Dobry wieczór wszystkim.
Z góry uprzedzam że jestem facetem.
Szukałem wielu forum i opcji na jakąkolwiek pomoc i trafiłem tutaj.
Moja sytuacja wygląda tak:
Rozstałem się ze swoją połówką po 1.5 roku związku "naliczalnego". Wcześniej po prostu żyliśmy szczęśliwie i tyle.
Koniec związku przeżywałem kilkukrotnie, każdy na inny sposób. Ale ten nie jestem w stanie określić w skali "bólu". Ale mam taki problem, który nazwijmy brakiem apetytu. Zaczęło się od minionego poniedziałku (27.10), przestałem jeść tzn brak apetytu. Od rana do wieczora nic nie jadłem, gdzieś w godzinach nocnych udało mi się coś w siebie wmusić, sprawa powtórzyła się we wtorek lecz ze skutkiem takim że po zjedzeniu kromki chleba i małego mięska, poczułem się niesamowicie źle i zacząłem mieć mdłości i od tamtego czasu nie jestem w stanie przyjąć pokarmu. Stres i ból brzucha uniemożliwia mi jedzenie. W tym momencie mija już jakaś około 50 godzina od ostatniego posiłku, a ja nadal nie mam apetytu, a czuję się coraz bardziej słabiej, mam straszne "zawiechy". Z emocjami sobie radzę, ale organizmu nie potrafię oszukać, czy macie pomysły co zrobić albo jak znieczulić się by mógł coś zjeść bez większych powikłań, zaczynam się martwić o siebie.
Pozdrawiam M.