netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

46 odpowiedzi10 330 wyświetleńzałożony przez IZ, 17.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 47 ]

1

Temat: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Wiem, że po rozstaniu będzie nam lepiej; W tym związku już się dusiłam; Musiałam to już zrobic; Byly mąż jest alkoholikiem i pomimo kilku już terapii dalej zdarzały się mu zapicia; Kiedy był trzeźwy był wspierający, pomagał, zajmował się domem, dzieckiem i starał się bardzo ze swojej strony; Ale dla mnie to wciaż było mało; Sama nie wiem jak się teraz czuję; Mam wyrzuty sumienia, że zostawiam kogoś w potrzebie; Przecież przysięgę składa się na dobre i na złe, ale okazuje się, że jak przychodzi to złe to nikt go nie chce; Fajnie jest tylko wtedy, kiedy jest to dobre; Z jednej strony wiem, że postępuję mądrze, bo alkoholik musi poradzic sobie sam ze swoją chorobą, ale przeciez nowotwór to też jest choroba; Kiedy ludzie biorą chemię, to jest to straszny czas nie tylko dla nich samych, ale i dla ich bliskich; Czy z tego powodu wyrzuca się osobę chorą na raka z domu? Nie pomaga się jej wspiera się ją; A co robi się z alkoholikiem kiedy jest w złym stanie, ma depresję, problemy ze sobą i zaczyna pic? Wzywa się policję, wyrzuca się z domu, odchodzi się, zostawia się samemu sobie, żeby dotarł do dna i się od niego odbił! Nie wiem już czy to jest najlepsza metoda; Mam wyrzuty sumienia, że poprosiłam, aby odszedł, aby wyprowadził się z domu; Wiem, że już dłużej nie mogę tak życ, by byc głównym motorem, tego zwiazku, ale może wcale nim nie byłam może mi się tylko tak wydaje, że ja robiłam i dawałam więcej?! Nie jestem już teraz taka pewna; Zresztą odpowiedzialnośc za to co się stało ponoszą obie strony; Jest w tym też moja odpowiedzialnośc; Zastanawia mnie jednaczy, czy aby nie zbyt szybko się poddałam, czy zrobiłam wystarczająco wiele, aby się udało? Czy, aby na pewno nic nie moglam zrobic? Nasza 5letnia córeczka też będzie musiała ponieśc koszty tego rozstania; Jest mi żal, że się nam nie udało; Chciałabym poczuc się, wolna i radosna, a nie winna, że ośmielam się zmienic swoje życie na lepsze; Chciałabym poczuc się odpowiedzialna tylko i wyłącznie za siebie, ale gdzieś z tyłu głowy wciaż chodzą myśli czy tak należy postąpic z chorym człowiekiem? Pozbyc się go ze swojego życia? A co gdybym to ja była chora? Strasznie to skomplikowane, łatwo się w tym pogubic. Może któraś z Was jest po rozstaniu zainicjowanym przez Was? Czy wyrzuty sumienia są tutaj normalne?

2

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

IZ, na początku napiszę, że jestem DDA (dorosłe dziecko alkoholika), więc daję sobie prawo do zabierania głosu w tej sprawie.
Po pierwsze - wyrzuty sumienia są jak najbardziej normalne. W końcu to człowiek, którego kochałaś, byłaś z nim w związku przez wiele lat.
Po drugie - alkoholizm oczywiście jest chorobą. Ale nie ma co porównywać jej do raka. Alkoholikiem człowiek się staje na własne życzenie, niestety. Poza tym ta choroba, w odróżnieniu od raka, o którym wspominasz - rani przede wszystkim osoby z otoczenia chorego. Myślę, że znosiłaś to przez wystarczający czas. Pora, żeby mąż teraz sam dźwignął swój problem i konsekwencje z tym związane. Musi zobaczyć, co straci.
I ostatnie - tzw konsekwencja Twojego dzieciątka. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam - 99% dzieci alkoholików chciałoby, aby ten niepijący rodzic odszedł od alkoholika. Zostając kaleczysz swoje dziecko na całe życie, większość z nas nie potrafi z dorosłym życiu tworzyć normalnych relacji z partnerem.
Proponuję, żebyś weszła na jakąkolwiek stronę o DDA - poczytasz refleksje osób, którym rodzice "zafundowali" właśnie takie dzieciństwo.

3

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Niekochana72 dziękuję Ci za Twoją odpowiedź i komentarz; Tak jeśli chodzi o dziecko wydaje się że nie ma tutaj idealnego rozwiązania; Gdybym została z pijącym alkoholikiem nasze życie zamieniłoby się w koszmar, a tego zdecydowanie nie chce dla nikogo z nas! Wiem, że już nie chcę wracac do byłego męża i podejmowac kolejnej proby terapii i łudzic sie, że może tym razem się uda; Skoro nie udało się przez tyle lat, szanse są już coraz mniejsze; chociaż oczywiście życzę mu, aby się udało! Teraz jest dla mnie najważniejsze, aby poradzic sobie z emocjami po rozstaniu; Isc do przodu, zacząc życ pełnią życia, dalej się rozwijac i cieszyc sie tym co jest; Jest we mnie na chwilę obecną dużo smutku związanego z rozstaniem z utraconymi nadziejami, ale jest też we mnie radośc! Radośc i poczucie ulgi oraz gdzieś w głębi przekonanie, że to co robię jest na ten moment właściwe;

4

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

I tego się trzymaj! A razie "doła" pisz, na pewno Cię wesprzemy.

5

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
IZ napisał/a:

Fajnie jest tylko wtedy, kiedy jest to dobre; Z jednej strony wiem, że postępuję mądrze, bo alkoholik musi poradzic sobie sam ze swoją chorobą, ale przeciez nowotwór to też jest choroba; Kiedy ludzie biorą chemię, to jest to straszny czas nie tylko dla nich samych, ale i dla ich bliskich; Czy z tego powodu wyrzuca się osobę chorą na raka z domu? Nie pomaga się jej wspiera się ją; A co robi się z alkoholikiem kiedy jest w złym stanie, ma depresję, problemy ze sobą i zaczyna pic? Wzywa się policję, wyrzuca się z domu, odchodzi się, zostawia się samemu sobie, żeby dotarł do dna i się od niego odbił! Nie wiem już czy to jest najlepsza metoda;

To porównanie sprawiło, że musiałam się wypowiedzieć w tym temacie. Jak można nowotwór porównać do alkoholizmu?!! Rak dotyczył mnie bezpośrednio. Uwierz mi, mogłabym całe życie nie wypić, ani jednego łyka alkoholu byleby ten pasożyt mnie ominął. A Ty piszesz, że alkoholikowi oraz osobie z rakiem należy się taka sama opieka. To jest wybór alkoholika, ma szanse aby się z tego wydostać, tylko nie chce skorzystać. Są różne sposoby: odwyki, grupy AA itp. Osoba z nowotworem, nie decyduje o tym. Poprostu jest chora i musi liczyć tylko na ręce lekarza, skuteczność leków. Nic nie może zrobić, jedynie co to myśleć pozytywnie. Alkoholik jak sobie wypije, zawsze myśli pozytywnie, w końcu jest wesoło.

Taka mała dygresja, a wracając do tematu: Dobrze zrobiłaś, tylko to porównanie, ehhh...

6 Ostatnio edytowany przez Olina (2010-10-19 19:39:43)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Kochane, też jestem DDA, wiele czasu mi zajęło rozmyślanie o moim ojcu ( nie żyje już od ponad 20 lat). Był najcudowniejszym na świecie człowiekiem i najbardziej okropnym ( czytajcie- trzeźwy- pijany) jednocześnie kochałam go i nienawidziłam. Nigdy mnie nie uderzył, nie uderzył też mojego brata ani matki, ale moje dzieciństwo nie było "normalne". Obiecałam sobie, że moje małżeństwo będzie inne ( wdepnęłam z jednego uzależnienie mojego ojca(alkoholizm) w inne- mojego męża(seksoholizm)- typowy syndrom DDA). Kiedy rozmawiałam dawno temu z tatą, usłyszałam od niego : " Mamusia chce, żebym był inny i ja się naprawdę bardzo staram". A moja mama, którą kocham nad życie zawsze była z ojca niezadowolona- za mało, za dużo, ma być tak a jest tak...itd.Dopiero niedawno zaczęłam się tak rozsądnie nad tym zastanawiać. Mama,  po śmierci ojca powiedziała coś co mi nie daje spokoju- "Zostałam z ojcem z waszego powodu ( ja i brat), ale nigdy go nie kochałam. Poświęciłam się". Wiem, że ojciec bardzo kochał mamę ( niektórzy napiszą, że nie, bo pił). Wiele osób radzi, żeby zostawić "pijaka", niech się stoczy to dopiero może piąć się w górę i ma to robić dla siebie. RACJA, ale...Alkoholik, czy jakikolwiek uzależniony człowiek nie zawsze znajduje w sobie motywację do leczenia- dla SIEBIE. Samotnie- często powoli i systematycznie umiera. Trzeba dać szansę, przez próbę pomocy (wiem, wiem, niektórzy powiedzą, ale ile tych szans można dawać i mają rację). Jednak praca nad uzależnieniem wymaga czasu, bardzo długiego i czasami otoczenie nie ma cierpliwości, bo nawroty przy najlepszych chęciach wyzdrowienia niestety wracają. Pytaniem najważniejszym jest to, czy mamy determinację, aby o coś walczyć, długo niestety czasem bardzo długo i czy ktoś chce się zmienić, czy nie zauważa problemu, albo boi się do niego przyznać.Piszę chaotycznie, przepraszam. Chciałam tak naprawdę powiedzieć, jak ważne jest MĄDRE wsparcie dla osoby chorej ( alkoholizm jest , wbrew temu co niektórzy piszą, chorobą równoznaczną np z rakiem, też śmiertelną i nieprawdą jest, że "jak by chciał to by nie pił"- to okrutne spłycanie tematu!!!). Takim wsparciem jest tylko w ostatecznym przypadku zostawienie tej osoby samej sobie. Najlepszym wsparciem jest uciążliwe i pewnie "upierdliwe" pokazywanie- psychologa, terapii, grup AA. Początkowo np alkoholik będzie się ukrywał, kłamał itd, bo ta choroba , a to jedne z jej objawów. Pewnie wiele osób potępi to co piszę.Sama doświadczyłam tego jak można cierpieć w rodzinie z alkoholikiem!!!! Ale żałuję, bardzo żałuję, że byłam zbyt mała i nieświadoma, że można walczyć, jeśli się go naprawdę kocha, a nie jak moja mama "poświęcac się" i dać również szansę "pijakowi" na zrozumienie, jak bardzo zależy nam na nim jako człowieku, ojcu, synu..Jeśli do tego "zrozumienia" potrzeba rozstania się, trudno, tak trzeba zrobić, ale jeśli się kocha, można dać szansę na powrót!!!! Bo dla każdego chorego cień szansy na powrót do zdrowia jest jak światełko w tunelu, a osoba, która na niego czeka- nadzieją dla której warto się leczyć!!!!!!!!!!!

P.S. I na Twoje pytanie czy wyrzuty sumienia TWOJE, są tutaj normalne, napiszę - są, bo to znaczy, że naprawdę go kochasz/ kochałaś. Ale nie zadręczaj się, bo to do niczego nie doprowadzi. Świadczy tylko o tym, że jesteś kochającą i wrażliwą osobą.
P.S jeśli chodzi o twoje dziecko: znam osoby,które potępiały matkę, że pozwoliła na życie z mężem pijakiem i znam takie, które mają wielki żal, że rozstanie rodziców pozbawiło je ojca, nawet najgorszego. Każda decyzja przy takim problemie jest strasznie trudna!

