Cześć,
mam nietypowy problem.
Chodzi mi o pewną osobę. Mam 25 lat ta osoba 26. Znam ją od liceum. Jest to moja koleżanka. Niby żadnego problemu nie ma ale JEST.
Opiszę po krótce sytuację.
Nie chcę też robić psychoanalizy, ale chyba będzie potrzebna.
Ja, osoba wychowana w domu 4 osobowym w tradycyjnej rodzinie, 2+2, dziadkowie, kuzyni. Wyrosłam z brzydkiego kaczątka na łabędzia, miałam/mam pełno kompleksów z którymi walczę do dzisiaj. Jednym z nich jest nieśmiałość co powoduje bardzo różne pierwsze wrażenie mojej osoby. Od zbyt dziecinnej do zbyt oschłej, chłodnej wyniosłej.
Moja koleżanka natomiast pochodzi z rodziny patologicznej, jest bardzo ogarnięta, trochę męska. Zwierzałyśmy się sobie od liceum, wydaje mi się, że mi zazdrości rodziny, kontaktów z rodzicami. Wiele razy mówiła mi, że w tym wieku 'powinnam' się wyprowadzić na swoje, bo moi rodzice są toksyczni, że wszystkie kłotnie, o których jej mówiłam są toksyczne. Dawałam jej wiele rad przez wiele lat w sprawach związkowych ( sama mając problemy większe niż ona - nie byłam w normalnym związku od 4 lat), ona w tym czasie w 3. Zawsze jej pomagałam, ufałam itp. Doradzałam w sprawach związanych z ubiorem, w sprawach plastycznych ( mam rodzinę artystyczną).
Problem w tym, że ona po każdym woim związku zwierzała mi się, że każdy jej były uważa ją za toksyczną osobę. Im jest starsza tym bardziej samolubnie się zachowuje, trzymwa wzystkich na dystans. Nie ma takiego 'ciepła' w sobie, nikim i niczym się nie przejmuje oprócz kilku osób. Może myśli dobrze a to ja jestem jeszcze niedojrzała? Ona stosuje 'wyjebanie'. Potrafi się odsunąć od kogoś lub uciec z urodzin ( zrobiła tak na moich, bo jej się nie podobało). Bardzo ma dziwne zachowania.
Jest ładna, dba o siebie. Przez ostatni rok nie była w żadnym związku, ale jakby przyzwyczajała do siebie przyjaciół facetów. Widziałam, że oni za nią latają, że traktują ją jako kogoś ważnego. Że np kiedy podoba mi się jakiś chłopak - ona to wyczuwa- i specjalnie go szybko omotuje przyjaźnią, matczyną więzią tak aby o mnie zapomniał. I to jest prawda. Każdy mój znajomy ( raczej płci żeńskiej) powie, że ona jest fałszywa i toksyczna. Że coś z nią jest nie tak.
Po co to piszę?
Ponieważ ona nie ma obiekcji przed niczym. żyje tak jak chce. Tak jak powiedziałam olewa, zlewa ludzi, potrafi wyjśc, olać, odwrócić się tyłem. Poza tym na 1szy rzut oka jest bardzo miła. Mieszkam w średniej wielkości mieście- tu się dużo osób zna. Szczególnie z kręgów w których ja przebywam. Ona zna bardzo dużo osób od swojej pracy w branży IT poprzez nasze liceum po kręgi kulturalno , klubowo undergoundowe.
Wkurzam się zawsze kiedy np ktoś się mnie pyta skąd ją znam- ja mówię, że z liceum - a ktoś; oo boże ona jest taka i taka, super.
Ona ma wyjebane na ludzi, poznała mnie z wieloma w zeszłym roku i to jej zawdzięczam, ale widzę, że musi dyrygować albo być takim kontrolerem w towarzystwie. Może przesadzam, ale czasem wydaje mi się, że ona omotuje sobie wszystkich kolegów męskich wokół palca. Ma tylko kilka koleżanek.
Mi też ostatnio jakoś z nią na pieńku i chyba rozumiem dlaczego nie ma tych koleżanek. Nie odzywam się do niej- ona zabiega o kontakt, zawsze się wypytuje co i jak.
Teraz przejdę do sedna, wkurza mnie to, że ona zna wszystkich. Że ludzie ją znają i zawsze się mnie pytają skąd ją znam bo ona jest taka zajebista. Nie chodzi mi o zazdrość, ale ja wiem jaka ona jest w środku. Ona jest zazdrosna o to, że np 2 jej przyjaciół startowało do mnie. Później była cisza 2 miesięczna gdzie ona z nim wyjechała na wakacje. Wrócili i okazało się, że ona ma faceta a oni nie odzywa się do mnie zupełnie.
Czuję, że ta osoba dyryguje towarzystwem, że ciągle siedzi na facebooku, że obczaja.
Wiele razy widziałam jak ciągle siedzi na telefonie na facebooku. Wiele raz słyszałam jak mówia, że ona nic ni robi w pracy oprócz facebooka ijak wraca do domu nie ma nic do roboty to siedzi znowu na facebooku. Jej życie online kwitnie, datego dodaje każdego, dlatego jest online ciągle, dlatego zabiega o kontakt, dltego ma tyle lajków i przyjaciół. I dlatego ludzie ją LUBIĄ, bo ma dla każdego czas... Wiele razy np na spotkaniach ze mną pisała na telefonie, była online, zlewała atmosferę spotkania , tak jakby musiała wiedzieć co się dzieje i być na 'czasie'.
Wkurza mnie to, że przychodzi i odchodzi. Wkurza mnie to, że jakby zabiera zainteresowanie każdego kto do mnie podbije.
Nie chodzi o to, że czuję się gorsza czy inna. Ale może mam większy problem z nawiązaniem bliższej relacji. Jestem bardziej nieśmiała. A ona otwarta, zawsze zagada i ten small talk sam się rozrusza...
Było już wiele razy tak, że ona przedstawiała mnie kolegom, oni coś ode mnie chcieli, trochę się spotykaliśmy , cisza i nagle ona się wtrącała mówiła,że oni nic ode mnie nie chcą. A na moje prośby spotkań z nimi oni nie reagowali i mnie olewali...Tak jakby ona im matkowała ![]()
A kiedy ja poznaję ją z moimi kolegami ona sobie 'wybiera' i tak wybrała sobie obecnego chłopaka- od razu się pocałowała z jednym na imprezie i są już razem.
Nie wiem czy to ja jestem inwalidą w relacjach czy ona jest cwana i chytra i normalna.
Po prostu wkurzam się, że taką osobę mam w otoczeniu. Że do każdego jest miła, a sama mówi mi w sekretach, że ona ma wiele wrogów i spięć i od niej uciekają znajomi bo mówią, ze jest złym człowiekiem ( po pijaku 2 razy mi to powtarzała).
Nie wiem co myśleć. Powoli z nią urywam kontakt. I chcę być kojarzona sama ze sobą, a nie z nią.
Bo ludzie o niej mówią jak o nie waidomo kim, że ma tyle znajomych, tyle kolegów, że ciągle BYWA, że ciągle jest w jakiś kręgach, na imprezach itp.
Co zrobić?