Mam powoli dość swoich rodziców, wywyższającego się brata, zatroskanych babć, swatających ciotek i wujków z synami swoich znajomych... Chodzi mi o to, czy macie jakiś sprawdzony sposób na zmianę tematu. Pytam, bo wkrótce święta, a ja czuję, że już nie daję rady. Kolejna Wigilia, gdy nadal w dalszym ciągu jestem singielką. Znowu będę wysłuchiwać ubolewań i wyrazów współczucia przy łamaniu się opłatkiem. Argument, że nie spotkałam nikogo, z kim chciałabym być do nikogo już nie przemawia. Ostatnio od swojej matki usłyszałam, że boi się, że któregoś dnia przyprowadzę do domu dziewczynę. Szczerze, po takim tekście nie mam ochoty nawet przyjeżdżać na święta.
1 2014-12-13 02:33:11 Ostatnio edytowany przez marchewa91 (2014-12-13 02:37:06)
Podobne tematy
A nie możesz POSTAWIĆ ULTIMATUM?
Albo Ty i ZERO tematów matrymonialnych albo ZERO Ciebie i... Twój wyjazd gdzie indziej (czy cóś)?
aż tak drastycznych metod nie mam zamiaru stosować... nie rozumiem tylko, w czym tkwi ich problem. Nie mam nawet 25 lat, gdybym była po 30tce to może to by było niepokojące.
(...)nie rozumiem tylko, w czym tkwi ich problem. (...)
- wścibstwo
- brak taktu
- brak szczęścia we własnym życiu
- pogarda dla innych (Twój brak partnera jest tylko pretekstem)
marchewa91 napisał/a:(...)nie rozumiem tylko, w czym tkwi ich problem. (...)
- wścibstwo
- brak taktu
- brak szczęścia we własnym życiu
- pogarda dla innych (Twój brak partnera jest tylko pretekstem)
Dodałabym jeszcze: brak ciekawych tematów do rozmów w tym gronie.
Marchewa, w tej kwestii wszystko, absolutnie wszystko, zależy od Twojego nastawienia. Jeśli sama przed sobą uznasz, że to nie ich sprawa i na zaczepki będziesz reagowała uśmiechem i krótkim ucięciem tematu (np. "mi się nie spieszy") to nie ma opcji, żeby rodzinka maglowała temat w nieskończoność. Nawet więcej - podejrzewam, że brak Twojego zainteresowania tematem sprawi, że i dla nich nie będzie on taki ekscytujący.
U mnie jakoś większego czepialstwa nie ma, ale bywa, że ktoś z dalszej rodziny coś tam próbuje w tym temacie rzucać. Nie podejmuję tematu, nie dyskutuję i daję do zrozumienia najbardziej delikatnie jak umiem, że rozmów na takie idiotyczne tematy ze mną nie będzie.
Namów jakiegoś kumpla, niech się zrobi na zdziwaczałego nerda ze skłonnością do używek, pomaluj mu paznokcie na czarno a potem zaproś go do domu na święta i niech do każdej kobiety zwraca się per "laska".
Za rok ucieszą się, że nikogo nie zaprosiłaś...
Namów jakiegoś kumpla, niech się zrobi na zdziwaczałego nerda ze skłonnością do używek, pomaluj mu paznokcie na czarno a potem zaproś go do domu na święta i niech do każdej kobiety zwraca się per "laska".
Za rok ucieszą się, że nikogo nie zaprosiłaś...
To też jest jakiś pomysł. Pewnie nawet skuteczny
I rodzinka nie miałaby problemu z tematem do rozmów ![]()
Rozumiem,że się źle z tym czujesz.W sumie co byś nie odpowiedziała, to są osoby,które i tak przy okazji zjazdów rodziny będą Cie uszczesliwiac tymi pytaniami.A jak juz znajdziesz faceta,to będą Was męczyć pytaniami kiedy ślub.Po ślubie kiedy dziecko.Jak urodzisz- a kiedy drugie:D?
Pociesze Cie jak ja mam:bliższa rodzina mnie nie męczy,ale w dalszej trwa od zeszłego roku wysyp noworodków.Wujostwo wiedząc,ze od dwóch lat jestem solo,przy okazji rozmów często kąsi pytaniem:widzisz,będziemy mieli trzeciego wnuka a Ty kiedy?:/ Zwykle odpowiadam,że przecieżnie wyjde na ulice i nie złapie pierwszego lepszego faceta ze słowami:panie ożenił się pan ze mną i miejmy dziecko.
Uroczo:/
Rossanka, jak ja dobrze rozumiem twoje nastawienie i zgadzam się, że to logiczne, że żadna z nas na ulicę nie wyjdzie, by zaczepiać facetów...
