Cześć.
Długo czytałem forum, poszukiwałem analogicznej sytuacji do swojej ale każda jednak jest inna i chyba potrzebuję chłodnego spojrzenia. Jesteśmy w związku od ponad 10 lat. Mieszkamy razem 4 lata. Wszystko w naszym związku było "normalne" praca, dom, urządzanie nowego mieszkania, kłopoty i rozterki dnia powszedniego. Od jakiegoś czasu zaczęliśmy się oddalać, każde z nas wracało z pracy i zajmowało się "sobą". Zaświeciła mi się lampeczka, że tak nie może być, nie możemy popaść w rutynę, musimy tchnąć życie w nasz związek. Jestem osobą otwarta, powiedziałem wprost: kochanie, coś się ochłodziło, czy jest wszystko ok ? Może nie zaspokajam Cię w łóżku ? Czy chcesz, żebym, coś w sobie zmienił ? może jakaś siłownia, basen, solarium? Okazało się, że wszystko jest w porządku (jej odpowiedz) i też zauważyła, że trochę się ochłodziły relacje. Postanowiłem coś zmienić, zacząłem sporo jej pomagać. Wstawałem wcześniej robiłem śniadanie, zakupy etc. Postanowiłem spędzać przy niej więcej czasu, po pracy zamiast zajmować się hobby oglądaliśmy razem film, wyskoczyliśmy na basen.... ale cały czas czułem, że coś jest nie tak, nie jest już tak jak było kiedyś. Mam tzw kobieca intuicję (niestety sprawdza się w 99% przypadków). Wytropiłem (nie pytajcie jak) że kontaktuje się z pewną osobą dosyć często. Zapytałem o co chodzi. Stwierdziła, że to tylko przyjaciel, że potrzebuje kogoś z kim może pogadać, że się dogadują i to taka odskocznia. Jednak ta osoba nalegała na spotkania raczej sam na sam a nie w gronie przyjaciół. Wiedziałem, co może oznaczać taka znajomość, więc ładnie ją poprosiłem, żeby znajomość zakończyła bo na 100% nie służy naszemu związkowi, powiedziałem, że kropla drąży skałę, i jak u nas zacznie się psuć, pokłócimy się to nie chcę, żeby zrobiła coś głupiego czego będziemy oboje żałować. Powiedziała, że ok, że znajomość zakończy bo w sumie to nie chce mi robić przykrości itp itd. Znajomości oczywiście nie zakończyła, trwało to 3 miesiące, kiedy to jeszcze dwa razy się dowiedziałem, że z nim rozmawia, esemesuje etc. oczywiście po każdej jej "wpadce" prosiłem, żeby zakończyła znajomość bo się to źle skończy. Wiem, że spotkali się tylko raz w tym czasie i to niestety potajemnie (powiedziała, że idzie do koleżanki). Zrobiłem jej wtedy awanturę, że jak ma znaczenie dla niej nasz związek, to żeby definitywnie zakończyła tą znajomość i że dziwię się, że jeśli to dla niej tylko kolega, to stawia na szali naszą miłość w stosunku do tej znajomości. Zaczął się lament, szloch, że ona już wie czego chce i że zakończy tą znajomość. Minął miesiąc. Zaczęły się w między czasie rozmowy, że ją ograniczam, kontroluję, że ona musi odpoczać sama gdzieś w odosobnieniu bla, bla , bla, że chce wyjść z koleżanką na siłownie czy na jakąś imprezę, odpowiedziałem jej, że dziwie się takiemu podejściu, że zawsze spędzaliśmy czas razem i jeśli ma ochotę urozmaicić sobie jakoś czas, to ja z miłą chęcią jej potowarzyszę i dostosuję się do jej potrzeb i chęci spędzania czasu
