Mam 26 lat, w tym roku obroniłam pracę magisterską (z własnej winy rok po planowanym terminie). Powoli kończą mi się oszczędności, a ja nie potrafię zmotywować się do szukania pracy. Wydaje mi się, że nie nadaję się do niczego. Skończyłam psychologię, ale praktyki w szpitalu (psychiatrycznym, dla dorosłych i dla młodzieży) były dla mnie męczarnią, podobnie jak trochę z przymusu podjęty wolontariat w organizacji dobroczynnej i niecałe trzy tygodnie praktyk w przedszkolu. Nie chcę pracować w zawodzie, niesamowicie boję się ludzi i żyję w przeświadczeniu że zmarnowałam 5 lat studiów zamiast iść na terapię. Wysłałam jedno, czy dwa CV, oddzwoniono z jednego miejsca - rozpłakałam się ze strachu przed odebraniem...Nie odebrałam, nie oddzwoniłam, a kiedy sprawdziłam numer z którego do mnie dzwoniono byłam pewna, że wcale nie chcę tam pracować.
Mam objawy nerwicy i neurastenii, ale nie chcę przyjmować leków, zresztą nie stać mnie na terapię. Czy dla kogoś takiego jak ja, przekonanego o własnej nieudolności i bez umiejętności ani chęci do budowania własnej kariery jest ratunek? Mogłabym całe dnie nie wychodzić w domu, lubię zajmować się domem i moim narzeczonym, ale czuję się winna i leniwa. Przez całe studia miałam dobre oceny, ale tylko dlatego, że łatwo przychodziła mi nauka - tak było od najmłodszych lat i dlatego wszyscy wróżyli mi sukces. Co oczywiście w przypadku zdolnych i wrażliwych, ale kompletnie pozbawionych sensu życia osób jest błędem. Nie chcę kończyć w pracy, po której będę nienawidzić swojego życia jeszcze bardziej niż dotychczas. Zmagam się z problemami skórnymi, na które nie działają żadne leki, to dodatkowo obniża moją samoocenę.
Dla poprawy własnego stanu zainteresowałam się SEO copywritingiem, od dwóch miesięcy zarobiłam około 400 zł, co jest chyba kwotą śmieszną, choć dostaję dobre oceny od wszystkich zleceniodawców. Jednak obawiam się swojego braku wiedzy na wiele tematów, nie byłabym w stanie pisać po wiele godzin dziennie, odczuwam zmęczenie i senność po godzinie, dwóch od rozpoczęcia pracy nad zleceniem.
Czuję się jak życiowa ofiara i rozczarowanie moich rodziców: "bo mieli taką zdolną córkę, a teraz co?" Ostatnio znajomy stwierdził, że w rozmowie z nim zawsze brzmię jak martwy człowiek. Bardzo mnie to dotknęło. Nie wiem co mam ze sobą zrobić, od myśli samobójczych powstrzymuje mnie tylko mój związek z narzeczonym - dla niego pragnę żyć. Boję się jednak, że on i jego rodzina zaczną o mnie myśleć jak o życiowym pasożycie [którym być może jestem], który nie potrafi ogarnąć własnego życia.
Co robić, gdzie szukać pracy i jakiej, jeśli nie call center i korpo?