Oczywiście wszyscy macie rację, tyle że to nie jest kwestia wścibstwa, raczej głupiej rywalizacji (przynajmniej w przypadku mojej matki), która chciałaby mieć kolejną maskotkę w rodzinie, której problemami mogłaby się zajmować, bo zazdrości swoim koleżankom, których córki mają już narzeczonych albo wieloletnich chłopaków. Miałaby przynajmniej o czym z nimi rozmawiać, a tak jedyne, czym się może pochwalić w moim przypadku to moimi studiami, które zresztą wkrótce kończę. Oni nie mogą znieść tego, że wszyscy w rodzinie kogoś mają, a ja nie. I nie wiem, wstydzą się tego czy jak? No sami powiedzcie, która matka sugeruje córce lesbijstwo, bo ta nigdy nikogo nie przyprowadziła do domu? W charakterze uczuciowym, oczywiście.
Ja takiego chłopaka nie mam, nigdy nie miałam, ot wielkie halo. Żadnego chłopaka, z którym się spotykałam, w życiu nie przyszło mi do głowy, żeby zapraszać do domu i przedstawiać swoim rodzicom. To nie tak, że jestem jakąś wyniosłą księżniczką, która uważała ich za niegodnych dostąpienia takiego zaszczytu czy coś. Po prostu nie poznałam nigdy nikogo, kogo bym traktowała na tyle poważnie, a nie widzę sensu udawać przed rodziną, że do kogoś coś czuję, gdy w rzeczywistości tak nie jest.
A już najgorsze jest wmawianie mi przez nich uczuć do moich kolegów, zwłaszcza jednego, którego kiedyś zaprosiłam na wesele w ramach osoby towarzyszącej. Cały czas rodzice suszą mi głowę, jaka jestem okropna i z pewnością zraniłam jego uczucia, olałam, mam go gdzieś, itd. W ogóle do nich nie trafia, że on jest tylko moim kolegą, a ja dla niego koleżanką. I był taki moment w naszej znajomości, że chciałam dać mu szansę, zaaranżowałam wiele sytuacji, gdzie mógłby określić swoje stanowisko, czy coś by z tego miało być czy nie, ale nie spotkało się to z żadną reakcją, więc dałam sobie spokój. Przynajmniej mam czyste sumienie, że dawałam mu szanse, mimo że nigdy nic do niego nie czułam.
Od wielu miesięcy jestem zauroczona kimś, kogo moja rodzina dobrze zna, ale w życiu bym im o tym nie powiedziała, tym bardziej, że on sam o tym nie wie. To związek bez przyszłości, wiem o tym, cały czas to sobie powtarzam i liczę na to, że spotkam w końcu kogoś, kto sprawi, że o tamtym zapomnę. Ale jakoś ostatnio mi to nie po drodze.
Wielokropek napisał/a:marchewa91 napisał/a:(...)nie rozumiem tylko, w czym tkwi ich problem. (...)
- wścibstwo
- brak taktu
- brak szczęścia we własnym życiu
- pogarda dla innych (Twój brak partnera jest tylko pretekstem)Dodałabym jeszcze: brak ciekawych tematów do rozmów w tym gronie.
Marchewa, w tej kwestii wszystko, absolutnie wszystko, zależy od Twojego nastawienia. Jeśli sama przed sobą uznasz, że to nie ich sprawa i na zaczepki będziesz reagowała uśmiechem i krótkim ucięciem tematu (np. "mi się nie spieszy") to nie ma opcji, żeby rodzinka maglowała temat w nieskończoność. Nawet więcej - podejrzewam, że brak Twojego zainteresowania tematem sprawi, że i dla nich nie będzie on taki ekscytujący.
Problem w tym, że ja tak właśnie do tej pory reagowałam, ale niestety dalej temat maglują i nie mogą pojąć, dlaczego taka dziewczyna jak ja jest sama (zupełnie tego argumentu nie rozumiem, nie jestem jakimś ideałem ani zewnętrznie, a i wad mam sporo, w czym bym miała być lepsza od innych, że to ponoć niepojęte, żebym nadal była sama). Może prawdą jest, że facetów odstraszam, czym? nie mam pojęcia, niezależnością? bo tyle lat dawałam sobie radę sama? przecież to śmieszne
Rodzinne przesłuchanie... Jak tego nie uwielbiać
Ostatnio przy okazji pytania jednego z wścibskich kuzynów, dlaczego JESZCZE nie posiadam potomka, odpaliłam, że moja babcia - szalenie mądra kobieta - mawia, że na wszystko przychodzi czas i pora. Widać na mnie jeszcze nie przyszedł. Myślę, że najlepszym sposobem ucinania takich rozmów jest obrócenie sytuacji w żart. Jeśli to nie pomaga, może warto rozważyć terapię szokową według Iceni ![]()
Marchewo, bo to nie tylko o tekst chodzi, ale też - a może przede wszystkim - o melodię. Można zaproponowane przez Vinngę zdanie powiedzieć tak, jakbyś przepraszała i tłumaczyła się - wówczas jest pole do dalszych popisów; można wycedzić przez zęby, można zaakcentować słowo 'mi' (to polecam).
