witam. jestem tutaj nowa. założyłam konto bo już nie mogę dusić w sobie tego co przeżywam..może chociaż tutaj znajdę jakoś pomoc..
jestem z moim mężem od 3 lat. kiedy braliśmy ślub ja miałam 21 lat, on 24. wszystko wydawało się proste i kolorowe. wszystko dobrze się układało, znaleźliśmy sobie dom, co prawda bardzo mały ale nasz własny, mamy się z czego utrzymać, mój mąż jest nauczycielem, ja maluję i sprzedaję obrazy.
wszystko zmieniło się rok po ślubie. mój mąż zaczął pić, nałogowo. wcześniej też mu się zdarzało, ale nie tak często jak teraz, po prostu mieściło się to w granicach normy.niedługo potem zaczęliśmy mieć kłopoty finansowe, gdyż mojemu mężowi obcięli pensje i wysłali na przymusowy urlop, za to, że zaczął przychodzić pijany do pracy. stał się wtedy bardzo nerwowy, prawie przestaliśmy ze sobą rozmawiać. starałam się to naprawić, porozmawiać z nim, ale on zawsze wtedy zaczynał krzyczeć, że to wszystko to moja wina, że go denerwuję. wpadałam wtedy w płacz, jestem wrażliwa, i wtedy darł się jeszcze bardziej. później mnie przepraszał,nawet ze łzami w oczach, przynosił kwiaty, a ja mu wybaczałam.
kiedy wrócił do pracy wszyscy szeptali za jego plecami, więc sam się zwolnił i zaczął dorabiać w sklepie, później w pralni...pieniędzy było coraz mniej, przestało nam wystarczać na rachunki. znalazłam wtedy pracę w bibliotece.
między nami nie było za ciekawie, coraz częściej mieliśmy ciche dni. mój mąż zrobił się dziwnie smutny, przygnębiony, chociaż zwykle był bardzo wesoły i pozytywnie nastawiony do życia. pomyślałam, że zrobię mu niespodziankę w rocznicę naszego ślubu. przygotowałam kolację, kupiłam mu prezent. Założyłam jego ulubioną sukienkę i czekałam aż wróci z pracy. myślałam, że się ucieszy, ale kiedy wrócił powiedział tylko 'co to za cyrk'... Próbowałam jakoś uratować sytuację, namawiałam żebyśmy zjedli tą kolację, dałam mu prezent. Kupiłam mu zegarek na rękę, już od dawna taki chciał, ale kiedy go zobaczył wściekł się i zaczął krzyczeć że niepotrzebnie wydałam pieniądze. nie wytrzymałam, rozpłakałam się, wtedy jeszcze bardziej się zdenerwował i uderzył mnie w twarz. później jak zwykle przepraszał, kolejnego dnia kupił kwiaty, powiedział, że zrobimy sobie 'nasze małe święto'. spędziliśmy cały dzień razem i było tak jak dawniej, nie krzyczał, nie denerwował się, znów czułam że mnie kocha. od tego czasu nasze relacje nieco się poprawiły, przez kilka miesięcy było bardzo dobrze.
później jednak mój mąż znów wrócił do picia. zaczęły się awantury o byle co, bił mnie coraz częściej i coraz mocniej, miałam siniaki wszędzie, musiałam zwolnić się z pracy. bywały spokojne, dobre dni, ale częściej zdarzały się kłótnie.
mąż mnie bije, boję się go. potrafi mną rzucić o ścianę albo dusić, bić mnie paskiem od spodni, wykręcać ręce...nie wiem co mam robić, boję się go, ale go kocham. nie chcę się z nim rozstawać. kiedy mnie nie bije, nie krzyczy, dalej jest tym samym dawnym sobą...co mam zrobić? staram się być dla niego bardzo czuła, ale jego to chyba denerwuje...
Podobne tematy
Moja droga jedyne rozsądne wyjście -uciekać jak najszybciej ,najdalej.ON może naprawdę zrobić krzywdę!!!!! Igrasz z ogniem on jest uzależniony od alkoholu a ty wraz z nim mimo, że nie pijesz
nałogowo dziś bije cię paskiem za dwa dni może pozbawić cię życia i od tego odwrotu nie ma .Jego poprawa nastroju to tylko chwilowe.Chcesz żyć w taki piekle do końca życia i uważać na to w jakim nastroju przyjdzie pan i władca ????Każdy sam dla siebie jest albo zbawcą albo katem a ty kim dla siebie chcesz być?????
ale ja sobie nie wyobrażam tego że się rozstaniemy...kocham go mimo wszystko. nie wiem czy sama dałabym sobie radę..
ale ja sobie nie wyobrażam tego że się rozstaniemy...kocham go mimo wszystko. nie wiem czy sama dałabym sobie radę..
