Piszę tutaj bo nie wiem jak rozwiązać ten problem, może Wy coś podpowiecie.
Otóż wraz z narzeczonym mieszkamy w jednym domu z jego rodzicami. Przeprowadziłam się tam już z jakieś 6 lat temu. Początkowo mój przyszły teściu był "normalny" - ogólnie jest to skromny człowiek, nawet dość nieśmiały, wierzący, sympatyczny. Teraz po latach wiem, że on po prostu skrywał swoje prawdziwe oblicze ze względu na mnie. Ale im dłużej tam jestem, a jestem już przecież częścią ich rodziny, to jest coraz gorzej. Albo po prostu zawsze tak było, tylko przez pare lat teściu krył negatywne emocje ze względu na nową osobę w domu?
W każdym razie problem mamy ogromny, cierpimy na tym my, a najbardziej teściowa.
Moja teściowa jest fajną kobietą, miła, pomocna, ma dobre serce. Teraz nie pracuje i w zasadzie stara się codziennie gotować, pomagać. Na pierwszy rzut oka ich małżeństwo wygląda normalnie. Niestety, teściu jest bardzo nerwowym, wybuchowym człowiekiem. Strasznie kłóci się z teściową. Właściwie zaczyna się od niczego - nagle coś strzeli mu do głowy i zaczyna teściową wyzywać, że jest nierobem, że nic nie robi w domu, że udaje chorobę, (jest na rencie), że ziemniaki są przesolone, że pieczonki to on by zrobił lepiej - no długo by wymieniać! I są to kłótnie na tyle poważne, że teściu podnosi ręke na teściową, rzuca w nią różnymi przedmiotami, wyzywa od najgorszych, a wygląda przy tym jak rozjuszony byk, cały się trzęsie z nerwów. I niestety sytuacja powtarza się praktycznie co tydzień. Odzywają się 2 tygodnie, potem 2 tygodnie nie. Teściowa nie może sobie z tym poradzić, narzeczony wiele razy interweniował, szarpał się z własnym ojcem, by nie pozwolić, aby podniósł rękę na teściową. Najgorsze jest to że teściu nie widzi swojej winy! Potem do nikogo się nie odzywa, uważa że to on jest ofiarą! Siedzi sam, sam sobie gotuje, jemu tak po prostu wygodnie. A teściowa cierpi. Czasami po kłótni ucieka do swojej matki, czasami przychodzi do nas na piętro. Ale tak przecież nie da się żyć! Ona ciągle jest na wygnaniu, jest poniżana przez teścia, nie doceniana, teściu nawet groził jej rozwodem, bo przecież ona taka zła i niedobra, zabronił jej nawet jezdzic do własnej matki. To jest chore. Nie da się z nim rozmawiać, on nie widzi problemu.
A teściowa? Po jakimś czasie wraca do domu, zaczynają się odzywać, ale co z tego jak potem znów jest to samo? Sprawa jest na tyle poważna, że wydaje mi się, że teściowa cierpi na depresje - często żali się, że nie chce jej się żyć, że nie chce jej się wstawać rano, czasem płacze, często też zapomina prostych rzeczy, czynności... Zasugerowałam by przy kłótni zadzwoniła na policję, powiedziała że wstydzi się sąsiadów... Ma w nas oparcie, ma oparcie w swojej matce, ale co z tego, skoro ona powinna być przy mężu, aby mąż o nią dbał, aby ona w ogóle w spokoju mogła mieszkać we własnym domu! Szczerze? Nie wiem co robić... Próbować z nim rozmawiać? Godzić ich na siłę? Czy może lepiej by było, gdyby faktycznie zamieszkali osobno, nie żyli razem? Nie wiem. Teściu nie tylko niszczy życie teściowej, ale i nam - zamiast żyć w normalnej, szczęśliwej rodzinie, to ciągle jesteśmy rozdarci między nim a nią. Bronimy zawsze teściowej, ale wtedy to my jesteśmy źli, bo stoimy po jej stronie... doradzcie co robić bo ja nie mam już pomysłu
Podobne tematy
Kolejny żałosny przemocowiec, który musi sobie koniecznie ulać kosztem kogoś i na koniec jeszcze zwali na niego winę za to co sam zrobił.
Niestety, decyzję o ewentualnym odejściu teściowa musi podjąć sama, a tego typu relacje mają to do siebie, że pomimo całej toksyczności, mocno uzależniają ofiarę. Kupcie jej książkę "Moje dwie głowy"i/ albo "Toksyczne słowa".
Przy następnej awanturze Ty, albo Twój mąż zadzwońcie na policję, w końcu Wasz spokój też zostaje naruszony.
Możecie też nagrać teścia na komórkę czy kamerę, z dwóch powodów: żeby był dowód na takie jego zachowania, oraz żeby mu to puścić kiedy będzie spokojniejszy, niech zobaczy jak wygląda, niech usłyszy co i jak mówi (krzyczy).
