Witam ;-) jestem nową netkobietką;-) I od razu chciałabym wyłożyć tutaj siebie na tacę. Całą.
Mam 28 lat. Dwójke pięknych małych dzieci, męża. Mieszkam z rodzicami. W domku 2 pietrowym. mamy osobne wejścia, osobne mieszkania ale za to wspólny fundament;-)
Zacznę od początku. jako dziecko zawsze ruchliwa , zawsze w 1 rzędzie.Mądra, utalentowana , pomocna. Miałam mnóstwo znajomych. Przyjaciól. Zaczęło się w gimnazjum. Na jednym z wystąpień publicznych zadrgała mi powieka tak mocno że kolejne lata jak ognia unikałam wystapień. całe gimnazjum i szkołe srednią przeżyłam z okropnym bólem brzucha na lekcjach i w kosciele. NIE WIEM DLACZEGO. przeczytanie czegokolwiek na lekcji sprawiało mi tak wielką trudność że raz nawet zemdlałamze strachu....Z ulga zdałam maturę. Z bardzo dobrymi wynikami chociaż do dzis nie wiem jak to zrobiłam.
Poszłam na studdia, zamieszkałam na stancji. I się zaczęło. Studia zaoczne. praca na kasie. lekka, przyjemna. z ludzmi.
przy pierwszym referacie wygłaszanym w listopadzie przed cała grupa na studdiach- uciekłam z sali.Uciekłam ! na samym początku. Nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Cała się trzęsłam, bolał mnie brzuch i czułam ,że zemdleje. moja wielka porażka;-( na studia nie wróciłam. rodzica nic nie powiedziałam. bałam się było mi wstyd. do grudnia pracowałam na kasie. rodzice płacili mi mieszkanie. i wtedy zrobiłam cos dziwnego. zrezygnowałam z pracy i do wakacji siedziałam sama w pokoju w mieszkaniu, jadłam bardzo malutko i jezdziłam po miescie autobusami......żyłam jak w transie....znajomi mysleli,że ciągle jestem studentką. Zyłam bez celu w życiu kompletnie nie licząc sie z konsekwencjami. narobiłam tez długów.
We wrzesniu wróciłam do domu . przyznałam się że teraz dopiero zrezygnowałam ze studiów.poszłam do pracy do kwiaciarni.pracowałam tak 4 lata. wydawało mi się że wychodze na prostą....myslałam o psychologu ale sie nie odważyłam....poznałam faceta. starszego o 9 lat.zmieniłam pracę na taką biurową. zamieszkałam z moim ukochanym i po roku zaszłam w ciąże. kiedy córeczka miała 3 miesiące zaszłam...w 2 ciąże...i sie zaczęlo....zrezygnowałam z pracy..........zajęłam się dziecmi.
dzis dzieci maja 4 i 3 lata. ja nadal siedze w domu chociaz nasza sytuacja materialna nie jest dobra.tzn nie jest bardzo zle ale praca ułatwiła by nam zycie. mąż( w miedzy czasie ślub cywilny) się zmienił. nie przytula mnie. nie całuje. nie rozmawia ze mna. od roku sie nie kochaliśmy bo on nie chce.mam wrażenie że sie mną brzydzi, rodzice także mają mnie za nieudacznika. a ja jestem w kompletnej rozsypce. płacze po nocach.zerwałam kontakty ze znajomymi. nienawidze ludzi. nie cierpie rodziny. mojej i męża. nienawidze siebie. chodzę zaniedbana. w dresach. brudna. nie dbam o siebie. nie dbam o dom i o rodzine. przeraza mnie ten bałagan a jednoczesnie wcale nie przeszkadza. naczynia pranie prasowanie....dzieci mnie denerwują. Kocham je nad życie. ale marze by ktos mi je wziął na 3 dni na tydzień. całymi dniami nic nie robie. chodzę po domu i sie wsciekam o byle co. krzyczę urządzam awantury. histeryzuje.włosy lecą mi garściami i mam biegunki codziennie juz od kilkunastu miesięcy. i do tego te lęki. Kiedy katarzyna w zabiła swoje dziecko czułam stały lęk. nie wstawałam w nocy i sie bałam. nie wiem czego? nie wychodziłam z domu. 3 miesiące temu powiesił sie mąz mojej koleżanki . od 3 miesiecy nadal czuje ten lęk. boje sie isc do piwnicy. boje się nocami. Nie wiem czego. a strach jest paniczny ;-(
czuje się tak jakbym stała obok. a życie i wszystko naokoło toczyło się beze mnie.nie potrafie logicznie myslec. bardzo pogorszyla mi sie pamięc. czuję sie nikim. ze przegrałam swoje życie i ze juz nic mnie nie spotka. ze jestem na dnie.
aaaa jeszce coś. wypłata męża. potrafie w ciągu 3 dni wydać ją cała. albo zostawic tylko 200 zł. wtedy proszę mamę o pozyczkę. i tak co miesiąć. nie kontroluje tego ;-9 w dzien wypłaty czuje sie jak na haju;-(
coraz częściej mam tak że czuje się inną osobą. nie potrafie tego określić. czuję wiem ze robie wszystko zle ale to wszystko jest tak głeboko we mnie w głowie ze nie wiem czy uda mi sie to zmienic.
wiem ze zachowuje sie skrajnie nie poważnie. dziecinnie . ale czuje jakby ktos coś mna kierowało a ja nie mam na to wpływu. jeszce jedno. wszystkich okłamuje. wymyślam historie nieprawdziwe. zmyslone. nawet jak sobie obiecam ze tak nie zrobie to i tak zaraz kłamie.
postanowiłam pójśc do lekarza bo czuje ze jest coraz gorzej....
proszę was najpierw o jakies rady wnioski.....
