netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Ciąża, chłopak, pieniądze, nadopiekuńcza matka - życie..!

4 odpowiedzi2 177 wyświetleńzałożony przez Lena_M, 16.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ciąża, chłopak, pieniądze, nadopiekuńcza matka - życie..!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: Ciąża, chłopak, pieniądze, nadopiekuńcza matka - życie..!

Witam. Potrzebuję świeżego spojrzenia obcych, anonimowych osób na moją sytuację życiową.
To będzie długi post.. Może ktoś będzie w stanie go przeczytać.. smile Zacznę od początku..!
Mam 21 lat. Jestem na 3 roku studiów licencjackich. Od ponad 3 lat jestem w raczej szczęśliwym związku z mężczyzną również w wieku 21 lat. Jedynaczka, ale nie tak bardzo ograniczona, niesamodzielna i egoistyczna jak czasem się zdarza. Za to moją mamę opanował chyba syndrom jednego dziecka.. Jest bardzo nadopiekuńcza. Najchętniej to jeszcze by mnie czesała, przykrywała kołderką, i całowała na dobranoc! Nie mówiąc o tym, że zawsze chce wiedzieć gdzie wychodzę, a jak nie wracam do 22 to dzwoni, żebym natychmiast wracała bo "ona się denerwuje". Nic nie mogę jej powiedzieć, bo wtedy "jestem złą córką" a ona "biedna pokrzywdzona mamusia", która płacze przez niewdzięczną córkę. Nigdy nie stwarzałam problemów, nie pyskowałam, nie buntowałam się. Znała wszystkich moich znajomych, dzwoniłam kiedy np. miałam wrócić później z imprezy (na które puszczała mnie z bólem). Nie zasługuję na traktowanie niczym mała dziewczynka we mgle. Marzy, żebym nigdy się nie wyprowadziła z domu i razem z przyszłym mężem i dzieckiem zamieszkała z rodzicami i dziadkami w domu, w którym teraz mieszkam. Kobieta niby na wysokim stanowisku państwowym, budzi zaufanie wśród współpracowników, uchodzi za tą mądrą, ułożoną i najbardziej doświadczoną, spokojną, znajdującą wyjście z każdej sytuacji. A w domu? Jakby zmiana o 180 stopni. Zahukana, biedna kobieta, która najlepiej ułożyłaby życie swojej córki. Do tego nie potrafiąca poradzić sobie z mężem alkoholikiem, którego de facto utrzymuje, bo od 8 lat jest bezrobotny. Ojciec to dobry człowiek, jak nie pije. A jak pije, to i tak sobie siedzi, nawet się nie odzywa, nie awanturuje się, nigdy nikogo nie uderzył. Ale pije. Czasem rzadziej, czasem codziennie. I ja tego nie akceptuję. Za to dziadkowie, którzy razem z nami mieszkają, to kochani ludzie. Babcia jest bardziej taktowna i wyrozumiała jak mama, dziadek praktycznie więcej na mnie łoży pieniążków niż mama. Jest mi głupio, ale jestem jego jedyną wnuczką - tak sobie to przynajmniej tłumaczę, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia. Nigdy o nic nie proszę, wierzcie lub nie. To dziadek niejednokrotnie powtarza, że chce, żeby jego wnuczka miała zapewniony dobry byt, bo on nie ma na co oszczędzać. Przyszedł czas kupna komputera - dziadek. Była jakaś wycieczka szkolna - dziadek. Wypad na imprezę - dziadek woła i z mrugnięciem oka "masz na piwo". I wiele innych sytuacji. Nieraz nawet czuję dług wdzięczności, jakiejś podwładności. Że np. nie mogę się wyprowadzić, bo dziadkowie stracą praktycznie jedyną radość z życia. A ja naprawdę nie chcę być epicentrum tego domu..
Teraz kilka słów o chłopaku, narzeczonym, w sumie sama nie wiem jak nazywać na tym etapie. Chłopak to za mało, narzeczony - póki co oświadczyn nie było, jedynie rozmowy o ślubie. Więc jesteśmy razem jakoś ponad trzy lata. Niby mało, niby dużo. Nie wiem. Wiem tylko, że go kocham miłością prawdziwą, szczerą, wierną i oddaną. Nie tylko biorę, staram się jak najwięcej dawać z siebie. Myślę, że jesteśmy szczęśliwi. Tak po prostu, zwyczajnie. Zdarzają się kłótnie, ale u kogo nie? Wiem, że to "ten". Na zawsze i na wieczność, jak to mówią. Prawie że ze sobą mieszkamy. Mama długo tego nie akceptowała aż w końcu się przyzwyczaiła i uwielbia swojego przyszłego zięcia, chociaż tyle dobrego. "Mieszkamy" na zasadzie, że on jest u mnie przez większą część tygodnia, czasem jest to 6 dni, a czasem 4. Ale częściej jest niż go nie. Niemniej mamy do użytku właściwie mój jeden mały pokoik w domu. Dom, choć duży, w większości zajęty, bo źle jest rozplanowany. Pięć osób w domu, z moim chłopakiem sześć. a już jest czasem ciasno.