Pomysł z książką dobry, ale rzeczywiście to ona musi coś z tym zrobić. Jak będziesz się wtrącała to jeszcze teść na tobie też będzie się wyżywał. Nie chciałabym mieszkać w takim domu.
Pomysł z książką dobry, ale rzeczywiście to ona musi coś z tym zrobić. Jak będziesz się wtrącała to jeszcze teść na tobie też będzie się wyżywał. Nie chciałabym mieszkać w takim domu.
Tu nie czas na lektury przy kawie.
Pora wezwać policje i zamknąć dziada.
Powtarzać codzien skrzywdził cie i nas.
Nie puszczać samej na widzenia żeby się nie złamała.
Książkę dac jak dziada zamkną.
Przy nastepnej awanturze nagrajcie go, a jak jeszcze raz uderzy tesciowa i zagrozi rozwodem to pokazcie mu nagranie i uswiadomcie, ze macie dowody na przemoc i wszyscy bedziecie swiadczyc przeciwko niemu i jak chce, to niech sklada pozew i sie pakuje, bo wiecej niz na jedna walizke nie ma co liczyc po wyroku.
Wyprowadzić się?
1.Wyprowadzić się
2.Waszym obowiązkiem jest zareagować na PRZEMOC - czyli zadzwonić po policję, bo drugiemu człowiekowi dzieje się krzywda
3.Jeśli zauważyłaś u teściowej objawy mogące świadczyć o depresji, również należy jej pomóc. Porozmawiać o tym, zasugerować wizytę u lekarza, być przy niej i okazać że nie jest sama.
1.Wyprowadzić się
2.Waszym obowiązkiem jest zareagować na PRZEMOC - czyli zadzwonić po policję, bo drugiemu człowiekowi dzieje się krzywda
3.Jeśli zauważyłaś u teściowej objawy mogące świadczyć o depresji, również należy jej pomóc. Porozmawiać o tym, zasugerować wizytę u lekarza, być przy niej i okazać że nie jest sama.
No nie wiem
Gdybym za każdym razem dzwonił na Policję, kiedy są awantury u sąsiadów to już dawno sam chodziłbym w gipsie.
A wyprowadzka spowoduje, że tesc przestanie byc agresywny?
Ja na miejscu narzeczonego bym mu ostro wpierdo***. Może wydawać się wam to dziwne, ale czasami nie ma innej możliwości. Jakby on by podniósł ręke na moją matkę, a ja bym to widział to bym po prostu nie wytrzymał. Raz że matka, a dwa przecież trzeba ją obronić.
11 2015-09-15 11:00:44 Ostatnio edytowany przez georgino (2015-09-15 11:01:07)
Trzeba załatwić gnidę w jakiś normalny, cywilizowany sposób, a nie pozwolić mu dalej siać terror. Jeśli policja będzie jedynym wyjściem to nie zważać na sąsiadów tylko wzywać. Może dojść do tragedii a na co to komu. Druga rzecz to trzeba pomyśleć o wyprowadzce, tyle, że pierw należy poukładać sprawy z teściem. I przydałoby się solidnie to zrobić, nawet nastraszyć dziada, ale podjąć wobec niego radykalne kroki.
He, he siewcy nienawiści. I w czym bylibiście w takim razie lepsi od krewkiego teścia skoro uciekalibiście się do przemocy, czyli robilibyście dokładnie to co on? Bo racja usprawiedliwia przemoc? Bo uważacie, że to wy macie racje? Możę wszystkie sprawy załatwiajmy w ten sposób? Bo inny sposób rozwiązania problemu przerasta? Żęnada.
Ale jakoś nikt się nie zastanawia nad przyczynami takiego zachowania, które może być np. spowodowane mieszkaniem z upierdliwymi dziecmi wtrącającymi się do wszystkiego, jakimiś problemami psychicznymi, itp. Bo jeśli przyczynan ie zostanie usunięta to zachowanie będzie się powtarzać. Trochę nie rozumiem. Syn interweniował to dlaczego z ojcem nie porozmawiaj i nie postawił warunków, wymogów określonego zachowania wobec konsekwnencji prawnych? Przecież tolernacja jakiegoś zachowania tylko je pogłębia?
13 2015-09-15 14:27:00 Ostatnio edytowany przez georgino (2015-09-15 14:27:46)
Nie rozumiem Cię maniek, narzeczony interweniował, a więc pewnie rozmawiał, dyskutował, przedstawiał argumenty(podobnie pewnie jak żona agresora) itp. a do teścia jak widać nic nie docierało. Ten z relacji autorki nawet nie starał się podjąć próby złagodzenia konfliktu i znalezienia rozwiązania. W dodatku nie potrafił się powstrzymać i "musiał" podnieść rękę na słabszą od siebie istotę. Normalny człowiek w ostateczności odchodzi, a nie ucieka się do przemocy. Jeżeli było mu źle z upierdliwymi dziećmi - bądź problemami psychicznymi - to powinien poprosić o pomoc(odrobina empatii na Boga).
