Kochane, pomóżcie mi, bo już mam tego wszystkiego dosyć. Jestem z chłopakiem od ok. 1,5 roku; między nami jest spora różnica wieku, ale to nie problem, bo rozumieliśmy się, bardzo go kocham i wszystko między nami dobrze się układało, jak do tej pory. Moim problemem jest to, że podczas kłótni czy nawet drobnych sprzeczek on bezpodstawnie mnie wyzywa od dzi*ki, sz*aty itp. Jest mi bardzo przykro, gdy tak mówi, bo nigdy nie dałam mu najmniejszego powodu, by mógł mnie tak obrażać. Potem mnie przeprasza, mówi, że kocha, że mówił to wszystko w nerwach, że to co mówił, to nieprawda i myśli, że wszystko jest ok. ale mimo wszystko we mnie pozostaje ten uraz. Niestety, to nie jest jednorazowy przypadek, to się powtarza ciągle. Dlatego chciałabym was zapytać, co mam zrobić? Zerwać definitywnie związek? Czy po raz 100 próbować wytłumaczyć i rozmawiać? I dlaczego on się tak zachowuje?! Czy naprawdę kocha? Jak kocha, to czemu mnie rani? Pomóżcie.
1 2012-10-03 10:33:51 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-10-03 10:40:44)
Podobne tematy
Kochane, pomóżcie mi, bo już mam tego wszystkiego dosyć. Jestem z chłopakiem od ok. 1,5 roku; między nami jest spora różnica wieku, ale to nie problem, bo rozumieliśmy się, bardzo go kocham i wszystko między nami dobrze się układało, jak do tej pory. Moim problemem jest to, że podczas kłótni czy nawet drobnych sprzeczek on bezpodstawnie mnie wyzywa od dzi*ki, sz*aty itp. Jest mi bardzo przykro, gdy tak mówi, bo nigdy nie dałam mu najmniejszego powodu, by mógł mnie tak obrażać. Potem mnie przeprasza, mówi, że kocha, że mówił to wszystko w nerwach, że to co mówił, to nieprawda i myśli, że wszystko jest ok. ale mimo wszystko we mnie pozostaje ten uraz. Niestety, to nie jest jednorazowy przypadek, to się powtarza ciągle. Dlatego chciałabym was zapytać, co mam zrobić? Zerwać definitywnie związek? Czy po raz 100 próbować wytłumaczyć i rozmawiać? I dlaczego on się tak zachowuje?! Czy naprawdę kocha? Jak kocha, to czemu mnie rani? Pomóżcie.
Przede wszystkim Twoj partner Cie nie szanuje. Skoro tak latwo przychodzi mu nazywanie Cie dziwka czy szmata to poniekad czuje sie do tego upowazniony..w jego podswiadomosci tak Cie wlasnie widzi. Niektorzy mezczyzni tak wlasnie postrzegaja kobiety, ogolnie, wszystki. I nic i nikt ichnie zmieni ani nie zmieni ich myslenia.
Jesli nie ma szacunku to gdzie tu jest milosc? Sama sobie odpowiedz.
Znam takie przypadki jak twój i powiem Ci,że twój partner ma poważny problem-psychiczny. Leczył się kiedykolwiek psychiatrycznie? Jeśli nie to powinien, bo moim zdaniem ma nerwicę, którą powinien leczyć. I nie jest wcale tak jak mówi mussuka, że mężczyźni tak mają i takie tam. On po poprostu nie radzi sobie z nerwami i łatwo mu przychodzą wyzwiska, bo wtedy mu ulży. Wiem co mówię, znam wiele osób z nerwicą, które reagują identycznie jak twój partner. A co do miłości, to sądzę, że Cię kocha tylko tak jak mówię, te wyzwiska to mechanizm obronny jego organizmu. Ja na twoim miejscu porozmawiałabym z nim i zaproponowała wizytę u psychologa, a może nawet u psychiatry. Wiem jak to brzmi, ale nerwica i depresja towarzyszą na co dzień setkom osób, które leczą się psychiatrycznie. Daj znać co u Ciebie.Pozdrawiam.
Znam takie przypadki jak twój i powiem Ci,że twój partner ma poważny problem-psychiczny. Leczył się kiedykolwiek psychiatrycznie? Jeśli nie to powinien, bo moim zdaniem ma nerwicę, którą powinien leczyć. I nie jest wcale tak jak mówi mussuka, że mężczyźni tak mają i takie tam. On po poprostu nie radzi sobie z nerwami i łatwo mu przychodzą wyzwiska, bo wtedy mu ulży. Wiem co mówię, znam wiele osób z nerwicą, które reagują identycznie jak twój partner. A co do miłości, to sądzę, że Cię kocha tylko tak jak mówię, te wyzwiska to mechanizm obronny jego organizmu. Ja na twoim miejscu porozmawiałabym z nim i zaproponowała wizytę u psychologa, a może nawet u psychiatry. Wiem jak to brzmi, ale nerwica i depresja towarzyszą na co dzień setkom osób, które leczą się psychiatrycznie. Daj znać co u Ciebie.Pozdrawiam.
Jasne, nerwica. Jak maz zonie sliwke pod okiem nabija za zupe przesolona to tez odreagowuje? Czy cham czy wariat czy nerus - w zadnym z tych wypadkow nie bylabym w zwiazku z podobnym osobnikiem.
hm myślę że masz rację lolcia25 zobaczymy jak zareaguje na wieść o psychologu wyboru dużego nie ma albo psycholog i ratujemy co się da albo koniec bo ja już opadłam z sił. Dzięki kobietki ![]()
Zgadzam się z Mussuką. Byłam w związku z różnymi mężczyznami. Niektórzy z nich byli draniami, jakich mało, wyjątkowo gburowatymi i odpychającymi w stosunku do otoczenia. Jednak nigdy nie usłyszałam, aby którykolwiek z nich nazwał mnie dziwką czy szmatą (o gorszych wyzwiskach nie wspominając). Ja sama musiałabym być chyba bardzo wzburzona i musiałyby mi puścić chyba wszystkie nerwy (co raczej nigdy się nie zdarzy, bo należę do wyjątkowo spokojnych osób), aby wyzwać w podobny sposób swojego partnera. Jeśli kogoś się szanuje, to się takich rzeczy po prostu nie robi. Jeżeli mężczyźnie to przychodzi z łatwością, to oznacza, że musiał już wcześniej dokonać skojarzenia "moja kobieta = dziwka" i po prostu w dogodnym dla siebie momencie go używa. Ja tutaj również nie widzę szacunku dla autorki wątku.
Widzę, że niektóre z was nie mają za grosz empatii. Jakbyście same miały styczność z osobami z nerwicą, co więcej gdybyście choć trochę postarały się zrozumieć taką osobę, nie dawałybyście tak pochopnych, daleko idących wniosków.
