Cześć wszystkim, na samym wstępie proszę mnie nie krytykować, z góry za to dziękuje. Chciałem wam opowiedzieć o swoim życiu a może dramacie, w którym jestem. Mam 40 lat jestem w separacji, co nie przeszkadza mi być zakochanym w młodszej od siebie o 17 lat kobiecie, może to głupie i zaraz będzie fala krytyki w moją stronę, ale znam ja odkąd skończyła lat 17 a ja 34, byłem fajny. Poznałem ja w głupich okolicznościach, po prostu stała na stopa. Nie wiem, to było dziwne ze w ogóle tam jechałem, to tak jak by mi coś tam kazało jechać. Pamiętam to jak dziś- zaczęliśmy rozmawiać. Ona zaczęła opowiadać o swoich problemach,a ja o sobie. W końcu doszło do tego, ze potrzebowała kasy, pożyczyłem jej , żal mi się zrobiło. Zaczęliśmy się spotkać i powiem wprost- było miedzy nami tak ze ja to sponsor ona tak to zaproponowała po paru spotkaniach, wiadomo pomyślałem i skusiłem się. Przed naszym pierwszym zbliżeniem zapytałem ile ma lat, powiedziała 19- ok. Mi się w domu nie układało, to miałem odskocznię, miałem kochankę stałą . zaczęliśmy się spotykać rozmawiać o problemach moich, jej zobaczyłem że ma ich kupę, ze szkołą, bo nie Koczały towarzystwo to alkohol i nr kotki, próbowałem pomoc i teraz myślę ze to się udało. Wierzcie przeżyłem dużo po niecałym roku powiedziałem jej ze ja kocham co mam kim jestem ze Mam firmę, ona myślała, że jestem jej pracownikiem. Nie wierzyła- a wierzcie mi, jej zdziwienie dostając bukiet róż i te słowa to, ze ja kocham to wiedziała ale nie aż tak. Była zaskoczona i ucieszona, lecz to trwało krótko moje szczęście i zaczęła się walka. Poznała chłopaka młodszy od demie pokochała go tak ze brała od demie kasę i mu stawiała ja czekałem. Było tak ze się z nim pokłóciła i wzięła dużo tabletek próbowała strzelić samobója. Jej matka mnie o tym powiadomiła telefonicznie, byłem szybciej niż pogotowie, pojechałem do szpitala.
Prosiła żebym był przy niej byłem całą noc, trzymałem za rękę, pilnowałem kroplówek... Boże, kochałem ją!!!! Potem było lepiej powiedziała mi raz- "kochanie zawsze będę cie miała w sercu bo zrobiłeś dużo dobrych rzeczy w moim życiu i nie tylko mi ale i moim bliskim."
Rozpłakałem się przy niej, ona też i wtedy obiecaliśmy sobie ze nie będziemy się ranić. Tak 6 lat leci, a o nas to nikt nie wie tylko jej mama.
Ona wróciła do niego, jest z nim i potajemnie ze mną. Mówi, że mnie kocha i żebym czekał, że jak jej nie wyjdzie, to będziemy razem. Ja już nie mam siły czekać i powoli tracę nadzieję, że nie mam szans. A ona jest ze mną tylko dlatego, że jak on ją wyzwie, wkurzy lub się pokłóci, to ze mną pogada. Wiecie zdradza go ze mną i nie tylko. bo jak coś się dzieje to się chce wygadać i tylko ze mną o tym rozmawia. Nieraz pytałem czy jak była by ze mną, czy by mnie zdradzała? Ona pomyślała i może raz góra dwa razy w roku i czy ja bym chciał o tym wiedzieć i co bym zrobił?. Powiedziałem ze chciał bym wiedzieć i szczerość do bólu, łezka by mi poleciała, ale bym wybaczył, bo jest młoda. I co ona by zrobiła, jak ja bym zdradził? I czy by mnie zdradzała, jak bym się z nią kochał kilka razy dziennie? Odpowiedziała, że by mnie pobiła lub zabiła, jakby się dowiedziała i w ogóle, ale wybaczyła. A na drugie- "nie przesadzaj. Wiem, że byś chciał ,ale ja bym nie dała rady i raz dziennie by wystarczyło, no może dwa i bym cie nie zdradzała."
On to dupek tyle że młodszy, a Wy kochacie takich.
Dobra, nie mam siły więcej pisać, bo smutno mi i muszę kawy się napić.
Pozdrawiam wszystkich gorąco, a szczególnie Świdnicę.
P.S Dziewczyny, nie rańcie, bo nie warto. Myślcie i sercem, i rozumem, a najlepiej wyobraźnią, której czasem ludzie nie posiadają!