Drogie Panie, zwracam się do Was z pytaniem - czy kiedykolwiek spotkałyście się z ganieniem Was za asertywność, własne zdanie i bronienie go? Czy wyrzucano Wam to, mówiąc, że nie jesteście przez to kobiece?
Ostatnio zdarza mi się wysłuchiwać męskich opinii na ten temat, które mnie trochę rozśmieszyły. I tak, istnieje pewna tendencja do "ustawiania" kobiet i oczekiwania od nich uległości. Co sądzicie, popularna tendencja czy też nie?
Podobne tematy
Nie spotkałam się. Ale za to kiedyś usłyszałam, że jestem feministką. Biorąc pod uwagę, że kręci mnie macierzyństwo i lubię dominujących mężczyzn wciąż nie rozumiem czemu o.O. Obstawiam, że właśnie za asertywność ![]()
Ciagle slysze, ze jestem kobieca na zewnatrz, ale jestem facetem w srodku.
4 2015-08-22 02:38:43 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-08-22 02:41:55)
Pragne wierzyc, ze to zalezy od faceta.
Trzeba byc na prawde nie ciekawym czlowiekiem, zeby oczekiwac od kogos potakiwania i uleglosci...
Ale, owszem, spotkalam sie z opinia, ze polemizowanie/wlasne zdanie/bronienie swoich racji/racjonalne i logiczne, rzeczowe rozmowy sa nie kobiece...
PS luna- ty to akurat wyjatkowo trudna jestes( absolutnie bez obrazy!)
I nie o oczekiwania chodzi, tylko o asertywnosc wlasnie....
( wiesz, czego chcesz, i byle chlystek cie na manowce za raczke nie poprowadzi= niekobieca)
Ciagle slysze, ze jestem kobieca na zewnatrz, ale jestem facetem w srodku.
Dużo jest teraz takich kobiet,wpływ na to ma tzw płeć mózgu,właśnie czytam książkę pod tym tytułem ![]()
Po prostu są kobiety które mają męski tryb myślenia i mężczyźni,którzy mają kobiecy,oba typy mają trudności ze znalezieniem odpowiedniego partnera,bo to trochę takie uwięzienie mózgu faceta w ciele kobiety i odwrotnie.
Co do uległości to zgodnie z naturą,to kobieta powinna być uległa i tego się od niej oczekuje,może nie zawsze i wszędzie,ale jednak,niestety niektóre nie mogą,nie chcą się z tym pogodzić,mimo iż podświadomie każda chce faceta,który będzie lekko dominował .
Test na płeć mózgu,podajcie wyniki,bo jestem ciekawy :
http://www.mm.pl/~rados/tresc/test.html
Ta płeć mózgu to jest jedna wielka bzdura. Stereotyp. Co to znaczy, że zgodnie z naturą kobieta powinna być uległa? A czy zwierzęta płci żeńskiej są uległe? Wilczyca nie broni swoich młodych? Lwica nie poluje, bo sobie pazurki połamie? To nie jest kwestia natury, ale kultury. Kobiety tak się wychowuje, by były uległe, bezradne (tzw. wyuczona bezradność). nie rób tego, bo dziewczynce nie przystoi, nie kłóć się, bo to nie ładnie, a już, broń Boże, nie bij, to nie dla dziewczynek Chłopcy takich zakazów nie dostają, na dokładkę obserwują, że dziewczynkom wolno mniej i potem oczekują od dziewczyn/kobiet właśnie takiej uległości, bezradności. Bo jak kobieta wie, czego chce, a czego nie chce, nie pozwoli decydować za siebie, to od razu nie kobieca jest, albo ma w głowie niewłaściwy mózg, który trzeba leczyć, bądź wyprać takimi stereotypami.
Co do odpowiedzi na temat wątku: sama spotkałam się kilka razy z taką opinią, ale głównie od ludzi, których opinią raczej bym się nie przejmowała, bo jak ktoś wyżej napisał, kim trzeba być, by oczekiwać od kogoś innego uległości?
Po prostu są kobiety które mają męski tryb myślenia i mężczyźni,którzy mają kobiecy
Jakoś sobie tego nie wyobrażam.
No co zrobić drogie Panie. Od mężczyzn w zasadzie w każdej sytuacji wymaga się czegoś, tak samo jest z Wami. Szczerze mówiąc jakoś wybitnie asertywnych kobiet nie spotykam. Akurat dla mnie postawa wybitnie uległa wśród kobiet jest zwyczajnie nudna, o tyle z drugiej strony nie dałbym w życiu się zdominować płci tak impulsywnej jak kobieta.
Tu nie chodzi o dominację, że ktoś powinien dominować, a ktoś być uległy. Tu chodzi o coś dokładnie odwrotnego, o dwie równe sobie jednostki. Ani mężczyzna kobiecie, ani kobieta mężczyźnie - nie powinniśmy dominować nad sobą,rozkazywać sobie, bądź potulnie czekać na rozkazy.