ale jeśli ma ochotę iść gdzieś sama to nie ma problemu, to nie będę jej tego zabraniał. Okazało się, że to się świetnie składa, bo umówiła się z koleżanką na imprezę, bo ma wolne mieszkanie więc się odstresuje. Ciuciu maluciu było miło przez kolejny tydzień może dwa ale cały czas czułem, że coś jest nie tak. Oczywiście znowu się dowiedziałem, że jak tylko zniknie za horyzontem, rozmawia z nim i dalej utrzymuje kontakt. Tym razem już nie wytrzymałem zwyzywałem ją, zrobiłem karczemną awanturę, i powiedziałem, że jak mi nie powie co jest na rzeczy, to z nami koniec i nie chcę z nią dłużej być jak ma to tak wyglądać, zacząłem mieć przez to problemy zdrowotne, i nie chce, żeby tak to wyglądało jak w obecnej formie. Wszystko mi opowiedziała, część pokazała o czym pisali. Niestety były to same złe rzeczy, w każdej wolnej chwili rozmawiali, pisali że za sobą tęsknią, że chcą się spotkać, że chcą być razem itepe. Do tego sprawa najgorsza, przyznała się, że mieli się spotkać na tej imprezie. Zapytałem i jak miałoby się to skończyć? W łóżku ? odpowiedziała : Pewnie tak..... Koniec. Bardzo długo później rozmawialiśmy, powiedziałem, że bardzo ją kocham, że bardzo mi na niej zależy, że potrafię jej wybaczyć bardzo dużo, że mamy fajne perspektywy na przyszłość..... było sporo łez, wniosków, decyzji. Ostateczna decyzja, że zrywa kontakt na 1000000000% i że jeśli tylko się z nim skontaktuje, będzie to dla mnie oznaka, że kończymy definitywnie nasz związek. Chyba się przestraszyła tej wizji i faktycznie zmieniła się. Nie wiem tylko na jak długo.... ? Jest jeden efekt uboczny, nie mam ochoty z nią na seks
Jakoś coś we mnie pękło nie sprawia mi to przyjemności i jeśli już jest, to raczej dla zaspokojenia swoich potrzeb. Zastanawiam się, czy trwać w tym związku, tłumaczę sobie, że romans może przytrafić się każdemu ale jednak to miało być coś więcej niż romans .....
Podobne tematy
Zazdroszcze wytrzymałości. I współczuję zarazem
ja bym tego tak chłodno nie odebrał
według mnie to się raczej nie skończy
zakazany owoc smakuje najlepiej
przykra sprawa
czas pokaże czy zmiany będą pokryte słowami
ale będąc realistą
śmiem wątpić
co do seksu
to się nie dziwię
brzydzi cię myśl że pragnęła innego
życzę wytrzymałości
i trzymam kciuki ![]()
3 2014-10-31 17:22:42 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-10-31 17:24:12)
jak dla mnie panienka układa sobie na boku ..pomału.. na Twoich plecach... tu ma faceta co widząc problemy w związku jej nadskakuje... chce coś wskrzesić...a ona ?? potrzebuje powietrza... jedno kłamstwo .. drugie .. kolejne... myślę że i tak szczera nie była....
Macie problemy w związku , ale ona nie skupia się na ich rozwiązaniu ..tylko raczej je generuje.
Nie podejmuje decyzji bo po pierwsze - tamtego nie jest pewna ...nie ma takiego bezpieczeństwa co z jednej strony przyciąga a z drugiej powoduje obawy przed wejściem w nowy związek... Z takich samych pobudek może być z Tobą - bezpieczeństwo, stabilizacja (dom, opieka, wyrozumiałość ).. po drugie - dopóki tamtego nie jest pewna ..Ciebie nie odpuści ..takie koło zapasowe
Moja rada taka - separacja ... to pozbawi pani komfortu Twoich zabiegów ... i zderzenie się z realem..co może stracić.. i jak to jest.
Z doświadczenia powiem, że ludzie w takiej sytuacji (zdradzający lub o krok przed ) robią tylko to co im pasuje...nie patrzą na innych...
Myślę że wpływ na nią masz mały... i raczej nic z tym nie zrobisz.
