieć więc męża, aby organizował mi czas, utrzymywal finansowo, rozwiązywał moje problemy, zabawiał mnie i spędzał że mna czas, bo sama nie mogę go sobie zorganizować. Jakbym to usłyszała, to popukalabym się w czoło.
Obserwuje jednak coś innego, osoby, które mają pracę, są samowystarczalne finansowo, rozwiązują swoje problemy same, nie potrzebują niańki, mają własne hobby, znajomych, potrafią sobie zorganizować czas-te osoby, gdy tylko powiedzą, że chciałyby być w związku, mieć partnera-zaraz pada diagnoza, że partner nie da szczęścia i nie jest do rozwiązywania problemów.
To jest aż niepojęte.

40

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Nareszcie ktoś zwrócił na to uwagę, mnie też to irytuje na tym forum. Pragnienie miłości jest naturalne dla wielu ludzi - nie tylko desperatów i nieudaczników. Zwłaszcza, jeśli długo pozostaje niezrealizowane.

41

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Syty głodnego nie zrozumie. Dla jednych to też tylko dodatek do życia a dla innych sens. Często Ci ludzie są nazywani desperatami a to determinacja w walce o marzenia..

42

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
pyszneSalami napisał/a:

Nareszcie ktoś zwrócił na to uwagę, mnie też to irytuje na tym forum. Pragnienie miłości jest naturalne dla wielu ludzi - nie tylko desperatów i nieudaczników. Zwłaszcza, jeśli długo pozostaje niezrealizowane.

Pragnienie miłości tak, ale jej uporczywy głód już nie. On może co najwyżej popchnąć człowieka w toksyczną relację.

43

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Lendy123 napisał/a:

Pragnienie miłości tak, ale jej uporczywy głód już nie. On może co najwyżej popchnąć człowieka w toksyczną relację.

Otóż to!

Poza tym, jeśli ktoś twierdzi, że druga osoba ma być dla kogoś całym światem i sensem życia, to już się powinna zapalić czerwona lampka..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

44 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-04-13 00:07:00)

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
rossanka napisał/a:
aniuu1 napisał/a:

Możesz znaleźć coś innego co daje satysfakcję i radość. Nie polegać na tym, że szczęście w życiu ma Ci dać związek, miłość, bo z tym niestety nigdy nie wiadomo. Jednym się układa w miłości a innym nie. Dochodze do wniosku, że jeśli chodzi o poczucie szczęścia, to lepiej je budować na innych rzeczach. Robić to co sprawia ci przyjemność, mieć znajomych, przyjaciół i dbać o siebie.

To nie działa. Równie dobrze ktoś byłby nieszczęśliwy, bo nie miałby pracy, nie mógł znaleźć, a dostałby radę aby poszukać sobie partnera.
Tak jak chce Ci się spać to nie zastąpi tego jedzenie. A jak ci się chce mieć dziecko, to nie zastąpi tego doktorat z chemii. Albo jak chcesz zwiedzać świat to nie zastąpi Ci tego nauka hafciarstwa. I tak dalej.
Wiem co mówię.
To tylko chwilowe odwrócenie uwagi.

Wiesz ja też chciałabym mieć partnera, przede wszystkim chciałabym mieć rodzinę. A nigdy nawet nie byłam w poważnym związku, nie jestem już najmłodsza i nawet nie widzę fajnych wolnych facetów w podobnym wieku. Cóż zostaje się cieszyć tym co mogę mieć i realizować inne cele. Przynajmniej zwiedziłam trochę świata, co też chciałam zrobić ;-) Okazało się łatwiejsze niż znalezienie chłopaka.

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

45

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
rossanka napisał/a:
Syl napisał/a:

Trzeba uważać, o czym się marzy - czasem spełnione marzenie to dar, a czasem przekleństwo. Jeśli uzależnisz swoje szczęście od posiadania rodziny, to już teraz zastanów się, co będzie, gdy mąż zdradzi lub opuści, a nastolatek da Ci w kość. Czego tak naprawdę Ci brakuje, że całe Twoje szczęście uzależnione jest tylko od tego i co będzie, gdy okaże się, że nie jest tak fajnie i jednak to Ci radości nie daje?