Ta płeć mózgu to jest jedna wielka bzdura. Stereotyp. Co to znaczy, że zgodnie z naturą kobieta powinna być uległa? A czy zwierzęta płci żeńskiej są uległe? Wilczyca nie broni swoich młodych? Lwica nie poluje, bo sobie pazurki połamie? To nie jest kwestia natury, ale kultury. Kobiety tak się wychowuje, by były uległe, bezradne (tzw. wyuczona bezradność). nie rób tego, bo dziewczynce nie przystoi, nie kłóć się, bo to nie ładnie, a już, broń Boże, nie bij, to nie dla dziewczynek Chłopcy takich zakazów nie dostają, na dokładkę obserwują, że dziewczynkom wolno mniej i potem oczekują od dziewczyn/kobiet właśnie takiej uległości, bezradności. Bo jak kobieta wie, czego chce, a czego nie chce, nie pozwoli decydować za siebie, to od razu nie kobieca jest, albo ma w głowie niewłaściwy mózg, który trzeba leczyć, bądź wyprać takimi stereotypami.
Co do odpowiedzi na temat wątku: sama spotkałam się kilka razy z taką opinią, ale głównie od ludzi, których opinią raczej bym się nie przejmowała, bo jak ktoś wyżej napisał, kim trzeba być, by oczekiwać od kogoś innego uległości?
To,że Ty się nie zgadzasz,nie znaczy,że tak nie jest,zwłaszcza w opinii wielu naukowców,którzy potwierdzają różnymi badaniami.
Mózgi płci są predefiniowane do pewnych zadań, w których lepiej się sprawdzają...
Jakoś nie ma wysypu kobiet naukowców,wynalazców,matematyków,przywódców Państw itd.
Facet rządzi i basta ![]()
Facet rządzi i basta
Oj tam, oj tam ![]()
Drogie Panie, zwracam się do Was z pytaniem - czy kiedykolwiek spotkałyście się z ganieniem Was za asertywność, własne zdanie i bronienie go? Czy wyrzucano Wam to, mówiąc, że nie jesteście przez to kobiece?
Ostatnio zdarza mi się wysłuchiwać męskich opinii na ten temat, które mnie trochę rozśmieszyły. I tak, istnieje pewna tendencja do "ustawiania" kobiet i oczekiwania od nich uległości. Co sądzicie, popularna tendencja czy też nie?
Zalezy jak na to patrzysz. W danym momencie wyglada to czasem moze smiesznie.
Ale w dluzszej perspektywie to walka o wladze i wlasna wygode ![]()
Nic nowego to sie dzieje caly czas tylko metody i osoby sie zmieniaja.
Tu nie chodzi o dominację, że ktoś powinien dominować, a ktoś być uległy. Tu chodzi o coś dokładnie odwrotnego, o dwie równe sobie jednostki. Ani mężczyzna kobiecie, ani kobieta mężczyźnie - nie powinniśmy dominować nad sobą,rozkazywać sobie, bądź potulnie czekać na rozkazy.
Niby tak, a w praktyce wychodzi inaczej. I z czym to jest związane? Z tym, że nie wie się, czego się tak naprawdę chce.
To zależy u mnie w związku jest raczej partnerstwo ![]()
a ja jestem z rodziny, w ktorej kobiety zdecydowanie dominowaly.
i majac takie wzorce ciezko sie "przekwalifikowac" na miekka, ulegla.
stad czesto spotykam sie z opiniami- jak w temacie.
15 2015-08-22 14:21:32 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-08-22 14:31:36)
Drogie Panie, zwracam się do Was z pytaniem - czy kiedykolwiek spotkałyście się z ganieniem Was za asertywność, własne zdanie i bronienie go? Czy wyrzucano Wam to, mówiąc, że nie jesteście przez to kobiece?
Ostatnio zdarza mi się wysłuchiwać męskich opinii na ten temat, które mnie trochę rozśmieszyły. I tak, istnieje pewna tendencja do "ustawiania" kobiet i oczekiwania od nich uległości. Co sądzicie, popularna tendencja czy też nie?
Przez asertywność rozumiem umiejętność bezpośredniego i jasnego przedstawiania swoich uczuć, emocji i poglądów bez obrażania innych osób.
Jeżeli mężczyzna szuka kobiety, która będzie dla niego partnerką, to tak rozumiana asertywność jest wg mnie wielkim atutem. Ale jeśli facet szuka kogoś, dla kogo chce być alfą i omegą, wiodącą prym w związku, to skalibruje celownik na kogoś, kto nie specjalnie potrafi "zawalczyć o swoje". Powód jest prosty: łatwo taką osobę podporządkować sobie i wykorzystywać w różnoraki sposób. Dlatego lepiej sobie takich panów poszukujących uległej niuni od razu odpuścić, jeśli jest się kobietą, która wie, czego na pewno nie chce ![]()
Kobiety tak się wychowuje, by były uległe, bezradne (tzw. wyuczona bezradność). nie rób tego, bo dziewczynce nie przystoi, nie kłóć się, bo to nie ładnie, a już, broń Boże, nie bij, to nie dla dziewczynek Chłopcy takich zakazów nie dostają, na dokładkę obserwują, że dziewczynkom wolno mniej i potem oczekują od dziewczyn/kobiet właśnie takiej uległości, bezradności.
Niestety, ale to jeszcze ciągle prawda.
