Mam 32 lata.
Właściwie dopiero niedawno zaczęło do mnie dochodzić, że zawsze byłam nielubiana.
Tzn. mam dosłownie 3 osoby które są ze mną od dawna i bardzo mnie lubią (przyjaciółka od dziecka, siostra, mąż), znają wszystkie moje cechy, także wady, ale uważają mnie za wartościową osobę, uwielbiają spędzać ze mną czas. Mówią że zawsze można na mnie liczyć. Tak samo moi rodzice - uważają że mają fajną córkę, która ma wiele zalet i "udałam im się". Miałam też w życiu 2 inne przyjaciółki wieloletnie, ale kontakty się osłabiły lub urwały np. z powodu wyprowadzek, itd.
A jednak np. 3 razy w życiu spotkała mnie sytuacja, że zostałam wykluczona z dużej grupy. Najpierw wszyscy mnie lubili, a po paru tygodniach zaczynali spotykać się beze mnie, urywając przy tym ze mną kontakt bez wyjaśnień.
Po pierwszej takiej sytuacji myślałam że trafiłam na fałszywych ludzi, ale skoro zdarzyło mi się to 3 razy, to nie może być przypadek. Każda taka sytuacja bolała i czułam się jak śmieć.
Np. na moją 18-tkę na kilkanaście zaproszonych osób przyszła tylko jedna, a później dowiedziałam się że reszta się umówiła że mnie oleją i mieli z tego powodu wielką radochę. A jednak w szkole przedtem byłam lubiana, miałam dobre oceny choć nie byłam kujonem, raczej typ luzaka.
Nawet gdy pojawiam się na jakimś forum, to najpierw jestem lubiana, a po czasie wszyscy się ode mnie odwracają. Raz miałam taką sytuację, że z dnia na dzień wszyscy zaczęli znikać z forum na którym byłam aktywną uczestniczką (było ono niewielkie) i przez przypadek dowiedziałam się, że wszyscy przenieśli się na inne forum, żeby tylko nie mieć już ze mną kontaktu. Brzmi niedorzecznie, ale to prawda. Nikt nawet wprost mi niczego nie wyjaśnił. Jak okropną osobą muszę być, że aż nie chcieli mieć ze mną już nic wspólnego?
Jeśli chodzi o związki - miałam ich dużo w swoim życiu, zanim poznałam męża. Wszystko się rozpadało, myślę że często z mojego powodu, czasami słyszałam że mam ciężki charakter, choć mój mąż mówi że to nieprawda, o uważa że życie ze mną jest fajne i proste, że jestem niekonfliktowa i ugodowa, a jest ze mną najdłużej z tych wszystkich facetów (7 lat).
Fizycznie chyba się facetom podobam, ale nie jestem typem np. zmanierowanej solary.
Próbuję wciąż rozszyfrować dlaczego jestem nielubiana.
Myślę, że jestem miła, dośc kontaktowa, utrzymuję kontakt wzrokowy, interesuję się nowo poznaną osobą.
Potem naprawdę daję serce na dłoni, jeśli komuś ufam i lubię, jestem w stanie wszystko zrobić, pomóc jak tylko mogę.
Chyba problemem jest to że jestem trochę typem kobiety "z jajami" (choć nie wizualnie). Mam swoje poglądy, jestem twardzielką, jestem zawsze szczera, nienawidzę kłamać. Dużo dziewczyn wali slogany "lubię szczerość ", ale to nieprawda, bo kłamią, są fałszywe. Ja zawsze mówię prawdę i choć staram się być taktowna, to chyba nie zawsze mi się udaje? Oczywiście nigdy nie powiem nikomu np. "przytyłaś" lub "jesteś brzydka"
bo nie o takiej szczerości mówię.
Jestem także niezbyt tolerancyjna wobec cech których nie lubię, np. głupoty, nienawiści do zwierząt, tępych poglądów. To chyba może czasami sprawić wrażenie że gardzę niektórymi? Sama nie wiem.
Poza tym sprawiam wrażenie pewnej siebie, choć to nieprawda, w środku jestem niepewna siebie, ale uważam że w życiu trzeba być odważnym i przełamywać swoje obawy.
Jestem też bardzo wygodnicka i asertywna, może za bardzo?, przykładowo, nie pójdę gdzieś jeśli nie mam na to ochoty.
Właściwie wszystko to spekulacje, domysły, bo nikt mi wprost nie powiedział o co chodzi.
Próbuję pracować nad sobą, ulepszać się, jednak nie widzę by nastawienie ludzi się do mnie zmieniało.
Z drugiej strony - mówi się "zawsze bądź sobą" i ja jestem sobą, niestety za cenę bycia nielubianą.
Nabawiłam się kompleksu. W tej chwili gdy kogoś poznaję, bardzo zabiegam o to by mnie polubił. Przestałam lubić poznawanie ludzi, bo myślę że skończy się tak samo.
Wewnątrz jestem wrażliwa, strasznie przejmuję się opinią innych, czasami płaczę. Kocham zwierzęta, jestem wegetarianką, przygarnęłam kilka bezdomnych zwierząt i "wychowujemy" je z mężem (piszę to po to by przekazać, że jestem empatyczną, wrażliwą osobą, a nie jakimś terminatorem).
Notorycznie analizuję swoje zachowania, rozmyślam czy mogłam czymś sprawić komuś przykrość. To nie tak że mam to gdzieś i przepycham się łokciami.