Dlaczego jak ktoś tylko wspomni, że marzy mu się partner czy partnerka, to zaraz pojawiają się opinie, że druga osoba szczęścia nie da?
Nie mogę tego pojac.

Co innego, jakby ktoś powiedzial; moje życie nie ma sensu, nie wiem co robić, mam beznadziejna pracę, której nie lubię, nie mam żadnej koleżanki, żadnych zainteresowań, nie umiem się sam utrzymać, po pracy nie mam co robić, chce mieć więc męża, aby organizował mi czas, utrzymywal finansowo, rozwiązywał moje problemy, zabawiał mnie i spędzał że mna czas, bo sama nie mogę go sobie zorganizować. Jakbym to usłyszała, to popukalabym się w czoło.
Obserwuje jednak coś innego, osoby, które mają pracę, są samowystarczalne finansowo, rozwiązują swoje problemy same, nie potrzebują niańki, mają własne hobby, znajomych, potrafią sobie zorganizować czas-te osoby, gdy tylko powiedzą, że chciałyby być w związku, mieć partnera-zaraz pada diagnoza, że partner nie da szczęścia i nie jest do rozwiązywania problemów.
To jest aż niepojęte.

Z moich własnych doświadczeń i obserwacji innych ludzi wynika, że 99% osób, które chcą być w związkach, a nie są, same za to odpowiadają, a najczęściej nie chcą tego przyjąć do wiadomości. I to właśnie te osoby często chcą iść na skróty i pragną stworzyć związki, i o tym mówią/piszą. A potem powstają toksyczne relacje i jest jeszcze gorzej niż było. I jest zdziwienie, bo wraz ze znalezieniem partnera miały się rozwiązać wszystkie problemy, a jest ich jeszcze więcej. Też to przerabiałam w swoim życiu i w 100% zgodzę się ze stwierdzeniem, że jak ktoś nie potrafi szczęśliwie żyć samotnie, to nie stworzy szczęśliwego związku.

46

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Bycie w związku nie ma dawać nagle szczęścia. Ma wypełnić pustkę dotyku, seksu i codziennej wymiany 5 zdań z domiwnikiem( ileż można gadać do paprotki lub dzwonić do koleżanek czy pisać na forum). Te trzy rzeczy wypełniają sobie partnerzy nawzajem i ich nic nie zastąpi.
A 99 procent ludzi samotnych jest sama sobie winna, bo są gorsi i nie zasługują na miłość, chyba, że się bardzo ale to bardzo postarają.
Zobaczcie w dzieciństwie. Dzieci nie są kochane OT tak. One muszą spełnić wymagania rodziców, być takie jak chcą rodzice, być posłuszne i zrezygnować ze swojej osobowości. Dopiero wtedy są kochane. Gdy próbują żyć po swojemu, miłość jest im zabierana.
W podręcznikach pisze, że zdarzają się jednak rodziny, że wyjątkowo dzieci są kochane tak bez powodu. Myślę, że możliwe, że czasem tak się zdarza, ale to są widocznie wyjątki potwierdzające regułę.

Także osoby nic nie warte, w dorosłym życiu na 99 procent są same sobie winne, że są same. Tu zgoda.

Można oczywiście pracować nad sobą, ale z doświadczenia powiem, że ani kolejne hobby, ani zainteresowania, ani rozwój w pracy, ani zadbanie o swoje ciało, wygląd, ani rozwinięcie duchowe, wiedzą psychologiczna, ani nowe znajomości, koleżanki, poznawanie świata i zmiany w relacjach międzyludzkich nie sprawia, że poczucie wartości wzrośnie. A człowiek jak czuł, że nie zasługuje, tak nadal nie czuje. Co potwierdza rzeczywistość, w której ciągle jest odrzucany i tak w kółko.
Można pracować z psychologiem, ale myślę, że taka praca i samorozwój nie każdemu pomoże. Np masz raka piersi. Wiele kobiet z tego wychodzi, ale niektóre nie. I nie dlatego, że chemia nie zadziałała dobrze, czy miały błędne leczenie, czy nie chciały się leczyć. Po prostu leczenie w ich przypadku nie zadziałało.