Jeśli zaś znasz/podejrzewasz przyczynę tego nagabywania Cię, to może zwyczajnie odkryj ich grę. Ręczę, że najpierw zaprzeczą, a następnie temat zniknie.
ok, tak zrobię przy następnej okazji, tekst o lesbijstwie padł wczoraj, ale jak ich znam, wkrótce nadarzy się kolejna okazja
ok, tak zrobię przy następnej okazji, tekst o lesbijstwie padł wczoraj, ale jak ich znam, wkrótce nadarzy się kolejna okazja
22 latkę pytać o takie rzeczy,ależ ludzie bywają nietaktowni.
16 2014-12-13 19:19:20 Ostatnio edytowany przez marchewa91 (2014-12-13 19:19:49)
Mam dobre relacje z rodzicami, takie luźne... przy obcych by nie zapytali, ale we własnym gronie się nie krępują... mimo to, zaczyna mi być przykro, gdy pomimo moich wielu próśb i tłumaczeń, w dalszym ciągu drążą temat, dając do zrozumienia, że coś ze mną nie tak. W końcu sama zaczynam się zastanawiać, o co chodzi. A nie chcę szukać kogoś, dlatego, że rodzice tego chcą. Przecież to chyba normalne, że nikt nie chce żyć w pojedynkę, ale tak się póki co moje życie układa, że nikogo nie poznałam, z kim bym chciała być (a gdy poznawałam, to nic z tego nie wychodziło)
Pewnie,ze nic na sile.Jeszcze dużo przed toba.A rodzice w jakim wieku się pobrali?Może oni patrzą przez pryzmat swojego życia?
Wiecie - jeżeli to dalsza rodzina, to nietakt - jeżeli rodzice... chyba wyraz troski?
Miałam coś takiego ze średnią córką - gdy na jej uwagi typu: "nie wtrącaj się" przestałam zadawać dorosłej w końcu dziewczynie pytania... po latach zostało to zinterpretowane u psychologa jako: "nie interesowałaś się".
Tak więc to nieco obosieczny miecz.
Przecież to chyba normalne, że nikt nie chce żyć w pojedynkę, ale tak się póki co moje życie układa, że nikogo nie poznałam, z kim bym chciała być (a gdy poznawałam, to nic z tego nie wychodziło)
Więc ZNAJĄC Twoją opinię na temat tego "co normalne" rodzice Ci życzą tego CO powyżej opisujesz... Byś kogoś poznała... Czy nie TAK?
Moja mama była chyba w moim wieku, albo była rok starsza.
To, że rodzice się martwią potrafię zrozumieć, ale to, że wytykają mi to na każdym kroku już nie. Nie wiem, czy twojej córce opowiadałaś , kto się ostatnio zaręczył z dzieci twoich znajomych, gdy była w moim wieku. Albo wytykałaś jej, że to nie jest normalne. Rozmawiałam z nimi o tym wiele razy na przestrzeni lat, ale jak grochem o ścianę. Moim zdaniem to nie jest już troska, tylko zwykła złośliwość pomieszana z zawodem, bo na tle innych wychodzę na dziwaczkę, pozującą na nowoczesną singielkę, czego oczywiście nie robię, bo nie jestem singielką z wyboru.