Agatka 001 daj znać jak zareagował na twoją propozycję? Jeśli chcecie być ze sobą musicie podjąć takie kroki! Acha i jeszcze jedno, ja doskonale Cię rozumiem, wiem że bycie z taką osobą jest ciężkie, ale jeśli psycholog, czy psychiatra wyjaśnią Ci wszystko o jego przypadłościach to będzie Ci łatwiej go zrozumieć. Jeśli chcesz pisz do mnie e-maile:)
I znowu kilka godzin spokoju i znowu powtórka nawet nie zdążyłam mu powiedzieć otym psychologu! mam dosyć to koniec nie jestem popychadłem! miarka się przebrała... uhh ale jestem zła na siebie nigdy mu już nie zaufam nie warto a te słodkie słówka może sobie wsadzić w pewną część ciała!!!
lolcia25, ja mam bliską styczność ze schizofrenikiem cierpiącym na szereg dodatkowych zaburzeń, więc empatii mam w sobie aż nadto. Nigdy jednak nie potrafiłabym być z kimś, kto mnie obraża, choćby z kłótniach. Niezależnie od tego, jaką nerwicą by się nie zasłaniał, żeby się usprawiedliwić. Ja osobiście wyznaję jedną zasadę: dojdź do ładu sam ze sobą, zanim wejdziesz w jakikolwiek związek, bo go rozwalisz. Tutaj mamy klasyczny przykład osoby, która robi wręcz odwrotnie.
lolcia on nie chce sobie dać pomóc cały czas się starałam rozumiałam wybaczałam ale on ma to gdzieś przynajmniej mi sie tak wydaje. Poczytałam trochę o nierwicy i już teraz bez psychologa mam pewność ze to dotyczy także jego ale przez to wszystko on spycha mnie na dno z jednej strony chce mu pomóc z drugiej nie mam siły.;(
Czuje się w tym wszystkim zagubiona tyle sprzecznych mysli i uczuć nie mam pojęcia co ja mam zrobić. Boję się tego że on się nie zmieni a ja obudzę się po kilkudziesięciu latach kiedy będzie za pózno ze zmarnowanym życiem co jest przerażającą wizją
agatka001, jeżeli już na tak wczesnym etapie masz tego typu wątpliwości, to radzę poważnie zastanowić się nad sensem istnienia takiego związku. Przecież Twój mężczyzna w podobny sposób będzie zapewne zwracał się do Waszych dzieci, jak się na nie zdenerwuje.
Agatka001 wiem doskonale co przeżywasz, nerwica jest podstępną chorobą, a jej napady są wręcz nie do zniesienia dla osób zdrowych. Skoro nie chce słyszeć o psychologu, nie rób nic na siłę, sam musi dostrzec, że ma problem i musi z nim walczyć. Ja walczyłam z nałogiem męża i powiem Ci, że te nasze 2 przypadki są bardzo podobne: mój mąż też nie chciał słyszeć o terapii, mówił, że ja mam problem a nie on. W końcu po paru rozstaniach, gdzie zabrałam dziecko i go zostawiłam, uświadomił sobie,że ma wielki problem i jak z nim czegoś nie zrobi to nas straci. Twój partner też nie wie,że coś nie tak się z nim dzieje, dlatego odpycha wszelką pomoc. Na twoim miejscu dałabym mu do wyboru: albo leczenie i bycie razem, albo zostaje sam. W takich sytuacjach nieraz są potrzebne drastyczne kroki.
14 2012-10-04 00:16:49 Ostatnio edytowany przez strzała (2012-10-04 00:24:36)
Agatka001 wiem doskonale co przeżywasz, nerwica jest podstępną chorobą, a jej napady są wręcz nie do zniesienia dla osób zdrowych. Skoro nie chce słyszeć o psychologu, nie rób nic na siłę, sam musi dostrzec, że ma problem i musi z nim walczyć. Ja walczyłam z nałogiem męża i powiem Ci, że te nasze 2 przypadki są bardzo podobne: mój mąż też nie chciał słyszeć o terapii, mówił, że ja mam problem a nie on. W końcu po paru rozstaniach, gdzie zabrałam dziecko i go zostawiłam, uświadomił sobie,że ma wielki problem i jak z nim czegoś nie zrobi to nas straci. Twój partner też nie wie,że coś nie tak się z nim dzieje, dlatego odpycha wszelką pomoc. Na twoim miejscu dałabym mu do wyboru: albo leczenie i bycie razem, albo zostaje sam. W takich sytuacjach nieraz są potrzebne drastyczne kroki.
Ciągle ktoś pisze o nerwicach,depresjach. Ale moim zdaniem bez przesady niech każdy odpowiada sam za siebie. Dlaczego, jak ktoś nie potrafi uszanowac drugiego człowieka to jeszcze ma obronę w tej poszkodowanej osobie,że na pewno on jest chory, ma nerwice. Kurcze ,a co z tą ofiarą. Kto wyleczy ją ze wszystkich krzywd ,które doznaje ze strony niby kochanej osoby. No tak... przecież ona zapomni, nic jej nie będzie. Było minęło... a potem będzie pięknie.
Potem ten facet niby się naprawia, bo żona stawia ultimatum,albo leczenie,albo koniec. Taaa drastyczne kroki. Pomaga.... Ale nagle facet sięga dna i może się ocknąc, bo zostaje sam .Dziwne, wtedy czasem rozum wraca i poprawa następuje na dłużej lub na stałe.
popieram strzałe!
Agatko, przeczytaj koniecznie książkę "Toksyczne słowa" Patricii Evans. Dojdziesz do wniosku, że jest o Tobie i Twym partnerze!
Jest w nim skumulowana agresja, którą MUSI!!! co jakiś czas wyładować. Najłatwiej "walić" w partnerkę, dla kumpli jest pewnie b. miły, podobnie nie pozwala sobie np. na takie traktowanie przelozonych w pracy. Nie zmieni się NIGDY, moze być tylko gorzej.
Prawdopodobnie on Cię rzeczywiscie kocha i głupio mu, ze sie wydzierał, co nie zmienia faktu, ze za jakiś czas zrobi dokładnie to samo.
Wątpię, czy sie zgodzi na psychologa, wlasciwie glowę daję, że nie. Zresztą musielibyście trafić na wybitnego specjaliste, a to malo prawdopodobne.
Uciekaj gdzie pieprz rośnie i to jak najszybciej!!! Jeśli tego nie zrobisz miej świadomość, ze na własne życzenie brniesz w toksyczny zwiazek, z którego nie wyjdziesz bez ciężkich szkód. Bądź mądrzejsza ode mnie....
Napisz, co postanowiłaś.
A jak za którymś tam razem Ci przyleje też wytłumaczysz to jego nerwicą?
Nie odezwiesz się słowem bo bedziesz sie bała że brak Ci empatii?
Uczepiłaś się tej nerwicy bo wierzysz że to ona kieruje nim jak Cię wyzywa. To takie tłumaczenie kocha mnie ale jest chory na nerwicę i dlatego mna poniewiera.
Miałaś dobra radę od forumowiczki Mussuka. Przeczytaj to jeszcze raz ze zrozumieniem i nie unos sie odrazu honorem. Tylko to przemyśl
Agatka. A ja się te wasze kłótnie zaczynają - czyli kto je zaczyna. Bo w żadnym wypadku nie chcę go bronić. Nerwica, nie nerwica ale pewien poziom szacunku dla partnera jest konieczny nawet w kłótni. Jednak nie jeden spokojny facet potrafi być wyprowadzony z równowagi przez te wasze jak to nazywam ciosanie kołków. Może coś w tym u was jest ? Bo piszesz że się właściwie ciągle kłócicie. On zaczyna a ty nie pozostajesz dłużna ? Albo odwrotnie ?
