Witam. Zarejestrowałem sie na tym forum, gdzyż stwierdziłem ze tylko Wy Kobiety być moze bedziecie potrfiły mi pomóc.
Na początku roku poznałem swoja dziewczyne, była to impreza, wymarzona sytuacja, ona troszke wypiła, ja jej pomogłem, spedziłem tylko z nia czas do konca i odwiozłem do domu. Nastepne dni to cos niesamowitego, nie potrafiłem przestac o niej myslec, chciałem sie z nia spotkac jak najszybciej.(jak sie okazalo, miala tak samo) Udało sie, po 3-4 dniah spotkalismy sie i spedzilismy ze soba dzien, spowrotrm zdecydowałem sie na szczerośc i powiedziałem co czuje i co sie ze mna dzieje... wieczorem impreza ale niestey nie mogłem odmówic koleżance (ustalilem to z miesiac wczesniej, mam jakies zasady i jak powiedzialem ze pojde to musialem... Moja to zrozumiala), pisałem z nia przez cała impreze, tylko dla niej uwaga i po połnocy zadzowniłem pogadac. W ciagu kilku nastepnych dni stwierdzilismy ze bedziemy sie spotykac, poznałem jej rodziców, odniosłem wrażenie ze sa ze mnie baaardzo zadowoleni. Spotykalismy sie weekendmi bo w tyg szkoła ale kombinowałem tak zeby z nia wracac, chwila ale wystarczała. Z czasem było tylko coraz lepiej, poznawalismy sie coraz lepiej, uważalismy siebie za ideały, co faktycznie można było tak stwierdzić, bo ie było nieporozumien, wszystko staralismy sie wyjasniac na spokojnie, zawsze ja jechałem zeby uspokoic sytuacje.
Po trzech miesiacach a dokładnie w swieta wielkanocne, pierwszy dzien nie mogłem sie z nia widziec, umówiła sie z przyjaciółka ktora ja wyciagneła do klubu, obecalismy sobie ze w takie miejsca nie bedziemy chodzic osobno, przyjaciołka jej nampieszała i pojechały, choc wieczorem napisałem jej ze juz moge sie z nia spotkac ale jak powiedziała ze juz jest u niej to zrozumiałem i nie chciałem robic problemu bo wkoncu swieta a ona woli z przyjaciolka byc.
Nastepnego dnia czyli drugi dzien swiat, bylismy umówieni i mielismy jechac do klubu ale przyjechałem do niej i rodzice jej byli przeciwni
na pozegnanie jej tata powiedział: na Twoim miejscu nie miałbym o czym z nia rozmawiac po wczoraj a Ty ja chcesz jescze dzisiaj zabrac. Ale nie analizowałem tego bo wiedziałem ze chce zeby było dobrze, ze ogarne sie i nie bedziemy rezygnowac z planów.
Po tym przez ok miesiac bylo srednio ale generalnie dobrze, starałem sie nie wracac do tamtego, ale niestety teraz dochodze do wniosków ze straciłem do niej zaufanie wtedy
.
Pożniej niestety zaczeły sie kłotnie, o pierdoły, czesto przesadzałem niestety ale cos mnie nakrecało, myślałem ze nie mysli o mnie i dlatego czasami cos zrobi tylko i wylacznie dla siebie.
Po pewnym czasie udało sie uspokoic sytuacje i minał ten okres, az pewnego dnia pokocilismy sie jeszcze gorzej, była to dosc dziwna sytuacja ale moim zdaniem miałem racje...
Pryjechała do mnie zeby wyjasnic wszystko, ale ja nie bardzo widziałem szanse na to, pomagała mojej mamie, ja z nimi ale nie gadalismy ze soba. Dostałem tel ze jest impreza i mam wpadać z dziewczyna, to mnie ostatecznie ogarneło, udało sie, spedzilismy ze soba swietny wieczor i noc, ale niestey okazało sie wtedy ze mówila rodzicom co robie, jak sie zachowuje, co mówie i byli na mnie mega wsciekli
pojechałem, porozmawiałem z nimi, udało sie załagodzic sytuacje, z czasem wrócił normany kontakt z nimi....
Mineło nasze poł roku, pojechałem zrobic jej niespodzianke z kwiatami, czekoladkami, spedzilismy ze soba popołudnie, było swietnie.
Pozniej niestety znów zaczeło sie sypac
znów zacząlem sie strasznie zachowywac, az pewnego wieczoru przesadziłem i jej rodzice zauwazyli w jakim jest stanie niestety powiedziała im co narozrabiałem a obiecała ze nie bedzie z nimi rozmawiac na nasze tematy.
