Witam Was drogie Panie, może to nie jest odpowiednie forum dla kogoś mojej płci, ale potrzebuję Waszej pomocy. Pewnie się domyślacie że chodzi o sprawy sercowe. Piszę do Was bo przyjaciele nie mogą mi pomóc albo stracili już też nadzieje że coś uda mi się jeszcze zdziałać. Opowiem Wam po krótce mój związek i problem który napotkałem, lecz na początku w ogóle się przedstawię, mam na imię Kamil, mam 23 lata. A więc zaczynam: Z moją dziewczyną(już teraz właściwie byłą dziewczyną) poznaliśmy się baaaardzo dawno temu poprzez Naszą wspólną koleżankę(o którą właściwie wtedy zabiegałem lecz nie wyszło, po czym właśnie spodobała mi się moja dziewczyna - Kamila-rok młodsza ode mnie), było to może z około 10 lat temu. Lecz Ona jak to przez cały czas twierdziła nie chciała chłopaka, i wiem, pewnie teraz zaczniecie mnie wyzywać od idiotów, ale odpuściłem i dałem szanse dziewczynie której się podobałem, ta zostawiła mnie po dwóch miesiącach, po czym znowu zacząłem zarywać do Kamili. Starania trochę trwały bo Ona nadal nie chciała chłopaka, lecz gdy jednak chciała mi już dać szansę tego samego dnia gdy mi o tym powiedziała związałem się z inną która mi się podobała(wiem, wiem, dziecinne i chore ale ile ja wtedy miałem lat, byłem gówniarzem), ale żeby było śmieszniej ona zostawiła mnie po miesiącu. Jak już pewnie się domyśliłyście znowu zacząłem starać się o Kamilę i postanowiłem że już nie odpuszczę, do 3 razy sztuka. Jak postanowiłem tak się stało, moje starania o Nią aż do oficjalnego dnia gdy zostaliśmy parą(w dzień Jej urodzin) trwały 9 miesięcy. Jak mi później powiedziała, na początku chciała mnie zostawić za to co Jej zrobiłem, ale jednak się we mnie zakochała i związek się rozwijał. Byliśmy szczęśliwą kochającą się parą, mimo zupełnie odmiennych charakterów, Ona-bardziej szalona i imprezowiczka, ja-spokojny i wolący siedzieć w domu, lecz przez kilka lat w niczym to nie przeszkadzało. Czasem chodziłem z Nią na imprezy bo była zła jak Nie chciałem żeby chodziła sama z koleżankami, ale po jakimś czasie zacząłem puszczać Ją samą z koleżankami(pewnie znajdą się dziewczyny które zaczną po mnie cisnąć że jak mogłem zabraniać dziewczynie chodzić na imprezy, kim ja jestem, ale nie pasowało mi to, zawsze byłem cholernie zazdrosny), gdyż nie lubię tych miejsc. Ale mimo wszystko poza klubami byliśmy nierozłączni(chociaż zawsze czułem że mi bardziej zależało na spędzaniu wspólnie czasu niż Jej), lecz mimo to było między Nami dobrze, jak to każda para kłóciliśmy się co raz ale kochaliśmy się więc jakoś się zawsze dochodziło do porozumienia. Od jakiegoś roku zaczęło się coś psóć, zaczęła być dla mnie inna, bardziej wredna, oziębła, nie było już tych słów co kiedyś chociaż sam też nie byłem jak kiedyś, wdała się rutyna, ale od początku związku co miesiąc na jakby to powiedzieć obchodzenie kolejnego wspólnego miesiąca razem kupowałem Jej kwiatki(róże, tulipany(które bardziej lubiła ale jakoś więcej dostawała róż), różne, później mi mówiła że Ona nie chce kwiatów, że one dla Niej nie są ważne czy coś takiego. Ale miała je co miesiąc. Myślę że wiele innych dziewczyn by Jej tego zazdrościło ale mogę się mylić. Wszyscy znajomi mówią mi że byłem dla Niej za dobry, że miała wszystko co sobie zażyczyła, ale chciałem być dobrym chłopakiem, nie byłem ideałem bo chyba nie ma ideałów na tym świecie ale chciałem być jak najlepszy, chociaż fakt faktem że dla siebie też chciałem żeby mi było dobrze a nie tylko na Nią patrzeć bo ile można dawać coś od siebie otrzymując wiele mniej. Pracowałem przez cały czas w delegacji więc widywaliśmy się tylko w weekendy, ale do puki pracowałem w delegacji było jeszcze w porządku, mówiła mi że tęskni za mną, że