Piszę tu do was, aby wkońcu to z siebie wyrzucić. nie mam już siły aby udawać że jestem twarda, że mnie nic nie rusza..
Dom
Rodzice, Siostra i ja. od dwóch lat kłótnie, sprzeczki, docinki, ona lepsza wg. niej ja lepsza ... wiecei jak to bywa ale byliśmy razem. kiedys cos we mnie peklo tam w środku, dzieki mojej matce widzialam taki obrazek: tata jestzly bo mnie nie docenia a Ciebie poniża.ok. wyprowadziłam się do mamy siostry, pożniej dołąćzyła do mnie mama. zrobiłyśmy remont domu (dom dwupiętrowy na dole jej siostra na górze my) i się zaczęło. istna rzeźnia. W domu prawo głosu miała ciotka, mama niegdy się nie wtrąciła, nie powiedziała "to moje dziecko" nie, pozwalała aby ciotka wpieprzała się w moje życie. wieczne obrażanie mojego taty, wyśmiewanie że byłze wsi, nazywanie "ukraińcem" (!!) bo spod wschodniej granicy, głupkiem bo nie ma wykształcenia.. moja psychika znów zaczyna siadać, nie radzę sobie z tym.
Pierwsze odwiedziny u taty po odejściu.
placz taty że nie rozumie dlaczego,widziałam jak mu przykro, był wrakiem człowieka. nie obgadywał matki pytał tylko co u nas, czy zdrowi itp opowiedział swoją historię małżeńską, jak było i powiedział jedną bardzo ważną rzecz: "nie musisz mi wierzyć ale mało mów, więcej obserwuj w domu". i tak zrobiłam.
oczywiście po powrocie od taty cicha, zimna wojna. Wojna uderzająca w psychikę, efekt?-> jestem zła że do niego pojechałam. a więc przez pół roku nie jeździłam, w wigilię padło tyle przykrych słow na ojca że nie wytzrymałam. po jakimś czasie znów pojechałam, i kolejny raz.. u matki było coraz gorzej ciotka robiła awanture o byle co, albo cały dom po prostu siedział cicho. wracałam od taty miałam zamknięte drzwi do domu, zgaszone światło na podwórzu, wchodząc do domu mówiłam "cześć już jestem" jakgdyby nigdy nic- bo cóż złego robiłam? wkońcu to mój ojciec mam prawo go odwiedzac! - i cisza. Po jakimś czasie zaczęły się rozmowy że za długo u niego siedzę, o czym rozmawiamy, żebym nie kłamała..
wyprowadziłam sie więc i z tego domu - wracając do taty. odbudowaliśmy swoje zaufanie itd..
teraz u niego mieszkam. prawie pół roku juz. i nie daję rady. CZY TO ZE MNĄ JEST COŚ NIE TAK? nie rozumiem.. cały czas stara się nawijać na mamę, ja tego nie zniosę nie da się! cały czas wypomina że to ja sie wyprowadziłam, że nie mówię mu wszystkiego o matce, że kogoś ma, że coś tam...czyli powtórka z zabawy.
może mam głupie myslenie..u mamy mieszkałam niespełna rok..tu też więcej nie wytrzymam. czasem mam wrażenie że lepiej gdyby byli razem bo się nadają dla siebie. to samo myslenie itp.. JA pierwsza się wyprowadziłam i winę za rozpad rodzinybiorę na siebie. jest mi cholernie cięzko bo to dorośli ludzie a nie moga się dogadać. cięzko naprawdę ciężko to znosić to rzucanie kłód pod nogi.. przecież przeżyli ze sobą 31 lat małżeństwa!! albo niech z godnością odejdą od siebie i nie odzywają się albo niech zostaną w kumpelskich stosunkach bo tak się nie da!
każdy ma o coś pretensje. nie potrafie ich wszystkich zadowolić, czego bym nie robiła.
ale mimo braku porozumienia oboje mają to samo podejście do mnie "za mało dajesz od siebie", "wychowałam cie lepiej a ty nawet matki nie odwiedzisz, co ojciec ci nie da?", "jedz do matki moze ona cie zrozumie, wkoncu ona cie wychowywala","przesadzasz".
ogólnie? JESTEM ZŁA czego bym nie zrobiła,jakich starań bym nie włożyła. Szkoła,praca,chłopak to oni wyznaczają mi co robię dobrze a co źle.
nie wychowywali mnie. za młodu budowali domy, pracowali a ja po szkole wychowywałam się na dworze. teraz na studiach próbują? śmieszne.
jesli ktoś dotrwaqł do końca to miło, że mimo własnych problemów stara się wziąść na kark i moje.
Pozdrawiam i życzę aby nikogo to nie dotknęło. nie ma nic gorszego niż nieuzasadnione poczucie winy i wszechstronne gnojenie.