Od tamtej pory jej rodzice nie chca mnie znac
powiedzieli ze nie beda mnie tolerowac, nie zaakceptuja nas itd.
Mielismy miesiac przerwy, nie widywalismy sie, ale kontakt smsowy został. Po pewnym czasie zaczelismy sie widywac, jedno spotkanie, potem drugie az zaczeło sie robic nie tyle co dawniej ale nawet jeszcze lepiej. Jej rodzice nic o nas nie wiedzieli bo nie spotykalismy sie u niej tylko najwyzej u mnie albo gdzies. Niestey ta sytuacja nie sprawiła ze poczułem sie pewnie, zaczałem znów przesadzac i zachowywac sie strasznie
Ona tego juz nie wytrzymała i nie moze uwierzyc ze bedzie kiedykolwiek dobrze, pewnego wieczoru jej rodzice poruszyli nasz temat ze wiedza ze sie spotykamy itd, niestety nie potrafiła juz walczyc o nas, przekonywac ich ze jest lepiej....
baaardzo ją Kocham i jestem wstanie zrobic wszysto zeby było dobrze, zalezy mi na niej i nie wyobrazam sobie kogos innego, bede czekał ile bedzie trzeba, mam cicha nadzieje ze jak minie rok odkad sie poznalismy to to ja w jakis sposob przekona ze moze byc dobrze ale do tego czasu jeszcze 3 miesiace i nie chce zebysmy sie oddalili od siebie jeszcze bardziej ![]()
Jak z nia rozmawiam to zapewnia mnie ze mnie Kocha, nie chce konczyc ani nic...
Prosze o pomoc, z góry dziekuje, pozdrawiam
1 2015-10-01 08:42:39 Ostatnio edytowany przez milosny12321 (2015-10-01 12:44:29)
Witam. Zarejestrowałem sie na tym forum, gdzyż stwierdziłem ze tylko Wy Kobiety być moze bedziecie potrfiły mi pomóc.
Na początku roku poznałem swoja dziewczyne, była to impreza, wymarzona sytuacja, ona troszke wypiła, ja jej pomogłem, spedziłem tylko z nia czas do konca i odwiozłem do domu. Nastepne dni to cos niesamowitego, nie potrafiłem przestac o niej myslec, chciałem sie z nia spotkac jak najszybciej. Udało sie, po 3-4 dniah spotkalismy sie i spedzilismy ze soba dzien, spowrotrm zdecydowałem sie na szczerośc i powiedziałem co czuje i co sie ze mna dzieje... wieczorem impreza ale niestey nie mogłem odmówic koleżance, musiałem isc, pisałem z nia przez cała impreze, tylko dla niej uwaga i po połnocy zadzowniłem pogadac. W ciagu kilku nastepnych dni stwierdzilismy ze bedziemy sie spotykac, poznałem jej rodziców, odniosłem wrażenie ze sa ze mnie baaardzo zadowoleni. Spotykalismy sie weekendmi bo w tyg szkoła ale kombinowałem tak zeby z nia wracac, chwila ale wystarczała. Z czasem było tylko coraz lepiej, poznawalismy sie coraz lepiej, uważalismy siebie za ideały, co faktycznie można było tak stwierdzić, bo ie było nieporozumien, wszystko staralismy sie wyjasniac na spokojnie, zawsze ja jechałem zeby uspokoic sytuacje.
Po trzech miesiacach a dokładnie w swieta wielkanocne, pierwszy dzien nie mogłem sie z nia widziec, umówiła sie z przyjaciółka ktora ja wyciagneła do klubu, obecalismy sobie ze w takie miejsca nie bedziemy chodzic osobno, przyjaciołka jej nampieszała i pojechały, choc wieczorem napisałem jej ze juz moge sie z nia spotkac ale jak powiedziała ze juz jest u niej to zrozumiałem i nie chciałem robic problemu bo wkoncu swieta a ona woli z przyjaciolka byc.
Nastepnego dnia czyli drugi dzien swiat, bylismy umówieni i mielismy jechac do klubu ale przyjechałem do niej i rodzice jej byli przeciwnina pozegnanie jej tata powiedział: na Twoim miejscu nie miałbym o czym z nia rozmawiac po wczoraj a Ty ja chcesz jescze dzisiaj zabrac. Ale nie analizowałem tego bo wiedziałem ze chce zeby było dobrze, ze ogarne sie i nie bedziemy rezygnowac z planów.
