Stres na dyskotece szkolnej - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Stres na dyskotece szkolnej

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 49 ]

1

Temat: Stres na dyskotece szkolnej

Trzeba coś ze swoim życiem zrobić, i jako mega kujon postanowiłem iść na dyskotekę.

Będąc w nastroju jak przed ciężkim egzaminem ubrałem się. Tak jak przykazała mama, czyli grzecznie i schludnie, aby nie pomyślała, że się za dziewczynami oglądam.

Dotarłem do drzwi szkoły, cichutko je uchyliłem, z sercem w gardle przywarłem do ściany aby wtopić się w kolor ścian, i podążałem w stronę coraz głośniejszej muzyki. Trochę mi ulżyło, gdy ze świetlistych korytarzy wszedłem w strefę ciemności...

Jeszcze nie zniknąłem całkiem, a z naprzeciwka z klasy wyskoczyła Ania z Baśką roześmiane i gdzieś szybko szły. Baśka jak mnie zobaczyła to się zdziwiła:

-- Yyy? Gary? To Ty?
-- Mhm... nie widać pewnie...
-- Ee... spoko, fajnie że w końcu przyszedłeś   -- wtedy Ania ją szarpnęła i pobiegły gdzieś-tam

"Fak... pomyślałem.. pewnie sobie ze mnie jaja robiła... w klasie to się nigdy nie odezwie, a tutaj od razu zaczepia... Więcej tu nie przyjdę...".

Dalej w ciemności stało z dwóch kolegów, podpierali ściany.

-- Cześć... smile smile  Jak tam?
-- No spoko...
-- Co robicie?
-- Na razie się rozglądamy   -- uff.. ulżyło mi, że nie tylko ja tutaj będę dziwolągiem

Na środku holu błyskały światła, ludzie tańczyli. Ci co mieli powodzenie u dziewczyn się z nimi bawili.
No ale przecież nie pójdę się tam wyginać jak małpa razem z nimi...
Mógłbym pogadać z jakąś dziewczyną, ale one są tam w swoich kółeczkach wzajemnej adoracji, to przecież nie wcisnę się między nie i nie będę rozmiawiał z jedną... a z trzema to pewnie zaraz się spalę i ucieknę. Kamikadze nie jestem.

Krzysiu z posępną miną obok mnie też się tak rozgląda. Hmm.. pewnie wyglądam tak samo durnie jak on, jak na stypie chyba. Po chwili zmienili muzykę na jakieś wolne utwory... parę dziewczyn wyszło z klasy, szły w stronę tłumu, pewnie łowić badoyów. Krzysiu drżącym głosem wydusił z siebie "Magda..." gdy przechodziła obok, zatrzymała się i pyta "Coooo?"... "To może zatańczymy..." i poszli razem na parkiet. Dobrze, że nie wygłupiłem się jak Krzysiu, bo jednak to słabo wyglądało... a ona jeszcze taka agresywna... chociaż może mi się wydawało, bo w sumie to oni teraz się tam miziają na parkiecie... jakby mizają, bo badboye tylko mogą śmiało. 

Na drugim końcu sali widziałem jak Sławek ciągnął Aśkę za rękę, potem po schodach w górę... ale tam przecież nie ma klas, ciemno jest ... hmm... że też dziewczyna tak sobie pozwala i mu ulega... a przecież ludzie widzą... chyba że ona chce (?)... hmmm... 

Zaglądnąłem do naszej klasy, a tam Paweł i Jurek z kilkoma dziewczynami coś kombinują... pewnie mają coś niedozowolonego, ale nie pójdę do nich, bo mnie będą namawiać na picie, czy coś gorszego...

Wróciłem do ciemnego kąta... Anka z Baśką wracały, a Baśka znowu na mnie nastaje:

-- A Ty Gary coooo? Tak będizesz stał? Idźżesz na parkiet...
-- Eeee... niee... jeszcze mnie noga boli po treningu...
-- Hahaha... no daj spokój -- zaraz wracam i cię biorę na środek...

Poszły gdzieś do klasy, a ja nie wiem co robić... czy mam czekać, aż oan przyjdzie... a możę sobie żartowała.... czy może zwiać... ale jak ucieknę, to co będzie? Ona się obrazi? A co jutro w klasie powiem? ...

No to czekam... i nagle reflektor na mnie patrzy i słyszę:


twojeslowo napisał/a:

@Gary - utworzyłbyś jakiś nowy wątek? Myślę, że przydałby się świeży temat na temat relacji damsko-męskich. big_smile


Myślę  "AAaaa... chrzanić to wszystko... raz kozie śmierć...". Szukam Baśki i Anki ... no bo chyba skoro Baśka powiedziała, że po mnie wróci, to poproszę ją do tańca, to chyba nie odmówi... mam nadzieję, że sobie nie robiła żartów ze mnie. Przecież by mnie nie zaczepiała dwa razy.

Siedziały w sali z jakąś dziewczyną z innej klasy, której nie znam. Podchodzę, uśmiech pani przy kasie z marketu, zastanawiałem się co powiedzieć:

-- Co Gary? Coś często na siebie wpadamy... -- Anka wypaliła sam nie wiem czy to przyjaźnie, czy wrog...
-- Mhm... co robicie?     -- jak tylko wypowiedziałem to pytanie to od razu pomyślałem jakie ono głupie... bo zaraz mi powie "jesteśmy na dyskotece, nie widać?"  a ja będę kozą, która poniosła śmierć..

-- Mamy swoje babskie sprawy...   -- Anka chyba chce mnie jednak spławić...
-- Sprawy poczekają, a przyszedłem po nią    -- pokazałem na Baśkę, która w pierwszej sekundzie się na mnie bykiem popatrzyła, ale uśmiechnąłem się do niej i złagodniała... no na puszczenie jej oka to mnie jeszcze nie stać w sumie... 
-- Idziesz ze mną? Zatańczymy... wiesz.. tak trochę jakby zatańczymy...    -- mówię do Baśki, zaczęła się śmiać.
-- No idź, idź... tak go zaczepiasz, to masz co chciałaś, idź >>jakby<< tańczyć    -- Anka do Baśki, i ją wypycha od stolika

Zwróciłem się w stronę drzwi, i idziemy obok siebie jak chłopiec i dziewczynka do pierwszej komunii w parze... Mam pewnie byłaby ze mnie dumna, że tak grzecznie idę obok niej. Wyszliśmy z sali, wpadliśmy w ciemność, idę przodem, przedzieram się w bezpieczne miesjce w tłumie, gdzie nas nie będzie widać, ... ach ... poczułem wtedy że Baśka złapała mnie za przedramię, potem przesunęła dłonią w dół i w dół, aż zaplotła swoje palce w mojej dłoni...  myślałem, że mi krew rozwali mózg... taka mięciutka i gładziutka rączka dziewczyny złączona z moją... mmmm... prawie zemdlałem... W ciemności zaczęliśmy tańczyć wolnego -- wiecie -- utwór całe miasto śpi, coś tam pies sołtysa, Brajan Adams... Była tak blisko, kurczę... prawie jakieś mistyczne doświadczenie, jakbym się naćpał czegoś...

-- Myślałam, że już tam wrośniesz w podłogę... -- powiedziała
-- Właśnie... myślałem, że umrę ze stresu jak po Ciebie szedłem...
-- No widzisz, już jest fajnie, prawda?     -- popatrzyła w oczy
-- Taaaak... bardzo fajnie... tak mieć...   
-- Yyy? Co mieć...
-- No mieć dziewczynę bliżej niż na odległość ręki...
-- Hahaha... nie mów, że aż taki jesteś nieśmiały, że nigdy tak nie było...


Wtedy zobaczyłem jak Sławek z Aśką wracają z góry, on zadowolony, ona rumiana skanuje otoczenie, czy nikt się na nią nie patrzy... ale może byśmy tak Baśką poszli zwiedzać ciemne korytarze... tylko jaaaaaaaaaaaak? ... kiedyś? ... czy teraz? później? odczekać parę piosenek? parę dyskotek? ... w sumie -- czego ona może chcieć? co by sobie wymarzyła a nie powie tego?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez twojeslowo (2023-01-30 19:01:00)

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
Gary napisał/a:

Wtedy zobaczyłem jak Sławek z Aśką wracają z góry, on zadowolony, ona rumiana skanuje otoczenie, czy nikt się na nią nie patrzy... ale może byśmy tak Baśką poszli zwiedzać ciemne korytarze... tylko jaaaaaaaaaaaak? ... kiedyś? ... czy teraz? później? odczekać parę piosenek? parę dyskotek? ... w sumie -- czego ona może chcieć? co by sobie wymarzyła a nie powie tego?

Nieee no, poszły konie po betonie. big_smile Teraz to tylko sprawdzić z Baśką, czy na schodach, tam jeszcze wyżej, jest miejsce na ostatnim piętrze. Upewnić się, czy nikt nie widzi i czy bezpiecznie, jak coś, będzie można szybko zbiec na dół i do ciemnej sali się schować, gdzie gra muzyka. Oj będzie całowanko i nie tylko z Baską. Ona na to czeka. Już sobie Ciebie upolowała.

Dyskoteka szkolna to Bal Wszechczasów smile. Poważne sprawy. W głowie mamusia i katolicyzm, ale instynkt wygrywa, no i ta słodycz miękkiego dotyku ciała kobiety.. big_smile.

Czekam na dalszy rozwój wydarzeń tego wieczoru oraz jak bohaterowie i otoczenie zachowają się następnego dnia - kto z kim? jak? gdzie i w którym miejscu? jakie będą plotki i głuchy telefon? big_smile To będzie kluczowy dzień dla uregulowania dynamiki stada na następne miesiące big_smile.

3

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
Gary napisał/a:

czego ona może chcieć?

Gary, uważaj. Nie daj się Baśce.  Dybie na twoją cnote. Co by twoja mama na to powiedziała? Lepiej ucz sie do matury, a Baśce daj spokój, bo do końca życia od alimentów sie nie uwolnisz. Najlepiej już z nią więcej nie tańcuj tylko wracaj szybko do domu, bo pewnie rodzice się już martwia.

4

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Mogłabym się z Baśką kumplować. Też nigdy nie czekałam, tylko działałam. I często w, hm, podobny sposób - niby żartem, a jednak bardzo wprost. I często obiekt działań, tak jak biedny Gary big_smile tutaj, i tak nie był pewien, czego ja właściwie chcę. Mimo że dla pierwszego lepszego obserwatora było to raczej oczywiste.

Ach, ci mężczyźni... Gapy takie trochę. big_smile

5

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
SaraS napisał/a:

Mogłabym się z Baśką kumplować. Też nigdy nie czekałam, tylko działałam. I często w, hm, podobny sposób - niby żartem, a jednak bardzo wprost. I często obiekt działań, tak jak biedny Gary big_smile tutaj, i tak nie był pewien, czego ja właściwie chcę. Mimo że dla pierwszego lepszego obserwatora było to raczej oczywiste.

Ach, ci mężczyźni... Gapy takie trochę. big_smile

Przecież Gary jest bardzo bystry! Od razu zobaczył, co Sławek z Aśką kręcą.

6

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

@Gary, czy to jest opowieść interaktywna? wink

7 Ostatnio edytowany przez Gary (2023-01-30 20:07:36)

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

No właśnie... co tu dalej wymyślić...? smile smile

Dobrze że temat jest "stres na dyskotece szkolnej" a nie "seks na dyskotece szkolnej", bo ... stres już był... a do seksu nie musimy dojść... hehehehe... smile smile

Czy opowieć interaktywna? Nie wiem ... może studium przypadku relacji międzyludzkich...

I chyba nie mogę z Garego takiej ciapy robić... smile smile

8

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
Gary napisał/a:

może studium przypadku relacji międzyludzkich...

czy studium przypadku beznadziejnego?

9 Ostatnio edytowany przez Gary (2023-01-31 17:52:07)

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

W poprzednim odcinku...



-- Yyy? Co mieć...
-- No mieć dziewczynę bliżej niż na odległość ręki...


Wtedy zobaczyłem jak Sławek z Aśką wracają z góry, ...




Wolne utwory się skończyły, chciałem zwinąć się pod ścianę, ale Baśka powiedziała że teraz mnie nie puści, trochę się poobijaliśmy dyskotekowo. Po chwili Baśka nachyliła się do mojego ucha i powiedziała, że musi iść. Oglądnąłem się za nią, a tam Anka w drzwiach ją przywoływała. Zła Anka... wrrr...

Z drugiej strony Baśka gdy przekrzykiwała muzykę do mojego ucha znalazła się jeszcze bliżej mnie, przez na sekundę czułem jej rozgrzany policzek blisko, blisko, przy moich oczach jej ciemne włosy spięte gumką spływały wokół jej szyi i musnęły moją rękę... Hmmm... no w życiu tak się nie zdarza... Dyskoteki są chyba dlatego fajne... i dobrze, że nie uciekłem pod ścianę... Ale ona poszła, to co robić... Zła Anka,... Anka wszystko psuje... Zła Anka, Zła Anka...


Ględząc pod nosem "zła Anka, zła Anka", jak Gollum na Hobbita złodzieja, ktory zabrał Skarb wróciłem pod ścianę. Krzysiu też pod ścianą... Hehe... no też uziemiony...


-- Cóż taki markotny jesteś... Tańczyłeś z Magdą i co?
-- No i tyle... teraz tańczy tam -- i pokazał że się bawi z koleżankami, a pewnie z nim zatańczyła dla świętego spokoju
-- Anka i Baśka siedzą w klasie, rozmawiają ze sobą, to może byś poprosił Ankę?


Poszliśmy udając, że czegoś potrzebujemy z szafki, aby wyglądało na przypadkowe spotkanie, a potem Krzysiu odstawił scenkę "OOo.. a Wy tutaj? Może zatańczysz ze mną?". Anka raczej zadowolona poszła z nim. Baśka spojrzała na trzecią koleżankę, ona powiedziała "Spoko, spoko... możesz iść", wyszliśmy... Wziąłem ją za rękę i chcę iść do środka tłumu... ale ona się opiera... Zbliżyłem się do niej...


-- Nie chcesz tańczyć? -- zapytałem
-- Chyba nie... -- popatrzyła na salę, uśmiechnęła się, potem spojrzała w oczy, dotykając mojej koszulki powtórzyła -- Chyba niekoniecznie...
-- To co? Może sobie gdzieś usądziemy? Albo może pójdziemy się przejść?
-- Hmm... sama nie wiem... nie chcę wychodzić na zewnątrz, bo zimno...
-- Chodźmy się przejść po szkole... na górze są ławki i ciszej...?
-- Hehee... no nie kombinuj... wiem, że tam Staszek był z dziewczyną, ... a Anka jak obczai to wygada mojej mamie, a ta będzie panikować i mi zrzędzić przez długi czas...
-- No to niech nie widać..
-- CZyli?
-- Z drugiej strony budynku są drugie schody...
-- NIeee... nie będę z Tobą spacerowała po szkole przez żadne schody...
-- Ja pójdę tymi co Staszek, co tutaj widać, a Ty idź tymi drugimi...
-- Sama nie wiem... sad


Zaczęła się zastanawiać... powiedziałem "Do zobaczenia za minutę..."...


Poczekałem, aż światła przygasną i szybko pobiegłem w górę aby nikt mnie nie widział...
Przebiegłem wzdłuż korytarza i znalazłem się przy drugich schodach na najwyższym piętrze, gdzie ona miała przyjść.


Czekam i czekam, a jej nie ma...

10 Ostatnio edytowany przez Gary (2023-01-31 17:53:02)

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Czekam i czekam... Nie ma jej. "Może się źle zrozumieliśmy? Może ona jest z drugiej strony korytarza i schody nam się pomyliły..." Przeszedłem korytarz tam i z powrotem... raz i drugi... Bałem się, że ktoś przyjdzie i będzie wypytywał co tutaj robię, tracimy cenny czas... Postanowiłem wrócić na salę, ale drugimi schodami, tam gdzie ona miała iść. 


Na dole są aluminiowe drzwi przeszklone... schodzę w dół i w dół powoli wyglądając zza poręczy, ktoś tam za drzwiami stoi... "Czy to ten ktoś ją wystraszył?... sprawdzę kto i ucieknę...". W dolnej szybie najpierw widzę białe tenisówki, schodzę niżej, pojawiają się czarne ciasne obcisłe dżinsy czy leginsy..., ktoś stoi tyłem do drzwi,  .... schodzę niżej, kurtka z futerkowym kapturem, czarne włosy spięte gumką zarzucone na ten kaptur... po co miałaby kurtkę... Ktoś pilnuje korytarza?   Schodzę niżej, niżej, aby zobaczyć buzię z boku... 


Ech... to ona! Hurra... tylko po co jej ta kurtka... Otworzyłem gwałtownie te drzwi...


-- Dzizas! Co Ty robisz... na górze miałaś być... -- wciągam ją na klatkę schodową...
-- Gary... no wreszczie... nie mogłam otworzyć tych drzwi... ktoś mnie tu zobaczy, a Ciebie nie ma i nie ma...


Złapałem ją za rękę, szybko, cicho przemykamy schodami w górę...


-- Cudownie że czekałaś... jak zbawienie... fajna jesteś... zaangażowana...
-- Mhm... wiem... taka jestem...
-- Tylko po co Ci ta kurtka...  -- pytam po cichu... 
-- Jak Anka będzie robić śledztwo, to powiem, że mnie chłopaki wzięli na papierosa...
-- Paliiiisz? Mamy boisz, a tutaj papierosy...  -- pytam zdziwiony
-- Nie...
-- Głupia wymówka skoro nie palisz, przecież Anka nie uwierzy...
-- Ej Gary, Gary... dziewczyny czasem chodzą z chłopakami, a to nie znaczy, że robią wszystko... zresztą Anka nie będzie tak rozkminiać...


Wpadliśmy w ten ciemny korytarz na górze, ona mnie ciągnie za rękę, szepcze "Tu, tu, ... tu jest okej, nie chcę dalej". Pokiwałem przecząco głową, pokazałem palcem w górę, zobaczyła czerwone oko kamery, aż się skuliła, pociągnąłem ją za rękę, pobiegliśmy dalej. 


Dalej, dalej, szybko, cicho, aż do załamania ścian na środku korytarza. Tam zawinąłem się do ciemnego kąta, którego obczaiłem chodząc wcześniej tam i z powrotem. Plecami zderzyłem się ze ścianą, moja ręka pociągnęła jej rękę, wpadła mi w objęcia szybciej niż sobie to uświadomiliśmy. Jej kucyk plasnął mnie w twarz, zaśmiała się, przeprosiła. Mocno ją przycisnąłem do siebie, poczułem jej rączki obejmujące mnie. I tak zamarliśmy, chwilę trwaliśmy, jak po akcji szpiegowskiej.


-- Zupełnie inaczej niż na parkiecie, tutaj mamy wolność, Staszek wie co dobre... -- pomyślałem


Oczy przyzwyczajają się do ciemności, jesteśmy przytuleni. Opieram się o ścianę, dziewczyna wtulona, mocno, czuję jej ręce wokół siebie, tuż pod moją brodą jej włosy, przez okna wdziera się słabe światło latarni ulicznych, które ledwie oświetla jej buzię. Moje dłonie ślizgają się po jej kurtce, ale czuję jak włosy spięte gumką kiwają się za kapturem i łaskoczą mnie po rękach... Nie chcę jej uwolnić z przytulenia, więc sięgam do włosów tylko końcówkami palców... i myślę co dalej... Hmm... co robić z dziewczyną w takiej sytuacji...

11

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
twojeslowo napisał/a:

Teraz to tylko sprawdzić z Baśką, czy na schodach, tam jeszcze wyżej, jest miejsce na ostatnim piętrze. Upewnić się, czy nikt nie widzi i czy bezpiecznie, jak coś, będzie można szybko zbiec na dół i do ciemnej sali się schować, gdzie gra muzyka.

Mhm... tak się dzieje...



Oj będzie całowanko i nie tylko z Baską. Ona na to czeka. Już sobie Ciebie upolowała.

To zobaczymy... smile smile




Uzytkowniczka napisał/a:
Gary napisał/a:

czego ona może chcieć?

Gary, uważaj. Nie daj się Baśce.  Dybie na twoją cnote. Co by twoja mama na to powiedziała? Lepiej ucz sie do matury, a Baśce daj spokój, bo do końca życia od alimentów sie nie uwolnisz. Najlepiej już z nią więcej nie tańcuj tylko wracaj szybko do domu, bo pewnie rodzice się już martwia.

O nieeee.... to horrror... nie może mama przysłaniać dziewczyn... smile smile



SaraS napisał/a:

Mogłabym się z Baśką kumplować. Też nigdy nie czekałam, tylko działałam. I często w, hm, podobny sposób - niby żartem, a jednak bardzo wprost. I często obiekt działań, tak jak biedny Gary big_smile tutaj, i tak nie był pewien, czego ja właściwie chcę. Mimo że dla pierwszego lepszego obserwatora było to raczej oczywiste.

Mhm... trochę tak... Siano w głowie...


Ach, ci mężczyźni... Gapy takie trochę. big_smile

Pewnie dlatego równieśniczki wolały starszych... smile

12

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Well, well, well. A ja myślałam, że Baśka już uciekła, bo Anka powiedziała swoje, że nie wolno z chłopakami chodzić za rękę, tym bardziej po ciemku, chować się gdzieś po korytarzach, jeszcze wpadnie w sidła podrywacza Staszka i cała reputacja będzie zszargana. Dziewczyny muszą się dobrze prowadzić. Gary natomiast przeżyłby pierwsze pewnie, mocne, odrzucenie i wróciłby smutny i strapiony do domu. Na szczęcie jest mama, ciepły, stabilny i przytulny dom. Tutaj można pod kołderką spokojnie odpocząć i wylizać rany. Następnego dnia w szkole, można udawać głupa, że nic nie było.

Jednak..., Baśka pokombinowała, choć w fabule to jest dość istotny punkt zwrotny i nie wiem, czy złamanie babskiej sztamy i wyłom w dziewczyńskiej relacji nie będzie Baśki sporo kosztował. Stała kumpelka vs chwila z Garym, który za chwilę może się ulotnić i cała szkoła będzie gadać. Ale..., chyba musi się jej baaaaaaaaaaaaardzo podobać, dawno musiała już na nim oko zawiesić, myśleć o nim, teraz albo nigdy big_smile. Raz się żyje.

Sytuację diametralnie zmieniają też papierosy. Akcja zapewne rozgrywa się już w szkole średniej. Tutaj sam zapach jej włosów, czarna gumka, rumieniec, dotyk mogą nie wystarczyć. Co zrobi Gary i Baśka? Odprowadzi ją do domu? Gdzie w tej chwili jest Anka?

big_smile

13

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
twojeslowo napisał/a:

Well, well, well. A ja myślałam, że Baśka już uciekła, bo Anka powiedziała swoje, że nie wolno z chłopakami chodzić za rękę, tym bardziej po ciemku, chować się gdzieś po korytarzach, jeszcze wpadnie w sidła podrywacza Staszka i cała reputacja będzie zszargana. Dziewczyny muszą się dobrze prowadzić.

No właśnie... taka ta Baśka zadziorna... chciałaby się pobawić tak jak chce... ale bezpiecznie smile smile



Gary natomiast przeżyłby pierwsze pewnie, mocne, odrzucenie i wróciłby smutny i strapiony do domu. Na szczęcie jest mama, ciepły, stabilny i przytulny dom. Tutaj można pod kołderką spokojnie odpocząć i wylizać rany. Następnego dnia w szkole, można udawać głupa, że nic nie było.