W każdym razie dziewczyny dobrze radzą. Zastanów się nad przyszłością. Bo jeśli on ma w ..... psychologa to raczej mu się nie poprawi.
19 2012-10-04 09:43:14 Ostatnio edytowany przez november (2012-10-04 09:43:58)
"Związek, wyzwiska, miłość" - taki dałaś tytuł temu wątkowi. Jak dla mnie, jest to wycinek z zadania typu "znajdź niepasujące wyrazy". Łatwo znaleźć to, na co w związku nie ma miejsca. Tłumaczenie tego nerwicą jest podobne do tłumaczenia zachowań ADHD - obydwa wymagają zrozumienia, odpowiedniego podejścia itp. Obydwa też są tłumaczeniem zachowań przykrych czy niekorzystnych dla otoczenia. I obydwa wymagają jakichś działań. Jak wiadomo dorośli ludzie sami podejmują decyzję o wprowadzeniu zmian w swoim życiu. "Dojdź do ładu sam ze sobą, zanim wejdziesz w jakikolwiek związek, bo go rozwalisz", jak powiedziała Wilczyca89, to stuprocentowa racja. Facet, który Cię wyzywa sam musi nad sobą popracować, niezależnie od tego czy dojdzie do tego sam (co mało prawdopodobne), czy bodźcem do tego będzie Twoje odejście.
Nie wyobrażam sobie wysłuchać steku wyzwisk i jeszcze musieć samej sobie tłumaczyć, że on tego nie chciał, po prostu ma nerwicę. Autorka wątku nie raz już rozmawiała z partnerem o tym, że jest to dla niej przykre. A skoro ten miał sygnał - naprawdę podziwiam Agatkę001, że miała tyle siły i wyrozumiałości by na spokojnie z facetem porozmawiać -to znaczy, że piłeczka po jego stronie. Jeśli nic nie zrobi, no to trzeba wylać na niego ten kubeł zimnej wody.
No moze nie mylmy nerwicy z chamstwem. A moze za chwile jakiś domorosły internetowy medyk zdiagnozuje tu Tourette?a i powie, że masz się pogodzić z tym, bo choroba to choroba. Niewykluczone, że ten facet ma problemy emocjonalne, ale skoro on nie widzi tu problemu, to mamy do czynienia przede wszystkim z niedojrzałym, egocentrycznym chłoptasiem, w dodatku przemocowcem. A od takich typów należy uciekać póki czas! A nie tłumaczyć nerwicą... Znam sporo osób z rozmaitymi problemami na tle nerwicowym, również z dysfunkcjami neurologicznymi. Ale należy odróżnić bycie chamem od bycia chorym. Żadna nerwica nie upoważnia do pomiatania partnerem. I nawet jeśli chłopiec nerwicę ma, to nie zmienia faktu, że jest prostackim chamem, tyle, że z nerwicą. Nerwicę można wyleczyć, chamstwo zostanie.
Agatko, ja wiem, że takie słowa o człowieku, którego kochasz mogą boleć i pewnie bolą. Ale pewnie bardziej bolą Cię jego wyzwiska. Wiec nie daj robić z siebie worka treningowego. Po świecie chodzi naprawde sporo wartościowych mężczyzn, wybierz z nich takiego, który będzie Cię szanował i nie potrzebował dodawać sobie męskości poniżaniem Ciebie.
No tak, to wszelkie ataki agresji fizycznej i psychicznej tłumaczmy nerwicą, i niech oprawcy staną się ofiarami tej choroby ?.
Nie, no tak serio, kochane moje, jeśli facet wyzywa kobietę, którą deklaruje, że kocha, to umówmy się a raczej popatrzmy na to trzeźwym okiem, brak szacunku i miłości.
Ja też się kłócę z moim mężem, jak każda para, jednak mój partner nigdy mi nie ubliża od k*rew, sz*at, itp.
Owszem, jestem za rozmową, tłumaczeniem, ale nie wiecznym jak to jest u autorki postu. W tej sytuacji istnieje wielkie ryzyko kumulacji ciężkiej miłości objawiającej się siłą uderzenia w kolorze fioletu w przyszłości.
Kochane, pomóżcie mi, bo już mam tego wszystkiego dosyć. Jestem z chłopakiem od ok. 1,5 roku; między nami jest spora różnica wieku, ale to nie problem, bo rozumieliśmy się, bardzo go kocham i wszystko między nami dobrze się układało, jak do tej pory. Moim problemem jest to, że podczas kłótni czy nawet drobnych sprzeczek on bezpodstawnie mnie wyzywa od dzi*ki, sz*aty itp. Jest mi bardzo przykro, gdy tak mówi, bo nigdy nie dałam mu najmniejszego powodu, by mógł mnie tak obrażać. Potem mnie przeprasza, mówi, że kocha, że mówił to wszystko w nerwach, że to co mówił, to nieprawda i myśli, że wszystko jest ok. ale mimo wszystko we mnie pozostaje ten uraz. Niestety, to nie jest jednorazowy przypadek, to się powtarza ciągle. Dlatego chciałabym was zapytać, co mam zrobić? Zerwać definitywnie związek? Czy po raz 100 próbować wytłumaczyć i rozmawiać? I dlaczego on się tak zachowuje?! Czy naprawdę kocha? Jak kocha, to czemu mnie rani? Pomóżcie.
Witaj Agato!
Hmm... To nie chłopak - dla mnie wygląda na nieszanującego kobiet chama i prostaka. Skoro obraża Cię w ten sposób już po półtora roku to pomyśl co będzie dalej. Jeszcze trochę a Cię uderzy. I to też będzie w nerwach i też będzie przepraszał. Naturalne, że w Tobie pozostaje ten uraz. Związek oczywiście należy zerwać, bo w końcu dojdzie do tego, że będziesz się czuła jak w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Przykład: Nie wytrzesz kurzu nad telewizorem i już będzie powód do wyzwisk i ewentualnego bicia. To nie będzie normalny lecz toksyczny związek, relacja Pan - służąca/niewolnica. Celowo napisałem Pan z dużej i służąca/niewolnica z małej litery by podkreślić jak taka relacja będzie wyglądać. Zachowuje się tak, bo dajesz się tak traktować. Postaw sprawę jasno: "Albo się zmienisz albo z Nami koniec". To nie jest miłość, to nie jest kochanie. Poza tym - kochanie i ranienie - te słowa nie mają ze sobą nic wspólnego.
Podsumowanie: Tkwisz w toksycznym związku w którym jesteś traktowana nie jak kobieta. Zerwij tą znajomość, bo on Cię nie kocha. Kochając kogoś nie rani się drugiej strony tak obraźliwymi słowami.