Po tym przez ok miesiac bylo srednio ale generalnie dobrze, starałem sie nie wracac do tamtego, ale niestety teraz dochodze do wniosków ze straciłem do nie zaufanie wtedy.
Pożniej niestety zaczeły sie kłotnie, o pierdoły, czesto przesadzałem niestety ale cos mnie nakrecało, myślałem ze nie mysli o mnie i dlatego czasami cos zrobi tylko i wylacznie dla siebie.
Po pewnym czasie udało sie uspokoic sytuacje i minał ten okres, az pewnego dnia pokocilismy sie jeszcze gorzej, była to dosc dziwna sytuacja ale moim zdaniem miałem racje...
Pryjechała do mnie zeby wyjasnic wszystko, ale ja nie bardzo widziałem szanse na to, pomagała mojej mamie, ja z nimi ale nie gadalismy ze soba. Dostałem tel ze jest impreza i mam wpadać z dziewczyna, to mnie ostatecznie ogarneło, udało sie, spedzilismy ze soba swietny wieczor i noc, ale niestey okazało sie wtedy ze mówila rodzicom co robie, jak sie zachowuje, co mówie i byli na mnie mega wscieklipojechałem, porozmawiałem z nimi, udało sie załagodzic sytuacje, z czasem wrócił normany kontakt z nimi....
Mineło poł roku, pojechałem zrobic jej niespodzianke z kwiatami, czekoladkami, spedzilismy ze soba popołudnie, było swietnie.
Pozniej niestety znów zaczeło sie sypacznów zacząlem sie strasznie zachowywac, az pewnego wieczoru przesadziłem i jej rodzice zauwazyli w jakim jest stanie niestey powiedziała im co narozrabiałem a obiecała ze nie bedzie z nimi rozmawiac na nasze tematy.
Od tamtej pory jej rodzice nie chca mnie znacpowiedzieli ze nie beda mnie tolerowac, nie zaakceptuja nas itd.
Mielismy miesiac przerwy, nie widywalismy sie, ale kontakt smsowy został. Po pewnym czasie zaczelismy sie widywac, jedno spotkanie, potem drugie az zaczeło sie robic nie tyle co dawniej ale nawet jeszcze lepiej. Jej rodzice nic o nas nie wiedzieli bo nie spotykalismy sie u niej tylko najwyzej u mnie albo gdzies. Niestey ta sytuacja nie sprawiła ze poczułem sie pewnie, zaczałem znów przesadzac i zachowywac sie strasznieOna tego juz nie wytrzymała i nie moze uwierzyc ze bedzie kiedykolwiek dobrze, pewnego wieczoru jej rodzice poruszyli nasz temat ze wiedza ze sie spotykamy itd, niestety nie ptrafiła juz walczyc o nas, przekonywac ich ze jest lepiej....
baaardzo ją Kocham i jestem wstanie zrobic wszysto zeby było dobrze, zalezy mi na niej i nie wyobrazam sobie kogos innego, bede czekał ile bedzie trzeba, mam cicha nadzieje ze jak minie rok odkad sie poznalismy to to ja w jakis sposob przekona ze moze byc dobrze ale do tego czasu jeszcze 3 miesiace i nie chce zebysmy sie oddalili od siebie jeszcze bardziej
Prosze o pomoc, z góry dziekuje, pozdrawiam
Facet, to nie z rodzicami masz de facto problem, tylko z twoją dziewczyną. Jesteś jej niepewny, bo ona nie jest zaangażowana, tak jakbyś tego oczekiwał. Jesteś bardzo naiwny..., na co ty chcesz czekać? A rodzice.., oni widzą, że nic z tego nie będzie, dlatego woleliby, żeby to się szybciej skończyło (lepiej dla ich córki).
3 2015-10-01 11:33:36 Ostatnio edytowany przez milosny12321 (2015-10-01 12:47:44)
Z rodzicami jest taki problem ze nie sa nam przychylni... Wlasnie ona zaczela sie angazowac coraz bardziej, mnie tylko blokowali jej rodzice i przez to znowu zaczalem chrzanic
byc moze i jestem naiwny, ale cholernie ja Kocham, tylko chce zeby wssystko sie ulozylo z dwoch stron...
Oni napewno jej mowili nie raz ze najlepiej zeby to skonczyc ale jednak przez ten czas jednak jej rodzice widzieli ze piszemy, gadamy, nic zlego nie mowili, gdy sie dowiedzieli jak czesto i ze ona im nie mowila (czasem klamala niestety) to sie zdenerwowali jeszcze bardziej... Glownie podsumowujac to ja zaczynam chrzanic sytuacje, klotniami np.. Ona nie potrafi powiedziec rodzicom o nas i kolko sie zamyka...
