Byłam mobingowana przez szefów w pracy i wskutek tego mam zdiagnozowaną depresję. Pracę wypowiedziałam i nie muszę już do niej chodzić. Szukam nowej. W byłej pracy jest sporo osób bardzo krytycznych w stosunku do szefowstwa, którzy też czują się mobingowani. Szef zachowywał się poza wszelką krytyką, właściwie nawet podczas ostatniej rozmowy, kiedy pokazywał swojemu zastępcy coś na kompie i śmiali się jakby mnie tam nie było.
Wczoraj niestety spotkałam się z byłym kolegą z pracy. Właściwie nie miałam ochoty, ale obiecałam mu to spotkanie już dawno, więc nie chciałam zmieniać planów. Niestety przez to spotkanie wszystko we mnie odżyło, znowu czułam się bardzo źle, w nocy miałam koszmary, śniła mi się praca.
I rano po wstaniu musiałam napisać do innego kolegi z byłej pracy - miałam do niego prośbę. On wcześniej często wspominał, że nie chce kontaktując się ze mną używać maili firmowych, tylko prywatne, bo ma wrażenie, że te firmowe są czytane przez szefostwo. Ja też odniosłam takie wrażenie, zwłaszcza kiedy szef podczas ostatniej rozmowy wspomniał, że faktycznie takie przekierowywanie maili do niego jest możliwe i "teraz mi je ustawia". Okazało się, że on to może niejako z góry ustawić, bez mojego udziału (nie musiałam się zalogować ani sama nic zmieniać w ustawieniach) i dostaje wtedy wszystkie wysłane na mój adres maile oraz wszystko to, co ja wysyłam.
Skojarzyło mi się wtedy, że od jakiegoś czasu przed tą rozmową program mailowy krzyczał mi bez przerwy, że moje maile są przekierowywane i doszłam do wniosku, że to przekierowywanie ustawił już wcześniej, zwłaszcza, że faktycznie miałam wrażenie, że wie o mnie więcej niż powinien. Napisałam więc dzisiaj temu koledze (oczywiście używamy naszych prywatnych adresów), żeby faktycznie uważał z adresami firmowymi, ujmując to tak jakbym była właściwie pewna, że szef je czyta.
Dziewczyny, teraz dochodzę do wniosku, że się myliłam! Przeanalizowałam jeszcze raz komunikaty programu antywirusowego i chyba błędnie je zrozumiałam, odnosiły się do czegoś innego, do przekierowywania w linkach w mailach, nie całych maili.
Jednym słowem spieprzyłam i czuję się jak kretynka. Koledze napisałam jeszcze raz, że źle to ujęłam, że mi przykro, bo można było odnieść wrażenie, jakbym była pewna co do tego przekierowywania, a wcale nie jestem. Popełniłam błąd, zdarza się. Mimo wszystko czuję się jak kretynka. Pocieszcie mnie. Boję się, że kolega (to dobry kolega, można na nim polegać, ale jednak...) przekaże byłemu szefowi i znowu będę musiała z nim rozmawiać, albo wyjdę na wariatkę.