O nieeeee.... aż żal czytać... smile smile



Jednak..., Baśka pokombinowała, choć w fabule to jest dość istotny punkt zwrotny i nie wiem, czy złamanie babskiej sztamy i wyłom w dziewczyńskiej relacji nie będzie Baśki sporo kosztował. Stała kumpelka vs chwila z Garym,

No dokładnie. smile smile Anka nie odpuszcza, zamiast się sama brać za chłopaków, a Baśka jakoś pod jej radarem robi swoje. smile smile


chyba musi się jej baaaaaaaaaaaaardzo podobać, dawno musiała już na nim oko zawiesić, myśleć o nim, teraz albo nigdy big_smile. Raz się żyje.

No chyba że Baśka to taka dziewczyna bardzo "otwarta", tylko nikt o tym nie wie... smile smile




Sytuację diametralnie zmieniają też papierosy. Akcja zapewne rozgrywa się już w szkole średniej. Tutaj sam zapach jej włosów, czarna gumka, rumieniec, dotyk mogą nie wystarczyć. Co zrobi Gary i Baśka? Odprowadzi ją do domu? Gdzie w tej chwili jest Anka?
big_smile

smile smile Myślę, że szkoła średnia... kiedy większość nie miała jeszcze "peirwszego razu".

14

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

To ja swoją szkołę średnią wspominam inaczej. Tam już się tak dziko nie zachowywano, pary były czymś zupełnie normalnym. Takie podchody i chichoty w związku z płcią przeciwną to w wieku 13 lat może były. tongue

15

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
SaraS napisał/a:

To ja swoją szkołę średnią wspominam inaczej. Tam już się tak dziko nie zachowywano, pary były czymś zupełnie normalnym. Takie podchody i chichoty w związku z płcią przeciwną to w wieku 13 lat może były. tongue

Tak, Gary pożenił zachowania z podstawówki i szkoły średniej big_smile. W szkole średniej były już papierosy, wagary i pierwsze stabilne pary. Nawet planowało się wspólny wyjazd na studia. Dyskoteki i inne balangi były już w lokalach albo w domach kolegów i koleżanek.

16

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
twojeslowo napisał/a:
SaraS napisał/a:

T... Tam już się tak dziko nie zachowywano, pary były czymś zupełnie normalnym. ...

Tak, Gary pożenił zachowania z podstawówki i szkoły średniej big_smile

Hmmm... to załóżmy, że mi się w głowie wszystko miesza... to co było 20+ lat temu i 10+ lat temu... smile smile

17

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Ciekawa opowieść, ale niestety takie sytuacje się nie zdarzają smile

18

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
Gary napisał/a:

Hmmm... to załóżmy, że mi się w głowie wszystko miesza... to co było 20+ lat temu i 10+ lat temu... smile smile

To też nie powód, aby nie iść dalej smile. Dobrze się to czyta.

19 Ostatnio edytowany przez Gary (2023-01-31 19:39:39)

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
rakastankielia napisał/a:

Ciekawa opowieść, ale niestety takie sytuacje się nie zdarzają smile

twojeslowo napisał/a:

To też nie powód, aby nie iść dalej smile. Dobrze się to czyta.








Oczy przyzwyczajają się do ciemności, jesteśmy przytuleni. Opieram się o ścianę, dziewczyna wtulona, mocno, czuję jej ręce wokół siebie, tuż pod moją brodą jej włosy, przez okna wdziera się słabe światło latarni ulicznych, które ledwie oświetla jej buzię.


-- Mam ją dla siebie, na chwilę... -- rozważam w głowie sytuację -- ... i nawet tak przypadkowo dobrze się ustawiliśmy... Możemy tak trwać i godzinę... bo ja mam ścianę, a ona musi stać przede mną... nie muszę się do niej nachylać, ani na nią napierać... w sumie to ona się teraz pcha na mnie... Hmm... boskie uczucie... dziewczyny normalnie się dystansują, a tutaj przeciwnie...


Wyciągam głowę, aby zaglądnąć na jej buzię, ale tak aby nie poczuła, że się ruszam, bo jeszcze gotowa się cofnąć ode mnie i potem nie będę wiedział co robić. Poniżej włosów widzę jej nos, usta, mruga oczami, patrzy się gdzieś w dal. 


-- Dooobrze się ustawiliśmy... Baśka oświetlona, a ja w cieniu... Wszystko jest dobrze... Ciekawe czy Staszek też tak robi... zresztą nieważne co Staszek... Chętnie bym ją dotknął, włosów, szyi, buzi... ale pewnie jak poluzuję przytulenie, to ona się ode mnie odklei i koniec z bliskością... To co wtedy? Będę ją przyciągał? Gonił jakoś... brrr... zła myśl...


Sekundy mijają, tik, tak, tik, tak... Ona poruszyła się pierwsza... znowu wyciągam głowę, aby obczaić o co kaman. Uśmiecha się do siebie...


-- Jak Ci tam? ... -- cicho pytam... 


...cisza...


-- Yyy... jak Ci tam na dole?     -- chyba nie palnąłem jakiejś bzdury... może nie pomyśli, że jestem taki czy siaki... aaa.. chrzanić to...


-- Jest okej?


-- Taaaaaak...   -- w końcu się odezwała...


-- Czemu się śmiejesz...
-- Bo Ci serce bije jak u królika...
-- U królika?
-- Mhm...
-- No nieeee... raczej czuję się jak wąż, który na haju adrenaliny upolował myszkę i teraz ją dusi...
-- A może nie dusić? Myszka nie ucieknie... hihi...




Poluzowałem uścisk, ona się wyprostowała. Przestała się o mnie opierać. I nie uciekła... Tylko stanęła blisko, blisko. Z powodu braku nacisku od dziewczyny zjechałem trochę w dół po ścianie, bo mi się nogi rozjechały. Ale to było dobre, bo moje oczy znalazły się na wysokości jej oczu, i ona była trochę w zakleszczeniu, otoczona... smile smile 


Uśmiechnęła się, pomachała kurtką na plecach, pewnie jej gorąco, patrzy na mnie... 


-- Dobrze, że serce bije bo są emocje... -- mówię
-- Mhm... no właśnie... lubię emocje...


Złapałem ją w talli, delikatnie pociągnąłem do siebie. Ona jak tancerka, którą tancerz delikatnie popchnie to robi co trzeba, na nowo mnie przyparła do ściany. Zobaczyłem jak nasze biodra i brzuszki się zwarły, wyżej pod jej kurtką piersi wypinały bluzeczkę,  jeszcze wyżej spojrzałem na ani mały ani duży dekolt z łańcuszkiem, szyję z przylepionymi kosmykami włosów, buzię ... i natrafiłem na jej patrzące zadowolone, może oczekujące nawet oczy.


Może dziwnie się na nią patrzyłem, bo uznała, że ma włosy zmierzwione. Sięgnęła ręką do tyłu głowy, ściągnęła gumkę z włosów kręcąc leniwie głową. Potem dała gumkę pod światło, zrobiła fachową inspekcję wyciągając zbłąkane włosy i wyrzuciła je na podłogę. Znałem tę jej gumkę, z lekcji, z klasy... To nie gumka, tylko takie aksamitne kółko z materiału do wiązania włosów.


Włożyla gumkę między zęby. Potem machnęła włosami tuż przed moją twarzą, ale na bok, aby nie musieć znowu przepraszać, palcami roztrzepała gdy wszystkie zwisały w dół jej pochylonej głowy, potem zebrała wszystkie, powoli, od skroni aż do tyłu... Jak już spinała włosy obiema rękami z tyłu głowy, to chyba zauważyła moją minę... jakąś minę...


-- Coś tajemniczo mnie obserwujesz   -- skomentowała
-- A nic, nic... tak po prostu...
-- Powiedz...
-- Fascynujący show wiązania włosów...
-- Hihhi... Garuś, Garuś... nie czaruj... show... smile jak będziesz chciał, to jeszcze kiedyś, może... hihii... smile smile
-- Może teraz? W zwolnionym tempie?
-- Nieeee... to nie na zawołanie... hihi... Musi być spontan...
-- Mhm... Zawsze podobały mi się twoje długie, czarne włosy... najbardziej jak tuż za Tobą wchodziłem do klasy... hehehe... a przed chwilą nawet poczułem je jak się rozbijają rozpędzone na moim policzku...
-- Nie czarne... tylko brązowe... nigdy nie miałam czarnych i nigdy nie będę miała -- ups... prawie agresywnie odpowiedziała


Parę sekund konsternacji...


-- Chyba że Ci się dziewczyny pomyliły... hihi...    -- pewnie chciała złagodzić ton...




Zmieniam temat na bezpieczniejszy...


-- Całowałaś się już?
-- Może tak, a może nie...
-- Czyli nie powiesz?
-- Pomidor...   -- jaki znowu pomidor... co ona mówi... (??)
-- Mam to rozumieć jako >>tak<<?
-- Pomidor...        -- Bleee.. głupia dyskusja... wymyśliła pomidora...


Kolejny zonk...


-- Głupie gadanie, chyba lepiej zamilknę, aby nie psuć... Może czasem lepiej nie mówić... A może trzeba mówić... Kurde... powinni tego uczyć w szkole... -- zacząłem sam w głowie ze sobą dyskutować

20 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2023-01-31 20:41:28)

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Podejrzewam, ze twoim glownym kryterium przy wyborze klawiatury jest niesmiertelnosc kropki.

Btw. Ty na trzezwo nie piszesz tych historii?
Dragi, alko czy jakas przedtreningowka na 1.3-Dimethylamylamine?

21

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
Gary napisał/a:

Z powodu braku nacisku od dziewczyny zjechałem trochę w dół po ścianie, bo mi się nogi rozjechały. Ale to było dobre, bo moje oczy znalazły się na wysokości jej oczu, i ona była trochę w zakleszczeniu, otoczona... smile smile

@Gary - rozjechałeś się jak do teledysku Ace of Base - ''All That She Wants'' big_smile big_smile

Gary napisał/a:

Może czasem lepiej nie mówić... A może trzeba mówić... Kurde... powinni tego uczyć w szkole... -- zacząłem sam w głowie ze sobą dyskutować.

Ty jej jeszcze nie pocałowałeś?!? big_smile big_smile big_smile

22

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
JohnyBravo777 napisał/a:

Podejrzewam, ze twoim glownym kryterium przy wyborze klawiatury jest niesmiertelnosc kropki.

Kropka jest w wtedy, kiedy udzielając wywiadu przed kamerą mówiłbym "yyyyy", albo wtedy gdy pauza... smile smile


Btw. Ty na trzezwo nie piszesz tych historii?
Dragi, alko czy jakas przedtreningowka na 1.3-Dimethylamylamine?

Załóżmy że nie na trzeźwo... smile smile tak będzie bezpieczniej... smile

23 Ostatnio edytowany przez Gary (2023-01-31 22:30:04)

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
twojeslowo napisał/a:

@Gary - rozjechałeś się jak do teledysku Ace of Base - ''All That She Wants'' big_smile big_smile

Oo... sprawdzę smile smile Pamiętam to.


Ty jej jeszcze nie pocałowałeś?!? big_smile big_smile big_smile

Hmmm... ale jaki mamy czas... wyszedłem z klasy, minuta rozmowy, bieg na górę, czekanie parę minut, ze dwa/trzy razy po korytarzu, dół, biorę ją, przemykamy się, ... no i teraz już można się całować... ale przytuliliśmy się, dialogi to pewnie z pół minuty, zawiązała włosy... Blisko ze sobą jesteśmy 3 minuty? Hmm... 4? smile

Najważniejsze, że wszyskto zmierza póki co w dobrym kierunku... A dziewczyna chętna, blisko... mmmm...   Czy to już ta sytuacja w której wystarczy nie zepsuć? smile

24 Ostatnio edytowany przez Gary (2023-02-01 17:16:54)

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Odcinek numer ... któryś tam. Spoiler -- jeszcze się nie całujemy...
Disclaimer na błędy i nieścisłości -- 1.3-Dimetylkochloraminocytozyna...






Postanowiłem mniej mówić, bo dziewczyna blisko, czas biegnie. Ona przede mną, jej ręce miziają mnie delikatnie po klatce piersiowej, paluszkami dotyka guzików, oczy jej błądzą to tu, to tam, jakby nie wiedziała co może, a czego nie. Hmm... pewnie oboje trochę tak niepewnie się czuliśmy. Spojrzałem w dół, a tam moje ręce znikają pod jej kurtką, gładziłem ją po bokach, po obcisłej bluzeczce dyskotekowej. Sięgnąłem dalej, plecy napięte, rowek kręgosłupa, zjechałem palcami niżej, przed pupą się zatrzymałem, aby nie czuła się obmacywana.


Nie może być obmacywana, bo ustalaliśmy, że temat wątku brzmi "seks" a nie "stres", czy na odwrót... a niech będzie nawet "streks na dyskotece" -- tak mogłem dać... zresztą wszystko jedno skoro tego na trzeźwo nie piszę. Czyli ręce były prawie na jej pupie ciasno zapakowanej w dżinsy, ale wróciłem wyżej aby było poprawnie.


Wróciłem wyżej. Wyżej, czyli tam gdzie kończą się dżinsy, a zaczyna bluzeczka. Zrolowałem bluzkę palcami do góry. Nad granicą dżinsów dotknąłem wypukłe fałdki ciała, "Hehehe... tak się zapakowała w te dżinsy, w dotyku mega seksi", na jej gładkiej skórze rozpłaszczyły się moje dłonie, przycisnąłem ją mocno do siebie. Palcami jeździłem po jej ciałku, taka rozgrzana była pod kurtką, opuszkami palców znalazłem dołki wenus, a między nimi palce zapadły się na kręgosłupie, gdzie rozmazałem spływające kropelki potu.  


-- Uuuu... ale się poświęca... cała zgrzana, pewnie jej z tego powodu źle... Sama sobie tak zrobiła, po co kurtka. Chociaż ja nie lepszy, bo mi z rozjechanymi nogami niewygodnie. Z drugiej strony mam jej buzię na moim poziomie i możemy się całować...


Moje rozmyślanie przerwał widok patrzących na mnie oczu. Coś chciała. Nie zapytam co, aby nie psuć atmosfery kolejnym głupim tekstem. Chciałem ją już całować. Gumka nie trzymała dobrze włosów, bo znowu wchodziły jej na skronie i policzki. Zauważyłem jakie ma wyraźne brwi, które pewnie analizuje przed lustrem wieczorem gdy myje zęby, niżej oczy szeroko otwarte w ciemności, nosek, usta. Usta, usta... chcę je całować. Mmm... już czas. Ona też mnie lustruje, czeka na mój ruch.


Chcę się pochylić, bo jest ode mnie na pół łokcia, ale jak się ruszę, to mi nogi całkiem się rozjadą i po prostu glebnę na szkolną posadzkę. A jak ją przyciągnę do siebie, to razem spadniemy, bo przecież ja nie spadam tylko dlatego, że ona się na mnie pcha... albo raczej dlatego, że ja ją do siebie przyciskam, a ona się temu poddaje. Chyba zobaczyła mój paraliż w tej pozycji, pewnie miałem błagalne spojrzeie "Ratuj, ratuj...". Lekko uśmiechnęła, zrobiła dziubek ustami, jakby mi chciała całusa wysłać, całusa z daleka, daleka, nieosiągalnymi w tej chwili ustami. 


-- Śliczny dziubek... jak do zdjęcia... --    powiedziałem do niej bo mi się spodobało, że to co na zdjęciach zazwyczaj widzę, to tutaj mam teraz blisko i realnie


-- Do zdjęcia... sad ... na pewno... --   markotnie powtórzyła, spojrzała na na podłogę, włosy zasłoniły jej czoło, ucho, zwróciła się w stronę okna, skąd dochodził blask latarni obok szkoły i tak zamarła.


Miało być tak pięknie, a jest jak zwykle.


-- O co jej może chodzić. Przecież nic złego nie powiedziałem. Chciałem się całować, no ale jestem przygwożdżony w niewygodnej pozycji, a przecież chciałem być na jej wysokości tylko, więc mogłaby coś zrobić, abyśmy się całowali, a nie tylko stać i robić miny -- analizuję, analizuję


-- Mogła coś zrobić, skoro taka niby śmiała i odważna, a może nawet doświadczona...


Tik, tak, tik, tak... sekundy płyną...


-- Ej Gary, Gary... jakiś ty nieopierzony, przecież zrobiła dziubek, aby ją całować, a Ty znowu zepsułeś. Skąd ma wiedzieć, że Ci ciężko tak stać. Miałeś milczeć... Ale dooobra... to trzeba jakoś ogarnąć sytuację, tylko jak... Skoro się odwróciła, atmosfera do bani, to ja się jednak ułożę na tej ścianie wygodnie.


Nie puszczając jej bioder, aby Baśka nie uciekła, podniosłem się, przełożyłęm ręce na jej plecach wyżej, trzymając ją pod łopatkami przycisnąłem znowu do siebie. Była bardziej sztywna niż na początku, ale wciąż uległa. Nic to. Ważne, że miałem ją już najbliżej jak się da, jak się da stojąc we dwoje pod ścianą w ciemnym korytarzu w szkole. Gdyby teraz odwróciła głowę, to nasze usta by się spotkały i byśmy się całowali. Wiem, ona teraz tego nie zrobi.


-- Fajna Baśka... -- myślę -- siedzi zawsze tam z tyłu, taka niedostępna, a teraz tutaj ze mną, nie dystansuje się, sama chciała, chętna i oddana. Ale to coooo teraz? Na filmach Kevin Costner pewnie wziąłby ją za bródkę i skierował do siebie...


Sięgnąłem ręką do jej policzka, czule pogłaskałem, nie rusza się jak kamienny posąg. To źle, to źle. Zjechałem palcami niżej na jej szczękę (sorki za medyczne określenie), i opuszkami palców, delikatnie jak motylek, chcę ją przekręcić w moją stronę (przecież Kevin Costner nie robi z ręki imadła jak Rambo, to nie 50 twarzy greya, ani 365 dni Lipińskiej). Delikatnie. Powoli. Naprawdę jak motylek. Liczyłem na to, że tak jak na początku gdy ją lekko dotknąłem, a ona jak tancerka do mnie przywarła mocno, to teraz się odwróci głowę i będziemy się całować. No nieee... Niestety... Ona nie tylko się NIE odwróciła, ale drgnęła nerwowo, aby przepędzić mój dotyk.


-- Wrrrrrrrr... Po randce... chociaż to nawet nie jest randka... Parę minut miziania, zabawy i tyle... -- znowu analizuję w głowie


Sekundy tik, tak... Myśli atakują jak błyskawice w czasie jesiennej burzy.


-- Pewnie zaraz powie z kwaśną miną "Musimy iść...", wyswobodzi się z przytulenia, da sztuczny uśmiech, całusa w policzek, bo wypada, pójdzie sobie i będzie meeega zonk... giga hiper zonk... taki do końca szkoły. Uraz na całe życie do grobowej deski. Zamiast filmowego całowania, to filmowy obciach... Ile jeszcze mamy czasu? ... Eeee... Gary, czas to Ci mija na romyślaniach... Sam zobacz -- dziewczyna w twoich objęciach, jej włosy czujesz na swojej twarzy, a Ty robisz rozkminki w głowie... poza tym jak się gada głupoty, to tak się ma... Trzeba było słuchać dziadka, że >>dziewczynom się nie odmawia<<, a nie głupkowato wtedy z niego śmiać.


Dobra. Myśli na bok. Obiektywnie sytuacja jest świetna, mam swobodę, dziewczyna cała dla mnie. Zatopiłem nos w jej włosach, nie uciekła. Nosem i ustami przejechałem po jej włosach w lewo, w prawo. Trafiłem jej rozgrzany policzek, pocałowałem ją. Kamienny posąg drgnął jak w bajkach, poruszyła się. Leniwie oderwała wzrok od okna, teraz patrzyła trochę w dół, wydawało mi się, że się uśmiechnęła, a jej ręce mocniej mnie złapały. Czy się przytuliła, czy tylko łapała aby się nie przewrócić -- nie wiem, nie analizowałem, aby znowu nie wpaść w rozmowy sam ze sobą.


Ważne, że ona tu jest. Poczułem jak jej paluszki głaszczą mnie bo bokach, leniwie rusza głową, więc przytuliłem się policzkiem do jej głowy.


Zobaczyłem jej włosy tam z tyłu głowy, luźno spięte gumką, wlewające się do kaptura. To te same włosy, które tylko widywałem z daleka, albo z bliska... z bliska tylko przypadkiem, tylko czasem, tylko ukradkiem. Serce zabiło, adrenalina uderzyła w głowie, bardziej widziałem niż prowadziłem swoją dłoń, która szybko złapała jej wszystkie włosy, całego kucyka, z gumką, tuż przy jej głowie...

25

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Filmów zaległych i książek nie mam, pracować tyle co dawniej mi się nie chce, więc nawet fajnie się pisze tę historię, jak pamiętnik.
Jedziemy dalej... smile smile


W poprzednim odcinku... Jej włosy tam z tyłu głowy, kucyk, gumka... Serce zabiło ... bardziej widziałem niż prowadziłem swoją dłoń, która szybko złapała jej wszystkie włosy, całego kucyka, z gumką, tuż przy jej głowie...

Piszę "kucyk", ale to nie taki kucyk, że spięty mocno przy głowie, odstaje do tyłu i jak poruszyła głową, to wiszące włosy się kiwają w powietrzu. Baśki czarne włosy spływały z głowy swobodnie w dół, ale na wysokości szyi przechodziły przez gumkę, która to gumka zbierała włosy razem w jedną zwartą stróżkę. Gumka zawsze była z takiego materiału aksamitnego. Obraz jej włosów mam w głowie z sytuacji gdy wchodziłem za nią przez drzwi do klasy po przerwie (czyli zanim się całowaliśmy to wiedziałem, że jej czubek głowy sięga do mojego nosa), oraz jak była wywoływana do tablicy. Siedziała z Anką z tyłu, więc jak tylko słyszałem że Baśkę wołają, to czekałem aż będzie obok mnie przechodzić. Najpierw mijała moją ławkę i widziałem jak jej włosy kołyszą się na plecach. Później musiała odpowiadać przy tablicy, i fajnie było ją oglądać w takiej niekomfortowej sytuacji, bo choć w miarę dobrze się uczyła, to chyba często improwizowała. Później wracała do tylnej ławki, przytrzymując włosy ręką przy skroni, i patrząc pod nogi, aby nie potknąć się na plecakach przy ławkach.

Zawsze się zastanawiałem jak ona to robi, że ta luźna gumka nie spada, a jak spada, to czy ona o tym wie, bo przecież tego nie czuć. W późniejszym okresie ze sobą chodziliśmy to poznałem rozwiązanie zagadki, było bardzo proste -- Baśka po prostu notorycznie gubiła wszystkie gumki, i potem nie pamiętała czy wyszła z domu ze spiętymi włosami, czy rozpuszczonymi. Miała w domu całe ich pudełko. Anka jej mówiła "dlaczego nie zepniesz włosów na podwójnie", a Baśka odpowiadała "Tak, wiem, że gubię, ale tak jak robię jest mi dobrze.". Miała też trochę innych wg mnie dziwnych rzeczy -- nigdy nie nosiła skarpetek, nawet do skórzanych butów zimowych, a sznurówki miała zawsze na stałe zawiązane, więc nogi do butów na siłę wpychała kręcąc piętą. Niszczyła zapiętki, była strofowana przez mamę.


Wtedy na tym naszym dyskotekowym pierwszym całowaniu, gdy sięgnąłem do jej kucyka, to złapałem tak zachłannie, że aż ją musiało zaboleć, bo cicho stęknęła i mnie palcami mocno w boki uszczypnęła. Zasyczałem z bólu, powiedziałem "sorki" i poluzowałem uścisk dłoni. Myślałem, że powie "Ej co robisz!", "Ał boli!", "Oszalałeś?" -- jak to dziewczyny w klasie, gdy tylko ktoś je dotknie. Na szczęście cisza. A nawet lepiej: Baśka wcisnęła głowę pod moją brodę i mocniej się wtuliła.