Co więcej, matki wychowują swoje córki na obsługiwaczkę mężczyzny, a synów same obsługując, przygotowują na to, że w przyszłości ich obsługą zajmie się kolejna obsługiwaczka.
16 2015-08-22 17:39:59 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2015-08-22 17:40:54)
Co więcej, matki wychowują swoje córki na obsługiwaczkę mężczyzny, a synów same obsługując, przygotowują na to, że w przyszłości ich obsługą zajmie się kolejna obsługiwaczka.
Nie mowmy ze nie daja w ty mmomencie synowi długu emocjonalnego(bez pytanie) ktory kiedys syn zaplaci albo matce albo kolejnej jak Ty to nazywasz moim zdaniem dosyc obelżywie obslugiwaczce.
Wszystko wg potrzeb.
Ja tam nie wiem w sumie o jakich problemach mowa. Jedyne problemy jakie mialam z tego powodu to takie, ze ktos wyjatkowo glupi po moim wygladzie ocenial mnie jako osobe, ktora mozna ustawic sobie i pozniej byly zale.
Mowie 'wyjatkowo glupi', bo po pieciu minutach rozmowy widac juz jaka jestem.
Zreszta co z tego, ze jestem nie kobieca z charakteru? Ani to nie stoi na mojej drodze do niczego, ani nie zalezy mi na okreslaniu mojej plci szczerze mowiac.
A dominujacy facet - nie, dzieki. Chyba, ze w seksie i to czasami ![]()
No, boto sie bierze z uogolnienia..wiesz" wszystkie kobiety..."
Albo: " ja wiem lepiej, jakie sa kobiety..."
Jak nie wpisujesz sie w schemat, to jest rozczarowanie i zlosc...
No, boto sie bierze z uogolnienia..wiesz" wszystkie kobiety..."
Albo: " ja wiem lepiej, jakie sa kobiety..."Jak nie wpisujesz sie w schemat, to jest rozczarowanie i zlosc...
Oj, tak widzialam takie zachowanie wiele razy.
Ja rozumiem, ze np. moj wyglad moze wprowadzac w blad. Jestem niska, bardzo drobna i wygladam jak krolewna Sniezka + styl bardzo kobiecy.
No, ale jak mowilam. Ktos musi byc wyjatkowo glupi, zeby az tak opierac sie na wygladzie i zignorowac zupelnie charakter.
Mialam przypadek gdzie ktos na jakims portalu internetowym powiedzial mi 'albo jestes facetem, albo jestes poje***" ![]()
oldorando napisał/a:No, boto sie bierze z uogolnienia..wiesz" wszystkie kobiety..."
Albo: " ja wiem lepiej, jakie sa kobiety..."Jak nie wpisujesz sie w schemat, to jest rozczarowanie i zlosc...
Oj, tak widzialam takie zachowanie wiele razy.
Ja rozumiem, ze np. moj wyglad moze wprowadzac w blad. Jestem niska, bardzo drobna i wygladam jak krolewna Sniezka + styl bardzo kobiecy.
No, ale jak mowilam. Ktos musi byc wyjatkowo glupi, zeby az tak opierac sie na wygladzie i zignorowac zupelnie charakter.Mialam przypadek gdzie ktos na jakims portalu internetowym powiedzial mi 'albo jestes facetem, albo jestes poje***"
Hahahaha....z mojej obserwacji....
Te male tak maja...
A facet to wzrokowiec- wierzy w to, co widzi...
( a kobieta w to, co slyszy, i to tez mylace ;-) )
Ja mam trochę jak Nina. Tzn. nie nazwałabym tego męskim mózgiem, ale generalnie w życiu, na co dzień, na pewno nie jestem uległa. Co nie znaczy, że nie da się ze mną dogadać, zresztą większość bliższych mi ludzi nawet mówi, że wolą taką wersję, niż tę stereotypowo kobiecą. Mój przyjaciel, jak w zeszłym roku miał z nami mieszkać jeszcze jeden mój znajomy, postanowił go oświecić, jak się ze mną mieszka i określił to tak "normalnie to ci dziewczyna strzeli focha, ale na pytania będzie w kółko >>nic mi nie jest<< i >>nic się nie stało<<. A z nią tak nie ma, wchodzisz do domu, zanim zdążysz zapytać, to słyszysz >>k... ty po... co ty zrobiłeś k...<< i od razu wiesz na czym stoisz!". Oczywiście nie wygląda to tak drastycznie,
ale faktycznie, w takim normalnym życiu mogę mieć albo relacje partnerskie, albo w kierunku dominacji, jak spotkam ciapę. ;p Natomiast odpada całkowicie rola uległej sierotki - i nie mówię tylko o rolach w związku, a w każdej relacji. Poza tym ja mam zdolności (i zapędy
) organizacyjne, co jeszcze to podkreśla. Z drugiej strony w seksie jest zupełnie odwrotnie - dominowanie nie dla mnie. ![]()
PS luna- ty to akurat wyjatkowo trudna jestes( absolutnie bez obrazy!)
I nie o oczekiwania chodzi, tylko o asertywnosc wlasnie....
