Cześć wszystkim
Piszę tutaj, bo potrzebuję pomocy i może zacznę od początku... 16 października 2014 roku związałem się z dziewczyną, która mi się podobała byłem nią bardzo zachwycony, po jakiś czasie zbliżyliśmy się do siebie bardziej, nic sobie nie broniliśmy i żyliśmy bez kłótni aż do feralnego grudnia 2014 roku, kiedy to poszła na imprezę urodzinową do koleżanki i jakiś koleś chciał ją pocałować, ona z kolei przyznała się do tego, ale później zaprzeczyła, że tak nie było. Wiem, że jestem sam sobie winien ponieważ coś mi odbiło i powiedziałem, że też byłem u kumpla i że były tam dziewczyny i się do mnie dobierała jedna... Myślę, że to spowodowało u niej to, że powiedziała to samo... Po dwóch tygodniach poszła znowu na urodziny i byłem z tego powodu zły na nią, bo ja niestety nie ufam ludziom na tyle, żeby mogła pójść na imprezę, gdzie byli tam prawie sami kolesie i tu się odezwała zazdrość, pokółociliśmy się i po czasie, żeśmy doszli do wniosku, że takie zabawy nie są nam potrzebne... Z czasem jej siostrze nie podobało się jej to, że my ustalamy sobie taki własny regulamin w związku i obgadywała mnie mnie przed rodziną i u babci. Bardzo mnie to zabolało... Po czasie wyszło tak, że miałem już dosyć tego, że moja dziewczyna łamie zasady jakie sobie ustaliliśmy i częściej wybierała przyjaciółki niż moją osobę i tutaj dochodzi do kolejnej sytuacji, że staje się pospolitym chamem, świnią i zacząłem ją obrażać od kurew, dziwek, suk... Nie opisałem tego wyżej, ale miała kiedyś przyjaciółkę z którą się pokłóciła i było mi na rękę to,bo jej nie lubiłem za bardzo... Była chamska i arogancka a ja z kolei zamiast ją wspierać, że będzie dobrze to ją buntowałem przeciwko niej, potem już zacząłem coraz bardziej ją ograniczać a ja ją, powstała pomiędzy nami pewna bariera i zaczęliśmy się kłócić głównie o bzdury... Ja jej wytykałem palcami, że nie umie mnie słuchać tylko znajomi się dla niej liczą a mnie ma w dupie i jak zawsze odrzuca na boczny plan, tak jakbym jej służył tylko jako zabawka. Od początku jej mówiłem, że w poprzednim związku byłem zaborczym człowiekiem i nie chciałbym popełniać tego samego błędu i być dla niej jak dla poprzedniej partnerki z tym, że w tym związku okazywałem jej mniej uczuć i niestety już po dwóch miesięcach stawałem się być zazdrosnym o nią. Zazdrość działała w oby dwie strony i zaczęliśmy się więcej kontrolować, sprawdzanie smsów, konta na Facebooku... A po czasie nawet uniknięcie relacji ze znajomymi powstał między nami toksyczny związek tego czego się obawiałem od dawna... I w którymś momencie dowiedziałem się, że znowu utrzymuje relację ze swoją przyjaciółką i zabolało mnie to, byłem zazdrosny o jej przyjaciółkę... A przecież wiem, że nie powinienem jej bronić zadawać się z kim komu mi się nie podoba i nie powinniśmy się nawzajem ograniczać... I od początku powstały między nami relacje toksycznego związku... Po czasie zaczęło mi mniej zależeć i tydzień temu przestałem się do niej odzywać... Ale jej powiedziałem, że nie powinniśmy być razem, bo... i tutaj zacząłem ja obwiniać o wszystko i zacząłem ją obrażać i jest mi z tego powodu wstyd i nie zachowałem się jak trzeba... Ale kiedy ją zostawiłem zaczęło do mnie docierać, że ją kocham tylko boję się tego, że mnie zostawi jak poprzednia partnerka i boję się także okazywać uczucia i unieść się czystej miłości, bo nie chce cierpieć... Niestety zrozumiałem, że cierpieć będę i zrozumiałem, że ją kocham, gdzie dłuższy czas nie potrafiło to do mnie dotrzeć jakbym żył w jakiś amoku. Wczoraj ze sobą popisaliśmy i ona mi wypomniała, że jej nigdy nie słuchałem i miała rację. Rano jak wstałem zrozumiałem, że to ja ponoszę winę tego, że tak się między nami potoczyło, że tak na siebie naskakujemy, napisała mi także, że mnie kocha i za mną tęskni i że przez to, że jej nie słucham ona przestała pokazywać, że jej zależy, bo chciała sprawdzić czy mnie kiedykolwiek na niej zależało... W każdym razie zawsze stawiałem jej warunki i nie potrafiłem iść na kompromis. Czuję się z tym źle, bo zrozumiałem, że nie chce jej stracić i dopiero teraz do mnie dotarło, że nie należy żyć przeszłością i wspominać i porównywać poprzednich związków. Wiem, że w dużej mierze ja zawiniłem i czuję do siebie za to odrazę... Chciałem się was poradzić czy ktoś może miał podobny problem i czy jak mimo wszystko oboje czujemy to samo do siebie to powinienem zrobić? Jak zwalczyć zazdrość? Chce ją wspierać a nie dołować... Czy myślicie, że warto spróbować? Co mam zrobić?