A związek ma nie dawać szczęścia, tylko być związkiem.z resztą I w związku bywają nieszczęśliwe chwilę, śmierć kota, zwolnienie z pracy, kłótnia z rodziną czy choroba. Wiadomo, że trudno wtedy tryskać szczęściem. Trzeba się wziąć wówczas w garść i samemu sobie poradzić i nie zamęczać partnera swoimi problemami, bo związek nie ma nic wspólnego z tymi wydarzeniami.

47

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
rossanka napisał/a:

Bycie w związku nie ma dawać nagle szczęścia. Ma wypełnić pustkę dotyku, seksu i codziennej wymiany 5 zdań z domiwnikiem( ileż można gadać do paprotki lub dzwonić do koleżanek czy pisać na forum). Te trzy rzeczy wypełniają sobie partnerzy nawzajem i ich nic nie zastąpi.
A 99 procent ludzi samotnych jest sama sobie winna, bo są gorsi i nie zasługują na miłość, chyba, że się bardzo ale to bardzo postarają.
Zobaczcie w dzieciństwie. Dzieci nie są kochane OT tak. One muszą spełnić wymagania rodziców, być takie jak chcą rodzice, być posłuszne i zrezygnować ze swojej osobowości. Dopiero wtedy są kochane. Gdy próbują żyć po swojemu, miłość jest im zabierana.
W podręcznikach pisze, że zdarzają się jednak rodziny, że wyjątkowo dzieci są kochane tak bez powodu. Myślę, że możliwe, że czasem tak się zdarza, ale to są widocznie wyjątki potwierdzające regułę.

Także osoby nic nie warte, w dorosłym życiu na 99 procent są same sobie winne, że są same. Tu zgoda.

Można oczywiście pracować nad sobą, ale z doświadczenia powiem, że ani kolejne hobby, ani zainteresowania, ani rozwój w pracy, ani zadbanie o swoje ciało, wygląd, ani rozwinięcie duchowe, wiedzą psychologiczna, ani nowe znajomości, koleżanki, poznawanie świata i zmiany w relacjach międzyludzkich nie sprawia, że poczucie wartości wzrośnie. A człowiek jak czuł, że nie zasługuje, tak nadal nie czuje. Co potwierdza rzeczywistość, w której ciągle jest odrzucany i tak w kółko.
Można pracować z psychologiem, ale myślę, że taka praca i samorozwój nie każdemu pomoże. Np masz raka piersi. Wiele kobiet z tego wychodzi, ale niektóre nie. I nie dlatego, że chemia nie zadziałała dobrze, czy miały błędne leczenie, czy nie chciały się leczyć. Po prostu leczenie w ich przypadku nie zadziałało.

A związek ma nie dawać szczęścia, tylko być związkiem.z resztą I w związku bywają nieszczęśliwe chwilę, śmierć kota, zwolnienie z pracy, kłótnia z rodziną czy choroba. Wiadomo, że trudno wtedy tryskać szczęściem. Trzeba się wziąć wówczas w garść i samemu sobie poradzić i nie zamęczać partnera swoimi problemami, bo związek nie ma nic wspólnego z tymi wydarzeniami.

Nie mówię, że te osoby są same sobie winne, tylko odpowiedzialne za taki stan - tzn. problem, niekoniecznie z ich winy, leży po ich stronie. I same decydują czy zagłębią się w ten problem i spróbują go rozwiązać, czy będą tkwic w jakimś wiecznym poczuciu żalu. Tak jak wspomniałaś,bardzo często winne tu jest dzieciństwo i deficyty emocjonalne w nim powstałe. Ale dorosły człowiek może stawić czoła tym problemom.
I jasne, praca nie zastąpi związku. Ale też związek nie zastąpi fajnej pracy, zdrowia itd. Jest wiele płaszczyzn w życiu, które mogą dawać szczęście i spełnienie. Nie da się mieć zaspokojonych absolutnie wszystkich potrzeb.

48

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
rossanka napisał/a:

A 99 procent ludzi samotnych jest sama sobie winna, bo są gorsi i nie zasługują na miłość, chyba, że się bardzo ale to bardzo postarają.

