netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

53 odpowiedzi10 537 wyświetleńzałożony przez Olinka, 14.07.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 54 ]

1

Temat: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Wielokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że psychologię studiują osoby, które same nie radzą sobie w życiu i to właśnie ta przyczyna skłania ich do zgłębienia własnych problemów, zrozumienia ich podłoża i zastanowienia czy i jak można im sprostać.
Niedawno oglądałam też film, w którym psychoterapeuta spytany przez pacjentkę dlaczego leczy innych sam nie potrafi poradzić sobie z własnymi problemami odpowiedział, że jest jak lekarz, który wie jak leczyć, ale nie zawsze sam jest w stanie uzdrowić własne ciało.

Czy zatem psychoterapeuta (lub psycholog), który sam nie radzi sobie w życiu może być autorytetem dla swoich pacjentów? Czy jeśli znając przyczyny i metody rozwiązywania problemów (natury emocjonalnej) sam nie potrafi ich zastosować i wcielić we własne życie jest dla Was mimo wszystko wiarygodny (bo przecież każdy przypadek jest inny)? A może jednak jest tak jak powiedział bohater z przytoczonego filmu? Jestem ciekawa Waszych opinii...

2

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Jeżeli ktoś studiuje psychologię, żeby sprostać wewnętrznym problemom, z dużym prawdopodobieństwem wcale ich nie rozwiąże. Żeby zrozumieć, dlaczego psycholodzy nie są idealnymi małżonkami/rodzicami/przyjaciółmi należy sobie bowiem zdać sprawę z jednej rzeczy.

Psychologia nie daje rozwiązań, nie zajmuje się opracowywaniem wzoru na szczęście lub ustalaniem, co jest słuszne. Co zaś za tym idzie, psycholog nie jest mędrcem, który pozjadał wszystkie rozumy i powie nam, jak żyć - może jedynie powiedzieć, dlaczego żyjemy w taki sposób i jakie mamy inne możliwości. Nie wskaże nam jednak tej jednej, najwłaściwszej.

Poza tym ocenianie kompetencji zawodowych pod kątem życia prywatnego jest nie w porządku w niemalże każdym zawodzie. Nie można przecież być pewnym, że małżeństwo terapeuty rozpadło się z jego winy, a nie z powodu niedojrzałości drugiej osoby i wie o tym każdy, kto choć raz mocno się starał, ale nie miał w tych staraniach wzajemności.

Co więcej, psycholog to nie uzdrowiciel, który ma pomóc wszystkim w swojej rodzinie. Terapeuta może przynieść ulgę tym, którzy po nią przychodzą, szukają terapeuty i chcą sobie poradzić z problemem. Nie da się natomiast pomóc bliskiej osobie, która nie widzi, że ma kłopot i nie chce żadnego wsparcia psychologicznego. A na samym końcu dodam, że nigdy nie powinno się leczyć swojej rodziny/przyjaciół/partnerów, ponieważ terapia będzie miała pozytywne oddziaływanie tylko wtedy, kiedy relacja między leczącym a leczonym jest czysto terapeutyczna...

Oceniam wiarygodność psychologa efektami współpracy. Jeżeli na skutek rozmów z psychologiem mamy wrażenie, że sytuacja jest dla nas jaśniejsza, że jesteśmy bardziej świadomi, jeśli na podstawie terapii wyciągamy wnioski ze swojego sposobu postępowania - to spełnił on swoją rolę. Jeżeli z kolei podziwiamy osiągnięcia osobiste psychologa, ale nasze własne z nim spotkania nie wnoszą wiele nowego mimo zaangażowania i cierpliwości również z naszej strony, to nic by nam nie dało, że możemy go sobie postawić za wzór...

3

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Rzeczywiście spotkałam się z takim stwierdzeniem że psychologie studiują osoby które chcą same zrozumieć siebie.Niemniej jednak uważam że nie można od razu skreślać takiej osoby i uważać jej za niekompetentną,bo rzeczywiście psycholog też człowiek który sam może mieć jakieś problemy.

Powiem również że zgodzę się z twierdzeniem że może być czasem łatwiej wskazać czy dostrzec
u innych jakieś problemy niż u nas samych.Taka nasza natura.

4

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
yvette napisał/a:

Co więcej, psycholog to nie uzdrowiciel, który ma pomóc wszystkim w swojej rodzinie. Terapeuta może przynieść ulgę tym, którzy po nią przychodzą, szukają terapeuty i chcą sobie poradzić z problemem. Nie da się natomiast pomóc bliskiej osobie, która nie widzi, że ma kłopot i nie chce żadnego wsparcia psychologicznego.

Dokładnie tak. I od tego właśnie należy zacząć rozważania nad skutecznością każdej psychoterapii, bo przede wszystkim trzeba chcieć zauważyć swój problem, ale jeszcze bardziej usiłować coś z nim zrobić.
A wracając do tematu głównego... Również jestem zdania, że nie należy sytuacji osobistej terapeuty łączyć z jego umiejętnościami zawodowymi. To, że ktoś nie jest szczęśliwy w życiu nie znaczy przecież, że nie rozumie, gdzie tkwi podłoże takiej sytuacji. Jeśli ktoś ocenia wartość zawodową psychologa przez pryzmat jego osobistego życia to tak jakby nie bardzo rozumiał na czym polega jego rola. Tak czy inaczej, zgodnie z tym co pisze Yvette, to sami pacjenci decydują czy chcą i w jakim stopniu poddać się terapii, a praca terapeuty jest tylko ich podporą.

5

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Pytasz o to Olina bo dotyka Cie osobiście ten problem?
Wg mnie psychoterapeuta może mieć problemy w życiu bo jest człowiekiem, a ludzi dotykają różne problemy. Natomiast nie powinien on być raczej jakoś zaburzony w sensie lęków, uprzedzeń, jakiejś wielkiej złości do kogoś.

6

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
TheProfian napisał/a:

Pytasz o to Olina bo dotyka Cie osobiście ten problem?

Nie, mnie osobiście ten problem nie dotyczy- nie jestem bowiem ani psychoterapeutą, ani pacjentem korzystającym z terapii. Kiedyś zastanawiałam się jednak nad tym problemem, więc postanowiłam zapytać o opinię również inne osoby. Jest to wolny temat do dyskusji, wymiany poglądów, czy podzielenia się uwagami. Zapraszam smile.

7 Ostatnio edytowany przez coffini (2010-07-21 21:04:44)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

sama kiedyś byłam zdania,że sorry ale pomotani ludzie tym się zajmują. teraz gdy chodzę na psychoterapię napiszę: psycholog to człowiek a nie wyrocznia! ( a propo na mojej pierwszej sesji zapytalam przestraszona czy bede lezec na kozetce;) )pomaga ci zrozumieć siebie,odpowiedzieć na pytanie dlaczego masz problem z tym i tym.ja traktuję go jak lustro siebie,jak człowieka który dzięki empatii,wiedzy,doświadczeniu,akceptacji siebie i  drugiego człowieka pomaga ci znaleźć rozwiązanie twoich problemów,z którymi sobie nie radzisz sama. to zawód jak każdy inny-też myślę,że można spotkać mieszanki osobowości,psychologów o lepszej kompetencji i gorszej i jak dla mnie też musi pojawić się chemia w sensie- ten jest spoko,dobrze się czuję na spotkaniach z nim ,czy nie no,ten nie bardzo ,narka.

8

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Na psychologię zawsze idą ludzie, którzy mają jakieś problemy emocjonalne. Nie znam nikogo kto poszedł na psychologię nie mając po temu powodów. I nie nie są to jakieś straszne zaburzenia, ale są.
Psycholog jest od tego by być nam obcym głosem, bezkompromisowym, który zada nam pytania, których sami sobie nie zadamy.
Co z tego, że wiem co ze mną jest nie tak, skoro nie zadaję sobie odpowiednich pytań, bo nie chcę znać na nie odpowiedzi?
Można wiedzieć wszystko o swojej przypadłości. Magia leży w  tym, że obca osoba powie nam to samo.
I nieważnym jest wtedy - czy radzi sobie z własnym życiem, czy nie.
Wielokrotnie podaję znajomym rozwiązania i czuję się, jakbym łgała.
Podaję ludziom rozwiązania, które dla mnie też byłyby dobre - ale sama nie umiem ich zastosować. Ale to nie znaczy, że one nie zadziałają smile.
Nie nie jestem psychologiem - przynajmniej z wykształcenia. smile
Raczej obserwatorem...

9

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Pixy, nie zgodzę się z tym, że na psychologię idą tylko ludzie mający większe lub mniejsze problemy ze sobą. To tak, jakby założyć, że na medycynę idą tylko Ci, którzy są mniej lub bardziej cierpiący z powodu jakiejś choroby.

Można uznać, że każdy człowiek miewa kryzysy - a więc "wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy" - i patrząc na biografię jakiegoś psychologa ze 100% pewnością będzie można znaleźć chwile załamania, jak u każdego. Zastanawiam się, czy znam choć jednego człowieka, który nie miał nigdy problemów emocjonalnych wink Ale to nie znaczy, że jest to powodem studiów psychologicznych wink

Znam wielu studentów i absolwentów psychologii, którzy mieli inną motywację, żeby podjąć studia. Może miałaś "szczęście" poznać ludzi z bolesną biografią albo właśnie poprzez pryzmat ich studiów te problemy urosły do miana emocjonalnych? wink

10

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Ale coś w tym jednak jest, że tak grubo kreśląc to na psychologię idą ludzie poszukujący siebie, na pielęgniarstwo ludzie niezaopiekowani we własnych rodzinach, nauczyciele to osoby o małej pewności szukające grona posłusznych słuchaczy, biznesmeni to osoby z niskim poczuciem atrakcyjności chcący udowodnić swoją wartość, lekarze to albo narcystyczne dzieci lekarzy itd. Wiem, że upraszaczam ale coś w tym jest, jakiś ukryty sens, kierunek, ideą jaka nas nęci.
Jednak jak nie można oceniać wartości samochodu po kolorze tak nie mozna wiele powiedzieć o człowieku po zawodzie. I pewnie tyczy się to też psychologów.