Miałem jej włosy w ręce, uniosłem rękę w górę, kosmyki włosów uciekały jeden za drugim gilgocząc mnie w skórę dłoni i wpadały do kaptura z futerkiem. Gruby kucyk stawał się coraz cieńszy i cieńszy, aż całkiem znikał z mojej dłoni. Powtórzyłem sobie ten show. Trochę zawstydziłem, że dziwnie się zachowuję, ale pomyślałem, że jak ktoś głaszcze kotka i to nie jest dziwne, to tym bardziej jak pobawię się dziewczyną, to też nie jest dziwne. Głaskanie dziewczyny, czyli głaskanie człowieka jest normalne, daje emocje, a głaskanie zwierzęcia niekoniecznie. Dlatego bez skrępowania znowu i znowu brałem jej włosy w górę i przelewałem je do kaptura.

Gumka się ześlizgiwała coraz niżej, a gdy całkiem spadła, to schowałem ją do kieszeni. Wtedy nie wiedziałem, że ona te gumki gubi. Baśka była we mnie wtulona, więc tylko poczułem na klatce piersiowej, że się uśmiechnęła. Odsunęła głowę i zapytała:

-- Cooo? Anka mówiła, że je gubię ciągle?
-- Gumki? Nic nie wiem. Schowałem bezpiecznie, nie zginie.


Włosy rozpuszczone, w nieładzie, część w kapturze, część poza. Podniosła głowę do góry, roztrzepała machając głową na boki. Poczułem jak włosy przemknęły po wierzchu mojej dłoni kilka razy, a potem ją zakryły. Dłoń przywierała do jej skóry, tam z tyłu głowy, pod włosami, na szyi okropnie zgrzanej, a jak mi jeszcze włosami zakryła rękę, to poczułem jakbym trzymał dłoń pod jakąś lampą ogrzewającą terrarium. Najpierw pomyślałem, że Baśka się poświęca cierpiąc z gorąca, ale zaraz się ucieszyłem, że "ją mam, trzymam za szyję, mocno i konkretnie, a ona w ogóle nie ucieka, więc jest okej". smile smile W ciemności widziałem swoją rękę, która znika pod jej włosami, jej policzek prawie opierał się o moje przedramię, oczy miała zamknięte, trwała tak unieruchomiona, zablokowana.

-- Boskie usteczka, mięciutkie i wypięte dla mnie... -- pomyślałem

-- Zrobisz dziubka? smile smile    -- zapytałem
-- Nieee-e-eee...     -- uśmiechnęła się zadziornie, ale bez śladu po mini-fochu, tym moim "faux pas", wcześniej

Nie zrobi dziubka, ale jej promienny uśmiech zinterpretowałem jakby słowa "ten numer już był, jest spalony, jestem ciekawa co dalej".

-- Zamknij oczy i powiedz do mnie >>Rób co chcesz<<...   -- chyba nawet sam się zdziwiłem, że to wyszło z moich ust.

Nic nie powiedziała, ale natychmiast zamknęła oczy, "pełny uśmiech zabawowy" zamieniła na tajemniczy "półuśmiech Mona Lisy", skierowała głowę w górę, tak że nasze nosy się prawie dotykały.

Pocałowałem ją. Wreszcie.

Najpierw delikatnie, taki tylko buziaczek, całusek, w sam środek jej ust. Wyobrażałem sobie, że dziewczyny mają miękkie usta, ale jej były raczej twarde, więc może takie miała albo napięła jak ją dotknąłem, może powstrzymała uśmiech.

Krępowało mnie, że z powodu zimy moje wargi były spieczone i że dziewczyna może pomyśleć, że jestem jakimś szorstkim ogrem. Ale co tam -- nie ruszała się, była w moich rękach, usta przy ustach, więc ją całowałem. Kilka razy, miejsce w miejsce, całe jej usteczka.

Delikatnie zahaczyłem czubkiem języka jej wargę na środku, nie zareagowała. Nacisnąłem na usta, nie zareagowała. Pogładziłem językiem z lewej na prawą i z powrotem. Leniwie uchyliła oczy.

-- Takie są, bo zima...  -- wyszeptała
-- Boszzzz... ja ją całuję, a ona rozmyśla, czy ma gładkie usta. Albo co gorsze może uznała, że sprawdzam czy ma gładkie. -- pomyślałem

Nic się nie odezwałem, patrząc w jej oczy przymrużone, minimalnie, ledwie, ledwie pokiwałem głową jakbym chciał jej szepnąć "Nie Basiu, nie teraz, teraz jest wszystko super, jesteś wspaniała...". Poczułem jak jej dłonie zaciskają się na moich bokach, jak jej noga wjechała na moje udo, oczy jej stały się takie duże i cudowne, wolne, bezmyślne, rozchyliła usteczka i zaczęliśmy się całować, namiętnie, języczki flirtowały niespiesznie, usta się pieściły, ocierały, zgniatały, muskały.

Powiedziałbym, że całowaliśmy się jak na filmach, jak Sylwester Stallone i Sharon Stone pod prysznicem w Specjalista, albo jak para aktorów (nie znam nazwisk) w wannie w filmie Angielski Pacjent. Ale tak nie było, nasz film byłby nudny, bo przecież nie da się nakręcić kamerą rzeczy, które czuć, które dzieją się w naszych głowach. Na filmie byłoby widać tylko, że po prostu staliśmy blisko siebie, bardzo blisko, w mocnym zwarciu i całowaliśmy się, długo i ciągle tak samo, prawie nic się nie działo.

Prawie... Bo czułem jej objęcie, mocne, zdecydowane, a jej paluszki wędrowały po mojej koszulce, wyżej i niżej, kręciły się w kółko tam i z powrotem. W prawej ręce trzymałem jej szyję, mogłem ją ściskać mocniej i słabiej, Baśce chyba było dobrze, bo raz się na mnie pchała mocno, potem lżej, potem znowu mocniej. Mogłem iść dłonią na kark, w górę pod włosy, czuć jak przesuwają się po mojej skórze.

Lewa moja ręka przestała przyciskać Baśkę do mnie, bo sama przecież napierała, więc powędrowałem dłonią w dół, przez plecy, przez talię, biodro, aż na jej udo, okrążyłem nogę, dłoń z oporem wjechała na jej pupę, ścisnąłem ją delikatnie, potem mocniej, i jeszcze mocniej, Baśka się napięła, poczułem jak się przesunęła w górę, jak jej piersi mnie bardziej nacisnęły, pewnie stanęła na palcach w tych białych tenisówkach. Przesunąłem dłoń, mocno, mocno w górę, na pas, potem dołki wenus, wyżej i wyżej aż pod podwiniętą wcześniej bluzeczkę. Na plecach poczułem totalnie mokrą skórę, masowałem ją całą dłonią, paluszkami czułem pasek od stanika, chciałem wyżej do karku, ale już ręka blokowała się na naciągniętej bluzce.

W trakcie całowania mieliśmy raczej zamknięte oczy, ale raz po raz każde podglądało drugie. Momentami jednak nasze spojrzenia się spotykały. Zapadałem w jej oczy, takie spokojne, zadowolone, w których nie było żadnego pytania, żadnej wątpliwości, żadnego wyrazu, tylko jakby goła dusza, bez żadnej tarczy ochronnej. Kręciło mi się w głowie od tych niemych spojrzeń, a Baśka w moich ramionach jakby miękła, potem zamykała oczy i znowu na mnie naciskała całym ciałem, czułem jak przestępując z nogi na nogę raz jedno udo mnie naciska, raz drugie, raz jej głowa była niżej, a raz wyżej gdy wspinała się na palcach.

Sekundy wlekły się powoli, tiiiiik, taaaak, tiiiiiiiiiiiik, taaaaaaaaaaaaaaaaak... Czas się dla nas zatrzymał, abyśmy byli razem, najbliżej jak to możliwe.

Baśka przerwała całowanie pierwsza. Dała dłoń na mój policzek, popatrzyła w oczy czule i cicho powiedziała "Chyba musimy już iść..". Przytaknąłem głową, bo nie wiedziałem czy to trwało kilka czy kilkadziesiąt minut. Przytuliłem ją mocno łapiąc pod pachami i za plecy, moje usta wylądowały na jej szyi, pogładziłem szyjkę ustami i nosem, chociaż może bardziej się o tę szyję ocierałem, bo jej skóra była zgrzana i wcale nie gładka od wyschniętego potu. Ona też się przytuliła, też mocno. Rozłączyliśmy się, stojąc znowu na wyciągnięcie ręki poprawiła włosy, pomachała kurtką na plecach aby się przewietrzyć, na pożegnanie dziubnęła mnie w usta ostatnim całusem mówiąc "Papa, do zobaczenia na dole" szybko odeszła i zniknęła za rogiem.

Ściana była twarda i może zimna, więc rozruszałem kręgosłup sprawdzając, czy nie dostanę postrzału od zmrożonych a spoconych pleców, a nawet jeśli, to było warto. Potem stałem zamyślony patrząc w okno, trochę oszołomiony jakby przypominając sobie co się przed momentem tutaj działo. Trzeźwość umysłu wracała w rytm dudnienia dyskoteki. Usłyszałem rozchodzący się w korytarzu trzask aluminiowych drzwi, czyli Baśka wyszła z klatki schodowej na korytarz dolny. Poradziła sobie z tymi drzwiami... to dobrze, bo w sumie powinienem był tam z nią iść i jej pomóc. Powoli pospacerowałem w tamtą stronę, aby zejść dyskretnymi schodami, a nie tymi, którymi Sławek prowadził dziewczynę przy holu gdzie ludzie się bawili.

Gdy tylko znalazłem się na dolnym jasnym korytarzu, to wpadłem na zaaferowaną Ankę z tą trzecią dziewczyną co była w klasie.

-- Gary... to Ty... a co robiłeś na górze? -- Anka pytała... w odwrotnej sytuacji wstyd by mi byłą ją tak wypytywać
-- Poszedłem tam do ubikacji, bo tutaj śmierdzi papierosami...

Nie byłem świadom, że mam w ręku gumkę z włosów Baśki i jeszcze nią wymachiwałem przed Anką pokazując gdzie śmierdzi.

-- A skąd masz gumkę Baśki?   -- od razu zapytała Anka
-- Nie wiem czyja, leżała tu na schodach   -- i pokazałem w stronę drzwi, które prowadziły na zewnątrz szkoły
-- Tak, to jej. Ona ciągle gubi. Daj mi to...

Anka wyrwała gumkę z mojej ręki.

-- Widziałeś ją? Nie wiesz gdzie poszła? Kurtki nie ma, a są jej buty w klasie. Przecież w tenisówkach po śniegu nie mogła iść?
-- Nie mam pojęcia. Tańczyliśmy, a potem poszła Cię szukać.



Po dyskotece zbliżyliśmy się z Baśką, ale to trwało długo, bo młodzieńcze błędy i zahamowania, a gdyby nie kilka prawie przypadkowych gestów, to pewnie nie bylibyśmy parą. Potajemne randki, coraz śmielsze, w końcu seks. Nie obnosiliśmy się z naszą relacją, nie całowaliśmy się gdy inni patrzyli, nie chodziliśmy za rękę jak papużki nierozłączki, rzadko staliśmy ze sobą na przerwie, nie siadała mi na kolanach w towarzystwie. Było dyskretnie, było jak dawniej, ona z Anką, a ja z kolegami. Może nawet wyglądaliśmy jak para, która gdzieś tam czasem się pojawia, nikt nie wie czy oni coś razem robią, czy są ze sobą, może to raczej kolega i koleżanka z podwórka, co się znają od piaskownicy i stąd takie oswojenie z dotykiem.

W rzeczywistości seksiliśmy się ciągle, zawsze gdy była okazja, wszędzie gdzie było bezpiecznie, to było szaleństwo. Czuliśmy się się jakbyśmy wchodzili do świata seksu jak Alicja na drugą stronę lustra, albo jak dzieci z Opowieści Narni do magicznej szafy. Byliśmy tam, a potem wracaliśmy do realu z wirującymi głowami, zmęczeni fizycznie.

Wchodziłem do klasy, witałem się z kolegami, ktoś się cieszył, że się całował, kto inny że poderwał laskę do kina, a ja miałem w głowie wczorajszą randkę. Wciąż czułem jej chłodne uda na moich policzkach, jeszcze miałem przed oczami jej wyraz twarzy jak leżała nieruchomo gdy lizałem jej cipkę, jeszcze czułem miękkie nogi po orgazmie jaki wczoraj z nią przeżyłem. Tam z tyłu klasy stała ona, Baśka, stała jak zawsze -- przy ławce i rozmawiała z Anką o czymś, wyciągała książki na pierwszą lekcję, wyglądała zwyczajnie, normalnie, spokojnie.

Wszystko mi się mieszało w głowie: szkoła, lekcje, WF, obiad, seks, polski, matma, wieczór, lekcje, rano, szkoła, seks, piłka, wieczór, szkoła, angielski, sobota, sprzątanie, obiad, spacer, seks, wieczór, zakupy, impreza, seks, rano, lekcje, obiad. Obecność w obu tych światach, które intuicyjnie separowaliśmy, przeskakiwanie pomiędzy nimi, przechodzenie do magicznej krainy przez lustro czy szafę, szybkie powroty, powodowały że czasem się zastanawiałem co jest prawdą, a co fikcją.

Baśka też tak czuła, razem przez to szliśmy.

Mówiła "Przyłapuję się na lekcji, że patrzę na Ciebie jak siedzisz w ławce z przodu, mam przed oczami obrazy z naszej randki, myślę że to wspomnienia, analizuję jak dawno temu to się wydarzyło, potem myślę, że to przecież wczoraj, że to ledwie kilkanaście godzin temu.".

Albo "Rozmawiam z Anką, nie mogę się skupić, słyszę jej słowa, ale nie wiem co mówi, bo patrzę na Ciebie. Ty jesteś na końcu korytarza z chłopakami, rozmawiacie, poszukuję twojego spojrzenia, albo chociaż jakiegoś znaku, który potwierdzi, że to się dzieje, ale Ty na mnie nie patrzysz, niepokoję się, czy to tylko moja wyobraźnia płata figle, tłumaczę sobie, że teraz jesteśmy w realu, w szkole i nie mogę tak się rozkojarzać, ani tym bardziej Anki tak traktować, bo przecież będziemy znowu razem blisko za dzień, dwa, trzy a może nawet dzisiaj."

Kiedyś stała przede mną, obejmowała mnie, ja ją, stała na palcach, jej piersi na mnie naciskały, oczy się patrzyły a jej usteczka mówiły "Teraz mamy złote lata, nasze najpiękniejsze, cudowne lata, chciałabym to wszystko na zawsze pamiętać. Ty też tak masz?".

Nie powiedzieliśmy sobie, że ze sobą chodzimy. Nie mówiliśmy, że się kochamy. Nie planowaliśmy przyszłości. Może to było dziwne.




Baśka miała kompleksy. Za wzór zawsze stawiała Ankę, mówiła "Anka jest laską, a ja nie". Ponieważ Baśka nie uważała się za atrakcyjną, nie zwracała uwagę na mężczyzn, którzy się na nią patrzyli, miała na ten temat swoje teorie. Anka była jakby żołnierzem rzymskim lub gladiatorem, w pełnym uzbrojeniu, który był gotowy odeprzeć atak każdego chłopaka, który się zbliżył, a Baśka była żołnierzem, który twierdził, że nikt nie atakuje. Czasem wychodziły z tego mniej lub bardziej śmieszne zdarzenia.




Pewnego dnia siedzieliśmy z ludźmi z naszej szkoły i jakimiś obcymi w dużej klasie, ławki złączone, na środku papiery, nożyczki, pisaki, kleje, bo robiliśmy jakieś artykuły, czy gazetki, czy plakaty, nieważne. Baśka się nie przykłada do pracy i tylko rozmawiała z koleżanką. W trakcie tej rozmowy bawiła się co jej w rękę wpadło. A to długopisem, a to coś skrobała ołówkiem, a to grubym markerem żółtym maziała po kartce.

Widzę, że chłopaki się uśmiechają, patrzą na Baśkę i jej koleżankę. O co kaman myślę. I co widzę? Baśka założyła gumkę recepturkę na ten marker, i jeździ gumką z dołu do góry jak by robiła handjob, masaż penisa. Zajęta rozmową z koleżanką nawet nie widzi, że się na nią patrzą. Zabrałem jej marker.

Wychodzimy z sali, Baśka z tyłu podchodzi, łapie mnie pod ramię (zawsze mocno, tak się na mnie wiesza, że jak idę, to muszę się zatrzymać, ale to lubię, bo jak nie widzę, to i tak wiem, że to ona) i się śmieje:

-- Hihi... jesteś jak moja mama, bo też mi zawsze zabierała rzeczy jak się nimi bawiłam przy stole...
-- Yyy? Jak mama... żartujesz. Wziąłem Ci tylko ten marker...
-- A co w nim takiego szczególnego?
-- Hehehe... no tak... nie czaisz -- założyłaś na niego gumkę i robiłaś handjoba, a chlopcy mieli polew...
-- Eeee... wydawało Ci się, jak zwykle przesadzasz, bo jesteś erotomanem...

No cóż... nie dyskutowałem, bo ona czasem tak miała, że się ubierała wyzywająco, a mówiła, że tylko ładnie, albo leżała na ławce w parku z kolanami w górze i jej spódniczka opadała tak że majtki było widać, a twierdziła, że nikt na to nie zwraca uwagi, bo ma nogi jak każdy człowiek, a mi zarzucała, że mam tylko seks w głowie. Takie rozmowy były już wielokrotnie bez żadnego efektu.


Ale to tylko połowa historii... oto reszta...



Byliśmy w urzędzie, coś załatwiać. Staliśmy w kolejce. Ona przede mną, ja tuż za jej plecami. Jak miała tenisówki, albo buty bez obcasów, to często stała krzyżując nogi, chwiała się na boki i o mnie opierała. Miałem wrażenie że jak jej nie obejmę, to się przewróci. Głaskałem ją po szyi i ramionach, dotykałem włosów. Z bluzki zdjąłem jakieś włosy, które jej wypadły i wyrzuciłem.

-- Muszę iść do fryzjera i je skrócić aby się wzmocniły, bo mi jak widzisz wypadają.
-- Wg mnie są cały czas takie same...
-- Tzn jakie?
-- Takie same w dotyku jak się poznaliśmy, tyle samo ich w dłoni teraz co parę miesięcy temu...
-- Pewnie tak mówisz, abym się nie smuciła...
-- Tak uważam. Doskonale pamiętam jak Cię złapałem za kucyk gdy się całowaliśmy pierwszy raz.
-- No to ile ich było? Tak jakbyś miał pokazać... Pokaż...

Baśka w powietrzu demonstruje jak mogłem łapać jej kucyk i czy było włosów mniej czy więcej.

Parę metrów dalej siedzieli przy stoliku jacyś starsi goście, starsi od nas, jakby studenci 5gego roku, a na pewno przed 30tką. Jeden coś pisał, a drugi czekał i się rozglądał po sali. Ten drugi pochylił głowę coś szepnął temu co pisał, i za moment obaj z uśmiechami patrzyli się na Baśkę.

Baśka wymachuje ręką w powietrzu i mnie wypytuje, abym pokazał, sprawdził. Już miałem jej rękę złapać i ściągnąć w dół, ale przypomniało mi się z historii z markerem po którym jeździła gumką, że mnie porówna do swojej mamy, powie, że przesadzam, oraz że jestem erotomanem.

Chciałem aby Baśka sama się rozglądnęła i zobaczyła. Chwyciłem ją w talii, pochyliłem się do uszka i szepnąłem:

-- Basiu, Basiu, pliiiis, nie ruszaj się teraz.

Ona w takich sytuacjach nie dyskutowała, tylko robiła co mówię, więc zamarła w bezruchu.

-- Ok, dzięki. Nie ruszaj się dopóki Ci nie powiem, dobra?
-- OK. smile
-- Widzisz swoją rękę w powietrzu?
-- Mhm...
-- To jest właśnie ten rozmiar, tyle włosów było. Ale jeszcze coś...
-- Mhmmmmmmm...
-- Nie ruszaj się... Tam pod ścianą, gdzie stolik... Widzisz tych gości, co się na Ciebie patrzą?

Baśka błyskawicznie opuściła rękę wbrew temu, że miała się nie ruszać. Dalej szepczę na ucho:

-- Wiesz... Zobacz... Ci dwaj goście, oraz ja, oraz każdy inny facet, który na nas patrzył, czego myśmy nie widzieli, to my wszyscy mężczyźni wiemy już, że rozmiar twojego kucyka wynosi dokładnie tyle, ile wynosi grubość penisa we wzwodzie.

Baśka zaczęła się śmiać, dostała głupawki, schowała twarz we włosach.

Nie dość, że takie zachowanie w poważnym urzędzie nie wypada, to ci goście pod ścianą zrobili się pochmurni. Musieli widzieć, że pochyliłem się do Baśki ucha, coś zacząłem mówić, ona się na nich popatrzyła, dalej mówiłem do ucha, i zaczęła się śmiać.

Musieli pomyśleć, że to z nich Baśka się śmieje, że coś ironicznego na ich temat powiedziałem Baśce. Nie wiedziałem, czy im wstyd, czy zaraz "dostanę w mordę". Sytuacja kwalifikowała się do ewakuacji. Wziąłem Baśkę za rękę, szybko wyszliśmy, nie protestowała, nie oczekiwała wyjaśnień.

Za to ją ceniłem, że jak były problemy, to ona robiła tak, że te problemy stawały się mniejsze. Jak przy stole zabrałem jej marker, to nie pytała od razu, tylko potem gdy byliśmy sami. Dziewczyny innych chłopaków czasem jakieś fochy publicznie odstawiały, ja wtedy myślałem, jak dobrze mam z Baśką, że z nią jest zawsze łatwo. Jak mówiłem Baśce, że znikamy, że ewakuacja, to nie pytała dlaczego, tylko zabierała kurtkę, torebkę i w moment nas nie było. Jak ona coś chciała, to ja nie pytałem, tylko robiłem czego oczekiwała.

Wypadliśmy z urzędu na chodnik, ona się śmiała i śmiała. Ładna pogoda, w jednym i drugim domu rodzice, więc w takiej sytuacji chodziliśmy do jakiegoś naszego kąta. Jednym z nich był pagórek na końcu parku, gdzie była szopa z narzędziami ogrodniczymi do obsługi parku, było tam drzewo do połowy powalone z wyrwanymi korzeniami, które tworzyły idealne miejsce do siedzenia, taka wręcz sofa wyprofilowana. Między dachem a ścianą szopy chowałem w reklamówce podfoliowany koc plażowy, który wziąłem niby "na piknik", bo mama i tak chciała się go pozbyć bo stary. Rozkładałem ten koc na korzeniu i mieliśmy sofę prawie jak na 3 osoby. Uwielbialiśmy to miejsce, super atmosfera, trawa, drzewa, ptaki, totalny brak ludzi, z pagórka widok na ścieżkę spacerową, dalej rzekę, domy, bloki, i daleko, daleko kolejną górę, gdzie były lasy, łąki i pola rolne. Na jednym z tych pól, gdy było porośnięte dość wysoko zbożem, mieliśmy nasz "pierwszy raz".