Zresztą czegokolwiek bym nie powiedziała jest źle. Przykład z tego tygodnia. Spotkałam się z koleżanką, świeżo upieczoną mężatką. Przechodzi pierwszą kłótnię małżeńską i pierwsze ciche dni w ogóle w ich związku (wieloletnim, para z najdłuższym stażem wśród moich znajomych). No i po powrocie opowiadam mamie, co ją spotkało, takie zwykła gadka szmatka. Na co, co od niej słyszę? "Byś się zajęła swoim życiem! Co cię obchodzą jakieś kłótnie?" Zresztą to nie pierwszy raz, bo często pyta mnie, co u moich przyjaciółek, to jej opowiadam o różnych sprawach zazwyczaj gdzieś tam się zawsze wplącze wątek ich chłopaków, co nie powinno dziwić, bo z każdym mam świetny kontakt i wiem, że zawsze mogę się do nich zwrócić o pomoc, więc często mieszam sprawy ich i moich przyjaciółek. Mama zawsze to tak skomentuje i obróci, że ja się czuję paskudnie i mam zepsuty humor do końca dnia. Moja przyjaciółka powtarza mi ciągle, żebym się tym nie przejmowała, ale po prostu człowiek ma już dość. Wychodzi na to, że mnie ten kryzys też w końcu dopadł. Akurat teraz przed Wigilią (moim ulubionym dniu w roku ;/)
Zdziwiłam się, czytając ten temat. Jestem w Twoim wieku i jakoś nikt mnie nigdy nie wymuszał jakichś deklaracji czy zwierzeń. Moja mama i ciotka to rozumiem, bo one są... nie wiem, jak to nazwać, ale zdecydowanie po prostu faceta nie stawiają na liście priorytetów. Bardziej na tej zasadzie wypytują o pracę, studia, ogólnie "rozwój". A całą resztę to raczej nie obchodzi, wujek czasem rzuci pytanie o chłopaka, ale w żartach, ot tak, szukając tematu, który by mnie zawstydził i to się przeradza w przekomarzanie. Jedynie ojciec czasem pyta, ale raczej z przestrachem - jak nie mam, to kamień z serca... ;p
Ja mam dość koleżeńskie relacje w rodzinie, rozmawiamy wszyscy luźno, więc na takie teksty powiedziałabym, że mam harem i pokazała zdjęcia kilku facetów, dodałabym, że nie mogę się zdecydować, bo każdy jest lepszy w innej pozycji w łóżku. Na pewno przestaliby pytać. Podejrzenie o bycie lesbijką potwierdziłabym radośnie, mówiąc, że czuje ulgę, że sami się domyślili, bo nie wiedziałam, jak zacząć temat. No ale ja to ja, moja rodzina jest przyzwyczajona do moich różnych pomysłów. ;p
Marchewko, Twoja mama musi mieść szczęśliwe życie, skoro tylko takie ma "problemy"... Nic tylko zazdrościć ! ![]()
Mam koleżankę, która przez wiele lat słuchała od najbliższych podobnych ubolewań nad swoim marnym losem. Kiedy w końcu znalazł się "narzeczony" matka koleżanki szybko wykryła inny powód do marudzenia, a mianowicie fakt, że ów kandydat na męża był "aż" trzy lata młodszy... Włos mi się na głowie jeży na samo wspomnienie, czego ta dziewczyna się w swoim życiu nasłuchała o swoim staropanieństwie... Kiedyś ksiądz chodzący po kolędzie, tak przejął się jej "tragicznym " losem ze zainicjował wspólną modlitwę w intencji znalezienia przez nią męża... ![]()
To, że rodzice się martwią potrafię zrozumieć, ale to, że wytykają mi to na każdym kroku już nie. Nie wiem, czy twojej córce opowiadałaś , kto się ostatnio zaręczył z dzieci twoich znajomych, gdy była w moim wieku. Albo wytykałaś jej, że to nie jest normalne. Rozmawiałam z nimi o tym wiele razy na przestrzeni lat, ale jak grochem o ścianę.
Boże. Moje zdziwienie rośnie. To ja po każdym ślubie znajomych w moim wieku jestem w szoku i mówię mamie, że ta czy tamta się pobrała i ojej, ja bym była przerażona ślubem teraz, bo jak to tak, już, na całe życie... A moja mama sama odpowiada, że dobrze, że mi się nie spieszy. Dziwne, tak to wygląda, jakby Twoi rodzice chcieli Twojego związku... obojętnie z kim, byle teraz, już, natychmiast. A dziwne - bo zazwyczaj rodzice chcą właśnie, żeby dziecko się zastanowiło, przemyślało milion razy i nie popełniło błędu.
to znaczy wiesz, nie że koniecznie ślubu chcą... tylko oni by chcieli mieć "przyszłego zięcia"... chłopaka, którego bym do domu przywoziła
to znaczy wiesz, nie że koniecznie ślubu chcą... tylko oni by chcieli mieć "przyszłego zięcia"... chłopaka, którego bym do domu przywoziła
A Ty teraz chcesz chłopaka?Czy niekoniecznie w tym momencie?
Marchewka, no okej, po prostu większość rodziców moich znajomych jeśli już o coś marudzi/wypytuje, to plany na przyszłość, szkołę, pracę, a do facetów podchodzą mocno obojętnie (w tym sensie, że może być, może nie, na razie masz ważniejsze na głowie). Chociaż i jedno, i drugie pewnie jest podobnie męczące.