Nie pisz, proszę, posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać to użyj opcji "edytuj", o czym mówi pkt 10 naszego Regulaminu. (Moderatorka Olina)

7

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Przysięgi są po to by je łamać, tak by najprościej można było napisać, ale to nieprawda. Jednak czy to nie tak, że to on pierwszy, najpierw do złamania tej przysięgi się niedopuścił ? uciekał w alkohol, zostawiając Ciebie samą, bez wsparcia, wręcz narażając Cię na wyrzeczenia związane z opieką nad nim? TO on pierwszy zdradził rodzinę uciekając przed nią. Piszesz mądrze, że chorych się nie zostawia. Ale choroba jakim jest nowotwór ? jest chorobą na którą nie masz wpływu, gdy się pojawia, natomiast choroba alkoholowa, jest swego rodzaju wyborem. Jego wyborem. A nigdzie nie jest napisane, że masz cierpieć za czyjeś winy. Zobacz ile on odebrał zdrowia Waszej rodzinie, ile czasu ile wspólnych pieknych chwil by było gdyby nie pił. Co za to jego picie moglibyście mieć, ile wspólnych wspomnień. Ile łez by było, ile radości w ich miejsce. Alkoho, nawet jeśli to choroba, jest wyborem pijącego. Oznacza jego słabość, z Takimi sprawami mogą sobie poradzić specjaliści. A kto od Ciebie wymagać będzie, że Ty będziesz specjalistką? Wpisane miałaś to w kontrakt ślubny?
Skoro poczułaś że nie możesz tak dłużej żyć, to jaki inne było rozwiązanie, niż by on się wyprowadził?
Jeśli facet będzie czegoś wart , to zmieni się , nawet tylko po to by była z niego dumna wasza córka, potem ? przecież nie zamykasz całego rozdziału życia?
Sayonara , wiem że czasami alkohol jest ucieczką bo zawsze jest za mało , albo za dużo i jest się z kimś, bo się go kocha. Ale można kochać nie wchodząc w alkohol, można sie rozejść, a nie uciekać w alkohol, można się poddać, ale nie uciekać w alkohol, mozna walczyć, ale nie uciekać w alkohol, mozna żyć obok siebie, ale nie uciekać w alkohol. Widziałem co potrafi z człowieka zrobić alkohol. Wiem że można to wyleczyć, wiem że można z tego zrezygnować i żyć. Niekórzy mówią że alkokolikiem jest się do końca życia, a trzeźwość, choby trwała parę lat, to i tak jest do jakiegoś momentu. Ja się z tym nie zgadzam. Ale wcale to nie oznacza, że osoba z której na codzień przychodzi się z tym borykać może nie wytrzymać, i że nie można od wszystkich oczekiwać, że sobie z tym poradzą i będą trwać wiecznie. Iz ma ucuczia miota się, zadaje pytania, ale skoro tak postąpiła , to znaczy że może już osiągneła granice. Ma serce , myśli o swoim mężczyźnie, o dziecku. Ale na taką sytuacje nie ma złotego środka.

8 Ostatnio edytowany przez Olina (2010-10-18 22:51:41)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Dunkis, tak się składa, że z alkoholizmu nigdy nie można się wyleczyć, to choroba nieuleczalna- przeczytaj we wszystkich możliwych podręcznikach jakie masz, a to, że się z tym nie zgadzasz- ja się nie zgadzam, że ziemia jest okrągła, bo może to ściema!!! Przestańmy myśleć jak dzieci- woda jest mokra, ale JA SIĘ Z TYM NIE ZGADZAM. Ale fakt- z alkoholikiem czasem nie można wytrzymać, ja pisałam o determinacji- ile mi czy innym starczy sił na walkę z chorobą drugiej osoby!

I nie zgodzę się z Tobą, że choroba alkoholowa jest "wyborem". Niektórzy piją kilka kieliszków, butelek, drinków dziennie i nie wpadają w nałóg ( albo sobie tak tłumaczą),poczytaj o alkoholikach porządnie i dopiero wtedy pisz świadomie , ja mam ten temat bardzo "opanowany" z powodu ojca i wiem, że możliwość "wpadnięcia" w ten nałóg bardzo często( w większości) nie jest świadomym wyborem i potem przestać pić to to nie, jak myśli wielu nie-alkoholików, tak proste. To cholernie ciężka praca, nawet nie wiecie jak się alkoholicy męczą, wbrew obiegowej opinii- uchlał się i ma to w d*pie.

Nie pisz, proszę, posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać to użyj opcji "edytuj", o czym mówi pkt 10 naszego Regulaminu. (Moderatorka Olina)

9

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
sayonara napisał/a:

nie zgodzę się z Tobą, że choroba alkoholowa jest "wyborem". Niektórzy piją kilka kieliszków, butelek, drinków dziennie i nie wpadają w nałóg

Zaraz się okaże, że alkoholizm to wada genetyczna, choroba wrodzona itp. Trzeba na rentę iść. Niektórzy piją kilka kieliszków, ale wiedzą kiedy przerwać. Myślę, że każdy wie na ile może sobie pozwolić, a alkoholicy nie przestają bo jest fajnie i wesoło. Dlaczego mieliby sobie odbierać przyjemność?

sayonara napisał/a:

alkoholizmu nigdy nie można się wyleczyć, to choroba nieuleczalna

Myślę, że to nie jest kwestia nieuleczalnej choroby, ale nieuleczalnej głupoty. Z tym się zgodzę.

sayonara napisał/a:

możliwość "wpadnięcia" w ten nałóg bardzo często( w większości) nie jest świadomym wyborem i potem przestać pić to to nie, jak myśli wielu nie-alkoholików, tak proste.

A czy ktoś wlewał im na siłę alkohol do gardła? Czy ktoś dorzucał im jakieś środki, które powodowały niepanowanie nad tym co się robi? To jest wybór. Osoba, która sięga po butelkę robi to świadomie, to ona decyduje o tym, nikt inny. Niestety jeżeli chodzi o chorobę (nie taką o jakiej Ty masz wyobrażenie), osoba nie ma nią wpływu. Jest chora i może tylko liczyć na cud, umiejętności lekarza.

10

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Widzę, że porównanie choroby alkoholowej z chorbą nowotworową wzbudziło emocje, obudziło wymiane różnych poglądów w tej sprawie; Nie ma tutaj jednoznacznej odpowiedzi i prawdy niepodważalnej; To zależy od tego co się wie na temat chorób, jakie ma się co do tego przekonania i jakie doświadczenia za sobą; Są teorie, które mówią, że ludzie przyciągają so siebie każde doświadczenie w swoim życiu i że choroba jest również ich wyborem; Ta teoria mówi, że kreujemy sami swoje życie i każde w nim zdzrzenie; Poprzez swoje mysli, poprzes swoje nastawienie do siebie, do innych do życia; Nie ma znaczenia czy jest to alkoholizm czy nowotwór; Są też teorie, które upatrują choroby w losach rodziny, w systemie w którym się rodzimy i z którym jestedmy związani (patrz ustawienia Helingerowskie); Ta teoria mówi, że niekoniecznie mamy wpływ na to czy jakaś choroba "nas dopadnie", bo pewne rzeczy dzieją się w systemie, a my nawet nie koniecznie jesteśmy tego świadomi; Tak więc z prawdą jest tak, że każdy ma swoją, bazując na swoich doświadczeniach, swojej wiedzy i swoich przekonaniach; Dziekuje wszystkim, którzy podzielili się tutaj swoimi opiniami; Ja jestem po terapii dla współuzależnionych i dla mnie alkoholizm jest chorobą jak każda inna; Jedni mogą sobie z nią poradzic, inni skazani są na porażkę i powolne umieranie, ale nie mam pojęcia co o tym dedyduje, pewnie różne czynniki w zależności od indywidualnego przypadku; Pozdrawiam IZ

11

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
IZ napisał/a:

Widzę, że porównanie choroby alkoholowej z chorbą nowotworową wzbudziło emocje, obudziło wymiane różnych poglądów w tej sprawie; Nie ma tutaj jednoznacznej odpowiedzi i prawdy niepodważalnej; To zależy od tego co się wie na temat chorób, jakie ma się co do tego przekonania i jakie doświadczenia za sobą; Są teorie, które mówią, że ludzie przyciągają so siebie każde doświadczenie w swoim życiu i że choroba jest również ich wyborem; Ta teoria mówi, że kreujemy sami swoje życie i każde w nim zdzrzenie; Poprzez swoje mysli, poprzes swoje nastawienie do siebie, do innych do życia; Nie ma znaczenia czy jest to alkoholizm czy nowotwór; Są też teorie, które upatrują choroby w losach rodziny, w systemie w którym się rodzimy i z którym jestedmy związani (patrz ustawienia Helingerowskie); Ta teoria mówi, że niekoniecznie mamy wpływ na to czy jakaś choroba "nas dopadnie", bo pewne rzeczy dzieją się w systemie, a my nawet nie koniecznie jesteśmy tego świadomi; Tak więc z prawdą jest tak, że każdy ma swoją, bazując na swoich doświadczeniach, swojej wiedzy i swoich przekonaniach; Dziekuje wszystkim, którzy podzielili się tutaj swoimi opiniami; Ja jestem po terapii dla współuzależnionych i dla mnie alkoholizm jest chorobą jak każda inna; Jedni mogą sobie z nią poradzic, inni skazani są na porażkę i powolne umieranie, ale nie mam pojęcia co o tym dedyduje, pewnie różne czynniki w zależności od indywidualnego przypadku; Pozdrawiam IZ

masz rację Iz- jestem też po terapii i dla mnie też alkoholizm jest chorobą taką JAK KAŻDA INNA.

Małgorzatko przeczytaj coś na temat alkoholizmu, proszę, bo naprawdę łatwo oceniać cudzą chorobę patrząc na nią "z zewnątrz"

Napisałaś "Myślę, że każdy wie na ile może sobie pozwolić, a alkoholicy nie przestają bo jest fajnie i wesoło", chociażby to świadczy o tym , jak mało wiesz o tej chorobie....

12

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
sayonara napisał/a:

Małgorzatko przeczytaj coś na temat alkoholizmu, proszę, bo naprawdę łatwo oceniać cudzą chorobę patrząc na nią "z zewnątrz"

A Ty proszę poczytaj coś o nowotworze, posłuchaj ludzi chorych. Nie wiem jak można porównać ludzi wycieńczonych po chemii, do ludzi wycieńczonych z powodu alkoholu. Myślę, że te dwie kategorie dzieli przepaść. Z alkoholikami miałam już do czynienia w swoim życiu, nie dużo bo stronię od nich. Szczerze mówiąc nie wiem jakie pobudki kierują tymi ludźmi do sięgnięcia po alkohol. Wystarczą mi tragedie, które przeżywają małe dzieci, katowane przez ojców/matki na rauszu. Ile cierpienia powodują takie osoby, dla tego nie ma wytłumaczenia. Chociażby z tego powodu nie zamierzam się zagłębiać w psychikę alkoholików.

13

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
Małgorzatka napisał/a:

Myślę, że to nie jest kwestia nieuleczalnej choroby, ale nieuleczalnej głupoty. Z tym się zgodzę.

Uwierz, Małgorzatko, że zupełnie nie masz pojęcia o czym mówisz. I naprawdę nie życzę Ci, żebyś kiedykolwiek musiała przekonać się jak ciężką chorobą jest alkoholizm. Tak, chorobą, bo to jest trudna i nieuleczalna choroba i naiwnością jest twierdzić, że jest to wyłącznie czyjaś głupota. Owszem, początki są głupotą, nierozwagą, zresztą jak w każdym bez wyjątku nałogu. Ale czy z bliska widziałaś kiedyś oczy człowieka (tak, człowieka chorego), który ma świadomość, że stacza się na dno, ale nie potrafi nad tym zapanować, nie potrafi się obronić, powiedzieć ,,nie", bo nałóg nim rządzi, zniewala, ściąga na sam dół, potem wyciąga rękę i prosi o pomoc, ale wszyscy się od niego z obrzydzeniem, a nawet nienawiścią odwracają i zostaje sam? A potem stacza się jeszcze bardziej, a alkohol prowadzi do upodlenia, trzeźwieje i wstydzi się tego, a potem sięga po kolejną butelkę, bo nie potrafi już żyć inaczej. Na kolanach przychodzi i prosi ,,pomóżcie mi", ale nikt nie pomaga. Ta bezsilność, bezradność w oczach, ból fizyczny i psychiczny, samotność, odrzucenie. Nie masz pojęcia o czym Ty w ogóle mówisz. I śmieszą mnie opinie osób, którym się coś wydaje, ale tak naprawdę nigdy się z problemem nie zetknęli, oceniają nie wiedząc co oceniają, osądzają nie wiedząc co osądzają.

14 Ostatnio edytowany przez Małgorzatka (2010-10-18 23:52:44)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
Olina napisał/a:

Uwierz, Małgorzatko, że zupełnie nie masz pojęcia o czym mówisz. I naprawdę nie życzę Ci, żebyś kiedykolwiek musiała przekonać się jak ciężką chorobą jest alkoholizm. Tak, chorobą, w której cierpi nie tylko alkoholik, ale i cała rodzina.