No to czekaj aż Cię zabije z tej miłości idiotko! Ja nie ogarniam - bydlak się nad Tobą znęca, a ty sobie nie wyobrażasz rozstania, bo go kochasz. Wiesz ile już takich wątków czytałam? dziesiątki. I wszędzie jest to samo. Niby dostrzegasz problem, którego rozwiązanie jest oczywiste, ale przecież go kochasz i nie zostawisz. No to go kochaj dalej jak jesteś taka mądra. Mnie by wystarczyło raz żeby facet podniósł na mnie rękę - poszłabym na policję i go zostawiła, o ile bym go w złości nie zatłukła czymś ciężkim. Ile jeszcze razy musi Cię sprać żebyś zrozumiała, że jedyne wyjście to od niego odejść?
Jetz ,co Ty robisz ze swoim zyciem,Ty swojemu mezowi dajesz przezwolenie na takie traktowanie.Pamietaj,ze jak raz udezyl to zrobi to ponownie, masz to jak w banku !!!!!
Czy Ty masz szacunek dla siebie,bo pamietaj ,ze kochac trzeba madrze,poczytaj sobie pierwszy swoj post i ostatni akapit...dziewczyno Twoj maz nigdy sie nie zmieni i bedzie jeszcze gorzej jestem tego pewna.......skoncz z tym "damskim bokserem"poki nie macie jeszcze dzieci....mozesz zaczac jeszcze wszystko od zera,nie daj sie tak traktowac,bo stracisz szacunek dla siebie!!! Poszukaj postow o kobietach takich jak Ty i zobaczysz do czego ONE doszly i jak przegraly zycie!!!!!
To jest cholera złożony problem. Bo widzisz najpierw przed biciem jest napiecie i wiadomo, że w kórymś momencie wszystko pieprznie i będzie przemoc, po przemocy będzie słodki będzie przepraszała, ale przeprosi tak, że przypisze winę ofierze, gdybyś Ty nie była taka głupia to ja bym Cię nie bił i to chyba najbardziej trzyma kobiety w takich związkach. Wiem, że jest to irytujące ale nie jest to proste. "Krzykiem nie przemówisz tu do rozsądku"
Rób obdukcje, dzwoń na policję, odwiedź jakąś placówkę interwencji kryzysowej, tam pomogą może skierują na jakieś spotkania z osobami o podobnych doświadczeniach. Masz prawo być szczęśliwa, szanowana, masz prawo czuć się bezpiecznie.
7 2013-05-21 08:25:43 Ostatnio edytowany przez Agatka (2013-05-21 17:17:15)
Musisz odejść - ten facet "formalnie cię za***" - jeśli na to pozwolisz to jest tylko i wyłącznie twoja wina.
On ma problemy z samym sobą, to on pije, to on wydziwia. On wyładowuje swoje złe emocje na tobie, jesteś jego spluwaczką. O jakiejkolwiek miłości nie może tutaj być mowy. Absolutnie nie rób sobie z nim dzieci! Man nadzieje że nie masz takich pomysłów. Dziecko które wyrośnie w takiej rodzinie będzie bardzo skrzywdzone, jeszcze bardziej niż ty.
MUSISZ ZOSTAWIC TEGO SK********, TO NIE JEST FACET TYLKO PRYMITYWNY BYDLAK
Jeśli boisz się samotności po rozstaniu zorganizuj sobię ludzi którzy ci pomogą przejść ten okres. Idz na jakąś terapie grupową, jak tam ludzie na ciebie wsiądą to może uzyskasz siłe do zerwania.
NIE ROZMAWIAJ Z NIM ZE CHCESZ ODEJSC, PO PROSTU SPAKUJ SIE I ODEJDZ JAK GO NIE BEDZIE BO ZNOWU DOSTANIESZ KOLEJNY WP*******!!!
Rozumiem emocje, ale wulgaryzmy na naszym forum nie mają miejsca bytu, więc Twój post został edytowany. Proszę się zapoznać z regulaminem. Mod. Agatka
Kochasz Go mimo wszystko ? To jesteś bardzo głupiutka, nie wiem po co w ogole napisalaś na forum, czego Ty się spodziewalaś ? Jedyna ucieczka od bycia bitą przez takiego śmiecia alkoholika, to rozwód i sajonara. Dziewczyno, On Cie kiedyś tak pierdzielnie że Ci coś połamie, albo lepiej! Zabije Cię.
Jesteś sama sobie winna, że Twoj mąż Cie bije, bo po pierwszym razie spakowałabym jego szmaty i wyrzuciła przez okno, i zadzwonila po policje a Ty skoro pozwalasz mu na takie traktowanie Ciebie jak psa, to nie pisz na forum co masz robic, bo wiadomo że kazdy NORMALNY człowiek poradzi Ci abyś zostawiła tego pijaka nieudacznika.