( wiesz, czego chcesz, i byle chlystek cie na manowce za raczke nie poprowadzi= niekobieca)
Hahahaha, wyobraź sobie jak ciężko mężczyźni mają ze mną w realu. Tu jeszcze powiem, że lubię dominujących mężczyzn, ale na żywo przecież nie będę się tak "ułatwiać"
. Mówię im jak już wiem, że są w 100% FZ
.
Ech, i tak wszyscy mi wróżą pantoflarza
. Smuteczek
.
Ja mam trochę jak Nina. Tzn. nie nazwałabym tego męskim mózgiem, ale generalnie w życiu, na co dzień, na pewno nie jestem uległa. Co nie znaczy, że nie da się ze mną dogadać, zresztą większość bliższych mi ludzi nawet mówi, że wolą taką wersję, niż tę stereotypowo kobiecą. Mój przyjaciel, jak w zeszłym roku miał z nami mieszkać jeszcze jeden mój znajomy, postanowił go oświecić, jak się ze mną mieszka i określił to tak "normalnie to ci dziewczyna strzeli focha, ale na pytania będzie w kółko >>nic mi nie jest<< i >>nic się nie stało<<. A z nią tak nie ma, wchodzisz do domu, zanim zdążysz zapytać, to słyszysz >>k... ty po... co ty zrobiłeś k...<< i od razu wiesz na czym stoisz!". Oczywiście nie wygląda to tak drastycznie,
ale faktycznie, w takim normalnym życiu mogę mieć albo relacje partnerskie, albo w kierunku dominacji, jak spotkam ciapę. ;p Natomiast odpada całkowicie rola uległej sierotki - i nie mówię tylko o rolach w związku, a w każdej relacji. Poza tym ja mam zdolności (i zapędy
) organizacyjne, co jeszcze to podkreśla. Z drugiej strony w seksie jest zupełnie odwrotnie - dominowanie nie dla mnie.
O z takimi dziewczynami jak Ty, to nic tylko sie przyjaznic i pracowac ![]()
24 2015-08-23 09:53:07 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-23 09:55:44)
Wydaje mi się, że w ten sposób patrzą na to osoby, które też nie są uległymi sierotkami - i mówię i o facetach, i o kobietach. Co mi się na początku wydawało dziwne, bo zakładałam, że jakaś taka ameba bez własnego zdania właśnie łatwo będzie mnie tolerować, bo co jej za różnica - ktoś nią pokieruje i okej. Natomiast zauważyłam, że to właśnie innym silnym osobowościom nie przeszkadza. Oni się potrafią dogadać i dyskutować ze mną.
W zeszłym roku mieszkałam właśnie z dwójką facetów - mój przyjaciel, który ma charakter mniej więcej taki, jak ja (mieszkamy razem od końca liceum z przerwą na rok) i drugi, taka sierotka, który kiedyś mi się podobał.
I mimo że w stosunku do tego drugiego starałam się być no... łagodniejsza, bo wiedziałam, że sam mi nie powie raczej, że coś mu nie pasuje, więc starałam się pytać czy prowadzić rozmowę tak, żeby to swoje zdanie wyraził, to i tak było między nami więcej spięć niż z tym pierwszym. A ten pierwszy zawsze się śmiał ze mnie, jak mu opowiadałam zbulwersowana o czymś tam, że co ja sobie wyobrażam, że przecież tamten nie będzie w stanie ze mną normalnie dyskutować, że ja mogę sobie normalnie dyskutować z nim czy inną osobą, która jest wystarczająco pewna siebie i własnego zdania. A "sierotka", chociaż niezadowolona może z czegoś, będzie dusić w sobie, bo mi się nie postawi. Co jest idiotyczne, bo ja się rzadko upieram na siłę przy swoim zdaniu. I faktycznie, ten drugi łatwiej dogadywał się z innymi łagodnymi osobami, a z nami mu było trudniej. Zwłaszcza, jak się zmęczyłam udawaniem łagodnej i ułatwianiem mu życia i zaczęłam traktować go tak samo, jak innych. To już w ogóle mało co można było z niego wydobyć.
Eileen- wyluszczasz fakt prosty, ze to zalezy od faceta.
Nie kazdy uzna asertwnosc za niekobieca...
A, przy okazji....wlasnie dlatego " potakiwacze" sa nieatrakcyjni( dla wiekszosci kobiet)
Ani dogadac sie z nimi nie mozna, ani liczyc na nich nie mozna...
I nie, komplementy i potakiwania takiego potakiwacza nie sa nobilitujace, nie podnosza ego, nie lechca proznosci...
-bo sa goowno warte po prostu...
CatLady napisał/a:Tu nie chodzi o dominację, że ktoś powinien dominować, a ktoś być uległy. Tu chodzi o coś dokładnie odwrotnego, o dwie równe sobie jednostki. Ani mężczyzna kobiecie, ani kobieta mężczyźnie - nie powinniśmy dominować nad sobą,rozkazywać sobie, bądź potulnie czekać na rozkazy.
Niby tak, a w praktyce wychodzi inaczej. I z czym to jest związane? Z tym, że nie wie się, czego się tak naprawdę chce.