Nie przekonałam się czym jest alkoholizm i nie zapowiada się abym poznała czym to jest. Ale przekonałam się czym jest rak... na własnej skórze. Widziałam rodziców, którzy nie wiedzieli co powiedzieć gdy usłyszeli diagnozę, widziałam ich łzy i trzęsące się ręce, nie z powodu przepicia.

Olina napisał/a:

Owszem, początki są głupotą, nierozwagą, zresztą jak w każdym bez wyjątku nałogu.

Właśnie i to odróżnia chorobę od alkoholizmu. Jak sama napisałaś, to jest nałóg. Osoba świadomie sięga po alkohol. Później już raczej nie, ale gdy wytrzeźwieje, wie że nie tędy droga. Jednak robi to nadal. Choroba nie zaczyna się od głupoty, nierozwagi, poprostu jest bez większego wpływu osoby chorej.

Olina napisał/a:

Ale czy z bliska widziałaś kiedyś oczy człowieka (tak, człowieka chorego), który ma świadomość, że stacza się na dno, ale nie potrafi nad tym zapanować, nie potrafi się obronić, powiedzieć ,,nie", bo nałóg nim rządzi, zniewala, ściąga na samo dno, potem wyciąga rękę i prosi o pomoc, ale wszyscy się od niego z obrzydzeniem, a nawet nienawiścią odwracają i zostaje sam?

Nie widziałam z bliska oczu alkoholika i nie zamierzam się zbliżać na tak małą odległość. Widziałam za to oczy ludzi, żyjących ze świadomością tego, że zbliża się koniec. Ludzi, którym nawet morfina nie pozwalała pozbyć się bólu. Tak jest z nowotworem, pożera od środka, a chory nie może zbyt wiele zrobić.
Widziałam oczy chłopaka w moim wieku (wtedy 21 lat), który pragnął studiować, pragnął normalnie żyć, jednak guz mózgu nie pozwolił mu na to, był bardzo złośliwy. Po operacji żył ok 6 miesięcy...
Widziałam oczy kilkuletniej dziewczynki,która pytała mamę kiedy wróci do domu...

Olina napisał/a:

Ta bezsilność, bezradność w oczach, ból fizyczny i psychiczny, samotność, odrzucenie

Bezsilność? Nawet nie wiesz jak czuje się człowiek ogarnięty chorobą. To jest bezsilność, kiedy chory nie może nic zrobić, jest zdany na rodzinę, lekarzy, pielęgniarki. Bezsilność jest wtedy, gdy chory nie jest w stanie nawet samodzielnie pójść do toalety, zjeść cokolwiek, wykonać podstawowe czynności okół siebie. Ja przez kilka dni byłam zdana na innych, to były najgorsze dni w moim życiu. Świadomość tego, że bez innych nie jest się w stanie zrobić nic i to w wieku 21 lat.

Olina napisał/a:

śmieszą mnie opinie osób, którym się coś wydaje, ale tak naprawdę nigdy się z problemem nie zetknęli, oceniają nie wiedząc co oceniają, osądzają nie wiedząc co osądzają.

A mnie śmieszą słowa osób, które pozwalają sobie na takie porównania. Czy któraś z Was była kiedykolwiek na oddziale onkologicznym? Zetknęła się z problemem takim jakim jest nowotwór? Owszem w telewizji słychać o raku szyjki macicy, piersi, różowe wstążeczki i te sprawy itp. W rzeczywistości wcale nie jest tak różowo.

15

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
Małgorzatka napisał/a:

Nie widziałam z bliska oczu alkoholika i nie zamierzam się zbliżać na tak małą odległość.

Małgorzatka napisał/a:

A mnie śmieszą słowa osób, które pozwalają sobie na takie porównania. Czy któraś z Was była kiedykolwiek na oddziale onkologicznym? Zetknęła się z problemem takim jakim jest nowotwór? Owszem w telewizji słychać o raku szyjki macicy, piersi, różowe wstążeczki i te sprawy itp. W rzeczywistości wcale nie jest tak różowo.

A ja dla odmiany widziałam, patrzyłam wiele razy w oczy alkoholika proszącego o pomoc, jego wyciągniętą po pomoc dłoń, widziałam też oczy osoby cierpiącej na raka, która traciła już resztki nadziei, jak również widywałam przez okrągły miesiąc kogoś mi bliskiego kto po wylewie leżał na OIOM-ie i wbrew opinii lekarzy, którzy nazywali go już rośliną resztkami życia dawał rozpaczliwy znak, że nas jednak słyszy i czuje naszą obecność. I wiesz co Ci powiem? Cierpienie tych osób było dokładnie takie samo i ból w oczach też ten sam. I proszę Cię, nie pytaj mnie czy byłam na oddziale onkologicznym, bo byłam, osobiście byłam. I wyłam tam ze strachu, rozpaczy i bezsilności. Tak, tej samej bezsilności, co do której piszesz, że nie wiem co znaczy.

Powiem więcej, napatrzyłam się już w życiu na ogrom ludzkiego cierpienia, nawet nie dalej jak wczoraj ktoś stosunkowo mi bliski miał pierwszą chemię, a jest po amputacji piersi, osobiście dawałam tej kobiecie nadzieję kiedy chciała się poddać, trzymałam ją za rękę w dniu kiedy jej jedyna córka miała ślub. Mojej koleżanki córeczka ponad dwa lata walczyła z białaczką, codziennie czytałam pisanego przez jej mamę bloga, walkę tę niestety przegrała, płakałam czytając słowa ,,dziś w nocy odeszła na kolanach tatusia". Mąż kuzynki podobnie- miał plany i marzenia, wielkie marzenia, których już nie zrealizuje, walczył z nadzieją do końca, zostawił dwoje malutkich dzieci i żonę, która go nad życie kochała, to już kilka lat minęło, a ona wciąż jest smutna i zgaszona. Mój tata zmarł kilka miesięcy temu, mógł jeszcze długo żyć, bo miał silny organizm, ale nie dane mu było, bo może ktoś zawiódł, nie dopatrzył, dziś to już nie ma znaczenia, ale wtedy bolało. Szwagierka wyszła z nowotworu, byliśmy z nią przy każdej chemii, wspieraliśmy z całych sił. Moja bliska przyjaciółka niedawno się dowiedziała, że ma stwardnienie rozsiane, dwa miesiące temu urodziła córeczkę, a lekarze nie potrafią jej zagwarantować, że dożyje jej pierwszej komunii świętej. A ja sama w przyszłym tygodniu idę pod nóż. I wciąż Cię to jeszcze śmieszy??? Wystarczy? Takich przykładów z własnego podwórka mam jeszcze kilka, a Ty mi piszesz, że nie wiem co znaczy nowotwór czy inna ciężka choroba? 

I mimo tego powtórzę raz jeszcze, że alkoholizm to ciężka choroba, z której się nie wychodzi. I trzeba ogromnego zrozumienia, aby pojąć z jakim cierpieniem i odrzuceniem jednocześnie walczy alkoholik. Trzeba zrozumieć istotę problemu, jego podłoże, spojrzeć w te oczy, a dopiero potem oceniać. Alkoholik w tej walce zbyt często jest sam i może dlatego skazany jest na porażkę, choć wcale nie musi być podłym człowiekiem, spać w rynsztoku i sięgać najgorszego dna. To czasem szanowany pan adwokat na co dzień nienagannie ubrany, przystojny, zadbany, o wzorcowych manierach (to taki przykład z mojego otoczenia), a Ty wszystkich wrzuciłaś do jednego worka.

Ja nie znam miary, którą można byłoby zmierzyć ludzkie cierpienie. Ale może Ty znasz? Sprzedasz mi ten patent?

Małgorzatka napisał/a:

Właśnie i to odróżnia chorobę od alkoholizmu. Jak sama napisałaś, to jest nałóg. Osoba świadomie sięga po alkohol. Później już raczej nie, ale gdy wytrzeźwieje, wie że nie tędy droga. Jednak robi to nadal. Choroba nie zaczyna się od głupoty, nierozwagi, poprostu jest bez większego wpływu osoby chorej.

I już te słowa świadczą, że zupełnie nie znasz istoty problemu. Owszem, taka osoba, alkoholik, sięga po alkohol, ale kiedy wytrzeźwieje nie potrafi już się powstrzymać, żeby ponownie nie sięgnąć (gdyby było inaczej nie byłby alkoholikiem), robi to nadal, bo zwyczajnie musi. Skręca się z bólu, wie, że nie powinien, ale sięga, raz, drugi, trzeci, dziesiąty. I to jest ta jego samotna walka z wiatrakami, gdzie cierpi on i cała jego rodzina, ale nie potrafi tego błędnego koła przerwać, chce, a nie daje rady, bo to nim rządzi. I tu jest ta rozpacz i bezsilność w połączeniu z odrzuceniem. A każda inna choroba? A czy z ręką na sercu potrafisz powiedzieć, że żyjesz tak przykładnie, że nie narażasz się na żadne? Bo czy my przypadkiem do wielu z nich jednak gdzieś się nie przyczyniamy? Nie dbamy o siebie, nie odżywiamy prawidłowo, nie uważamy na wiele czynników ryzyka. A czy kiedy roztargniony młody człowiek wpadnie pod samochód to też będziemy mówić, że nie warto mu współczuć, bo przez głupotę się tam znalazł? Czy nastolatka chora na anoreksję też powinna być wyrzucona poza margines, bo przyczyną jej problemów jest krucha psychika? Podłożem alkoholizmu też jest psychika. Zdrowy silny człowiek nie wpada w alkoholizm, nie ucieka w niego od problemów, ale je pokonuje, daje sobie z nimi radę. Wykonaj, proszę, odrobinę pracy i zrozum problem, a potem wydawaj osądy. Ja przynajmniej wiem o czym tu teraz piszę.

I na koniec dodam jeszcze, bo nie wiem co mnie w życiu może spotkać, bo choćbym nie wiem jak bardzo się starała to i tak nie potrafię przewidzieć co jest mi w życiu pisane- jeśli mój syn, mąż, brat czy ktokolwiek inny będzie miał kiedykolwiek problem z alkoholem ja podam mu rękę i ostatnią rzeczą jaką zrobię to odwrócę się od niego. A Tobie Twoje oceny pozostawiam własnemu sumieniu.

16

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Drogie dziewczyny, nie ma co się licytować, kto zaznał większego cierpienia.
Porównanie do nowotworu nie było najszczęśliwsze 9moim zdaniem). Alkoholizm jest niewątpliwie chorobą, ale gdy ze strony uzależnionego nie ma woli walki lub następuje ciągły powrót do nałogu, to każda z "współuzależnionych" ma prawo zadecydować, co jest najlepsze dla niej i jej rodziny.
W moim przypadku pozostanie mamy przy pijącym ojcu oznaczało 20 lat życia w strachu i niepewności. Czego nikomu nie życzę!
O skrzywieniu psychiki DDA nie wspomnę.