Ja na Twoim miejscu rozstałabym się - niech dalej kontynuuje znajomość... ale bez Twojego zabezpieczenia ...
4 2014-10-31 17:46:25 Ostatnio edytowany przez starr (2014-10-31 17:52:42)
Cześć.
Długo czytałem forum, poszukiwałem analogicznej sytuacji do swojej ale każda jednak jest inna i chyba potrzebuję chłodnego spojrzenia.
Cześć.
Tylko pozornie, jak poczytałbyś archiwalia, to schemat jest w każdym przypadku taki sam.
Jesteśmy w związku od ponad 10 lat. Mieszkamy razem 4 lata. Wszystko w naszym związku było "normalne" praca, dom, urządzanie nowego mieszkania, kłopoty i rozterki dnia powszedniego. Od jakiegoś czasu zaczęliśmy się oddalać, każde z nas wracało z pracy i zajmowało się "sobą". Zaświeciła mi się lampeczka, że tak nie może być, nie możemy popaść w rutynę, musimy tchnąć życie w nasz związek. Jestem osobą otwarta, powiedziałem wprost: kochanie, coś się ochłodziło, czy jest wszystko ok ? Może nie zaspokajam Cię w łóżku ? Czy chcesz, żebym, coś w sobie zmienił ? może jakaś siłownia, basen, solarium? Okazało się, że wszystko jest w porządku (jej odpowiedz) i też zauważyła, że trochę się ochłodziły relacje. Postanowiłem coś zmienić, zacząłem sporo jej pomagać. Wstawałem wcześniej robiłem śniadanie, zakupy etc. Postanowiłem spędzać przy niej więcej czasu, po pracy zamiast zajmować się hobby oglądaliśmy razem film, wyskoczyliśmy na basen.... ale cały czas czułem, że coś jest nie tak, nie jest już tak jak było kiedyś. Mam tzw kobieca intuicję (niestety sprawdza się w 99% przypadków). Wytropiłem (nie pytajcie jak) że kontaktuje się z pewną osobą dosyć często. Zapytałem o co chodzi. Stwierdziła, że to tylko przyjaciel, że potrzebuje kogoś z kim może pogadać, że się dogadują i to taka odskocznia. Jednak ta osoba nalegała na spotkania raczej sam na sam a nie w gronie przyjaciół. Wiedziałem, co może oznaczać taka znajomość, więc ładnie ją poprosiłem, żeby znajomość zakończyła bo na 100% nie służy naszemu związkowi, powiedziałem, że kropla drąży skałę, i jak u nas zacznie się psuć, pokłócimy się to nie chcę, żeby zrobiła coś głupiego czego będziemy oboje żałować. Powiedziała, że ok, że znajomość zakończy bo w sumie to nie chce mi robić przykrości itp itd. Znajomości oczywiście nie zakończyła, trwało to 3 miesiące, kiedy to jeszcze dwa razy się dowiedziałem, że z nim rozmawia, esemesuje etc. oczywiście po każdej jej "wpadce" prosiłem, żeby zakończyła znajomość bo się to źle skończy. Wiem, że spotkali się tylko raz w tym czasie i to niestety potajemnie (powiedziała, że idzie do koleżanki).
To jest właśnie ten schemat. Jest dobrze, a potem coś się zmienia na gorsze, pomimo, że żadne czynniki zewnętrzne i negatywne nie powinny występować. Potem jest okres dalszego schładzania relacji, kłamstwa, obietnice zerwania znajomości, które powodują następne kłamstwa i próby ratowania tego, niestety nieudane. I nie mają już prawa się udać, bo jej motylarnia odfrunęła i nie powróci. Świeże "mięsko" jest zawsze apetyczniejsze, przynajmniej w wyglądzie.