Zależy w czyjej praktyce. Ja sobie osobiście nie wyobrażam, by partner mi mówił, co mam robić. To przeczy znaczeniu słowa "partner". Ale widziałam i znam takie kobiety, którym to nie przeszkadza, które oczekują nadzoru.
Nie mowmy ze nie daja w ty mmomencie synowi długu emocjonalnego(bez pytanie) ktory kiedys syn zaplaci albo matce albo kolejnej jak Ty to nazywasz moim zdaniem dosyc obelżywie obslugiwaczce.
Nie bardzo rozumiem, co masz tu na myśli. O jaki dług emocjonalny chodzi?
A to teraz młodych dziewczyn nie wychowuje się właśnie takie, co to nic robić nie musza, bo i tak książe przyleci i zapewni wszystko? A Ty jesteś córeczką mamusi i nic nie musisz robić
. Spotykam się z tym częściej niż z tą "obsługiwaczką".
Coraz mniej rozumiem z tego watku...
I chyba coraz dalej od tematu....
kwadrad napisał/a:Nie mowmy ze nie daja w ty mmomencie synowi długu emocjonalnego(bez pytanie) ktory kiedys syn zaplaci albo matce albo kolejnej jak Ty to nazywasz moim zdaniem dosyc obelżywie obslugiwaczce.
Nie bardzo rozumiem, co masz tu na myśli. O jaki dług emocjonalny chodzi?
O taki ze jak komus cos dajesz bez pytania to potem mozesz wypominac latami (mozesz ale nie musisz
).
A to teraz młodych dziewczyn nie wychowuje się właśnie takie, co to nic robić nie musza, bo i tak książe przyleci i zapewni wszystko? A Ty jesteś córeczką mamusi i nic nie musisz robić
. Spotykam się z tym częściej niż z tą "obsługiwaczką".
Nie wiem. Mnie mama wychowała na stworzenie, które przede wszystkim chce być niezależne i - na ile się da - samowystarczalne.
Ale tu też jest granica - ja zrobię dużo, ale tyle samo ma zrobić facet. Czyli ani nie siedzę i czekam, aż służący się zajmie księżniczką, ani sama wkoło niego nie będę latać. Nie zamierzam siedzieć w domu tylko normalnie pracować, w związku z czym dla faceta będzie to oznaczało, że połowa obowiązków domowych jest jego albo niech spada. ![]()
32 2015-08-24 00:56:06 Ostatnio edytowany przez Shirow (2015-08-24 01:08:24)
Jak dla mnie każdy człowiek powinien uczyć się radzić sobie w każdej sytuacji, dowiedzieć się czego chce i dążyć do tego, by to spełnić. Każdy ma jedno życie, niezależnie od płci. Nie warto po prostu być taką roślinką i oddawać się w ręce losu, liczyć na empatię ludzi i na to, że Ci pomogą, bo zazwyczaj tak nie jest. Trzeba mieć jakieś oczekiwania i zasady, żeby nie spojrzeć już pod koniec wstecz i nie powiedzieć sobie "No niewiele zrobiłam, całe życie jakoś udało mi się ujechać na litości i pracy innych. Jakoś tak wyszło."
Z jednej strony tępi się księżniczki, które nic z siebie dawać nie zamierzają, z drugiej tępi się te, które wiedzą czego chcą. Jakiś absurd. Wszyscy, niezależnie od płci, powinni pracować na to, by stać się swoją najlepszą wersją.
Shirow, mozna byc pracowitym, tworczym, samodzielnym, i kompletnie nie asertywnym.
Asertywnosc nie oznacza uwieszania sie na kims, tylko brak umiejetnosci bronienia swoich interesow, i nie zgadzania sie na to, co nam nie pasuje..
Mam taka kolezanke.
Samodzielna, pracowita, schludna, bystra, uzdolniona plastycznie...
I jak bym pojechala do niej, i z szerokim usmiechem oznajmila, ze urzadzam przyjecie, i ona ma mi wszystko przygotowac, to ona by przygotowala........bo nie wiedzialaby jakk odmowic....
Smutne, ale to prawda. Mase czasu poswieca na manewrowanie, zeby nie dac sie wykorzystywac- zamiast powiedziec np. Sasiadce- nie, kochanie, nie umyje ci wszystkich okien na swieta, bo po umyciu swich zamierzam sie relaksoeac caly wieczor.
W dodatku ta jej nieasertywnosc utrudnia mi kontakty z nia, a nie ulatwia...
No, bo ja nigdy do konca nie wiem, czy jej cos odpowiada, czy ona sie godzi na cos pod presja...
A moze w ogole nie ma czasu ,ochoty na kontakt, tylko nie umie odmowic...
Upierdliwe to jest i tyle...
Czemu faceci( nie wszyscy!!!), cenia sobie taka nieasertywnosc?
Bo wtedy nie slysza slowa 'nie'. Dlatego tak sobie cenia.
Moja mama i moj maz mowia, ze moje ulubione slowo to 'nie' . Ostatnio tyle razy powiedzialam to slowo przez telefon przy jednej rozmowie, ze moja wspolpracownica zakrztusila sie herbata probojac ukryc smiech. ![]()
35 2015-08-24 11:05:00 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-08-24 11:06:33)
Bo wtedy nie slysza slowa 'nie'. Dlatego tak sobie cenia.