Podobne tematy
Tu nie ma co się zastanawiać, już dawno powinnaś pójść do lekarza. Zrób to dla siebie i dla swojej rodziny. Czy rozmawiasz z mężem o swoich problemach? Bo jeśli zamknęłaś się w sobie to trudno się dziwić, że popsuły się Wasze relacje. Może też uzgodnij z nim, żeby przejął kontrolę nad Waszymi pieniędzmi, bo sama widzisz, że pod tym względem nie jesteś odpowiedzialna. Być może jako dziecko byłaś pod dużą presją, dużo od Ciebie wymagano, a Ty nauczyłaś się kłamać żeby nie przyznawać się do porażek.
Rozmowa z mężem nic nie daje. On uważa ,że mam sie nie łamać i nie być słaba. on nie rozumie. smieje się z ludzi z depresją- mói że są to obiboki i leniwe pasożyty. Nie trudno nie brac tego do siebie;-(
jako dziecko zawsze byłam porównywana do innych. nawet jesli byłam mądra i bystra to zawsze w otoczeniu był ktoś inny lepszy ładniejszy mądrzejszy. do dnia dzisiejszego uważam sie za gorszą od innych. i sta;le sie porównuje.
Trzeba zacząć przyznawać się do porażek i słabości, przecież inni też je mają. Czy masz z kim rozmawiać o swoich problemach? Czy jest ktoś z kim możesz być szczera? Pójdziesz do lekarza?
jest. mam dwie przyjaciółki. ale obie mieszkają daleko. rozmawiamy codziennie ale przez telefon. z jedna Anką nie powiedziałam nic co sie dzieje. od czasu liceum nie rozmawiamy na temat mojej sytuacji psychicznej. druga wie wszystko ale jest ...hmmm reżyserka. Bardzo specyficzny zawód, specyficzni ludzie, którzy są co prawda bardzo otwarci ale tez samodzielni. Ona sądzi zę sama sobie z tym poradzę. że sama moge dokonać przemiany. Ze psycholodzy czy psychiatrzy nie sa nam wogóle potrzebni. Ona jest kochana wysłucha. zrozumie. jest ze mną. ale nie pomoże. jestem teraz w takim stanie że wiem że tylko psychiatra i leki sa w stanie mi pomóc.
Takiwiatr - myslisz że to depresja? Boje się tylko jednego - że mi odbiora dzieci......'-(
wiesz ja teraz sobie myślę że sama przed soba nawet się nie przyznawałam do porażek i słabości...............żyłam w wymyślonym świecie...........w którym mam cudownego męża , rodzine i jestem taka super,
Może rzeczywiście masz dobrego męża, tylko nie otwierasz się przed nim. Jednak znosi Twoje awantury, kłamstwa, rozrzutność, nie dbanie o siebie. Chyba musi być bardzo cierpliwy. Nie rozumie Ciebie bo nie rozmawiasz z nim. Wiesz, trudno komuś kto tego nie przeżył zrozumieć co to są problemy psychiczne. Może mu się wydawać, że rozczulasz się nad sobą i wystarczy wziąć się w garść. Pomóż mu zrozumieć Ciebie. Powiedz, że potrzebujesz jego wsparcia, postaraj się być atrakcyjna dla niego, to jest ważne dla mężczyzny. Dzieci Ci nie odbiorą, przecież razem je wychowujecie.
To nie do końca jest tak ,że on jest dla mnie dobry. Że on znosi awantury i kłamstwa...Ja pomimo wszystko uważam sie za osobe myslącą. I bardzo spostrzegawczą co do innych. Dużo czytam na tematy związku, interesuje się psychologią.
Jest pewna różnica w " znoszeniu awntur " a w omijaniu problemów. on widzisz unika mnie i jakos zupełnie nie wspiera. Nie ,że nie potrafi. Ale nie chce. nasze małżeństwo polega na tym że obydwoje żyjemy razem ale osbno. na zasadzie lokatorów.
Rozmowa bywała często. A raczej mój monolog. Liczyłam na wsparcie. Ale do niego to jednym uchem wlatywało, drugim wylatywało. I nic mi na to nie mówił. On juz taki jest. myślę a raczej jestem pewna ,że jestesmy razem dla dzieci. a jako małżeństwo nie funkcjonujemy i rozmowy nie pomagają - bo jemu jest tak po prostu dobrze....
Może się mylę. Tak to widzę.
A z drugiej strony tak sobie myslę,że nie moge od niego oczekiwać by mnie zrozumiał - bo tak jak napisałas- osoba tego nie przechodząca- nie zrozumie choroby psychicznej. I nie mogę " uwieszać " na nim swoich problemów bo sama muszę iść po pomoc. i smam sie z nimi uporac. uporać z choroba.
Jednak chyba sama przyznasz, że z tego co napisałaś w pierwszym poście wynika, że mąż nie ma z Tobą łatwego życia: "nienawidze ludzi. nie cierpie rodziny. mojej i męża. nienawidze siebie. chodzę zaniedbana. w dresach. brudna. nie dbam o siebie. nie dbam o dom i o rodzine. przeraza mnie ten bałagan a jednoczesnie wcale nie przeszkadza. naczynia pranie prasowanie.... dzieci mnie denerwują". I jeszcze to okłamywanie i wydawanie pieniędzy. Piszesz o rozmowach, a czy byłaś w nich naprawdę szczera i czy on wiedział o tym, że jesteś szczera. Bo on o Tobie też może myśleć "Ona już taka jest".