kocha mnie, jak wyjeżdżałem znowu w delegacje to też była smutna, aż w końcu Jej ojciec w lipcu czy sierpniu 2014roku załatwił mi robotę na miejscu, byłem przeszczęśliwy że w końcu będziemy mieli więcej czasu dla siebie, Ona też chciała żebym w końcu był tutaj. A kiedy już byłem tutaj wszystko zaczęło się sypać, po około miesiącu powiedziała mi że od jakiegoś roku się Nam nie układa, że ciągle się kłócimy i to już nie jest to co kiedyś, że nie wie co czuje i że kocha mnie ale bardziej jak brata niż jak chłopaka?już wcześniej mi coś wspominała że czuje się ze mną jak z bratem ale jakoś wcześniej to do mnie nie dotarło i nic z tym nie zrobiłem. Jak w tak krótkim okresie czasu można przestać tęsknić i kochać..Starałem się przez miesiąc coś zrobić żeby Ją w sobie rozkochać ale nie widziałem żadnych efektów i w końcu postanowiłem Ją zostawić, rozstaliśmy się ostatniego dnia września więc po 5 latach i nie pełnym miesiącu, a zrobiłem to w zasadzie tylko dlatego że myślałem że może za mną zatęskni i poczuje co straciła. Żałuje że to zrobiłem, mogłem poczekać i zobaczyć jak się ułoży wszystko. Po rozstaniu odwiedzałem Ją czasem w pracy, raz zabrałem Ją do kina, trochę pisaliśmy ale widać było że nie zależy Jej na pisaniu, w końcu postanowiłem zerwać kontakt i zobaczyć co przyniesie czas, czy zatęskni czy nie. Od tamtej pory nie pisze do mnie w ogóle, raz tylko rozmawialiśmy po Kościele bo sam do Niej podszedłem. Na studiach ma takie dwie koleżanki, i teraz jedna z nich jest Jej najlepszą przyjaciółką i razem chodzą na imprezy..te koleżaneczki wbiły Jej do głowy cudowne przesłanie które brzmi ?Ten wiek w którym teraz jesteś to jest czas do popełniania błędów?..co to za myślenie, na jakim poziomie one są..gimbazy? Dziewczyna w tym roku kończy licencjat i zamierza wyjechać do Katowic na magisterkę, wcześniej planowaliśmy wspólny wyjazd, ja bym przeniósł się na studia także tam i razem by się mieszkało, planowałem już pomału żeby się oświadczyć. Dziewczyny to moja cała historia, pewnie Was zanudziło czytanie tego, ciekawe czy którakolwiek z Was przeczytała całość bo trochę tego było. Od rozstania minęło już 5 miesięcy a ja nadal nie potrafię normalnie bez Niej funkcjonować, zdarza się że śni mi się co kilka dni, Kocham Ją i planowałem spędzić z Nią całe życie a teraz wszystko to poszło w?.staram się uśmiechać i ale jak to ostatnio koleżanka się mnie spytała czy jestem smutny, powiedziałem szczerze że tak, ale że przecież się uśmiecham więc skąd wie, powiedziała mi że mogę uśmiechać się najszerzej na świecie ale oczy wszystko powiedzą..Wszyscy mi już mówią zostaw to, olej Ją ale ja nie potrafię, Kocham Ją i nie ma dnia kiedy bym o Niej nie myślał, tęsknie za Nią, za wspólnymi chwilami, nawet za kłótniami bo wcześniej się zawsze i tak po kłótni godziliśmy. Drogie Panie, powiedzcie mi, czy macie jakiś pomysł co mogę zrobić żeby Ją odzyskać? Odzyskać moją dawną Kamilę, tą która mnie kochała bo te koleżanki mają na Nią też zły wpływ, widzę że się bardzo przez nie zmieniła. Zamieniła sobie zarówno mnie jak i najlepszą przyjaciółkę z którą przyjaźniła się od dzieciństwa(zarówno moją przyjaciółkę) na te fałszywe(tak to odczuwam) koleżaneczki, i teraz to jedna z nich jest Jej najlepszą przyjaciółką?Mam nadzieję że nie będziecie mi dawać rad żeby to olać i żyć dalej, tylko podsuniecie jakiś pomysł co mogę zrobić, czy zacząć się do Niej odzywać pomału, chcę poznać każdą z Waszych rad, jest Was w końcu sporo, jak to się mówi tego Kwiatu pół światu, więc każda rada się przyda. Ależ się rozpisałem, jeszcze raz przepraszam za taką wielką ilość tekstu,
Pozdrawiam Was moje drogie Panie ![]()
Podobne tematy
Czy ktos mi cos odpisze?
