Witam, Bylam w zwiazku od 2 lat bylismy ze soba codziennie, mimo klotni ktore byly na porzadku dziennym, darzylam i darze go wielkim uczuciem. Mimo mlodego wieku zakochalam sie, zawsze czulam sie na o wiele starsza kobiete, pewnie dla tego ze przezylam w zyciu o wiele wiecej niz niektorzy. Marzylam by poznac kogos, kogo bede kochac bardziej niz wszytskich, kogos kto bedzie wazniejszy niz ja sama. I znalazlam, nie zaluje byl to najpiekniejszy okres w moim zyciu, naprawde mnie kochal i byl zawsze gdy tego potrzebowalam. Jest w moim wieku lecz rowniez byl dojzaly. Okolo miesiac temu, powiedzial mi ze traktuje go jak w klatce, ze on nie moze nigdzie wychodzic. Bylo to wtedy kiedy bylam chora i prosilam go by zostal ze mna bo potrzebowalam tego, spedzil jedna nocke z kolegami, ale juz w kolejny weekend prosilam by zostal. Wiem ze jest mlody i moze zle zrobilam, ale tez mogl porozmawiac a nie krzyczec na mnie ze traktuje go jak w klatce, gdzie on nigdy takich slow nie uzywa i nie wiem skad mu sie to wzialo, koledzy byli zazdrosni o to ze teraz nie moga z nim wychodzic codziennie i nie lubieli mnie za bardzo, moze probowali mu cos wmowic. Nie wazne nie chce zwiniac na nikogo winy, lecz zerwalam z nim bo mnie to zabolalo bo nie tylko takie slowa padly tamtego wieczoru. Kolejny dzien po tym nie odzywalismy sie, i chyba tak trwalo przez tydzien. Wkoncu ja sie odezwalam nie moglam wytrzymac, myslalam ze bedzie sie staral by wrocic, naprawic, skoro tak bardzo nam na sobie zalezalo. Przeprosilam, chcialam wrocic, napisal mi ze nie chce tego zwiazku, nie byl szczesliwy przez ostatni okres, ale ja naprawde nie mialam co od siebie zaoferowac bo lezalam w lozku chora. Blagalam, jak pajac przychodzilam zaplakana wiedzac ze od powiedz bedzie jedna, nie chce juz tego zwiazku. Wkoncu po 2/3 tygodniach podjelismy decyzje ze nie ma sensu omijac sie, poprostu zostanmy przyjaciolmi. Dwa dni potem spotkalismy sie u niego w domu, uprawialismy seks, calowalismy sie wszystko tak jak kiedys, powiedzial tylko ze mam nie mowic nikomu nawet przyjaciolka, nawet nie chcialam mowic bo to byl moj pomysl zeby sie zblizyc. A potem przy kolegach traktowal mnie gorzej a jak bylismy sami bylo tak jak dawniej, potrzebowalam jego, tej milosci i jego ciepla. Tyle ile ja sie naplakalam przez niego i tyle ile ja sie nacierpialam nikt tego nie przezyl. Ale dzisiaj gdy jest juz ponad tydzien, spotkalismy sie tak jak zwykle by obejrzec film pogadac, posmiac sie, bylo wszystko dobrze czulam sie cudownie przy nim. Na koncu jednak sie poplakalam nie rozumiem jak mozna kochac, i nie chciec naprawic zwiazku, tych wszystkich wspomnien razem. Widzial jak placze lecz dla niego to zadna nowosc, poszedl do domu. I pisalismy, lecz zaczelam pisac o dzisiejszym dniu i wszystko sie popsulo, poklocilismy sie znowu. Nie gadamy, nie odpisuje. Nie wiem co zrobic, nigdy na takich forach nie pisalam, bo nie lubie sie wyzalac. Ja bym chciala by bylo tak jak kiedys, bylo mi dobrze i jemu tez. Ale jestem chyba po prostu nawina i tyle, tak jak on sie do mnie teraz odzywa, nigdy bym nie pomyslala ze do takiego dupka chcialabym miec. Ale go kocham wiem ze czas leczy rany, ale ja chce walczyc, nie wiem jak czy da sie to odbudowac. Sama nie wiem co chce zrobic. Mialam tyle wspolnych marzen z nim, myslalam ze bedzie na zawsze.
Na forum obowiązują zasady, a te wyraźnie mówią, że tematy umieszczamy zgodnie z ustalonym porządkiem, a nie na chybił-trafił. Wątek przenoszę we właściwe miejsce, a Ciebie proszę o zapoznanie się z Regulaminem Forum i stosowanie do jego zapisów.
Z pozdrowieniami, Olinka