Witam! Jest to mój pierwszy post więc proszę o zrozumienie.
Mam 20 lat, mój chłopak 19, jesteśmy razem 1,5 roku.
On wyjeżdża do pracy do Holandii, mieszka tam jego rodzina i to u nich pracuje, nie musi martwić się o mieszkanie ani wyżywienie za nic nie płaci.
Ale parę lat temu mieszkał tam na stałe i chodził tam do szkoły, więc po za pracą ma dużo kolegów i znajomych z którymi wychodzi po pracy.
A w weekendy to prawie zawsze gdzieś wychodzi.
Zjeżdża do polski różnie.
Wyjeżdża od marca.
Najpierw jechał tam na miesiąc i na tydzień wracał do polski, później na dwa tygodnie i na 4 dni do polski, potem znowu na miesiąc i na 4 dni do polski i jakoś było to do zniesienia, ale tym razem jak wyjeżdżał mówił że jedzie na dwa tygodnie bo jest mało pracy i że wróci do mnie na tydzień i pojedzie jeszcze raz na dwa tygodnie, ale jak tylko dojechał to się okazało że jest jednak dużo pracy i że nie wróci do polski przez minimum 7 tygodni, może więcej, zależnie od tego w jakim czasie wyrobią się z pracą.
Martwi mnie bardzo to że pracuje nawet po 10h dziennie i po tym przyjeżdżają jego kumple jeszcze, gdy zostanie sam to jest już godzina 23-24 i zaraz kładzie się spać bo jest zmęczony, więc bardzo mało ze sobą rozmawiamy.
Ja to wszystko rozumiem, ale ciężko mi to wytrzymać.
Oczywiście nie jest tak że wg się nie odzywa, z reguły rano pisze zanim wyjdzie do pracy, ale to tylko chwilkę, gdy skończy pisze że już skończyli, w ciągu dnia jak mają przerwę też pisze, no i wieczorem, a potem idzie spać albo jeśli to weekend to wychodzi gdzieś z kolegami o czym też mówi, zapewnia że mnie nie zdradzi, że mnie kocha i wg.
Ale pomimo wszystko mam obawy, bo on należy do facetów o których mówi się "playboy", uwielbia dziewczyny, a dziewczyny uwielbiają jego,
(gdy się tam wyprowadził za pierwszym razem jako 15-latek, sąsiadka zapraszała go do siebie na szybki numerek, ale nie znał języka wtedy i nie wiedział o co jej chodzi, później powtórzył wujkowi co do niego mówiła tamta kobieta i zapytał co to znaczy),
a ja należę do kobiet które wolą posiedzieć w domu, odpocząć, oczywiście jeśli jest okazja to można się pobawić ale bez przesady.
Często się kłócimy, nie są to jakieś poważne kłótnie, tylko sprzeczki o bzdury, ale oboje mamy ostre charaktery i nieraz kończy się zażartą kłótnią, oczywiście godzimy się najpóźniej następnego dnia rano.
Co o tym myślicie?
Podobne tematy
Jak dla mnie wszystko jest ok w waszej relacji. On wyjeżdża i przyjeżdża, macie kontakt, pisze do Ciebie. Naprawdę nic złego tutaj nie widzę:) a to że nie będzie go ok. 7 tygodni to nie koniec świata. Ja ze swoim nie widzę się już ponad 3 miesiące i nie rozpaczam z tego powodu. Trzymaj się ciepło i nie rozmyslaj za dużo.
Można utrzymać taki związek jak najbardziej. Ale też nie ma reguły, wszystko zależy od ludzi, jak podchodzą do związku. Ja ze swoim obecnym narzeczonym jesteśmy ze sobą już 5,5 lat a ostanie 1,5 roku on pracuje za granicą. Za miesiąc się pobieramy i przeprowadzam się do niego
Najważniejszy jest częsty kontakt, rozmowy, zaufanie no i wiedzieć do kiedy ta sytuacja ma trwać.
Jeżeli jest takim playboyem jak piszesz, to będzie ciężko, choć z drugiej strony... tacy faceci mają z reguły wyższe poczucie własnej wartości, więc może nie jest aż tak fatalnie, ale pod warunkiem, ze kontakt będzie najczęstszy jak to tylko możliwe, 7 tygodni to szmat czasu, musisz coś wymyślić, by max 3.
W tym jest właśnie problem nie wiem do kiedy ta sytuacja ma trwać, jestem zdania że związek na odległość ma szanse przetrwać w stabilnym związku, który już trochę trwa. A my próbujemy drugi raz, bo pierwszy trwał cztery miesiące. Teraz jesteśmy razem 9 miesięcy z czego od 4 miesięcy on wyjeżdża więc nie jest to jeszcze zbyt stabilny związek. A ten jego wyjazd się przedłuża na początku miało być 6 tygodni, teraz już 6 minęło i co najmniej jeszcze 3. Nie rozstawaliśmy się nigdy na tak długo dlatego nie do końca wiem co robić, bo jednak mi go brakuje.
jak poradzić sobie gdy maz wyjzdza na 7 tygodni do pracy za granice? czasami jest to miesiąc i potem wraca do mnie na 4 dni