Jestem 27 latką i od 1,5 roku ( może nawet i więcej) spotykam się z moim chłopakiem. Jest nam dobrze razem, ale niestety widujemy się jedynie w weekendy i to też różnie bywa. On mieszka w malutkiej miejscowości ok 70 km od mojego miejsca zamieszkania (dużego miasta). Niestety tak gdzie mieszka też pracuje i ma również obowiązki domowe (pomaga rodzicom) inwestuje w gospodarstwo. Niestety, ale po rozmowie z nim na temat przeprowadzki do mnie okazuje się, że nie widzi tego bo lubi swoją pracę i nie chce rezygnować, ja zaś nie mogę się przeprowadzić do niego, bo w tym rejonie nie ma pracy. Zależy mi na nim, pierwszy raz się w kimś zakochałam (tak na poważnie), chciałabym założyć rodzinę z nim w przyszłości. Jednak nie mogę czekać w nieskończoność, a on chyba nie widzi żadnego wyjścia, nie chciałabym też rezygnować z naszego związku, bo mi za bardzo zależy. Jeśli mieszkałby w dużym mieście byłabym wstanie przeprowadzić się tam, ale nie to małego miasteczka, gdzie nie będę mogła znaleźć pracy.
Nie wiem, czy nie rozważa on zakończenia związku ze względu na brak innego wyjścia. Wiem, że większość może powiedzieć, że skoro zastanawia się nad tym to nie warto ciągnąć tego dalej, ale szczerze nie wiem czy to nie jedyna możliwość.
Nie mam pojęcia co robić. Może ktoś będzie miał jakiś pomysł jak z tego wybrnąć, jakieś światełko w tunelu.