Mam dobre relacje z rodzicami, takie luźne... przy obcych by nie zapytali, ale we własnym gronie się nie krępują... mimo to, zaczyna mi być przykro, gdy pomimo moich wielu próśb i tłumaczeń, w dalszym ciągu drążą temat, dając do zrozumienia, że coś ze mną nie tak. W końcu sama zaczynam się zastanawiać, o co chodzi. A nie chcę szukać kogoś, dlatego, że rodzice tego chcą. Przecież to chyba normalne, że nikt nie chce żyć w pojedynkę, ale tak się póki co moje życie układa, że nikogo nie poznałam, z kim bym chciała być (a gdy poznawałam, to nic z tego nie wychodziło)
Swego czasu umawiałem się z kobietami podanymi przez rodzica, same niewypały, zupełnie nieporozumienie. Z czasem się zrozumiało że wybór to kwesta własna, że życie to kwestia własna, że jest własna droga....
marchewa91 napisał/a:to znaczy wiesz, nie że koniecznie ślubu chcą... tylko oni by chcieli mieć "przyszłego zięcia"... chłopaka, którego bym do domu przywoziła
A Ty teraz chcesz chłopaka?Czy niekoniecznie w tym momencie?
Chciałabym go spotkać, chciałabym z kimś być, tym bardziej, że na co dzień mieszkam sama w wielkim mieście (mam współlokatorkę, ale nie mamy jakichś bliskich relacji). Tym bardziej, że większość moich znajomych kogoś ma, a ci którzy nie mają są zapracowani do tego stopnia, że aby się spotkać umawiamy się z wielotygodniowym wyprzedzeniem. Ale to nie na takiej zasadzie, żeby mieć kogokolwiek, bo nie na tym mi zależy. Chciałabym się w końcu zakochać, bo dość mam znajomości, którym dawałam szansę, aż w końcu miałam dość i to kończyłam, bo do niczego te spotkania nie prowadziły. Więc jak widzicie, to nie jest tak, że czekam na księcia z bajki, miłość od pierwszego wejrzenia, itd. Jakiś czas temu nawet zakładałam tu temat o wpływie Disneya na współczesne kobiety.
Aha, napiszę tylko, że znowu padły dzisiaj docinki od rodziców a propos i powiedziałam to, co zasugerowała Eileen
Że mi kamień spadł z serca, bo nie wiedziałam, jak im powiedzieć o swoim lesbijstwie, a tak mnie wyręczyli ;p Mieli niezłe miny
Może na jakis czas dadzą mi spokój. Jutro wyjeżdżam, więc powinno być ok.
Marchewa, doskonale Cię rozumiem. Już nawet wiem, o kim będę słuchać podczas Wigilii. A mianowicie o jakimś Mariuszu, który jest najidealniejszym człowiekiem, który kiedykolwiek chodził po Ziemii. Kocham te subtelne próby swatania...
Najlepsze są zawsze życzenia. Życzą mi tego chłopaka, tak jakby mi co najmniej ręki brakowało. Fajnie jest czuć się jak ufo. ![]()
Sposobem
Jak ciotki zaczną swatania, to zapytaj oburzona gdzie ci kawalerowie są?! Niech zaczną przyprowadzać, rekomendować Ciebie, niech się panowie postarają. Co to, Ty masz latać po facetach i sobie szukać?! Przecież jestes kobietą, nie wypada!
Więcej luzu i zacznij się godzić na swaty
Działa, sprawdziłam. Ani razu nikt mi nikogo nie przyprowadził
A jeśli nawet by się ktoś zgłosił, to co by Ci zależało faktycznie się umówić na herbatę? Przecież ślubu brać nie będziesz.
Docinki Ci przeszkadzają, bo Tobie się wydaje, że powinnaś mieć tego chłopaka i myślisz, że jesteś wybrakowana, bo go nie masz. Gdyby posiadanie chłopaka było dla Ciebie sprawą drugorzędną w ogóle byś nie zwracała uwagi na ciotki i rodziców tylko cieszyła się ze świąt.
Witam też to przerabiałem ze swoją rodziną jakieś 4 lata temu i moja kochana babcia zasugerowała iż jestem gej...poznałem kogoś wyjątkowego byliśmy razem 3 lata ale niestety rozstaliśmy się w tym roku szczerze to nie zwracam na to uwagi a niech mówią... wiem że rodzice martwią się o soje dzieci i to wychodzi z troski a dalsza rodzina przynajmniej moja to zwykły nietakt i próba pokazania jaki to mój kuzyn jest już dorosły czy coś bo ma żonę i 3 dzieci i 22 lata na karku
Zawsze wiedziałam, ze Polska to dziwny kraj. Gdzie indziej na swiecie, ludzie nie przywiazuja wagi do tego czy jest slub czy masz dzieci.