3 2015-03-04 20:11:19 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-03-04 20:14:02)
Jeśli stosuje się taktykę "niech zatęskni" to ZAWSZE trzeba brać pod uwagę ryzyko, że może coś pójść nie naszej myśli i być gotowym na rozczarowanie. W Twoim wypadku ta strategia nie poskutkowała. Dziwi mnie natomiast, że jak Sam twierdzisz "Kocham Ją i planowałem spędzić z Nią całe życie a teraz wszystko to poszło w?.", a postanowiłeś tak bardzo zaryzykować -Twój wybór.
Zerwanie z Twojej strony ex mogła odebrać jako brak Twoich chęci na dalsze "ciągnięcie" związku, czyli logiczne jest odejście i układanie życia osobno. Zastanawia mnie tylko, dlaczego Ona pierwsza nie chciała odejść - przecież kochała Ciebie jak brata. Może dawała związkowi jakieś szanse dopóki Ty jeszcze tego chciałeś? Gdy przestałeś (zerwałeś) to straciła motywację?
Ja Twoje działania "powrotu" odebrałabym jako dziwne. Najpierw rzucasz, później zapraszasz do kina, odwiedzasz w pracy itp. Później znowu zrywasz kategorycznie kontakt (taa znowu technika -NIECH ZATĘSKNI) i czekasz, aż się odezwie. Wiesz jak ktoś mi mówi NIE to odbieram to jako NIE.
Nie wiem co masz do Jej koleżanek, ale Twoje działania po rozstaniu też nie były za dojrzałe. Zamiast otwarcie porozmawiać robiłeś jakieś "podchody". Nie wiem dlaczego dziwisz się, że to tak się skończyło.
Niestety na Twoim miejscu naprawdę wybiłabym Sobie powrót z głowy, bo chyba nie najlepiej zapamiętała Sobie rozstanie i Twoje działania (ja odebrałabym tego typu zachowania jako niezdecydowanie i manipulację) oraz tak naprawdę Ona nic nie czuje względem Ciebie oprócz miłości do brata.
Przyjaciół może Ona Sobie Sama wybierać
. Jednak Jej odcięcie od dawnej przyjaciółki odbieram jako chęć całkowitego odcięcia się od Ciebie. Nie chciała, aby Wasza wspólna przyjaciółka wygadywała Tobie Jej problemy, a zapewne by tak było oraz próbowała ponownie Was zeswatać. Jako dorosła osoba jest w stanie Sama wybierać Sobie towarzystwo, więc koleżanki poniekąd nie mogą mieć na Nią złego wpływu - Jej się podoba w Ich towarzystwie, gdyby było inaczej to odcięłaby się od Nich, czyli Ona taka jest. Przykro mi... dorosły człowiek zdaje Sobie konsekwencje z zadawania się z konkretnymi ludźmi.
Możesz mieć z nią kontakt, może być przyjaciółką, z którą możesz pogadać. A te koleżaneczki ze studiów, to zgadzam się, że są dziwne, powiedzenie ?Ten wiek w którym teraz jesteś to jest czas do popełniania błędów? to głupie, fałszywe usprawiedliwienie siebie. Zrzucenie odpowiedzialności, jak widać czasem studia nie idą w parze z dorosłością.