Witajcie netkobiety i netmężczyźni;)
Mój nowy mężczyzna najprawdopodobniej jest osobą biseksualną. Jestem tolerancyjną osobą, szanuję homoseksualistów i mam raczej liberalne poglądy. No właśnie, raczej. Bo jednak punkt siedzenia zmienia pole widzenia. A do biseksualizmu mam dość mieszane odczucia. Rozumiem ukierunkowanie człowieka na jakąś płeć, ale odczuwanie pożądania w stosunku do obu płci chyba kojarzy mi się z rozwiązłością...
Kiedy zapytałam mojego absztyfikanta wprost o jego orientację, stwierdził, że nie potrafi się określić co do swej biseksualności. Był w 3-letnim związku z kobietą i twierdzi, że niczego mu wtedy nie brakowało...Kiedy związek się rozpadł, wiem, że całował się z pewnym facetem, który mu imponował i z którym łączyły go przyjacielskie relacje. Ponoć doszło tylko do pocałunków. No ale niestety nie były to buziaki w żartach czy po pijaku.
Najbardziej boję się tego, że jest gejem i będzie mnie traktował jako obiekt do 'sprostowania' swojej seksualności; że poczuję się wykorzystana i poniżona. Ale to była wersja light. Bo co na przykład gdyby zdarzyłaby nam się wpadka? Nie wyobrażam sobie bycia samotną matką dziecka, które ma dwóch tatusiów.
Z drugiej strony myślę sobie, czy jeśli rzuciłby mnie dla faceta, to czy bolałoby mnie to bardziej niż zdrada z kobietą?
A może w ogóle przesadzam, doszło faktycznie do pocałunków, facet szukał nowych wrażeń, został "uwiedziony" i teraz znów będzie potrafił być szczęśliwy z kobietą? Zaznaczę, że gdy nasza znajomość zaczęła się rozwijać on zerwał znajomość z tamtym mężczyzną. Chętnie wysłucham opinii heteroseksualnych facetów, którzy byli uwikłani w takie przygody. Bo jednak wydaje mi się to mało prawdopodobne, by facet heteroseksualny chociażby całował się z innym facetem, zwłaszcza w takim kraju jak Polska.
A Wy? Potrafiłbyście zaakceptować ewentualną biseksualność partnera? Miałyście jakieś doświadczenia bycia w związku z takimi facetami? Czy taki związek ma rację bytu?