Gdy odkryliśmy jakieś miejsce, to po kilku randkach dochodziliśmy do wprawy jak się zorganizować i wszystko działo się błyskawicznie bez słów. Lubiłem nasze rytuały, w kółko i kółko działo się tak samo. W tym miejscu w parku gdzie szopa i korzeń: Baśka się zatrzymywała przy korzeniu, patrzyła w dół na ścieżkę i rzekę, ja szedłem do szopy kilkanaście metrów dalej, wyszarpywałem z pomiędzy desek i dachu reklamówkę z kocem. Wracając do korzenia oglądałem Baśkę z daleka jak czeka z tajemniczym uśmiechem. Rzuciłem plecak na bok, koc z reklamówki wyjąłem, zaścieliłem go na brudnych korzeniach folią w dół i mogłem się na nich "rozłożyć jak król na tronie", czy "Seba na sofie w loży dyskotekowej".

Baśka nigdy mi nie pomagała w rozścielaniu, tylko czekała rozluźniona, aż skończę, aż na nią popatrzę, aż ona będzie mogła się przytulić, albo raczej wcisnąć na mnie, przy mnie, całą sobą jakby chciała mnie przesunąć. Układała się z mojej prawej strony, kładła głowę na moim ramieniu, włosy przerzucała przez ramię, leżąc bokiem kładła nogę na moją nogę, przez spódniczkę albo dżinsy czułem jej górkę łonową na swoim udzie, lewą rękę zawijała pod piersi, a prawą mnie obejmowała. 

Tego dnia, po chwili tulenia w milczeniu, żartowaliśmy i rozmawialiśmy o incydencie z jej dwuznaczną gestykulacją w urzędzie, potem się całowaliśmy, głaskała mnie pod koszulką, i przez spodnie, skończyło się robieniem loda. Pieściła mnie tak jak zawsze, ale gdy tylko było mi twardo, szliśmy do orgazmu, to żartowała o grubości penisa i włosów w dłoni, chciała abym sprawdził, ale ignorowałem te prośby nawet nie otwierając oczu, bo nie chciałem żartów, tylko orgazm, traciłem erekcję rozkojarzony jej mówieniem, więc znowu robiła loda, gdy byłem blisko, to żartowała do siebie, śmiała się z tego, potem znowu loda, i w końcu doszedłem na szczyt.

To była nasza nietypowa przygoda, wśród wielu innych "zwykłych" seksów, lodów i minetek z tego okresu.

Pożytek z wydarzeń, które zaczęły się w urzędzie, był taki, że utarł się nam "w związku tajny sygnał", że jak byliśmy wśród ludzi, na imprezie szkolnej, prywatce, uroczystości rodzinnej, to jak Baśka się z daleka patrzyła na mnie porozumiewawczo i sprawdzała sobie z tyłu głowy grubość włosów, to ja od razu wiedziałem, że ona chce się wyrwać na seks. Wtedy znikaliśmy z imprezy, mijał jakiś czas, i znowu się pojawialiśmy, ale bardziej rumiani na policzkach i uszach.

Anka raz się Baśki dopytywała jaki mamy znak, bo nie rozmawialiśmy ze sobą na imprezie, a widziała, że Baśka i ja zniknęliśmy w jednym momencie. Mama Baśki też nas przejrzała i po pewnych perypetiach Baśka z mamą ustaliły, że możemy mieć seks w pokoju Baśki, a nie włóczyć się po tajemnych kątach, ale tylko wtedy gdy jej ojca nie było w domu.




Napisałem "nietypowa przygoda wśród zwykłych seksów", ponieważ w moich  wspomnieniach nasze zabawy erotyczne zlały się jakby w jedno wspomnienie, jedną przygodę, jeden seks. Jak coś w seksie było dobre, to po prostu to powtarzaliśmy w kółko ciągle i ciągle podobnie. Zmieniało się tylko otoczenie, zmieniały sytuacje, obrazy. Baśka chyba bardziej zwracała uwagę na to, co wokół, a ja koncentrowałem się na niej. W młodości jak ją zaczynałem pieścić, leżała, prawie nic nie mówiliśmy, to nie wiedziałem, czy ona jest zamyślona, czy nic nie myśli, czy robię dobrze, czy może znudzona.

Kiedyś, parę lat później, szliśmy z wózkiem po parku. Czasu było dużo, dziecko spało, to poszliśmy dalej i dalej na ten pagórek, gdzie randkowaliśmy. Doprowadzili tam chodniki, szopy nie było, pochylonego drzewa nie było, miejsce trawy z kopcami kreta zastąpił zadbany trawniczek.

-- Ooo.. pamiętasz jak kochaliśmy się pod tą sosną?  -- Baśka mówi do mnie

-- Hmm... pamiętam milion randek, które tu mieliśmy... pewnie pod tą sosną też.

Baśka swoim zwyczajem złapała mnie za ramię i obciążyła tak, że musiałem jedną ręką puścić prowadzony wózek i oczywiście się zatrzymać. Powinno mnie takie jej zachowanie wkurzać po latach, ale wiedziałem, że ona tego nie kontroluje. Jak ogarnęła ją jakaś spontaniczna radość, to po prostu mnie łapała, a sekundę później zza ramienia wyłaniała się jej uśmiechnięta buzia i nawet nie zdążałem się na nią wkurzyć. Tak zrobiła i mówi:

-- Nie pamiętasz jak koc był bokiem, że widziałam te pola w oddali tam na przeciwległej górze, i traktor jeździł tam i z powrotem. Jak mnie zaczynałeś pieścić, to traktor był na początku pola, a potem gdy się ocknęłam, to był już w jednej trzeciej pola? Pytałam Cię wtedy czy to długo czy krótko, a Ty nic nie mówiłeś. 

-- Nie wiem Basiu czy długo czy krótko. Ja miałem inny widok. Jak spojrzałem w lewo, to twoja zgięta noga opierała się na kocu, trochę nią ruszałaś, kolano w powietrzu było bliżej lub dalej. Jak chciałem spojrzeć w prawo to mój policzek blokował się na wewnętrznej stronie twojego uda, bo mnie oplatałaś nogą wokół szyi i czasami cisnęłaś na plecy łydką, piętą... jak wąż boa.

-- Cisnęłam, bo jak się poznawaliśmy, to mówiłeś, wcale nie myślisz, że noga jest ciężka... smile smile Zresztą wiesz, że lubię Cię tak przygwoździć ustami do cipki.

-- Ok. Słuchaj dalej... Jak spojrzałem w dół, to widziałem twoją mokrą cipkę, a jak przytuliłem się do twojego uda, to słońce wpadało między twoje nogi i wtedy cipka błyszczała w promieniach słońca jakby chciała być odnaleziona.

-- HIhihi... krępowałam się trochę jak przerywałeś i mnie oglądałeś. Dalej się krępuję... chyba... tak myślę...

-- Mogłem jeszcze spojrzeć w górę, ale tam twój goły brzuch, twoje i moje dłonie, splecione lub nie, wyżej twoja podwinięta bluzeczka ... Hmm.. co tam wtedy miałaś? Pamiętam taką elastyczną na guziczki w paski pomarańczowo białe, co Ci się w szkole rozpinała sama na biuście, różne tshirty, taką bawełnianą sztywną szeleszczącą.

-- No tak... wyrzuciłam tę łososiową, bo mnie za bardzo opinała.

-- Jak sięgnąłem wzrokiem w górę, najwyżej, to widziałem twoją buzię w brązowych włosach. Czyli cały mój obraz zajmowałaś Ty, nie było miejsca ani na sosnę, ani na traktor. Oczy miałaś raz radosne, raz zrelaksowane, a może czasem wydawało mi się, że znudzone, bo leżałaś, nic nie mówiłaś, patrzyłaś lewo, prawo, więc nie wiedziałem czy Ci się podoba.

-- Wiedziałeś, bo jak mi się nie podobało, to zawsze mówiłam. Wtedy pod sosną się stresowałam...

-- Czym stresowałaś? Przecież to nie był pierwszy nasz seks w tym miejscu...

-- Sosną się stresowałam. Leżałam i zobaczyłam w górze gałęzie i szyszki na tle nieba, wyobraziłam sobie kroplę żywicy, która spada i trafia prosto w moje włosy i że będę musiała je ściąć. Albo dwie krople żywicy i że stracę wszystkie włosy. Albo że na kocu są krople żywicy, a ja się do nich przyklejam.

-- Hihii... Ech... to miałaś rozmyślania...

-- Chyba przez tę żywicę zapamiętałam randkę. Ale znudzona nie byłam nigdy, może tak tylko wyglądałam. Jak szliśmy na miejsce randki, to nie mogłam się doczekać aż nastąpi ta chwila, ten moment, kiedy mogę się całkowicie wyłączyć, przestać myśleć, kiedy nie muszę nic robić, a Ty jesteś ze mną, a ja poddaję się temu co się dzieje. Siedząc w ławce szkolnej, gdy były te dwie ostatnie lekcje polskiego, myślałam "nie chcę tu być, chcę być już tam na pagórku, jak najszybciej". Obliczałam w głowie za ile minut już będę leżeć w bezruchu, albo przytulona do Ciebie. Nawet dzisiaj jak mi jest źle, to marzę, że przeżywam znowu taką beztroską chwilę.

26

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

...i wtedy za rogu wyszła pani katechetka "Mam was !!!"

(napisy)
(muzyka jak z serialu "Czarne chmury") big_smile

27 Ostatnio edytowany przez Gary (2023-02-07 17:32:47)

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
Misinx napisał/a:

...i wtedy za rogu wyszła pani katechetka "Mam was !!!"

Dżizas! Aż mnie głowa rozbolała... jak to dobrze, że żadnej pani katechetki nie pamiętam. Albo była, tylko musiałaby przechodzić przez dziurę w płocie, albo przedzierać się przez zakrzaczoną ścieżkę, albo wchodzić pod zadaszenie na budowie -- więc raczej to my byśmy mówili "Mamy Cię!!! Gdzie się szlajasz! Hę?".




Abyśmy się mogli z Baśką seksić popołudniami, bezpiecznie, komfortowo, niezauważenie, to musiałem, albo raczej razem z Baśką musieliśmy, zadbać o wszystkie relacje:

-- ja przebranżowić się z regularnego kujona w kogoś, kogo prawie w domu nie ma popołudniami

-- ale tak to zrobić, aby moja matka myślała, że jak mnie nie ma w domu popołudniami, to ona odnosi sukcesy wychowawcze, a nie porażkę życiową

-- rozseparować Baśkę i Ankę tak, aby przyjaźń im się nie wysypała i nie skrzywdzić Anki

-- zamortyzować zderzenie mojej matki z Baśką, bo były jak pociągi pędzące jednym torem z naprzeciwka, a raczej nie zamortyzować, bo by mnie sprasowały na mielone mięso, tylko tak ustawiać zwrotnice na torach, aby się mijały bezpiecznie

-- nie zbliżać się do ojca, który spał jak bulldog, niczego nie widział, ale jak mucha zabzyczała koło ucha, to się wściekał

-- odtruwać naszą relację z wyrzutów sumienia Baśki, że jej mama zawsze była dla niej jak przyjaciółka, której wszystko mówiła, a teraz musi kłamać i kłamać


i oczywiście sami ze sobą musieliśmy się dotrzeć... a chociaż nieee... wcale nie musieliśmy, bo nie mieliśmy ze sobą żadnych problemów smile smile ... żadnych na początku przez wiele lat.

28

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Zaraz, a ile lat w ogóle mają bohaterowie tego eposu ?

29 Ostatnio edytowany przez Gary (2023-02-08 13:49:33)

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
Misinx napisał/a:

Zaraz, a ile lat w ogóle mają bohaterowie tego eposu ?

Uuuu... Wszystko wymieszane, jak wspomnienia.

Gdy się całowaliśmy to schowałem jej gumkę do kieszeni, ale wtedy nie wiedziałem, że ona gumki gubi. Z drugiej strony napisałem, że miała całe ich pudełko, czyli byłem u niej w domu. Byłem później, później, gdy jej mama uznała, że tak dla Baśki lepiej.

W szkole nie pokazywaliśmy, że chodzimy ze sobą, ale parę linijek dalej piszę, że razem staliśmy w urzędzie. To sprzeczne, więc pewnie inny czas. Początek znajomości może liceum 2 lub 3 klasa, chociaż to dziwne się tak czaić z dziewczyną, jak ludzie wtedy zaczynają wtedy ze sobą chodzić, więc może 8 ma klasa (?). W urzędzie razem może byliśmy na początku studiów. 

O żywicy sklejającej włosy Baśka mówiła jak szliśmy z wózkiem.

Wiele nieścisłości. Napisałbym, że siedziała pół dnia z nosem w telefonie, ale raczej czytała książkę, bo przecież komórek nie było. Wystraszyliśmy się kamery, ale to raczej było światło z pokoju nauczycielskiego w przeciwległym skrzydle, bo kamer nie było raczej.


Czyli totalny misz-masz. Spaghetti. Nie do uporządkowania. Przebłyski pamięci. Flasbacks.


"Flashbacks of a fool". Był taki film. Specyficzny klimat, gdzie miesza się dawne i obecne.

Ale niech ktoś nie pomyśli, że Baśka była jak ta tańcząca młoda w teledysku, nie, nie. Tej tańczącej bliżej do Anki, choć Anka nie sprawiała wrażenia miłej i spokojnej, przystępnej ani otwartej. Nie bawiliśmy się z Baśką do muzyki. Baśka jak była dorosła, to nie była taka szczupła jak te panie co wymieniają list przy aucie. Zresztą często coś jadła, to pestki z dyni, jakieś orzechy, maliny, wiśnie.


Umówiliśmy się, że zrobimy "obczajkę" nowej ścieżki po zewnętrznej stronie parku, która biegła wzdłuż płotu otaczającego park, ale na zewnątrz tego parku. To była wydeptana wąska ścieżka, która po bokach była obrośnięta krzewami, więc jak dwie osoby szły blisko siebie, to ta z przodu musiała uważać, aby nie chlasnąć tej drugiej w twarz puszczoną gałęzią. Może młodzież tam też chodziła palić papierosy, czy szukać dziury w płocie, gdy park był zamknięty. Trzeba było uważać, bo pod nogami wiły się takie pnącza z kolcami w kolorze buraczanym. Baśka wtedy przyszła z pudełkiem malin, z gołymi nogami, choć mówiłem jej wcześniej gdzie będziemy szli.

-- To może zjemy te maliny zanim pójdziemy?  -- mówię do niej, mimo, że szkoda mi było czasu na stanie przy chodniku i szybkie jedzenie
-- Nie, bo ja się nie będę spieszyć, a Ty mi nie pomożesz, bo sprawdzasz czy są robaki

W takich sytuacjach nie pomagałem jej, bo cierpiałbym za jej upartość, a pewnie w konsekwencji był na nią zły, czyli dla higieny emocjonalnej niech sama niesie to pudełko przez krzaki. Tak było: szła kilka metrów za mną, trzymając maliny w górze i odpychając gałęzie bokami, plecami, plecaczkiem. Nie złościliśmy się na siebie, jak chciała tak miała. Moja matka w takiej sytuacji pewnie robiłaby ojcu mega drakę, albo dziewczyny kolegów nakręcałyby totalną dramę -- dlatego idąc zastanawiałem się, czy Baśka będzie wkurzona, a nawet miałem w głowie gotową wymówkę dlaczego nie wziąłem tego pudełka, wymówkę najłagodniejszą jaką się da. Baśka nigdy nie była zła. Ja nigdy nie wiedziałem dlaczego. I raczej nie pytałem, aby nie robić smutów na randce.

Innym razem leżeliśmy na trawie, po seksie, na jej dżinsowej koszuli i mojej jasnej bluzie dresowej. Usiadła, wzięła plecak między nogi, wygrzebała z niego wiśnie w reklamówce, i jadła rzucając pestki w trawę. Chciała, abym też jadł, ale mówiłem "Nie chcę z robakami", ona "Nie mają robaków, bo kwaśne", "To tym bardziej nie chcę kwaśnych...". Miejsce gdzie leżeliśmy było dzikie, nie chodziły tam psy, leżeliśmy na takim fragmencie gdzie trawa urosła na podsuszonym mchu, czyli nie było gołej ziemii, było czysto, jak na dywanie. Wprawdzie Baśka pestki rzucała dalej dalej do wysokiej oświetlonej słońcem trawy, ale niektóre mogły wylądować na "naszym dywanie".

-- Może te pestki będziesz dawać do chusteczki i wyrzucimy ją do kosza w parku, bo jak jakaś pestka spadnie Ci tutaj, jutro o niej zapomnimy, nie zauważymy w trawie, damy na nią bluzę, to wrócimy do domu z plamami i będę musiał znowu jakieś kity mamie wciskać... -- mówię
-- Eeee... nie przejmuj się, przecież daleko do trawy rzucam, a może wyrośnie z nich drzewko za jakiś czas i będziemy mieli pamiątkę w tym miejscu.

Nie chciałem psuć atmosfery, rzucała dalej. Następnym razem jak przyszliśmy na to miejsce, to zamiast od razu rozścielić bluzy i mieć randkę, to sprawdzałem butami przegarniając trawę, czy nie ma tam ani jednej soczystej pestki, gotowej do splamienia naszych ubrań. Wtedy pewnie Baśka nie chciała psuć atmosfery i czekała cierpliwie aż skończę, bo z uśmiechem mówiła "Już? Już jesteś zadowolony? Nie ma zagrożenia?".

30

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Cześć @Gary - czy Ty próbowałeś nas wciągnąć w swój po godzinach czuły erotyk? big_smile No pięknie, ale dobrze się to czyta, ja bym pisała dalej.

31

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
twojeslowo napisał/a:

... erotyk? big_smile ... dobrze się to czyta, ja bym pisała dalej.

  smile smile    Jak złapię wenę i będę miał przebłyski pamięci to napiszę dalej, bo mam wrażenie, że trzy osoby miały z tego opowiadania rozrywkę: ja, Ty i Misinx. smile      Posty są dostępne publicznie, ale to forum jest dla osób pełnoletnich, więc jak się pojawi cipka czy penis, to chyba nie szkodzi, prawda? smile smile

32

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
Gary napisał/a:
twojeslowo napisał/a:

... erotyk? big_smile ... dobrze się to czyta, ja bym pisała dalej.

  smile smile    Jak złapię wenę i będę miał przebłyski pamięci to napiszę dalej, bo mam wrażenie, że trzy osoby miały z tego opowiadania rozrywkę: ja, Ty i Misinx. smile      Posty są dostępne publicznie, ale to forum jest dla osób pełnoletnich, więc jak się pojawi cipka czy penis, to chyba nie szkodzi, prawda? smile smile

Po 22:00 big_smile

33

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
paslawek napisał/a:
Gary napisał/a:
twojeslowo napisał/a:

... erotyk? big_smile ... dobrze się to czyta, ja bym pisała dalej.

  smile smile    ... pojawi cipka czy penis, to chyba nie szkodzi, prawda? smile smile

Po 22:00 big_smile

smile smile OK -- po 22-giej dzieci śpią, więc wtedy opublikuję smile smile

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Świetny tekst, też czytam! Gary, to jest oparte na faktach prawda? smile

35

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
karmelowa_truskawka napisał/a:

Świetny tekst, też czytam! Gary, to jest oparte na faktach prawda? smile

Ooo... nawet świetny, dzięki. Mnie to cieszy, ale pewnie może być dziwaczne dla kogoś z inną historią w innym czasie. smile

Tak, na faktach, ale nie wprost. Baśka to dziewczyna stworzona z obrazu wielu dziewczyn. Anka też, Krzysiu, Sławek, rodzice. Płoty, pola, ścieżki, parki, szkoła, dyskoteka, kościół, koledzy, koleżanki, radości i stresy, myśli... to wszystko inspirowane rzeczywistością.

36

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Czytales niewidzialne miasta Gary?
Czytajac o miescie "Anastasia" przypomnialem sobie o twoich postach tongue

"Wierzysz, ze czerpiesz radosc z Anastasii w pelni, podczas gdy jestes jedynie jej niewolnikiem"

37

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
JohnyBravo777 napisał/a:

Czytales niewidzialne miasta Gary?

Nie czytałem niestety.



Czytajac o miescie "Anastasia" przypomnialem sobie o twoich postach tongue

Oooo dzięki. Miło, że treść postów może trwać dłużej niż tylko na czas czytania smile smile

38

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
Gary napisał/a:

  smile smile    Jak złapię wenę i będę miał przebłyski pamięci to napiszę dalej, bo mam wrażenie, że trzy osoby miały z tego opowiadania rozrywkę: ja, Ty i Misinx. smile      Posty są dostępne publicznie, ale to forum jest dla osób pełnoletnich, więc jak się pojawi cipka czy penis, to chyba nie szkodzi, prawda? smile smile

Gary, bo Cię pacnę! big_smile

39

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
twojeslowo napisał/a:
Gary napisał/a:

  smile smile    Jak złapię wenę i będę miał przebłyski pamięci to napiszę dalej, bo mam wrażenie, że trzy osoby miały z tego opowiadania rozrywkę: ja, Ty i Misinx. smile      Posty są dostępne publicznie, ale to forum jest dla osób pełnoletnich, więc jak się pojawi cipka czy penis, to chyba nie szkodzi, prawda? smile smile

Gary, bo Cię pacnę! big_smile

Och lepiej nieeeee, bo ... smile smile

1. napiszę dalej

2. "z tego opowiadania rozrywkę" -- to pozytywne smile smile, bo ja mam emocje jak piszę, a Wy jak czytacie

3. a co do cipki... cóż... jednak już była -- w poście nr 25 błyszczała w słoneczku, to dobre wejście na scenę, i znak, że nie muszę opowiadania okrawać z erotyki

40

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Chyba jest po 22-giej... Więc... smile smile



Była dyskoteka, całowałem się z Baśką, potem ona poszła przez aluminiowe drzwi, spotkałem Ankę, zabrała gumkę do włosów. Tak się zakończyła dyskoteka.

Powinienem teraz opisać następny dzień w szkole.

Potem opisać historię jak z kujona przekształcić się w osobę, która może wychodzić. Jak spotykać się z Baśką, aby rodzice, księża, nauczyciele i wszyscy moralni ludzie tego świata, mogli spać spokojnie, nie denerwując się, że ja i Baśka zepsujemy sobie życie zaniedbując naukę lub robiąc dziecko. Jak tych dorosłych potem przyzwyczaić, że mamy seks i jesteśmy razem.


Aleeee... zostawmy to na razie. To takie przebłyski pamięci, czyli nie musi być chronologicznie, poza tym randkowanie jest chyba dużo ciekawsze.



Nadchodziła wiosna. Spotykaliśmy się z Baśką regularnie, czasem kilka razy w tygodniu. Umawialiśmy się w różnych punktach parku, na skrzyżowaniu alejek, na mostku, albo przy charakterystycznej ławce.


Najbardziej pamiętam mostek, którego nazywaliśmy "naszym mostkiem". Przeznaczony tylko dla pieszych i rowerów, odpowiednio wąski, aby tylko dwie osoby mogły swobodnie się minąć. Nawierzchnię miał asfaltową, która wyglądała jakby była położna w czasie średniowiecza. Popękana, porośnięta glonami, przez wiele wiele lat powstały w niej głębokie wykruszenia, w których po deszczu tworzyły się rozległe kałuże. Nie można było wtedy przejść przez mostek inaczej, niż stąpając na palcach bokiem przy krawędzi asfaltu jednocześnie trzymając się barierek. Pewnie Ci sami ludzie, którzy robili zbroje dla rycerzy, zespawali barierki mostku z żelaznych rur grubości ramienia. Każdej wiosny na mostku pojawiał się pracownik parku, który precyzyjnie malował barierki w biało niebieskie pasy. Niestety nie usuwał starej farby, więc było jej tam tak grubo jak kory w drzewie i już w połowie lata odpadała całymi płatami.