11

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Nigdzie nie użyłam słowa "tylko". Napisałam, że ludzie z takimi problemami zawsze wybierają taki kierunek studiów. Oczywiście jeżeli w ogóle się nad tym zastanawiają. I tak - ja osobiście nie znam osoby, która szłaby na psychologię rekreacyjnie.
Tu chyba nie ma nic do zgadzania się bądź nie smile. To kwestia doświadczeń. Każdy z nas ma inne.

12

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

ja nie widze nic zlego w tym,ze ktos chce poznac siebie,ba ja to popieram.a czy ktos dzieki wiedzy ktora zdobyl bedzie chcial pomagac innym to jego sprawa.

13

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

W sumie trudno jest oczekiwać, żeby ludzie, którzy wychowali się w świecie bez większych problemów, gdzie wszystko grało, nie było żadnych traum, interesowali się psychologią. Ludzie z reguły interesują się tym, co w jakiś sposób ich dotyczy. Motywatorem niekoniecznie muszą być bolesne przeżycia, może być zwykłe zainteresowanie ludźmi.
Akurat jeśli o mnie chodzi, sprawdza się. Startuję na psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. W moim 20letnim życiu zdarzyły się  przemoc domowa (fizyczna i psychiczna), rozwód rodziców, depresja matki, niezrównoważenie emocjonalne siostry i groźby wyrzucenia z domu (parę razy nawet wyrzucenie na klatkę schodową), toksyczny związek i problemy wśród rówieśników. Plus kołatania serca, duszności, napady paniki, wrzody żołądka. Ponadto mój chłopak miał depresję w niedalekiej przeszłości,  a w tej chwili cierpi na chroniczną nieśmiałość i nerwicę serca. Poza tym ja zwyczajnie lubię ludzi. Jakoś umiem do nich dotrzeć.
Moim zdaniem, o ile dobrze jest wniknąć w motywy psychoterapeuty (żeby np nie przenosił na nas swoich problemów), o tyle wg mnie ocenianie jego skuteczności na bazie jego związku jest nie na miejscu. To zupełnie inny rodzaj relacji. W relacji terapeuta - pacjent ten pierwszy ma przewagę, a poza tym jego rola jest inna. Ma sprawić, by pacjent się otworzył i ma zbudować więź terapeutyczną, która ma być jednym z czynników uzdrawiających. Terapeuta nie może pozwolić sobie na wybuchy złości, musi zachować zawodowy dystans. W związku partnerzy są równi, zdarzają się i wybuchy złości, i radości. I miejsce na ludzkie odruchy i błędy.
Znajoma psycholog mówiła mi, że to straszne, jak ludzie odbierają psychologów. Myślą, że oni są w pracy 24 h na dobę. Opowiadała, że np idzie do knajpy, rozmawiają, co kto robi w życiu, a jak ona mówi, że jest psychologiem, to zapada cisza. I dokończyła tak: "A ja przecież chciałam się tylko napić piwa!"
I jeszcze: jak się miało własne problemy, to potem łatwiej jest wczuć się w sytuację innych ludzi. Taka empatia, w połączeniu z dystansem, który pozwala znaleźć dobre rozwiązanie, to bardzo pożyteczna sprawa.

14

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

relacja terapeuta- pacjent odzwierciedla pierwotna wiez rodzic-dziecko. (mowie tu o podejsciu ktore sama znam czyli psychodynamicznym) w zwiazku z tym przed terapeuta zachowujesz sie jak przed rodzicem,twoim facetem i generalnie najblizszymi i dzieki m.in. tej informacji on jest w stanie pomoc. mialam przeswiadczenie sama ze jesy to osoba jakby ode mnie lepsza,madrzejsza itd.zostalam jednak uswiadomiona ze wszyscy jestesmy rowni :)a z tym piwem to sie mega rozbawilam;D

15

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

"mialam przeswiadczenie sama ze jesy to osoba jakby ode mnie lepsza,madrzejsza itd.zostalam jednak uswiadomiona ze wszyscy jestesmy rowni"
Mi nie do końca o to mi chodziło. Głównie miałam na myśli to, że terapeuta sysponuje wiedzą, znajomością technik, że pacjent odsłania się przed nim. Chodzi mi o to, że nie ma tu równowagi. Bo terapeuta nie odsłania się przed pacjentem, tylko go w pewien sposób "prowadzi" (przynajmniej tak wyglądały moje spotkania z psychologami na stopie nie-towarzyskiej). Pacjent opowiada o swoich problemach i wierzy terapeucie, że ten mu pomoże je rozwiązać. Nie ma tu po prostu takiej "życiowej" równowagi, jak chociażby w spotkaniu przyjaciółka-przyjaciółka. Bo w takim spotkaniu pomocna przyjaciólka może powiedzieć tak: "Nie rób tego!", czy "Głupio zrobiłaś!" a terapeuta nie może.
Chodzi mi o to, że jesteśmy równi, bo razem tworzymy więź terapeutyczną, ale jednak mamy różne role, z których wynika brak równowagi. Zawsze osoba, której się pomaga, jest w stanie zależności (znacie to? "pomoc to słoneczna strona dominacji"), poza tym terapeuta ma nad nią przewagę kompetencji. W związku jednak tak nie jest. Kompetencje są na innych polach. Np prowadzenia domu czy firmy, a nie samej relacji.

16 Ostatnio edytowany przez coffini (2010-07-24 15:25:38)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

ma przewage kompetencji? dla mnie ma wiedze,doswiadczenie ktore moga Ci pomoc  a nie przewage czegokolwiek. ja osobiscie nie stosuje zasady bezgranicznego zaufania- zafundowalam ja sobie z moja pierwsza psycholozka i to nie byla owocna dla mnie wspolpraca.a o relacji terapeuta- pacjent a pacjent- facet nie mialam na mysli zycia codziennego,o ktorym wspomnialas. chodzilo mi o sama relacje,zachowywanie sie w stosunku do tej osoby typu uleglosc,agresywnosc, unikanie itp itd.

17

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

No to się chyba nie zrozumiałyśmy wink

18

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
Pixy napisał/a:

Nigdzie nie użyłam słowa "tylko". Napisałam, że ludzie z takimi problemami zawsze wybierają taki kierunek studiów. Oczywiście jeżeli w ogóle się nad tym zastanawiają. I tak - ja osobiście nie znam osoby, która szłaby na psychologię rekreacyjnie.
Tu chyba nie ma nic do zgadzania się bądź nie smile. To kwestia doświadczeń. Każdy z nas ma inne.

A ja znam niestety sporo ludzi-prostych białek, którzy idą na psychologię bo prowadzenie własnej praktyki w tej dziedzinie to wg nich "dobra kasa". A potem wychodzą takie kwiatki na zajęciach, że pedofil to wg nich pedał itd (z życia wzięte).

Szczerze mówiąc daleka jestem od robienia podziałów ale widzę coraz bardziej wśród młodych ludzi podział na te właśnie rozwielitki, które kują do egzaminów byle zaliczyć i skończyć studia i, które faktycznie niewiele problemów mają ze sobą bo nawet jeśli je mają to nie za bardzo się nad nimi zastanawiają - i te osoby, które poszukują, zadają pytania i próbują zrozumieć otaczający ich świat. I paradoksalnie właśnie przez te cechy często kończą na rozdrożu bo szukając sensu nietrudno jest się pogubić. Pytanie jednak brzmi - przedstawiciele której z grup są lepszym materiałem na psychologów? Ja odpowiedzi nie znam. Niemniej jednak gdybym sama wybierała to wolałabym kogoś, kto jest przynajmniej po części w stanie zrozumieć moje problemy dlatego, że sam kiedyś był w takiej samej albo podobnej sytuacji zamiast dziewczynki, która podręcznikowo będzie zadawać mi "odpowiednie pytania" zastanawiając się jednocześnie co zrobi dzisiaj na obiad.

Suma sumarum - wydaje mi się, że wyjątków jest od groma ale jednak skłonna jestem zaryzykować twierdzenie, że dobrego psychologa czyni wysoka empatia i duża świadomość emocji zarówno swoich jak i cudzych. Idąc tym tropem - takie osoby jednocześnie bardziej narażone są na przeszkody życiowe.

Mam nadzieję, że nie zaplątałam się bardzo.

19

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Tyle tylko że psycholog nie równa się psychoterapeuta a to jest nagminnie utożsamiane i w życiu i tu na forum.

20

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
TheProfian napisał/a:

Ale coś w tym jednak jest, że tak grubo kreśląc to na psychologię idą ludzie poszukujący siebie, na pielęgniarstwo ludzie niezaopiekowani we własnych rodzinach, nauczyciele to osoby o małej pewności szukające grona posłusznych słuchaczy, biznesmeni to osoby z niskim poczuciem atrakcyjności chcący udowodnić swoją wartość, lekarze to albo narcystyczne dzieci lekarzy itd.

Dawno nie czytałam większych bzdur.

21

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
a_normalna napisał/a:
TheProfian napisał/a:

Ale coś w tym jednak jest, że tak grubo kreśląc to na psychologię idą ludzie poszukujący siebie, na pielęgniarstwo ludzie niezaopiekowani we własnych rodzinach, nauczyciele to osoby o małej pewności szukające grona posłusznych słuchaczy, biznesmeni to osoby z niskim poczuciem atrakcyjności chcący udowodnić swoją wartość, lekarze to albo narcystyczne dzieci lekarzy itd.

Dawno nie czytałam większych bzdur.

Ups, zabolało tongue A tak poważnie to uważasz że zawód wybieramy przypadkowo czy gdzie widzisz te bzdury? No i to co pisałem to jest oczywiście mega uproszczeniem, coś jak psychotesty w gazetach więc czytać trzeba z przymrużeniem oka.