Moja mama i moj maz mowia, ze moje ulubione slowo to 'nie' . Ostatnio tyle razy powiedzialam to slowo przez telefon przy jednej rozmowie, ze moja wspolpracownica zakrztusila sie herbata probojac ukryc smiech.
Konkurencja tez nie uslyszy " nie".....
Nooo, i zwsze jest ryzyko, ze taka panna zerwie bez dania racji, bo przeciez nie powie, co jej nie pasowalo....
W dodatku ta jej nieasertywnosc utrudnia mi kontakty z nia, a nie ulatwia...
No, bo ja nigdy do konca nie wiem, czy jej cos odpowiada, czy ona sie godzi na cos pod presja...
A moze w ogole nie ma czasu ,ochoty na kontakt, tylko nie umie odmowic...
Upierdliwe to jest i tyle...
Amen.
Mam to samo właśnie z jednym ze współlokatorów - nigdy nie wiem, czy jak się na coś zgadza, to naprawdę tego chce, czy po prostu nie wie, jak odmówić. Straszne to jest.
37 2015-08-24 12:46:04 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2015-08-24 12:51:28)
Wy chyba mowicie o kims o przewaznie zawsze zgodzi sie na cos (zupenie skrajnie).
Ale to osoba zgodzi sie na to bo prosza ja o to przyjaciele , rodzina itd.
Moze robi to bo chce byc mila.
Jasne ze jak sypie sie lista coraz to nowych żądań to przestaje byc fajnie.
Ale wtedy ta osoba zmienia sie ( raczej) bo zaczyna dostrzegac w tym byciu milym cos niedobrego dla siebie.
To jest jakis tam proces ktory przwaznie doprowadzi do jakiegos rodzaju kompromisu np z"robie ale .." , "tak ale ..".
Zalezy tez na kogo sie trafi bo teoretycznie jest zakładane przysługa za przysługe.
Wiec jezeli ktos zostanie wykorzystany to jeszcze dostanie w doope w momencie kiedy o cos poprosi( bo wczesniej nie powiedziala ze cos jej sie za to nalezy).
Ta nieasertywonosc moze byc bardzo niebezpieczna np w sytuacji kiedy ktos nie czuje sytuacji np
podchodzi do niej osoba na parkingu w momencie jak ona zamyka samochod i zaczyna opowiadac jakas bajke.
Kiedys to przerabialem jak wyslucham tego do konca jak opowiadala mi ta historie ze wdaje sie wogole w dyskusje na parkinku to wlosy stanely mi deba.
Moim zdaniem taka prawdziwa a moze zdziebko lepsza asertywnosc zaczyna sie nie po wyartykułowaniu potrzeb lub sprzeciwu ale po tym jak ktos na to odpowie "ze sie nie da" albo " a dlaczego nie".
To juz jest takie jakby bardziej ciekawe.
Po zastanowieniu dochodze do wniosku ze ta nieasertywnosc to moze wynikac z tego ze ktos chce byc widziany jako miły albo nie miał sytuacji ze spotkał sie z roznymi oszustami albo naciagaczami.
No bo po prostu zycie uczy (teoretycznie przynajmniej).
Kwadrat- chyba nie lapiesz...
Na przykladzie mojej kolezanki:
Ona potrafi odmowic akwizytorom, ale nie przyjaciolkom...
Bo zostala tak wychowana, ze MUSI zrobic cos dla kogos....
Nie potrafi odmowic. Z bogiem sprawa, jesli na prawde nie moze/nie ma czasu, ale jesli ten czas ma, i moze, to nie potrafi odmowic. Chocby nie wiem, jak jej sie nie chcialo...no, bo co ma powiedziec?
Nie umyje ci okien, bo mi sie nie chce?
W jej odczuciu to straszna obraza...
Po jakims czasie ludzie przyzwyczajaja sie, ze ona CHCE zrobic cos dla innych, i chetnie wciskaja jej swoje obowiazki...
A ona wije sie jak nadepnieta glizda, a nie odmowi wprost.
Dla mnie, to jest krepujace, bo jak ja np. Proponuje urzadzic dzieciom wspolne urodziny, to nie wiem, czy ona podziela moj entuzjazm, czy po prostu nie chce odmowic z grzecznosci. Bacznie ja obserwuje, i trzy razy pytam, czy tego chce.
Ale my sie znamy kope lat, w pracy, ze znajomymi, z dalsza rodzina ma ciagle problemy.
Jest typowym przykladem osoby nieasertywnej.
Ludzie nie asertywni to patologiczne ofiary losu.
a ja jestem z rodziny, w ktorej kobiety zdecydowanie dominowaly.
i majac takie wzorce ciezko sie "przekwalifikowac" na miekka, ulegla.stad czesto spotykam sie z opiniami- jak w temacie.
Oldo!! Dzień dobry:) Wieki całe:)
Ja mam podobnie- w kwestii rodzinnej.
I życiowo mam (na ogół) własne zdanie, jestem samodzielna, asertywna, zdecydowana.