17 Ostatnio edytowany przez Olina (2010-10-19 19:55:56)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Olina, podpisuję się na 100% pod Twoimi słowami!!!
Małgorzatko, wychodzisz z błędnego założenia, że my "bronimy" alkoholików i nigdy nie zetknęłyśmy się z chorymi na raka. Tak się składa, że oprócz CHOREGO na alkoholizm ojca, mam teraz chorą na raka mamę. Niejedną chemię już "przeżyłyśmy"- piszę przeżyłyśmy, bo cały czas jestem przy niej. Uwierz mi, boli mnie to tak samo, jeśli blada wymiotuje i nie może wstać z łóżka, jak kiedyś stan mojego ojca, który wymiotował  ale nie na "kacu po udanej imprezce", pił samotnie w łazience i płakał ( wiem Małgorzatko, że powiesz, że dobrze mu tak) ręce mu się trzęsły bo nie mógł utrzymać herbaty , miał majaki i świadomość, że jest na tym etapie, że nie "chce wypić, dla wesołości" ale "musi", bo organizm  domaga się trucizny. Nigdy nie wiesz, kiedy zaczynasz pić, chociażby jedno piwko w gronie znajomych, jakie to może mieć konsekwencje. Bo jesteśmy przecież dorośli i alkohol też jest dla ludzi. Niestety na jednych działa rozweselająco i służy okazjonalnemu spędzaniu wolnego czasu ze znajomymi, inni bardzo szybko się uzależniają i ma to okropne konsekwencje. Czasem sami nie jesteśmy świadomi, kiedy staczamy się na dno. Nowotwór to straszna choroba, ale jeszcze raz stanowczo twierdzę- alkoholizm to też CHOROBA i równie straszna. Jeśli masz tylko wyobrażenie o alkoholiku jako osobie, która dobrze się bawi i tak ot- może przestać pić kiedy tylko chce, to bardzo się mylisz, oj bardzo. Jeszcze raz dobitnie napiszę : rak jest paskudny, pojawia się nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo u kogo...WIEM Z AUTOPSJI!!! Ale nie wartościujmy chorób- choroba to choroba, czasem bardziej, czasem mniej zawiniona przez pacjenta. Życie z alkoholikiem, jak już pisałam, jest czasem nie do zniesienia ( znowu wiem to z doświadczenia), ale proszę, nie lekceważ ludzi uzależnionych od alkoholu - CHORYCH. Twoje słowa cytuję: "Nie widziałam z bliska oczu alkoholika i nie zamierzam się zbliżać na tak małą odległość" są dla mnie ...dziwne. Z jednej strony gratuluję, bo na szczęście ta choroba ominęła twoich bliskich, ale z drugiej strony ja, powtarzam- ja, zamierzam zbliżać się do każdego chorego, jeśli mogę mu pomóc Pozdrawiam


Małgorzatka napisał/a:
sayonara napisał/a:

Małgorzatko przeczytaj coś na temat alkoholizmu, proszę, bo naprawdę łatwo oceniać cudzą chorobę patrząc na nią "z zewnątrz"

A Ty proszę poczytaj coś o nowotworze, posłuchaj ludzi chorych. Nie wiem jak można porównać ludzi wycieńczonych po chemii, do ludzi wycieńczonych z powodu alkoholu. Myślę, że te dwie kategorie dzieli przepaść. Z alkoholikami miałam już do czynienia w swoim życiu, nie dużo bo stronię od nich. Szczerze mówiąc nie wiem jakie pobudki kierują tymi ludźmi do sięgnięcia po alkohol. Wystarczą mi tragedie, które przeżywają małe dzieci, katowane przez ojców/matki na rauszu. Ile cierpienia powodują takie osoby, dla tego nie ma wytłumaczenia. Chociażby z tego powodu nie zamierzam się zagłębiać w psychikę alkoholików.

1. przeczytałam wiele książek o nowotworze- ze względu na mamę,
2. Słucham ludzi chorych na raka codziennie w szpitalu,
3.Można porównać, chociaż nie wiem co porównujesz- fizyczne czy psychiczne objawy i skutki- równie straszne,
4. Pobudki są zawsze te same- na początku impreza, nawet jak nie wiesz, jak smakuje alkohol w końcu kiedyś wypijesz piwo z czystej ciekawości- ale przecież jedno piwo to nic złego, prawda? Tylko niestety jak pisałam powyżej dla niektórych to potem kolejne butelki i droga przez piekło,
5.Mi też wystarczą tragedie małych dzieci itd, ale nie zamykam oczu na problem alkoholizmu, to ogromny problem i jest, czy nam się to podoba, czy nie,
6." nie ma wytłumaczenia"- hmmm, zostawię bez komentarza,
7. jeśli nie próbujesz nawet popatrzeć na alkoholików jako na ludzi chorych, to rzeczywiście podaruj sobie "zgłębianie ich psychiki"

Nie pisz, proszę, posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać to użyj opcji "edytuj", o czym mówi pkt 10 naszego Regulaminu. (Moderatorka Olina)

18 Ostatnio edytowany przez Małgorzatka (2010-10-19 13:55:38)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
Olina napisał/a:

Cierpienie tych osób było dokładnie takie samo i ból w oczach też ten sam.

Owszem, może i cierpienie, ból jest takie samo. Początki tych chorób są diametralnie różne i to chociażby sprawia, że nie można stawiać je na równi.

Olina napisał/a:

Takich przykładów z mojego podwórka mam jeszcze kilka.

Myślę, że Twoje wymienianie osób chorych jest trochę przerysowane. Nie chcę się licytować, także znam kilka osób walczących z cierpieniem, ale nie mam sensu przytaczanie ich losów.

Olina napisał/a:

alkoholizm to ciężka choroba, z której się nie wychodzi.

Ale wchodzi się świadomie i trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów.

Olina napisał/a:

nie musi być podłym człowiekiem, spać w rynsztoku i sięgać najgorszego dna. To czasem szanowany pan adwokat na co dzień nienagannie ubrany, przystojny, zadbany, o wzorcowych manierach (to taki przykład z mojego otoczenia), a Ty wszystkich wrzuciłaś do jednego worka.

Wobec choroby wszyscy ludzie są równi, tak samo walczą, także cierpią więc dlaczego nie mogę wszystkich "wrzucić do jednego worka"?

Olina napisał/a:

Małgorzatka napisał:

    Właśnie i to odróżnia chorobę od alkoholizmu. Jak sama napisałaś, to jest nałóg. Osoba świadomie sięga po alkohol. Później już raczej nie, ale gdy wytrzeźwieje, wie że nie tędy droga. Jednak robi to nadal. Choroba nie zaczyna się od głupoty, nierozwagi, poprostu jest bez większego wpływu osoby chorej.

I już te słowa świadczą, że zupełnie nie znasz istoty problemu. Owszem, taka osoba, alkoholik, sięga po alkohol, ale kiedy wytrzeźwieje nie potrafi już się powstrzymać, żeby ponownie nie sięgnąć (gdyby było inaczej nie byłby alkoholikiem), robi to nadal, bo zwyczajnie musi. Skręca się z bólu, wie, że nie powinien, ale sięga, raz, drugi, trzeci, dziesiąty.

Tu podałaś bardzo dobre słowo : sięga. Właśnie, alkoholik robi to sam, bez niczyjej namowy, bez pomocy, sięga po alkohol, robi to świadomie. Osoba chora nie choruje świadomie. Nawet nie ma na nią minimalnego wpływu, jaki ma alkoholik.

Olina napisał/a:

A czy z ręką na sercu potrafisz powiedzieć, że żyjesz tak przykładnie, że nie narażasz się na żadne? Bo czy my przypadkiem do wielu z nich jednak gdzieś się nie przyczyniamy?

Jeżeli masz to na myśli, to owszem noszę czapkę;) Ćwiczę codziennie, stosuję dietę antynowotworową, nie palę, nie piję. Coś jeszcze można by zrobić?

Olina napisał/a:

A czy kiedy roztargniony młody człowiek wpadnie pod samochód to też będziemy mówić, że nie warto mu współczuć, bo przez głupotę się tam znalazł?

W wypadku uczestniczą raczej dwie osoby. Ta druga także ma wpływ na to. Alkoholik sam decyduje o tym czy pije, później już raczej organizm się domaga trucizny, ale to jest nadal kwestia wyboru.

Olina napisał/a:

Czy nastolatka chora na anoreksję też powinna być wyrzucona poza margines, bo przyczyną jej problemów jest krucha psychika? Podłożem alkoholizmu też jest psychika.

Właśnie psychika. Alkoholizm jest chorobą psychiczną, rak fizyczną nie można stawiać tych dwóch chorób na równi.

sayonara napisał/a:

Nigdy nie wiesz, kiedy zaczynasz pić, chociażby jedno piwko w gronie znajomych, jakie to może mieć konsekwencje. Bo jesteśmy przecież dorośli i alkohol też jest dla ludzi. Niestety na jednych działa rozweselająco i służy okazjonalnemu spędzaniu wolnego czasu ze znajomymi, inni bardzo szybko się uzależniają i ma to okropne konsekwencje.

Nigdy nie wiesz kiedy zaczynasz pić? Jakaś dziura w pamięci, przerwa w życiorysie? Myślę, że każdy jest świadomy tego, kiedy przekracza dozwolone granice, zapala się lampka, czas przestać. Jednak alkoholicy nie robią tego, bo tak jest wygodniej, wypić, znieczulić się, nie myśleć o niczym, nie przejmować się dziećmi, żoną.

sayonara napisał/a:

rak jest paskudny, pojawia się nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo u kogo...

A alkoholizm pojawia się nie wiadomo dlaczego? Pojawia się dlatego, że pijemy, zdecydowanie za dużo. Nie pojawia się ot tak, jest tego zdecydowana przyczyna, którą można zlikwidować A co jest przyczyną raka? Jeżeli ktoś wie, niech napisze.

sayonara napisał/a:

Życie z alkoholikiem, jak już pisałam, jest czasem nie do zniesienia ( znowu wiem to z doświadczenia),

A czy osoba chora, nie ważne czy z rakiem wyrządza komuś krzywdę? Myślę, że tych cierpień rodzin nie można porównywać. Rodzina alkoholika cierpi, bo on sam wyrządza krzywdę. Natomiast rodzina osoby chorej cierpi, bo bliska osoba być może jest w krytycznej sytuacji. Osoba z rakiem, uwierz mi (sama tak robiłam) wycofuje się z życia rodzinnego. W sensie nie obarcza bliskich swoimi problemami związanymi z chorobą, nie zwierza się, bo wie że ta cała sytuacja jest i tak ciężka dla bliskich. Alkoholik krzywdzi bliskich swoim zachowaniem.

sayonara napisał/a:

4. Pobudki są zawsze te same- na początku impreza, nawet jak nie wiesz, jak smakuje alkohol w końcu kiedyś wypijesz piwo z czystej ciekawości- ale przecież jedno piwo to nic złego, prawda? Tylko niestety jak pisałam powyżej dla niektórych to potem kolejne butelki i droga przez piekło,

Tak się składa, że rak nie zaczyna się od dobrej zabawy. Od początku jest drogą przez piekło.

sayonara napisał/a:

." nie ma wytłumaczenia"- hmmm, zostawię bez komentarza,

Dla mnie nie ma wytłumaczenie tego, jak można krzywdzić innych. Alkoholik zdecydowanie to robi. Nie znajduję słów, które mogłyby wytłumaczyć ich zachowanie.

Olina napisał/a:

Ja nie znam miary, którą można byłoby zmierzyć ludzkie cierpienie. Ale może Ty znasz? Sprzedasz mi ten patent?

Ja także nie znam takiej miary. Każdy ma inne doświadczenia w swoim życiu, to one determinują słowo "cierpienie". Tak samo jak każdy ma inny próg bólu. Zdecydowanie porównanie alkoholizmu do raka jest zbyt przesadne.

sayonara napisał/a:

Nowotwór to straszna choroba, ale jeszcze raz stanowczo twierdzę- alkoholizm to też CHOROBA i równie straszna.

Czyli ja jestem taka sama jak alkoholik? Taka sama jak ten śmierdzący, brudny, sponiewierany? Sorry ale czuję się tak jakbym dostała w twarz.

19

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
Małgorzatka napisał/a:

Czyli ja jestem taka sama jak alkoholik? Taka sama jak ten śmierdzący, brudny, sponiewierany? Sorry ale czuję się tak jakbym dostała w twarz.

Oj, Małgorzatko, jakież powierzchowne jest to Twoje myślenie. Myślisz stereotypami i zachowujesz się jakbyś miała patent na wiedzę, a w rzeczywistości strasznie w tym pływasz. Czepiasz się słówek, polemizujesz, a nawet nie chcesz dopuścić do siebie myśli, że możesz się mylić.
Chciałam wyłącznie uświadomić Ci, że wiem o czym piszę oraz, że alkoholizm to jest jednak ciężka choroba. Zarzuciłaś mi, że śmiesznym jest, że wypowiadam się o czymś nie znając problemu drugiej ,,strony", wyłącznie dlatego podałam przykłady, żebyś więcej nie poddawała tego w wątpliwość, wtedy z kolei zarzucasz, że przekoloryzowałam. I to już naprawdę robi się ironicznie zabawne. Myślę zatem, że ta polemika i walka na słowa w tym miejscu już nie ma sensu. Jesteś zamknięta na jakikolwiek argumenty, a niestety nie dopuszczasz do siebie opcji, że możesz się mylić. Każde słowo, każde zdanie podważasz zamiast dopuścić do siebie doświadczenie innych. Przykro mi bardzo, nic więcej niestety zrobić nie potrafię.