Może jestem zbyt zmęczona psychicznie ostatnio ale czy tylko ja tego nie rozumiem..?

rossanka napisał/a:

Zobaczcie w dzieciństwie. Dzieci nie są kochane OT tak. One muszą spełnić wymagania rodziców, być takie jak chcą rodzice, być posłuszne i zrezygnować ze swojej osobowości. Dopiero wtedy są kochane. Gdy próbują żyć po swojemu, miłość jest im zabierana.
W podręcznikach pisze, że zdarzają się jednak rodziny, że wyjątkowo dzieci są kochane tak bez powodu. Myślę, że możliwe, że czasem tak się zdarza, ale to są widocznie wyjątki potwierdzające regułę.

O rany co za bzdury! Jakie wymagania? Jakie posłuszeństwo i rezygnacje z własnej osobowości? Matko boska, sięgające do czasów dzieciństwa, nie 7 potrafię przypomnieć sobie jakichkolwiek bóg wie jakich wymagań, zakazów, nakazów itp.. Całe życie żyję tak jak chcę, wiem że rodzice mnie kochali i kochają mimo moich wad i mimo że niejednokrotnie dałam im 'popalić'.
Chyba że tak jak wcześniej, czegoś po nie rozumiem w tym poście...

49

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
CCCatch napisał/a:
rossanka napisał/a:

A 99 procent ludzi samotnych jest sama sobie winna, bo są gorsi i nie zasługują na miłość, chyba, że się bardzo ale to bardzo postarają.

Może jestem zbyt zmęczona psychicznie ostatnio ale czy tylko ja tego nie rozumiem..?

rossanka napisał/a:

Zobaczcie w dzieciństwie. Dzieci nie są kochane OT tak. One muszą spełnić wymagania rodziców, być takie jak chcą rodzice, być posłuszne i zrezygnować ze swojej osobowości. Dopiero wtedy są kochane. Gdy próbują żyć po swojemu, miłość jest im zabierana.
W podręcznikach pisze, że zdarzają się jednak rodziny, że wyjątkowo dzieci są kochane tak bez powodu. Myślę, że możliwe, że czasem tak się zdarza, ale to są widocznie wyjątki potwierdzające regułę.

O rany co za bzdury! Jakie wymagania? Jakie posłuszeństwo i rezygnacje z własnej osobowości? Matko boska, sięgające do czasów dzieciństwa, nie 7 potrafię przypomnieć sobie jakichkolwiek bóg wie jakich wymagań, zakazów, nakazów itp.. Całe życie żyję tak jak chcę, wiem że rodzice mnie kochali i kochają mimo moich wad i mimo że niejednokrotnie dałam im 'popalić'.
Chyba że tak jak wcześniej, czegoś po nie rozumiem w tym poście...

Czego nie rozumiesz? Jak nie spełniasz wymagań to nie kochają Cię.


Podobnie w dorosłości, jak jesteś i żyjesz pod dyktando partnera to związek trwa. Jak tylko pokazujesz swoje zdanie to on odchodzi. Przeżyłam to, wiem co mówię .

50

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

rossanka - co do życia pod dyktando faceta jestem jeszcze w stanie przytaknac, ale w kwestii braku miłości do dzieci bo nie spełniają ich wymagań, absolutnie nie. Może ktoś ma takie doświadczenia, ale ja tego nie pojmuję.

51

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Rossanko, zgorzknienie sie wylewa.
Jezeli ktos Cie kocha tylko wtedy, kiedy robisz to, co ten ktos chce, to znaczy, ze wcale Cie nie kocha.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

52 Ostatnio edytowany przez Apogeum (2021-04-13 12:25:55)

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
rossanka napisał/a:
CCCatch napisał/a:
rossanka napisał/a:

A 99 procent ludzi samotnych jest sama sobie winna, bo są gorsi i nie zasługują na miłość, chyba, że się bardzo ale to bardzo postarają.