Kiedyś czekałem na Baśkę opierając się o barierkę plecami, dokładniej lędźwiami, bo taka była wysoka. Baśka podeszła z przodu, przytuliła się, w talii poczułem jej rączki wślizgujące się na mój tshirt, które mnie oplotły delikatnie, zamknęła oczy i wystawiała dziubek do całowania. Miała nastrój delikatnie-romantyczny.


-- Oj Basiu, Basiu... starasz się być delikatna... ale zobacz: nie wpadniemy do rzeki, bo ta barierka na pewno kiedyś była zaporą przeciwczołgową, więc następnym razem możesz się nie krępować, tylko napierać jak wtedy gdy się pierwszy raz całowaliśmy w szkole.


Uśmiechnęła się, podniosła na palcach i zaczęła mnie całować w szyję. Przytuliłem ją mocno do siebie łapiąc za napiętą pupcię i kark. Potem powiedziała "Ja napieram tylko czasami, abyś nie przyzwyczaił się zanadto".


Mostek stanowił przejście pomiędzy światem, który był dla mnie dostępny w okresie dzieciństwa, gdzie były pola, krowy, droga dla traktorów, bloki, domy, a parkiem, który jak zacząłem się spotykać z Baśką, stał się magiczną krainą. Przejście przez mostek było jak przejście Alicji z Krainy Czarów przez lustro, albo przejście dzieci przez szafę w filmie Opowieści z Narni.


Baśka często się spóźniała. Komórek wtedy nie było, komunikacji nie było.


Czekałem i czekałem. Sam ze sobą. Początkowo jej spóźnienia mnie zniechęcały, bo mózg grzał się od różnych myśli, emocje nachodziły falami i dobre i złe. Nie znaliśmy się dobrze, nie znałem wszystkich faktów, w głowie tworzyły się domysły, teorie. To oczekiwanie na Baśkę było jakby mi ktoś kazał iść do kąta za karę i przemyśleć sprawy.


Z jednej strony wkurzało mnie, że Baśka nie przychodzi na tę godzinę, co się umówiliśmy. Zastanawiałem się, czy ona mnie traktuje jak jakaś księżniczka, na którą się zwyczajowo czeka, którą ja sam postawiłem na piedestale, która spojrzy na mnie łaskawym okiem lub nie. Czy te opowieści o dziewczynach traktujących chłopaków "z buta", "jak nie ten to następny", są prawdziwe? Czy Baśka jest taka? A może ma mnie najzwyczajniej "gdzieś" i jestem na chwilę? Może jestem dla niej tylko takim "czasoumilaczem" potrzebnym tylko wtedy, gdy nie ma imprez, albo jej się nudzi, bo Anka zakuwa w domu przed sprawdzianem?


Zanim się całowaliśmy z Baśką pierwszy raz wtedy na dyskotece, to ja popołudniami zasuwałem przez miasto na dodatkową matematykę lub angielski, a Baśkę widywałem z daleka w różnych sytuacjach. Całkiem obcą Baśkę, taką dziewczynę z klasy, niedostępną, której bylem ciekaw. Albo wchodziła do sklepu, albo wychodziła ze sklepu, albo gdzieś szła nie wiadomo gdzie, gdzieś koło kościoła, albo wzdłuż parku, albo między blokami. Czasem szła sama, czasem z Anką, czasem z jakimiś obcymi ludźmi, albo z jakąś dziewczyną, która miała starszego chłopaka, a potem na drugi dzień w szkole słyszałem jak mówią że były tu czy tam i coś się działo w ich życiu. Mogłem przypuszczać, że ma bujne życie towarzyskie, bo tak to wyglądało z punktu widzenia kujona: ona ma wolność i ciągle gdzieś bywa, jest zapraszana tu i tam, a ja realizuję wyznaczone cele, nie ma wokół mnie ludzi, rówieśników.


Z drugiej strony kalkulowałem, że Baśka daje dużo do naszej relacji, "inwestuje w relację więcej niż ja". To mnie uspokajało. Ja się angażowałem, ale ona jakby bardziej, ja miałem wątpliwości, a ona była całą sobą w naszej relacji, jakbyśmy się znali od lat, jakby to było oczywiste, że jesteśmy razem, jakbyśmy nie musieli mówić, że ze sobą chodzimy, jakbyśmy nie musieli ustalać co w przyszłości, bo to jest bezdyskusyjne.


Była zawsze chętna na bliskość. W początkowym etapie nigdy nie poczułem się intruzem gdy ją dotykałem, gdy moja ręka gładząc jej skórę wędrowała pod spódniczkę, albo bluzkę, gdy rozpinałem jej biustonosz, gdy palce sunęły po udzie, sięgały aż do majteczek. Później w seksie była otwarta, bez żadnego cienia "krzywdy" czy "poświęcenia", poczucia "bycia wykorzystywaną" -- ja zawsze miałem orgazm, ona początkowo w ogóle nie miała. Myślałem, że ona to wszystko dla mnie robi. Przerywała minetkę mówiąc "Już mi dobrze, teraz ja Cię popieszczę", jak nie mogliśmy się seksić normalnie penis w cipce, to mówiła że zrobi loda, a jak odmawiałem to się śmiała "Eee... daj spokój, przecież widzę, że chcesz". Normalny seks zawsze był dla nas mega przygodą -- tutaj wiem, że ona na to liczyła, że się tak złączymy, razem blisko, najbliżej, bo czasem jakieś randki z przeszłości wspominała słowami "Fajnie było, ale gdy już sama siedziałam w domu, to mi było żal, że tylko na pieszczotach się skończyło".


Druga inwestycja Baśki, jak mi się wtedy wydawało, było chodzenie na randki w gorsze miejsca z rówieśnikiem, zamiast sobie wziąć chłopaka starszego, niezależnego, zorganizowanego, doświadczonego, który miał może swój pokój, czy nawet mieszkanie, gdzie można uprawiać seks, spotykać się, miał pracę i samochód. Albo co najmniej takiego, co nie musi się ukrywać, czaić i wygrzebywać spod spódnicy mamy. Na "jej imprezach" na pewno było takich chłopaków na pęczki, do wyboru do koloru. Ze mną mogła co najwyżej siedzieć na ławce w parku.


Hmm... ale z drugiej, trzeciej, czy dziesiątej strony przecież fajnie było tak stać i czekać na dziewczynę? Czy wolałbym siedzieć znowu za biurkiem? Pewnie nie. Zatem nie ma znaczenie jej spóźnianie się, bo przecież zawsze mamy potem cudowny czas, nawet wiele godzin, a kiedyś marzyłem aby z dziewczyną chociaż kwadrans spędzić. Gdyby ktoś do mnie wtedy przyszedł do biurka i powiedział "Idź tam na mostek... czekaj i czekaj... może się pojawi dziewczyna, a może nie... ale czekaj", to czy bym poszedł i czekał? Jasneeee... czekałbym nawet do wieczora z nadzieją, że się pojawi.


Wtedy na dyskotece jak miałem Baśkę poprosić "do wolnego tańca" to miałem stres. Dlaczego? Bo trzy dziewczyny były i musiałem jakoś Baśkę wyłuskać z tego grona? Czy bałem się odrzucenia? Potem jak drugi raz szedłem, wtedy z Krzysiem, to też miałem stres... A Krzysiu nie? Czy to nie było dziwne, że jak Baśka powiedziała, że nie chce tańczyć, to ja jej takie złe rzeczy proponowałem jak chodzenie w ciemnym korytarzu i zamiast stresu czułem determinację, aby sprawić, że ona się tam ze mną znalazła? Ona chciała, czy ją zmanipulowałem? Ciągnąłem ją za rękę przez ciemny korytarz, i ta obca wtedy Baśka wpadła mi w ramiona. Czy to nie dziwne? Że tak nagle... Że o 13-tej bylem kujonem w domu, a o 20-tej już byłem kimś, kto miał dziewczynę w ramionach, przyciskał ją do siebie trzymając za śliskie od potu plecy? Całowaliśmy się namiętnie, dotykałem jej włosów. A może "ten ja" o 13-tej to był kto inny niż "ten ja" o 20-tej? Który to byłem "ja prawdziwy"?


Rozmyślając czekałem i czekałem, patrzyłem w miejsce, gdzie był koniec alejki, bo tam miała pojawić się Basia. Każdą osobę lustrowałem, każdą: czy ta osoba była dziewczyną z owalną buzią otoczoną czarnymi włosami. Jeśli nie była taką dziewczyną, to czekałem i myślałem dalej.


Jak myśli były dobre, to rozpływałem się w marzeniach. Jak były złe, to czułem się jakbym stał w ciemnym lesie, gdzie atakują mnie wilki, muszę je odpędzać, bronić się, obawiać, czy starczy mi sił do czasu, aż ujrzę Baśkę w oddali, która nadciąga z pochodnią, przed którą wilki uciekały, znikały. Rozpalimy wtedy nasze ognisko pożądania, bliskości, dotyku, spojrzeń, krótkich rozmów, zrozumiałych tylko dla nas żarcików, powiedzeń, gestów, błogiej nudy, jej czytania lub nawet spania na randce, czy tylko przebywania obok siebie, jak dwie kury na grzędzie oczekujące, aż przestanie padać deszcz. Gdy po randce Baśka odchodziła, to patrzyłem za nią i gdy tylko zniknęła za rogiem, to jakby ognisko zgasło. Wilki znowu pędziły do mnie w ciemności: "czy randka była fajna", "czy dla Baśki też", "a dlaczego się nie obejrzała jak odchodziła", "czy ją czymś ukłułem", "czy nie zasiedzieliśmy się zbyt długo", "czy ktoś nas podglądał". Początkowo siadałem na ławce i pozwalałem się dręczyć myślom, ale z biegiem kolejnych randek nauczyłem się, że jak Baśka znika, to ja uciekam -- szybko, szybko przez alejki parkowe, byle do mostku, przejść go i już byłem w zwykłym świecie: tu samochód, tam krowa, pani z zakupami na rowerze, a za płotem dzieci grają w piłkę.


Czekałem. Myślałem.



Na końcu alejki pojawiała się dziewczyna. Szła w moją stronę, szła powoli, spokojnie, nieustannie do przodu, bez zatrzymywania się, coraz bliżej i bliżej mnie. Po chwili wiedziałem że to Baśka, po chodzie ją poznawałem. Zbliżała się jak łódka motorowa, którą początkowo widziałem na horyzoncie jako punkcik z ledwie słyszalnym warkotem silnika, potem łódka stawała się większa i większa, silnik pracował w tym samym jednostajnym rytmie, sternik nie zmieniał kierunku, więc tylko kwestią czasu było aż zacumuje przy moim brzegu. 


Baśka do mnie przypływała, jak ta łódka. Na swoich nogach, którymi potem na mnie siadała, którymi mnie oplatała, które dotykałem, głaskałem, mocno ściskałem, raz je miałem rozluźnione, raz napięte, raz nieruchome, raz powoli ruszające się na moich kolanach. Ubrane na różne sposoby. Czarne dżinsy, za ciasne, w których odpinając guzik bałem się uszczypać Baśkę w brzuch. Jasne dżinsy poprzecinane z dziurami, przez które prześwitywała jej schłodzona skóra. Obcisłe "leginsy", opinające jej ciałko, że była jakby jednocześnie naga i ubrana. Czasem krótkie spodenki na zakupy, albo sukienki obcisłe, albo tenisowe bawełniane rozkloszowane z grubą gumą, w których Baśka była najbardziej dostępna. Rzadziej obcisłe jednoczęściowe jakby sylwestrowe, czasem wyzywające mini czarne elastyczne albo sztywne mini dżinsowe, którego nie dało się podwinąć przez uda.


Gdy Baśka zlokalizowała mnie wzrokiem, czekającego w oddali, to właśnie w tym momencie pochylała głowę do przodu, luźne kosmyki włosów, które nie były trzymane gumką z tyłu głowy, spadały jej na oczy, zaczesywała je od skroni, przez ucho, dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy wracała spod tablicy do tylnej ławki. Tylko teraz nie patrzyła w dół, aby przekraczać plecaki leżące na szkolnej podłodze, tylko uśmiechała się do siebie myśląc, że zaraz będziemy razem.


Witaliśmy się w zależności od nastroju. Nie było schematu. Baśka się mocno przytulała, nic nie mówiła, jej głowę miałem na swoim ramieniu, kucyk przy mojej brodzie... nie była smutna, po prostu się przytuliliśmy na chwilę. Innym razem gdy byłem oparty o barierkę mostku podchodziła z przodu, mocno napierała udami, górką łonową, brzuchem i piersiami, rękami łapała mnie mocno za boki, i nastawiała dziubka do całowania z zamkniętymi oczami -- tak samo jak wtedy na dyskotece, gdy zepsułem pierwszą okazję do pocałowania jej. Czasem podchodziła powoli, jedną ręką ją obejmowałem w talii, drugą wokół ramion i szyi, mocno ją czułem w objęciach i całowaliśmy się "jak na filmach". Innym razem gdy chciałem ją objąć, to łapała mnie za nadgarstki, ciągnęła mocno w dół, że aż musiałem się zgiąć, unikała całowania w usta, ale za to całowała mnie w szyję. Kilka miesięcy później, gdy już uprawialiśmy seks, gdy było lato, gdy miała nastrój agresywno-seksualny, to wtedy bawiła się w erotyczne powitania, takie o których Anka nie powinna wiedzieć.


Początkowo nie mieliśmy miejsca do spotkań, do randek.


W szkole mogliśmy się całować tylko potajemnie, po kątach, za rogiem, w kibelku. Gdy ja wychodziłem po coś do pokoju nauczycielskiego, to Baśka się zwalniała z lekcji aby iść do ubikacji. Po upływie niezbyt krótkiego czasu oboje wracaliśmy do klasy. Niedyskretne, wydawało mi się, że wszyscy wiedzą że się całujemy. Pewnie po czasie wiedzieli. Po lekcjach Baśka z Anką szły w swoją stronę, ja w swoją, więc spotykałem się z Baśką popołudniami. Park wydawał się dobrym miejscem, w końcu tam często widuje się zakochanych.


Ograniczenia wynikające z miejsca naszych randek, czyli że była to tylko ławka w parku, gdzie nie możemy mieć seksu, minetki, loda, powodowały, że byliśmy zmuszeni poznawać swój dotyk powoli. W seksie cipka wchodzi na scenę, kradnie całe przedstawienie, przez co nogi, piersi, szyja, pupa, brzuch stają się aktorami drugiego planu. W parku na ławce nie było cipki na scenie. Zaczynaliśmy od drugiego planu, którego byśmy pewnie nie poznali tak dokładnie, gdyby warunki były bardziej dyskretne.




Uważaliśmy na otoczenie, mandatu nie dostaliśmy, a nieprzyjemne sytuacje pamiętam tylko dwie.


Baśka siedziała okrakiem na moich kolanach, przodem do mnie, ale tak zwyczajnie, w połowie moich ud, nie w zwarciu erotycznym, głowę miała opuszczoną w dół, przeczesywała sobie włosy palcami. Ubrana była raczej poprawnie, bo tenisówki, jasne dżinsy z nacięciami, może przykrótka bluzeczka odkrywająca pas brzucha i pleców nad granicą dżinsów. Patrzyłem na nią, dłonie miałem na jej nogach, ale nie "obmacywałem", nie jeździłem po jej udach, dłonie prawie nieruchomo spoczywały na dżinsach, tak jakbym siedział na apelu w szkole z dłońmi na swoich nogach. Leniwie rozmawialiśmy, parę zdań, milczenie, żarcik, milczenie, jeden czy dwa całuski takie nawet koleżeńskie tylko. Skoro było tak niewinnie, to nie skanowaliśmy otoczenia wnikliwie, bo ludzie po prosu nas mijali, my siedzieliśmy sobie, a oni spacerowali, albo szli z pracy do domu, zero problemu. Nagle zaatakował nas wrzask jakiejś starej dewoty, która niezauważenie zbliżyła się i zwyzywała nas "Zachowujecie się jak psy, Boga w sercu nie macie, biada wam biada". Pogroziła parasolką i poszła dalej, pewnie do kościoła.


Innym razem ja siedziałem, Baśka leżała z boku, miała głowę opartą na moich udach, nachylałem się, aby ją całować, ale zwyczajnie wyglądaliśmy jak to para w parku. Jak ktoś przechodził to przerywaliśmy amory, aby każdy się czuł swobodnie, zresztą wybieraliśmy dyskretne ławki, niektóre nawet były początkowo szorstkie od glonów i deszczu. Z daleka wypatrzyła nas paniusia z pieskiem, zapewne chciała się do kogoś przyczepić, więc zaczęła nam robić wyrzuty "Nooo... Wy tak się zachowujecie jakby to był wasz park prywatny, a ja przecież mam prawo być tutaj tak samo jak wy, bo to przecież park publiczny, a nie cały dla was. Mielibyście trochę rozumu i nie przeszkadzali innym w korzystaniu ze wspólnego dobra. ".


Kiedyś z Baśką zastanawialiśmy się, czy jesteśmy normalni, bo wydawało nam się, że mało ze sobą rozmawiamy, przesiadujemy w parku kilka godzin, poza całowaniem, dotykaniem, podniecaniem się nie robimy nic, a inne pary wyglądają jakoś inaczej: chodzą na wycieczki, do kina, "do cioci na imieniny", jeżdżą na rowerach, słuchają muzyki, chodzą razem na zakupy, grają w karty czy inne. Poszliśmy nad rzekę, na kocyk, ale takie leżenie osobno obok siebie wydało nam się dziwaczne -- jakby pani katechetka kazała leżeć w odstępie 30cm i się nie dotykać. Poszliśmy do kina, nie minęło wiele minut, a już widziałem kątem oka, że Baśka co chwilę rzuca na mnie badawcze spojrzenia czy mi się podoba film, czy jestem zainteresowany. W końcu nie wytrzymała i wyszeptała do ucha "Ja tutaj nie chcę być. Ale jak Ty chcesz, to ja bardzo chętnie tu dalej będę". Nie mogłem powstrzymać śmiechu, bo wyobrażałem sobie jak bardzo kombinowała tę wypowiedź, aby pokazać, że z jednej strony film kompletnie jej nie interesuje, ale też nie chciała mi robić nacisku, abyśmy szli do parku. Złapałem ją za rękę, przemknęliśmy przez ciemną salę i zdziwiłem się, jak szybko taką akcję wykonaliśmy -- Baśka żartowała, że "kino wypluło nas na chodnik jak organizm patogeny, gdy się kicha".



Po powitaniu na mostku szliśmy na "obchód parku", na "obczajkę", albo jak to Baśka mówiła "na zwiady", choć to słowo bardziej mi się kojarzyło z zuchami w przedszkolu i nie pasowało do napięcia erotycznego jakie mogliśmy między sobą uwolnić. Szukaliśmy wolnej ławeczki w mało uczęszczanej alejce. Nie mieliśmy stałej, bo inni też szukali, albo emeryci, albo mamy z dziećmi, albo inne zakochane pary. Na randkach w parku nie mogliśmy mieć seksu, bo w każdej chwili ktoś mógł się pojawić, ale naszą powolną erotyką wycisnęliśmy z tych spotkań tyle bliskości i doznań ile było możliwe.


Dotykałem Basię wszędzie gdzie mogłem, co nie wyglądało jak "czyn lubieżny w miejscu publicznym", za co milicja dawała wtedy mandaty. Fragmentami, na wielu, wielu randkach poznałem całe jej ciało. Czasem wieczorem gdy się jeszcze uczyłem, gdy oparłem głowę na rękach czytając książkę przy biurku, to poczułem zapach jej cipki, który został na moich rękach mimo że byłem wtedy już po prysznicu. Nie omieszkałem tego powiedzieć Baśce przy powitaniu na drugi dzień w szkole. Emocji z randek parkowych było tak dużo, że na drugi dzień na lekcjach łapałem się na tym, że w myślach przeżywam randkę jeszcze raz, a kompletnie nie wiedziałem co się wokół mnie w szkole działo. Nasza relacja była wielowymiarowa, ale bez seksu by nie była pełna. Nie wyobrażam sobie jak moglibyśmy ze sobą chodzić, gdybym się cofnął w czasie, a bliskość, dotyk, erotykę byśmy odkładali na później. To jakby pójść do ekskluzywnej restauracji, był kelner, piękne wnętrze, błyszczące sztućce, piękne talerze, muzyka, kwiaty, miłe rozmowy, ale nie zamówić nic do jedzenia, ewentualnie ktoś by podrzucił chleb z wodą, aby ludzie nie siedzieli głodni.


W parku na ławce miałem pierwszy orgazm z Baśką. Siedziała na mnie, przodem do mnie, okrakiem, w czarnych dżinsach, całowaliśmy się, miała na sobie tshirt i ciemną bluzę dresową. Dzień trochę pochmurny, mało ludzi. Baśka siedząc na mnie nie była wciśnięta górką łonową w moje podbrzusze jak mieliśmy w zwyczaju, tylko siedziała na moich udach bliżej kolan. Opierała się o mnie głową, wcześniej rozpiąłem jej bluzę, która zwisała bokami osłaniając to, co się między nami działo. Pieściłem Baśki brzuszek pod tshirtem, gładziłem jej boki, a ona mnie tak samo, jakby w lustrzanym odbiciu. Zazwyczaj to ja ją rozpalałem seksualnie, często na końcu zabawy masując dłońmi jej rozgrzaną śliską cipkę, ale tym razem było na odwrót -- ona mnie doprowadziła na szczyt.


Od jej dotyku byłem podniecony, penis wypinał górkę w spodniach, o którą na innych randkach, słonecznych randkach, Baśka lubiła się ocierać, najlepiej w spódniczce, gdy cipkę ochraniał tylko cienki materiał jej stringów. Całowaliśmy się, w tym czasie Baśka paluszkami badała granicę moich dżinsów, potem powoli rozpięła guzik aby nie uszczypać mnie w brzuch, rozpięła zamek powoli, aby nie przyciąć penisa, i zsunęła gumkę slipków w dół. Było źle, bo ciasno, bo gumka slipków się wcinała w penisa, który zamiast normalnie stać, to był przyciskany do brzucha. Masakra. Powierciłem się trochę, przesunąłem dżinsy minimalnie niżej, gumkę slipków na udach pod dżinsami dałem maksymalnie w dół. Sprawdziłem czy gdyby ktoś nas naszedł w parku, to nie będzie nic widać. Baśka pochyliła się w lewo, w prawo, oceniła, że jest ok, nic nie widać, ale gdyby jednak ktoś się do nas zbliżył, to przysunie się do mnie i będziemy sprawiać wrażenie zwyczajnie tulącej się pary. Totalna niewygoda, ale przynajmniej penis uwolniony i rączki Basi w pobliżu.


Baśka oparła głowę na moim barku, całowała mnie w szyję powolutku. Rozglądnąłem się wokół, w parku pochmurne popołudnie, ludzi nie widzę. Jak ja Baśkę pieszczę, a ona się oddaje, to kontroluję co się wokół dzieje. Ale teraz jakoś ta sytuacja mi nie pasowała, Baśka mnie dotyka, penis sztywny, czuję lekkie wirowanie w głowie, i co? Mam jeszcze się rozglądać? Ona mnie pieści a ja muszę hamować podniecenie, aby nie stracić kontroli nad tym co się dzieje wokół. Wystraszyłem się, że to mi nawet "zryje psychę" jak będę mieszał stres z seksem. 