Małgorzatka napisał/a:

Wobec choroby wszyscy ludzie są równi, tak samo walczą, także cierpią więc dlaczego nie mogę wszystkich "wrzucić do jednego worka"?

Właśnie psychika. Alkoholizm jest chorobą psychiczną, rak fizyczną nie można stawiać tych dwóch chorób na równi.

I to są idealne przykłady na to, że pływasz w temacie, wypowiadasz wiele sprzeczności, raz tak, a raz tak, w zależności od zdania, do którego się odnosisz...
Twierdzisz, że choroba jest chorobą, ale zaraz wprowadzasz jakieś sztuczne podziały. Nie chce mi się już o tym pisać, bo to prowadzi donikąd.

20 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-10-19 15:52:28)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
sayonara napisał/a:

Dunkis, tak się składa, że z alkoholizmu nigdy nie można się wyleczyć, to choroba nieuleczalna- przeczytaj we wszystkich możliwych podręcznikach jakie masz, a to, że się z tym nie zgadzasz- ja się nie zgadzam, że ziemia jest okrągła, bo może to ściema!!! Przestańmy myśleć jak dzieci- woda jest mokra, ale JA SIĘ Z TYM NIE ZGADZAM. Ale fakt- z alkoholikiem czasem nie można wytrzymać, ja pisałam o determinacji- ile mi czy innym starczy sił na walkę z chorobą drugiej osoby!

sayonara, powyższą odpowiedzią odebrałaś mi prawo do mojego zdania , poprzez całkowitą negację, obrzucając mnie tym co mozna przeczytać w podręcznikach, a ja Ci powiem że w dupie mam podręczniki i to co w nich piszą. Idąc zaproponowanym przez Ciebie tropem powiem tak, że gdyby wszyscy wierzyli bezmyślnie w to co jest w książkach, nadal byś myślała, że Ziemia jest płaska, albo podtrzymują ją krokodyle, bo nikt by nie śmiał wyjść poza książki i spisaną w nich teorie. Znałem człowieka, który w mojej ocenie - wyszedł z nałogu. Po pewnych przejściach, przestał całkowicie sięgać po alkohol... wiem dla niektórym oznacza to tylkko tyle,że był to alkoholik, któemu po prostu zycia nie starczyło (wielu lat) by znów sięgnąć po kieliszek. Ale dla mnie to wystarczające by nazawć go, że został wyleczony. I kicham na książki, za to wierzę w ludzi.
I jednak nadal podtrzymam swoje zdanie, że alkoholizm jest świadomym wyborem. Sięganie po pierwszy czy też 1000 kieliszek jest świadomym wyborem, zakładając że sięga po niego dorosły człowiek. Bo każdy dorosły, świadomy człowiek, wie że ten pierwszy może być początkiem. Za to jest inna kategoria ludzi w tym bliska Ci osoba, któa po prostu to zignorowała. Nazwij to wepchnięciem, wciśnięciem, przypadkiem , nazywaj jak chcesz na tysiące sposobów - dla mnie to będzie ignorowanie, przez takie osoby zagrożeń... Potem sie mówi, gdybym wiedział, to bym nie zrobił--- problem w tym, wszyscey wiedzą dokąd może zaprowadzić pierwszy kieliszek , i takie bzdurne gadanie, że gdybym wiedział... - owszem wiedział, każdy wie że etanol , miesza w głowie i może prowadzić do uzależnia. Ci ludzie mogą różnić się co najwyżej powodem, z jakiego sięgają po kieliszek. Ale nalanie sobi pierwszego - i któregoś tam ---- jest świadomym wyborem podkreślam.
Nie twierdze że takim osobom nie należy się pomoc, współczucie, ale wiem, że pomagając im da się ich z tego wyciągnąć.
parenaście lat temu, gdy zerwała ze mną dziewczyna, nakupiłem arsenał alkoholu - by się schlać.. bo miałem wielką na to ochotę.... i nie zrobiłem tego -- bo ty był mój świadomy wybór - wszyscy wiedzą, ża alkohol nie jest ucieczką... wystarczy tylkoo tym pamiętać.

21

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
Olina napisał/a:

Czepiasz się słówek, polemizujesz, a nawet nie chcesz dopuścić do siebie myśli, że możesz się mylić.
Chciałam uświadomić Ci, że wiem o czym piszę oraz, że alkoholizm to jest jednak ciężka choroba.

Dociera do mnie, że jest to choroba. Jednak nie zgodzę się nigdy z tym, że alkoholizm można postawić na równi z nowotworem. Dla mnie są to zupełnie różne kategorie.

Olina napisał/a:

więc wymieniłam Ci, że nam go od podszewki. To z kolei znowu zarzucasz, że przekoloryzowałam.

Idąc dalej tym tropem, ja mogłabym wymieniać przypadki, które znam. 1/3 zeszłego roku spędziłam na różnych oddziałach w szpitalach. Poznałam wielu ludzi, z niektórymi mam kontakt do dzisiaj, a niektórzy... Moją rodzinę także nie ominął nowotwór, ale uważam że nie jest to miejsce na opisywanie takich spraw. Nie chodzi o to kto "da więcej", to do niczego nie prowadzi.

Olina napisał/a:

Jesteś zamknięta na jakikolwiek argumenty, a niestety nie dopuszczasz do siebie opcji, że możesz się mylić. Każde słowo, każde zdanie podważasz zamiast dopuścić do siebie doświadczenie innych.

Podważam bo mam swoje racje, które bronię. Poza tym dopuszczam zdanie innych i biorę je pod uwagę. Jeżeli myślę co innego, to wyrażam to. Wszystko.

Olina napisał/a:

to jest idealny przykład na to, że pływasz w temacie, wypowiadasz wiele sprzeczności, raz tak, a raz tak, w zależności od zdania, do którego się odnosisz...

Nie do końca rozumiem. Jakiś przykład byłby pomocny, w którym zmieniłam swoje zdanie, napisałam coś innego.

Dunkis napisał/a:

Ale nalanie sobi pierwszego - i któregoś tam ---- jest świadomym wyborem podkreślam.

Właśnie o tym cały czas piszę. Alkoholik ma wybór, bo w końcu on sobie nalewa, a później wypija. Chory niestety często nie ma takiego wyboru.

22

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Tak, zgadzam się, ale nalanie sobie pierwszego to jeszcze nie choroba, a my mówimy tu o stadium, które niestety jest już chorobą. Dlatego też napisałam, że nie dbając o siebie należycie również przyczyniamy się do wielu własnych chorób. Nikt nie zostaje alkoholikiem świadomie, bo tak to sobie założył, to po prostu w którymś momencie go dotyka, ale wówczas nie ma już odwrotu.

23

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
Olina napisał/a:

Tak, zgadzam się, ale nalanie sobie pierwszego to jeszcze nie choroba, a my mówimy tu o stadium, które niestety jest już chorobą.

Zaczyna się od świadomego czynu.

Olina napisał/a:

Nikt nie zostaje alkoholikiem świadomie, bo tak to sobie założył, to po prostu w którymś momencie go dotyka, ale wówczas nie ma już odwrotu.

Owszem na pewno nikt nie upija się, bo ma takie założenie zostać alkoholikiem. Jednak po pewnym czasie zapala się czerwona lampka, czas już przestać. Niestety nie przestają, bo trzeba zagłuszyć sumienie, a później to już organizm się domaga. Jednak sięgają po ten pierwszy kieliszek wiadomo czym może się skończyć, następny i kolejny... Wszystko świadomie.

24 Ostatnio edytowany przez Olina (2010-10-19 18:13:07)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Małgorzatko cytuję "Alkoholik ma wybór, bo w końcu on sobie nalewa, a później wypija. Chory niestety często nie ma takiego wyboru."Ręce mi opadają.... Albo nie przeczytałaś tego , co piszę, albo jesteś na mnie zła za to, że ośmielam się pisać o paskudnych pijakach jako o osobach chorych...przepraszam-i nie mam ochoty tu nic więcej napisać.

Przepraszam jeszcze jedno mi umknęło to twoja Małgorzatko odpowiedź na mojego posta:   
sayonara napisał:

    Nowotwór to straszna choroba, ale jeszcze raz stanowczo twierdzę- alkoholizm to też CHOROBA i równie straszna.

Czyli ja jestem taka sama jak alkoholik? Taka sama jak ten śmierdzący, brudny, sponiewierany? Sorry ale czuję się tak jakbym dostała w twarz.
Dajesz tym zdaniem w twarz wszystkim chorym na alkoholizm, a tak dla twojej wiadomośći ( naprawdę NIC NIE WIESZ O TEJ CHOROBIE!!!!- może twoja nauczycielka,sąsiadka, autorytet w jakiejkolwiek dziedzinie pachnąca, na szpilkach i czyściuteńka, też cierpi na tę chorobę). Bardzo Ci życzę , żebyś nigdy ale to nigdy nie musiała spojrzeć w twarz osobie uzależnionej od alkoholu, umierającej powoli i BLISKIEJ TOBIE!!!

Nie pisz, proszę, posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać to użyj opcji "edytuj", o czym mówi pkt 10 naszego Regulaminu. (Moderatorka Olina)

25

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
Małgorzatka napisał/a:

Owszem na pewno nikt nie upija się, bo ma takie założenie zostać alkoholikiem.

A czy Ty wiesz, że wcale nie trzeba się upijać, aby nim zostać??? No tak, ale najpierw musiałabyś posiąść odpowiednią wiedzę, aby to wiedzieć, prawda? Ale tej pracy zapewne nie wykonasz, Ty wolisz wypowiadać się o czymś o czym nie bardzo masz pojęcie. No ok, ja jednak ręce rozkładam.

Wiesz, sayonara, w tej kwestii czuję podobnie jak Ty... Tak samo ręce mi opadają i tak samo czuję, że przebijam się przez mur, który jest zwyczajnie nie do przebicia.

26

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
sayonara napisał/a:

Małgorzatko cytuję "Alkoholik ma wybór, bo w końcu on sobie nalewa, a później wypija. Chory niestety często nie ma takiego wyboru."Ręce mi opadają.... Albo nie przeczytałaś tego , co piszę, albo jesteś na mnie zła za to, że ośmielam się pisać o paskudnych pijakach jako o osobach chorych...przepraszam-i nie mam ochoty tu nic więcej napisać.

Przeczytałam to co napisałaś, co nie oznacza tego, że zacznę przytakiwać Tobie, bo mam inne zdanie na ten temat.

sayonara napisał/a:

a tak dla twojej wiadomośći ( naprawdę NIC NIE WIESZ O TEJ CHOROBIE!!!!- może twoja nauczycielka,sąsiadka, autorytet w jakiejkolwiek dziedzinie pachnąca, na szpilkach i czyściuteńka, też cierpi na tę chorobę)

Wiem więcej niż się Tobie wydaje. Może nie przeczytałam książek na ten temat, ale życie wiele mnie nauczyło. Nawet dzisiaj widziałam mężczyznę, który w jednej ręce trzymał butelkę, a w drugiej rękę dziecka. Poprostu żal, nie można wytłumaczyć tego zachowania. Wiem, że alkoholicy potrafią się kamuflować i zwyczajna osoba na ulicy może mieć z tym problem. Także chory z rakiem na pozór nie wygląda na umierającego (oczywiście nie w ostatnim stadium choroby), mimo wszystko walczy i cierpi po cichu.

sayonara napisał/a:

Bardzo Ci życzę , żebyś nigdy ale to nigdy nie musiała spojrzeć w twarz osobie uzależnionej od alkoholu, umierającej powoli i BLISKIEJ TOBIE!!!

Dziękuję za szczere życzenia;) Przede wszystkim nigdy bym nie pozwoliła, żeby bliska mi osoba aż tak się stoczyła. Podałabym rękę, na początku, jeżeli tylko bym zauważyła problem. Ale jeżeli alkoholik nie chciałby walczyć, zmienić swojego życia to trudno, jego wybór. Napewno bym chroniła swoje dzieci przed ojcem-alkoholikiem.

Olina napisał/a:

Małgorzatka napisał:

    Owszem na pewno nikt nie upija się, bo ma takie założenie zostać alkoholikiem.

A czy Ty wiesz, że wcale nie trzeba się upijać, aby nim zostać??? No tak, ale najpierw musiałabyś posiąść odpowiednią wiedzę, aby wiedzieć, prawda? Ale tej pracy zapewne nie wykonasz, Ty wolisz wypowiadać się o czymś o czym nie bardzo masz pojęcie. No ok, ja jednak ręce rozkładam.