22

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Cóż... Jako studentka psychologii będę się bronić. Nie zauważyłam, żeby ludzie na moim kierunku posiadali jakieś zaburzenia emocjonalne. Według mnie jest wręcz odwrotnie. Osobiście wybrałam ten kierunek między innymi dlatego, że oczekiwałam spotkać grupę ludzi nie obrażających się za byle gówno ( przepraszam za może zbyt ostre słowa) nastawionych na współpracę, miłych, uprzejmych, inteligentnych, wiedzących czego od życia pragną. I tak też się stało!
Mieszkam z studentkami innych kierunków i nie zauważyłam u nich takiego zaangażowania, pracy, poświęcenia a przede wszystkim pasji jaką wkładają studenci psychologii w naukę. Dla zdecydowanej większości nie działa to na zasadzie zdać, zakuć, zapomnieć, a ściąganie jest zjawiskiem zupełnie obcym i krytykowanym. Nie wiem na jakiej podstawie ludzie twierdzą, że na ten kierunek wybierają się osoby z zaburzeniami, szukające uzdrowienia. Nie raz na zajęciach dyskutowaliśmy na ten temat, a wykładowca przedsawił badania wg których NA PSYCHOLOGII JEST TAKA SAMA LICZBA OSÓB Z PROBLAMAMI O PODŁOŻU PSYCHICZNYM JAK I NA INNYCH KIERUNKACH. Nie wiem gdzie widzicie problem? Polecam skupić się na własnych problemach, a nie szukać ich u innych. Pozdrawiam

23 Ostatnio edytowany przez a_normalna (2010-07-26 21:04:52)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

na psychologię idą ludzie poszukujący siebie - ludzie ode mnie z roku poszli na psychologię(jako drugi kierunek), bo po prostu ciekawiło ich to. Nie byli zaburzeni psychicznie ani nie mieli żadnych problemów. Jedna dziewczyna zrezygnowała, bo stwierdziła, że to jednak nie dla niej, a drugi dalej tym idzie, bo mając filologię z obcego języka i ukończone studia psychologiczne będzie mogła tłumaczyć wiele książek i artykułów z tej dziedziny, a tacy ludzie są rozchwytywani.

na pielęgniarstwo ludzie niezaopiekowani we własnych rodzinach - zwykle spotykam sięz osobami, które wybierają pielęgniarstwo, bo chcą pomagać ludziom, a nie chcą pakować się tak bardzo w medycynę jak lekarz.

nauczyciele to osoby o małej pewności szukające grona posłusznych słuchaczy - część moich znajomych to nauczyciele z powołania, pozostali nie mieli lepszego pomysłu na życie i po prostu chcą mieć papier z wyższym wykształceniem i ani myślą uczyć w szkołach.

biznesmeni to osoby z niskim poczuciem atrakcyjności chcący udowodnić swoją wartość - nie znam żadnego biznesmena, ale to śmieszne co piszesz.

lekarze to albo narcystyczne dzieci lekarzy - synowi/córce lekarza na pewno łatwiej wkręcić się w branżę niż osobie spoza, ale nie zawsze. Znam całkiem dużo ludzi, którzy poszli na medycynę, bo czują do tego powołanie i nie mają w rodzinie lekarzy.


Ogólnie na tej samej zasadzie można napisać, że małżeństwa zawiera się tylko dlatego, że dziecko w drodze. Nie należy uogólniać i wrzucać wszystkich do jednego worka.

24

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Witam

Jestem nowa, ale włącze się do dyskusji.
Idąc za tematem przewodnim -"Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu," uważam że to też ludzie którzy mają swoje prywatne życie a co za tym idzie -stres, kłopoty, problemy życia codziennego. Czyż lekarz nie choruje?! .... tak samo jak każdy i nie zawsze sam może sobie pomóc! a co do psychoterapeutów to też mają superwizora.
Studia natomiast wybierane są wg własnych predyspozycji, zdolności i zainteresowań, pomijam fakt kiedy to rodzice sponsorują studia i wybierają je własnym dzieciom dla zaspokojenia swoich chorych ambicji!

pozdrawiam

25

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Hmmm... Na podstawie Waszych wypowiedzi mogę chyba wysunąć tezę, że nie oczekujecie od psychoterapeuty, że będzie miał idealne życie, idealny związek, będzie żył bez stresu i bez większych porażek. Dajecie mu zatem prawo do błędów i pomyłek, a to wszystko razem wzięte nie będzie się przekładać na Wasze zaufanie do niego jako specjalisty problemów duszy. Brzmi optymistycznie smile. I ja się też pod tym podpisuję.

26

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
TheProfian napisał/a:

Ale coś w tym jednak jest, że tak grubo kreśląc to na psychologię idą ludzie poszukujący siebie, na pielęgniarstwo ludzie niezaopiekowani we własnych rodzinach, nauczyciele to osoby o małej pewności szukające grona posłusznych słuchaczy, biznesmeni to osoby z niskim poczuciem atrakcyjności chcący udowodnić swoją wartość, lekarze to albo narcystyczne dzieci lekarzy itd. Wiem, że upraszaczam ale coś w tym jest, jakiś ukryty sens, kierunek, ideą jaka nas nęci.
Jednak jak nie można oceniać wartości samochodu po kolorze tak nie mozna wiele powiedzieć o człowieku po zawodzie. I pewnie tyczy się to też psychologów.

Hehe równiez wiekszej glupoty nie slyszalam smile Ja studiuje dziennikarstwo i ciekawa jestem co moglbys powiedziec na temat moich problemow przez pryzmat wybranego kierunku tongue

27

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

od psychoterapeuty nalezy oczekiwać pomocy! on ma być specjalistą w tym co robi (bywają wyjątki), ale nie można oczekiwać by miał idealne zycie idealny związek, żył bez stresu i bez większych porażek. Nie ma idealnych ludzi, czasem łatwiej jest pomóc innym niż sobie.

28

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
fammefatale napisał/a:
TheProfian napisał/a:

Ale coś w tym jednak jest, że tak grubo kreśląc to na psychologię idą ludzie poszukujący siebie, na pielęgniarstwo ludzie niezaopiekowani we własnych rodzinach, nauczyciele to osoby o małej pewności szukające grona posłusznych słuchaczy, biznesmeni to osoby z niskim poczuciem atrakcyjności chcący udowodnić swoją wartość, lekarze to albo narcystyczne dzieci lekarzy itd. Wiem, że upraszaczam ale coś w tym jest, jakiś ukryty sens, kierunek, ideą jaka nas nęci.
Jednak jak nie można oceniać wartości samochodu po kolorze tak nie mozna wiele powiedzieć o człowieku po zawodzie. I pewnie tyczy się to też psychologów.

Hehe równiez wiekszej glupoty nie slyszalam smile Ja studiuje dziennikarstwo i ciekawa jestem co moglbys powiedziec na temat moich problemow przez pryzmat wybranego kierunku tongue

Dziennikarze...ci to są dopiero porąbani...
A czytając te dyskusję dochodzę do wniosku, że ludzie nie wiedzą na czym polega pomoc psychologiczna...pomocy tej udziela sie zawsze komus innemu, nigdy sobie samemu!...to jest własnie jej sedno...każda osoba, ktora zajmuje sie zawodowo udzielaniem pomocy, rowniez sama potrzebuje pomocy i zwraca się po nią do innego profesjonalisty...tylko rozmawiając z drugim człowiekiem można bowiem we własciwy sposob przepracowac swoje problemy...byłoby nawet dziwne, gdyby taka osoba takich problemów nie odczuwała...to świadczyłoby o jej niskiej samoświadomości bądź wrażliwości.

Po wtóre jest powiedzenie: szewc bez butów chodzi...i jest w tym wiele życiowej prawdy.

29

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Nie ma kogos takiego jak terapeuta- to tylko nazwa skrótowa, zawsze jest się przecież terapeutą w jakiejs dziedzinie...

Natomiast zarowno psycholog jak i psychiatra mogą byc psychoterapeutami (choć nie tylko oni). Pisałam o pomocy psychologicznej anie psychoterapii dla lepszego zobrazowania problemu, że kazdy czlowiek od czasu do czasu potrzebuje takiej pomocy...a poza tym dyplomowanymi psychoterapeutami jest niewiele osób.

Rodzi to zresztą równiez innego rodzaju problemy bo np. na liście biegłych sądowych w ogole nie ma takiej odrębnej dziedziny jak psychoterapia i trzeba się domagać od sądu, by wyznaczył pscyhologa lub psychiatrę faktycznie mającego pojęcie o psychoterapii.

30

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Madelaine, sądzę, że członkowie Polskiego Towarzystwa Terapeutycznego by się z Tobą nie zgodzili, a nawet od strony formalnej jak najbardziej można powiedzieć o kimś "terapeuta".

Co masz na myśli mówiąc, że "zawsze jest się terapeutą w jakiejś dziedzinie"? Nie należy mylić doradzania komuś z terapią, do której należy posiadać stosowną wiedzę i nierzadko certyfikaty.

Nie odwoływałabym się także do listy biegłych sądowych, ponieważ nasze prawodawstwo podchodzi do psychoterapii po macoszemu i do dziś nie mamy jasnej ustawy, która regulowałaby, jakie kwalifikacje powinni posiadać przedstawiciele poszczególnych zawodów. Właśnie dlatego powstają towarzystwa, które stawiają wymogi formalne kandydatom, często zapewniają superwizora danemu psychologowi/psychiatrze/psychoterapeucie/terapeucie zajęciowemu itd.

31 Ostatnio edytowany przez Olina (2010-08-08 11:29:36)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Uważam, ze niepotrzebnie odchodzimy od tematu. Rzecz idzie o terapeutach mających problemy a nie o rozróżnieniach...terapeuta to m.in. psychoterapeuta i nie ma potrzeby wprowadzania zamieszania w topicu poprzez wprowadzanie pojęć, które często choc nie są tożsame to jednak się pokrywają.

Pomoc psychologiczna to niekoniecznie doradztwo a na pewno łatwiej ją uzyskać niż psychoterapię dlatego wg mnie lepiej operować tym terminem.

Biegli psychoterapeuci a raczej  ich brak o tyle własnie mają znaczenie, że ktoś naszkodzi komuś  psychoterapią bo np. nigdy nie zasięgał żadnej pomocy u swoich kolegów po fachu- czy to we własnych problemach czy superwizji swojej pracy (choc ta ostatnia czesto nie jest aż tak niezbędna jesli terapeuta jest "uładzony" sam ze sobą).