Pozdrawiam,
Kerty ![]()
Szacunek jest częścią miłości. Kto nie szanuje, nie kocha.
czesc mam na imie sonia , i jak mozecie mi cos doradzic to prosze cos wam opowiem , wynajmuje mieszkanie i pewnego dnia poznalam fajnego chlopaka juz go znam 5 miesiecy i mialam juz okazie sie z nim pszespac ale cos mnie chamowalo zeby tego nierobic jest fajny i slodki , ale przez te 5 miesiecy poznal chybo kogos i jezdzi do niej a mnie to bardzo boli tylko jak mu to powiedziec a moze mu tylko zalezy zeby sie ze mna przespac co mam robic
i co mam zrobic dalej , jak pujde z nim do luzka to jakie beda nasze stosunki take jak przed czy sie zmienia.
NOCNALAMPKA ten jak to nazwałaś domorosły internetowy medyk dużo przeżył w swoim życiu, a ty nie miałaś chyba do czynienia z nerwicą!! Przede wszystkim żeby komuś radzić trzeba ZROZUMIEĆ obydwie strony!!! Mało wiesz na temat nerwicy skoro nie słyszałaś o napadach nerwicowych! I to wam powie każdy psychiatra, nie oceniajcie od razu, najpierw poznajcie sytuację.
Gdyby mój mężczyzna chodź raz w życiu nazwał mnie dziwką bądź szmatą w tym samym momencie przestałby być moim facetem.Nie ważne czy w nerwach czy nie.
NOCNALAMPKA ten jak to nazwałaś domorosły internetowy medyk dużo przeżył w swoim życiu, a ty nie miałaś chyba do czynienia z nerwicą!! Przede wszystkim żeby komuś radzić trzeba ZROZUMIEĆ obydwie strony!!! Mało wiesz na temat nerwicy skoro nie słyszałaś o napadach nerwicowych! I to wam powie każdy psychiatra, nie oceniajcie od razu, najpierw poznajcie sytuację.
Aż mnie kusiło, żeby to skomentowac.
Też miałam zdiagnozowaną nerwicę . Oczywiście wiem, co to znaczy. Wiem, jak wyglądają napady nerwicowe. Nieraz w nerwach rzucałam czymś o ścianę. Nieraz miałam ochotę zdemolowac wszystko co stało na mojej drodze. Fakt, nie pomyślałam o jednym. O tym ,że mogę też wyżywac się z premedytacją na innych. Mogę sypac przekleństwami na wszystkich dookoła. Co by mnie obchodziło, jak ktoś się przez to czuje. Przecież dużo przeszłam w życiu, dlatego mam wytłumaczenie. Powinnam jeszcze załatwic sobie bejsbola i nawalac każdego kto się nawinie. A co ,przecież życie mnie tego nauczyło. I odwalcie się ,bo ja mam nerwice . A jak się komuś to nie podoba to podejmijcie wobec mnie drastyczne kroki , może wtedy pójdę się leczyc...
Nie mówię żeby mieć wymówkę - nerwicę! Jakbyś dokładnie czytała to byś zauważyła, że napisałam żeby najpierw zrozumieć człowieka a potem oceniać! Jeden ma napad i rozwala wszystko, a drugi klnie na bliskiego. Każdy człowiek to indywidualność!
Jasne tylko dlaczego stawiasz poszkodowanego w tej gorszej roli . Nie tylko dostaje obelgi, ale jeszcze ma zrozumiec tego drugiego ,bo on niby "chory".
No tak, miłosc wszystko wybacza. Ofiara jest jeszcze bardziej winna i ma pomóc temu, który ją krzywdzi.
Tak ... wielka empatia. Bezsens.
Mogę ocenic drugiego człowieka ,ale nigdy nie zrozumiem niektórych osób.
Dziękuję nawet nie wiecie ile wasze wypowiedzi dla mnie znaczą...
Agatko, przeczytaj koniecznie książkę "Toksyczne słowa" Patricii Evans. Dojdziesz do wniosku, że jest o Tobie i Twym partnerze!
napewno przeczytam dziękuję;)
Jest w nim skumulowana agresja, którą MUSI!!! co jakiś czas wyładować. Najłatwiej "walić" w partnerkę, dla kumpli jest pewnie b. miły, podobnie nie pozwala sobie np. na takie traktowanie przelozonych w pracy. Nie zmieni się NIGDY, moze być tylko gorzej.
Zgadza się osoby z naszego otoczenia uważają go za inteligentnego dobrego i bardzo kochającego mnie człowiekaWątpię, czy sie zgodzi na psychologa, wlasciwie glowę daję, że nie. Zresztą musielibyście trafić na wybitnego specjaliste, a to malo prawdopodobne.
Hmm na psychologasię zgodził jednak poza zgodą nie było żadnego działania w tym kierunku z jego strony
Napisz, co postanowiłaś.
przepraszam za ostatniego chaotycznego posta ale mój laptop wariuje napiszę wam wszystko jak wrócę z wykładu... ![]()
lolcia25 napisał/a:NOCNALAMPKA ten jak to nazwałaś domorosły internetowy medyk dużo przeżył w swoim życiu, a ty nie miałaś chyba do czynienia z nerwicą!! Przede wszystkim żeby komuś radzić trzeba ZROZUMIEĆ obydwie strony!!! Mało wiesz na temat nerwicy skoro nie słyszałaś o napadach nerwicowych! I to wam powie każdy psychiatra, nie oceniajcie od razu, najpierw poznajcie sytuację.
Aż mnie kusiło, żeby to skomentowac.
Też miałam zdiagnozowaną nerwicę . Oczywiście wiem, co to znaczy. Wiem, jak wyglądają napady nerwicowe. Nieraz w nerwach rzucałam czymś o ścianę. Nieraz miałam ochotę zdemolowac wszystko co stało na mojej drodze. Fakt, nie pomyślałam o jednym. O tym ,że mogę też wyżywac się z premedytacją na innych. Mogę sypac przekleństwami na wszystkich dookoła. Co by mnie obchodziło, jak ktoś się przez to czuje. Przecież dużo przeszłam w życiu, dlatego mam wytłumaczenie. Powinnam jeszcze załatwic sobie bejsbola i nawalac każdego kto się nawinie. A co ,przecież życie mnie tego nauczyło. I odwalcie się ,bo ja mam nerwice . A jak się komuś to nie podoba to podejmijcie wobec mnie drastyczne kroki , może wtedy pójdę się leczyc...
Strzała właściwie odpoweidziała za mnie. Tak wiem co to nerwica. Mieszkałam przez wiele lat z osoba mi bliska, która miała zdiagnozowana nerwice i chorobę afektywna dwubiegunowa, do tego byla to osoba zupełnie niepełnosprawną ruchowo i wymagającą pomocy w bardzo podstawowych czynnosciach. I choć nie było z nią często łatwo, to nigdy, przenigdy nikt nie usłyszał od niej wyzwisk, obelg, poniżania itp. Nie była to jedyna osoba z zaburzeniami emocjonalnymi, która miałam okazję spotkać, zatem z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa powtarzam: nie tłumaczmy chamstwa nerwica! Nerwicę się wyleczy, a chamstwo zostanie.