Wstyd mi za takie kobiety w naszym kraju ,jakie są obłudne,i zamiast stanowczo zakonczyc tkwienie w rynsztoku,tylko potegują patologie ,nie rzadko co gorsza jeszcze rozmnazając sie z katami.Juz mi sie uszami wylewa ,kiedy slysze i czytam kilka razy w mscu i skatowaniu dziecka,kobiety, zasztyletowaniu i rozne makabryczne sceny, na ktore kobiety dawaly przyzwolenie oprawcom
Wstyd mi za takie kobiety w naszym kraju ,jakie są obłudne,i zamiast stanowczo zakonczyc tkwienie w rynsztoku,tylko potegują patologie ,nie rzadko co gorsza jeszcze rozmnazając sie z katami.Juz mi sie uszami wylewa ,kiedy slysze i czytam kilka razy w mscu i skatowaniu dziecka,kobiety, zasztyletowaniu i rozne makabryczne sceny, na ktore kobiety dawaly przyzwolenie oprawcom
No właśnie. A potem szukają pogłaskania po główce na forum. "Bo ja taka biedna, bo on mnie bije, ale jest przecież kochany". Nie jest biedna, tylko głupia, bo przez własną głupotę daje przyzwolenie na takie sytuacje.
Twój mąż może pójść za to do więzienia. To, co robi, jest nie tylko nieludzkie, niemoralne, ale jest przestępstwem! Zadajesz się z kryminalistą, a do tego alkoholikiem. Moim zdaniem nie powinnaś mieć żadnych skrupułów i odejść od niego! Przecież on pewnego dnia może Cię zabić!
a w dzieciństwie byłaś bita ? czy doświadczyłaś tego dopiero w małżeństwie ?
uciekaj od niego!!!! Twój mąż jest alkoholikiem i nad Tobą się znęca. Więcej żadnych dowodów nie trzeba by go zostawić i więcej nie wracać bo sytuacja jest coraz bardziej groźna, Jeśli szanujesz i choć trochę kochasz siebie to odejdź od niego.
Najprawdopodobniej jestes slaba, boisz sie byc sama, boisz sie go zostawic. Pewnie myslisz ze bez niego nie dasz sobie rady. To wielki blad.
Nie wiem czy szukasz tutaj współczucia, ale na współczucie nie zasługujesz.
Dziewczyna szuka wsparcia a Wy tak na nią naskakujecie. Rozumiem wasze reakcje, ale wszystko idzie łagodniej ubrać w słowa.
Autorko, sytuacja nie jest ciekawa... Zrób coś z tym. To nie jest miłość! zrozum to, bo możesz naprawdę marnie skończysz jak się nie otrząśniesz z tej "miłości"
Ale wsparcia w czym?
W siedzeniu w tym związku, w powiedzeniu jej, że on nie powinien jej bić?
Chyba to powinna wiedzieć, mało jest takich spraw ?
Chyba powinna wiedzieć, że sama sobie poradzi.
Bez przesady, nie jest półrocznym dzieckiem, że samo nie przeżyje.
Jak ona chce z nim siedzieć to będzie siedzieć.
Jedyne co mogę powiedzieć autorce to : On nie przestanie Cię bić. Nigdy. I nigdy Cię nie pokocha, ani nie będzie miał do Ciebie szacunku. To się nigdy nie zmieni.
Czy forumowicze nie widzą, że ten tekst jest pisany na zasadzie prowokacji?
Nie wiem czy szukasz tutaj współczucia, ale na współczucie nie zasługujesz.
A czemu nie zasługuje na współczucie??
Bo ja nie wrzucam swojego współczucia byle gdzie i innym też nie radzę.
Jak ktoś nie ma bardzo ciężkiej choroby psychicznej, upośledzenia, nie jest małym dzieckiem, nie żyje w państwie gdzie nie ma praw. I kiedy bije tę osobę mąż/żona to dla mnie wybacz, ale współczucia to nie ma czym wywołać.
Że ją mąż bije? To co z tego?
W Chinach ludzi torturują, biją, zabijają bo wyznają jakąś wiarę chociażby. I mają jakiś wybór? Mają prawa do których mogą się odwołać? Kogoś kto ich obroni? Nie.
Oni zasługują na współczucie, a nie kobieta która siedzi z jakimś psycholem z własnej i nieprzymuszonej woli i głupoty. To jej wybór. Jak ktoś takie coś wybiera dla siebie to mi pozostaje tylko gratulować wyboru i dalej czuć obojętność wobec jej losu.
Wyobraź sobie, że z tej 'miłości' dziecko się urodzi. Wtedy chyba sama miałabym ochotę ją pobić.
Bo dziecko z takiego związku to jest właśnie ktoś kto zasługuje w pełni na współczucie.
Bo ja nie wrzucam swojego współczucia byle gdzie i innym też nie radzę.