P.S. Terapeuci to przeciez równiez arteterapeuci, choreoterapeuci....Choc niektorzy twierdzą, że choreoterapia to część arteterapii...


Nie pisz, proszę, posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać to użyj opcji "edytuj", o czym mówi pkt 10 naszego Regulaminu. (Moderatorka Olina)

32

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
Madelaine5 napisał/a:

Biegli psychoterapeuci a raczej  ich brak o tyle własnie mają znaczenie, że ktoś naszkodzi komuś  psychoterapią bo np. nigdy nie zasięgał żadnej pomocy u swoich kolegów po fachu- czy to we własnych problemach czy superwizji swojej pracy (choc ta ostatnia czesto nie jest aż tak niezbędna jesli terapeuta jest "uładzony" sam ze sobą).

I tu uważam dochodzimy do tego, co jest m.in. tematem wątku. Brak odpowiednich przepisów, które regulowałyby kwestię udzielania pomocy psychologicznej prowadzą do sytuacji, w której psychoterapeuta zaczyna mieć problemy z odpowiednim wykonywaniem swojego zawodu. I teraz pytanie, ilu pacjentów odbierze źle prowadzoną terapię jako objaw tego, że psycholog pewnie nie radzi sobie z własnym życiem, przenosząc tą ocenę na innych specjalistów?

33 Ostatnio edytowany przez Madelaine5 (2010-08-08 12:37:18)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Moje zdanie jest takie, ze kazdy student psychologii powinien miec możliwość chocby minimalnego przepracowania swoich problemów w ramach zajęć ...i nie chodzi o to czy oni juz przyszli na studia z wielkimi problemami czy w toku studiów nabrali wiekszej wrażliwości i samoswiadomości i stąd sie wzięły ich problemy... uważam, ze jest ogromnym cynizmem twierdzenie, ze studia nie służą do załatwiania własnych problemów bo przeciez każda z tych osób koncząc studia ma prawo wykonywania zawodu- trudno, żeby nie miała prawa pomagania, tylko musiała nabijac kieszeń róznym specjalistom robiąc u nich wszelkiej maści certyfikaty!

A i tak po tych kursach nierzadko psychoterapeutami zostają osoby, ktore mają niebezpieczne dla ich pacjentów cechy- np. tacy wg mnie są terapeuci narcystyczni, zadufani w sobie a do tego mający problemy we własnych związkach- tacy terapeuci zwyczajnie nie dopuszczają do siebie, że nie są wszechwiedzący a do tego mają skłonności do manipulowania pacjentami i podporządkowywania ich sobie bo to po prostu ich samych umacnia (a  przeciez pacjenci jako ci poszukujący pomocy czesto dają sie wciągać terapeucie w taką relację łatwo ulegając mu), ba, nie przyjmują nawet do wiadomości, że pacjent ma prawo sie z nimi pożegnać i pójść do innego terapeuty jesli nie czuje efektów terapii!...Juz nie wspominając, że w ogóle nie przyjmują do wiadomości, że mogą cos w terapii robic nie tak, że wręcz stosują niewłaściwe metody pracy, co np. tylko zadaje cierpienie pacjentowi a nie prowadzi do jakiejkolwiek zmiany jego funkcjonowania.

Piszę o tym tak szczegółowo bo własnie mam do czynienia w Sądzie z takim terapeutą i co jest szokujące Sąd wyznaczył biegłego psychiatrę, który byc moze nigdy nie miał do czynienia z psychoterapią a jedynie z badaniem stanu zdrowia oskarzonego, jak to w Sądzie najczęsciej bywa.

Co jeszcze dziwniejsze solidarność tego środowika jest porażająca, np. poprzednio był wyznaczony biegły psycholog, ktory stwierdził, jakoby terapeuta poprzez takie zachowania nie popełnił jakiegokolwiek błędu!

Aktualnie wzbudziło to jednak wątpliwosci Sądu i nowy biegly- psychiatra stwierdził, że było to sprzeczne zarówno ze sztuką terapii jak i etyką zawodową.Sprawa jest jednak słabo uzasadniona i nie wiem, jak się dalej potoczy.

Odrażające jest jednak wg mnie, ze biegli tak potrafia zabawiać się kosztem pacjenta w sprawie, w ktorej terapeuta ewidentnie przekroczył granice i należałoby jedynie orzec, jak znaczny wpływ na stan zdrowia pacjenta miała taka terapia!

34

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Madelaine5
Oddałas powagę sytuacji.
Ja również znam kogoś, kto studiuje psychologię. i martwię się tym, ze kiedyś być może zechce otworzyć praktykę.
Osoba z nerwicą narcystyczną. Osoba rzutująca własny problem na innych. Przerzucająca odpowiedzialność. Nie dopuszczająca do nazwania własnego problemu. Opierająca się łagodnym rozmowom i ostrym diagnozom. Wpatrzona we własne, najważniejsze dla niego cele emocjonalne, dla których niszczy ludzi wcale jeszcze nie będą specjalistą.
Taki człowiek nie powinien pomagać ludziom. Taki człowiek będzie używał ludzi.

Mocno odbiegliśmy od tematu.
I wracając - jedynym problemem własnym psychologa, psychoterapeuty etc. etc., który uważam za uniemożliwiający pracę z ludźmi - jest problem związany z przypadłościami narcystycznymi: Piotruś Pan, narcyzm, nerwica narcystyczna. I pewnie kilka innych, których nazw nie znam - bo fachowcem nie jestem smile.

35

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Znajoma psychoterapeutka, z uprawnieniami z kilkuletnią praktyką (nawiasem mówiąc, świetna osoba też prywatnie) mówiła mi, że w środowisku psychologów z uprawnieniami do prowadzenia terapii dobrze widziane jest, jeżeli ktoś przeszedł również taką terapię. Mówiła, że po czymś takim uzyskuje się zaświadczenie czy też certyfikat (nie pamiętam), i robi sie to właśnie po to, by uniknąć sytuacji opisanej wyżej. Ale niestety chyba nie jest to obowiązkowe, a jedynie wskazane, więc na pewno zdarzają się różni frustraci na nieodpowiednich stanowiskach.
Myślę, że żeby tego uniknać, najlepiej po prostu zapytać, czy ktoś ma taki papier na własną terapię czy też nie.

36 Ostatnio edytowany przez Olina (2010-12-09 23:29:08)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
Onorina napisał/a:

Znajoma psychoterapeutka, z uprawnieniami z kilkuletnią praktyką (nawiasem mówiąc, świetna osoba też prywatnie) mówiła mi, że w środowisku psychologów z uprawnieniami do prowadzenia terapii dobrze widziane jest, jeżeli ktoś przeszedł również taką terapię. Mówiła, że po czymś takim uzyskuje się zaświadczenie czy też certyfikat (nie pamiętam), i robi sie to właśnie po to, by uniknąć sytuacji opisanej wyżej. Ale niestety chyba nie jest to obowiązkowe, a jedynie wskazane, więc na pewno zdarzają się różni frustraci na nieodpowiednich stanowiskach.
Myślę, że żeby tego uniknać, najlepiej po prostu zapytać, czy ktoś ma taki papier na własną terapię czy też nie.

Terapia własna wchodzi w skład każdego kursu psychoterapeutycznego...Nie ma na to żadnego osobnego papieru...ale jak widać być może jest jej za mało albo byc może osoby prowadzące taki kurs nie zauważają, że czasem problem jest głęboki...a nie ma tez chyba u nas żadnego formalnego obowiązku by psychoterapeuta- nawet bedący na kontrakcie z NFZ- superwizował swoją pracę...
Moim zdaniem jest bardzo niedobrze, jesli wszystko rozbija się o pieniądze...

Jest oczywistą rzeczą, że nasze studia są przeteoretyzowane a tez, że zawsze każdy studiując psychologię w pierwszym rzędzie dostrzega problemy u siebie (podobne zjawiska zachodzą zreszta u studiującyh medycynę), nawet jesli wcześniej ich nie zauważał... problem jednak z tym, że nie ma co i gdzie z tym zrobić bo przecież publiczne placowki służby zdrowia są nastwione na pomoc osobom ewidentnie nie radzącym sobie w życiu a nie osobom, ktore nagle odkryły w sobie jakies problemy i chciałyby tylko podnieśc jakość swojego funkcjonowania.A to niestety jest ważne by chcąc pomagać innym jednak zacząć od siebie bo stan ducha osoby, ktora udziela pomocy jednak przecież bardzo wpływa na pacjentów.
Jest też oczywiste, że przyszły psycholog nie ma ochoty rozmawiać z osobami z boku, czy ze znajomymi, którzy zarzucają mu to a tamto, tylko chciałby porozmawiać o swoich sprawach ze specjalistą czyli ze swoim kolegą po fachu.

Z tego co mi wiadomo, każdy psychoterapeuta (bo tylko o takich tu mówimy) ma obowiązek miec ukończone studia wyższe...Fakt, że moga to byc jakiejolwike studia, co jest zadziwiające...jednak psychoterapie postrzega sie przeciez jako wyższy stopień wtajemniczenia niz psychologia czy psychiatria...a u nas moga zajmować sie nia osoby, ktore nie miały nic wspólnego z tymi dziedzinami wiedzy..zastanawiające...

Dziedzina ta jest o tyle niebezpieczna, że łatwo w niej o nadużycia- większe lub mniejsze a udowodnienie czegokolwiek jest bardzo trudne -zwłaszcza psychologom, którzy ciągle nie mają organu nadzorującego ich pracę jak Izba Lekarska.
Wg mnie tu jest pies pogrzebany bo często absolwent psychologii jesli chce moze posiąść samodzielnie wszechstronne umiejętnosci do uprawiania swojego fachu i niekoniecznie musi bulić ciężką kasę na kursy i superwizorów prowadzących te kursy, ktorzy często wcale aż tak nie baczą, czy aby jego absolwenci naprawde postępują etycznie...Superwizor terapeuty, o ktorym pisałam, ewidentnie przymknął na to oko:(
A tez wielu z nich prowadzi psychoterapię juz w trakcie kursu- "na kimś" przeciez musi sie uczyć, nie ma czegos takiego jak zezwolenie na prowadzenie psychoterapii, która miałaby byc np. licencja psychoterapeuty.

