Witam wszystkie Użytkowniczki ![]()
Mój problem może nie spędza mi snu z powiek, ale jest upierdliwą sprawą i po długim czasie rozmyślania- bezowocnego, postanowiłam się z Wami skonsultować.
W relacjach z moją mamą bywa różnie- uważam, że mnie nie słucha, w sumie to nawet nie rozmawia (nie chodzi o "wymianę informacji", ale ROZMOWĘ, zazwyczaj ogranicza się to do opowieści o innych ludziach typu ten zachorował, ten umarł, ta koleżanka to powiedziała to i to, a ja nawet nie znam tych ludzi i niezbyt mnie interesuje, co u nich słychać..), jej pochwały brzmią w stylu: no, udało Ci się, ale np syn jej koleżanki to taki jest mądry itp będzie miał też dziecko (jakby wielką sztuką było "zrobić" bobaska). Jakąkolwiek uwagę odbiera jako atak (słowo klucz: pyskowanie) albo że nikt w domu jej nie szanuje, że ja, ojciec i moja siostra to jesteśmy tacy sami, że wymyślam itp. Jak coś sobie kupię to pyta za ile (nawet jeśli to z "moich" pieniędzy) i powie: "no, ładne", choćby to ze złota było; a jak sobie kupiła buty, o których piała przez pół dnia to wszyscy tego słuchać musieli.. Wkurza mnie nie to, że mi coś opowiada, pokazuje, ale to, że przy tym wszystkim ona mnie nie słucha i nie interesuje się co u mnie słychać. Jedyną osobą, którą względnie posłucha jest moja ciocia (jej najmłodsza siostra) i mam wrażenie, że jej poświęca więcej uwagi niż mnie.
No i tak sobie krytykuję to wszystko, a po jakimś czasie mam wyrzuty sumienia, że tak myślę, bo to rodzina. Do następnej "zapalnej" sytuacji, w której krew mnie zalewa i nie umiem się nie złościć. Bo przecież każdy ma swoje słabe punkty. I tak w kółko..
Nie szukam u Was usprawiedliwienia dla mojego złoszczenia się, ale rady jak sobie z tym poradzić, jak się zdystansować, bo przecież wszelkie zmiany trzeba zaczynać od siebie ![]()
Pozdrawiam ![]()