Jak ktoś nie ma bardzo ciężkiej choroby psychicznej, upośledzenia, nie jest małym dzieckiem, nie żyje w państwie gdzie nie ma praw. I kiedy bije tę osobę mąż/żona to dla mnie wybacz, ale współczucia to nie ma czym wywołać.
Że ją mąż bije? To co z tego?
W Chinach ludzi torturują, biją, zabijają bo wyznają jakąś wiarę chociażby. I mają jakiś wybór? Mają prawa do których mogą się odwołać? Kogoś kto ich obroni? Nie.
Oni zasługują na współczucie, a nie kobieta która siedzi z jakimś psycholem z własnej i nieprzymuszonej woli i głupoty. To jej wybór. Jak ktoś takie coś wybiera dla siebie to mi pozostaje tylko gratulować wyboru i dalej czuć obojętność wobec jej losu.
Wyobraź sobie, że z tej 'miłości' dziecko się urodzi. Wtedy chyba sama miałabym ochotę ją pobić.
Bo dziecko z takiego związku to jest właśnie ktoś kto zasługuje w pełni na współczucie.
popieram, już miałam zacząć sie rozpisywać, gdzie autorka może się udać po pomoc, ale co po naszych radach tego typu, jak ona go KOCHA. NO TO NIECH KOCHA NADAL zpołamanymi żebrami, wstrząśnieniami mózgu i siniakami na całym ciele.
Nie rozumiem jak można kochac kogoś kto nas krzywdzi, może nam się jedynie wydawać, że tego kogoś kochamy, ale to nie jest miłość tylko przywyczajenie i marzenia o tym, zeby było dobrze
Bo ja nie wrzucam swojego współczucia byle gdzie i innym też nie radzę.
Jak ktoś nie ma bardzo ciężkiej choroby psychicznej, upośledzenia, nie jest małym dzieckiem, nie żyje w państwie gdzie nie ma praw. I kiedy bije tę osobę mąż/żona to dla mnie wybacz, ale współczucia to nie ma czym wywołać.
Że ją mąż bije? To co z tego?
W Chinach ludzi torturują, biją, zabijają bo wyznają jakąś wiarę chociażby. I mają jakiś wybór? Mają prawa do których mogą się odwołać? Kogoś kto ich obroni? Nie.
Oni zasługują na współczucie, a nie kobieta która siedzi z jakimś psycholem z własnej i nieprzymuszonej woli i głupoty. To jej wybór. Jak ktoś takie coś wybiera dla siebie to mi pozostaje tylko gratulować wyboru i dalej czuć obojętność wobec jej losu.
Wyobraź sobie, że z tej 'miłości' dziecko się urodzi. Wtedy chyba sama miałabym ochotę ją pobić.
Bo dziecko z takiego związku to jest właśnie ktoś kto zasługuje w pełni na współczucie.
Juz mialam zacząc gderanie ,na temat litowania sie nad ofiarami kata i tkwienie w tej patologi z wlasnej woli,jak ja to spostrzegam,co gorsza tworzenie rodziny płodząc sie z degerenatem ,ale NinaLafairy oddala w znacznej wiekszosci, to co chcialam napisać
Nawet na zadnych terapiach odwykowych ,i nie tylko,nie ma glaskania po glowce,litowania sie, ciumkania,a jest wstrząc, solidny kop, aby wkoncu otworzyly sie oczy w jakie bagno sie brnie i jak to sie przewaznie konczy
Bo ja nie wrzucam swojego współczucia byle gdzie i innym też nie radzę.
Jak ktoś nie ma bardzo ciężkiej choroby psychicznej, upośledzenia, nie jest małym dzieckiem, nie żyje w państwie gdzie nie ma praw. I kiedy bije tę osobę mąż/żona to dla mnie wybacz, ale współczucia to nie ma czym wywołać.
Że ją mąż bije? To co z tego?
W Chinach ludzi torturują, biją, zabijają bo wyznają jakąś wiarę chociażby. I mają jakiś wybór? Mają prawa do których mogą się odwołać? Kogoś kto ich obroni? Nie.
Oni zasługują na współczucie, a nie kobieta która siedzi z jakimś psycholem z własnej i nieprzymuszonej woli i głupoty. To jej wybór. Jak ktoś takie coś wybiera dla siebie to mi pozostaje tylko gratulować wyboru i dalej czuć obojętność wobec jej losu.
Wyobraź sobie, że z tej 'miłości' dziecko się urodzi. Wtedy chyba sama miałabym ochotę ją pobić.
Bo dziecko z takiego związku to jest właśnie ktoś kto zasługuje w pełni na współczucie.
Co racja to racja.
ale ja sobie nie wyobrażam tego że się rozstaniemy...kocham go mimo wszystko. nie wiem czy sama dałabym sobie radę..