-- Będziesz pilnować?   -- zapytałem Baśki
-- Tak, tak. Dzisiaj ja. Mam otwarte oczy, rozluźnij się.    -- Baśka podniosła głowę, uśmiechnęła się, dała mocniejszego całusa w szyję


Nie musieliśmy się długo rozgadywać, bo wystarczyło szepnąć słówko, kto kontroluje otoczenie, kto pilnuje co się dzieje wokół. Kiedyś sobie wyjaśniliśmy, że jak mamy mieć przyjemność w takiej niedyskretnej okolicy, to nie może być tak, że oboje się zapominamy w seksie, albo oboje się stresujemy patrząc na otoczenie. Jedno z nas się oddaje całkowicie, może odpłynąć, drugie go pieści, ale to drugie musi, po prostu musi kontrolować wszystko wokół.


Baśka wczuła się w rolę. Wiedziałem, że ona pilnuje, więc faktycznie wyluzowałem.


Zamknąłem oczy, oparłem policzek o głowę Baśki, gładziłem rękami ją po gołym wygiętym ciałku pod tshirtem. Na  szyi odbierałem jej powolne pocałunki, oraz mruganie oczu, gdy przekładała głowę powoli z jednej strony szyi na drugą. Na kolanach czułem jej ciężar, na dole było mi coraz sztywniej, w głowie się kręciło coraz bardziej, a rączki Basi nie dawały penisowi spokoju. Nie wiem co ona robiła, bo nie patrzyłem, ale było powoli, delikatnie, bez szarpania, serce biło jakby wiedziało, że musi przygotować odpowiedni zapas mocy, w płucach poczułem, że mi ciężko. Przez głowę przebiegła myśl, że jak ona nie przestanie, to zaraz wybuchnę. Ale nie przestawała. Sekundy przyspieszyły. Kierując się resztką świadomości szybko sięgnąłem ręką do mojego tshirta na brzuchu i podciągnąłem w górę. Z mokrą koszulką iść przez miasto to obciach, a goły brzuch wytrzemy chusteczkami. No i stało się. W głowie tak mi się zakręciło, że poczułem jakby głowa spadła z karku na trawnik za ławką i tam dalej się potoczyła. Odruchowo się napiąłem do przodu, jakbym chciał się wbić głęboko w Baśki cipkę. Baśka przyparła do mnie głową, wcisnęła się pupą mocniej na moje kolana, jedną dłoń bez kontroli wepchnęła na mój brzuch, jakby nie pozwalając mi na żaden ruch, wciskając mnie w ławkę, a drugą dłonią złapała główkę penisa z góry tak, jak ludzie trzymają szampana aby korek nie wystrzelił. Ja wystrzeliłem w sam środek jej dłoni. Sperma przelała się między jej palcami, na brzuch i trochę w dół w dół, troszeczkę mocząc moje ukryte w dżinsach slipki.


Zamarliśmy w bezruchu na dłuższą chwilę. W końcu Baśka uniosła głowę spojrzała badawczo na moją twarz. Uchyliłem oczy, chwilę nabierały ostrości, uśmiechnąłem się do niej, "Ledwie siedzę...", a ona "Patrz..." i pokazuje oczami w dół. Widzę, że moja ręka wciąż trzyma koszulkę w górze, akcja ratowania koszulki udana. Baśki rączka zaciśnięta na penisie, między palcami wypływa sperma, na brzuchu sperma. Wątpiłem, że Baśka nas dobrze pilnowała, rozglądnąłem się po parku, ludzi w pobliżu nie widziałem, miałem nadzieję, że nikt nas nie podglądnął.  


-- Nie wiem czy nie przeginamy...  -- tak do niej mówię
-- Dobrze Ci było?
-- Cudownie, mega...
-- Ja też się tak czuję jak mnie pieścisz, nie wiem co się dzieje wokół, a potem też myślę, że przeginamy. Ale nie chcę tego przerywać, bo pragnienie i uczucia jakby silniejsze ode mnie.
-- Dobra, ogarnijmy się.


Podałem jej torebkę, jedną ręką wyjęła chusteczki, wytarła dłoń i palce. Potem wzięła drugą chusteczkę, wycierała penisa, brzuch, skórę poniżej ile dała rady sięgnąć. Nie pomagałem jej, tylko cierpliwie czekałem, bo w odwrotnej sytuacja ja też lubię ją tak "obsługiwać", lubię jak leży i mi nie przerywa ani nie pospiesza. Uśmiechałem się widząc Baśkę w takiej sytuacji, że z poważną miną i zaangażowaniem przywraca nas do stanu normalności. Próbowała z powrotem założyć slipki na penisa, ale były zablokowane. Uniosłem pupę, ułożyłem wszystko jak należy, zapiąłem rozporek i guzik.


W końcu Baśka się na mnie ułożyła standardowo tak jak lubimy, poczułem górkę łonową wciskającą się w mój brzuch, jej ramiona mocno mnie oplotły wokół szyi, bardzo mocno oplotły, wtuliła się nosem do szyi. Wreszcie mogłem całkiem rozluźnić głowę, która zablokowała się w jej ramionach. Świetnie było po orgazmie czuć dziewczynę, tak mnie obściskującą ze wszystkich stron. Siedzieliśmy w milczeniu, długo, długo, i randka dobiegła końca.


Na drugi dzień po randce bolał mnie penis, bo chyba dłonią zatkała dziurkę na końcu, albo zacisnęła główkę za mocno. Nie mówiłem jej tego, bo rozmowa o tym by nam na pewno nie pomogła, a mogło zaszkodzić, poza tym przeszło po dwóch dniach, chociaż miałem schizę, że będę musiał iść do lekarza. Zastanawiałem się, czy tak blokując wytrysk można się trwale uszkodzić.

41

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Nie wszystkie randki były erotyczne. Czasem Baśka mówiła, że musi czytać książkę, albo przychodziła tak niewyspana, blada, że jak tylko się przytuliła, to w momencie spała. Śpiąca nie z powodu imprez, jak się później wyjaśniło.


Jak zasnęła w tej pozycji, że siedziała na mnie okrakiem przodem, brzuszek przy brzuszku, ramionami opleciona wokół mojej szyi, z głową gdzieś schowaną w ramionach, mięśnie jej nie trzymały, była wiotka jakby po narkotykach. Jak szedł ktoś obcy, to mogliśmy wyglądać jakbym dziewczynie podał pigułkę gwałtu i robił z nią niecne rzeczy w parku, więc chowałem oczy albo udawałem że śpię. Kiedyś mijało nas starsze małżeństwo. Przez przymrużone oczy widzę, że wścibski dziadek do nas podszedł blisko, oglądnął z każdej strony jakbyśmy byli kamiennym posągiem. Co za bezczelność.


-- Patrz, naćpali się i gorszą ludzi w parku.  -- powiedział przejęty dziadek do babci pokazując na nas palcem
-- Eeee... przesadzasz. Śpią tylko.
-- Nie mogą tak robić, tu chodzą dzieci, muszę to zgłosić.
-- Po prostu śpią. Chodźmy dalej przecież...
-- No to sprawdzę i zobaczymy!


Dziadek ruszył w naszą stronę, ale babcia go zatrzymała łapiąc za ramię. Podniosłem głowę, zobaczyli mnie. Dałem palec na usta, oraz pokazałem na Baśkę. Babcia jeszcze mocniej szarpnęła dziadka.


-- Widzisz! Jak ja śpię to mi nawet koca nie dasz, albo mnie budzisz i pytasz czy masło się skończyło... Lepiej byś w domu był taki akuratny.


Gdy mieliśmy erotyczne randki, na których etapami pieściłem całe ciało Basi pod spódniczkami i bluzeczkami, to włosy traciły część mojej uwagi. Po randce Baśka szła do domu, nie oglądając się za siebie. Widziałem jej włosy powoli i nieznacznie kiwające się na boki, na tle bluzy, koszulki czy t-shirtu, luźno spięte gumką, która mogła spaść. Wyrzucałem sobie wtedy, że jeszcze nie tak dawno w głowie mi się kręciło, gdy mogłem dotykać jej włosów, patrzeć jak jej kucyk przelewa się przez moją dłoń w powietrzu, a teraz Baśka była blisko, cała dla mnie, całą randkę, a ja nawet nie dotknąłem jej włosów. Obawiałem się, że wyniszczamy naszą seksualność tym szaleńczym tempem poznawania się, że pewnie zaraz się bzykniemy raz, parę lub wiele razy i staniemy się jak stare niezainteresowane sobą małżeństwo, podczas gdy inne pary wokół nas będą się powoli poznawać ciesząc się sobą dłużej. Można porównać tak, że ja i Baśka byliśmy jakby osobami, które czytają tylko streszczenia książek, a inne pary czytają całe książki, więc przez nasz pośpiech i zachłanność aby "przeczytać" jak najszybciej i jak najwięcej książek tracimy sens czytania. Prawie dochodziłem do wniosku, że powinno się robić tak jak kościół nakazuje -- czekać z seksem do ślubu i to ograniczenie wymusza na młodych ludziach dotarcie się na poziomie seksualnym zanim seks w ogóle nastąpi.


Gdy Baśka spała opierając głowę na moich kolanach, to nadrabiałem zaniedbania, które powstały w trakcie randek seksualnych. Do woli mogłem bawić się jej włosami, analizowałem końcówki, bo Baśka je zawsze dokładnie oglądała i byłem ciekaw czego ona tam wypatruje, więc dzisiaj wiem jak się rozdwaja włos. Układałem kucyka wokół jej szyi, na dekolt i piersi, patrzyłem jak włosy kontrastują z jej jasną kobiecą skórą. Usiłowałem dostrzec odcienie brązu na jej czarnych włosach, ale bardziej sobie to wmawiałem niż widziałem. Szukałem węzełka na włosach, który by dowodził, że faktycznie mogą się zaplątać, a jedynym ratunkiem byłoby wtedy ich wycięcie. Patrzyłem jak się załamuje skóra szyi, i gdzie tak naprawdę z tyłu zaczynają się jej włosy. Oglądnąłem pieprzyka przy ustach, na który bym nie zwracał uwagi, gdyby Baśka nie twierdziła, że jest widoczny na każdym zdjęciu. Gładziłem brwi z włosem i pod włos. Pod włos nie lubiła, żartowała, że jak się przegnie w drugą stronę, to się złamią i wypadną. Rzęsy omijałem, bo gdy je dotykałem, to Baśka zaczynała się ruszać jakby do przebudzenia. Za to dotykałem ust, które były nieruchome, piękne, a potem gdy się całowaliśmy, gdy je tylko czułem własnymi ustami, ale ich nie widziałem, to wracałem myślami do tej chwili, aby wyobrazić sobie jak nasze usta razem się bawią. Pod nosem nad ustami miała łaskotki, bo zaciskała mimowolnie usta przez sen.


Obserwowałem jak spokojnie oddycha, jak rusza się jej brzuch i piersi... czyli dziewczyny też oddychają, nie są stworami z innej planety smile smile. Pomiędzy bluzeczką a dżinsami odsłaniał się pas nagiego ciała. Z przodu guzik wrzynał się w rozluźniony seksowny brzuszek, a z tyłu wystawała fałdka, którą głaskałem w ciemności gdy się całowaliśmy na dyskotece szkolnej. Gładziłem ją po krzyżach, palce delikatnie opadały w dołkach wenus jakbym grał na fortepianie. Tuż pod pasem dżinsów rozciągnięta była gumka majteczek biegnącą bez nacisku wokół jej pleców i bioder. Najdalej mogłem sięgnąć do ud, gdy były trochę zgięte, nagie w spódniczce lub zapakowane w dżinsach. Jak ktoś przechodził, to aby nie prowokować dewotek i pań z pieskiem, nie dotykałem Baśki. Jak przechodzili panowie, to też nie dotykałem, ale widziałem ich łakome spojrzenia, gdy im się zdawało, że tego nie zauważę.


W późniejszym czasie, gdy seksiliśmy się na zamszonych polankach, trawnikach, korzeniu, polu rolnym, które były niewidoczne dla obcych ludzi, to Baśka w tych miejscach też spała: albo na rzuconych na ziemię bluzach, albo na kocyku, o ile wcześniej go zdobyliśmy na wyposażenie naszego tajnego miejsca. Zdarzało jej się zasnąć dokładnie na początku randki zanim ja zdążyłem się przy niej położyć. Ledwie przyszliśmy, to ona od razu prasnęła się brzuchem... a raczej piersiami do ziemi, ręce dała pod głowę, skierowała buzię w stronę słońca, zamknęła oczy, uśmiechnęła się, powiedziała raczej do siebie "O jak dobrze się tak w słoneczku zrelaksować". Jak kładłem się obok niej, przytulałem, to stwierdzałem, że ona już głęboko oddycha pogrążona we śnie, i nic jej nie było w stanie obudzić.


Gdy tak spała, to najpierw widziałem jej buzię oświetloną ostrym słońcem, kiedy ludzie jedli w domach obiady. Mijała godzina lub dwie. Widziałem buzię oświetloną lekkim słońcem "na podwieczorek", gdy matki z wózkami wychodziły na drugi, popołudniowy, spacer do parku. Mijała godzina lub dwie. Buzia Baśki czerwieniła się od słońca zachodzącego nad lasem, kiedy rolnicy zjeżdżali traktorami z pól. Budziłem ją wtedy, a Baśka jeszcze nie w pełni świadoma mówiła:


-- Ojej... aż tak długo mi się zdrzemnęło... czy to naprawdę już wieczór?
-- Taaaaak, już ostatnie traktory zjeżdżają...
-- Czy coś się działo gdy spałam? smile smile
-- Hehehe... no nie Basiu. Zupełnie nic jak w polskich filmach.
-- Nie jesteś na mnie zły? smile smile     -- zadawała to pytanie uśmiechając się, bo dobrze wie że nie
-- Eeeee... droczysz się... wiesz, że nigdy nie jestem na Ciebie zły. smile smile
-- Jak śpię, budzę się, a Ty jesteś obok, to są dla mnie kojące momenty... wieesz...?
-- Dlaczego kojące?
-- W domu mama by mnie strofowała, że zarywam noce, a przy Ance gdybym zasnęła, to poczułaby się lekceważona.


Leżałem obok niej. Wiedziała, że już czas wracać, więc przełamując ociężałość po wybudzeniu wskakiwała na mnie, kładła się całym ciałem się na mnie, całowaliśmy się. Była wciąż zaspana, powolna, nie do końca skoordynowana, głowa jej się kiwała jak na sprężynie, a usteczka miała mięciutkie, mokre, całuśne. Potem szliśmy krótko alejką, i żegnaliśmy się, każde szło w swoją stronę.

42

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Myślałem, aby na czas spania Baśki wziąć ćwiczenia z matematyki, które i tak miałem zrobić. Przecież sto razy lepiej robić zadania jak dziewczyna leży obok, niż nie mieć dziewczyny. Wydawało się to oczywiste. Doszedłem jednak do wniosku, że gdyby Alicja wchodząc do Krainy Czarów miała w ręku zadania ze szkoły, to byłaby to największa głupota świata. Wziąłem więc wzorem Baśki książkę, ale łapałem się na tym, że przeczytałem całą stronę i nie wiedziałem co przeczytałem bo mnie ciągle coś rozpraszało. Więcej razy książki nie przyniosłem.


Nie siedziałem non stop przy Baśce jak spała. Kręciłem się w pobliżu wokół naszego miejsca, chodziłem, siedziałem, stałem, leżałem. Traktorów nie liczyłem, ale je znałem z wyglądu. Wraz ze zmieniającym miesiącami zmieniały się urządzenia, które za sobą ciągnęły. Dzieci wracały ze szkoły i rzucały kamyczkami w krowę, innym razem się kłóciły między sobą, albo drażniły psa za płotem. Jakaś pani elegancko ubrana szła z dzieckiem za rękę o tej samej porze, jakby była opiekunką i zakontraktowała codzienny spacer. Babcia z zakupami, która czasem zatrzymywała się patrząc na drzewa i rzekę. Gość na rowerze z czarną torbą tak ciężką, że chwiała rowerem, aż myślałem, że przewozi granaty na potrzeby Armii Krajowej. Przyjeżdżała milicja i parkowała na brzegu pola, stali tam z pół godziny, zastanawiałem się czy pani policjant robi panu policjantowi loda, czy może bzykają się na tylnym siedzeniu, oraz jak bardzo było niewygodnie przejść z przodu do tyłu nie wychodząc z auta. Przez długi czas, wiele dni, widywałem dziewczynę, podobną do Baśki. Wracała ze szkoły, za godzinę czy dwie gdzieś szła, potem była z koleżanką, potem koleżanka szła sama. Później widywałem z nimi jakiegoś chłopaka, za jakiś czas chodziła z chłopakiem za rękę. Raz widziałem jak się pokłócili, szarpnął ją, ona się wyrwała i szybko odeszła. Jeszcze byli jakiś czas razem, już nie chodzili za rękę, aż w końcu chłopak zniknął i widywałem ją samą albo z koleżanką. Nie chciałem, abym ja znowu kiedyś Baśkę tylko z Anką z daleka widywał.


Spędzając czas sam ze sobą, tak długi, gdzie nic nie robiłem, zastanawiałem się, czy to jest normalne. Ale gdy usłyszałem, jak Lennon śpiewał, że obserwował cienie pełzające na ścianie "I'm doin' fine watchin' shadows on the wall", tak jak ja obserwowałem słońce zmieniające kolory na buzi Baśki, że on siedział patrząc po prostu na koła samochodów "I'm just sittin' here watchin' the wheels go round round I really love to watch them roll", a ja widziałem traktory i rowery, że mówili mu, że jest szalony i leniwy "People say I'm crazy ... lazy", ale tak naprawdę on był szczęśliwy "When I say that I'm okay", a oni zagubieni "Lost in confusion", to odpuściłem. Byłem ja, była wymarzona dziewczyna, śpiąca tuż obok, i było jej dobrze, był cały ten małomiasteczkowy świat skąpany w słońcu, którego mogłem bez pośpiechu w detalach oglądać. To były szczęśliwe chwile w młodości, których udało mi się nie stracić, nie zatruć patrzeniem w książkę czy zeszyty, albo pretensjami do Baśki, że śpi. Chwile, które potem w dorosłym życiu już nigdy się nie powtórzyły, bo studia, bo praca, bo dzieci, a potem będziemy starzy.


43

Odp: Stres na dyskotece szkolnej


Gdy miałem ochotę na Baśkę, albo jak kto woli chciałem ją przelecieć, zastanawiałem się czy ją budzić. Wydawało mi się to egoistyczne. Gdybym chciał aby obudziła się od dotyku erotycznego, to poczułbym się jak zboczeniec obmacujący śpiącą dziewczynę albo Baśka nieświadoma, pogrążona we śnie, by sobie zakodowała mój dotyk jak nieprzyjemny budzik, a nie chciałem psuć naszej nieskażonej relacji. Oskarżałem siebie o zachłanność na seks, bo poprzednia randka była parę dni temu, a następna będzie za parę dni znowu. Jednak to Baśka pierwsza powiedziała, że szkoda że nie było seksu, że lepiej byłoby się szybko bzyknąć, że to dla niej najlepsze przytulenie, najlepsze zbliżenie, chociaż na chwilę, a nie tylko całowanie i tulenie gdy trzeba się rozstać. Ustaliliśmy, że jak któreś z nas nie będzie już spało głęboko, tylko jest blisko wybudzenia się, to wtedy drugie może robić co chce.


Baśki sen stawał się płytki, zmierzała w stronę pobudki, trochę się kręciła, przewracała, ruszała to nogą, to ręką, przekładała głowę z jednej strony na drugą. Kładłem ją na plecach, rozkładałem nogi na bok, wszystko w zwolniooonym tempie. Klękałem przy niej, tak nisko całkiem, jakby siadałem na piętach, jak karatecy gdy medytują -- nie wiem jak to klęczenie nazwać, więc będę pisał, że klęczałem "jak karateka". Kolana miałem przy jej pośladkach. Układałem jej nogi na moich, nasze uda się krzyżowały, jej kolana przy moich biodrach, łydki i stopy z tyłu za mną. Mogła jeszcze drzemać, jej nogi stabilnie mnie oplatały bez naprężania żadnych mięśni. Chciałem, aby trwała w półśnie.


https://i.postimg.cc/1ts2VLx8/karateka.jpg


Niezależnie czy Baśka miała dżinsy czy spódniczkę, to ją głaskałem po udach gołych lub w dżinsach, brzuchu pod bluzką, kolanach opartych o moje biodra, łydkach z tyłu mocno zapakowanych w dżinsy albo całkiem nagich rozluźnionych. Potem ją powoooolutku rozbierałem, w czym Baśka niemrawo uczestniczyła. Uśmiechała się z zamkniętymi oczami, pytała żartem "Co robisz?", "Będziemy się kochać?", "Jestem leniwa, a tak to lubię...". Gdy była już bez majteczek, to kładłem się między jej nogami, ustami blisko cipki, owijałem ręce wokół ud. Moje dłonie wjeżdżały na jej uda od spodu, wokół nich, potem biodra, talia aż docierały na brzuch i górkę łonową. Robiłem minetkę, głaskałem brzuszek dłońmi, i czekałem. Na co? Aż jej ręce przywędrują do mnie na dół.


Tak było. Najpierw miziała mnie po moich dłoniach na jej brzuchu, potem przechodziła paluszkami do moich włosów. Minetka w trakcie, Baśka jeszcze nie była całkiem obudzona, jak jej palce łapały mnie przy skroniach, nieznacznie, jak motylki, które chciałyby mnie w górę zabrać, ale nie miały tyle siły. Gdy dopiero poznawaliśmy się seksie Baśka szeptała "Chodź już do mnie, chodź...", albo "Cipka chce penisa, a ja Ciebie", albo "Może połączymy cipkę z penisem i usta z ustami?", ale później gdy już znaliśmy się dobrze, to nasz seks był bez słów prawie. Zatem gdy jej paluszki niczym motylki przyleciały do mojej głowy i chciały mnie zabrać, to czas minetki dobiegł końca. Moje dłonie znikały z jej brzucha, uciekały wokół ud, jak spieniona woda morska cofającej się fali znika pomiędzy słupami falochronu, usta odlatywały z cipki, i oddalałem się całkowicie na moment. Znikałem. Na chwilkę.


Baśka została sama, bez dotyku, z zamkniętymi oczami, ale wiedziała, że to tylko chwilka, przed czymś lepszym, przed seksem, że zaraz poczuje się całowana i tulona i wypełniona. Zdejmowałem spodnie, slipki, gumkę na penisa, szybko, szybko byle do seksu. Cipka mokra w środku i na zewnątrz, ale niezbyt rozpalona, bo minetka była krótka. Penis nie tak twardy jak bym chciał, bo rozbieranie i gumka rozpraszały, ale gotowy na przygodę, przedrze się przez fałdki cipki, wejście do środka, a potem wsunie do samego końca cipki. Klękałem przy Baśce tak jak na początku, jak karateka w medytacji, ale wpychałem się pod jej nogi, bezczelnie, powoli dopychałem się najbliżej jej pupy, aby penis znalazł się niedaleko cipki, dokładniej mówiąc na górce łonowej. Mmm... jak dobrze było widzieć ich razem, cipkę i penisa, jakby zaskoczonych swoim nagłym pojawieniem się w swoim pobliżu, jednocześnie ciekawych siebie, i gotowych na cokolwiek będzie się działo.


https://i.ibb.co/1X0RDCH/poz.jpg


( Seks od tyłu, na pieska wszyscy znają i lubią. Ale dlaczego pozycja "na misjonarza", nazywana klasyczną, jest tak popularna. Chyba tylko w mediach? Bo łatwo ją nazwać? Czy to nie dziwne, że mężczyzna ma nogi tak do tyłu jakby miał je związane, jak foka? Przecież to bardzo niewygodna pozycja. Myśmy z Baśką najlepiej się czuli w tej, kiedy ja klękałem przy jej pupie, penis był przy cipce, miałem ją całą w zasięgu rąk. Nogi mogłem dowolnie układać -- owinięte wokół moich bioder, albo ściskające mnie po bokach łydkami, albo kolana na klatce piersiowej, albo jej stopy na klatce piersiowej, łydki przy szyi, albo całkiem pionowo w górę. Mogłem być pionowo i penis bardziej naciskał górną ściankę cipki, albo pochylić się do całowania i wtedy kierował się niżej. Mogłem przejść do minetki, wrócić do seksu. Mogłem się całą nią bawić, a ona nie musiała wiele zmieniać w swoim ułożeniu. Mogłem ją w tej pozycji rozbierać i ubierać nawet jak miała ciasne dżinsy. )




Baśki uda układały się w górę, kolana miała w powietrzu, łydki nad moimi biodrami. Pochylałem się do przodu, w stronę Baśki buzi, jej gładka skóra nóg przesuwała się po moich bokach, nogi obejmowały mnie w biodrach, same się tak ustawiały, bo były trzymane moimi udami. Kładłem ręce na ziemii po obu stronach szyi za jej ramionami, i całowałem. Często miała głowę zwróconą na bok, jej usta były nieaktywne, niedostępne tam z boku, oczy wciąż zamknięte, więc całowałem w policzek, mięciutką szyję, jeździłem nosem po jej włosach przy uchu. Te pocałunki były jak wołanie "Hej! Obudź się, bo zaraz się zgnieciemy razem w jedno ciało, powinnaś być obecna...".


