Hej, razem z A poznaliśmy się w lipcu, a stwierdziliśmy, że chcemy być ze sobą w sierpniu. Dzieliła nas odległość 150km, więc był to związek w pocżatkowej fazie na dystans. W październiku wracając na studia do Poznania postanowiliśmy, że zamieszkamy razem. Pierwszy miesiąc mieszkania wspólnego kwitła miłość, radość i szczęście, dosłownie nie wychodziliśmy z łóżka, każdą chwile spędzaliśmy razem. I po miesiącu się zaczęło, że ona pracuje a ja tylko studiuje pretensje początkowe, ona musiała wziąć antybiotyk bo jak się okazało miała jakaś infekcję bakteryjną, przerwa w seksie miesięczna. Pamiętam jak do mnie zadzwoniła po wizycie u lekarza i powiedziała, że rozumie potrzeby faceta i jak ją będę przez ten miesiąc zdradzał tylko żebym później do niej wrócił. Ja oczywiście postanowiłem być wierny i nie zdradzałem bo uważam, że tak robi facet. No i przechodzimy do sedna po tej przerwie a raczej w jej trakcie zacząłem mieć wahania czy to jest to czy to jest miłość. Po przerwie przestało nam wychodzić w łóżku nie wychodziło nam do samego pierwszego rozstania. Oczywiście były awantury, że na pewno ją zdradzam, że jej nie kocham, że nic nie robię, że się zaniedbałem, że moja gra wstępna jest nudna, raz nawet w awanturze o nic pewnie wykrzyczała, że została przeze mnie zgwałcona bo była pijana i nie pamięta ( to było po imprezie akurat wtedy nam wyszło i to świetnie).
Więc po 3 miesiącach awantur postanowiłem koniec wyprowadzam się, A tylko przytaknęła, że tak będzie lepiej dla nas. Podczas wyprowadzki oczywiście nie obyło się bez incydentów najpierw przeprosiny, że się zmieni że będzie lepiej potem rzuciła się na mnie z nożem, chciała mnie wypchnąć przez otwarte okno, nie wspominając że popełni samobójstwo z przypiętą do koszulki kartą z napisem, że to przeze mnie.
Postanowiłem stanowczo to skończyć z jednej strony czułem ulgę, że już koniec życia gdzie dzień zaczyna się od awantury, z drugiej czułem uczucie do niej, lub może coś w rodzaju uzależnienia od toksyczności naszego związku.
Po tygodniu zaczęły się smsy, że kocha żebym wrócił że sobie nie poradzi, nachodzenie nękanie, dziwne historie. Ostatnią historią było, że musze jej pomóc bo potrąciła człowieka i uciekłą z miejsca wypadku i musi uciekać z kraju bo jak nie to pójdzie siedzieć.
Po 3 tygodniach nękania i nachodzenia mnie i obietnicach o zmianie, że pójdzie na terapię, że się zmieni, postanowiłem dać jej kolejną szansę. Fakt zachowuje się inaczej w łóżku znowu nam zaczęło wychodzić, jednak ja ciągle pamiętam przeszłość a z drugiej strony coś do niej czuje i sam nie wiem co zrobić. Czuję, że ona manewruje moimi uczuciami, wywiera na mnie presje szybkich decyzji, tylko po to żeby ze mną być.
Czy możecie mi coś poradzić, wiem że z jednej strony żyć w takim zakłamaniu z drugiej czuję się od niej uzależniony. POMOCY!!
Podobne tematy
Na twoim miejscu dałabym sobie z nią spokój i to już, dopóki nie jest jeszcze za późno. Ta kobieta może Ci zatruć totalnie życie. Ona powinna pójść na terapie, bo normalny człowiek nie posunął by się do czegoś takiego żeby odzyskać 2 osobę . Wiem że nie będzie Ci łatwo bo w końcu coś do niej czujesz ale popatrz na to z perspektywy 5 lat. Czy wyobrażasz sobie żeby tak porywcza i niestabilna umysłowo osoba była np. matką Twoich dzieci ? Decyzje podejmiesz sam. Pozdrawiam
Najpierw pytania kontrolne.