No to po co szukasz pomocy na forum ??? Widać pasuje ci takie życie. Sorry,ale ja nigdy nie zrozumiem takich kobiet. Mi wystarczyło,że raz dostałam w pysk za nic ...i jeszcze powiedz ,że on cię kocha . Żaden kochający facet nie uderzy własnej kobiety.
I wkurza mnie gadanie '' czy ja sobie dam radę?" Ja od swojego byłego odeszłam z dwójką małych dzieci , byłam bez pracy , byłam bez pomocy i dałam sobie radę.
Jak chcesz to niech dalej cię nawala ,przecież tak bardzo kocha. Zaczyna się od bicia raz a potem koło się kręci ,kwiatki ,przeprosinki ,nadzieja na zmianę a potem znowu się zaczyna bo rzekomo zupa była zbyt słona.
25 2013-05-27 18:49:20 Ostatnio edytowany przez kate0876 (2013-05-27 18:49:32)
Czy forumowicze nie widzą, że ten tekst jest pisany na zasadzie prowokacji?
A skąd takie przypuszczenie ?:P
Wy tego poprostu nie rozumiecie... Piszecie ze jest idiotka,a piszecie tak bo nie ijesteście w tej sytuacji... Nawet nie macie pojecia jak to jest.... Chcecie odejść ale się boicie..
Bicie nie jest normalne,i wszystkie te kobiety które mają problem to wiedzą ,wiedzą ze powinny odejść iść na policję ale mają nadzieję ze wszystko się ułoży będzie Jak dawniej...
Kobieta napisała to wszystko na forum a wy wyzywacie ja od idiotek...co to za pomoc.... Jeżeli potraficie tylko ltak pomagać to lepiej nic nie piszcie...
A może by się tak dowiedzieć, co to jest syndrom ofiary, współuzależnienie, zanim zacznie się kogoś wyzywać od idiotek?
Jetz, bardzo Ci współczuję! Jedyne, co na ten czas mogę ci poradzić to udać się po pomoc do różnego rodzaju punktów pomagającym doświadczającym przemocy. Myślę, że w swoim mieście znajdziesz jedno z takich miejsc: Centrum Praw Kobiet, Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, punkt konsultacyjny, ośrodek interwencji kryzysowej,ośrodek terapii uzależnień, różnego rodzaju fundacje dla ofiar przemocy. Tam znajdziesz ludzi, którzy będą potrafili ci pomóc, którzy rozumieją sytuację, w której się znalazłaś. To czego doświadczasz to przemoc, przemoc jest przestępstwem, nikt nie ma prawa cię bić i traktować w taki sposób. Może telefon zaufania niebieskiej linii?Byłoby dobrze, gdybyś zrobiła pierwszy krok i udała się na rozmowę ![]()
Wiem jak to jest przywiazać sie do kogoś i nie wyobrażać sobie życia bez tej osoby, wiec mysle, ze potrafie Cie zrozumiec dlaczego jest Ci tak trudno...
Sama wychowałam sie w domu, w którym ojciec bił(i wciaz mu sie zdarza(ostatnio tak ja walnał po długiej przerwie spokoju, ze przez tydzien lezala i wracala do siebie. Powinnismy byli wtedy zadzwonic na policje "ale jak to tak na własnego ojca". Powiedzialam sobie, ze jeszcze raz to sie zdarzy a faktycznie zadzwonie, bo to juz jest przesada), chociaz teraz my, jako dzieci stalismy sie straznikami mamy i ja chronimy). Przeszlismy nieraz pieklo jako dzieci w tym domu. Oczywiscie bywaly tez mile dni, spokoj, kiedy wszystko wydawalo sie toczyc normalnie. Teraz jestesmy juz dorosli, ale te wszystkie przescia w domu... Nie funduj tego swoim dzieciom. Jesli chcesz z nim byc, to prosze nie miejcie dzieci!
Brak Ci wiary w przyszłość, ale znajdź sobie w siłę i odejdź. Kobietki dobrze Ci tu radzą. To się nie zmieni, on się nie zmieni. Wiara w to, że alkoholik przestanie pić tylko wydłuża Twoje cierpienia. Nie przestanie. CIekawa jestem bo chyba nie napisałaś o tym, że biję Cię jak jest po alkoholu czy na trzeźwo też. Czy to alkohol budzi w nim agresję?
W każdym razie jakby nie było,on swoje frustracje wylewa na Ciebie, bijąc. Odejdź na pewno masz kogoś kto Ci pomoże, na kogo możesz liczyć, dasz sobie radę. Uwierz w siebie, choc wierze, że to trudne po tym co Ci zafundował ten człowiek. Próbuj i nie trać czasu.
Zrozum miłość to czasem za mało.