I jeszcze jedno - nikt, kto choć liznął profesjonalnej wiedzy medycznej nie będzie ferował wyroków diagnostycznych przez internet. Szczególnie wiedząc tyle, co w tej sprawie - facet w nerwach ubliża, a potem przeprasza. No jak nic musi, że nerwica ![]()
33 2012-10-08 10:34:59 Ostatnio edytowany przez agatka001 (2012-10-08 10:42:11)
Napiszę zwięzle jak się tylko da...
A jak za którymś tam razem Ci przyleje też wytłumaczysz to jego nerwicą?
Co jak co ale tego nigdy bym nie wybaczyła inie usprawiedliwiła!;(
Agatka. A ja się te wasze kłótnie zaczynają - czyli kto je zaczyna
Jest mniej więcej stały schemat...Ja wychodzę do jednej z dwóch koleżanek jakie mam (ograniczyłam swoje znajomości do minimum aby nie wzbudzać zazdrości co też było moim błędem) lub na jakąś akcje charytatywną organizowaną przez szkołę więc nawet nigdzie nie wyjeżdzam poza swoje miasto, on zna dokładny adres gdzie jestem ,o której będę w mieszkaniu i wszystko ładnie pięknie, do czasu... po około 30min od mojego wyjścia z mieszkania do koleżanki/wolontariatu dostaję sms lub tel ze...:
nie jestem Ci już potrzebny masz lepsze towarzystwo... Już mnie zdradzasz włuczysz się ch*j wie gdzie....
i w pewnym momencie pojawia się ty dz*wko szm*to itp. ja na to rzucam tel ale on dzwoni w nieskończoność i ciąg dalszy wyzwisk ja z płaczem i zszarganymi nerwami wracam do domu a on jak już wie że jestem w mieszkaniu uspokaja się i przeprasza...
Jednak gdy podobna kłótnia odbyła się u niego w domu gdy po raz kolejny mnie wyzwał uderzyłam go w twarz wiem że nie powinnam z natury brzydzę się przemocą a tu nagle ja sama podnoszę na kogoś rękę mam wyrzuty sumienia....;( starałam się wam wszystko przedstawić na chłodno mam nadzieję że mi się to udało
Więc nie tylko Cię wyzywa, ale także kontroluje Cie i manipuluje Tobą. Nie ma co się zastanawiać, tylko od razu pognać go w diabły.
Potrzebuję pomocy... Mój chłopak z którym jestem już 3 lata źle się zachowuje po nadmiernej ilości alkoholu. Nie ma z tym problemów kiedy mało wypije i kiedy nikt go nie denerwuje jednakże w innych przypadkach jest gorzej. Dodam że nie jest uzależniony od alkoholu.
Zacznę od początku. Mój chłopak jest bardzo troskliwy, opiekuńczy, szaleje za mną a ja za nim. Jednak kiedy pojawia się jakiś problem po alkoholu to robi sie bardzo nerwowy. Nigdy bezpośrednio mnie to nie dotykało, wyżywał się bardziej na przedmiotach. Ostatnia sytuacja pokazała jednak, że jego nerwy przechodzą na mnie... Krzyczał i odezwał się do mnie źle. Jestem zdziwiona, zawiedziona i niepewna przyszłości. Gdy zapytałam go czy widzi, że ma problem to odpowiedział, że tak ale chcąć się bronić mówi że to była kłótnia tylko przesadzona. Oczywiście przeprasza i żałuje. Jest w stanie iść ze mną do psychologa.
Moje pytanie czy jeśli uważa, że takie zachowania należą do normalnych kłótni ale przesadzonych (jak on to nazwał) to czy on naprawdę widzi problem? Czy może mówi tak bo nie chce mnie stracić?
Myślę o terapii par tylko właśnie nie wiem czy to jest normalne żeby po 3 latach związku potrzebować już takiej pomoc?
Pomóżcie proszę
Mam podobny problem , wiem co czujesz. Mój chłopak też mówił do mnie bardzo straszne rzeczy a później tłumaczył, że to w nerwach- bo tak najprościej. Ja też mu nie szczędziłam wyzwisk. Ale kiedy opamiętałam się i doszłam do wniosku, że to bez sensu się tak wyzywać i zaczęłam rozmawiać to wtedy on zaczął mnie wyzywać bardziej i używał dosadniejszych określeń na mój temat nawet bez większych powodów. Jeżeli mam Ci coś doradzić to poprostu gdy powie do Ciebie Ty szmato odpowiedz mu "twoja matka". Wtedy reakcja będzie natychmiastowa będzie w szoku i zda sobie sprawę co do Ciebie mówi i jak to Ciebie obraża. Jeżeli on Cię nie szanuje zmień na nowy model.
Kurcze jestem taka zagubiona właśnie przez to że to się zdarzyło pierwszy raz i nie wiem jak mam to powstrzymać... Czy jest w ogóle taka możliwość. Ja też jak się kłócimy mówię złe słowa na niego...Ale nie aż takie
"Agatka001" jeśli dochodzi już do takich sytuacji, że on się nakręca, chce Cię kontrolować i nie chce się leczyć to na twoim miejscu bym go zostawiła. Może wtedy zrozumie i zacznie leczenie.
Agatko nie pozwol sie tak traktowac... jestem mezatka od ponad dwoch lat te dwa lata to koszmar.. pretensje o wszystko ze nie odbieram tel nie odpisuje na smsa,ze wyszlam z domu ze przyszla moja mamaa itd awantury wyzwiska agresja. nie uderzyl mnie nigdy ale zamach robil wiele razy.. mam corke i nie zwracal uwagi na Nia podczas ostatniej awantury przegiol wyzwal od k..... dz..... itd raz powiedzial ze mnie zabije a dziecko wychowa sie w normalnej rodzinie nie takiej jak moja, poznej ze przez okno wylece. ze poderznie sobie gardlo i powie ze ja go chcialam zabic.. po tym wyprowadzil sie po kilku dniach jak zawsze prosil blagal obiecal ze sie zmieni i postawilam warunek ze pojdzie do lekarza to powiedzial ze wariata z niego nie zrobie... i teraz zaczelo sie pieklo bo za wszelka cene chce mnie zniszczyc i odebrac corke... dziewczyny oni nigdy sie nie zmienia nie widza w tym problemu, TO JEST PRZEMOC PSYCHICZNA KONCZCIE TAKIE ZWIAZKI POKI NIE JEST ZA POZNO... pozdrawiam
(...)dziewczyny oni nigdy sie nie zmienia nie widza w tym problemu, TO JEST PRZEMOC PSYCHICZNA KONCZCIE TAKIE ZWIAZKI POKI NIE JEST ZA POZNO... pozdrawiam
Na zakończenie związku, w którym króluje przemoc, nigdy nie jest za późno.
Na zakończenie Twego związku też nie jest za późno, tyle tylko, że wymaga to większego nakładu sił. Wejdź na stronę Niebieskiej Linii (są dwie) i poczytaj sobie i o przemocy, i o sposobach rozwiązania swej sytuacji, i o zagadnieniach prawnych, i o pomocy, którą możesz od nich otrzymać.
I odejdź z dzieckiem. To jest możliwe, mimo że teraz nie widzisz rozwiązania swej sytuacji.