Może jestem zbyt zmęczona psychicznie ostatnio ale czy tylko ja tego nie rozumiem..?

rossanka napisał/a:

Zobaczcie w dzieciństwie. Dzieci nie są kochane OT tak. One muszą spełnić wymagania rodziców, być takie jak chcą rodzice, być posłuszne i zrezygnować ze swojej osobowości. Dopiero wtedy są kochane. Gdy próbują żyć po swojemu, miłość jest im zabierana.
W podręcznikach pisze, że zdarzają się jednak rodziny, że wyjątkowo dzieci są kochane tak bez powodu. Myślę, że możliwe, że czasem tak się zdarza, ale to są widocznie wyjątki potwierdzające regułę.

O rany co za bzdury! Jakie wymagania? Jakie posłuszeństwo i rezygnacje z własnej osobowości? Matko boska, sięgające do czasów dzieciństwa, nie 7 potrafię przypomnieć sobie jakichkolwiek bóg wie jakich wymagań, zakazów, nakazów itp.. Całe życie żyję tak jak chcę, wiem że rodzice mnie kochali i kochają mimo moich wad i mimo że niejednokrotnie dałam im 'popalić'.
Chyba że tak jak wcześniej, czegoś po nie rozumiem w tym poście...

Czego nie rozumiesz? Jak nie spełniasz wymagań to nie kochają Cię.


Podobnie w dorosłości, jak jesteś i żyjesz pod dyktando partnera to związek trwa. Jak tylko pokazujesz swoje zdanie to on odchodzi. Przeżyłam to, wiem co mówię .

Po raz pierwszy w tym wątku chce się czytać to, co napisała CCCatch (bo nie obraz się CCCatch, ale strasznie smęcisz. Ciągle powtarzasz te same zdania, w których to użalasz się nad sobą i którymi dowodzisz, ze nie interesuje Cię nic innego poza próbowaniem, a i to nie zawsze. Wiesz, co na ten próbowania pisze Wielokropek? A wiesz, ze ma racje? Jak czytam, ze osoba bardo młoda, ale jednocześnie nie piętnastolatka, pisze, ze wie/jest przekonana, ze nikt jej nie pokocha i na pewno będzie już zawsze sama, to serio nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać. I żeby nie było - zanim poznałam męża tez miewałam chwile zwątpienia, ale po pierwsze to były chwile! Chwile, gorsze momenty, a nie chore przeświadczenie, które stoi w sprzeczności z rozumiem, zdrowym rozsądkiem. Po drugie w ogóle nie myślałam, ze na pewno nikt mnie nie pokocha, jeśli już obawiałam się, ze ktoś mnie pokocha bez wzajemności i tak samo ja kogoś obdarzę nieodwzajemnionym uczuciem. Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz. Jeśli Ty naprawdę tak myślisz, ze na pewno/prawdopodobnie nikt Cię nie pokocha, to chyba potrzebujesz pomocy). Ale do meritum: rossanka przeszła samą siebie i pobiła Ciebie i chyba wszystkich użytkowników w pisaniu nieprawdy i rozciąganiu jej na wszystkich. Rossanko, to smutne, ze miałaś/masz takich rodziców, ale uwierz, ze nie wszyscy tacy są, i bądź tak dobra i nie pisz o tym tak jakby to był fakt, który odnosi się do wszystkich rodziców. Aha, uwierz, ze nie działam pod dyktando męża, a mimo to czuje, ze mnie kocha. Miłość na ścisłe określonych warunkach to nie miłość.

53

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję

Apogeum - nawet mi zdarzy się rzucić jakąś mądrość lol zapiszę ten dzień w kalendarzu!

Wiem co pisze Wielokropek i zgadzam się z tym ale nigdy nie ukrywalam i nie ukrywam, że jest mi ciężko zmienić w sobie pewne rzeczy, mimo tego że naprawdę naprawdę naprawdę tego chce, wiem też że przesadzam z tym uzalaniem się ale po prostu chyba czuję ze doszłam w swoim życiu do takiego momentu, że przestałam wierzyć że cokolwiek dobrego mnie jeszcze spotka. Mimo tego, że jestem na ogół wesołą i otwartą osoba, jednoczesne jestem pesymistka, zwłaszcza w kwestii swojego życia/szczęścia. Mam taką dziwną cechę, że zawsze pocieszam innych, wspieram ich, ale w swoje siły nie wierzę. Nawet mama zmusza mnie do bycia bardziej optymistyczna, ale nawet ona - jedna z najważniejszych osób w moim życiu - nie jest w stanie mi pomóc. I tak już odnoszące się do mamy, między innymi dlatego tak mi nie spodobał się post rossanki.