Reklamą w necie moim zdaniem tez trudno się kierować bo w naszym necie jest wszystko -szwarc, mydło i powidło a tez ciągle zbyt często bezkarnie mozna robic ludziom krzywdę poprzez to medium.

Tak więc tak naprawdę to nie ma żadnych żelaznych wyznaczników, ktorymi powinno sie kierować przy wyborze psychoterapeuty a też formalnie nie ma nad nimi żadnego nadzoru:(


Nie pisz, proszę, posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać to użyj opcji "edytuj", o czym mówi pkt 11 naszego Regulaminu. (Moderatorka Olina)

37 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2010-12-04 00:38:29)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Bardzo ciekawy temat i, jak widzę, wywołuje mnóstwo kontrowersji.
Potwierdza się moje przekonanie, że żaden inny zawód nie wzbudza takich emocji, jak właśnie ten.
Nawiązując jednak do głównego tematu, czy psychologowie mają problemy ze sobą... Każdy człowiek je ma. I nie należy oczekiwać, żeby psycholog ich nie miał, bo to podobnie, jak wymagać od onkologa, żeby nie zapadł na nowotwór.

Niestety - zawód psychoterapeuty skupia wyjątkowo wielu nieudaczników. Problem polega na tym, że dla wielu osób uprawianie psychoterapii ma być sposobem na własne niedomagania - nie chodzi tutaj o rozwiązywanie swoich problemów przy użyciu nabytej wiedzy. Chodzi o podwyższanie samooceny poprzez bycie autorytetem i doradzanie innym. Znam wiele osób, które zupełnie nie radzą sobie w życiu, uprawiając jednocześnie psychoterapię i formułując światłe zalecenia dla innych -to bardzo łatwe i każdemu wychodzi bardzo dobrze.

Co do problemów - z całą pewnością dobrze jest, jeżeli doradca jest osobą doświadczoną przez los i dojrzałą. Nie należy oczekiwać, że psycholog nie będzie miał problemów, ale można oczekiwać, a nawet wymagać, by potrafił sobie z problemami radzić. Czy w zakresie bulimii może być większy autorytet, niż specjalista, który przy okazji pokonał tę chorobę? Moim zdaniem nie. Podobnie jest z wszelkimi innym problemami. Wiadomo, że najskuteczniejszym terapeutą narkomanów jest narkoman, który zapanował nad swoim uzależnieniem i pozostaje trzeźwy (oczywiście, jeśli przy okazji dysponuje stosowną wiedzą i ma określone predyspozycje - nie każdy bowiem mistrz jest dobrym trenerem). Taka osoba dysponuje wszelkimi tytułami do doradzania innym narkomanom, a i oni sami wybierają mentorów właśnie takich, nie zaś osoby, które o narkomanii poczytały w książce.
Jak w każdym zawodzie - również w psychologii i psychoterapii zdarzają się artyści, rzemieślnicy i zwyczajni partacze.
Wielkim problemem jest to, że w tym zawodzie brak jest określonych, jednoznacznych kryteriów, które pozwalałyby pacjentom wybierać terapeutów światłych, odpowiedzialnych i rzeczowych.

Co do radzenia sobie - jestem całkowicie przekonany, że "terapeuta, który nie radzi sobie w życiu" nie powinien być terapeutą. Problemy problemami, a zaradność i umiejętność pokonywania przeszkód - to zupełnie co innego. Nieudacznik z pewnością nie powinien doradzać innym. Tego się właśnie najbardziej obawiam - że mnóstwo jest w tym zawodzie osób głęboko zaburzonych, rozsiewających przy okazji patologię wokół siebie.

Co do studiów - ludzie wybierają najróżniejsze kierunki z najróżniejszych powodów. Jeśli wątek odżyje, to coś Państwu również na ten temat opowiem smile

38

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
Wojciech Imielski napisał/a:

Co do studiów - ludzie wybierają najróżniejsze kierunki z najróżniejszych powodów. Jeśli wątek odżyje, to coś Państwu również na ten temat opowiem smile

A ja bardzo chętnie posłucham...:)

39 Ostatnio edytowany przez toffee (2010-12-04 02:48:18)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Owszem, wielu psychologów i psychoterapeutów nie radzi sobie w życiu. Choć doradzają w związków materii innym to sami nie potrafią np. utrzymać własnych małżeństw. Co więcej wielu z nich przyznaje, że trudno jest radzić sobie samemu m.in. dlatego, że trudno jest zachować obiektywizm. Z drugiej strony taki psycholog wcale nie musi być marnym specjalistą bo i  "szewc bez butów chodzi".

Warto jednak brać pod uwagę fakt, że psychologia nie jest nauką w takim sensie jak fizyka czy matematyka, jest bardziej "sztuką". Popper ocenił psychologię jako nienaukową dyscyplinę, gdyż jego zdaniem nie podlega falsyfikacji tzn. nie podaje  doświadczeń, które można przeprowadzić aby obalić tezy psychologiczne i w tym sensie jest równie mało naukowa jak astrologia a przecież wielu astrologów święci sukcesy w swojej pracy;)

Dodajmy do tego, że obecnie mamy wielki urodzaj psychologów i psychoterapeutów a jednocześnie stale rośnie liczba osób z problemami psychicznymi. Wielu z nich głosi poglądy trudne do zaakceptowania np. psycholog szkolny po wcześniejszym doświadczeniu w pracy na policji doradza młodzieży, że nie należy się przyznawać, nawet jak złapią na gorącym uczynku. Wykształcenie psychologiczne to nie wszystko, potrzebna jest jeszcze mądrość i empatia.

40 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2010-12-05 18:04:08)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Hmmm,
owszem, ogromna ilość twierdzeń psychologicznych poddaje się falsyfikacji (choć nie zauważyłem, aby w jakiejkolwiek dyscyplinie naukowej na co dzień podawano doświadczenia ewentualnie w tym celu przydatne). Nie umniejszając w żaden sposób osiągnięć Karla Poppera, którego wkład w filozofię nauki jest bezsporny, obawiam się, że być może nie wiedział za bardzo, czym nowoczesna psychologia się zajmuje wink Z tego, co pamiętam sprzed wielu lat, atakował zresztą głównie psychoanalizę, nie psychologię, ale nie upieram się, bo być może nie pamiętam dokładnie.
Nowoczesna psychologia bardzo szeroko w swych badaniach stosuje metodę eksperymentalną (polecam na przykład: Brzeziński, J. (2010) Metodologia badań psychologicznych. Warszawa: PWN, lub Ferguson, G.A., Takane, Y. (2009) Analiza statystyczna w psychologii i pedagogice. Warszawa: PWN - gdyby ludzie mieli czasem do czynienia z taką literaturą, naprawdę mieliby pojęcie o psychologii wolne od zabobonów...).
Nie dotyczy to jednak psychologii klinicznej i psychoterapii, bo w tych dyscyplinach stosowanie metody eksperymentalnej często okazuje się po prostu niemożliwe. Nad czym natomiast ubolewam - psychoterapia jest wg mnie w ogóle Dzikim Zachodem psychologii i w praktyce nikt za bardzo nad nią nie panuje...

W moim przekonaniu powiedzenie, że "szewc bez butów chodzi" jest zupełnie nieuzasadnione w odniesieniu do psychologa i wielu jeszcze innych zawodów (to zupełnie tak, jakby księdzu dawać pełne przyzwolenie na najbardziej plugawe grzechy, a prokuratorowi - na działalność przestępczą itd.). Jeśli ktoś chce bez butów chodzić, moim zdaniem nie powinien zostawać psychologiem, a zwłaszcza psychoterapeutą.
Każdy z nas może zachorować psychicznie, jeśli sytuacja przerośnie jego możliwości adaptacyjne. Jeśli jednak ktokolwiek, stojąc w pozycji autorytetu, swoim codziennym zachowaniem permanentnie zaprzecza głoszonym przez samego siebie zasadom, należy zastanowić się, czy pozycja autorytetu faktycznie mu się należy. Dla przykładu: znam przypadki, kiedy czynny alkoholik, nie radzący sobie kompletnie z nałogiem, prowadził grupę terapeutyczną, doradzając ludziom codziennie w zakresie lecznictwa odwykowego - czy można to usprawiedliwić "chodzeniem bez butów"? Moim zdaniem sytuacja taka jest po prostu karygodna.

Osobiście zawsze przestrzegam klientów przez psychoterapeutami - nieudacznikami. Ponieważ, jak widzę, problem jest żywotny i cieszy się zainteresowaniem, wpadłem na pomysł pewnej publikacji z tego zakresu.

Porównanie psychologii z astrologią uważam za absurdalne.

Co do studiów psychologicznych - studiując psychologię sam się często zastanawiałem, co właściwie przywiodło na te studia zwłaszcza niektóre osoby. Wyrobiłem sobie taki pogląd (myślę, że pewnie dotyczy to wszelkich innych kierunków) - w moim przekonaniu studentów psychologii można z grubsza podzielić na 3 grupy:
Pierwsza to osoby, które wiedziały, po co przychodzą na te studia, wiedziały, na czym te studia polegają i studia spełniły ich oczekiwania. Studiowali więc swoją ulubioną dyscyplinę naukową i - jak sądzę - stanowią dziś grono dobrych w tym zakresie fachowców.
Druga to ludzie, którzy wprawdzie z premedytacją startowali na psychologię, jednak studia nie spełniły zupełnie ich magicznych oczekiwań; dla przykładu: spodziewali się, że psychologia rozwiąże ich osobiste problemy lub umożliwi im swobodne czytanie w ludzkich głowach. Ci nierzadko uprawiają dziś magię pod szyldem psychologii, usiłując mimo wszystko podciągnąć tę ostatnią pod osobiście wyznawane, kulawe oczekiwania - znam takich osób sporo.
Trzecia to osoby zupełnie przypadkowe, pragnące postudiować sobie cokolwiek i dobrze się bawić - a że trafiły akurat na psychologię, to zwykle przez jakiś czas odrobinę psychologizują.
Co najsmutniejsze - niestety, zatrudnienie w zawodzie psychologa nie jest rozdzielane racjonalnie według powyższego klucza. Implikacje są oczywiste: w zawodzie psychologa zapewne pracują dziś przedstawiciele wszystkich wymienionych grup.

