Jako dziecko często słyszałam u dentystki albo tuż przed zastrzykiem: "Pomyśl o czymś przyjemnym, zaraz będzie po wszystkim". W dorosłym życiu miałam problem z bezsennością, a lekarz zalecił, bym przed snem myślała o jakiejś sytuacji z mojego życia, która wywołuje u mnie poczucie szczęścia i bezpieczeństwa. Na warsztatach antystresowych pojawiały się podobne rady. Miłe wspomnienia potrafią zdziałać wiele dobrego. Relaksują nas, poprawiają humor, rozgrzewają serce w długie, depresyjne zimowe wieczory, gdy cierpimy na brak słońca. Pomagają też przetrwać złe chwile, kiedy mamy wrażenie, że niebo wali się nam na głowę. Sądzę, że wszyscy mamy kilka takich ciepłych wspomnień, które pielęgnujemy w naszej pamięci. Mogą dotyczyć najróżniejszych rzeczy: wakacji, sukcesu w pracy, pierwszych kroków dziecka, pierwszej miłości, chwili ślubu itp. Mogą też pochodzić z okresu dzieciństwa, które było spokojne i beztroskie.
Wydaje się, że tego typu wspomnienia są czymś jednoznacznie pozytywnym, ale co wtedy, gdy idealizujemy sobie pewne sytuacje z naszej przeszłości i to niekorzystnie odbija się na naszym życiu tu i teraz? Np. pielęgnujemy w pamięci obraz naszego ex oraz wszystkie romantyczne chwile z nim spędzone. Uniemożliwia nam to zamknięcie tamtego rozdziału i zdobywanie nowych pięknych wspomnień.
A czy Wam często zdarza się wracać do przeszłości? Macie jedno lub kilka wspomnień, które budzą u Was uśmiech? Czy sądzicie, że takie wspomnienia mogą być czymś niekorzystnym, jeśli są przywoływane w nadmiarze?