I raz słyszę od panów, że mogłabym jednak taka nie być i dać sobie pomóc. A później jak jakiejś pomocy potrzebuję- to słyszę, że jak to, przecież ja daję sobie radę sama.
I nauczona doświadczeniem, w relacjach z mężczyznami staram się dawać im przestrzeń do prowadzenia, nie decydować- i kończy się tak, że pan się okazuje nagle dupą wołową i nie potrafi decyzji podjąć jakiejkolwiek, a że do święto-cierpliwych nie należę, to przejmuję stery..
Ludzie nie asertywni to patologiczne ofiary losu.
Tak, właśnie. Więc oczekiwanie tego od kogoś jest oczekiwaniem, że będzie on wiecznym męczennikiem na własne życzenie.
oldorando napisał/a:a ja jestem z rodziny, w ktorej kobiety zdecydowanie dominowaly.
i majac takie wzorce ciezko sie "przekwalifikowac" na miekka, ulegla.stad czesto spotykam sie z opiniami- jak w temacie.
Oldo!! Dzień dobry:) Wieki całe:)
Ja mam podobnie- w kwestii rodzinnej.
I życiowo mam (na ogół) własne zdanie, jestem samodzielna, asertywna, zdecydowana.
I raz słyszę od panów, że mogłabym jednak taka nie być i dać sobie pomóc. A później jak jakiejś pomocy potrzebuję- to słyszę, że jak to, przecież ja daję sobie radę sama.
I nauczona doświadczeniem, w relacjach z mężczyznami staram się dawać im przestrzeń do prowadzenia, nie decydować- i kończy się tak, że pan się okazuje nagle dupą wołową i nie potrafi decyzji podjąć jakiejkolwiek, a że do święto-cierpliwych nie należę, to przejmuję stery..
Ad rem...jakie wieki!!!
Widywalam cie w innych watkach..musialysmy sie minac...
43 2015-08-24 14:06:25 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2015-08-24 14:07:05)
Kwadrat- chyba nie lapiesz...
Na przykladzie mojej kolezanki:
Ona potrafi odmowic akwizytorom, ale nie przyjaciolkom...
Bo zostala tak wychowana, ze MUSI zrobic cos dla kogos....Nie potrafi odmowic. Z bogiem sprawa, jesli na prawde nie moze/nie ma czasu, ale jesli ten czas ma, i moze, to nie potrafi odmowic. Chocby nie wiem, jak jej sie nie chcialo...no, bo co ma powiedziec?
Nie umyje ci okien, bo mi sie nie chce?
W jej odczuciu to straszna obraza...Po jakims czasie ludzie przyzwyczajaja sie, ze ona CHCE zrobic cos dla innych, i chetnie wciskaja jej swoje obowiazki...
A ona wije sie jak nadepnieta glizda, a nie odmowi wprost.Dla mnie, to jest krepujace, bo jak ja np. Proponuje urzadzic dzieciom wspolne urodziny, to nie wiem, czy ona podziela moj entuzjazm, czy po prostu nie chce odmowic z grzecznosci. Bacznie ja obserwuje, i trzy razy pytam, czy tego chce.
Ale my sie znamy kope lat, w pracy, ze znajomymi, z dalsza rodzina ma ciagle problemy.Jest typowym przykladem osoby nieasertywnej.
Zgadzam sie ze ktoś tak moze zyc jak opisujesz ale temat nie precyzuje ze to o skrajnych sytuacjach.
Dlatego tez moje rozwazania sa dosc ogólne.
Jednak swoim zachowaniem wspierasz jej nieasertywność poniewaz jezeli wycofasz sie z żądań, żądanie zostanie odsunięte.
oldorando napisał/a:Kwadrat- chyba nie lapiesz...
Na przykladzie mojej kolezanki:
Ona potrafi odmowic akwizytorom, ale nie przyjaciolkom...
Bo zostala tak wychowana, ze MUSI zrobic cos dla kogos....Nie potrafi odmowic. Z bogiem sprawa, jesli na prawde nie moze/nie ma czasu, ale jesli ten czas ma, i moze, to nie potrafi odmowic. Chocby nie wiem, jak jej sie nie chcialo...no, bo co ma powiedziec?
Nie umyje ci okien, bo mi sie nie chce?
W jej odczuciu to straszna obraza...Po jakims czasie ludzie przyzwyczajaja sie, ze ona CHCE zrobic cos dla innych, i chetnie wciskaja jej swoje obowiazki...
A ona wije sie jak nadepnieta glizda, a nie odmowi wprost.Dla mnie, to jest krepujace, bo jak ja np. Proponuje urzadzic dzieciom wspolne urodziny, to nie wiem, czy ona podziela moj entuzjazm, czy po prostu nie chce odmowic z grzecznosci. Bacznie ja obserwuje, i trzy razy pytam, czy tego chce.
Ale my sie znamy kope lat, w pracy, ze znajomymi, z dalsza rodzina ma ciagle problemy.Jest typowym przykladem osoby nieasertywnej.
Zgadzam sie ze ktoś tak moze zyc jak opisujesz ale temat nie precyzuje ze to o skrajnych sytuacjach.