41 Ostatnio edytowany przez gazia (2010-12-05 17:42:54)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Kiedyś widziałam film o psychoterapeucie  -znany film,  ale zapomniałam tytułu.
Życie tego psychoterapeuty było liche , sam darł psy i koty z żoną i miał sie kiepsko. Ale w osrodku leczenia zaburzeń nazwijmy to malżeńskich uczył jak zyć będąc w związku zaburzonym  .  smile
Kiedy sam , jako starszy gość , zakochał  się w młodej i pieknej kobiecie odkrył, że cała nauka psychoterapeutyczna jest do bani, bo.....jedynym warunkiem szczęsliwego związku jest po prostu miłość i dopasowanie. Niektórzy nazywaja to nadawaniem lub transmisją  na jednej fali..

Nam kobietom porzuconym,zdradzonym, oszukanym przychodzi tylko pogodzic sie z tym. Podejrzewam ze musimy sie skupic tylko na tym jak wyjść z potwornego dołka psychicznego, spowodowanym najczęsciej strachem czy i jak sobie same poradzimy. Czy w ogóle sobie poradzimy. Czy nie padniemy na serce lub wylew, Czy nie wylądujemy w szpitalu dla nerwowo chorych...i ogólnie jeszcze mnóstwo czy ......To chyba epicentrum naszego działania.
Zaznaczam, tez sie boję.

42

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Witam Wszystkich ,

Nigdy nie udzielałam się na żadnym forum, jednak zdecydowałam się zabrać głos w tym temacie, ponieważ ostatnio bardzo mnie on dotyczy. Jestem z zawodu pedagogiem specjalnym , zajmowałam się też trochę różnymi rodzajami terapii i właściwie od zawsze lubiłam zagłebiać się w ludzka psychikę i tym samym również zaglądać w czyjąś duszę . Mimo iż swoje studia wybrałam dość przypadkowo, zawsze gdzieś z tyłu głowy zgadzałam się z poglądem, że ludzie nie zostają psychologami czy pedagogami z misyjnych pobudek, tylko szukają odpowiedzi na swoje własne pytania.

Mimo iż od lat właściwie pomagam w rozwiazywaniu problemów innych ludzi, przyszedł czas, kiedy z moimi własnymi przestałam sobie radzić. Mieszkam w Szwecji , w Polsce zostawiłam rodzinę i przyjaciół , których znam od niemal 20 lat. Nigdy nie załamywały mnie niepowodzenia, zawsze umiałam się podnieść i iść dalej. Jednak doswiadczyłam na własnej skórze sytuacji, która wydawała mi się bez wyjścia. W ciagu zaledwie 3 tygodni całe moje zycie się rozleciało. Bez dramatyzowania i dośc obiektywnie mogę to stwierdzić, gdyż ma to miejscekiedy wraca się do domu , w kt Twoje miejsce zajmuje 19 latka , na Twoją prace ktoś się cichcem połaszczył, nagle nie masz grosza w kieszeni , a ludzie dookoła tylko czekają, żeby skopać leżącego. Po przejściu wszystkich faz od szoku przez furię, zalewanie robala, aż do marazmu, stwierdziłam, że jednak potrzebuje pomocy kogoś zupełnie niezwiązanego z całym syfem. Kto bez emocji i zaangazowania spojrzy na moją sytuację i powie mi jak to wygląda. Owszem, w mojej głowie pojawiła się myśl, że jest to moja osobista i w pewnym  sensie również zawodowa porażka. Powinna przecież sobie sama pomóc. Lekarzu ulecz się sam. Miałam zupełną świadomość tego co się ze mną dzieje, potrafiłam sobie nawet sama dać takie rady jak bym dała innym. Oczywiście było to wszystko bezcelowe, bo w grę wchodzi moje własne życie i niesamowita dawka emocji, która nie pozwala na trzeźwe myslenie. Własnie dlatego lekarz ani terapeuta nie moze zajmować się nikim z rodziny ani z grona znajomych.

Właśnie dlatego teraz mogę się na ten temat wypowiedzieć z pełną świadomością. Psycholog też jest człowiekiem i tez ma prawo czasami głośno przyznać, że nie wszystko jest cudowne i wspaniałe i ma również prawo do ratowania siebie i swojej psychiki.

PS Ostatecznie moja wizyta u terapeuty nie doszła do skutku z przyczyn ode mnie neizależych. Niestety, zlekceważono mój stan psychiczny . Ostatecznie zwyciężyła moja wola życia i chyba jedna twarda ze mnie suka, skoro udało mi się pozbierać siebie , posklejać życie i mieć satysfakcję załatwiając sprawy z kazdą żmiją osobno . Co Ci nie zabije, to Cię wzmoci. Jednak trzeba pamietać, że nigdy nei wiadomo , gdzie człowiek ma granicę, za która już mu jest wszystko obojętne.

43

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Szanowna Pani,
dziękuję za cenne uwagi i rzeczowy wpis.
Psycholog jak najbardziej ma prawo a nawet obowiązek szukania pomocy i "ratowania siebie i swojej psychiki". Powinien nawet w tym zakresie świecić przykładem. Tak samo jak lekarz, dbający o własne zdrowie.

Ja nie usiłuję forsować poglądu, że psycholog (psychoterapeuta) nie powinien mieć problemów. Nawet doświadczenie z problemami jest cechą jak najbardziej pożądaną. Sam, jeśli nie daję rady, idę do innego specjalisty. A przecież każdy z nas ma swoje momenty załamań.

Szczerze mówiąc jestem zawsze pełen szczerego uznania dla osób, które odważnie i bez wstydu czy poczucia porażki sięgają po pomoc specjalistyczną. To świadczy również o dojrzałości.

Przestrzegam tylko przed osobami, które sobie nie radzą albo nawet nie usiłują radzić. Toksyczni terapeuci bywają szkodliwi i zdarza się, że ludzie na forach skarżą się na nierzetelne lub bezwartościowe usługi. Każda nauka ma swoje grzechy i nie wolno nam uciekać przed krytyką. 

"Twarda suka" mnie powaliła.
Pozdrawiam smile

44

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
Wojciech Imielski napisał/a:

Bardzo ciekawy temat i, jak widzę, wywołuje mnóstwo kontrowersji.
Potwierdza się moje przekonanie, że żaden inny zawód nie wzbudza takich emocji, jak właśnie ten.
Nawiązując jednak do głównego tematu, czy psychologowie mają problemy ze sobą... Każdy człowiek je ma. I nie należy oczekiwać, żeby psycholog ich nie miał, bo to podobnie, jak wymagać od onkologa, żeby nie zapadł na nowotwór.

Niestety - zawód psychoterapeuty skupia wyjątkowo wielu nieudaczników. Problem polega na tym, że dla wielu osób uprawianie psychoterapii ma być sposobem na własne niedomagania - nie chodzi tutaj o rozwiązywanie swoich problemów przy użyciu nabytej wiedzy. Chodzi o podwyższanie samooceny poprzez bycie autorytetem i doradzanie innym. Znam wiele osób, które zupełnie nie radzą sobie w życiu, uprawiając jednocześnie psychoterapię i formułując światłe zalecenia dla innych -to bardzo łatwe i każdemu wychodzi bardzo dobrze.

Co do problemów - z całą pewnością dobrze jest, jeżeli doradca jest osobą doświadczoną przez los i dojrzałą. Nie należy oczekiwać, że psycholog nie będzie miał problemów, ale można oczekiwać, a nawet wymagać, by potrafił sobie z problemami radzić. Czy w zakresie bulimii może być większy autorytet, niż specjalista, który przy okazji pokonał tę chorobę? Moim zdaniem nie. Podobnie jest z wszelkimi innym problemami. Wiadomo, że najskuteczniejszym terapeutą narkomanów jest narkoman, który zapanował nad swoim uzależnieniem i pozostaje trzeźwy (oczywiście, jeśli przy okazji dysponuje stosowną wiedzą i ma określone predyspozycje - nie każdy bowiem mistrz jest dobrym trenerem). Taka osoba dysponuje wszelkimi tytułami do doradzania innym narkomanom, a i oni sami wybierają mentorów właśnie takich, nie zaś osoby, które o narkomanii poczytały w książce.
Jak w każdym zawodzie - również w psychologii i psychoterapii zdarzają się artyści, rzemieślnicy i zwyczajni partacze.
Wielkim problemem jest to, że w tym zawodzie brak jest określonych, jednoznacznych kryteriów, które pozwalałyby pacjentom wybierać terapeutów światłych, odpowiedzialnych i rzeczowych.

Co do radzenia sobie - jestem całkowicie przekonany, że "terapeuta, który nie radzi sobie w życiu" nie powinien być terapeutą. Problemy problemami, a zaradność i umiejętność pokonywania przeszkód - to zupełnie co innego. Nieudacznik z pewnością nie powinien doradzać innym. Tego się właśnie najbardziej obawiam - że mnóstwo jest w tym zawodzie osób głęboko zaburzonych, rozsiewających przy okazji patologię wokół siebie.