Ten człowiek jest tak bardzo przyzwyczajony do życia, gdzie maltretuje innych i uważa się za "Boga". Nie szanuje ludzi i myśli, że mu wszystko wolno.
Jego należałoby posłać na przymusowe leczenie, gdzie "uspokoiliby" jego złą stronę charakteru.
He, he siewcy nienawiści. I w czym bylibiście w takim razie lepsi od krewkiego teścia skoro uciekalibiście się do przemocy, czyli robilibyście dokładnie to co on? Bo racja usprawiedliwia przemoc? Bo uważacie, że to wy macie racje? Możę wszystkie sprawy załatwiajmy w ten sposób? Bo inny sposób rozwiązania problemu przerasta? Żęnada.
Ale jakoś nikt się nie zastanawia nad przyczynami takiego zachowania, które może być np. spowodowane mieszkaniem z upierdliwymi dziecmi wtrącającymi się do wszystkiego, jakimiś problemami psychicznymi, itp. Bo jeśli przyczynan ie zostanie usunięta to zachowanie będzie się powtarzać. Trochę nie rozumiem. Syn interweniował to dlaczego z ojcem nie porozmawiaj i nie postawił warunków, wymogów określonego zachowania wobec konsekwnencji prawnych? Przecież tolernacja jakiegoś zachowania tylko je pogłębia?
Mi nie chodziło o to, żeby pójść i spuścić wpierdziel ot tak. Tylko stanąć w obronie.
15 2015-09-15 20:13:28 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2015-09-15 21:44:25)
...
16 2015-09-15 20:17:26 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2015-09-15 23:16:40)
Ale jakoś nikt się nie zastanawia nad przyczynami takiego zachowania, które może być np. spowodowane mieszkaniem z upierdliwymi dziecmi wtrącającymi się do wszystkiego, jakimiś problemami psychicznymi, itp. Bo jeśli przyczynan ie zostanie usunięta to zachowanie będzie się powtarzać.
Fajnie Ci, że nigdy nie miałeś styczności z przemocowcem, zazdroszczę niewiedzy.
Synowie często właśnie w taki sposób muszą bronić matek, na niektórych ,,mądre gadanie" nie działa:( Najlepiej winę zwalić na innych, na zaburzenia psychiczne i nie brać odpowiedzialności za własne zachowanie.
Oczywiscie, ze tu zadne przemawianie do "rozumu" czy "sumienia" agresora nie pomoze, bo tam ani tego rozumu ani sumienia nie ma. Nie ma ani empatii ani zdolnosci do samorefleksji. A bez tego zadne rozmowy nie pomoga.
Nie pomoze tez zadna analiza, dlaczego on robi tak a nie inaczej, zreszta jest to w sytuacji, gdy on uzywa przemocy, kompletnie nie na miejscu.
Pierwsza i najwazniejsza czynnoscia i obowiazkiem reszty rodziny powinno byc uniemozliwienie mu tego!
Jedyne co moze byc skuteczne, to postawic mu wyrazne granice, ktorych nie ma wazyc sie przekraczac.
Rada z nagraniem tego co wyprawia jest dobra, tylko jak to ma byc wykonane? Stac obok i nagrywac, jak tesc bije tesciowa, pozwalajac mu na to spokojnie?
Policja jak najbardziej, tylko moze sie okazac, ze tesciowa jak przyjdzie co do czego, to powie ze nic sie nie stalo. Tak to jest z ofiarami przemocy.
Mimo to ja tez bym wezwala, trzeba dziada nastraszyc, a w miedzyczasie narzeczony z pomoca, jesli mozna ja zorganizowac powinien po prostu sila zatrzymac tego drania. Tu nic innego nie pomoze.
Swoja droga tesciowej przydaloby sie troche uswiadomienia, ze sama na to pozwala.
A jak tesc grozi rozwodem, to byloby to najlepsze rozwiazanie, a nie zadna grozba.
Nie rozumiem jak niby mąż może ją kochać skoro wciągnął ją do takiego domu...
Nie wyprowadzka nie zahamuje agresji teścia, ale ja np. nie muszę na nią patrzeć i jej tolerować. I uciekłabym z tego piekła. Teściowej siłą nie zabiorą, jej wybór. A jeśli dzieje się krzywda i my nie możemy pomóc, to trzeba wezwać policję. Ja byłam świadkiem jak moja bliska osoba uderzyła drugą bliską i się awanturowała i zapamiętam to do końca życia. Gdybyśmy nie wezwali policji różnie mogłoby się to skończyć - na pewno większym pobiciem.