54 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-04-13 11:57:28)

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
rossanka napisał/a:
CCCatch napisał/a:
rossanka napisał/a:

A 99 procent ludzi samotnych jest sama sobie winna, bo są gorsi i nie zasługują na miłość, chyba, że się bardzo ale to bardzo postarają.

Może jestem zbyt zmęczona psychicznie ostatnio ale czy tylko ja tego nie rozumiem..?

rossanka napisał/a:

Zobaczcie w dzieciństwie. Dzieci nie są kochane OT tak. One muszą spełnić wymagania rodziców, być takie jak chcą rodzice, być posłuszne i zrezygnować ze swojej osobowości. Dopiero wtedy są kochane. Gdy próbują żyć po swojemu, miłość jest im zabierana.
W podręcznikach pisze, że zdarzają się jednak rodziny, że wyjątkowo dzieci są kochane tak bez powodu. Myślę, że możliwe, że czasem tak się zdarza, ale to są widocznie wyjątki potwierdzające regułę.

O rany co za bzdury! Jakie wymagania? Jakie posłuszeństwo i rezygnacje z własnej osobowości? Matko boska, sięgające do czasów dzieciństwa, nie 7 potrafię przypomnieć sobie jakichkolwiek bóg wie jakich wymagań, zakazów, nakazów itp.. Całe życie żyję tak jak chcę, wiem że rodzice mnie kochali i kochają mimo moich wad i mimo że niejednokrotnie dałam im 'popalić'.
Chyba że tak jak wcześniej, czegoś po nie rozumiem w tym poście...

Czego nie rozumiesz? Jak nie spełniasz wymagań to nie kochają Cię.


Podobnie w dorosłości, jak jesteś i żyjesz pod dyktando partnera to związek trwa. Jak tylko pokazujesz swoje zdanie to on odchodzi. Przeżyłam to, wiem co mówię .

Mnie też zdziwił ten fragment o dzieciach. Może to jest coś, co odpowiada u Ciebie w jakiś sposób za problem ze znalezieniem partnera. Może jednak bliskość na poziomie podświadomym źle ci się kojarzy.
Warunkowa miłość rodziców się zdarza, pewnie nawet często, ale nie widzę, aby to była reguła..

Co do życia pod dyktando partnera - związek nie musi tak wyglądać i absolutnie znam związki gdzie tak nie jest, jak również takie gdzie tak (niestety) jest. Nic dobrego i nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiego życia. Już mi wystarczy, że miałam ojca despotę, który oczekiwał bezwzględnego posłuszeństwa i wymuszał je siłą :-I W porównaniu z czymś takim to życie samemu jest dla mnie błogosławieństwem.

Mam taką dziwną cechę, że zawsze pocieszam innych, wspieram ich, ale w swoje siły nie wierzę

To może być efekt chowania pod kloszem, nadopiekuńczości rodzica, który nie daje dziecku szansy na sprawdzanie się, a co za tym idzie zwiększanie wiary w swoje siły. Ja też tak mam. Moja matka jest nadopiekuńcza oraz niepewna siebie.

rossanka - co do życia pod dyktando faceta jestem jeszcze w stanie przytaknac, ale w kwestii braku miłości do dzieci bo nie spełniają ich wymagań, absolutnie nie. Może ktoś ma takie doświadczenia, ale ja tego nie pojmuję.

A jak oceniasz małżeństwo twoich rodziców?