Czy ona już się leczyła? Chodziła na terapię? Ukończyła czy przerwała? Leczy się farmakologicznie?
Ile ona ma lat?
Masz możliwość kontroli, czy faktycznie chodzi na tę terapię?
Musisz mieć świadomość, że z dziewczyną, nawet jak na borderka, jest bardzo marnie psychicznie w tej chwili...
ona nie jest bborderką, ja jestem i takich akcji nie robię. ona jest chora psychicznie po prostu.
Najpierw pytania kontrolne.
Czy ona już się leczyła? Chodziła na terapię? Ukończyła czy przerwała? Leczy się farmakologicznie?
Ile ona ma lat?
Masz możliwość kontroli, czy faktycznie chodzi na tę terapię?Musisz mieć świadomość, że z dziewczyną, nawet jak na borderka, jest bardzo marnie psychicznie w tej chwili...
Tak leczyła się chodziła do psychoterapeuty ale nie wiem czemu przerwała terapię. Widziałem podczas wspólnego mieszkania, że bierze jakieś leki na uspokojenie. W tej chwili ma 24 lat. Oczywiście mam możliwość i mam zamiar ją sprawdzić czy faktyczne chodzi na terapię.
Prócz tego obawiam się, że prócz borderline są jeszcze inne zaburzenia pschiczne.
Czytałeś o borderline? Było kiedyś takie forum, ludzie wymieniali się swoimi problemami o związkach z takimi osobami. To co pisali niektórzy mężczyźni to horror. Konkluzja była jedna - jeśli ten ktoś się nie leczy absolutnie uciekać. Zamieni twoje życie w piekło. Znam gościa z tym problemem (ale on ma jeszcze z parę innych problemów psychicznych). Jego związek to wieczna huśtawka, rano dobrze, w południe źle, wieczorem znowu dobrze. Nigdy nie wiadomo co będzie za parę godzin. Raz dziewczynę kocha i ona jest ideałem, potem ją nienawidzi, gardzi nią i szmaci. Jak ona odchodzi to ją goni i jest miłość. Jak ona kocha to jest najgorsza i ją odpycha. Zdrady są na porządku dziennym (ponoć taka osoba ma nieuświadomiony strach przed odrzuceniem i to jest jej wentyl bezpieczeństwa - ma seks bez bliskości, której się boi). Jest morze w necie na ten temat, poczytaj. Głównie co piszą mężczyźni, którzy mają bądź mięli takie partnerki.
7 2015-02-23 02:24:23 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-02-23 02:28:28)
ona nie jest bborderką, ja jestem i takich akcji nie robię. ona jest chora psychicznie po prostu.
Chora psychicznie, na co Twoim zdaniem? Może to być może też boderline, bo przecież zaburzenia w różnej formie występują u różnych osób. Jasne, to co ona robi nie jest normalne, ale nie oznacza to już najgorszej choroby psychicznej czy coś, że tak powiem. Może pewne zaburzenie, które tak samo można leczyć - chorobę oczywiście też, nie mówię, że nie, ale ta osoba musi tego chcieć. Oczywiście to co ona robi nie jest normalne, ale nie wyklucza to tego, że nie musi to być choroba, może zaburzenie.
Witek32, a ma diagnozę boderline? Skoro przerwała terapię i nie widzi chyba na razie nic złego w swoim postępowaniu, to będzie ciężej. Jeżeli nie będzie chciała się leczyć, pracować nad sobą, to wtedy związek nie ma sensu, bo faktycznie będzie nieudany. Jeżeli ona jednak zrozumie, że tutaj ma sporo do poprawy, to wtedy jak najbardziej chodząc do terapeuty może generalnie normalnie żyć, wiele osób z zaburzeniami tak żyje, a niewykluczone, że też kiedyś mieli akcje z nożem czy inne złe, ale jednak potem np zrozumieli, zaczęli się leczyć i jest ok. Tylko muszą chcieć. Wiadomo, sam nie zmusisz, nie jesteś też przecież jej rodzicem, by odpowiadać za dorosłą osobę. Ona jest dorosła i sama musi to dostrzec.