Dlatego tez moje rozwazania sa dosc ogólne.
Jednak swoim zachowaniem wspierasz jej nieasertywność poniewaz jezeli wycofasz sie z żądań, żądanie zostanie odsunięte.
Ja ja swoim zachowaniem probuje nauczyc, ze nie musi...
Tylko ona oporna jest( wyniesione z domu wzorce ciezko przelamac)
Widzisz....bo to jest tak, ze to widac...
Nie umiem tego wytlumaczyc, ale to po niej widac, ze ona nie odmowi.
Sa takie osoby, ze widac na pierwszy rzut oka, ze nie pozwola sobie wejsc na glowe, ze nikt nie osmieli sie miec roszczen, liczy sie z ich zdaniem, i szanuje ich czas, ich decyzje, inni pytaja ich o zdanie, po prostu budza szacunek.
Ona jest taka...hmmmm...latwo sterowalna...ulegla, miekka,
To jest w sposobie bycia. W sposobie wyrazania siebie w szerokim pojeciu.
Tak, jakby stale bala sie krytyki, jakby kazdemu chciala sie przypodobac, nikomu nie uchybic, nie urazic...
Jak ja , np. Cos mowie, to w sposob apodyktyczny, stanowczy, konkretny, bronie swoich racji, a nawet jak przyznaje sie do bledu, to nadal w ten stanowczy sposob.
I czesto spotykam sie z opinia, ze ta moja " twardosc", stanowczosc, jest niekobieca, nieatrakcyjna...
kwadrad napisał/a:oldorando napisał/a:Kwadrat- chyba nie lapiesz...
Na przykladzie mojej kolezanki:
Ona potrafi odmowic akwizytorom, ale nie przyjaciolkom...
Bo zostala tak wychowana, ze MUSI zrobic cos dla kogos....Nie potrafi odmowic. Z bogiem sprawa, jesli na prawde nie moze/nie ma czasu, ale jesli ten czas ma, i moze, to nie potrafi odmowic. Chocby nie wiem, jak jej sie nie chcialo...no, bo co ma powiedziec?
Nie umyje ci okien, bo mi sie nie chce?
W jej odczuciu to straszna obraza...Po jakims czasie ludzie przyzwyczajaja sie, ze ona CHCE zrobic cos dla innych, i chetnie wciskaja jej swoje obowiazki...
A ona wije sie jak nadepnieta glizda, a nie odmowi wprost.Dla mnie, to jest krepujace, bo jak ja np. Proponuje urzadzic dzieciom wspolne urodziny, to nie wiem, czy ona podziela moj entuzjazm, czy po prostu nie chce odmowic z grzecznosci. Bacznie ja obserwuje, i trzy razy pytam, czy tego chce.
Ale my sie znamy kope lat, w pracy, ze znajomymi, z dalsza rodzina ma ciagle problemy.Jest typowym przykladem osoby nieasertywnej.
Zgadzam sie ze ktoś tak moze zyc jak opisujesz ale temat nie precyzuje ze to o skrajnych sytuacjach.
Dlatego tez moje rozwazania sa dosc ogólne.
Jednak swoim zachowaniem wspierasz jej nieasertywność poniewaz jezeli wycofasz sie z żądań, żądanie zostanie odsunięte.Ja ja swoim zachowaniem probuje nauczyc, ze nie musi...
Tylko ona oporna jest( wyniesione z domu wzorce ciezko przelamac)Widzisz....bo to jest tak, ze to widac...
Nie umiem tego wytlumaczyc, ale to po niej widac, ze ona nie odmowi.
Sa takie osoby, ze widac na pierwszy rzut oka, ze nie pozwola sobie wejsc na glowe, ze nikt nie osmieli sie miec roszczen, liczy sie z ich zdaniem, i szanuje ich czas, ich decyzje, inni pytaja ich o zdanie, po prostu budza szacunek.Ona jest taka...hmmmm...latwo sterowalna...ulegla, miekka,
To jest w sposobie bycia. W sposobie wyrazania siebie w szerokim pojeciu.
Tak, jakby stale bala sie krytyki, jakby kazdemu chciala sie przypodobac, nikomu nie uchybic, nie urazic...
Jak ja , np. Cos mowie, to w sposob apodyktyczny, stanowczy, konkretny, bronie swoich racji, a nawet jak przyznaje sie do bledu, to nadal w ten stanowczy sposob.I czesto spotykam sie z opinia, ze ta moja " twardosc", stanowczosc, jest niekobieca, nieatrakcyjna...
Ja tam jestem zdania ze jakis tam charakter trzeba mieć.
Moze być tak ze ktoś sie dlugo na cos zgadza , zgadza , zgadza a potem hokus pokus pokaze sie demon zemsty , pretensji i kombinacji.
Nie wiem juz do konca czy to chodzi o asertywnosc czy raczej o umiejetnosc wyrazania swoich uczuć.
Niby asertywnosc to juz w przypadku 2 osób ale ponizej tego jest jeszcze zmaterializowanie swoich odczuć /uczuć i ich przedstawienie najpierw sobie potem komuś.
To chyba zbyt skomplikowane zeby tak dziobnac na jednym przykładzie .