vinnga napisał/a:ZAZA, ja, w przeciwieństwie do Cupry, powiem Ci, jak uratować Twój związek:
1. Zapomnij o swoim honorze
2. Zapomnij o swoich potrzebach
3. Zapomnij o swoich znajomych, o wszystkich osobach, które przeszkadzają Ci być na każde jego zawołanie
4. Głaszcz go po główce, kiedy jest smutny
5. Nadskakuj mu, kiedy ma lepszy humor, aby utrzymał się jak najdłużej
6. Kiedy Tobie jest źle - płacz w poduszkę, aby tylko tego nie zauważył
W ten sposób Twój związek będzie trwał i trwał. Prawdopodobnie nawet zostaniesz jego żoną. Tylko wtedy musisz nauczyć się dodatkowo udawać, że nie widzisz jego kontaktów z kochankami. Bo niektórzy mężczyźni lubią mieć wygodną kobietę w domu, tylko, że ona nie jest zbyt ciekawa i zazwyczaj szybko znajduje się dla niej konkurencja poza domem.
A gdybyś jednak uznała, że taka wizja związku Ci nie odpowiada - idź za radą Cupry i kopnij go w 4 litery. I postaraj się zrobić tak, aby w następnym związku być od początku partnerką, nie popychadłem. Z tym facetem już Ci się to nie uda. Za bardzo go do pewnych zachowań przyzwyczaiłaś.
Bardzo ładnie napisane. Nikt przecież nie może rozkazać autorce być z nim, jeśli ona naprawdę chce tego i jest w stanie z nim być, to jej decyzja. Choć uważam, że za jakiś czas pewnie wylądowałaby w szpitalu psychiatrycznym, chyba, że naprawdę byłaby w stanie tego wszystkiego się wyzbyć i być do tego szczęśliwą, wtedy bym nawet jej pogratulowała, bo nie znam jak dotąd takiego przypadku.
Nie uważam, że jeśli zostaniesz z nim , to będziesz głupia, bo rozumiem, że miłość jest ślepa i często sprawia, że próbujemy ratować coś co dawno nie istnieje. Nie można Cię za to winić, wielu ludzi już było w takich związkach, nie tylko kobiety, lecz też mężczyźni. Wierzę Ci, że go kochasz, na pewno jak poznawałaś go to miał wiele cudownych cech... i rozumiem, że pewnie liczysz, że te cechy , które pokazał Ci na początku wrócą i będzie jak dawniej. Kochana, raczej nie ma co się łudzić, każdy z nas gdy poznaje drugą osobę, to pokazuje tylko dobre strony lub nawet udaje, żeby wkupić się w czyjeś łaski. On chciał Cię zdobyć, to pokazał się w super świetle, ale teraz widzisz już jak wiele ma wad, takich strasznych wad, tych wad już nie da się zmienić. On taki po prostu jest. Dlatego nie warto wierzyć, że znów będzie tak bajecznie jak na początku związku. Po prostu kochasz go i boisz się odejść, bo boisz się, że nikgoo już tak mocno nie pokochasz. Przerabiałam to z byłym, a jednak znów jestem szczęśliwa. Też ciężko było odejść, choć wszystko wskazywało, że trzeba, naprawdę był dla mnie ważny, ale koniec musiał nastąpić. Byłam naprawdę załamana, myślałam, że już się nie zakocham, ale jedna udało się. Godność jest bardzo ważna. Można kochać kogoś całe życie, liczyć na cud i jego zmianę podczas , gdy on nas traktuje jak zabawkę , lecz można też wybrać inną opcję i odejść od niego, spróbować życ bez niego. Sama pomyśl , która opcja lepsza. Miłość miłością, ale lepiej być nawet całe życie samemu niż z kimś takim. Piszę hipotetycznie. No bo przecież będąć nawet samej można poznawać nowych znajomych, bawić się, korzystać z życia, robić wiele dla swojego rozwoju, odbudować się psychicznie, a z toksycznym partnerem można tylko się udusić i ciągle przez niego cierpieć. Od toksycznych ludzi powinno się trzymać z daleka, nawet jeśli bardzo pokochaliśmy.