Ludzie potrafią zyc, cieszyc się staropanieństwem/singielstwem jak kto woli bądź tez mieszkac na kocia lape wiele lat, jak tylko maja na to ochote. Nikt nigdy przy dluzszej rozmowie na zagranica nie smial się zapytać "masz meza?" "masz dzieci?" Ludzi to nie interesuje bo to nie ich biznes. Malo tego! Za granica nikt przy zdrowych zmysłach nie ma parcia na malzenstwo, na szybkie formalizowanie zwiazkow, czy na posiadanie dzieci- bo tak wypada, bo przecież kuzynka ma już 2, to i my musimy już mieć. Niestety w naszym kraju, posiadanie meza i dzieci urasta do wielkiej rangi. Jest to powiedziałabym jakas taka nasza polska "misja". Posiadanie dzieci oraz posiadanie meza, najlepiej zaraz po skończeniu studiow to dla większości= wielki sukces i miara szczęścia.A jak tego nie masz- to większość naszego społeczeństwa prawie Cie ukamieniuje:) Bo po 1- wszyscy maja, bo tak musi być, to dlaczego Ty nie masz? dlaczego np. stawiasz na karierę? skoro wszystkie koleżanki bawia dzieci, siedza w domu na garnuszku meza.
Np. w USA, w UK jest to inaczej postrzegane. Wiekszosc ludzi.. o dzieciach, ustatkowaniu się itp myśli w wieku 35 lat. Ba! Wczesiejsze macierzyństwo nie jest modne. Wczxesniej to się dba o swoja karierę, podrozuje, rozwija swoje pasje, cieszy się wolnoscia, a nie jak u nas..25 lat na karku i wg społeczeństwa to czas na dziecko, meza i uwiązanie bo "stara"
Oczywiście nie wszyscy tak mysla, ale ja pisze ogólnikowo, bo również z takim czyms się spotkałam.
Moja sasiadka, której corka w ost.roku wyszla za maz, urodzila dziecko i teraz jedyne co robi to wychodzi z dzieckiem z wozkiem również dziwi się, ze ja ciagle podrozuje, wychodzę kiedy mam ochote, rozwijam swoje pasje, bo jej zdaniem powinnam meza szukac i rodzic dzieci. A tu ani meza na horyzoncie... a co dopiero o dzieciach:)
No, chyba coś w tym jest, że jako społeczeństwo trochę się boimy inności i indywidualności. Jest jakieś specyficzne ciśnienie społeczne do tego, żeby mieć, to co mają inni i podobnie żyć. Smutne ale prawdziwe.
Ale tą tendencję nakręcają też ludzie w wieku 20-25 lat, bo sami miewają na to konkretne parcie, bardzo im się spieszy do małżeństwa i posiadania dzieci, a potem słyszę biadolenie kolegów i koleżanek, że im jest w życiu ciężko. No jest, jak się ktoś bawi w dom nie mając stabilnej pozycji finansowej, nie skorzystał z życia i nagle się budzi ze snu o rodzinie i dzieciach, bo nie jest on taki różowy jak się spodziewał.
Ale tą tendencję nakręcają też ludzie w wieku 20-25 lat, bo sami miewają na to konkretne parcie, bardzo im się spieszy do małżeństwa i posiadania dzieci...
Myślę, że na początku dorosłego życia, bardziej pragniemy spełnić pokładane w nas nadzieje rodziców, niż realizujemy własne i świadome pragnienia... ![]()
Hmm.. czy sami nakrecaja to nie wiem? Bedac w ich wieku nie bylam w Pl tylko za granica i tam czegos takiego nie ma. Ale to jest inna mentalności. Nawet jak jest ktoś w związku to sobie tak zyja na luzie i jest dobrze.Nie ma tego parcia i przymusu. Po co od razu brac slub, dzieci? Może kogos to uszczesliwia i pewnie tak jest, ponieważ ja sama obok siebie mam pelno koleżanek, które maja meza, dzieci, gdzies tam wyjezdzaja, ale jak już to tylko z nimi, a jak napomknę cos o wyjściu do klubu (mimo ze maja 28 lat) to patrza się na mnie z politowaniem. Dla mnie z kolei one zachowują się jakby miały po 50 lat, gorzej niż stare baby.
Moja najblizsza przyjaciolka, za 2 lata wychodzi za maz, wynajmują teraz kawalerke i co..? Nic innego nie robi, tylko siedzi w domu z facetem. Kiedy wychodzimy gdzies z dziewczynami, a nie robimy tego 2 razy w tygodniu tylko raz na miesiąc i tak nie pojdzie..
