Witam, chciałabym się podzielić z Wami moimi obawami dotyczącymi związku. Bardzo zależy mi na opinii, spojrzenia na to z drugiej strony, może doradzenia co zrobić.
Jestem ze swoim facetem trzy lata, ja mam 22 on 24 lata. Poznaliśmy się przez internet, mimo moich obaw z tym związanych dobrze się rozumieliśmy itd.
lecz od jakiegoś czasu, nie wiem od kilku tygodni nachodzą mnie straszne wątpliwości, czy powinnam dalej trwać w tym związku. Nie wiem, mam wrażenie jakby coś się we mnie zmieniło, moje uczucie osłabło. Spotykamy się często, praktycznie cały czas gadamy prze neta, lecz czuje że nie cieszy mnie to tak jak kiedyś. Coraz więcej rzeczy mi w nim przeszkadza, wady, które wcześniej nie powodowały aż takich myśli teraz coraz bardziej ciążą.
On nigdy nie był facetem, który okazuje uczucia. Nie ma w zwyczaju trzymać mnie za rękę, zazwyczaj całuje i przytula jak się tego domagam. Rozumiem, że nie każdy musi mówić o uczuciach, ja również nie jestem bardzo wylewna, ale coraz bardziej przeszkadza mi brak czułości z jego strony. Praktycznie zero jakichkolwiek czynów, nie wiem jak to określić. Czy to możliwe, że po takim czasie nagle stanowi to dla mnie ogromny problem?
Praktycznie cały czas przesiadujemy w domu, oglądamy filmy itp. Nie chcę mu się wychodzić, twierdzi, że po co nie ma sensu, że nie będzie wydawał kasy na kino i inne rzeczy, oczywiście ja zawsze płacę za siebie i nie wymagam, żeby mi fundował.
Przeszkadza mi w nim brak ambicji, nie ma planów co chce robić po studiach, nie snuje żadnych planów dotyczących nas, nie chce razem zamieszkać póki co, mieszka z rodzicami i jest mu po prostu chyba wygodnie, za nic nie musi płacić, zero odpowiedzialności.
Jasne, próbowałam rozmawiać, ale zazwyczaj jak tylko zaczynam mówić o czymś dotyczącym nas, nie wiem o jakiś wspólnych planach itp zazwyczaj mnie zbywa, mówi że mam wiecznie problemy. I jak mi nie pasuje to droga wolna.
Jeśli chodzi o seks, to raz na jakiś czas, zazwyczaj z mojej inicjatywy, jemu wystarczą "ręczne zabawy". Wiem, że go pociągam, często mi o tym mówi, ale coś nie gra.
Nie wiem, co o tym myśleć. Czytając tego posta, tak naprawdę uświadomiłam sobie, że on zawsze taki był, zawsze miał lekko specyficzny charakter, ale ja nie widziałam w tym problemu. Więc czemu nagle zaczęło mi to tak ciążyć? Czy to możliwe, że po kilku latach coś się we mnie wypala..nagle patrze z innej perspektywy?
Oczywiście ma wiele zalet, mamy podobne charaktery, zainteresowania. mamy różne gusta co do filmów, muzyki itp, ale to nie jest dla mnie ważne, wychodzę z założenia, że takie błahe rzeczy nie są istotne. Może się mylę? myślę, że ludzie przede wszystkim powinni mieć podobne poglądy na życie, relację, tylko mam wrażenie, że coraz bardziej się w tym rozmijamy..a raczej może to ja dopiero zaczęłam dostrzegać, że tak było zawsze?
Potrafi mnie rozśmieszyć jak nikt inny i te same rzeczy nas śmieszą. Są chwile, w których jest fajnie jasne, lecz mam wrażenie że z mojej strony coś zanika, uświadamiam sobie, że może nie do końca tak powinien wyglądać dobry, zdrowy związek.
czasem zastanawiam się, czy z mojej strony to jeszcze miłość, czy pewien rodzaj przywiązania do niego, przyzwyczajenia się? nie wiem.
Dzięki za przeczytanie moich wypocin. Musiałam się komuś wygadać ![]()