Kiedyś marzyłam o tym, by kogoś mieć... zazdrościłam osobom trzymającym się za ręce, przytulającym się na ławce w parku. Byłam dwa razy mocno zakochana i wiem, co to za uczucie, ale bez wzajemności. Teraz nazbierało mi się trochę problemów ze sobą i zdecydowanie nie miałam ochoty nikogo poznawać, postanowiłam że najpierw uporządkuję swoje sprawy, potem gdzieś zacznę wychodzić, korzystać z życia, spełniać pasje - to i na pewno spotkam interesującą osobę. Jestem teraz w takim stanie, że sama nie wiem kim jestem i czego chcę... leczę się, chodzę na psychoterapię.
Los jest przewrotny i miał jednak wobec mnie zgoła inny plan.
Studiuję w innym mieście, więc standardowo trzeba coś wynajmować. W tym roku znalazłam coś na chybił trafił, w drugim pokoju mieszkał chłopak, wydał się spokojny, więc zgodziłam się i wprowadziłąm z nadzieją, że będę miałaspokój i nikt nie będzie mi zakłocał mojego procesu ,,dochodzenia do siebie".
I tak to było, że codziennie siedzieliśmy, gadaliśmy, poczułam się baaardzo dobrze w jego towarzystwie, nagle poczułam jego strony coś więcej. .
Nie wiem czemu, ale dość szybko uległam. Przecież obiecałam sobie, że na razie nikogo...
Ale z nim tak cudownie mi się rozmawiało i bądź co bądź czułam się samotna, on mi pomaga, rozumie jak mało kto - słowem, zależy mu i to BARDZO. Czuję się wspaniale przebywając z nim i myślę że dzięki niemu jest ze mną o wiele lepiej. Gdyby to nie to, pewnie siedziałabym w kącie i płakała - nie oszukujmy się... poza tym uważam że jest cudownym człowiekiem, mężczyzną.
Alewydaje mi się że postąpiłam źle tak szybko ulegając. Nie było żadnych deklaracji, no ale jednak całowaliśmy się i przytulaliśmy nie tak jak to się robi na stopie koleżeńskiej. Teraz traktujemy te pieszczoty jako coś normalnego. Spędzamy ze sobą każą wolną chwilę. Można więc powiedzieć, że jesteśmy parą...ale ja dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. To wyszło tak naturalnie, spontanicznie, że.... ja miałam głowę zamotaną, problemy, i to na jego barkach się wypłakiwałam. I nim się obejrzałam przerodziło się to w coś większego. Teraz sobie myślę, że to wszystko za szybko, że ja potrzebuję czasu i sama nie wiem co czuję. Nie chcę go krzywdzić, ale chyba już to zrobiłam. Bo on nabrał nadziei, a ja obudziłam się jak ze snu. Zdałam sobie sprawę, że to na poważnie.
Uwielbiam się do niego przytulać itp, przebywać w jego towarzystwie, rozmawiać, ale nie czuję żadnej chemii i tak dalej. Nie jestem zakochana. Mogłabym spokojnie obyć się bez sfery ,,fizycznej", a i nie wyobrażam sobie za bardzo że moglibyśmy robić coś więcej niż ponadto, co już było.
Wyszło na to, że skrzywidziłam wspaniałego człowieka. Nie wiem co teraz robić...gdyby w grę nie wchodziło wspólne mieszkanie, to potoczyłoby się zupełnie inaczej, a ja w porę bym się opamiętała.. nie wiem co robić...pomóżcie, czuję się fatalnie. Z drugiej strony to taki wspaniały mężczyzna, ale jak tu być w związku bez ,,iskry"? Może to wina mojego stanu, może wspolnego mieszkania (brak tej niepewności, tęsknoty itp, tylko od razu kawa na ławę, widzenie się codziennie w codziennych sytuacjach). Może w takim wypadku nie można mówić o ,,motylkach w brzuchu"? Sama nie wiem co robić i co czuję... czuję się podle, żałuję że nie przystopowałam i nie pozwoliłam dać sobie więcej czasu i tym samym nie robić mu jakiś nadziei...
Podobne tematy
2 2014-11-12 15:12:07 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-11-12 15:13:57)
A ja tam jestem zdania że są różne formy miłości, a wszystko to jest i tak nasza decyzja które akceptujemy. Nie decyzja motylków. Iskierka także myśle, że zawsze pada. Jak nie dziś to później, bo i tak kiedys trzeba zyc stabilnie, zamieszkac ze sobą, po przyjacielsku. I co? Wtedy to moment na rozstanie? Najważniejsze czy jest wam dobrze, czy chcecie spędzać ze sobą czas, czy widzicie się razem, a nie czy są same motylki. Bo mogą być motylki, a może nie być nic poza tym. Mogą być motylki z powodu większych niedostatków psychologicznych i samej gry damsko-męskiej o jakiej piszesz - czyli niedostępności, tajemniczości, nakręcaniu wyobrażeń i fantazji. I co wtedy? Problemem jest tylko to że nie chciałabyś by doszło między wami do czegoś więcej. Czemu? Jesteś dziewicą? Pocałunki i pieszczoty Cie nie kręcą? To po co to robisz? No, troche wygląda jakbys go użyła jako pocieszenie, czyli przedmiot.
Poza tym tak, problemy psychiczne, a juz na pewno te w których wkracza duzo negatywnych emocji i strach - potrafią zablokować i zwieść. Wszystko i tak rodzi się w głowie, od przekonań. A Ty na pewno się boisz i myślisz, że tak być nie powinno. Bo popatrz, jakby Cie traktował oschle czyt "olewał" to bys nie myslała, że krzywdzisz i wtedy byłoby to prostsze. Tylko niestety - albo bierzesz uczucia od kogoś, albo zakochujesz się w braku uczuć.
I wtedy rzucam stary frazes "akceptujemy miłość na jaką myślimy, że zasługujemy".