Można wypijać tylko kieliszek dziennie i być alkoholikiem. Nie zamierzam czytać rzadnych książek na temat alkoholizmu. Ba, nawet nie zamierzam wpisać w google: alkoholizm. Wystarczy mi życie, to co widziałam, słyszałam. Wystarczy mi to cierpienie dzieci. Jeżeli ktoś krzywdzi innych, nadal to robi, nie ma wytłumaczenia.

Olina napisał/a:

Wiesz, sayonara, w tej kwestii czuję podobnie jak Ty... Tak samo ręce mi opadają i tak samo czuję, że przebijam się przez mur, który jest zwyczajnie nie do przebicia.

Mam argumenty popierające moje zdanie. A to, że Wy napiszecie swoje nie sprawi, że zacznę śpiewać tak jak Wy.

27 Ostatnio edytowany przez Olina (2010-10-19 22:15:31)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
Małgorzatka napisał/a:
sayonara napisał/a:

Małgorzatko cytuję "Alkoholik ma wybór, bo w końcu on sobie nalewa, a później wypija. Chory niestety często nie ma takiego wyboru."Ręce mi opadają.... Albo nie przeczytałaś tego , co piszę, albo jesteś na mnie zła za to, że ośmielam się pisać o paskudnych pijakach jako o osobach chorych...przepraszam-i nie mam ochoty tu nic więcej napisać.

Przeczytałam to co napisałaś, co nie oznacza tego, że zacznę przytakiwać Tobie, bo mam inne zdanie na ten temat.

sayonara napisał/a:

a tak dla twojej wiadomośći ( naprawdę NIC NIE WIESZ O TEJ CHOROBIE!!!!- może twoja nauczycielka,sąsiadka, autorytet w jakiejkolwiek dziedzinie pachnąca, na szpilkach i czyściuteńka, też cierpi na tę chorobę)

Wiem więcej niż się Tobie wydaje. Może nie przeczytałam książek na ten temat, ale życie wiele mnie nauczyło. Nawet dzisiaj widziałam mężczyznę, który w jednej ręce trzymał butelkę, a w drugiej rękę dziecka. Poprostu żal, nie można wytłumaczyć tego zachowania. Wiem, że alkoholicy potrafią się kamuflować i zwyczajna osoba na ulicy może mieć z tym problem. Także chory z rakiem na pozór nie wygląda na umierającego (oczywiście nie w ostatnim stadium choroby), mimo wszystko walczy i cierpi po cichu.

sayonara napisał/a:

Bardzo Ci życzę , żebyś nigdy ale to nigdy nie musiała spojrzeć w twarz osobie uzależnionej od alkoholu, umierającej powoli i BLISKIEJ TOBIE!!!

Dziękuję za szczere życzenia;) Przede wszystkim nigdy bym nie pozwoliła, żeby bliska mi osoba aż tak się stoczyła. Podałabym rękę, na początku, jeżeli tylko bym zauważyła problem. Ale jeżeli alkoholik nie chciałby walczyć, zmienić swojego życia to trudno, jego wybór. Napewno bym chroniła swoje dzieci przed ojcem-alkoholikiem.

Olina napisał/a:

Małgorzatka napisał:

    Owszem na pewno nikt nie upija się, bo ma takie założenie zostać alkoholikiem.

A czy Ty wiesz, że wcale nie trzeba się upijać, aby nim zostać??? No tak, ale najpierw musiałabyś posiąść odpowiednią wiedzę, aby wiedzieć, prawda? Ale tej pracy zapewne nie wykonasz, Ty wolisz wypowiadać się o czymś o czym nie bardzo masz pojęcie. No ok, ja jednak ręce rozkładam.

Można wypijać tylko kieliszek dziennie i być alkoholikiem. Nie zamierzam czytać rzadnych książek na temat alkoholizmu. Ba, nawet nie zamierzam wpisać w google: alkoholizm. Wystarczy mi życie, to co widziałam, słyszałam. Wystarczy mi to cierpienie dzieci. Jeżeli ktoś krzywdzi innych, nadal to robi, nie ma wytłumaczenia.

Olina napisał/a:

Wiesz, sayonara, w tej kwestii czuję podobnie jak Ty... Tak samo ręce mi opadają i tak samo czuję, że przebijam się przez mur, który jest zwyczajnie nie do przebicia.

Mam argumenty popierające moje zdanie. A to, że Wy napiszecie swoje nie sprawi, że zacznę śpiewać tak jak Wy.

Nie miałam już pisać, ale wywołałaś mnie do tablicy- żal mi , że uważasz, że  np. Ty masz "śpiewać jak my", ja moja droga nie śpiewam, to zbyt poważny temat, nie chcę nikogo do niczego przekonać, jeśli uważasz, że pijak jest odrażającym typem- to twoje zdanie i ok. "Przede wszystkim nigdy bym nie pozwoliła, żeby bliska mi osoba aż tak się stoczyła."- na to nigdy nie będziesz miała wpływu traktując tak, jak napisałaś osobę, która ma problem alkoholowy.Nawet nie zauważysz, bo traktujesz tę chorobę z pogardą!!!! I ignorancją, a nawet z obrzydzeniem, nie chce mi się cytować twoje zdania o śmierdzącym zaniedbanym pijaku

A co do twojego stwierdzenia, że "masz argumenty", to ja też mam i mam jeszcze w dodatku szacunek dla ludzi, którzy się pogubili i próbują walczyć z JAKĄKOLWIEK CHOROBĄ


Nie pisz, proszę, posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać to użyj opcji "edytuj", o czym mówi pkt 10 naszego Regulaminu. (Moderatorka Olina)

28 Ostatnio edytowany przez Małgorzatka (2010-10-19 21:30:05)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
sayonara napisał/a:

mam jeszcze w dodatku szacunek dla ludzi, którzy się pogubili i próbują walczyć z JAKĄKOLWIEK CHOROBĄ

Rak nie jest kwestią "pogubienia się". Napisałaś to w takim sensie, że choroba powstaje dlatego, że ktoś się "pogubił".

sayonara napisał/a:

"Przede wszystkim nigdy bym nie pozwoliła, żeby bliska mi osoba aż tak się stoczyła."- na to nigdy nie będziesz miała wpływu traktując tak, jak napisałaś osobę, która ma problem alkoholowy.Nawet nie zauważysz, bo traktujesz tę chorobę z pogardą!!!!

Napisałam też, że podałabym rękę na początku, jeżeli ktoś by nie skorzystał, to jego wybór. A jak traktują alkoholicy innych ludzi? Czyż nie gardzą nimi?

29 Ostatnio edytowany przez Olina (2010-10-19 22:13:19)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
Małgorzatka napisał/a:
sayonara napisał/a:

mam jeszcze w dodatku szacunek dla ludzi, którzy się pogubili i próbują walczyć z JAKĄKOLWIEK CHOROBĄ

Rak nie jest kwestią "pogubienia się". Napisałaś to w takim sensie, że choroba powstaje dlatego, że ktoś się "pogubił".

A ty znowu swoje...nie napisałam to w "takim sensie"........................................Dziewczyno czytaj ze zrozumieniem!!!!!!
Błagam , przeczytaj moje wszystkie  posty bez złości, jeśli oczywiście chcesz

Cytuję: " A jak traktują alkoholicy innych ludzi? Czyż nie gardzą nimi?"
Tak samo, jak "normalni" nawet chorzy na cokolwiek, są dobrzy, źli, złośliwi, czarujący, fajni , niefajni- LUDZIE

Moja mama- najkochańsza dla mnie istota na świecie, w czasie choroby ( bardzo cierpi a ja z nią) stała się tak uciążliwa dla otoczenia, tak cierpiąca, że tylko prawdziwie ją kochający ludzie są  przy niej. Nie mam pojęcia, czy sobie "zasłużyła" na chorobę czy nie, nigdy w ten sposób na to nie patrzyłam. FAKTEM jest to, że ma przy sobie osoby, dla których stara się żyć, alkoholicy też mogą mieć taką szansę!!!!!!!!!!!

30

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
sayonara napisał/a:

Małgorzatka napisał:

        sayonara napisał:

        mam jeszcze w dodatku szacunek dla ludzi, którzy się pogubili i próbują walczyć z JAKĄKOLWIEK CHOROBĄ

    Rak nie jest kwestią "pogubienia się". Napisałaś to w takim sensie, że choroba powstaje dlatego, że ktoś się "pogubił".

A ty znowu swoje...nie napisałam to w "takim sensie"........................................Dziewczyno czytaj ze zrozumieniem!!!!!!

Raczej dobrze zrozumiałam. Co ma "jakakolwiek choroba" do pogubienia się? Tylko alkoholik może powiedzieć: Pogubiłem się i dlatego teraz choruję.

sayonara napisał/a:

Cytuję: " A jak traktują alkoholicy innych ludzi? Czyż nie gardzą nimi?"
Tak samo, jak "normalni" nawet chorzy na cokolwiek, są dobrzy, źli, złośliwi, czarujący, fajni , niefajni- LUDZIE

Zgadzam się, ludzie zdrowi także gardzą innymi ludźmi, kwestia wychowania, charakteru. Raczej to także, nie jest pochwalane w społeczeństwie. Alkoholicy nie zasługują na taryfę ulgową, bo są "chorzy".

31

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

NARESZCIE, przyznałaś - "są chorzy!" I nie chodzi o taryfę ulgową ale o pomoc smile

32

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Sayonara, jako moderatorka forum po raz kolejny upominam Cię, żebyś nie pisała posta pod postem, a jeżeli chcesz coś dopisać to użyj opcji "edytuj", o czym mówi pkt 11 naszego Regulaminu, a który to uporczywie łamiesz. (Moderatorka Olina)

33

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Jestem DDA  i prawie w ogóle nie piję alkoholu. Taki jest mój świadomy wybór. To może wynikać z moich doświadczeń.
Ale nie palę też papierosów - to też mój świadomy wybór. Nie biorę też narkotyków, choć pewnie łatwiej zdawałoby się egzaminy po amfie. To też mój świadomy wybór.
Ale kiedy moja córka w wieku mniej więcej 10 lat przy odrabianiu zadania wyprowadziła mnie z równowagi - szarpnęłam ją tak, że się rozpłakała. Ja - ofiara pijaństwa mojego ojca zrobiłam coś takiego. W momencie zrozumiałam - NIGDY WIĘCEJ. I słowa dotrzymałam. NIGDY WIĘCEJ. Świadomy wybór.
Owszem, alkoholizm jest chorobą, ale też wyborem. Jeśli alkoholik nie chce się leczyć - nie widzę powodu, żeby cierpieli inni.

34

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
sayonara napisał/a:

NARESZCIE, przyznałaś - "są chorzy!" I nie chodzi o taryfę ulgową ale o pomoc smile

Możesz wypić szampana ze zwycięstwa;) Pisałam, że są chorzy, ale nie na początku swojej drogi. Ta Choroba zaczyna się świadomym wyborem, którego nie mogą dokonać osoby chore na raka. Niestety nie mają takiej możliwości, aby decydować o swojej chorobie. Jeszcze raz powtórzę: Alkoholizm determinuje świadomy wybór.

niekochana72 napisał/a:

Owszem, alkoholizm jest chorobą, ale też wyborem. Jeśli alkoholik nie chce się leczyć - nie widzę powodu, żeby cierpieli inni.

Można podać rękę, ale wymagana jest też odrobina woli, chęci poprawy sytuacji  przez alkoholika. Jeżeli nie chce walczyć, to dlaczego mają cierpieć przez niego inni?
Niekochana72. Życzę powodzenia w dotrzymywaniu obietnic. Nie pozwól, żeby Twoje dziecko cierpiało tak, jak Ty kiedyś przez ojca-alkoholika.