Co do studiów - ludzie wybierają najróżniejsze kierunki z najróżniejszych powodów. Jeśli wątek odżyje, to coś Państwu również na ten temat opowiem smile

Bardzo ciekawe podejście do tematu . Chyba już bardzo "zeszwedziałam" , gdyz zupełnie odwykłam od tak otwartej krytyki i nazywania rzeczy po imieniu ( w Szwecji własciwie nigdy się tego nie robi, są inne sposoby "na okrętkę " , ale zawsze okraszone pozytywami ). Rzeczywiście tytuł i autorytet przyznawany  własciwie "z urzędu " daje sporą władzę nad drugim człowiekiem i nieumiejętne postępowanie może wywołać naparwdę opłakane skutki. A przede wszystkim może skutecznie zrazić do szukania pomocy , tej prawdziwej. Przecież nikt nie bedzie biegał od jednego gabinetu do drugiego w poszukiwaniu osób kompetentnych.
W dodatku, może na forum psychologicznym to stwierdzeniem bedzie włożeniem kija w mrowisko, ale uważam, że zdecydowanie za duzo jest "wykształconych humanistów", psych, ped i socjo, którzy swoja wiedzę cieżko zdobywali na 500 osobowych wykładach ( frekwencja 20 szt ), przetrudnych egzaminach itp. Potem się okazuje, że rynek nie jest w stanie przyjąć tych wszystkich mgr, więc dobrym rozwiazaniem, także dla swoich frustracji, jest bycie terapeutą. Sama znam naparwdę wiele takich przypadków. Ludzie traktują to jak widzimisię. Ale to nie jest fabryka, nieudana terapia nie pójdzie na śmietnik jako odpad.

45

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Otóż to właśnie.
Dlatego dyskusja i krytyka są bardzo potrzebne i nie ma się o co obrażać. Przecież lekarzy też ludzie polecają sobie nawzajem i wystawiają im najróżniejsze opinie.

Co do owijania w bawełnę - obawiam się, że nasze życie, na wzór zachodni, również staje się coraz bardziej zakłamane. Pracowałem niegdyś w Anglii i tam obowiązywały podobne do przez Panią wspomnianych zwyczaje - nawet naganę przedstawiano w sposób tak pozytywny, że zwalniany pracownik czuł się, jakby otrzymał cios młotkiem w głowę.
Po wysłuchaniu zachwytów na swój temat nie mógł zrozumieć, dlaczego otrzymuje wypowiedzenie lub obcina mu się pensję.

Czasami również u nas panuje taki trend szkoleniowy - z jednej strony uczy się ludzi przyjmowania i wyrażania krytyki, z drugiej - zachęca się do nieuzasadnionego chwalenia i zachwytów poza wszelkie rozsądne granice. A wszystko w atmosferze sztuczności i konwenansów...

46 Ostatnio edytowany przez Olina (2010-12-09 23:24:50)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
Wojciech Imielski napisał/a:

Szczerze mówiąc jestem zawsze pełen szczerego uznania dla osób, które odważnie i bez wstydu czy poczucia porażki sięgają po pomoc specjalistyczną. To świadczy również o dojrzałości.

Jednak jest zadziwiające jak złosliwi i podejrzliwi potrafią byc zwykli ludzie z ulicy...Niestety dla nich profesjonalista od duszy szukający pomocy kolegi po fachu chyba zwykle nie jest przykładem dojrzałego człowieka, mającego wgląd w swoje problemy, itd. tylko zwykłym nieudacznikiem...
A nawet jak za takiego go nie uważają, zwyczajnie sie go boją...Myślę, że edukacja naszego społeczenstwa pod tym względem ciągle pozostawia bardzo wiele do życzenia...Głupawe żarciki na temat psychologów bywają wprost żenujące sad

(Zresztą pod jakim względem nie pozostawia? sad od strony prawnej tez chyba jestesmy w tyle za Murzynami- ja prawa uczę się wreszcie z programów typu Sędzia Wesołowska czy Sędzia Juddy...)

Wojciech Imielski napisał/a:

Co do owijania w bawełnę - obawiam się, że nasze życie, na wzór zachodni, również staje się coraz bardziej zakłamane. Pracowałem niegdyś w Anglii i tam obowiązywały podobne do przez Panią wspomnianych zwyczaje - nawet naganę przedstawiano w sposób tak pozytywny, że zwalniany pracownik czuł się, jakby otrzymał cios młotkiem w głowę.
Po wysłuchaniu zachwytów na swój temat nie mógł zrozumieć, dlaczego otrzymuje wypowiedzenie lub obcina mu się pensję.

Czasami również u nas panuje taki trend szkoleniowy - z jednej strony uczy się ludzi przyjmowania i wyrażania krytyki, z drugiej - zachęca się do nieuzasadnionego chwalenia i zachwytów poza wszelkie rozsądne granice. A wszystko w atmosferze sztuczności i konwenansów...

Wiesz, jednak to chyba sztuka umieć przekazac pracownikowi informację o zwolnieniu, żeby nie wziął jej do siebie...zwłaszcza jesli faktycznie to od niego nie zależy...U nas chyba ciągle nie ma takich ciepłych koleżenskich relacji w pracy tylko wszystko jest sztywne i pod linijkę, ewentualnie jakies dziwaczne kumoterstwo i nieróbstwo jesli ktos wcisnął do pracy swojego znajomka, jak to czesto bywa.
Jak o mnie chodzi to te "naturalne" u nas stosuneczki nie odpowiadają mi absolutnie - pachną pipidówkiem a nie cywilizowanym światem sad

bazyliszka napisał/a:

W dodatku, może na forum psychologicznym to stwierdzeniem bedzie włożeniem kija w mrowisko, ale uważam, że zdecydowanie za duzo jest "wykształconych humanistów", psych, ped i socjo, którzy swoja wiedzę cieżko zdobywali na 500 osobowych wykładach ( frekwencja 20 szt ), przetrudnych egzaminach itp. Potem się okazuje, że rynek nie jest w stanie przyjąć tych wszystkich mgr, więc dobrym rozwiazaniem, także dla swoich frustracji, jest bycie terapeutą. Sama znam naparwdę wiele takich przypadków. Ludzie traktują to jak widzimisię. Ale to nie jest fabryka, nieudana terapia nie pójdzie na śmietnik jako odpad.

Wiesz, studia psych-, soc- a zwłaszcza ped- do trudnych ani pracochłonnych nie należą ale jednak bardzo trudno się na nie dostać- moze własnie dlatego, że wiele ludzi chce się na studiach po prostu rozwijąć a nie uczyc konkretnych umiejętności.

47

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Madelaine5, po raz kolejny proszę i upominam, żebyś nie pisała posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać użyj opcji "edytuj", o czym mówi pkt 11 naszego Regulaminu. (Moderatorka Olina)

48

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Właśnie tutaj widze największy problem - rozwijać się można naparwdę samemu i nie trzeba do tego studiowania , a już na pewno nie 5-letniego . "Nagle"  wieku 23- 25 budzi się taki człowiek dosłownie z reką w nocniku, gdyż nie ma do zaproponowania zadnych konkretnych umiejętności ( chyba że studiował trzy kierunki, chodził na 3 kursy językowe i po drodze zaliczył staże i praktyki, a przede wszystkim posiadł umiejętność telepotacji i ugumowania czasu ). On czuje się oszukany, bo nikt mu nie powiedział, że będzie tak szaro i nieciekawie, a pracodawca załamuje ręce, bo obiektywnie rzecz biorąc nie ma kogo zatrudnić . Efekty można zobaczyć gołym okiem, nawet bez przeprowadzania badań . Połowa społeczeństwa ma wyższe wykształcenie, ale niestety większość jest ped- psych - socj - bez zadnych perspektyw pracy w zawodzie albo z gwarancją średniej krajowej i ani grama więcej.

Sama byłam właśnie w takiej sytuacji, ale nie zgadzałam się z takim stanem rzeczy i wyjechałam. Przez chwile jeszcze miałam ambitny plan zbawiania świata w zawodzie również w Szwecji. Na szczęście dla mnie mi przeszło . Zajęłam się własnym rozwojem, ale przy jednoczesnym rozwoju umiejętności - pracuję na własny rachunek i mam szefa, z którym jest mi dobrze - SIEBIE  smile

49

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
Madelaine5 napisał/a:

sad od strony prawnej tez chyba jestesmy w tyle za Murzynami- ja prawa uczę się wreszcie z programów typu Sędzia Wesołowska czy Sędzia Juddy...)

Wiesz, studia psych-, soc- a zwłaszcza ped- do trudnych ani pracochłonnych nie należą ale jednak bardzo trudno się na nie dostać- moze własnie dlatego, że wiele ludzi chce się na studiach po prostu rozwijąć a nie uczyc konkretnych umiejętności.

Co do nauki prawa z TV - to na bazie własnych doświadczeń serdecznie ODRADZAM. To dla potrzeb telewizji tak a nie inaczej jest przedstawiane. Potem w prawdziwym Sądzie można się bardzo zdziwić, że nie jest tak jak w programie.
Co do pracochłonności studiów pedagogicznych też się nie zgodzę, albowiem dla mnie były bardzo pracochłonne. Można olewczo studiować wszystkie kierunki - na zasadzie 3 Z (zakuć, zaliczyć i zapomnieć) a można się do nich przyłożyć, kwestia wyboru. I owszem zdobyłam na nich wiele ważnych dla mnie umiejętności, co nie kłóci się wcale z osobistym rozwojem. big_smile

50 Ostatnio edytowany przez bazyliszka (2010-12-10 17:04:40)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Anhedonia ,

oczywiście każdy w subiektywny sposób odbiera studia i wkład pracy . Ja wypowiadam sie z własnego doświadczenia. Nie traktowałam studiów olewczo , a wręcz nawet w drugą stronę przeginałam - np  zaliczyłam 3 lata dwóch różnych fakultetów  w rok , w tym samym czasie obroniłam mgr i dostałam stypendium zagraniczne , a do tego w weekendy prowadziłam warsztaty i uczyłam się 3 języków . Uwierz mi brakowało mi tylko  mopa w tyłku do zamiatania podłogi. Dziś mogę Ci powiedzieć co mi to wszystko dało ... i już przedstawiłam w  wypowiedzi powyżej big_smile

51 Ostatnio edytowany przez Madelaine5 (2010-12-10 22:32:11)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
Anhedonia napisał/a:

Co do nauki prawa z TV - to na bazie własnych doświadczeń serdecznie ODRADZAM. To dla potrzeb telewizji tak a nie inaczej jest przedstawiane. Potem w prawdziwym Sądzie można się bardzo zdziwić, że nie jest tak jak w programie.