Chociaz może nie.. obraziłabym tutaj co poniektorych ..bo np. moja mama 56 lat częściej wychodzi do teatru, na koncerty jazzowe np. ze mna niż one same. Ale faktycznie schemat polski powinien być taki: szkola, studia, po studiach wesele, zaraz potem dziecko. Generalnie tak się utarlo i tak "wymaga" tego spoleczenstwo. Jeśli zyjesz inaczej, bo masz takie widzimisię to generalnie patrza się na Ciebie krzywo.
A swojej rodzince wścibskiej nieco.. chociaż może robia to dla Twojego dobra.. musisz zareagować smiechem jak już ktoś wyżej pisal " ze masz nadzieje, ze w końcu znajda Ci jakiegos kandydata, który będzie spelnial Twoje i ich oczekiwania" ![]()
Nie wiem co przeżywasz (ja praktycznie zawsze kogoś miałam) jedyne co słyszę to kiedy ślub i dzieci, odpowiadam tylko, że najpierw chcę zadbać o swoje zdrowie (mam problemy i ciąża mogłaby skończyć się poronieniem jak i problemami z moim zdrowiem) rozumieją, nie ma mega ciśnienia ![]()
Ale mogę się wczuć z empatią w Twoją sytuację, jeśli nie chcesz rezygnować ze świąt we wspólnym gronie, po prostu stanowczo powiedz, co myślisz, nie przepraszającym tonem, ani nie niegrzecznym, po prostu stanowczo zakończ dyskusję.
Masz 22 lata jedni mają już rodzinę i dzieci inni nawet o tym nie myślą i nie ma w tym nic złego, to Twoje życie i Twoja sprawa, a Twoje decyzje nie muszą się innym podobać ![]()
tylko tak jak mówię, im nie tyle chodzi o małżeństwo, co o to, żebym była z kimś, za kogo bym kiedyś miała wyjść za mąż... a ja nie mam nikogo, no i wielki dramat...
nie no, mam nadzieję, że dadzą mi spokój...
tylko tak jak mówię, im nie tyle chodzi o małżeństwo, co o to, żebym była z kimś, za kogo bym kiedyś miała wyjść za mąż... a ja nie mam nikogo, no i wielki dramat...
nie no, mam nadzieję, że dadzą mi spokój...
Wydaje mi się, ze musisz przywyknac i nie reagować.Nie wydaje mi się,aby rodzice kiedykolwiek przestali.Z reszta
Posalam juz.Potem mogą się pytać,kiedy juz będziesz miałam kogoś -kiedy zamierzacie się pobrac-a po ślubie, kiedy dzieci bo oni chcieliby juz mieć wnuki.Najlepiej nie reagować.
nie no, mam nadzieję, że dadzą mi spokój...
Myślę, że jednak spokoju nie dadzą, dlatego najważniejsze jest żebyś się zwyczajnie uodporniła na to gadanie
Odkąd się rozwiodłam moja matka przy okazji wszelkich uroczystości, ze łzami w oczach życzy mi następnego "męża". Na nic zdały się moje tłumaczenia, że jest mi dobrze tak jak jest. Jej zwyczajnie nie mieści się w głowie, że można być szczęśliwą bez mężczyzny u boku. Na moje próby tłumaczenia odpowiadała, że tylko tak mówię, bo co mi więcej pozostało...
Teraz już się nie "tłumaczę". Jednym uchem wpuszczam te rewelacje, drugim wypuszczam z uśmiechem pod nosem...;)
WitchQueen napisał/a:Ale tą tendencję nakręcają też ludzie w wieku 20-25 lat, bo sami miewają na to konkretne parcie, bardzo im się spieszy do małżeństwa i posiadania dzieci...
Myślę, że na początku dorosłego życia, bardziej pragniemy spełnić pokładane w nas nadzieje rodziców, niż realizujemy własne i świadome pragnienia...
Nie wiem jak mają inni ludzie, jak nie mam ochoty spełniać czyichś oczekiwań, to nie spełniam. Skoro ktoś jest dorosły, to powinien przewidywać skutki swoich decyzji, a nie ślepo podążać za życzeniową postawą rodziny. Rodzina małżeństwa i dzieci za kogoś nie ogarnie.
otóż to ![]()
I rację macie z tym, że nawet gdy już z kimś będę (kiedyś, jeśli dopisze mi szczęście i poznam kogoś z kim będę się chciała związać), to zaczną się pytania, kiedy dzieci, a jeśli nie, to czy badania wszystkie zrobiliśmy ;p na małżeństwie raczej nie będzie im tak zależeć ;p
choć o dziwo mój brat jest już dwa lata po ślubie i ich o dzieci nie pytają, więc może mi też odpuszczą
tzn. ja wiem, że oni tak z troski pytają, albo ze strachu, że na starość będą mieli na głowie córkę starą pannę ;p tyle, że niechcący/chcący zaczynają mi sprawiać przykrość, bo o ile kiedyś to dla mnie nie był problem, to teraz powoli problemem zaczyna być, ot co.