Zrobiłem jej wtedy awanturę, że jak ma znaczenie dla niej nasz związek, to żeby definitywnie zakończyła tą znajomość i że dziwię się, że jeśli to dla niej tylko kolega, to stawia na szali naszą miłość w stosunku do tej znajomości. Zaczął się lament, szloch, że ona już wie czego chce i że zakończy tą znajomość. Minął miesiąc. Zaczęły się w między czasie rozmowy, że ją ograniczam, kontroluję, że ona musi odpoczać sama gdzieś w odosobnieniu bla, bla , bla, że chce wyjść z koleżanką na siłownie czy na jakąś imprezę, odpowiedziałem jej, że dziwie się takiemu podejściu, że zawsze spędzaliśmy czas razem i jeśli ma ochotę urozmaicić sobie jakoś czas, to ja z miłą chęcią jej potowarzyszę i dostosuję się do jej potrzeb i chęci spędzania czasu
ale jeśli ma ochotę iść gdzieś sama to nie ma problemu, to nie będę jej tego zabraniał. Okazało się, że to się świetnie składa, bo umówiła się z koleżanką na imprezę, bo ma wolne mieszkanie więc się odstresuje. Ciuciu maluciu było miło przez kolejny tydzień może dwa ale cały czas czułem, że coś jest nie tak. Oczywiście znowu się dowiedziałem, że jak tylko zniknie za horyzontem, rozmawia z nim i dalej utrzymuje kontakt.
Taka recydywa tylko świadczy, że ona już o Tobie nie myśli. Zaczyna tracić głowę dla innego faceta, ma to swoją, raczej oczywistą przyczynę. Znajomość została skonsumowana i jest w niej zapotrzebowanie na więcej. Zdrada emocjonalna już się dokonała. Dla kobiety odpływ uczuć jest o wiele ważniejszy, niż zdrada fizyczna.
Tym razem już nie wytrzymałem zwyzywałem ją, zrobiłem karczemną awanturę, i powiedziałem, że jak mi nie powie co jest na rzeczy, to z nami koniec i nie chcę z nią dłużej być jak ma to tak wyglądać, zacząłem mieć przez to problemy zdrowotne, i nie chce, żeby tak to wyglądało jak w obecnej formie. Wszystko mi opowiedziała, część pokazała o czym pisali. Niestety były to same złe rzeczy, w każdej wolnej chwili rozmawiali, pisali że za sobą tęsknią, że chcą się spotkać, że chcą być razem itepe. Do tego sprawa najgorsza, przyznała się, że mieli się spotkać na tej imprezie. Zapytałem i jak miałoby się to skończyć? W łóżku ? odpowiedziała : Pewnie tak..... Koniec.
"po częsci pokazała o czym pisali" - pokazała tylko to, co uznała, że jeszcze Jesteś w stanie zaakceptować, bez wystawiania jej w trybie natychmiastowym za drzwi. W tym wypadku "domniemanie niewinności" nie działa. Działa bardziej poszlakowe domniemanie winy. Wniosek - Masz już poroże... Nie ma sensu teraz pytać o szczegóły - nic nie powie, przysięgnie na wszystko, że nic więcej nie było. (to napisałem z mojego doświadczenia, pewnie mnie tu następni komentujący będą próbowali zdyskredytować - oby mieli rację )
Bardzo długo później rozmawialiśmy, powiedziałem, że bardzo ją kocham, że bardzo mi na niej zależy, że potrafię jej wybaczyć bardzo dużo, że mamy fajne perspektywy na przyszłość..... było sporo łez, wniosków, decyzji. Ostateczna decyzja, że zrywa kontakt na 1000000000% i że jeśli tylko się z nim skontaktuje, będzie to dla mnie oznaka, że kończymy definitywnie nasz związek. Chyba się przestraszyła tej wizji i faktycznie zmieniła się. Nie wiem tylko na jak długo.... ?
No to teraz ona wie, jaka jest baza wyjściowa u Ciebie. To czy warto zaryzykować stabilność z Tobą na rzecz niepewności u tamtego okaże się w ciągu pewnie krótszym niż trzy miesiące. Niestety jej motyle są już tamtej motylarni.