Wtedy, gdy pochylałem się nad Baśką i zbliżałem do jej buzi, to główka penisa z górki łonowej przesuwała się do mokrej cipki, jakby chciała dać całusa na powitanie. Minimalnie, tyci, tyci, poruszyłem się na boki i penis rozchylał mokre fałdki cipki, które się tak układały, że prowadziły go wprost do dziurki. Główka znalazła się przy dziurce, czułem dyskomfort, że wciąż nie jesteśmy całkiem blisko, więc się do Baśki przyciskałem bardziej, delikatnie ruszając na boki. Główka z trudem pokonywała wejście dziurki, ale jej się zawsze udawało tam wkręcić, wskakiwała do przedsionka cipki, jakby chciała powiedzieć "Dzień dobry. Oto jestem. Czy już mogę już iść na całość? Czy zaczynamy ostatni akt?".


https://i.ibb.co/xqsKLHC/lz.jpg


Baśki oddech przyspieszył, tak jak i mój. Moje serce biło szybko, pewnie jej też. Nie czuliśmy się złączeni, zwarci, totalnie razem. To był dopiero wstęp. Dopchnąłem się do Basi, do końca, najgłębiej i najmocniej, ale nie za szybko, aż moje uda zatrzymały się na jej pupie. Penis wszedł cały w cipkę. Baśka aż westchnęła jakby pokonała wielką przeszkodę, a zaraz jej oddech stał się taki, jakby była w wielkim stresie, choć teraz przeżywała dokładnie przeciwne uczucie.


Nie dobijałem jak lokomotywa do wagonu, bo nie przepadaliśmy za trzęsieniami ziemi w seksie, że mózg obija się o czaszkę od wstrząsów. Penis wjeżdżał do samego końca, zdecydowanie, bez zwlekania, bez możliwości zatrzymania. Moje uda dociskały się do jej pośladków, a Baśka blokowała się na moich rękach opartych na ziemii powyżej jej ramion. To było nasze totalne zwarcie, sprasowani byliśmy razem całą siłą. Bliżej się nie da. 


W początkowych naszych przygodach pytałem czy nie za mocno, bo wyglądało jakby ją bolało, pytałem w czasie seksu, ale mówiła "Nie, nie jest okej...". W kolejnych pytałem już po seksie "Nie było za mocno? To Cię naprawdę nie boli?", mówiła "Nie, nie, tak właśnie lubię". Później już nie pytałem, tylko w nią wchodziłem, aż czułem że Baśka jest ściśnięta pomiędzy moimi udami u dołu, a moimi rękami u góry. To były jedna, dwie lub kilka sekund seksualnej euforii, prawie jak orgazm, kiedy na moment zamieraliśmy, aby serce zwolniło tempa, aby oddech wrócił do normy. Nogi Baśki do tej pory nieruchome obejmowały mnie ciaśniej, jej rączki łapały za boki, jej usta się aktywowały, poszukiwały moich ust, bo chciały być całowane. Na to Basia czekała, tego chciała, to nazywała mocnym przytuleniem, o tym mówiła, gdy nie mogliśmy się spotkać przez jakiś czas.


Seks był długi, dłuższy niż normalnie. Skoro Baśka spała, to mnie nie całowała, nie pieściła, nie dotykała, więc penis nie był tak sztywny i pragnący cipki jak w zwykłym seksie, że już natychmiast by chciał w niej wytrysnąć. Dopiero w trakcie seksu cipka i penis się stymulowały zmierzając do orgazmu. Baśka się dobudzała, jej oczy najpierw lekko się uchylały, patrzyła na boki. Widziała tam moje ręce, wodziła wzrokiem w górę, znajdowała moją szyję. Szukała wyżej i w końcu natrafiała na moje oczy. Gdy nasze rozmarzone spojrzenia się spotkały, to Baśki powieki z powrotem się zamykały, nie szybko, nie wolno, tak na luzie, zrelaksowane. Takie same powolne, niezakłócone myślami spojrzenia rzucała wtedy gdy się całowaliśmy w szkole, gdy ją dotykałem na ławce w parku, oraz w seksie. To był jej znak firmowy, coś unikalnego.


Miałem orgazm, po którym w głowie mi się kręciło, chciałem wyluzować a nie trwać w pozycji, najchętniej bym wyłączył wszystkie mięśnie, ale dla Baśki mogłoby się to zakończyć źle. Spadłbym na nią, zgniótł i udusił. Mógłbym się położyć obok Baśki, ale nie chciałem wyjść z cipki, bo wciąż dobrze czułem jak ściska penisa, a penis tam w środku nie był jeszcze miękki. Prostowałem się wciąż klęcząc przy jej pupie jak karateka. Głaskałem chwilę jej gołe uda, kolana, łydki oplatające mnie wokół bioder. Głowa nie mogła się o nic oprzeć, musiałem się trzymać w pionie. Chciałem po prostu paść i się nie ruszać, ale nie wychodzić z cipki.


Brałem nogi Baśki na swoje ramiona, pionowo w górę, jej łydki układałem przy mojej szyi, obejmowałem uda rękami, przyciskałem nogi do siebie. Moja głowa blokowała się między jej łydkami i to była dobra pozycja, aby się rozluźnić, a nie wychodzić z cipki. Mogłem dotykać Baśki piersi, mogłem głaskać ją od szyi, przez brzuch, uda, aż do końca stóp przy mojej głowie. Mogłem chwycić ją za uda i jeszcze się dopchnąć z całej siły w cipkę, aby ostatnia kropelka spermy trafiła tam gdzie powinna (nooo... prawie, bo guma). Wtedy Baśka mrużyła oczy, jakby elektrownia wyłączała prąd, bo nie starcza mocy. Było to czasem początkiem kolejnego seksu, o ile penis przy zmianie gumki całkiem nie opadł z sił przed drugą wycieczką do cipki.


Po moim orgazmie wyglądało jakbyśmy się zamienili rolami -- Baśka wcześniej śpiąca, teraz dużymi wyspanymi oczami patrzyła na mnie, a ja z zamglonym spojrzeniem się do niej uśmiechałem. Czule pytała "Dobrze Ci teraz?", albo droczyła się mówiąc "Hmmm... chyba było całkiem sympatycznie, nieprawdaż?", na co ja tylko kiwałem głową przecząco, bo wiedziała, że odpowiedź brzmi "Dżizas! Sympatycznie? Żartujesz? Było mega! Bosko, przecież na to czekaliśmy...".

44

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Gdy ochłonęliśmy z wrażeń, to wychodziłem z cipki, sprawnie się ubierałem, test czy gumka nie pęknięta, potem chowałem ją do chusteczki, zakładałem slipki, dżinsy. Baśka miała czekać i nic nie robić. Mieliśmy to ustalone, że jak się nie spieszy, to ma czekać. Leżała, czekała. Gdy byłem już ubrany, to znowu klękałem między jej nogami, chwilę je pogłaskałem.


Zakładałem jej stringi. Powolutku. Najpierw znajdowałem po metce gdzie tył i przód, a po koronkach gdzie lewa i prawa strona. Pamiętam jak w naszych początkowych seksach trafiłem na śnieżnobiałe stringi bez metki, oglądałem je trzymając w górze, bo nie wiedziałem czy szerszy pasek materiału idzie na pupę czy na cipkę -- Baśka mnie wtedy z uśmiechem nakierowała na rozwiązanie. Jak już zorientowałem układ stringów, to przekładaliśmy je przez stopy Baśki, grzecznie unosiła nogi w powietrzu, potem przeciągałem gumki przez łydki, gładząc na pożegnanie jej skórę, potem wokół kolan, ciaśniej przez uda, aż do granicy pupy. Wtedy Baśka opierała nogi na moich barkach i podnosiła pupę "jak nakazano" wysoko, abym mógł stringi na niej dobrze ułożyć, abym mógł sięgnąć do gumki na krzyżach, abym ją tam wyrównał. Opuszczała pupcię na ziemię, wyrównałem gumkę z przodu -- "Nie za wysoko" mówiła Baśka. Potem rozkładała szeroko nogi, bardzo szeroko bo chciała mieć majteczki porządnie założone, dobrze zapakowaną cipkę. To był mój ostatni tego dnia kontakt z cipką -- palcami wjeżdżałem pod materiał stringów, układałem go równo i szeroko, aby ją całą zakryć, a przy okazji wierzchami paców głaskałem już raczej suchą, gładką, miękką, trochę schłodzoną, jakby zmęczoną i zapadającą w sen, muszelkę. Układałem na płasko gumki w pachwinach. Koniec -- kurtyna opadła.


Baśka wstała. I czekała. Ja dalej klęczałem, brałem dżinsy i również zakładaliśmy je wspólnie. Jak traciła równowagę, to łapała mnie za głowę. Sprawnie zakładaliśmy nawet te obcisłe, gdzie pięty z trudem przechodziły przez przewężenie nogawki u dołu. Zamek u góry i guzik zapinała sama, bo nie chciałem jej uszczypać, chyba że miała całkiem elastyczne dżinsy, że mogłem je naciągnąć z dala od jej seksownego dziewczęcego brzuszka. Ubieranie się to był nasz rytuał. Początkowo sama chciała wszystko robić, ale doszliśmy do konsensusu, że to nie jest jakieś moje dżentelmeńsko-uległe jej usługiwanie, ale nasza świetna randkowa zabawa na koniec seksu, ostatnia bliskość, kiedy znika ze sceny cipka, nogi. Ubieranie się było jak w westernach, gdy główny bohater, gdy pokonał wszystkich, odjeżdża na koniu w dal, w stronę gór, z dymiącą strzelbą na ramieniu i pojawiają się napisy końcowe.


To były nasze "szybkie numerki" na koniec randki. Chroniły nas przed złymi myślami w domu, że mogliśmy mieć seks, mieliśmy możliwość, a nie zrobiliśmy tego, więc marnujemy swoją młodość.


-- Gdybyś miał opisać randkę w pamiętniku to jak byś to zrobił?   -- Baśka kiedyś zagadnęła gdy już wracaliśmy alejką w stronę mostku; (zrobiła to znowu wieszając się na moim ramieniu, że prawie musiałem się zatrzymać, i od razu wystawiając uśmiechniętą buzię zza ramienia; jednocześnie się wkurzałem, że ktoś mnie z zaskoczenia szarpie, więc w odruchu pasowałoby porządnie odwinąć, aby tego nie powtórzył więcej, a jednocześnie radowałem z niespodziewanej bliskości ładnej buzi Basi; nie wiem czy jest inny sposób, aby kogoś w tym samym momencie wkurzyć i ucieszyć; nie powiedziałem jej o tym, bo by przestała i już nigdy bym tego nie poczuł; do dzisiaj nie wie)


-- Opisałbym wszystko ze szczegółami, aby pamiętać... albo nagrałbym film i nasze myśli i uczucia też... i potem bym to odtwarzał aby przeżyć jeszcze raz. A najlepiej to bym odtworzył twoje nagranie... smile smile


-- No ale tak krótko jak w dzienniku na statku? Jak by to brzmiało...? "Baśka spała, robiłem minetkę, mieliśmy seks, a potem orgazm"?


-- Najlepiej "Baśka spała, więc miałem orgazm" smile smile


Taki seks w naturze był oczywiście świetny, ale było dużo niedogodności. Jak nie mieliśmy koca, to Baśka rzucała swoją bluzę na ziemię, potem się na niej kładła i tak czasem zasypiała. Jak ją chciałem obrócić gdy spała na boku, to musiałem ją przesunąć, aby nie wylądowała na trawie. Potem gdy ją rozbierałem, dżinsy, stringi, do pasa, to musiałem jej pod pupę wsunąć swoją bluzę. Jak w nią wchodziłem, to musiałem uważać, abyśmy się już nie przesuwali, bo jej głowa mogła spaść z bluzy na trawę. Mogły mi się rozjechać kolana gdzie trafiałem na gałązki kłujące, lub ostre kamyczki. O ironio... fakt, że Baśka po szkole wracała zawsze z Anką do domu, więc spotykaliśmy się dopiero popołudniami, sprawił, że oboje mogliśmy na chwilę wrócić do domu, aby przygotować się do randki -- prysznic, oboje się goliliśmy, aby w czasie minetki było gładko. Zanim się poznaliśmy Baśka pewnie często w domu biegała do łazienki, ale ja musiałem moją mamę małymi krokami dopiero przyzwyczaić do nowych zachowań.


Marzyliśmy o tym, aby mieć swój pokój z łazienką. Na polance nie było nawet czego pod głowę podłożyć. Aby poprawić komfort randek chcieliśmy w każdym miejscu, gdzie się spotykaliśmy, mieć koc. Zdobywanie kocy było dziwaczną przygodą poza randkami. Gdy w końcu mieliśmy naszą sypialnię, to dawałem Baśce pod plecy zwiniętą kołdrę i poduszki, była w pozycji półleżącej, cała naga. Penis wchodzący w cipkę do końca i moje uda napierające na jej dupcię, nie podnosiły jej w górę, mogliśmy się porządnie ... złączyć. Oczy Baśki były tuż przy moich oczach, jej ręce nie musiały sięgać daleko aby mnie objąć.


Może się wydawać urocze, że ona spała na randce, a potem seks. Ale jeśli ja czekałem na randkę, pożądałem jej, a ona przyszła padnięta po zarwanej nocy, to co się działo? Ona spała czy mieliśmy seks? Ja czekałem, złe myśli atakowały, czułem się jakbym przychodził na randki po to, aby mieć seks, a nie spędzać czas z Baśką, a nawet ją obwiniałem, że wcześniej nie brakowało mi seksu, a teraz jak ją znam, to czuję się od Baśki uzależniony. Poradziliśmy sobie tak, że seks był na początku, bez zbytniej aktywności Baśki, i w zasadzie zaraz po nim mogła zapaść w drzemkę. Co za różnica, czy budzi się do seksu, czy od seksu przechodzi do spania.


Najlepsze były takie randki, gdy oboje siebie pożądaliśmy, czekaliśmy na dzień i godzinę randki, potem spieszyliśmy się aby dotrzeć do dyskretnego tajnego, acz niewygodnego, miejsca, gdzie rzucaliśmy się na siebie, aby uwolnić energię seksualną. To były randki, gdzie Baśka nie spała. Randki kiedy już siebie dobrze znaliśmy w seksie. Kiedy nie szukaliśmy nowego miejsca, kiedy całkowicie mogliśmy się skupić na sobie.


Baśka powiedziała kiedyś:     "Dawniej myślałam, że ludzie się poznają romantycznie, zbliżają się do siebie, a seks jest tylko ukoronowaniem ich związku, takim dopełnieniem. Dzisiaj czuję, że bez naszego zwykłego seksu, gdzie jesteśmy fizycznie blisko, którego można by nawet nazwać mechanicznym seksem, nasza relacja nie byłaby pełna. Seks to nie jest dopełnienie, ale fundament. Ten fundament nas łączy. Jesteśmy jakby drzewami które łączą się korzeniami, a nie czubkami. Przez seks ja jestem częścią Ciebie, a Ty częścią mnie. Jak drzewa splecione korzeniami. Nawet gdybyśmy kiedyś byli osobno, to częściowo nasze dusze będą do siebie należeć, tak jakby złączone jakoś. ".

45

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Ja na randkach raczej nie spałem, bo na pewno Baśka choć raz by mnie obudziła robiąc loda, gdy byłem jeszcze w półśnie, ale nie mam takiego wspomnienia z tamtego okresu. Mógłbym jej zapytać o to. Jeśli odpowie "Tak, robiłam Ci loda wtedy", to pewnie chciałbym pociągnąć dalej "Czy na pewno mi, bo nie pamiętam?", ale takich pytań kłopotliwych nie zadaję. Mogłaby odpowiedzieć "Nie, nie robiłam. Ale po co Ci teraz ta wiedza?". Zreflektowałaby się, że to kłopotliwe pytanie i szybko poprawiła "Zresztą nieważne. Teraz zasypiamy i budzimy się obok siebie, a to coś, o czym wtedy mogliśmy tylko pomarzyć. Chociaż nieee... ja wtedy zasypiałam gdy byłeś i budziłam się gdy byłeś, i myślałam, że chciałabym tak codziennie we własnym naszym wspólnym łóżku".




Miało być o randkach bez seksu, a wyszło jak zawsze, czyli z seksem. I dobrze. Ale wróćmy do tych całkiem bez seksu.




Jak był deszcz, to siedzieliśmy gdzieś pod daszkiem, na deskach, albo murku. Wcale nie przytuleni, tylko obok siebie jak koledzy z osiedla. Baśka czasem czytała. Gdy nie czytała, to mijały godziny, prawie nic ze sobą nie mówiliśmy, nic nie robiliśmy, tylko po prostu obok siebie byliśmy, w milczeniu. To mi się wydaje tak dziwne, prawie nie do wiary, że chętnie bym teraz cofnął czas i nas podglądnął jak to było naprawdę -- czy myśmy naprawdę spędzili ze sobą kilka godzin, tak bardzo osobno jak ludzie na przystanku autobusowym, a jednak tak blisko bo razem na randce. Jedyną interakcją było czasami spojrzenie na siebie, uśmiech. Na początku gdy się poznawaliśmy, to Baśka nie pytała mnie o czym myślę i wydawało mi się, że jej to w ogóle nie obchodzi. Ja jej nie pytałem, bo nie chciałem się dowiedzieć czegoś, co by potem stało się wilkiem atakującym mnie, gdy czekam na mostku. Poznawaliśmy się bez pytań i odpowiedzi.


Kiedyś Baśka zobaczyła wiewiórkę, rzuciła torebkę na ławkę i do niej pobiegła. Baśka wołała "Chodź zobaczymy wiewiórkę z bliska", ale nie poszedłem, bo miałem dość wiewiórek z czasów przebywania z "chłopakami z osiedla": biegania za wiewiórkami, czekania na nie, bezskuteczne łapania, albo rzucania w nie szyszkami. Baśka poszła za wiewiórką dalej i dalej i w końcu zniknęła. Wróciła po długim czasie. Baśka miała randkę z wiewiórkami, a ja pilnowałem jej torebki. Głupio zrobiłem, bo trzeba było z nią iść. Trudno.


Na wiosnę chodziłem z Baśką przesadzać dzikie kwiatki z zaniedbanych kątów pod jej blok. Nauczyła mnie co to pierwiosnek, jak pachnie i że trwa przez wiele lat. Mówiła "ja lubię kwiatki sadzić, a Anka dostawać". Jesienią sadziliśmy drzewka, wracaliśmy z parku z torbami pełnymi kasztanów i żołędzi.


Chodziłem z Basią do jej koleżanek, one rozmawiały a ja się nudziłem. Ja leżałem na sofie i widziałem je przez drzwi w kuchni lub w sąsiednim pokoju. Siedziałem cicho jak myszka, więc czasem się zapominały, że jestem obok i mogłem widzieć i podsłuchiwać ich rozmowy jakby przez ukrytą kamerę z mikrofonem. Czasami się zdrzemnąłem, ale ciekawskich rozczaruję, bo ani Baśka, ani jej koleżanka, ani one razem, nie obudziły mnie ani razu robiąc loda.


Podobnie jak ja w późnej podstawówce widywałem dziewczyny chodzące tu i tam, a nie miałem pojęcia jak wygląda świat dziewczyn, to tak samo Baśka była ciekawa świata chłopaków. Z uśmiechem słuchała jak jej coś opowiadałem, jakby to była jakaś niesamowita wyprawa czy przygoda. Chciała, abym ją zaprowadził do fajnego i niefajnego miejsca. 


Niefajne odwiedziliśmy najpierw. To była moja alternatywna droga ze szkoły, którą w zasadzie nie powinienem chodzić. Najpierw szliśmy wzdłuż ziemistego, ubitego placu, gdzie w tamtych czasach rolnicy przyjeżdżali handlować. Wokół aut typu Żuk były rozstawione prowizoryczne zagrody, a w nich na sprzedaż duże i małe świnie, kury, gęsi. Od placu, wzdłuż rzeki szliśmy wąską ścieżką, mocno obrośnięta trawą z obu stron, że tylko jedna osoba mogła tamtędy się przeciskać. Baśka plac handlowy znała doskonale, ale na tę ścieżkę nie trafiła nigdy. W zimie chłopaki szli rzeką gdy lód był gruby. Jak nie byli pewni grubości lodu, to jeden szedł rzeką, trzymał się gałęzi, a inni tę gałąź trzymali na brzegu idąc równolegle z nim -- oczywiście kończyło się załamaniem lodu i wydobywaniem gościa zamoczonego do pasa w lodowatej wodzie.


Dalej był most kolejowy, którego Baśka widywała tylko z oddali, więc chciała go zwiedzić. Cały żelazny, ale wokół torów pierwotnie były ułożone betony -- taka podłoga na moście. Betony z biegiem lat się wykruszały, powstały wielkie dziury, przez które jak się zaglądnęło, to na dole płynęła rzeka. Baśka się dziwiła, że przez wiele lat nikt tego nie naprawił i że nikt nie spadł do rzeki, bo każdy beton był jakby pułapką zapadnią z Indiana Jones. Pokazałem jej gdzie chłopaki układali na torach metalowe 20-złotówki, aby pociąg je sprasował, opowiedziałem jak uciekali przed SOKistami, i że nawet kolega miał wizytę milicji w domu.


Dalej przeciskaliśmy się przez krzaki, omijając rośliny, których chłopaki się bali (teraz wiem, że to były barszcze Sosnowskiego) do kolejnego mostu, betonowego, dużego samochodowego. Z boku mostu kończyła bieg rura tak duża, że człowiek mógł do środka wejść na czworaka. Przez cały rok wypływała z tej rury brudna woda. To nie były ścieki, ale raczej woda z ulic, rynien, która niosła czarne błotko, takie samo jakie widzimy na wiosnę na resztkach śniegu po obu stronach drogi. Błoto gromadziło się pod mostem całymi latami, więc powstało rozległe czarne grzęzawisko. Wracać tędy ze szkoły, to było wyzwanie. Trzeba było wiedzieć, gdzie wystaje kilka cegieł, gdzie płaski śliski kamień, który ma załamanie gdzie trzeba było zblokować tuta, potem w prawo na garb z betonu, wskoczyć na murek, znowu kamienie i dopiero wtedy było się na drugim brzegu.