Zaskoczony jesteś? Zachowywałeś się strasznie, przesadzałeś, czułeś się zbyt pewnie.... Czego oczekujesz, oklasków? Sam to spep***łeś, swoim nieodpowiednim zachowaniem. Po za tym piszesz o szkole, więc jesteście jeszcze bardzo młodzi i nie ma co robić sobie planów na daleką przyszłość, bo jeszcze wiele przed wami i nowych znajomości, i innych związków. Wyciągnij wnioski ze swojego zachowania na przyszłość. Jak jej rodzice się dowiedzą o was będzie niezły dym. Tobie pozstają tylko przeprosiny i kryształowe zachowanie w stosunku do ich córki.
5 2015-10-01 14:04:46 Ostatnio edytowany przez milosny12321 (2015-10-01 14:13:07)
Szkole mialem na mysli studia... Nie oczekuje zadnych oklaskow bo wiem doskonale ze ja to zawalilem
nie mowie ze z jej strony bylo wszystko ok ale jednak ja do tego wsystkiego doprowadzilem....
Wiem doskonale ze rodzicom nie da sie juz jic wmowic, musza zauwazyc zmiany, ale musza miec do tego okazje...
Gdybym nie myslal o niej powaznie to po pierwszych klotniach, (z jej strony glownie) zrezygnowalbym, ale jednak tego nie zrobilem. Roznica jest taka ze co by sie z nami nie dzialo to swoim nic nie mowilem a pytali mnostwo razy, ona zrobila odwrotnie niestety ![]()
Naprawde nie wiem co robic bo gdy spotykalismy sie choc rqz, dwa w tyg to bylo wszystko ok, zaczal sie taki okres ze nie mozemy, tzn rodzice by sie dowiedzieli....
6 2015-10-02 14:47:48 Ostatnio edytowany przez milosny12321 (2015-10-02 16:09:03)
Najgorsze jest to ze zle momenty (ktorrych bylo mniej) biora gore w jej mysleniu... Mowi ze mnie Kocha, nie chce rezygnowac ale czasami zaxzyna analizowac i jest problem...
Nie wiem co mam zrobic zeby zauwazyla zmiany (wiem, wiem ludzie aie nie zmieniaja ale dla Niej jestem wstanie zrobic wszystko)
Moze potrzeba jeszcze wiecej czasu? Moze zbyt nachalny jestem? Juz sam nie wiem ![]()
Wlasnie doszlo do tego czego sobie nigdy nie wobrazalem
moja luba chce przerwy, jest pewna swoich uczuc ale chce ustabilizowac sytuacje... Mozemy miec kontakt tylko smsowy i to raz dziennie (pewnie wieczorem), brak spotkan... Co bedzie trudne bo w weekendy mamy kursy doksztalcajace na jeden chodzimy razem. Nawet jak bylo najgorzej w lipcu to nie wobrazalismy sobie zeby nawet nie pisac
teraz nie wiem co myslec, wczoraj zaczrla studia, byla na integracji, byc mozr kogos poznala? Juz sam nie wiem co robic
wiem ze bedzie to dla mnie trudne do wytrzymania aledla Niej zrobie wszystko...
7 2015-10-03 02:46:22 Ostatnio edytowany przez bela4444 (2015-10-03 02:47:23)
Zrobiłbyś wszystko dla niej? Naprawdę? Niby co????
Zmieniłbyś się ?
To zrób to i wszystko będzie okay.
Oczywiscie ze tak, nigdy nie bylem taki jak przez ten okres czasu...
Jednak po kilku godzinach nie wytrzymala i sama napisala... Zaskoczylo mnie to.
Gdyby to bylo takie proste... To nie jest osoba ktora uwierzy na slowo, albo da sie prxekonac slowem przepraszam z kwiatkami, dlatego miedxy innymi tak cholernie ja Kocham, chce zeby tylko dala mi szanse zauwazenia zmian i se moze byc wszystko dobrze miedzy nami
Dostawałeś ostrzeżenia, a mimo to dalej zachowywałeś się źle. Ty to spieprzyłeś.
Nie będzie kolejnej szansy. Jej rodzice NIGDY Cię nie zaakceptują, a ona sama już nie wierzy, że kiedykolwiek się zmienisz.
Wyciągnij z tego wnioski na przyszłość - bo z tego związku już nic nie będzie.
Młody jesteś jeszcze, ogarnij się, zanim przywykniesz do swoich złych nawyków.