Ja tez mam podobny problem.Moj maz nie panuje nad soba,zdaza sie ze do wyzwisk dochodzi rzucanie we mnie roznymi przedmiotami.Przez dluzszy okres jest ok,wrecz sielanka,ale gdy on czasem wybuchnie to nie wiem co mam robic.Doslownie dretwieje.Jestem osoba bardzo spokojna i w takich momentach nie potrafie sie bronic,poprostu zaczynam plakac.Podejrzewam ze maz moze miec nerwice,gdyz jest strasznie wybuchowy i czesto podnosi glos.Na poczatku naszej znajmosi taki nie byl.Nigdy nie widzialam zeby wobec kogos okazywal zlosc.Mysle ze to problemy finansowe,brak pracy,tak go zmienil.Ale ja czasami poprostu juz nie daj rady.Bo ile razy mozna sluchac od osby ktora jest dla ciebie najwazniejsza na swiecie ze jestes szma.. kur.. idio..
42 2012-10-10 09:59:19 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-10-10 12:51:55)
ja nie jestem z mezem trzeci miesiac za bardzo boje sie o zycie corki i swoje.. teraz jest walka o dziecko on chce ja zabierac itd a ja nie moge na to pozwolic jego rodzice tez mi zalozyli sprawe o kontakty z wnuczka obarazaja moja mame i rodzine ze jest patologiczna itd czasem brakuje mi sil ale musze walczyc dla dobra dziecka..
Edit:
karola moj maz tez z byle powodu wpadal w szal rzucal czym popadlo, rozbijal wlasna glowa meble ostatnio dzwi. rozmawialam z tesciami itd ale oni tez nie widzieli problemu bo zawsze to moja wina bo ja mam we wszystkim ustepowac itd nigdy do niego nie wroce ale teraz boje sie nawet wyjsc do miasta czy na spacer bo juz raz z jego matka probowal mi zabrac corke... ja wiem ze on sie nie zmieni rozmawialam z jego byla dziewczyna z ktora tez ma dziecko(przed naszy slubem) i w stosunku do niej zachowywal sie tak samo ona tez go zostawila byla wtedy wciazy... on w sadzie chcial zrobic ze mnie chora psychicznie. napisal we wniosku zeby sad mi nakazal zrobienie badan psychiatrycznych... to jest koszmar nie mozna zyc z takim czlowiekiem!!!!
Proszę, stosuj zasady pisowni polskiej (polskie litery, znaki interpunkcyjne). Nie pisz tez postu pod poste; gdy chcesz coś dopisać, skorzystaj z opcji "Edytuj" - znajdziesz ja pod każdym swym postem.
Zapoznaj sie z regulaminem forum.
Moderatorka Wielokropek
Dziewczyny rozumiem was doskonale, mój mąż też tak mnie traktował, do tego pił, dlatego tak jak już tutaj pisałam, bez lekarza się nie obejdzie. Ja bałam się odejść, byłam młoda, nie miałam pracy, a do tego co ludzie powiedzą? Rodzice i bliscy zamiatali pod dywan jego zachowania, to ja byłam najgorsza. W końcu przestał pić, zrozumiał że źle robił, poszedł na leczenie. Tylko teraz to ja mam problemy, a każdy ma mnie gdzieś. Ale wracając do tematu jeśli widzicie że z waszymi związkami nie da się nic zrobić,że partner nie chce się leczyć, nie czekajcie - odejdźcie od niego!
Dziewczyny rozumiem was doskonale, mój mąż też tak mnie traktował, do tego pił, dlatego tak jak już tutaj pisałam, bez lekarza się nie obejdzie. Ja bałam się odejść, byłam młoda, nie miałam pracy, a do tego co ludzie powiedzą? Rodzice i bliscy zamiatali pod dywan jego zachowania, to ja byłam najgorsza. W końcu przestał pić, zrozumiał że źle robił, poszedł na leczenie. Tylko teraz to ja mam problemy, a każdy ma mnie gdzieś. Ale wracając do tematu jeśli widzicie że z waszymi związkami nie da się nic zrobić,że partner nie chce się leczyć, nie czekajcie - odejdźcie od niego!
Odejść niestety nie zawsze jest tak łatwo.
Ja zanim rozstałam się z chłopakiem ponad dwa lata się męczyłam, ale w końcu jakoś się udało.
Najlepiej jednak odejść od razu;) im dłuższa niepewność tym gorzej.
asisko lolcia karola bardzo wam współczuję wiem że jaest wam jeszcze trudniej niż mi
asisko sąd tak łatwo nie odbiera matce dziecka
więc maż większą szansę wygrania niż mąż...
A ja hmmm no właśnie.... na razie jesteśmy ze sobą, wizytę u psychologa ma 25.10 widzę że się stara kontroluje to co mówi nie kłóci się..... no jest inaczej.. a to chyba też za sprawą jego mamy bo któregoś wieczoru opowiedziałam jej DOKŁADNIE jak on się zachowuje co robi i mówi i chyba mu się głupio zrobiło jak rodzice na go skrytykowali.. W każdym bądz razie dostał ostatnią szansę i jeżeli podejmie leczenie ,wreszcie będzie mnie traktował jak swoją kobietę będziemy ze sobą jeżeli nie no to cóż przynajmiej będę wiedziała że nie da się go "naprawić "
dziękuję za pomoc wam wszystkim bardzo mi pomogliście ![]()
agatka001 jestem teraz w tym samym położeniu co Ty.
Zapisaliśmy się do psychologa. Mój chłopak bardzo się stara. Niestety ja nie umiem się odnaleźć w tej sytuacji. Proszę pomóżcie bo nie wiem jak mam się teraz zachowywać. Buduję miedzy nami ścianę. Ciężko mi się do niego przytulić a on Tego pragnie. Najgorsze w tej sytuacji jest to, że świadkami ostatnich wybuchów złości mojego chłopaka była moja siostra i jej chłopak. Oni bardzo potępiają teraz mojego chłopaka i naciskają żebym z nim zerwała. Uważają, że nigdy nie powinnam usłyszeć takich słów od niego z czy się zgadzam... Przez ich gadanie mam jeszcze większy mętlik w głowie. Nie wiem czy mam teraz zachowywać się jakbyśmy do siebie wrócili czy jakbyśmy byli w tzw. separacji... Co mam robić, jak wy się odnajdujecie w tej sytuacji.
Zawracam się przede wszystkim do agatka001.
Czekam na odpowiedź
Agatka001 daj znać co u was i czy poszedł do psychologa?
Przetrwałam ten ciężki czas oczekiwania na wizytę u psychologa. To już jutro. Trochę się niepokoje ale cały czas wierzę, że może byc lepiej.
Rozmowa z psycholożką byłą dosyć długa i trudna. Prócz tematu głównego, czyli ostatniego destrukcyjnego zachowania mojego chłopaka po alkoholu wypłynęły jeszcze innego dręczące nas problemy. To, że ostatnio coraz częściej czułam się w związku jak matka a nie partnerka, to, że mój facet nie czuje się przez to męsko, że przez to, że mu matkuję on ucieka do kolegów jak tylko ma okazje.