Jest jeden efekt uboczny, nie mam ochoty z nią na seks
Jakoś coś we mnie pękło nie sprawia mi to przyjemności i jeśli już jest, to raczej dla zaspokojenia swoich potrzeb. Zastanawiam się, czy trwać w tym związku, tłumaczę sobie, że romans może przytrafić się każdemu ale jednak to miało być coś więcej niż romans .....
Czyżby podświadomość podpowiadała Ci nieuchronny koniec tego związku?
W kazdym razie kontrola jest podstawą zaufania, jak mawiał wielki polityk, obrzydliwy w swoich dokonaniach, ale wielki. Sprawdź, czy nie pojawił się drugi telefon.
starr.. wnikliwa i trafna analiza.
choć wyjątki się zdarzają ![]()
starr.. wnikliwa i trafna analiza.
choć wyjątki się zdarzają
Wyjątek potwierdza regułę... podobno ![]()
Łatwej patrzy się na czyjeś życie z boku .Tak widoczne są wtedy schematy .
Trzeba samemu swoje błędy popełnić by się przekonać... albo i nie ![]()
W zasadzie sprawa się wyjaśniła, znowu się z nim spotkała jak tylko straciłem ją z oczu. Właśnie się rozstaliśmy. 13 lat. Morał z tej bajki jest jeden, kobiety nie lubią za dobrych facetów. 13 lat psu w ..... no cóż nie pozostaje nic innego jak się pozbierać.
13 lat psu w ..... no cóż nie pozostaje nic innego jak się pozbierać.
Nie myśl w ten sposób. Jeśli te 13 lat byłeś szczęśliwy to absolutnie niczego nie straciłeś! Wręcz przeciwnie, przeżyłeś 13 lat w szczęściu, z kochającą osobą u boku. Jak zaleczą się rany po zdradzie i rozstaniu, poznasz kogoś z kim przeżyjesz kolejne szczęśliwe lata, może 5, może 10, może 20, a może resztę swojego życia. Bez względu na to, ile tych lat będzie to jeśli będą szczęśliwe - to na pewno nie będą "psu w ..." ![]()
chłopie weź się w garść, ratuj jak się da, nie rozczulaj się nad tobą pomyśl jak ją odzyskać - no chyba że NIE CHCESZ......
RUMPEL
Twoja dziewczyna już cię zdradziła.
To była zdrada emocjonalna, a kto wie czy nie zdradziła cię już fizycznie.
Ona teraz całą uwagę poświęca jemu, ty jesteś tylko kołem zapasowym na wypadek gdyby jej nie udało się z tamtym.
Od ciebie zależy czy chcesz żyć z osobą która cię nie kocha czy może jednak pokażesz jaja?
Twoja dziewczyna już cię zdradziła.
To była zdrada emocjonalna, a kto wie czy nie zdradziła cię już fizycznie.
Ona teraz całą uwagę poświęca jemu, ty jesteś tylko kołem zapasowym na wypadek gdyby jej nie udało się z tamtym.Od ciebie zależy czy chcesz żyć z osobą która cię nie kocha czy może jednak pokażesz jaja?
NO, NO dwudziestolatek doświadczony daje radę osobie mającej z trzydzieści parę lat TAK TRZYMAĆ !!!!!
Tom94 napisał/a:Twoja dziewczyna już cię zdradziła.
To była zdrada emocjonalna, a kto wie czy nie zdradziła cię już fizycznie.
Ona teraz całą uwagę poświęca jemu, ty jesteś tylko kołem zapasowym na wypadek gdyby jej nie udało się z tamtym.Od ciebie zależy czy chcesz żyć z osobą która cię nie kocha czy może jednak pokażesz jaja?
NO, NO dwudziestolatek doświadczony daje radę osobie mającej z trzydzieści parę lat TAK TRZYMAĆ !!!!!
