Cześć dziewczyny,
mam pewien 'problem' i chciałbym abyście mi doradziły.
Otóż, jakiś czas temu w mojej pracy pojawiła się nowa koleżanka - lat 29. Ja mam 24. Przez pierwsze 2-3 miesiące, tylko mówiliśmy sobie cześć. Zresztą wtedy miała chłopaka, a ja mam zasadę, że nie wchodzę nikomu w związek.
Jakiś miesiąc temu, ona zaprosiła mnie na facebooku. Napisała, co robisz itp. itd. Standard. Potem kilka dni po tym, zapytała się mnie jak wychodziliśmy z pracy - idziesz czy jedziesz? (Jeżdżę codziennie rowerem do pracy). To powiedziałem, że mogę iść. Potem kilka dni z rzędu znowu wracałem rowerem, a ona za któregoś dnia znowu tekst w stylu "Czekać na Ciebie? / Idziesz czy jedziesz?". Znowu polazłem. Szliśmy przez park i nagle jakiś chłopak do niej coś woła, a Ona od razu mówi mi "To nie jest mój chłopak, jakbyś myślał". Także dość ciekawa sytuacja.
Ogólnie coraz częściej wracaliśmy ze sobą po pracy. Dlatego jakiś czas temu zaprosiłem ją do kina. Rozmowa wyglądała tak - "Chcesz iść ze mną do kina..." i nawet nie zdążyłem dokończyć zdania na jaki film, a Ona "Chcę, jasne, a na co? To nie horror?". Także pozytywna reakcja. Jednak nie poszliśmy do kina, bo powiedziała mi w dniu wyjścia (mieliśmy iść zaraz po pracy), że jest zmęczona dzisiaj i przeprasza i żebyśmy przełożyli to na jakiś inny dzień w przyszłym tygodniu. Ja jednak zachowałem się trochę dumnie, i jej powiedziałem (ale takim tonem żartobliwym) - a co Ty myślisz, że jeszcze będziesz termin ustalała?! - a Ona na to, będę! Bo ja dużo pracuję i mam mało czasu (rzeczywiście pracuje nieraz po 10h dziennie, 2 prace ma).
Byłem w kinie i tak, bo nie lubię zmieniać planów . Dwa tygodnie, po tym, zaprosiłem ja na kawę. Rozmowa - "Do niedzieli musisz wypocząć", Ona "Dlaczego?", Ja "Zabieram Cię na kawę", Ona "Gdzie?", Ja "Niespodzianka".
Także znowu, zero sprzeciwu, natychmiastowa zgoda.
(Sorry, że tak dosłownie opisuję, słowo po słowie, ale chcę żebyście widziały dosłownie jak Ona reaguje na moje propozycje).
Tutaj pojawia się kolejny problem. Nie będę opisywał dokładnie jak to było. W skrócie. Nie było mnie w piątek w pracy, pracowałem w innym mieście. Także zostawiłem na Jej biurko - jajko niespodziankę. W środku zamiast zabawki w tym pudełeczku, była karteczką z godziną i miejscem, gdzie się mieliśmy spotkać. Napisałem Jej smsa, że na biurko w pracy ma niespodziankę. Odpisała - "Nie dało się bardziej zapakować???!!!". Opakowałem ją w 3 sreberka z kinder jajek, bo 1 nie dało się dokładnie zapakować. Także stwierdziłem, że odczytała wiadomość. (Tutaj pytanie do Was? Czy Wy zajrzałybyście co jest w pudełku z zabawkę, zwłaszcza, że było zapakowane inaczej, niż to ze sklepu?).
Czekałem na nią w niedzielę w umówionym miejscu. Patrzę na zegarek, 10 minut po czasie, a Jej nie ma. Także, napisałem SMSA - "Testu na punktualność nie zdałaś ". Ona - "Że, co"? drugi sms po tym, "Myślałam, że kawa nie aktualna, dwa dni się nie odzywałeś". Ja już się wkurzyłem, myślałem, że odczytała wiadomość, ale nie przyszła, bo się dwa dni nie odzywałem. To napisałem Jej - "Ty Sierotko! Rada na przyszłość - sprawdzaj dokładniej zawartość kinder jajek" i polazłem do domu spać
. Rano się budzę a tam 5 smsów "Co?!" "Coś tam było?" "Co takiego?" "O boze!! ;(" i ostatni chyba najistotniejszy - "Jak chcesz to możesz przyjść do mnie. Tzn. do mojej kuzynki, bo ja jestem u Niej teraz". Nie mogłem tam iść, bo spałem . Także z tego wnioskuję, że była zmartwiona zaistniałą sytuacją.
Wczoraj spotkałem Ją w drodze do pracy . A Ona - "Ejj co tam było ?" Ja - "Teraz już nie ważne, Twoja strata". Ona - "Przecież jestem blondynką, nie złość się. Zobaczę dzisiaj, bo mam to pudełeczko w szufladzie". No nie wierzę, pudełeczko schowała sobie, do szuflady, ale nie otwierała go. Zrozum tu kobiety.
Przeczytała, ale nic nie powiedziała. Z mojego męskiego punktu widzenia, w takiej sytuacji, gdzie ja w sumie już 2 razy ją gdzieś zapraszałem, to Ona teraz powinna powiedzieć coś w stylu "Ej sorry, że taka ze mnie gapa, to idziemy na kawę w następną niedzielę?".
Ale właśnie nie powiedziała nic takiego.
Mój dylemat, polega na tym. Czy powinienem w tym tygodniu jeszcze zaprosić ją w sumie 3 raz (chociaż, to nie jest tak, że odmawiała mi 2 razy), czy odczekać dłużej? Z tymże, z tym odczekaniem, to też tak średnio, bo i tak się widzimy codziennie w pracy i gadamy. Nie chcę, wpaść w ramę przyjaciela. Z drugiej strony, czy nie pomyśli sobie, że jestem zbyt nachalny? Ona jest bardzo ładna, w skali 1 do 10, koledzy oceniają ją na 8, ja na 9 ^^. Takie ładne dziewczyny, z reguły są znudzone, ciągłym zapraszaniem ich przez facetów i to odpycha.
Jak Wy to widzicie? Czy warto bawić się w gierki, czyli teraz poczekać z 2 tygodnie zanim ją zaproszę (to miałoby na celu pokazanie Jej, że ja też mam inne zajęcia i nie stawiam jej na piedestale)? Czy jednak jak to mówią "kuć, żelazo póki gorące" i po prostu iść teraz z Nią w niedzielę?
PS Jak dotrwałyście do końca moich wypocin, to gratuluję i dziękuję .