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

55

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
CCCatch napisał/a:

Mimo tego, że jestem na ogół wesołą i otwartą osoba, jednoczesne jestem pesymistka, zwłaszcza w kwestii swojego życia/szczęścia. Mam taką dziwną cechę, że zawsze pocieszam innych, wspieram ich, ale w swoje siły nie wierzę. Nawet mama zmusza mnie do bycia bardziej optymistyczna

To moim zdaniem dosyć normalne, przynajmniej w moim środowisku które obserwuję.
Sam zauważyłem, że osoby które na zewnątrz są typowymi śmieszkami lub pocieszycielami wewnątrz są pesymistami i nie wierzą w siebie.

56

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
aniuu1 napisał/a:
rossanka napisał/a:
CCCatch napisał/a:

Może jestem zbyt zmęczona psychicznie ostatnio ale czy tylko ja tego nie rozumiem..?



O rany co za bzdury! Jakie wymagania? Jakie posłuszeństwo i rezygnacje z własnej osobowości? Matko boska, sięgające do czasów dzieciństwa, nie 7 potrafię przypomnieć sobie jakichkolwiek bóg wie jakich wymagań, zakazów, nakazów itp.. Całe życie żyję tak jak chcę, wiem że rodzice mnie kochali i kochają mimo moich wad i mimo że niejednokrotnie dałam im 'popalić'.
Chyba że tak jak wcześniej, czegoś po nie rozumiem w tym poście...

Czego nie rozumiesz? Jak nie spełniasz wymagań to nie kochają Cię.


Podobnie w dorosłości, jak jesteś i żyjesz pod dyktando partnera to związek trwa. Jak tylko pokazujesz swoje zdanie to on odchodzi. Przeżyłam to, wiem co mówię .

Mnie też zdziwił ten fragment o dzieciach. Może to jest coś, co odpowiada u Ciebie w jakiś sposób za problem ze znalezieniem partnera. Może jednak bliskość na poziomie podświadomym źle ci się kojarzy.
Warunkowa miłość rodziców się zdarza, pewnie nawet często, ale nie widzę, aby to była reguła..

Co do życia pod dyktando partnera - związek nie musi tak wyglądać i absolutnie znam związki gdzie tak nie jest, jak również takie gdzie tak (niestety) jest. Nic dobrego i nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiego życia. Już mi wystarczy, że miałam ojca despotę, który oczekiwał bezwzględnego posłuszeństwa i wymuszał je siłą :-I W porównaniu z czymś takim to życie samemu jest dla mnie błogosławieństwem.

Rodzic kocha, jak jesteś taka jak on chce. W przypadku jakiejkolwiek niesubordynacji zabiera miłość - a przecież byłam grzeczna, cichutka, miałam dobre stopnie, zawsze grzeczna , posłuszna i wykonująca polecenia. Jak tu czytam, że niektóre dzieciaki wagarują, robią tatuaże, chodzą na dyskoteki, czy malują rzęsy w wieku 13 lat - mnie za takie coś wtedy, chyba wyrzuciliby z domu. Dla mnie to niepojęte, że dziecko robi takie rzeczy i nie czuje panicznego strachu przed rodzicami.

A z partnerem - miałam to samo. Byłam grzeczna było dobrze. Zaczełam mieć wymagania - skończyło się jak się skończyło.
Na pewno przekłada się to na relacje. Czuje miłość, czy zauroczenie (może nie od razu miłość), jak się muszę bardzo starać i jestem odrzucana. Taki stan wydaje mi się normalny, chociaż rozumowo wiem, ze to nie normalne.

57

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
rossanka napisał/a:

A z partnerem - miałam to samo. Byłam grzeczna było dobrze. Zaczełam mieć wymagania - skończyło się jak się skończyło.
Na pewno przekłada się to na relacje. Czuje miłość, czy zauroczenie (może nie od razu miłość), jak się muszę bardzo starać i jestem odrzucana. Taki stan wydaje mi się normalny, chociaż rozumowo wiem, ze to nie normalne.

Rossanko, a zakladasz opcje, ze to wcale nie byla milosc?
Wracamy do tego, o czym ja tu czesto powtarzam i o co czesto sa burze.
Milosc to nie emocja, tylko wybor. Milosc to wybor na dobre i na zle. Wiec jak masz wymagania i zwiazek sie sypie, to to po prostu nie byla milosc. Po prostu tej bezwarunkowej milosci nie doswiadczylas.