otóż to
I rację macie z tym, że nawet gdy już z kimś będę (kiedyś, jeśli dopisze mi szczęście i poznam kogoś z kim będę się chciała związać), to zaczną się pytania, kiedy dzieci, a jeśli nie, to czy badania wszystkie zrobiliśmy ;p na małżeństwie raczej nie będzie im tak zależeć ;p
choć o dziwo mój brat jest już dwa lata po ślubie i ich o dzieci nie pytają, więc może mi też odpuszczą
tzn. ja wiem, że oni tak z troski pytają, albo ze strachu, że na starość będą mieli na głowie córkę starą pannę ;p tyle, że niechcący/chcący zaczynają mi sprawiać przykrość, bo o ile kiedyś to dla mnie nie był problem, to teraz powoli problemem zaczyna być, ot co.
Stara panna nie musi rodzicom siedzieć na głowie ![]()
A gdzie mieszkasz? Jeśli na wsi, to wiele może tłumaczyć. Im mniejsza mieścina, tym większy procent populacji zwraca dużą uwagę na to "co ludzie powiedzą".
Jak już ktoś pisał- rodzina zawsze będzie pytać. Sama znam parę, która ciągle jest zasypywana coraz to nowymi pytaniami. Zaczęło się od "kiedy ślub", gdy już był- cywilny, to: "kiedy kościelny" równocześnie z : "kiedy wnuki będą". Wnuczka jest, więc trzeba pytać o rodzeństwo, bo przecież "taka smutna bez braciszka/siostrzyczki".
Trzeba zacisnąć zęby i grzecznie poprosić o zajęcie się swoimi sprawami. Jeśli nie pomoże, to można przyprowadzić do domu swoją nową "dziewczynę". Przecież wszyscy chcą Twojego szczęścia.
W ogóle nie ogarniam tego parcia na ślub mając ledwie 20 lat przekroczone, a mam okazję obserwować to coraz częściej w moim otoczeniu. No, jeśli ktoś ma taką potrzebę- nie moja sprawa.
Mieszkam w Warszawie, a pochodzę z miasta, które może nie jest miastem wojewódzkim, ale jest całkiem spore... nie no, zapewniam, że moim rodzicom daleko do zaściankowości ;p nie chcę użyć słów "obyci światowo", ale poniekąd tak jest ;p nie no, oni po prostu chcą, żebym już kogoś miała i chyba obawiają się trochę tego, że mieszkając sama tutaj i obracając się w takim a nie innym towarzystwie, nabędę cech, bo ja wiem, feministyczno-wolnościowych z naciskiem na nowoczesne singielstwo ;p no i nie pomaga też fakt, że jestem osobą o dość mocnych poglądach, które oni też wyznają (cała moja rodzina jest silnie liberalna), teraz tak myślę, że oni mogą się obawiać tego, że dopuszczając je pod swoim dachem do głosu sprawili, że mogę dojść do wniosku, że mężczyzna mi do niczego nie jest potrzebny, co oczywiście jest nieprawdą i jest śmieszne, no ale może właśnie tego się obawiają, stąd nasilenie tych zaczepek ostatnio.
Kiedy im napomknęłam niedawno, że czuję się samotnie w mieszkaniu i kupiłabym z chęcią sobie kota (bo jednak żal mi trzymać psa w wielkim mieście), to gdyby wzrok mógł zabijać, to bym chyba padła trupem ;p
Ja mam kumpla co ma 35 lat i mu się do ślubu nie spieszy. On to dopiero musi słuchać mądrości
Aż mi go żal.
Ja niejednokrotnie mówiłam, że jak nie znajdę sobie fajnego męża, to go po prostu nie będę mieć. Z faktem, że dzieci mieć nie zamierzam też się musi rodzina pogodzić, ale nie sprawiają wrażenia jakby im na tym szczególnie zależało.
nie tłumaczyć się, nie słuchać i mieć w d....
dokonujemy wyborów sami ale życie je weryfikuje nie zawsze tak jak chcemy, jesteś sama, bo tak wyszło i już, jeśli tobie to nie przeszkadza to miej w d.. opinie innych, jeśli dokucza ci samotnośc, to działaj ale z głową, bo można sie wkopać z niezłe g..
nie warto tracić czasu na to co inni myśla, nikt nie przeżyje twojego życia za ciebie, a że masz je jedno uczyć je wyjatkowym, swoim własnym pomysłem a nie utartą ścieżką koleżanek czy rodzinki, moze powstanie coś ciekawego