Lepiej posłuchać rady mądrego dwudziestolatka niż głupiego pięćdziesięciolatka
Pominę milczeniem.......a dla scisłości mam 54 lata
Autorze, to, że ona się z nim skontaktuje było bardziej niż pewne. Starr bardzo trafnie to opisał. Bierz się w garść, bo teraz przynajmniej wiesz na czym stoisz. Nikt Cię nie oszukuje. Skup się na sobie, małymi kroczkami wyjdziesz z tego. Uwierz, że na świecie są inne osoby, wartościowsze i bardziej zasługujące na Twoje uczucie.
Jakieś dwa lata temu pisałem u Was posta, w skrócie, zastanawiałem się czy zdradza, mówiliście wnioskując po moich wpisach, że tak, ja nie chciałem w to wierzyć. Oczywiście zapewnienia kobiety z którą byłem 12lat (wtedy), że wszystko jest ok, że tylko się spotyka "na kawę" okazały się g.wno warte bo oczywiście, mówiąc wulgarnie, rypała się z kolegą z pracy. Przeżyłem to okropnie, zresztą kto przechodził przez "zdrady" ukochanej osoby wie co to za przeżycie-wspomnienia do końca życia. No mniejsza o większość. Suma sumarum powiedziałem jej, że się rozstajemy, że to koniec, że jeśli on jest taki "cudowny" to niech układa sobie życie z nim- twierdziła, że jest rozdarta, bo zakochała się on też, że mają tyle wspólnych tematów.... no ogólnie się rozstaliśmy. Nie byliśmy razem około pół roku, jej nowy "związek" rozpadł się po miesiącu?dwóch? nie wiem. Po pół roku jakoś się odezwała, zaczeliśmy rozmawiać, pojechaliśmy gdzieś po coś razem bo prosiła o pomoc. Suma sumarum zeszliśmy się. Zapomniałem dodać, że prezent o tym, że mnie zdradza, zostawiła mi w podarunku na wigilię- nie lubię już świąt. Zeszliśmy się w 2014roku jakoś. Od początku czułem, że to w sumie odgrzewany kotlet, że ona po prostu wróciła na swoje "stare śmieci" i zamieszkała jak by nigdy nic się nie stało. Pojęcie sexu w zasadzie nie istnieje, raz w miesiącu i to na zasadzie, żeby nie wypaść zupełnie z obiegu i statystyki. Czuję, że chyba jej po prostu już nie kocham, że to jednak się wypaliło, dziś jest ostatni dzień na wyjeździe szkoleniowym, to pierwsza rozłąka od zejścia sie, pojechała z samymi facetami, czuję, że nic tam się nie zdziało, ale martwi mnie to, że wiem, że po prostu już jej nie ufam, to nie jest tak jak kiedyś, - chcesz to jedź- baw się dobrze. W sumie to było mi dobrze z tym, że jej nie było w domu- no może po za spaniem w nocy. W każdym razie, chodzi mi po głowie myśl, żeby się rozstać, nie trzymać się razem na siłe być fair i powiedzieć jej teraz, żeby ułożyła sobie życie. Chyba nie umiem wybaczyć, nie umiem już zaufać no i ten sex taki "po kimś" poradźcie, nigdy jej nie zdradziłem, nie ganiałem za innymi dziewczynami mimo, że one same zaczepiały. To nie fair, połowa życia za mną i co dalej? Zaczynać wszystko od początku ale iść za głosem serca czy trwać w obłudzie? Zaczynam popadać w jakąś depresję przez to wszystko, na nic nie mam siły i nic mnie już nie cieszy, sport poszedł w odstawkę, przyjemności też został w zasadzie taki letarg, praca, dom, co słychać, dobranoc.....Podpowiedzcie coś bo mnie serducho boli (taki wiem, że serce nie boli:P)
Jeżeli wiesz, że Jej nie kochasz, nie ufasz po prostu powiedz Jej to.
Twój nick zupełnie nie pasuje do Twojej osoby. Spodziewać by się można umysłu jak skalpel, a tu...
