Witam wszystkich,
Przypadkiem znalazłem to forum gdy szukałem odpowiedzi co dalej robić ze swoim związkiem. Widziałem tutaj kilka archiwalnych wątków ale żaden, nie dał mi odpowiedzi albo nadziei że da się naprawić związek z moją dziewczyną.
Poznaliśmy się na studiach, ponad 5 lat temu. Niedługo później zaczeliśmy chodzić ze sobą, a po 2-3 miesiącach (chyba wcześnie - patrząc na to z perspektywy czasu) zaczeliśmy mieszkać razem w jej mieszkaniu. Jak to bywa, czasami kłóciliśmy się o różne bzdury, ale zawsze wydawało mi się, że potrafimy się dogadać i pogodzić. W tym czasie, ja - znalazłem sobie dobrą pracę i niedługo później awansowałem na jedno z ważnych stanowisk w pewnej dość znanej polskiej firmie. Ona z kolei - po studiach postanowiła zostać na uczelni i robić doktorat. W tym roku planowałem się jej w końcu oświadczyć.
Wszystko zawaliło się pod koniec zeszłego roku. Moja ?niedoszła" narzeczona miała problem z uczelnią która nie chciała wypłacić stypendium i grantów na doktorat. Ponieważ chciała być niezależna finansowo - postanowiła szukać doktoratu za granicą. Wybór padł na Edynburg (UK), gdzie na początku nowego roku miała zacząć studia. Nigdy nie prosiła mnie abym jechał razem z nią, ale też nie zabroniła mi tego. Ja z kolei nie mogłem znieść myśli o rozstaniu więc przyleciałem razem z nią. Poza tym, wszystko zapowiadało się do tej pory dobrze i nie było się czego obawiać, prawda? Szybko znaleźliśmy mieszkanie i opłaciliśmy je z góry. Jakiś czas pracowałem jeszcze z domu, już w UK, jednak coraz rzadziej, i rzadziej, aż przestałem całkiem. Wynika to chyba z nerwicy czy innej choroby jaką dostałem od siedzenia samemu w domu z dala od znajomych i rodziny, w nowym miejscu i ze szkotami których przecież nikt nie rozumie;). Dodatkowo moja dziewczyna/narzeczona każdego dnia coraz bardziej oddalała się ode mnie, nie chciała ze mną rozmawiać a ostatnio nawet mnie widzieć. Zamykała się sama z laptopem w sypialni i na każdą moją próbą nawiązania kontaktu odpowiadała że nie ma ochoty rozmawiać albo abym dał jej spokój. Kilka dni temu, po tym jak zrobiła mi awanturę jak wszedłem do łazienki gdy brała prysznic, nie wytrzymałem i zażądałem aby powiedziała mi o co chodzi.
Mówiła że już ma mnie dość, że nie widzi dla nas przyszłości, że już jej nie zależy, że potrzebuje czasu dla siebie, że nigdy nie lubiła trzymać się za ręce, że za dużo czasu spędzamy razem a na koniec abyśmy zostali przyjaciółmi?
Zawsze była bardzo wybuchowa, powiedziałby nawet neurotyczna i często płakała przy najmniejszej kłótni, ale była całkiem opanowana i chłodna gdy to mówiła. Starałem się ją jakoś przekonać, zbudować jakiś kompromis, pytałem co mogę naprawić, groziłem i prosiłem ale wszystko bez skutku. Była całkiem niewzruszona a nawet zła, że próbuje dalej z nią rozmawiać. Śmiała się ze mnie i zaczęła mi wypominać wszystkie nasze kłótnie i stwierdziła że już od roku chciała się rozstać. Powiedziała też aby dać jej czas i że nie da się nic naprawić. Od tamtej pory była dla mnie opryskliwa, a wszystkie moje próby pomocy jej (co przecież zawsze robiłem) lub zrobienia czegoś razem kwitowała abym nie udawał bycia miłym bo i tak nie zmieni decyzji. Dzisiaj w nocy coś we mnie pękło (nie wiem czy z to nerwica czy zawsze taki byłem) ale kompletnie się załamałem. Mówiłem jej w nocy, gdy kładliśmy się spać, że jest dla mnie wszystkim i że wszystko co miałem w Polsce dla niej poświęciłem. Nie wiem czy rzeczywiście się w niej coś odezwało czy może chciała po prostu iść spać, ale w końcu zaczęła być dla mnie miła jak kiedyś. Usiadła przy mnie i powiedziała, że wie jak się czuje bo ją też kiedyś zostawił ktoś kogo bardzo kochała (jej były zostawił ją dla innej). Po raz kolejny powiedziałem jej że chce naprawić to co jest między nami źle, ale ona znowu powiedziała że nie wie co można naprawić, żebyśmy zostali przyjaciółmi i że przez jakiś czas chce być sama i niezwiązana z nikim. Na koniec powiedziała żeby dać jej czas?
Teraz spi sobie jakby nic się nie stało, a ja jestem kłębkiem nerwów i nie spałem drugą noc. Co myślicie o mojej sytuacji? Co znaczy że "powinienem jej dać czas"? i czy możemy się znów pogodzić nawet pomimo, że powiedziała że to niemożliwe? Wiem że zaniedbałem ją ostatnio, a ona ma dużo stresu ale czy można tym usprawiedliwiać takie zachowanie?
EDIT: Przepraszam za tak długiego posta, ale może znajdzie ktoś czas aby go przeczytać. Poza tym pisanie uspokaja ![]()
M.