Czytam wikipedię każdego dnia, losuję artykuł aż znajdę taki, który mnie zainteresuje. Robię podsumowanie na kilka zdań i przyklejam karteczkę do ściany. Takie moje hobby. W związku z tym wiem sporo.
Czytam wiele o psychologii, o ludziach i ich postępowaniach. Co nami kieruje i dlaczego tacy jesteśmy. Dlatego właśnie lubię te forum, gdyż można tu znaleźć/przeczytać sporo ciekawych artykułów oraz historii z życia wziętych. Dlatego też uwielbiam posty Elle, gdyż jest mistrzynią dostrzegania ludzkiej duszy.
Gdy na przykład "wypłynęła" fala "Złoto-biała czy czarno niebieska?" to spędziłem 3 godziny na czytanie artykułów o percepcji kolorów. A poranny losowanie artykułu zaprowadziło mnie do "Efektu potwierdzenia", a że ma sporo do psychologii, to chętnie pochłonąłem cały.
Dlatego też potrafię powiedzieć "nie wiem", nie mam z tym żadnych problemów :-)
By odpowiedzieć na pytanie, czy każdy się wstydzi, trzeba przede wszystkim zrozumieć, czym jest wstyd. Można go podzielić na dwa rodzaje: Jeden to zwykły (mały) wstyd, gdy zapomni się czegoś (względnie, ale nie do końca) ważnego, jak na przykład kiedy był Chrzest Polski. To jedna z tych rzeczy o których powinno się wiedzieć i nawet, jeśli zwykły człowiek nie przykłada wagi do dat, to na pewno jest mu (troszkę) wstyd, że tego nie wie.
Drugi rodzaj wstydu, to taki który zaniża swoją własną samoocenę. To taki moment, w którym położysz się w łóżku i przyznasz przed samym sobą: "Ale jestem zerem", co z kolei prowadzi do niskiej samooceny i kompleksów.
W pierwszym przypadku wstyd Ci za siebie w oczach innych, ale nie jest to nic wielkiego. Oj, zapomniałem, zdarza się.
Jednak ten drugi to wstyd, to wstyd za siebie przed samym sobą - co właśnie prowadzi do braku poczucia własnej wartości.
Dlaczego się wstydzimy? Wstydzimy się, ponieważ nie spełniamy (lub tak myślimy) pełnej norm wymagań wśród innych osób.
W podstawówce miałem znajomych którzy nie chcieli grać w piłkę, bo nie byli tak dobrzy jak reszta. Dochodziło do tego, że specjalnie nie brali ze sobą ubrań na WF, byleby nie grać w piłkę. Zgaduję, że działo się tak z dwóch powodów:
1) Było kilka osób, którzy się z nich śmiali.
2) Kilka dziewczyn grało z nami w piłkę i dobrze im szło.
Dopiero gdy powiedziałem im, że nie grając w piłkę tak naprawdę nigdy się nie nauczą, to spróbowali - I jak w 1/2 klasie ciężko im szło, tak w 3/4 już grali na poziomie.
Inny przykład, tym razem z mojego życia wzięty. Przyjechałem do mojego rodzinnego miasta na tydzień. Nie było mnie rok, także cała rodzina się zjechała. Najpierw Chit chat o niczym, aż w końcu padło: "No to Kamil, powiedz co u Ciebie!"
Opowiedziałem czym się zajmuję (praca/szkoła/firma/dom), jednak wiedziałem, że jest mi wstyd. Cała moja rodzina ma setki historii/wspomnień do opowiedzenia (a mój starszy kuzyn który jest dla mnie poniekąd wzorem jeszcze więcej), a ja AKURAT WTEDY miałem problem by przez 10 minut coś opowiedzieć. Zazwyczaj nie mam tego problemu, ale akurat wtedy coś mnie tknęło i ciężko mi było słowo wydusić z siebie. Każdy z nich ma fajne hobby (I Kuzynka i kuzyn grają w całkiem znanych zespołach rockowych - Kuzynka śpiewa, brat gra na gitarze), rodzice też często jeżdżą na wczasy, ktoś tam kończy jakieś tam super renomowane studia, no i o to byłem ja. Ot, zwykłe studia informatycznie, zwykła praca i zwykła malutka firma.
Opowiedziałem, że lubię grać w Bilard/Snookera. Jestem w tym dobry. Zapytali, czemu w takim razie nie zapiszę się do klubu. Wymigałem się brakiem czasu ale...
Jak wytłumaczyć, że:
1) Klub jest daleko ode mnie i musiałbym spędzać prawie 2 godziny na samej jeździe.
2) Kosztuje tyle za pół roku, ile dwutygodniowe wakacje w kraju europejskim.
Wstydziłem się o tym powiedzieć, bo mój kuzyn też poświęca prawie 2 godziny by się spotkać z zespołem i też wydaje naprawdę sporo pieniędzy na swoje hobby (kupno nowej gitary, jakieś wyjazdy...)
Czułem się fatalnie, choć wiem, że nie powinienem. Wśród swoich rówieśników/ogólnie ludzi mieszkających na obczyźnie raczej uchodzę za kogoś ogarniętego (łączenie nauki z pracą), ale dla kogoś, kto całe życie mieszkał w Polsce ciężko opowiedzieć, jak tutaj wygląda życie.
Mam 21 lat, mieszkam z rodzicami. Na co dzień nie jest mi z tym źle, ale niekiedy gdy moi (co prawda trochę starsi, bo po 23-24 lata) znajomi się przeprowadzają, to coś mnie w sercu kłuje (powinno się napisać "kole"? Bo mi podkreśliło! ;/) że może też powinienem powoli się wyprowadzić? Wolałbym się wstrzymać, ale jest to jednak taki trochę "wstyd", szczególnie teraz gdy mam dziewczynę. Moją żoną co prawda nie zostanie, ale mamy fajne chwile. A trochę dziwnie ją do siebie zapraszać...
Czyli wstydzimy się PRZED KIMŚ, gdyż WEDŁUG NAS nie spełniamy jakichś norm społecznych.
A czy każdy się wstydzi? Tak, tak jestem tego pewien.
A każdy, kto się nie wstydzi, to znaczy że kłamie, albo jest tak zapatrzony w siebie, że aż głupi. ZAWSZE jest coś czego się wstydzimy, jednak natura człowieka jest taka, że nigdy się do tego nie przyzna, albowiem jesteśmy stworzeni tak, by ukrywać nasze słabości, a presja społeczeństwa tym bardziej nas do tego zmusza.
PS: Taki o to obrazeczek znalazłem, nadaje się do dyskusji. Bez [img] tagów, bo rozwali posta 
http://img-9gag-ftw.9cache.com/photo/aj09AmG_700b.jpg