A to czemu??
Osobiscie mam bardzo pozytywne doswiadczenia uczenia sie prawa z tv- zarówno  z programów publicystycznych jak i programów na pół dokumentalnych -na pół show.. i jedne i drugie są na podstawie autentycznych zdarzeń.Na marginesie własnie te drugie na swiecie przede wszystkim spełniają funkcje edukacyjną jesli chodzi o prawo w życiu społecznym.

bazyliszka napisał/a:

Właśnie tutaj widze największy problem - rozwijać się można naparwdę samemu i nie trzeba do tego studiowania , a już na pewno nie 5-letniego . "Nagle"  wieku 23- 25 budzi się taki człowiek dosłownie z reką w nocniku, gdyż nie ma do zaproponowania zadnych konkretnych umiejętności ( chyba że studiował trzy kierunki, chodził na 3 kursy językowe i po drodze zaliczył staże i praktyki, a przede wszystkim posiadł umiejętność telepotacji i ugumowania czasu ). On czuje się oszukany, bo nikt mu nie powiedział, że będzie tak szaro i nieciekawie, a pracodawca załamuje ręce, bo obiektywnie rzecz biorąc nie ma kogo zatrudnić . Efekty można zobaczyć gołym okiem, nawet bez przeprowadzania badań . Połowa społeczeństwa ma wyższe wykształcenie, ale niestety większość jest ped- psych - socj - bez zadnych perspektyw pracy w zawodzie albo z gwarancją średniej krajowej i ani grama więcej.

Sama byłam właśnie w takiej sytuacji, ale nie zgadzałam się z takim stanem rzeczy i wyjechałam. Przez chwile jeszcze miałam ambitny plan zbawiania świata w zawodzie również w Szwecji. Na szczęście dla mnie mi przeszło . Zajęłam się własnym rozwojem, ale przy jednoczesnym rozwoju umiejętności - pracuję na własny rachunek i mam szefa, z którym jest mi dobrze - SIEBIE  smile

W pełni się z Tobą zgadzam, strasznie trudno jest u nas sie rozwijać sad...Uwazam, że jest to tym trudniejsze, że żyjemy w czasach bardzo szybkich transformacji, które jesli chodzi o uczelnie są wprowadzane kompletnie od czapy...

Jak bylam na psychologii, na kazdym roku zaskakiwano nas kolejnymi zmianami i koniecznością zaliczania czegos "wstecz", co rok temu nas nie obowiązywało ale za to od tego roku ku chwale ojczyzny obowiązuje (chyba uczelnie są u nas swoistym przykładem absurdu, jak prawo moze działac wstecz sad sad ), wykładowcy mawiali, że cos takiego na Zachodzie byłoby nie do pomyslenia- kazda reforma studiów jest tam najpierw gruntownie opracowywana i dopiero wdrażana a u nas to eksperyment na żywym organiźmie!

Jesli nagle u nas na studiach, kazdy student robi co chce bez jakiegos konkretnego planu czy ukierunkowania (tak własnie było za moich studenckich czasów, tylko absurdalnie dręczono nas stale zmieniającą się podstawą programową, która i tak sprowadzała się do niezbędnych podstaw) a do tego w pracy odeszło się od modelu, który dawniej obowiązywał- że na początku swojej kariery każdy psycholog niejako terminował u starszych kolegów po fachu  i zdobywał niezbędne praktyczne doswiadczenie pod okiem specjalistów, to jak mozna mówić o jakimkolwiek przygotowaniu do zawodu i posiadaniu faktycznych umiejętności??

Każdy czegos tam po omacku liznął na studiach a potem rób sobie człowieku co chcesz i do tego całkowicie samodzielnie - tylko że w warunkach takiego rynku pracy jaki mamy, to jest katastrofa, zwłaszcza, że jesli nie ma się stałej i do tego dobrze płatnej pracy, zwyczajnie nie jest się w stanie finansowo wyedukowac na fachowych, prywatnych kursach, warsztatach etc. bo to co na naszych studiach to przecież śmieszne- nigdzie w swiecie nie ma tak przeteoretyzowanych studiów- to faktycznie tylko "rozwijanie się", tylko nie do końca wiadomo czemu służące...Chyba tylko produkcji bezrobotnych.

Na szczescie jestem tez nauczycielką- to przynajmniej zwykle konkretna dziedzina wiedzy choć załapać się w szkole trudno.

A własnej firmy nie mam juz od wielu lat...Boom na własną działalnosc był w latach 90tych a tez wtedy dało sie sprzedac praktycznie wszystko bo wszystko było nowoscią i było bezkonkurencyjne.A szukanie nowych pomysłów to neistety nie taka prosta sprawa i tez wymagająca ciąglego kształcenia sie i ciągłego nakładu pieniędzy.

Studia psychologiczne praktycznie nie dały mi kompletnie nic a jeszcze do tego przyjęli mnie na psychologię choć wymarzyłam sobie na moich studiach filologicznych drugi kierunek - socjologię, ktora niesamowicie podobała mi się na pierwszym roku...
Tak więc choc studia wtedy były całkowicie bezpłatne, nawet nie postudiowałam sobie tego, co naprawdę chciałam z jakichs kompletnie absurdalnych powodów.... a raczej czyjegoś dobrego bądź złego humoru sad

A do tego jak chcę robić porządek z własną obolałą duszą, zwykle jestem skazana na szydercze uwagi na temat psychologów z problemami sad
Być psychologiem to u nas często tak jakby miec jakies dziwaczne piętno na czole sad

52

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu
Madelaine5 napisał/a:
Anhedonia napisał/a:

Co do nauki prawa z TV - to na bazie własnych doświadczeń serdecznie ODRADZAM. To dla potrzeb telewizji tak a nie inaczej jest przedstawiane. Potem w prawdziwym Sądzie można się bardzo zdziwić, że nie jest tak jak w programie.

A to czemu??
Osobiscie mam bardzo pozytywne doswiadczenia uczenia sie prawa z tv- zarówno  z programów publicystycznych jak i programów na pół dokumentalnych -na pół show.. i jedne i drugie są na podstawie autentycznych zdarzeń.Na marginesie własnie te drugie na swiecie przede wszystkim spełniają funkcje edukacyjną jesli chodzi o prawo w życiu społecznym

Madelaine5 - co masz na myśli mówiąc: osobiście mam bardzo pozytywne doświadczenia uczenia się prawa z tv? Wykorzystałaś cokolwiek z nich będąc we własnej sprawie w sądzie? Poczytaj wątek "byłam żoną sadysty" tam jest opisane jak dziewczyna czuła się w Sądzie. Nie było sędzi takiej jak w TV. Naoglądała się dziewczyna tej TV, poszła i opowiedziała swoją wersję wydarzeń. Okazało się, że to za mało, że trzeba mieć dowody na potwierdzenie swoich słów.
Wprawdzie programy są oparte na autentycznych zdarzeniach, ale gdzie się tam spotkałaś, ze stwierdzeniem iż sprawa toczyła się całe lata - tu się pokazuje samo sedno - zakończenie, tylko 1 rozprawę, a prawie nigdy nie wygląda tak w rzeczywistości. Poza tym na rozprawach telewizyjnych wydarzają się różne dramatyczne chwile, na które w prawdziwym sądzie nie ma miejsca bo: odbiera się głos świadkowi lub stronie - gdy to o czym on zaczyna mówić w danej chwili (dla niego bardzo istotne) np. nie dotyczy sprawy (kwestie majątkowe w sprawie rodzinnej i vice versa). To takie zamydlanie oczu.
Inna sprawa - gdzie mówią o tym, że przy orzekaniu winy rozpadu małżeństwa waży się kto jest bardziej winny? Jedno może być winne w 95% , drugie tylko w 5%  i co z tego? Dla sądu jest to wina OBU stron. Więc może czasem nie warto się tak szarpać latami a wyrok niesie bardziej pokrzywdzonemu poczucie żalu? Tego w TV nie zobaczysz

53 Ostatnio edytowany przez Madelaine5 (2010-12-16 00:59:11)

Odp: Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

We własnych sprawach może mniej, najwięcej w cudzych biorąc pod uwagę sprawy rodzinne Sędziego Lipińskiego. Sprawy karne Sędzi Wesołowskiej nieco mniej mnie interesują i są nie na moje nerwy.Szkoda, że nie pokazują spraw z naszego Sądu Cywilnego.
Poza tym szkoda, że nie ma jakichs komentarzy na koniec a tez podyskutowac o Wyrokach i toku myslenia Sądu nie bardzo jest gdzie- na forach telewizyjnych nie za duży ruch sad

Przeciez oczywiste, ze nie mozna wszystkiego brac do naszych realiów bo to są programy na zachodnich licencjach i nawet organizacja sali sądowej jest przeciez inna w tych programach niz u nas w rzeczywistości.
Nie wiem, jaki masz problem z kwestią winy...nigdy nie widziałam, zeby mierzono ją w procentach tylko czy i ktora strona jest winna...
Ale co do dowodów to przeciez w tych programach one zawsze są więc nie wiem, jak ktos mógł sądzić, że wystarczy tylko to, co sam powie w Sądzie.

Poza tym uwielbiam oglądac Sąd Sędzi Juddy na Pulsie i dawniej jak maiłam kablówkę zwierzęcy Sąd na Animal Planet.Tam dopiero maja prawo dla ludzi i nie tylko! dla zwierząt w całej okazałości, jak należy!
Ale z tamtego Sądu choc moge wiele sie dowiedzieć i nauczyc to juz niewiele kumam- u Sędzi Juddy przeciez Wyrok jest ostateczny (pojęcia nie mam jak to mozliwe, że nie ma instancyjności...), poza tym tam jest przeciez powód i oskarżony!Pomieszanie z poplątaniem jak na nasze realia...
Ale bardzo dobre jest to, że obie strony zeznają jednoczesnie i tylko sędzia dowolnie udziela bądz odbiera głos- wtedy od razu wszystko jest jasne a nie jak u nas- jest przeciez tylko jedna barierka.. .w dodatku powód wcale nie musi byc przesłuchiwany, tylko musi zgłosić dobrych dla siebie świadków- to często szalenie trudne! sad

Posty [ 54 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Psychoterapeuta, który sam nie radzi sobie w życiu

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026