Co się zdarza częściej? Pomylić miłość z pożadaniem czy pożądanie z miłością? Czy częściej nam się wydaje, że kochamy, darzymy uczuciem a w rzeczywistości tylko pragniemy kogoś? Czy może jednak zdarzyć się tak, że pragnąc kogoś nie uświadamiamy sobie, że to w rzeczywistości uczucie?
Podobne tematy
Ja mam nietypowo dosc, bo u mnie szalencze zakochanie nie wywoluje jednoczesnie rownie mocnego pozadania. Bywaja mezczyzni ktorzy dzialaja na mnie mocno seksualnie, to podniecenie odczuwam wtedy jako zrace, i zadnego uczucia do nich nie mam (w sumie mam na mysli jednego), a sa tacy w ktorych bedac do szalenstwa zakochana czuje jedynie delikatne podniecenie ktore nie tyle dazy do zaspokojenia, co kieruje sie w strone czulosci roznorakich (przytulanie).
W zakochaniu widze swoj obiekt milosci jako istote nie z tej ziemi, mezczyzna staje sie moja muza, a w pozadaniu moj obiekt jest jedynie zywym mieskiem ktore moze dac mi rozkosz. Najbardziej pierwotna, i "brudna".
Nigdy nie pomylilam jednego z drugim.
Mi się wydaje, że mylimy miłość z pożądaniem. Miłość przychodzi po dłuższym czasie, jest dojrzalsze podczas gdy pożądać możemy kogoś tak naprawdę od razu. A jeśli miłość może iść w parze z pożądaniem to chyba wtedy mamy do czynienia z idealnym związkiem:)
Moim zdaniem mylimy cały czas. Do tego trzeba jeszcze dodać tzw. powierzchowność, która miłość tylko udaje. Wielu, wiele się o tym przekało.
jak to rzekł Wolter - pożądanie sprawia, że człowiek jest nader śmiały, ale miłości zawsze towarzyszy onieśmielenie.
Może to w czymś pomoże? :-)