Były nerwy, były łzy, a później było lekkie oczyszczenie atmosfery.
Wstępnie mój partner na wizycie powiedział, że doszło do niego co zrobił... że sam tego żałuje bardzo i będzie żałował do końca życia, ale że wie, że sam sobie da z tym rade. Pani psycholog powiedziała, że należy dać mu szanse, że albo sam sobie poradzi jak on twierdzi, albo przekona się, że sam nie da sobie rady. Na razie więc terapia jest wstrzymana. Poza tym podczas wizyty wyniknął jeszcze jeden problem, mianowicie to, że nie mieszkamy razem. Mieszkamy blisko bo blok w blok ale nie razem. Planowaliśmy od września zamieszkać razem ale zaczęło się psuć i wystraszyłam się. Pani psycholog powiedziała, że raczej powinno się przeprowadzać terapie par z udziałem par mieszkających ze sobą (nie miałam szczerze mówiąc o tym zielonego pojęci).
Ogólnie psycholożka widziała duży problem w tym, że musiałam matkować i z tego brała się moje frustracja i frustracja mojego chłopaka. Ja sama bardzo tego nie lubię.... Męczy mnie to i czuję się jak mama z synem a nie jak kobieta z mężczyzną. Mój chłopak przyznał, że początkowo podobało mu się moje matkowanie i że przyzwyczaił do tego i siebie i mnie. Teraz też nie chce tego bo to odbiera mu męskości, i czasami pogrywa ze mną jak z matka robiąc mi na złość.
Od wizyty u psycholog bardzo mocno pracujemy nad tym aby tych relacji już nie było. Jest bardzo ciężko bo wchodzi w to nasze przyzwyczajenie ale widzę, że zarówno mój chłopak jak i ja powstrzymujemy się od tego. Warto jeszcze wspomnieć, że przyczyną niemożności osiągnięcia dojrzałości przez mojego chłopaka w dużej mierze jest traktowanie go jak 7letniego chłopca przez jego matkę. I najczęściej to właśnie ona też obsadzała mnie w roli 2-giej matki nie partnerki. Ja dostawałam pieniądze od jego mamy na jego potrzeby tak żebym mogła mu to odpowiednio wydzielać, nie żeby on wszystko wykorzystał jednego dnia....
W tym przypadku i na postępowanie jego mamy należało zwrócić uwagę. Mój chłopak to jak najszybciej uczynił. Pewnie dla jego mamy był to szok i podejrzewam, że jego mama myśli, że mi się w głowie pomieszało i nie troszczę się należycie o swojego "chłopca" ale psycholog powiedziała nam, że to chora sytuacja i że tak nie może być. Więc wszystko zmieniamy na nowe- lepsze.
Jeśli chodzi o jego agresję słowną to Pani psycholog powiedziała, że może on sobie z tym sam poradzić, jeśli bedzie bardzo chciał ale jedyne co jest niepokojące to, to, że wcześniej to zdarzało się w jego rodzinie... Ale czas ma pokazać. Jak jeszcze raz mój chłopak będzie miał napad to musimy się po nim zgłosić znów do psychologa i wtedy juz będzie musiała być przeprowadzana terapia.
Chcę tylko dodać jeszcze, że zrobiło mi się lżej po wizycie u psychologa ale teraz kiedy minęło już trochę czasu wiem, że wszystko zleży od naszej cieżkiej pracy i że samo nic nie przyjdzie.
Dziewczyny pomóżcie mi. Nigdy nie przypuszczałam że będę szukała wsparcia na forum...
Jesteśmy ze sobą 10 miesięcy. Nasza znajomość zaczęła sie od tego ze poznalismy sie na urodzinach wspolnego kolegi, zaraz na drugi dzien wzial moj nr telefonu i zadzwonil. Ale ja nie chcialam z nim byc (duzo o nim slyszalam w przeszlosci). Jestem powazna osoba, mam 24 lata, pracuje itd. I tak do mnie wydzwanial przez 2 miesiace, czasami sie spotkalismy. I stao sie, zaczelismy widywac sie codziennie, spedzac ze soba caly wolny czas. W maju zapalila mi sie pierwszy raz czerwona lampka kiedy nie chcialam z nim rozpoczynac wspolzycia.
Wyznal mi milosc i rzekl "z innymi to juz napewno sie kochalas, a ze mna nie chcesz". Dodam ze bylam dziewica, rozmawialam z nim o tym, mowilam ze nie jestem gotowa. nie uwierzyl. Zbagatelizowalam... Ukladalo nam sie swietnie, ale ciagle bolaly mnie jego slowa. W koncu nadszedl dzien ze w koncu poczulam cos, zaczelo mi cholernie zalezec. Bylo swietnie, i nagle 2 dni temu podczas jego urodzin pod wplywem alkoholu niby w zartach powiedzial do mnie Ty glupia dz** po czym za chwile przeprosil. Juz z nim nie rozmawialam bo z pijanym sie nie dogadasz poszlam spac. Na drugi dzien powiedzial ze nic nie pamieta, zaczal mnie wypytywac jak skonczyla sie impreza itd. Przypomnialam mu o tych slowach stwierdzil ze "napewno by tak nie powiedzial", po czym dodal "a nawet jesli to co ja zrobie". Wszystko mi opadlo. W niedziele poprawiny kumple alkohol. Bylismy u niego, powiedzial ze wychodzi na chwile odprowadzic kumpla i zaraz wroci. Czekalam 2 godziny nie wrocil, nie zadzwonil. Zebralam sie i poszlam do domu. Na drugi dzien zadzwonil i tlumaczyl sie ze mial urwany film i ze zapomnial ze zostalam. nie uslyszalam slowa przepraszam.. Jak powiedzialam zeby mnie nie rozsmieszal to wtedy sie zaczelo "ze zrobil to specjalnie ze msci sie na mnie za to ze pare miesiecy temu latal za mna jak szalony i sie ponizal a ja go wtedy nie chcialam, ze mnie bardzo kochal itd itp". Wczoraj powiedzialam ze to koniec, ze juz nie chce z nim byc bo nie pozwole zeby mnie ktos tak ponizal. On mi na to "to teraz wiesz co ja czulem". Plakalismy oboje, ja dalej przy swoim ze to juz koniec chce sie rozstac bo mu nie wybacze, a on mi na to ze dla mnie zyje, dla mnie pracuje ze bedzie dobrze. Pod wplywem alkoholu i zlosci mowi mi okropne rzeczy ze jak sie rozstaniemy to nie bedzie mial kogo r****, ze musi pic bo na trzezwo go nie pociagam i rozne inne. Boze jak mam sie uwolnic od tego czlowieka!!! Jak byc twarda i nieugieta?! nie wierze ze ludzie sie zmieniaja.........
Wiesz, szczerze to ja Ci współczuje, że jesteś na tyle głupia, by przez te miesiące pozwalać się w ten sposób traktować.
Kochasz go i on Ciebie ? WĄTPIĘ! Jakby facet Cię kochał, nie wyzywał by Cię, nie żądał by od Ciebie współżycia fizycznego mówiąc ?z innymi chciałaś a ze mną nie?, szanował by Cię i co najważniejsze, okazywał by to.