Zrobicie ,,wasz dzień"? Dzień szopkę-wspomnienie? Dzień, w którym Cię uderzył jest bardziej wasz, niż tamten piękny, bardziej pokazuje na co stać ten związek.
Dojdziesz do momentu, że te dni będą na przemian i sfiksujesz.
Wszyscy Ci piszą uciekaj, jeśli otworzysz jakikolwiek wątek o bitej kobiecie, większość komentarzy to też ,,uciekaj". Bo to nie jest tak, że bicie Ciebie to nałóg. To brak szacunku. A związek bez szacunku nie ma racji bytu.
A skąd wiesz, może to, że odejdziesz, sprawi, że coś w jego życiu się poprawi na lepsze. Nie, nie licz, że w WASZYM życiu, że za miesiąc wrócicie do siebie. Pozytywne będzie jeśli to on kiedy zostanie sam, zdecyduje się na leczenie, ogarnie się w życiu. A to jeszcze nie znaczy, że będzie zasługiwał na drugą szansę. Druga szansa to trudny temat, niewart obecnie poruszania...
Nie naskakujcie na nią. Nie widzicie, że jest zagubiona i nie do końca racjonalnie określa sytuację?
Może to nie miłość, a przywiązanie. Może mają zobowiązania i to ją przy nim trzyma?
Oczywiście argumentacja miłością do kata nie jest odpowiednia w tej sytuacji, bo powinna zrobić mu z życia piekło, ale wywody itp. nic nie pomogą i nie dotrą, dopóki ona sama nie dojdzie do takiego właśnie rozwiązania. Oczywiście, faktem jest to, że nim do tego dojdzie to może stać się tragedia, ale mimo wszystko TO ONA SAMA MUSI ZROZUMIEĆ, że to nie miłość, a nawet jeśli to niezdrowa i taka, która się na niej negatywnie odbije.
Autorko, zrozum. Nie bądź bierna. To Twoje życie i nikt za Ciebie go nie przeżyje. Aha i nie marnuj go bo masz je tylko jedno.
Wy tego poprostu nie rozumiecie... Piszecie ze jest idiotka,a piszecie tak bo nie ijesteście w tej sytuacji... Nawet nie macie pojecia jak to jest.... Chcecie odejść ale się boicie..
Bicie nie jest normalne,i wszystkie te kobiety które mają problem to wiedzą ,wiedzą ze powinny odejść iść na policję ale mają nadzieję ze wszystko się ułoży będzie Jak dawniej...
Kobieta napisała to wszystko na forum a wy wyzywacie ja od idiotek...co to za pomoc.... Jeżeli potraficie tylko ltak pomagać to lepiej nic nie piszcie...
Nadzieja matką głupich-w tym przypadku pasuje jak ulał ![]()
Ja rozumiem założycielkę postu .Sama dojrzewałam do decyzji odejścia 22 lata.Pierwszy raz odeszłam podałam o alimenty miałam wolną rękę byłam wtedy panną z dzieckiem.Ale gnoja w dosłownym znaczeniu kochałam,po sprawie w sądzie poszliśmy na kawę itp. zaczęliśmy się znów spotykać.Po około 3 miesiącach poszliśmy do łóżka zaszłam w ciążę i wzięliśmy ślub.Od tego momentu bajka się kończy .Przeszłam przez piekło ,wmawiałam sobie że dla dobra dzieci trzeba być razem.dzieci podrosły uciekałam w tzw wir pracy jak najmniej z nim ,on wyjeżdżał zagranicę a ja się modliłam aby nie wrócił aby nas zostawił.On jest chorym człowiekiem zazdrosnym ma problemy z seksem z hazardem ,dla niego kobieta nic nie znaczy.Dziś jest w areszcie i w nim pozostanie.A ja próbuję dojść do siebie. załóżycielka również musi zrozumieć i dojrzeć do decyzji odejścia.
Nigdy nie zrozumiem kobiet. A juz szczegolnie kwiatka i czekoladek.
Pamietam moja ciotka byla w chorym zwiazku i w koncu raz go wyrzucila z domu. Za dwa dni przychodze do niej pomoc przy dzieciaku , a on znowu wrocil - na stole w kuchni staly kwiaty i lezalo opakowanie pralinek . Bylam pelna pogardy, ale pomyslalam, ze jako niedoswiadczona kobieta mloda, bo 14 letnia moze kiedys to pojme. Mysle, ze po prostu niektore kobiety to a urodzone ofiary, a inne nigdy ofiarami nie beda
Witam, czy ktos tu jeszcze jest?