A moze na tyle sie starasz, ze przestajesz byc w tym soba? Wiec tak naprawde partner widzac Ciebie realna ma dysonans?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

58

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

A z partnerem - miałam to samo. Byłam grzeczna było dobrze. Zaczełam mieć wymagania - skończyło się jak się skończyło.
Na pewno przekłada się to na relacje. Czuje miłość, czy zauroczenie (może nie od razu miłość), jak się muszę bardzo starać i jestem odrzucana. Taki stan wydaje mi się normalny, chociaż rozumowo wiem, ze to nie normalne.

Rossanko, a zakladasz opcje, ze to wcale nie byla milosc?
Wracamy do tego, o czym ja tu czesto powtarzam i o co czesto sa burze.
Milosc to nie emocja, tylko wybor. Milosc to wybor na dobre i na zle. Wiec jak masz wymagania i zwiazek sie sypie, to to po prostu nie byla milosc. Po prostu tej bezwarunkowej milosci nie doswiadczylas.

A moze na tyle sie starasz, ze przestajesz byc w tym soba? Wiec tak naprawde partner widzac Ciebie realna ma dysonans?

Haha, Jak będę sobą to każdy zwieje azsię bedzie kurzyło.
Nie, to była miłość i wybór przynajmniej z mojej strony. Umiem to odróznić od zauroczenia, aż tak szalona nie jestem.

59

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

A z partnerem - miałam to samo. Byłam grzeczna było dobrze. Zaczełam mieć wymagania - skończyło się jak się skończyło.
Na pewno przekłada się to na relacje. Czuje miłość, czy zauroczenie (może nie od razu miłość), jak się muszę bardzo starać i jestem odrzucana. Taki stan wydaje mi się normalny, chociaż rozumowo wiem, ze to nie normalne.

Rossanko, a zakladasz opcje, ze to wcale nie byla milosc?
Wracamy do tego, o czym ja tu czesto powtarzam i o co czesto sa burze.
Milosc to nie emocja, tylko wybor. Milosc to wybor na dobre i na zle. Wiec jak masz wymagania i zwiazek sie sypie, to to po prostu nie byla milosc. Po prostu tej bezwarunkowej milosci nie doswiadczylas.

A moze na tyle sie starasz, ze przestajesz byc w tym soba? Wiec tak naprawde partner widzac Ciebie realna ma dysonans?

Haha, Jak będę sobą to każdy zwieje azsię bedzie kurzyło.
Nie, to była miłość i wybór przynajmniej z mojej strony. Umiem to odróznić od zauroczenia, aż tak szalona nie jestem.

Przesadzasz, Rossanko wink
z jego strony to nie byla milosc. Po prostu. Ale patrzac na to, co napisalas w innym temacie, to i do partnerstwa bylo Wam daleko.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

60

Odp: Samotna 30+ tracę nadzieję
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Rossanko, a zakladasz opcje, ze to wcale nie byla milosc?
Wracamy do tego, o czym ja tu czesto powtarzam i o co czesto sa burze.
Milosc to nie emocja, tylko wybor. Milosc to wybor na dobre i na zle. Wiec jak masz wymagania i zwiazek sie sypie, to to po prostu nie byla milosc. Po prostu tej bezwarunkowej milosci nie doswiadczylas.

A moze na tyle sie starasz, ze przestajesz byc w tym soba? Wiec tak naprawde partner widzac Ciebie realna ma dysonans?

Haha, Jak będę sobą to każdy zwieje azsię bedzie kurzyło.
Nie, to była miłość i wybór przynajmniej z mojej strony. Umiem to odróznić od zauroczenia, aż tak szalona nie jestem.

Przesadzasz, Rossanko wink
z jego strony to nie byla milosc. Po prostu. Ale patrzac na to, co napisalas w innym temacie, to i do partnerstwa bylo Wam daleko.

Przecież nie wisiałam na nim. To chyba dobrze?
Kazden miało swój świat poza związkiem
Chociaż przyznam, że czułam się , jakbyśmy żyli obok siebie.

Posty [ 1 do 60 z 72 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Samotna 30+ tracę nadzieję

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021