35

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Chciałam tylko dodac jedną rzecz, byc może to rozjaśni trochę skąd z mojej strony pojawiła się analogia obu chorób (chociaż tak naprawde temat miał dotyczyc bardziej emocji zwiazanych po rozstaniu, ale wyglada na to, że silniejsz była potrzeba przedyskutowania tematu alkohol /rak); Ja tą analogie wprowadziłam z punktu widzenia osoby żyjącej z/obok/przy osobie chorej; Chorej na chorobę nieuleczalną i śmiertelna; Obie i nowotwór i alkoholizm do takich zaliczam; Nieuleczalną, gdyż zarówno i w jednym jak i w drugim przypadku nigdy nie ma gwarancji, chocby nie wiem po jakiej terapii, że nie będzie nawrotu czy zapicia; Kilka lat temu przeczytałam książke Kena Wilbera "Śmiertelni, Nieśmiertelni" z wątkiem o chorobie nowotworowej; Czytałyście? Gorąco polecam; To własnie po przeczytaniu tej ksiązki pomyślałam sobie, jakie to podobne, życie osoby TOWARYSZĄCEJ w chorobie, ta niepewnośc, to życie nadzieją, że może tym razem się uda, to życie sprawami osoby chorej jej dietą, terapia, jej stanem emocjonalnym, a życie osoby Towarzyszącej toczy się wtedy, gzieś z boku, bo potrzebuje się toczyc; Gdzie są wtedy myśli, gdzie jest wsparcie? Przy osobie chorej oczywiście; Takich porównań moge przytoczyc wiecej; Ja tutaj NIE PISZĘ o osobie chorej ani na nowtwór, ani na alkoholizm; Bo ani na jedno, ani na drugie chora nie jestem i NIE WIEM jak to jest; Ja PISZE o osobie, która żyje z osobą chorą i jak najbardzie uważam w tym momencie właściwe i stosowne użycie takiego właśnie porównania; Kiedy czytałam książkę "śmiertelni, nieśmiertelni" zaskoczona byłam, że przecież inne choroby, a odczucia, przeżycia, problemy, radości, nadzieje dla osób żyjących z/obok takie PODOBNE; I jeszce tylko komentarz, ze społecznego punktu widzenia. Odejście od Alkoholika uważa się za rzecz bardzo normalna społecznie popieraną, co nie jest już takie oczywiste w przypadku odejścia od osoby chorej na raka....A alkoholik o czym już była tutaj mowa! zanim "stoczy się" do "śmierdzącego, nieprzyjemnego typa" ma przed sobą kilka dziesiątek życia. To nie dzieje się z dnia na dzień. Były mąż to kulturalny, inteligentny, oczytany, opiekuńczy i wrażliwy mężczyzna; Nasze życie nie było życiem rodziny patologicznej w rozumianym społecznie! podejściu; Jeszcze do tego było daleko; Ale własnie ta perspektywa, że dalszy rozwój choroby oraz konsekwencje jakie wyszyscy mogliby ponieśc skłoniły mnie do mojej decyzji o rozstaniu; Nie mówię, że już nie poniosłam kosztów związanych z życiem z alkoholikiem, ale i tak poki co bilans jest dodatni; Poza tym miałam to szczęście, że były mąż jest świadomy swojej choroby i jest po terapiach; Dzięki temu nie tylko "stacza się w dół", ale również się rozwija; Zostawiam to co było za sobą i z miłością i szcunkiem na to patrzę; Z miłością też i szacunkiem myślę o swoim byłym mężu i życzę mu, aby wreszcie mu się udało; Bo zasługuje na to by godnie życ; Wiem też, że Świadomie, ani On nie wybrał choroby alkoholowej, ani nikt inny Świadomie nie wybrał Nowotwora;

36

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
sayonara napisał/a:

...
Czyli ja jestem taka sama jak alkoholik? Taka sama jak ten śmierdzący, brudny, sponiewierany? Sorry ale czuję się tak jakbym dostała w twarz.
Dajesz tym zdaniem w twarz wszystkim chorym na alkoholizm, a tak dla twojej wiadomośći ( naprawdę NIC NIE WIESZ O TEJ CHOROBIE!!!!- może twoja nauczycielka,sąsiadka, autorytet w jakiejkolwiek dziedzinie pachnąca, na szpilkach i czyściuteńka, też cierpi na tę chorobę). Bardzo Ci życzę , żebyś nigdy ale to nigdy nie musiała spojrzeć w twarz osobie uzależnionej od alkoholu, umierającej powoli i BLISKIEJ TOBIE!!!

zgodzę się z tym co pod tą wypowiedzią napisała moderatorka Olina.

Poleciłaś mi przeczytanie jakiejkolwiek pozycji dot. alkoholizmowi. Może sam nie czytałem, takich ale zaróno na necie jak i TV śledziłem wypowiedzi dotyczące tej choroby. Stwierdzam zatem, że Ty nie czytałaś o tym kompletnie nic. Olina ładnie Ci napisała, że żeby zostać alkoholikiem, nie trzeba zapijać się i pić dużo. Masz widać blade pojęcie, o tej chorobie, tak jak ja o raku. Ale oburzając się że ktoś może porónywać CIę do alkoholika, podczas gdy tylko widzisz alkoholików w przedstawiony sposób, jako śmierdzącą, brudną i sponiewieraną bandę, to dobrze, że poczułaś się jakbyś dostała w Twarz , powinnaś tak kilka razy dostać, na otrzeźwienie. Alkoholikiem, może być bliska CI osoba, któa będzie to starać sie ukrywać latami i nawet nie zauważysz, że ma problem z alkoholem.
Za to, że widzisz takich ludzi w ten sposób - nlależy Ci się kolejny strzał i to najsolidniejszy. Widzisz jedynie czubek własnego nosa,  użalasz się nad sobą, chcąc siebie wywyższyć ponad brudnych alkoholików. W tobie nie ma odrobiny współczucia. Którego sama od innych oczekujesz.
Tym bardziej swoją niewiedzą na ten temat utrwaliłaś mnie w przekonaniu, że w tych książkach nie znajdę tego, iż wszystkie traktują sprawę alkoholizmu jako nieuleczalną. Mam swój przykład, bliskiej mi osoby, i jezli nawet jest ona wyjątkiem, to i tak mi wystarczy by podtrzymać swoje zdanie.
Za to, sprawę iz są to różne choroby i mimo wszystko jedna jest z wyboru, a druga - nie, potwierdza właśnie wspomniane nastawienie społeczeństwa. Alkoho to wybór, a rak nie. Choć niektóre grupy naukowców skłaniają się, że ma to podłoże wirusowe, które uaktywnia się w organizmach poddatnych na to.
Jednak nie zmienia to faktu, że jako choroba, bo tak należy to stwierdzić bez względu na to czy z wyboru czy nie, obydwie są poważne i śmiertelne. Tak samo jak palenie tytoniu - powoduje raka i ludzie na to umierają dziennie setkami, może nawet tysiącami. Ale jest spora różnica, dla osbób które to obserwują i są przy tej chorobie. Przy alkoholu dochodzą inne emocje, albo jeśli nawet są takie same, nabierają innego kształtu.
Poniekąd zgodzę się znów z Oliną, że nalanie pierwszego kieliszka nie jest chorobą, ale nikt nie nazywa wypicie pierszego kieliszka chorobą, jedynie świadomym działaniem, tak jak napisała Małgorzatka.
Tak naprawdę, mało który pierwszy kieliszek, prowadzi do alkoholizmu. Ale by był ten alkoholizm - zaczyna się od tego pierwszego. Inaczej się nie da ani od drugiego , ani od trzeciego.
Często się mówi, że ktos idzie utopiś swoje nieszczęścia w kieliszku, itd, utopić swoich słabości w raku się nie da.

37

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Na koniec chciałabym dodać od siebie... Dziś nie borykam się z problemem alkoholowym w mojej rodzinie (piszę dziś, bo jak już pisałam nie mogę zakładać, że to nie zmieni się jutro), ale staram się rozumieć ludzkie problemy, znaleźć ich przyczynę, dostrzegać cierpienie i uważam, że każdemu warto dać szansę oraz wyciągnąć do niego rękę. Pod jednym wszak warunkiem, że on tę pomoc będzie chciał przyjąć, a droga, którą pójdziemy nie będzie nikogo krzywdzić.

Trochę zapuściliśmy się w naszych rozważaniach, a pytanie zadane w pierwszym poście było zgoła inne. Tak więc IZ, jeśli Twój partner nie chciał od Ciebie pomocy, leczenie nie przynosiło skutku, to znak, że brakowało mu mimo wszystko determinacji, walki o Ciebie, ile ludzkich charakterów tyle odrębnych przypadków. Czasem musimy jednak stanąć przed wyborem mniejszego zła, a Ty zdaje się takie właśnie wybrałaś. Widać, że jesteś wrażliwą osobą, stąd Twoje wahania, musisz jednak pamiętać, że Ty w tym wszystkim jesteś równie ważna, może najważniejsza, nikt nie ma prawa skazywać Cię na gehennę w imię ideałów, Ty też masz prawo do szczęścia, miłości, szacunku. Ty jesteś ważna!

38

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Dunkis- o "brudnym i śmierdzącym alkoholiku" pisała Małgorzatka. Czytaj uważnie, moje słowa to o tym, że może osoba pachnąca i na szpilkach może być równie chora!!!

39 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-10-21 08:43:38)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

sayonara wybacz, chyba za dużo piję i mi się nicki poprzelewały
no widzicie do czego ten alkohol prowadzi , no nie mogę pisać ani czytać jak wypije

40

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Duzo ciekawych rzeczy tu wszyscy napisaliscie. Nie spodziewalam sie dyskusji na temat alkoholu itd ale sklonilo mnie to do myslenia... Moj byly maz, z ktorym bylam przez 13 lat zaczal popijac wiele lat temu, jedno piwko potem drugie najpierw w weekendy potem coraz czesciej, az w koncu pil codziennie, zawsze po pracy...Wlasciwie to rzadko sie upijal, wypijal kilka piw codziennie. Juz nie moglam patrzec na puszki w domu, nawet przestalam pic wino od czasu do czasu, bo juz nie moglam patrzec...Powtarzalam mu, ze musi przestac pic, ze nas na to nie stac, ze nie wychodzi mu to na zdrowie, ze daje zly przyklad dzieciom itd itd wszystko jak grochem o sciane i twierdzil, ze to nie probelm, ze moze przestac kiedy chce. Kiedy raz sprobowal, nic wypil nic i nagle jego osobowosc sie zmienila, stal sie szorstki, siedzial caly wieczor naburmuszony i krzyczal na dzieci. Kiedy mu zwrocilam uwage to powiedzial, ze to przeze mnie, bo stawiam mu wymagania i nazywam alkoholikiem. I nastepnego razu znow pil. Kiedy wypije jedno (bardzo szybko) od razu biegnie po drugie. Nawet upieral sie, ze mimo tego, ze byly dzieci w samochodzie, to ze po jenym moze prowadzic...Nie chodzi mi o zadne legalne limity, ale po co ryzykowac kiedy ma sie w aucie rodzine, a na drogach tez pelno ludzi przeciez... Alkohol byl dla niego tak bardzo wazny. Nastraszylam go raz, ze na pewno cierpi jego watroba itd wiec zrobil badania ale wyszly ok, wiec dostal zielone swiatlo do picia jak wczesniej. Czy mialam racje, ze byl alkoholikiem, mimo tego, ze nie pil mocnych trunkow, ze rzadko sie upijal, ale pil kazdego dnia i nie potrafil nie pic (wedlug mnie, bo on twierdzil, ze pije bo moze i chce a nie dlatego, ze musi), a jak sprobowal, to zachowywal sie jak inny czlowiek...????

41 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-10-25 15:30:34)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Alkoholizm jako choroba.... yhy tak ale psychiczna choroba
Alkoholika można zidentyfikować na długo przedtem, nim uzależni się fizycznie lub psychicznie od picia. Naukowcy odkryli genetyczną różnicę między ludźmi podatnymi na uzależnienie, a tymi, dla których nie stanowi ono większego zagrożenia. Poza możliwością stworzenia prostego testu, który wykrywałby genetyczne predyspozycje do alkoholizmu, najnowsze odkrycie może także pomóc opracować leki redukujące ryzyko poprzez naprawienie ?błędu? w genach.