Witam, czy ktos tu jeszcze jest?
jestem mężatka od 7 lat...juz wielokrotnie odchodziłam od męża...raz bylo pomiędzy nami dobrze raz gorzej...ale niestety mój szanowny pokazał kto w związku jest silniejszy i nie raz podniósł na mnie reke...wiem glupie ...powinnam odejsc...a nie dawac szansy...ale zawsze tłumaczylam sobie odejsc jest najprosciej wszystko skreslic i nie próbować...wiec brnęłam..pozwalam...probowałam..zamieszkalismy sami...stwierdziłam ze na pewno bedzie inaczej niz jak mieszkalismy wszyscy na kupie, nie bylismy sami z dziecmi , a mamy dwojke 3 i 6 lat... ale i to okazalo sie zludne ...sytuacje krzykow wyzwisk i aktow powtorzyly sie...nie wytrzymalam...odeszalm...ale teraz jest tzw miesiac miodowy...tak to sie fachowo nazywa...poprawa obietnice..ze juz nigdy wiecej...aby tylko wrocic...i sama sie boje swojej decyzji...sa dzieci, jak je wychowac...co robic!!psychologowie nic nie pomoga w takiej sytaucji...samam musze wiedziec...a jak mam wiedziec jak jestem rozdarta i stłamszona ta cala sytaucja... CZY KTOS WIEZY W ZMIANY CZLOWIEKA KTORY BYLA AGRESYWNY, NIE ZWAZAL NA SWOJE CZYNY I SLOWA JAK SA DZIECI..NIE LICZY SIE Z DRUGIM CZLOWIEKIEM, CZY KTOS TAKI MOZE PRZEJSC METAMORFOZE?????!!!!
kolejny dowod na to, że kobietom chce sie starać i naprawiać wtedy gdy partner jest silny. kij, że tylko fizycznie, ale silny.
ja wierze, że on sie moze zmienic, ale w zakładzie zamkniętym ; )
NIE WCZYTYWAŁAM SIE DOKŁADNIE W CALOSC..CO TU BYLA PISANA, ale czy ty przechodziłas przez podobny problem...powiem tak...stwierdzilam, jak znajde jakis wątek na forum to sporbuje porozmawiac z kims obiektywnym..kto nie zna tematu od podszewki...posluchac rad innych co inni sadza ...
39 2014-04-01 22:00:04 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-04-01 22:01:35)
nie trzeba przechodzić problemu, by znać jego rozwiązanie. nie trzeba być mistrzem śpiewu, by ocenić np czy inna osoba przy śpiewie nie fałszuje. także każdy człowiek jest inny, jedni mają duży stopien samozaparcia i wrażliwości, więc się zmieniają i to widac po nich, a drudzy są albo uparci, albo zadowoleni z siebie więc sie nie zmienią. trzeci chcą, ale są za słabi by to zrobić i powielają swoje zachowania. by znac tego przyczyne i ustalic rozwiązanie potrzebne jest leczenie. szczegolnie jak mowie, gdy ktos krzywdzi innych i niewazne czy zdaje sobie sprawe z tego czy nie. on sie bedzie chciał zmienic to podejmie radykalne kroki tylko trzeba mu je zaproponowac. Ty jedyne co mozesz zrobic to go namawiac, kiedy nie jest "wściekły", lub uciec z tej relacji. on sie sam nie zmieni, bo to za długo trwa i przyczyna jego problemu nie jest rozwiązana. a leczenie to nie tylko rozmowa z psychologiem, to jest tylko początek, to jest wybadanie problemu. byc moze przyda sie leczenie farmakologiczne, by mogl sie opanowac w tym. o tym decyduje lekarz i z nim trzeba prowadzic rozmowy. a jesli jeden nie pomoze, to do drugiego sie skierowac.
NIE WCZYTYWAŁAM SIE DOKŁADNIE W CALOSC..CO TU BYLA PISANA, ale czy ty przechodziłas przez podobny problem...powiem tak...stwierdzilam, jak znajde jakis wątek na forum to sporbuje porozmawiac z kims obiektywnym..kto nie zna tematu od podszewki...posluchac rad innych co inni sadza ...
A jakie masz w ogóle zamiary?
Możesz udać się do OIK Ośrodka Interwencji Kryzysowej dostaniesz tam bezpłatną fachową pomoc. W jaki sposób ludzie na forum mają ci pomóc?
Wiesz co wpier....ł bym chętnie mu wybacz ale facet co bije kobietę to gnojek.Mam 42 lata ale takiemu leszczowi naklepał bym aż by mu łeb odskakiwał.
Czasami jest najłatwiej powiedzieć - odejdź! Ale sprawy nigdy nie są takie proste! Niektóre sprawy trzeba wybaczać - bo są szanse na poprawę. Ja właśnie na to (może w swojej naiwności liczę)
Nie wiem czy problem jest aktualny?