Poza tym on sam twierdzi, e kocha Cię jak przyjaciółkę. Masz dziewczyno prawo do szczęścia, a szczęście nie jest uzależnione od bycia w związku - można być szczęśliwym bez tego. Nie myśl teraz o facetach, o tym czy będziesz sama czy z kimś, czy kogoś jeszcze pokochasz , tylko pomyśl o sobie. Taka dawka zdrowego egoizmu. Po prostu uratuj siebie. Uratuj swoją godność. Jeżeli tak zrobisz, to wtedy pewnie kiedyś sobie za to podziękujesz i będziesz wiedziała, że podjęłaś słuszną decyzję.
Usprawiedliwianie swojego faceta na każdym kroku to nie jest dobre. Na pewno chciałabyś zdrowego związku, ale ten taki nie jest i myślę, że już raczej nie będzie.
Pozwalasz mu na okropne zachowanie, nie egzekwując żadnych zmian, po prostu non stop go usprawiedliwiasz. Pamiętaj jednak, że tak jak Ty on jest dorosłym człowiekiem, w pełni odpowiedzialnym za swoje czyny i owszem każdy ma prawo mieć gorszy dzień, popełnić błąd, ale skoro jemu zdarza się to notorycznie , to usprawiedliwianie go nie ma sensu, bo na to nie ma usprawiedliwienia. Jest dorosły, to niech tak zacznie się po prostu zachowywać. Ponadto to Ty walczyłaś o niego , gdy on zerwał. Okej rozumiem, że tak bolało Cię rozstanie, że pragnęłaś rozpaczliwie jego powrotu, też niejako to przechodziłam, ale tak poniekąd wbiłaś sobie gwóźdź do trumny kochana. On przez to najprawdopodobniej nie zrozumiał swojego błędu, tylko uznał, że Ty wybaczysz mu dosłownie wszystko. Lepiej, gdybyście rozstali się, owszem Ty na pewno byś cierpiała bo bardzo kochasz, ale wróciłabyś do niego dopiero, gdyby on zaczął się starać. Po prostu zacisnęłabyś zęby i pomyślałabys sobie " Bardzo go kocham, chce powrotu, ale nie odezwę się pierwsza, gdyż jeśli to zrobię to on uzna mnie za naiwną i jak wrócimy do siebie, to znów będzie powielał stare błędy, a ja nie chce takiego związku, nie chcę tak cierpieć .." Ja wiem, że to łatwo się mówi, a ciężko w praktyce , lecz naprawdę warto się starać. Wtedy, gdyby wrócił do Ciebie, to może i byłaby jakaś poprawa, miałabyś na to większe szanse. A jeśli nie wróciłby, to po prostu musiałabyś jakoś przetrawić to, że najwidoczniej nigdy nie kochał Ciebie tak mocno jak Ty jego.. a skoro nie kochał Ciebie tak mocno jak Ty jego, to najwidoczniej nie był Ciebie wart, a skoro nie był Ciebie wart, to pewnie czeka jeszcze gdzieś na świecie chłopak, którego Ty pokochasz kiedyś, a on Ciebie i on będzie Ciebie wart. Nie można przecież nikogo zmusić do miłości, a życie czasem nawet jak wydaje się, że nie przyniesie dla nas nic dobrego , to czasem zaskakuje, to warto byłoby żyć dalej z tą nadzieją " Może i mnie jeszcze coś czeka" ?
Nigdy nie warto moja droga się poddawać, jeżeli jest nawet światełko nadziei, warto żyć i cieszyć się życiem, nawet jeśli mocno daje w kość. Przecież po każdej burzy musi wyjść słońce 
Pozdrawiam . 