Roznica miedzy choroba nowotworowa a alkoholizmem... chory na raka chce sie leczyc, leczy sie i siega wszystkich mozliwych metod chocby to mialaby byc magia. Bierze leki, ktore zadaja mu cierpienie.
alkoholik ma problem z leczeniem bo u niego chora jest juz sama "chec wyzdrowienia" On nie chce "chciec".
Nie wiadomo jaki jest alkoholik, bo on sam tego nawet nie wie. stara sie podazac sciezka wytyczana przez normy wyniesione z domu, ogolnie i powszechnie znane... ale on tego nie czuje. Alkoholik pije bo boi sie byc trzezwy... a nie dlatego ze lubi jak jest wesolo.  Alkoholik leci po wiecej alkoholu, wstaje rano, albo w srodku nocy, przejdzie kilometry by kupic alkohol (ktoremu zdrowemu by sie chcialo?) ze strachu ze trzezwieje.
Czlowiek ktory nie jest alkoholikiem nigdy nie zrozumie alkoholika.
Ja tez nie rozumiem choc staram sie pojac zakamarki tej psychiki.
Jak pomoc leczyc alkoholika?
alkoholik musi poznac siebie, nauczyc sie sam za siebie odpowiadac, ALKOHOLIK MUSI NAUCZYC SIE ZYC i nie bac sie byc trzezwym.
Osoba ktora kocha alkoholika musi mu dac wyraznie do zrozumienia ze go kocha a potem zostawic.
Nie ma innej mozliwosci by alkoholik stanal na wlasne nogi.
Jesli stanie to tylko wtedy gdy zostawimy go w spokoju. Strach przed czyms innym jest czasem wiekszy niz strach przed byciem trzezwym.
To jest to slynne dno alkoholika.
Dla jednego bedzie to choroba, zblizajaca sie smierc dla innych  utrata kogos bliskiego, wstyd.
Zaden przymus czy gadanie nie pomoze.
Co alkoholikowi przeszkadza w zdrowieniu... lepka, pelna poswiecen milosc, nadgorliwosc i uslugiwanie, zalatwianie problemow, ulatwianie zycia.
Czym ktos bardziej kocha tym bardziej powinien zostawic alkoholika ze slowami "kocham Cie"

Porownywanie chorob i analiza porownan nie ma sensu. Kazda choroba jest inna i kazdy przezywa ja w dodatku na inny sposob.

Moja rada. Jesli kochasz alkoholika zostaw go. Zrob to z miloscia i z milosci.

42 Ostatnio edytowany przez kachna66 (2010-12-21 09:40:36)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Zazdrość ma dużo racji. Choć  słyszałam o badaniach genetycznych to nie są one potwierdzone.
Alkoholizm to uzależnienie  niektórzy mówią choroba. Jest to  uzależnienie psychiczne ale również i fizyczne. Widziałam niejednego alkoholika po odstawieniu alkoholu. Widok jest straszny. Całe ciało zlane potem, którego nie można wytrzeć, drżenia są tak silne że nie potrafi sam zjeść, o piciu nie wspomnę.Nie ma kontroli nad zwieraczami, często dochodzi do padaczki alkoholowej. Ból  całego ciała jest połączony z lękiem, strach że umrze przychodzi i jest. Jest to tzw. Zespół Odstawienia. Zdarzają się również delirki, co wielu ludzi myli z w/w zespołem. Delirka jest wtedy, gdy do wszystkich objawów które  opisałam wyżej dochodzą zaburzenia psychiczne. Najczęściej na początku pojawia się lęk a potem paniczny strach. Alkoholik ma omamy wzrokowe i słuchowe, zawsze bardzo silne i realistyczne. Często widzi i słyszy rzeczy, których normalnie by się nie bał.  Widziałam kobietę  która wyskoczyła z 2 piętra bo po mieszkaniu chodziły krasnoludki, inna zabarykadowała się w domu ,zabijając okna i drzwi deskami bo chciał do niej wejść szatan, a ona broniła twierdzy. Te omamy są różne, często powtarzającym elementem  jest szatan i robactwo. Widzi on wtedy  chodzące po nim pająki, larwy itp których nie może się pobyć. W tym stanie staje się niebezpieczny bo jak zobaczy wroga to chce go zabić, jest to również niebezpieczne dla niego.A tym wrogiem może być diabeł w ciele żony, matki, czy dziecka, albo wszyscy są w zmowie. Lęk jest tak silny że można umrzeć ze strachu. Zespół odstawienia i delirka pojawiają się po zaprzestaniu picia. Tak jak Zespół odstawienia pojawia się kilka do kilkanaście godzin po ostatnim kieliszku czy piwie, tak delirka może wystąpić do 2 tygodni.
Najgorszym okresem dla pracowników odwykówek są właśnie nadchodzące święta .Wielu alkoholików przestaje pić aby usiąść do wigilii trzeźwym, no i wtedy zaczyna się dziać.
Alkoholizm jest uznany za chorobę, którą można leczyć. Ale leczenie jest zgoła inne niż przy raku czy cukrzycy. Przede wszystkim alkoholik musi chcieć. Można to na nim wymóc, ale to mało kiedy odnosi pożądany skutek, albo jest on na krótką metę. Wielu alkoholików nie przestaje pić bo rodziny stwarzają mu komfort picia. A żeby sam chciał musi osiągnąć dno. Te dno jest dla każdego inne. Dla jednego będzie to zwolnienie z pracy, dla innego odejście żony, albo wylądowanie na ulicy. Są też tacy którzy nigdy nie przestaną i w końcu alkohol ich zabije.
Znałam kobietę, która piła 20 lat, mąż robił wszystko, żeby przestała, prosił, błagał, na koniec potrafił ją przywiązać do kaloryfera, dzieci się jej  wstydziły jak wczołgiwała się do klatki. Dno osiągnęła pewnego dnia, jak pijana leżała na dywanie w domu. Otworzyła oczy i zobaczyła swoje dwie córeczki, 12 i 15 lat jak nad nią stały i płakały w ich twarzach zobaczyła ocean smutku, nie żalu czy pretensji, ale właśnie smutku. To było jej dno, od którego się odbiła. Dziś nie  pije 15 lat, i wie że nie jest zdrowa. Mówi jestem trzeźwiejącą alkoholiczką. Zdaje sobie sprawę że jak o tym zapomni to będzie to początek końca.
Co to jest komfort picia.
1. Ukrywanie przed światem, problemu. A najczęściej wszyscy o tym wiedzą. Ale nie  mówimy o tym głośno i alkoholik nie ma się czego wstydzić, bo nikt o tym nie mówi mu w oczy poza zrzędą żoną. Ale ona zła kobieta jest, bo nikt inny tego nie widzi. Czyli nie mam problemu.
2. Przyjdzie pijany brudny, bo kilka razy zaliczył chodnik. Żona rozbierze i położy do łóżka, ciuchy wypierze. Ja przyszedłem posikany  i w wymiocinach? Zła kobieta, wymyśla.
3. Przepił pół wypłaty. żona leci do sąsiadki, mamy czy koleżanki pożyczy do następnej. Czyli można przeżyć bez tej połówki.
4. Pijany domaga się seksu. Dla świętego spokoju żona się godzi. A bo dzieci żeby nie słyszały.
5. Pijany siada z nami do wigilii. Przecież go nie wygoni, bo sumienie by jej nie pozwoliło w taki dzień wygonić  go od stołu. Przy kolacji prycha siorbie, jedzenie wypada mu z ust, nam robi się niedobrze, czasem zaklnie opowiada, o koledze z baru, co go obraził. Ale nic to przecież wigilia.
6. Często przesiaduje w barze, ale jest mróz i biedak zamarznie. Żona nawet z grypą ubiera się i pędzi do baru, żeby bezpiecznie go doprowadzić do łóżeczka.
7. Często sama kupuje alkohol, żeby nie chodził po nocy pijany bo jeszcze go ktoś pobije, albo pod samochód wpadnie.
Można by  długo pisać i mnożyć przykłady. Jak ten alkoholik ma przestać pić jak jemu jest dobrze z tym uzależnieniem. przecież gdyby był trzeźwy, wymagalibyśmy od niego angażowania się w życie rodzinne, czy pomoc w domu. A jak pije to nic od niego żona nie chce. Nie musi sprzątać syfu po sobie, bo jak trzeźwieje to nawet nie wie że go zrobił.  A to że zrzędzi? Pewnie wymyśla a jak wypije kielicha to się znieczuli i mu to nie  przeszkadza. Dlatego mówi się ze pomoc alkoholikowi polega na niepomaganiu. Tak żeby sam musiał odpowiadać za swoje czyny i ponosić konsekwencje.
Począwszy od sprzątania a skończywszy na oskarżeniu o próbę gwałtu na żonie.
Trzeba być bez serca żeby tak traktować człowieka?
Nie . Trzeba być bez serca żeby tak traktować siebie i innych - dotyczy alkoholika.
Trzeba być bez serca żeby pozwolić zniszczyć rodzinę - dotyczy żony. Alkoholik ma zaburzone  postrzeganie świata ale żona nie. I to Ona musi coś zrobić - nic nie robiąc.
Nie zawsze trzeba odchodzić fizycznie rozwodzić się , ale trzeba odejść emocjonalnie, żeby dać szansę spaść mu na dno i odbić się.
A może jego dnem będzie to że rodzina nie chce z nim siąść do wigilii. Będzie go to boleć i nas też, ale może to będzie ostatni raz kiedy żona zza firanki patrzy w jakim stanie wraca?
Alkoholik nie boi się być trzeźwym jemu po pijanemu jest lepiej.

43 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2010-12-21 10:30:16)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Kachna - piękny post. Te punkty - to moje dzieciństwo.
Dodałabym do tego jeszcze dzieci - skrzywione na zawsze. To one są prawdziwymi ofiarami - rodzic pijący + ten drugi, dla którego alkoholik staje się całym życiem. I my - niekochane, bite, zaniedbane dzieci.
Uczące się na całe życie nieokazywania prawdziwych emocji, przypodobania się innym, pomagania wszystkim dokoła, zgadywania myśli innych zanim zostaną wypowiedziane. I my - na końcu, NIEWAŻNI. Idealne ofiary dla wszelkiej maści psycho- i socjopatów.

Ale dodam jeszcze jedno - tu Kachna nie było między nami "zgody" - te wszystkie rzeczy dzieją się w rodzinach wszelkich uzależnionych - nie tylko alkoholików. Bo nie ma znaczenia rodzaj uzależnienia - problemem jest WSPÓŁUZALEŻNIENIE.
Bo tu nie chodzi tylko o "komfort picia", też o "komfort zażywania narkotyków", "komfort zgody na kontakty/zachowania seksualne", "komfort zażywania leków".

44

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Niekochana masz rację . Mechanizmy uzależnienia są takie same w alkoholizmie, narkomani, seksoholizmie, hazardzie i przejadaniu. tylko czynnik uzależniający jest inny. Rodziny, żony czy mężowie są współuzależnione i to one dają komfort trwania nałogu. A dzieci obserwując to w dorosłym życiu nie muszą nawet wykształcać w sobie tej cechy. Wystarczy że sięgną w zakamarki duszy i mają tam gotowe współuzależnienie.

45 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2010-12-21 16:00:57)

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?
kachna66 napisał/a:

Niekochana masz rację . Mechanizmy uzależnienia są takie same w alkoholizmie, narkomani, seksoholizmie, hazardzie i przejadaniu. tylko czynnik uzależniający jest inny. Rodziny, żony czy mężowie są współuzależnione i to one dają komfort trwania nałogu. A dzieci obserwując to w dorosłym życiu nie muszą nawet wykształcać w sobie tej cechy. Wystarczy że sięgną w zakamarki duszy i mają tam gotowe współuzależnienie.

Taaa... A czasami DDA tak bardzo są tego świadome, że tak jak ja - unikają wszelkich uzależnionych, alkohol i inne używki dla nich nie do zaakceptowania. I co? Ano czasami - tak jak ja - wynajdują sobie za partnera popaprańca niezdolnego do uczuć wyższych względem innych ludzi. I... mamy swoje współuzależnienie.

46

Odp: Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Zgadzam się z Tobą. Współuzależnienie jest tak podstępne, że nawet jak zdajemy sobie z tego sprawę i znamy mechanizmy, nie zawsze potrafimy się przeciwstawić naszym odruchom i nawykom.
I okazuje się że mimo iż my nie mamy cech popaprańca to musimy wykonać cięższą pracę niż w/w.
On walczy z nałogiem, musi zmienić sposób myślenia.I najczęściej z nikim się nie liczy. Bo on jest Chory, przez duże "C". A współuzależniony musi walczyć z odruchem pomagania, bo przecież uzależnienie ma pretensje że jesteśmy zimne i złośliwe, to jeszcze musimy przemodelować sposób myślenia. A trzeba się przestawić z dawcy na biorcę i to nie jest łatwe.

Posty [ 47 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstałam się z partnerem mam teraz wyrzuty sumienia czy to normalne?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026