Jednak powiem szczerze, że przykro się czyta wypowiedzi nacechowane negatywnie skierowane w autorkę. Najedzony głodnego nie zrozumie. Poczytajcie trochę u uzależnieniu w związkach, o współuzależnieniu, o mechanizmach w takich sytuacjach. To nie tak, że kobieta stwierdziła - on mnie bije ale ja sobie będę męczennicą i z nim będę. Odejście od takiego człowieka jest ciężkie choć przecież logika podpowiada "nie wolno bić - kto bije jest zły - uciekaj jak najdalej". Tyle, że w życiu tak to nie funkcjonuje. Byłam w takiej relacji i wiem jak ciężko z niej się wyrwać. I to ma najmniej wspólnego z miłością czy zdrowym rozsądkiem. Jesteśmy ludźmi - nie działamy na zasadach matematycznych gdzie jeden i jeden zawsze da dwa.
Autorko - jesteś jeszcze na tym forum?
Czasami jest najłatwiej powiedzieć - odejdź! Ale sprawy nigdy nie są takie proste! Niektóre sprawy trzeba wybaczać - bo są szanse na poprawę. Ja właśnie na to (może w swojej naiwności liczę)
Kiedy byłam w takim związku też tak myślałam, teraz wiem, że to złe myślenie. Ok, wybaczyć mogę po roku, dwóch gdy już w takim związku nie tkwię. Nikt nie ma prawa podnieść na nas ręki - czy jesteśmy słabi psychicznie i sobie pozwalamy czy silni i nie dajemy się. Nie bądź naiwna - proszę. Wiem co mówię - niech się poprawi, przeżyje w poprawie rok, dwa i wtedy pomyśl nad wybaczeniem ale nie akceptacją.
Jestes w matni przemocowego zwiazku.Z tego wyplatac sie trudno,ale mozna.W Twoim przypadku -TRZEBA.Probowalas kiedys porozmawiac o tym z psychologiem?Czytalas kiedys po zwiazkach z przemoca,o tzw"cyklach przemocy"?Pzdr.
Witam. Zrobimy tak, napisz do mnie , ja przyjade i go zbije, a później razem tak go zbijemy że nigdy już nikogo nie zbije, to posraniec jeden
48 2015-12-04 16:45:28 Ostatnio edytowany przez emde (2015-12-04 16:46:13)
potrafi mną rzucić o ścianę albo dusić, bić mnie paskiem od spodni, wykręcać ręce...
Przecież on Cię może zabić.
Macie dzieci?
Uciekaj.
Byłam w związku małżeńskim 17 lat, mój świętej pamięci mąż uderzył mnie ze 3razy, ale nie pozostawiam tego bez echa, poszedł siedzieć za to, po wyjściu popełnił samobójstwo!! Jestem teraz e związku ponownie, facet mnie wręcz tlucze bo nie mówię mu całej prawdy!! Ale czy za to ma prawo mnie bić????
Jestem w związku już 9 lat a 5 miesięcy po ślubie. Mam dwójkę dzieci. Mąż pracuje za granicą i w weekendy jest w domu. Tam nad używa alkoholu i pali marihuanę. Twierdzi że to jego sprawa i jego życie. Gdy przyjeżdża do domu wiecznie SĄ awantury o to co robi. Co rano jest zdenerwowany, prowokuje kłótnie nie patrząc na to że SĄ dzieci i to słyszą. Wyzywa mnie od najgorszych. Gdy mu odpowiem coś co fo zdenerwuje bije mnie z otwartej ręki w twarz, dusi, bije po głowie, robi siniaki na rękach i nogach. I to wszystko przy dzieciach. Gdy mówię mu że chce od niego odejść grozi mi że mnie zniszczy finansowo, że nie bd placil alimentów bo gdy go o nie podam od razu zrezygnuje z pracy abym nic nie miała. Mówi że to wszystko te jego zachowanie to ze mnie bije i wyzywa to moja wina. Robi ze mnie najgorsza wśród wszystkich a ja boję się powiedzieć prawdę bo boję się ze sama nie dam rady z dwójką dzieci a na nikogo pomoc nie mogę liczyć. Ostatnio powiedział przy obiedzie do naszego 1,5 rocznego synka cytuję ,, Twoja matka jest kurwa" . A do naszej 5 letniej córki cytuję ,, Twoja matkę swedzi pizda dlatego chce odejść od tatusia zeby miec innego chuja ". Mam juz dosc. Co noc zadaje sobie pytanie dlaczego akurat mnie to spotkalo? Za co? Co takiego zrobilam aby teraz byc bita i ponizana przy wlasnych dzieciach? Nie kocham go. Wrecz czuje do niego wstret i obrzydzenie. Ale boje sie. Boje sie strasznie bo wiem ze bez jego pieniędzy nie utrzymam dzieci. Kocham je po nad wszystko i bardzo mnie boli najbardziej w sumie mnie boli to ze ona to wszystko widzą o słyszą. Boli mnie to ze bez tego drania nie bd wstanie ich utrzymać. Co mam robić? Jak sobie z tym poradzić? Proszę pomóżcie .