Pomijając to, to decyzję już podjąłeś i ta skrobanina na forum jest bez sensu. Teraz zgodnie z podjętą decyzją trzeba przejść do działania. Jeżeli lenistwo i niechciejstwo w tym zakresie zwycięża, to zawsze w ramach motywatora możesz sobie wizualizować waszą wspólną przyszłość i wasz związek za rok, dwa, kolejnych piętnaście... Ładnie to to nie wygląda... Uważasz, że marnujesz czas? To nie marnuj więcej.
Ponieważ historia dotyczy tego samego związku - połączyłam oba tematy
Kochać, ufać, całować, przytulać... Tia.
Jego "wybranka" puściła się z kolegą z pracy "X" czasu temu. On jej wybaczył. Wtedy. Dziś to wraca.
Szczerze? Ja bym wystawił walizki za drzwi i sajonara.
Nie dziś.
Wtedy.
Wtedy walizki były wystawione. Po pół roku wróciły. Masz racje, ale czasu nie cofnę, mogę wyciągnąć wnioski i pomyśleć co dalej.
Kochać, ufać, całować, przytulać... Tia.
Jego "wybranka" puściła się z kolegą z pracy "X" czasu temu. On jej wybaczył. Wtedy. Dziś to wraca.
Szczerze? Ja bym wystawił walizki za drzwi i sajonara.
Nie dziś.
Wtedy.
Ale wtedy wystawił walizki, po jakimś czasie wrócili do siebie.
pomyśleć co dalej.
Pomyśleć ![]()
Tu nie ma się nad czym zastanawiać, a Ty chcesz pomyśleć... Będziesz ciągnął tę parodię ile wlezie, tylko po co?
Harvey napisał/a:Kochać, ufać, całować, przytulać... Tia.
Jego "wybranka" puściła się z kolegą z pracy "X" czasu temu. On jej wybaczył. Wtedy. Dziś to wraca.
Szczerze? Ja bym wystawił walizki za drzwi i sajonara.
Nie dziś.
Wtedy.
Ale wtedy wystawił walizki, po jakimś czasie wrócili do siebie.
No i po co?
Sex slaby, zaufania brak, powolne oddalanie sie od siebie, brak wiezi... i tak do rana bym mogl wymieniac.
Autorze, czasu az nadto straciles. Podciagaj kalesony i wez zycie za jaja.
Sex slaby, zaufania brak, powolne oddalanie sie od siebie, brak wiezi... i tak do rana bym mogl wymieniac.
U podstaw wszystkiego jednak leży to, że on nie potrafi wybaczyć, a ona nieszczególnie o wybaczenie prosiła. Tak po zdradzie nie da się odbudować związku. Nigdy. Dlatego tak naprawdę nie pozostaje nic innego jak się rozstać, bo wszelkie inne pozorowane działania będą tylko prowadziły do pozorów związku.
Nigdy nie byłem w Twojej sytuacji. Mimo, że od jakiegoś czasu jestem sam i nie czuję obecnie nic do nikogo, wiem dobrze jaką ja podjąłbym decyzję. Może tylko wydaje mi się, że wiem bo nie jestem w twojej skórze ale od razu stało się to dla mnie oczywiste czytając Twojego posta. Mam wrażenie, że tkwienie w beznadziejnych związkach jest domeną wielu ludzi właśnie z powodu strachu przed nieznanym. Każdy potrzebuje poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Oraz celowości i konsekwencji tego co robi. Przerabiałem obawy tego typu. Jakiś czas temu postanowiłem sobie, że niezależnie od tego co będzie, niezależnie od tego ile będę miał lat i ile wykalkulowanych szans na udane bycie z kimś, nie pójdę na łatwiznę z powodu strachu. Choćbym skończył jako zgorzkniały stary dziad chlejący swoje frustracje razem z piwem to przynajmniej będę szczery sam ze sobą. Nawet jeżeli będę zawsze sam. To uczciwy układ. Czasem trzeba skoczyć w nieznane do ciemnej jamy bez asekuracji, zaryzykować aby mieć szansę na to by było lepiej.
