Cześć wszystkim. Trafiłam na to forum całkiem przypadkiem. To mój pierwszy post i mam nadzieję że nie ostatni.
Moim ogromnym problemem jest życie. Od roku mam męża - Bardzo go kocham. W październiku spodziewamy się pierwszego (i niestety ostatniego) syna. Mój mąż jako dziecko nie miał za wiele. Żył w bardzo biednej rodzinie. Teraz kiedy zarabia staram się aby mógł sobie to wynagrodzić i kupuje sobie różne rzeczy. Wczoraj zapytał mnie jakie mam marzenia, bo moje też chciałby spełniać. I tu właśnie pojawia się problem. Obawiam się że ja nie mam marzeń. Nie ma niczego co ja chciałabym mieć. A jeżeli już takie coś jest to wiem, że jest to nieosiągalne. Najlepszym na to przykładem jest być po prostu zdrowa. Choruje od zawsze. W 2012 roku wycieli mi nerkę pozostała wielka blizna, chciałbym żeby zniknęła ale to nie realne. Do tego pojawiają się problemy w ciąży z jedną nerką. Bardzo źle czuje się w swoim ciele. Wyczytałam gdzieś, że pomaga metamorfoza. Zamówiłam więc fryzjerkę do domu. Obcięła mi sporą ilość włosów, zmieniłam kolor i nic. W ogóle nie poczułam sie lepiej. Nie raz myślałam o odebraniu sobie życia ale jak pomyśle o moim mężu to nie potrafię. Oczywiście nigdy nie powiedziałam o tym swojej drugiej połowie. Za to ile razy próbuje z nim pogadać to on uważa że przesadzam i że mu sie podobam ale kiedy dochodzi do zbliżenia w zasadzie prawie zawsze zostaje w koszulce. Nie ma też żadnych koleżanek. Ciągle sama jestem w domu. Mąż albo pracuje, albo robi coś przy aucie w garażu albo idzie z kolegami na piwo. Pyta w zasadzie czy może ale ja nie powiem mu nie. Nie chcę go ograniczać. Boję się też co będzie jak na świat przyjdzie Aleks. Nie wiem czy dam sobie rade. To wszystko mnie przerasta. Ktoś ma jakiś pomysł, jak uporać się ze wszystkim?
Podobne tematy
Masz do wyboru: martwić się tym czego nie masz albo cieszyć się tym co masz: dobrego, pracowitego, kochającego męża, dziecko w drodze-czy to mało? Ładnie ze strony męża, że pyta czy może iść na piwo, widać że Cię szanuje, ale czasem możesz mu powiedzieć, żeby został z Tobą bo czujesz się samotnie. Pozwól mu czasem żeby coś Ci kupił i przyjmij to z wdzięcznością. Dlaczego nie masz koleżanek?
Doceniam, że mam męża. Pozwalam mu też na to żeby coś mi kupił, tyle że on pyta mnie co chce a ja sama nie wiem. Uważam że mam wszystko, chodź z drugiej strony czuje że czegoś mi brakuje.
Jeżeli chodzi o Twoje pytanie na temat koleżanek to bardzo długa historia. W zasadzie zaczęło się jak miałam 12 lat. Mój (na szczęście) już były szwagier wykorzystywał mnie seksualnie przez 3- 4 lata. Do tego bardzo dużo chorowałam. Przez to wszystko zamknęłam się w sobie. Nigdy nikomu się nie zwierzyłam z tego (oprócz mojej najbliższej rodzinie i mężowi). Zawsze byłam wyśmiewana i przez nikogo nie lubiana i tak już zostało do teraz...
P.S. Dziękuje że odpisałaś ![]()
To pewnie tu leży źródło Twoich problemów, w tych przeżyciach z dzieciństwa. Być może właśnie przez nie, a nie przez chorobę i bliznę, nie lubisz swojego ciała, czujesz się kimś gorszym, kimś kto nie ma prawa do marzeń, do prezentów od męża. Czy nie myślałaś o psychologu?
Netka- pójdź do internisty i weź skierowanie do psychologa. Czas uporać się z zmartwieniami, bo te potrafią rosnąć w nieskończoność. Na wizytę pewnie poczekasz z 2,3 miesiąca ale przynajmniej podejmiesz wysiłek.
Trzymam kciuki i ślę dużo pozytywnej energii.
Dziękuje wam za podpowiedź. Myślałam już nie raz o psychologu ale tak szczerze nie wierze że da mi to wiele. Nie wiem nawet co mam mu powiedzieć kiedy zapyta mnie dlaczego do niego przyszłam. Jako dziecko, kiedy już "skończyła" się przygoda ze szwagrem (siostra się rozwiodła, a on wyjechał do rodziny nad morze), próbowałam niejednokrotnie popełnić samobójstwo. Rodzice zabrali mnie wtedy do psychologa i psychiatry. Brałam jakieś tabletki. W zasadzie nie wiele pamiętam z okresu gimnazjum. Większość z opowiadań.
Doskonale wiem w czym tkwi problem. Moi rodzice przepisali mi dom w którym to wszystko się działo. Razem z mężem staramy się układać meble, malować ściany a nawet wymieniliśmy drzwi żeby było ZUPEŁNIE inaczej niż wtedy. Ale to chyba nie za wiele pomogło. Staram się myśleć o tym miejscu jak o bezpiecznym schronieniu dla mnie, mojego męża a w przyszłości też mojego synka. Chciałabym żeby ten dom kojarzył mi się TYLKO z nimi, z miłością, spokojem.... ale to nie takie proste.
Sluuu- Czy do psychologa potrzebne jest skierowanie ?
Jak nie masz kontaktu ze swoimi emocjami to psycholog się przydaje.
Żeby chodzić na wizyty z NFZ, potrzebne jest skierowanie. Jak stać Cię na prywatnego, nie.