Kazdy mi to powtarza ze z tego nic nie bedzie ![]()
Ona mowi ze nie wierzy a gdy sie spotkamy to mowi ze chce zeby bylo dobrze, ze mnie Kocha, ze nie chce konczyc... Musi sobie poukladac sobie wszystko w glowie, wiem ze od samego poczatku nie bylem dla niej byle jakim chlopakiem.... Wiem ze ja to spiepszylem i mam nadzieje ze uda mi sie to naprawic.
Problem polega na tym ze nie wyobrazam sobie nikogo innego i wyciagne wnioski na przyszlosc, to pewne.
Przez ten okres czasu odpowiedzialem sobie na jedno pytanie, czego chce najbardziej... Uswiadomilem sobie ze tylko na jej szczesciu mi zalezy, nie wazne co ja, wazne co ona...
Nawet jeśli ona zdecyduje dać Ci kolejną szansę, to u jej rodziców jesteś spalony. To źle rokuje na przyszłość.
Normalne, że ona ceni ich zdanie - to jej rodzice w końcu.
Ja też bym przestrzegła córkę przed związkiem z osobą, która nie uczy się na błędach i nie szanuje szans, które dostaje.
Mam nadzieje ze to nastapi... Zrobie wszystko zeby tej szansy nie zmarnowac. A rodzice... Coz licze sie z tym ze dluuugo nie bede mnie tolerowac, albo nawet nigdy, ale udowodnie im ze przez pierwsze miesiace nie mylili sie co do mnie...
Nie rozumiem co takiego niby schrzaniłeś? Że się nie mogłeś z nią spotkać w święta?
Swieta to ona schrzanila, mowila mi ze jak nie mozemy sie widziec to rozumie i nigdzie nie jedzie ani nic bo w drugi dzien mozemy i ustalalismy wczesniej... Pojechala z przyjaciolka, pomimo obietnic, jeszcze pierwsze dowiedzialem sie od jej przyjaciolki ze pojechaly...
Od tamtego okresu, zaczalem ja traktowac zle, jak zrobila jaka glupote, np nie odbierala tel przez 2-3h tp juz problem bo nie wiem co sie z nia dzieje itd, jakies urojenia... Bardzo zle, zanim sie z tym uporalem i teraz zaufalem jej znowu i potrafie traktowac jak na poczatku to ona przemyslala wszystko i jest zle ![]()
Jest rewolucja... Minal tydzien, praktycznie sie nie widzielismy, kontakt baaardzo ograniczony, zero rozmow itd... nagle spotykamy sie dzisiaj, ja wychodze z zajec, ona zaczyna doslownie 5 min, odmieniona, bardzo dobry humor, dawno tak nie miala, widax ze zle o nas nie mysli ani nic, poprostu szczesliwa jak kiedys.... Tylko oczywiascie ja jestem glupi i juz podejrzenia, wiem ze to jej pierwszy tydzien na studiach, poznala duzo kolezanek i paru kolegow, odazu nasuwa mi sie mysl ze poznala kogos i z jakim chloakiem ma kontakt
sama mi sie przynala ze duzo osob do niej pisze, wiekszosc nic nie ogarnia a moja jak zawsze odnajduje sie we wszystkim i kazdemu chce pomoc. Oczywiscie jej nie powiedzialem nic, wole poczekac wybadac sprawe bo jak sie okaze ze znowu pochopne wnioski wyciagam to wszystko wroci i nie bedzie miala zaufania do mnie
co radzicie?
Ohh...W jaki zły i straszny sposób się Ty zachowywałeś? Nie za bardzo wszystkiego rozumiem...
Wszystko zaczelo sie od tej imprezy w swieta, gdzie pojechala z przyjaciolka, chodz bylismy umowieni nastepnego dnia ze napewno ja zabiore i ze sobie daruje wtedy...
Po tym co by nie zrobila to wszystko bylo zle, np. nie odbierala tel kilka godx to odrazu klotnia, odwolala spotkanie, odrazu ze specjalnir, pojechala gdzies odrazu urojenia ze nie wiadomo co robi... Poprostu naduzyla mojego zaufania a gdy ja sie juz z tym uporalem i moge normalnie ja trkatowac to zrobilem zbyt duzo i ma watpliwosci... Teraz mielismy troszeczke przerwy, w weekend bylo cudownie, tak jak dswniej ale dzisiaj znowu mowi ze jej sie wszystko przypomina i ze "mam problrm sama ze soba, nie pogadamy, przepraszam" albo sie ona mna bawi albo juz nie wiem
w weekend nie wygladalo to tak jakby bylo zle, wrecz przeciwnie bylo cudownie