Ze swojego doświadczenia wiem, że zmiany, choć się ich bałem, wychodziły mi zazwyczaj na dobre. A jeżeli nie wychodziły na dobre to zawsze miałem satysfakcję z tego, że przełamałem się i postąpiłem tak, jak ja chciałem w środku w sobie.
W podjęciu decyzji może przeszkadzać mniej lub bardziej okazjonalny seks z tą osobą bo tworzy fałszywe wrażenie, że mimo wszystko jest ok. Daje jakąś iluzję stabilizacji i wrażenie tego, że po coś jesteście ze sobą skoro co jakiś czas to robicie. Poza tym odsuwa ten ważny moment podjęcia decyzji. Ale nie można za długo stać z jedną nogą na krawędzi a drugą w ciepłym łóżku. Wszystko co się dzieje z Tobą to ten moment zawieszenia.
Po tym co przeczytałem, wydaje mi się że wiesz doskonale co chcesz zrobić. Zwłaszcza, że pojęcie upływającego czasu nie jest Ci obce.
27 2016-12-09 21:52:14 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2016-12-09 22:07:02)
Krejzolka82 napisał/a:Harvey napisał/a:Kochać, ufać, całować, przytulać... Tia.
Jego "wybranka" puściła się z kolegą z pracy "X" czasu temu. On jej wybaczył. Wtedy. Dziś to wraca.
Szczerze? Ja bym wystawił walizki za drzwi i sajonara.
Nie dziś.
Wtedy.
Ale wtedy wystawił walizki, po jakimś czasie wrócili do siebie.
No i po co?
Sex slaby, zaufania brak, powolne oddalanie sie od siebie, brak wiezi... i tak do rana bym mogl wymieniac.
Autorze, czasu az nadto straciles. Podciagaj kalesony i wez zycie za jaja.
Dlatego, że chciał spróbować i tyle.
Niestety związku się nie udało uratować bo nie miał kto ratować tego związku.
On nie potrafił już zaufać, Jej też jakoś nie zależało na odbudowaniu tego zaufania.
I najgorsze, że zamiast zachowywać się, jak nowo poznana para, Oni od początku nowego związku, przeskoczyli ten etap na etap "małżeństwo z X lat stażem" (przy czym nie obrażam tutaj ludzi z X stażem w małżeństwie).
W tym związku wszystko szwankuje: zaufanie, miłość, komunikacja, seks.
Spróbowali, trudno nie udało się.
U podstaw wszystkiego jednak leży to, że on nie potrafi wybaczyć,
Co wybaczyć? To, że nogi rozłożyła przed innym? Powiem więcej - nie ma czegoś takiego jak "wybaczanie" zdrady. Zdrada to zdrada.
a ona nieszczególnie o wybaczenie prosiła.
Wróciła. Bo jej nie wyszło. "Koło zapasowe" dobrze mieć. Wyczuła, że może wrócić (bo w sumie nie było tak źle, posłuszny był i w ogóle...) A czy nie pracowała nad tym? Pewnie nawet pot jej po plecach nie pociekł... ale nie temat o tym ![]()
Tak po zdradzie nie da się odbudować związku. Nigdy. Dlatego tak naprawdę nie pozostaje nic innego jak się rozstać, bo wszelkie inne pozorowane działania będą tylko prowadziły do pozorów związku.
egzakli! ![]()
29 2016-12-09 22:02:15 Ostatnio edytowany przez Klio (2016-12-09 22:02:27)
Tak. Zdrada to zdrada. Wybaczanie to wybaczanie. Wybaczanie zdrady to wybaczanie zdrady. Harvey jak Cię proszę nie schodź do tego intelektualnego i emocjonalnego poziomu, bo ja tam się nie wybieram...
Tak. Zdrada to zdrada. Wybaczanie to wybaczanie. Wybaczanie zdrady to wybaczanie zdrady. Harvey jak Cię proszę nie schodź do tego intelektualnego i emocjonalnego poziomu, bo ja tam się nie wybieram...
Mówisz, masz
A tak w ogóle to piwko bym se wypił... ma ktoś piątaka pożyczyć? ![]()