Oboje mamy po 31 lat. Sytuacja wyglądała tak że spotykaliśmy się pół roku na początku głównie w weekendy mimo iż chciałem częściej potem u mnie w domu kilka razy, u niej niestety nie było takiej opcji (ze względu na to iż bała się jak odejdę lub ona to się nie dogada z własną matką). Od początku były różne sprzeczki np. o to że nie chciała do mnie przyjechać w październiku jak byłem chory bo chciałem ją ujrzeć o brak czasu dla mnie o to że nie chce mnie przedstawić swojej mamie o małą ilość spotkań (co się zmieniło koło listopada), do dziś nie wiem gdzie mieszka. Jak było ciepło jeszcze latem zeszłego roku bardzo się starałem zabierałem ją w różne miejsca, poszedłem z nią na pielgrzymkę pieszą, zawsze wszystko stawiałem chciałem żeby się przy mnie czuła po prostu dobrze, zabierałem ją w moim mieście po różnych lokalach na obiady kolację itd. Spędzaliśmy miło czas, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, zmieniłem dla niej styl życia zacząłem chodzić do kościoła, obiecałem nawet zrezygnować ze swojego hobby bo jej ono przeszkadzało (mimo iż dla większości to nic złego). Przytulaliśmy się od drugiej randki w sierpniu z czasem całowaliśmy koło października-listopada. Potem nasze pieszczoty stawały się coraz bardziej śmiałe ja myśląc że wszystko jest ok posuwałem się dalej do listopada.
Wtedy mieliśmy sprzeczkę o to że w tym związku nie ma bliskości ale jakoś w końcu się pogodziliśmy i ja nie ruszałem tego tematu. Druga poważna kłótnia była w grudniu i się po niej rozstaliśmy powiedziałem jej że nie wyobrażam sobie relacji bez bliskości bo wyglądało to tak że po tzw. grze wstępnej ona nie chce więcej raz drugi mogę zrozumieć ale tak było cały czas, dla mnie seks jest ważny w związku a ja się czułem jak bym jej nie pociągał co było dla mnie straszne, nie rozumiem też jak kobieta dorosła może mieć taką niechęć do bliskości że sama będąc rozpalona nie chce posunąć się dalej. Wróciłem do niej po tygodniu pogodziliśmy się i było ok powiedziałem że poczekam.
W zeszłym tygodniu z "lewego" konta na FB próbowała mnie zagadać i umówić na randkę po prostu chciała mnie sprawdzić... oczywiście odmówiłem bo nie wyobrażam sobie zdradzać kogoś, parę dni potem się dowiedziałem że to konto jest lewe i chciała mnie sprawdzić, w tygodniu jakoś pomogłem jej naprawić auto. Do wczoraj myślałem że już mi bardziej ufa i wszystko jest ok, ale podczas pieszczot zachowała się bardzo nie miło po prostu nawet nie pozwoliła sobie na to żebym jej sprawił przyjemność palcami odrzuciła mnie - zabroniła. Pokłóciliśmy się, powiedziałem że mnie nie chce bo poczułem się okropnie wiem że nie potrzebnie się obraziłem ale dało mi to do zrozumienia że w kwestii bliskości nigdy się nie dogadamy że dalej mi nie ufa mimo iż nic nie zrobiłem złego i uważa że zależy mi tylko na jednym... a to nie prawda. Dodam że nigdy nie powiedziała że mnie kocha czy że coś do mnie czuję jedyne raptem kilka razy że jej zależy i tęskni. Ja się w niej zauroczyłem bardzo i brakuje mi jej na co dzień ona widzi że coś do niej czuję widziały to jej koleżanki na sylwestra i dalej twierdzi że zależy mi tylko na jednym. Dziś rozmawialiśmy i powiedziałem wprost że nie wyobrażam sobie związku gdzie nie ma bliskości gdzie mnie ktoś odrzuca i nie chce moich pieszczot, dla niej pół roku to za szybko... Ja chciałbym z nią spędzać weekendy cieszyć się sobą wspólnie spędzonym czasem rozmowami ale to z jej strony nie możliwe. Wszędzie jakieś stawia bariery ja już nie wytrzymałem i dziś po raz kolejny się rozstałem... nie będę szczęśliwy z kimś kto mnie odrzuca w taki czy inny sposób, czy postąpiłem słusznie? Czy ja popełniłem błąd że tak reaguję na brak bliskości? ja oczekuję szczerego związku w którym jest miłość, szacunek a dwoje ludzi nie ucieka od bliskości z drugą osobą tutaj było coś nie tak z jej strony i to chyba od początku.