W zimie chłopaki zatykali tę rurę śniegiem -- robili tamę u jej wylotu. Gdy tama była duża, to woda napierała, śnieg mógł się odkleić i cały ten ściek kogoś zalać. Doklejanie kolejnej porcji śniegu musiało być stresujące jak wyprawa Kmicica aby zniszczyć Kolumbrynę szwedzką. Znalazł się odważny, dolepiał śnieg, tama puściła, chciał się złapać rury, ale woda z błotem i kawałkami śniegu podcięła mu nogi, więc upadł na ręce -- przetrwał to w pozycji jakby miał pompki robić. Wracał do domu z czarnymi po łokcie rękami, z błotem obsychającym na kurtce zimowej, oraz całkowicie mokrymi czarnymi nogami. Nie widziałem tego, ale najpierw koledzy o tym opowiadali, a potem gość był znany, tylko nie wiem czy mu to pomogło czy przeszkodziło w podrywaniu dziewczyn.


Baśka chciała tę rurę zobaczyć. Gdy dotarliśmy pod most, to było jak dawniej: wszędzie czarne błoto, jak przeszkoda na szkoleniu wojskowym, ale zdecydowanie czyściej, o ile tak to można nazwać, bo miasto uprzątnęło walające się butelki, rozerwane worki ze śmieciami, rdzewiejącą puszkę i pety na murku. Baśka nie chciała pomocy, więc uprzedziłem, że to czarne błoto jest ekstremalnie śliskie, że to czarny pył z drogi, że noga może zjechać błyskawicznie. Szedłem przodem, mówiłem jak stawiać nogi, na których kamieniach, gdzie się blokuje podeszwa aby nie zjechała. Baśka się jednak poślizgnęła, wpadła jedną nogą do błota po kostkę, a uratowała się rękami, którymi wsparła się na drugim kamieniu. Złapałem ją za nadgarstek, wyciągnąłem z błota, dotarliśmy na drugą stronę, pod rurę.


-- Czyli mam wycieczkę w pełnym wymiarze, co?  -- powiedziała niepocieszona


-- Prawie w pełnym wymiarze. Rura istnieje, jest prawdziwa, i ciągle wylewa brudy. Czarne błoto istnieje i Cię zaatakowało. Brakuje tylko, abyś była na ustach wszystkich jutro w szkole, oraz aby przez następne lata bardziej Cię kojarzono jako "ta co wpadła do błota" niż po imieniu i z której klasy jesteś.  


Dłonie miała od spodu czarne, jakby właśnie dotknęła malowanej ławki, ale błotko szybko zasychało przechodząc od czerni do eleganckiej szarości. Tenisówka wyglądała jak tort polukrowany czarną czekoladą, a na gołej kostce miała czarną skarpetę, która podobnie jak dłonie zmieniała kolor na szary. Nie udało się czyścić chusteczkami. Było ciepło, więc Baśka weszła rzeki w butach. Przy brzegu umyła ręce, tenisówki znowu się zrobiły białe, bo ta czerń to był pył z ulicy łatwy do wypłukania, a nie lepka glina. Ruszając nogami rozkopała muł przy brzegu i odsłoniła pijawki, które czując coś ciepłego w pobliżu ożywiły się. Baśka szybko chciała wyjść z wody, podałem jej rękę, wyciągnąłem ją na brzeg.


-- Dlaczego mi nie powiedziałeś że w rzece są pijawki?
-- Przy ławce w parku są mrówki, a w powietrzu osy, więc myślałem, że pijawki w rzece to oczywiste...
-- Ale one się ruszały, tak jakby chciały się wkłuć.
-- Wiem, że się ruszają, ale chyba nie gryzą, bo chłopaki by omijali muł przy brzegu smile smile  


Przytuliliśmy się. Baśka rozglądała się próbując ocenić sytuację. Patrzyła na błoto pod mostem, złowrogą rurę z której leniwie sączył się gęsty brudny strumyczek, w górę na most, gdzie jeździły auta, ludzie szli z zakupami, gdzie Baśka sama wielokrotnie wcześniej chodziła.


Nie musieliśmy wracać przez błoto, poszliśmy dalej ścieżką wśród traw. Dotarliśmy do bocznej drogi, wróciliśmy na główną ulicę i pożegnaliśmy się. Jak zwykle patrzyłem za Baśką, gdy odchodzi, na kiwający się kucyk, a wtedy dodatkowo chlupiące tenisówki. Ech... mogłem ją chociaż pod blok odprowadzić, a zachowałem się jak ciapa. Wiem, że obiektywnie nic się nie stało, bo przecież jak grałem z kolegami w piłkę, a złapała nas ulewa, to dalej graliśmy, a potem całkowicie mokrzy wracaliśmy do domów. Ale jakoś tak smutno mi było, że wziąłem ją ze sobą, aby miała mini przygodę, a wracała do domu poszkodowana i samotnie.


A fajne miejsce? Fajne miejsce było, gdy poszliśmy do sadu, gdzie był agrest, porzeczki czarne i czerwone. Baśka, dziewczyna z osiedla w spódniczce i tenisówkach, przechodziła przez płot -- wybrałem nie taki co jest kiwającą się siatką, ale sztywny spawany z krat, gdzie nie zablokuje sobie nogi w oczku siatki, ani nie nadzieje cipki na drut. Ostrzegłem ją, że na porzeczkach są pajęczyny i mini pająki, a na truskawkach chrupiące ślimaczki. Z uśmiechem i rumieńcami jadła wszystko, co głównie znała ze sklepu, kwaśne, słodkie, dojrzałe, nie do końca dojrzałe. Ja dla towarzystwa słodkie czarne porzeczki i jeszcze słodsze nietypowe maliny, które gdy były dojrzałe, to miały żółty budyniowy kolor.

46

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

Z czasów "chłopaków z osiedla" znałem polanki z poziomkami, ale wtedy dużo osób o nich wiedziało, więc rzadko można było sobie pojeść. Parę lat później, gdy wszyscy rozjechali się do różnych szkół średnich i nie włóczyli popołudniami po lesie, to przypuszczałem, że jest tam dużo poziomek, ale nie byłem w tych miejscach, bo po pierwsze trudno dostępne, a po drugiej strata czasu: dziwne gdyby licealista spędzał popołudnie zajadając poziomki. Wycieczka z Baśką w te miejsca to byłoby coś ekstra. Dla niej nowe otoczenie, dla mnie stare kąty, w dodatku mnóstwo poziomek, których w dzieciństwie można było zjeść tylko kilka.


Byliśmy tam wiele razy. Obok ścieżki w parku biegł mały strumyczek, wokół niego grząska trawa i błoto, Baśka wskoczyła mi na ręce, przeniosłem ją na drugą stronę. Potem w górę po skarpie, gliniastej, ale suchej, trzymanej przez korzenie drzew. Dziwiliśmy się, że była tam kompletnie przerdzewiała barierka z takich samych rur jak na "naszym mostku", która kończyła się na górze skarpy, gdzie był po prostu las. Trochę przedzierania się przez trawy i pod drzewami widzieliśmy już zieleń dużych listków krzaczków z poziomkami. Baśka mogła zobaczyć sarny z bliska, pewnie zaskoczone, że człowiek dotarł w to nieatrakcyjne miejsce. Gdy czerwone poziomki wyjedliśmy, to szliśmy dalej przez las i wychodziliśmy z drugiej strony parku, a potem kierowaliśmy się na pagórek, gdzie mieliśmy korzeń i szopę i kocyk schowany w czarnym worku pod dachem.


Seks "na poziomkach" mieliśmy tylko raz. Baśka przyszła w spódniczce luźnej, szarej, rozkloszowanej, z szeroko pomarszczonym pasem w talii, jakby tenisowej, ale bawełnianej a nie plastikowej jak teraz się produkuje. Musiałem wybierać czy jeść poziomki, czy zająć się Baśką, która raz po raz kucała przy krzaczkach z poziomkami odsłaniając zbyt wiele uda i ciałka pomiędzy pasem spódniczki a ciasną krótką rozpinaną bluzeczką. Jej mały plecak razem z kucykiem przechylał się raz w lewo raz w prawo jak Basia sięgała po poziomki. Nie minął długi czas zalotów erotycznych, a już w mojej kieszeni miałem jej stringi. Nie minął długi czas, otwieram oczy, a tutaj Baśka nade mną, oparta o drzewo, moje ręce obejmują jej nogi, palce zaciśnięte na jej udach, a cipka wypięta przy moich ustach. Nie minął długi czas, a ja jestem w niej głęboko, ona oparta o drzewo i orgazm. Baśka by napisała w dzienniku: "Randka bez seksu, poszliśmy na poziomki, więc ubrałam poziomkowe stringi. Były sarny, minetka i seks.".  


Było niewygodnie. Nie było trawnika, aby się położyć, nie mogliśmy zdjąć butów, Baśka nie mogła się oprzeć plecami o drzewo, bo się bała żywicy w ubraniach, albo że się włosami przyklei, a nawet jak się rękami opierała, to sprawdzała czy nie ma żywicy na rękach, a nie chciałem z nią debatować, czy w tej korze jest żywica, czy to sosna czy nie sosna. Powiedziała "Wiesz... cudownie było, byłam podniecona i chciałam Cię poczuć, ale chyba lepiej jak się nagrzejemy seksualnie jedząc poziomki, a potem szybko pójdziemy się bzyknąć do któregoś z naszych przygotowanych kątów".  


Zdarzało się, że Baśka zanim między nami nastąpił jakikolwiek kontakt seksualny, erotyczny, była skupiona na otoczeniu a nie seksie. Z drugiej strony nie blokowała dotyku, bliskości, całowania. Całkowity brak niechęci, zero jakichkolwiek uników. Dopiero jak się podnieciła, to kierowała uwagę w stronę seksu. Bywało, że leżała na kocu, już rozebrana, robiłem jej minetkę, a ona wciąż jakby nie uczestniczyła w minetce, rozglądała się wokół myśląc nie wiadomo o czym. Albo jak na poziomkach gdy kucała, to ja kucnąłem za nią, przytulałem, głaskałem nóżki, uda od spodu, cipkę w stringach, a ona nic -- po prostu jadła dalej poziomki jakby mnie tam nie było. Na początku znajomości aż mi było głupio, bo nie wiedziałem, czy zaraz nie warknie na mnie "Co robisz!", "Nie teraz!", "Nie mam ochoty!", "Boli!", "Niewygodnie!", "Niedyskretnie, nie tutaj!", więc zapobiegawczo pytałem "Podoba Ci się?", "Na pewno chcesz?", a ona odpowiadała "Tak, ale dlaczego pytasz?". Później już nie pytałem, bo wiedziałem, że krzywdy jej nie robię, a jak chcę z nią seksu, to muszę ją odłączyć od otoczenia, aby się podnieciła i też chciała.


Kiedyś zapytałem Baśki "A dlaczego nigdy nie protestujesz gdy Cię tak dotykam, przecież czasem nie masz ochoty na pewno?", to tylko kiwnęła ramionami i powiedziała "Nie wiem, nie zastanawiałam się nad tym...". Dobrze, że nie odpowiedziała "Bo Cię kocham...", bo by to znaczyło "Dla Ciebie tak się poświęcam i znoszę niechciany dotyk, bo Cię kocham, oraz nie mogę odmawiać seksu, bo to zagrożenie że pójdziesz do takiej, która nie odmawia". Esther Perel w wykładach o tym mówiła: nie będzie seksu, jak on czeka na moment, aż ona będzie będzie miała ochotę na seks. Ona będzie miała ochotę dopiero jak się podnieci. Aby się podnieciła, to musi być dotykana, musi być aktywność erotyczna. Więc jeśli ona odmawia dotyku, to się nie podnieci, więc seksu nie będzie chciała, więc seksu nie będzie. Jeśli on nie dotyka, nie pożąda, to seksu też nie będzie. Blokada dotyku, to droga do zniszczenia seksu w związku. Nie robiliśmy z Baśką kolacji przy świecach, nie flirtowaliśmy cały dzień, aby wieczorem doczekać się upragnionego seksu, nie musiała brać kąpieli z lampką wina, aby był seks, i chyba nie robiliśmy żadnej gry wstępnej, bo dla nas seks zaczynał się od pierwszego kontaktu, pierwszego dotknięcia, pierwszego pocałunku czy przytulenia.  


Ja Baśce nie odmówiłem nigdy i nie odmówię, bo to by było jak zaprzeczenie istnienia mojej osoby. Jak cofniemy film do pewnego punktu w czasie, to na ekranie pojawię się jako kujon, który marzy o tym, aby choć chwilę potrzymać mięciutką, gładziutką, delikatną rączkę jakiejś dziewczyny. Jeśli przesuniemy film z powrotem do przodu, to na ekranie będzie ta sama osoba, która była kujonem, ale teraz ma obok kobietę, która chce z nim seksu, w dodatku uparcie do tego seksu dąży. Dziadek, gdy byłem w podstawówce, powtarzał "Dziewczynom się nigdy nie odmawia", co mnie żenowało, bo jakżesz miałbym jakiejś dziewczynie nosić książki, albo co gorsze oddać krzesło na apelu. W dorosłości zrozumiałem, że to była ważna prawda o seksie i dlatego Baśka co chciała to miała. Jak chciała wypróbować seks w morzu, na brzegu morza, minetkę na kamieniu przy plaży, to realizowaliśmy jej fantazje. Innym razem szliśmy wzdłuż plaży betonowym falochronem, mówiła "Chodź zrobię Ci loda tutaj", a było zimno, zagrożenie, że ludzie przyjdą, myślałem "Bez sensu..." ale mówiłem "No pewnie, gdzie i jak mam usiąść?". Penis początkowo sztywny, później opadł, myślałem, że będzie zonk między nami, ale Baśka powiedziała "Mi było fajnie. A Tobie na początku się podobało?", "Tak Basiu", o koniec nie pytała.


Innym razem wróciła późną nocą z delegacji. Czułem gdy weszła do łóżka, przytuliłem ją. Całowała mnie w szyję i sutki, ręką pieściła brzuch, penisa. Nie wysilałem się, aby się obudzić i zająć Basią, bo przecież na randkach w młodości czasem było podobnie, ale nasze role odwrócone -- ja jej robiłem minetkę, a ona oglądała drzewa, albo robiłem minetkę, a ona jeszcze spała, i musiałem się postarać, aby się podnieciła i był seks. Wtedy w nocy jeszcze próbowała robić mi loda, ale tym bardziej nie wyszło. Czułem że wstała, wystraszyłem się, że ją odtrąciłem, co by było wyniszczające dla naszej relacji, ale w momencie się uspokoiłem, bo przecież nie ma u nas agresji, Baśka taka nie jest. Faktycznie stanęła na łóżku, przeszła po materacu w stronę poduszek, dała cipkę na moje usta, wjechała dłońmi w moje włosy, palcami kręciła we włosach kółka i słodko mówiła "Oj poliż ją, chociaż chwilkę...". Polizałem chwilkę, ale aby nie zasnąć pod nią, rzuciłem poduszki i kołdrę jedne na drugich, na nich Baśkę w naszej ulubionej pozycji, która nie ma nazwy. Miała minetkę do orgazmu, ja szybki seks, poszliśmy spać.


https://i.postimg.cc/yYvf5sXp/fsit.jpg 


Może Baśka, czasem, gdy na nią nastawałem seksualnie, też była niechętna aby mieć wtedy seks, ale dla dobra naszej relacji nie dawała tego po sobie poznać. Kiedyś zadałem sobie takie pytanie, czy gdybym się cofnął się w czasie do momentu, kiedy ona na mnie naciskała aby mieć seks, to czy zmieniłbym swoje postępowanie mówiąc jej "nie teraz, jestem zmęczony" a ona powinna to zaakceptować, bo zabawa jest wtedy gdy obie osoby chcą, a nie tylko jedna chce a druga ulega. Odpowiedź była oczywista -- nie zmieniłbym tego, bo seks był zawsze dobry. Może Baśka też sobie takie pytanie kiedyś zadała i też na nie odpowiedziała tak samo jak ja. 


Na drugi dzień rano po tej nocy co wróciła z delegacji i kochaliśmy się, mówiła, że taka powolna minetka jej się bardzo podobała, więc na przyszłość zwolniłem tempo i szybciej dochodziła. Potem jeszcze dodała:


-- Jak Cię chciałam wczoraj wybudzić do seksu, to chyba poczułam się jak Ty kiedy to robisz w moją stronę. 
-- I jak Ci było?
-- Mężczyźni chyba mają łatwiej niż kobiety.
-- Booo?
-- Bo Ty mnie układasz z rozłożonymi nogami, robisz chwilę minetkę, cipka się podnieca, wchodzisz we mnie i zaraz masz orgazm. Ja jako kobieta muszę Cię jakoś poderwać do aktywności wobec mnie, poza tym nie miałabym siły Cię układać.
-- Zazwyczaj to ja Ci mówię, abyś usiadła mi na ustach, a wczoraj czułem jak zapadał się materac gdy szłaś po łóżku, nie widziałem co kombinujesz, a nagle przy ustach i nosie poczułem twoją cipkę.
-- Hhihi... wiem. Jak wracałam do domu to chciałam już leżeć i że zrobisz mi dobrze, a tak mi do późna zeszło.




Temat zjechał na seks małżeński, a przecież miało być o randkach w młodości. Ciągle wątek ucieka to tu, to tam.. smile smile


W czasie tych randek, kiedy nie pokazywaliśmy światu, że jesteśmy razem parą, zanim mogliśmy się seksić w jej pokoju, bez zagrożenia że jej mama nagle wejdzie z herbatą lub o coś zapytać, to mieliśmy różne seksy. Jedne były wymuszone, kiedy rozsądek podpowiadał, aby to zrobić, bo jak wrócimy do domu to będziemy żałować -- na przykład seks, gdy Baśka się budziła, albo seks na imprezie, gdzie była wylaszczona, w szpilkach, w obcisłej czarnej sukience do połowy uda, z dużym dekoltem i długimi rękawami z piórkami na końcu. Musieliśmy to uczcić seksem, bo do parku przecież w takim wydaniu nie przyjdzie. Inne seksy były spontaniczne, jak ten na poziomkach, albo po kryjomu w jej domu szybki numerek pod radarem jej rodziców. Spontaniczne seksy miały niedogodności.


Najlepsze były seksy zorganizowane, gdy pędziliśmy szybkim krokiem przez park do naszego miejsca. Szliśmy prawie nie rozmawiając. Obok mnie kiwały się jej włosy, obok mnie tuptały jej nóżki, torebka obijała się o jej biodro, gładka rączka Basi trzymała pasek torebki na ramieniu, w miejscu bransoletki miała gruby czarny sznurek i cienki pomarańczowy z czymś połyskującym srebrnym. Zastanawiałem jak w ogóle zacząć "ten seks", gdy będziemy już na kocu: minetką, lodem, przytulimy się tylko, siądzie na mnie, klęknę przy jej dupci, to był taki lekki stresik mający niewiadome źródło, a przecież seks to taka naturalna zabawa dwojga ludzi. Docieraliśmy do naszego miejsca, gdzie dawaliśmy upust pożądaniu: początek i koniec randki były wyćwiczone, jak w wojsku, każde z nas wiedziało co ma robić, ale seks był spontaniczny. Baśka mówiła "Niby ciągle robimy to samo, a ja mam wrażenie, że za każdym razem jest inaczej. Ty też tak masz?".

Też tak miałem smile : )

47 Ostatnio edytowany przez Lucyfer666 (2023-02-25 02:24:22)

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
Gary napisał/a:

Ciekawy format wpisów

48 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2023-02-25 02:46:53)

Odp: Stres na dyskotece szkolnej

I którz to działa jak nasz sejm? ( nocą)





https://i.ibb.co/xqsKLHC/lz.jpg




lol

49 Ostatnio edytowany przez Gary (2023-02-27 14:22:58)

Odp: Stres na dyskotece szkolnej
jakis_czlowiek napisał/a:
Kaszpir007 napisał/a:

Ale czego mają uczyć ?
Obejrzyj sobie pornhuba i będziesz miał tą "tajemną" wiedzę wink

Kaszpir, obudź się. Ja, a Ty to różnica jakichś 17 lat. To że w Twoich czasach to był plus, nie znaczy, że teraz jest.



A nie wystarczy dwoje ludzi po prostu zamknąć w pokoju? A najlepiej ich położyć do łóżka i samo się dzieje? Przecież w końcu ktoś kogoś... smile smile

Jak się razem jest w jednym łóżku, to seks wychodzi spontanicznie. Ale jak się umówi na seks to zawsze jest stres, albo mini-stresik, do czasu, aż się zacznie. No bo jak? Ona w łóżku, iść tam do łóżka i co dalej?



Hurra! W końcu. Razem i blisko. I parę godzin dla siebie. Co robić? Możliwości ograniczone w parku. Chwilę się całowaliśmy, potem siedzieliśmy razem w milczeniu, tulili. Randka rozkręcała się leniwie. Czasem o czymś rozmawialiśmy chwilę. Baśka siedząc na mnie bawiła się guzikami koszuli, rozglądała. Gdzieś tam w oddali ktoś z psem szedł, musieliśmy przeczekać aż pani z wózkiem nas minie i zniknie za zakrętem, monitorowaliśmy biegaczy, czy skręcą w naszą alejkę, czy pobiegną dalej.

-- Co Basiu?   -- patrzyłem na nią jak się rozglądała wokół trzymając ręce zaplecione na mojej szyi, cieszyłem się, że ją w końcu mam dla siebie, przypuszczam, że uśmiechałem się do niej jak Rhet gdy pierwszy raz zobaczył Scarlet w "Przeminęło z Wiatrem"

-- A niiiiic... -- jej wyluzowany ton plus serdeczny uśmiech miłej dziewczyny plus obciążenie jakie wywierała siedząc na mnie, powodował, że czułem iż czas młodości spędzamy właściwie, dobrze, nie robiąc nic

-- Dobrze Ci?

Nie odpowiedziała, przytuliła się.

Cisza. Siedzimy sobie.

Baśka rozmóżdżona, po czasie podniosła oczy, niemo patrzyła na mnie, potem znowu gdzieś w dal, poprawiała włosy, znowu się przytulała do ramienia, jej buzia znikała gdzieś z boku, widziałem włosy, potem przechodziła na drugie ramię. Bawiłem się jej kucykiem, dotykałem szyi.

Nic się nie działo. Hmm... trochę jak w słynnej scenie z filmu Rejs, że polskie filmy są nudne.

Dawniej gdy nie chodziłem na randki to się zastanawiałem skąd będę wiedział co robić na takiej randce. Tłumaczyłem sobie, że jakoś to będzie, ludzie jakoś "robią te randki", a nawet jak się wyłączy mózg, to ludzie by uprawiali seks, bo inaczej by wyginęli. Czyli gdyby zrobić naukowy eksperyment, że zamkniemy chłopaka i dziewczynę w jednym pomieszczeniu, oraz wyłączymy im mózgi, aby nie blokowały ich ramy społeczne, to oni na pewno się bzykną, on ją przeleci po krótszym czy dłuższym czasie, bo tak działa natura. Baśka znała tę pseudo-teorię i się z tego śmialiśmy.

-- Jesteśmy w eksperymencie?  -- tak ją dla żartu czasem pytałem
-- Chyba tak... obserwuję co się będzie działo...
-- I co się dzieje?

Podniosła głowę, dała całusa, oparła ręce na moich ramionach, wyprostowała się. Oczy jej błyszczały, uśmiechała się i zadziornie do mnie:

-- Na razie nic. Obserwujemy... bo to eksperyment... czy coś się będzie działo...

Posty [ 49 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Stres na dyskotece szkolnej

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024