Jeśli nadal tkwisz w tym związku i słuchasz go, to jesteś głupia, jeśli wierzysz w zmiany, to jesteś idiotką.
Faceci (bez urazy panowie bo nie mam nic złego na myśli) są prości, jak im zależy i kochają to okazują to, po prostu.
Twój ?ukochany? ma cię za ?ku*wę? itp. i tak Cię traktuje, co tu się zastanawiać??
Moim zdaniem nie ma sensu po raz setny mu tłumaczyć. Tak jak ktoś wcześniej napisał, jak tak łatwo przychodzi mu wyzywanie się, to nie ma dla Ciebie szacunku, więc nie ma o co walczyć. Znam takie przypadki i powiem Ci tylko, że moje koleżanki będąc długo w relacjach z takimi osobami same na tym ucierpiały psychicznie, więc radzę dla Twojego dobra lepiej go zostaw.
W przypadku jednej z koleżanek właśnie się zaczęło od wyzwisk, a potem były rękoczyny - to tak ku przestrodze.
Osobiście bym nie mogła trwać w takim związku, w złości można powiedzieć wiele przykrych rzeczy, ale nie rzucać takim mięchem.
silent_gnostic nie oceniaj tak latwo i pochopnie mnie ze jestem glupia i idiotka bo ja wiem i widze jak zachowuje sie facet ktory kocha kobieta i odwrotnie..
Problem polega na tym ze zaczelam podejrzewac u niego jakas chorobe, nie wiem nerwica schizofrenia cos w tym stylu. Czasami dziwnie sie zachowuje, raz sie cieszy smieje, ma wysmienity humor innym razem przygnebienie, słowa typu "ja sie zabije". Jedengo dnia usmiechniety wital mnie w dzwiach proponuje rozne atrakcje innego zaczynal plakac i mowic ze on mnie nigdy nie zostawi ale ja napewno odejde. Jakis czas temu kiedy mial isc do sklepu (ma 100m) powiedzial ze boi sie ludzi i nie pojdzie. Kiedy indziej latal co godzina po brakujace produkty. Jak zapytalam o co chodzi to powiedzial "czasami mam takie dni ze sie wszystkiego boje, boje sie ludzi" Nie wiem co o tym myslec, troche slyszalam na temat schizofrenii ze chorzy jednego dnia sa nadopiekunczy i kochajacy a drugiegio potrafia byc okrutni. Ze najwiekszymi wrogami sa najblizsi. Niektore jego zachowania nasuwaja mi mysli ze moze on na to cierpi. Dodam ze jego wujek (brat mamy) choruje na schizofrenie paranoidalna.. ale podobno nie jest to choroba dziedziczna.
Czy byl ktos w podobnej sytuacji?
Hej niunia77.
Nie można powiedzieć, że jeśli Cię nie szanuję to Cię nie kocha! (Wiem to nie ze swojej wiedzy lecz z czerpiąc z wiedzy psychologa u którego ostatnio byłam ze swoim chłopakiem) Po prostu nie został nauczony szacunku tak jak uczy się cierpliwości, punktualności itd. Nie będę jego bronić bo domyślam się jak bardzo cierpisz z powodu jego niemiłych słów (wiem bo tez to jeden raz przeżyłam). Bardzo ciężko jest zmienić takie zachowanie u mężczyzny. My jesteśmy już prawie ponad miesiąc po wizycie u psychologa, jest lepiej ale mimo tego musimy ciągle nad sobą pracować. Boję się że kiedyś może nam sie odechcieć tej walki i ciągłego wysiłku i wszystko się rozpadnie. MImo to mam dużo nadziei, że będzie lepiej. Kończę bo to przecież nie o mnie chodzi. Osobiście uważam, że przede wszystkim musisz podjąć decyzję. Czy chcesz z nim się rozstać a wtedy jego choroby psychiczne czy zaburzenia nie powinny Cię interesować, czy też próbujesz mu pomóc w tym i dajesz mu jeszcze szanse.
Jeśli chciałabyś z nim byc to musisz mu znów pokazać, że potrafisz bez niego żyć, że dajesz sobie świetnie sama rade, że jesteś bardzo zajętą osobą i on musi zabiegać o twój cenny wolny czas. On teraz mówi, że go to bolało ale oni są łowcami i ja wiem tez sama po sobie, że jak miałam mniej wolnego czasu dla mojego chłopaka to on bardziej o ten czas zabiegał a później jak nastały dni luźniejsze i mogłam całe dnie z nim spędzać to uciekał do koleżków jakby to go bardziej cieszyło. Bo jak się domyślam odkąd jak powiedziałaś coś się zmieniło i zaczęło Ci bardzo zależeć zaczęłaś za nim kolokwialnie mówiąc "latać". On wyczuł, że Cię zdobył i przez to też mniej Cię szanuję. Oczywiście nie obwiniam Ciebie broń Boże bo to tylko i wyłącznie jego wina ale faceci wyczuwają słabość kobiety i wtedy przestają się starać i co w konsekwencji prowadzi do braku zainteresowania tą osobą i chęci starania się.
Jeśli zdecydujesz, że nie chcesz z nim być (co by było najbezpieczniejsze dla Ciebie) to po prostu nie zwracaj uwagi na jego wahania emocjonalne, bo jeszcze nie raz przyjdzie do Ciebie i będzie się nad sobą użalał jak to nie może bez Ciebie żyć a później jak nie ulegniesz, zacznie gadać, że to wszystko twoja wina i że ma Cie już w du***. On sobie da rade z tymi problemami.
Dodam tylko jeszcze, że mam w rodzinie osobę, która ma chorobę dwubiegunową i podobnie się zachowuje jak Twój chłopak. Warto po prostu mu wskazać problem a co on dalej z tym zrobi to już jego sprawa.
Przemyśl wszystko na spokojnie i jak podejmiesz decyzję to staraj się jej trzymać a będzie Ci łatwiej.
Dziekuje bielinka za wiadomosc.
Szkoda mi tego czlowieka, widze ze ma problem, zachwiany system wartosci, nie odroznia co jest dobre a co zle. Ze slowami krzywdzi. Wczoraj wyszlam od niego i juz nie mam zamiaru tam wrocic... Ojciec alkoholik zapil sie na smierc jak byl maly, matka pijaczka w domu ciagle tylko alkohol, imprezy, awantury. Przez pare lat mieszkal u babci, od paru mieszka z matka. Czasami pija razem........ To co tam sie dzieje jest masakra. Nic dziwnego ze taki czlowiek nie potrafi odnalezc sie wsrod "normalnych ludzi". Chcialam mu pomoc, chcialam zeby jego zycie stalo sie w koncu normalne, zebysmy byli szczesliwi. Ale niestety jestem za slaba. Uderzylam go wczoraj pare razy, zaluje tego okropnie, nie umiem sobie z tym poradzic. On tego nie pamieta bo byl pijany. Na szczescie mam wspaniala rodzine na ktora moge zawsze liczyc, wiec moze z tego wyjde. Nikomu nie zycze aby znalazl sie w takiej sytuacji, nikomu nie zycze stycznosci z alkoholikiem....