No i bach. Stało się. Jestem w ciąży. Nie jestem załamana, choć troszkę zaskoczona. Ale kiedy rozpoczynałam współżycie byłam świadoma, że zawsze jest możliwość wpadki. Ja jestem gotowa na dziecko. Poradzę sobie. Jeszcze nikomu nie powiedziałam.. Dlaczego? Już tłumaczę - mama wpadnie w szał, że "przed ślubem i za wcześnie". Chłopak, jeszcze niedawno mówił, że nie chciałby, żebyśmy wpadli, bo będzie się to wiązać z problemem finansowym. A że chłop nerwowy, to zaraz "depresyjka" i te sprawy. I teraz jestem w kropce!
Po pierwsze - boję się o ciążę. Mam problemy z hormonami, z owulacją, której praktycznie nie było. To naprawdę cud, że zaszłam w ciążę, a teraz mogę się modlić, żeby szczęśliwie donosić. Cieszę się, naprawdę się cieszę - lekarz mówił, że może być trudno, że może nie będę mieć dziecka wcale - taki scenariusz też był brany pod uwagę. A tu proszę, jednak jest. To naprawdę dobra nowina.
Po drugie - mama. Chociaż to najmniejszy problem, może i szok będzie, ale przemyśli, przyswoi, i - mam nadzieję - będzie się cieszyć. W końcu mogła w ogóle nie zostać babcią..
Po trzecie - fakt mieszkaniowy i finansowy. Przemyślałam sobie parę spraw, i wymyśliłam, choć może naiwnie, pewien plan. Do skończenia licencjatu pozostało niewiele czasu, ostatni rok. Później.. No właśnie. Może to nie fair, ale każdy chyba chwyta się tego co może. Mama, dzięki znajomościom, może mnie i mojemu mężczyźnie załatwić dobrą pracę. Na pewno stałą. Głównie z tego powodu kształcimy się w kierunku tejże pracy, mając perspektywy na "po studiach". Miałam plany robić magisterkę, i ją zrobię, choć pewnie zaocznie. Mam nadzieję, że się uda. Ale wracam do meritum - praca może być zapewniona. Ale skoro ja jestem w ciąży, w tym czasie, kiedy mogłabym zacząć, urodzę. Więc pozostaje zarabianie tylko przez mojego chłopaka. Nie wiem czy to wystarczy..
Pomyślałam, że moglibyśmy wziąć kredyt. Niestety, my pewnie nie będziemy zdolni do kredytu, dlatego myślałam, żeby wzięła go na siebie mama - wiem, że z pracy może wziąć kredyt praktycznie bez oprocentowania. I to nie tak, że miałaby go za nas spłacać - nie. Jak już będzie praca, wszystko oddamy, co do grosza. Na każdą ratę będziemy łożyć. Rozmawialiśmy sobie wstępnie z chłopakiem na ten temat, zresztą mamie też oznajmiłam, że prawdopodobnie nie będę mieszkać w domu. Nie zostawię go na pastwę losu, kiedyś się nim zajmę, może przepisze na swoje dziecko. Póki co ma on lokatorów, ma się kto nim zająć. Kręciła nosem, bo chciałaby "mieć córeczkę na miejscu", ale jakoś przetrawiła. Więc pomyślałam, żeby wziąć kredyt, zakupić mieszkanie - zawsze lepiej spłacać ratę na swoje mieszkanie niż płacić taką samą wysokość za wynajem. Urządzić się samemu , i jakoś żyć.
Ponadto, jako że mój chłopak posiada samochód, i ja również - taaaak, prezent od dziadka - mamy środek transportu. Z tym, że chłopaka samochód jest jakby...niebezpieczny, gdyż ze starszego rocznika, a mój bardzo mały, nie dla rodziny z dzieckiem, pomyślałam, że lepiej sprzedać te dwa, łącznie po sprzedaży mielibyśmy do dyspozycji jakieś 15 tys. , i w tej cenie zakupić sobie auto rodzinne dla nas obojga. Ale to już plany takie "ponad". Niemniej chyba również ważne..
No i jeszcze jedna kwestia - kwestia ślubu. Nie wiem jak zareaguje chłopak, czy będzie chciał, żeby dziecko urodziło się nam jako małżeństwu, czy lepiej z tym poczekać. Ponoć tradycja mówi ( a przynajmniej moja rodzina), że ślub i wesele organizują rodzice młodych, i tak też mi mama zapowiadała, że ona chciała by wyprawić mi, jako jedynej córce, wesele, z jakiego byłabym zadowolona. Z tym że.. mnie jest głupio tak. Wolałabym sama zapłacić, ale jak.. Teraz nie da rady. Chciałabym małą uroczystość, najbliższych, ale z drugiej strony chciałabym, żeby było jak należy. Żebym pamiętała ten dzień do końca życia, jako jeden z najlepszych. A wiem, że rodzicom chłopaka się nie przelewa, i to, co by chciała zorganizować mama nie pokryje się z możliwościami finansowymi jego rodziców. Dlatego nie chciałabym obciążać ani jednych ani drugich. A z drugiej strony.. Może to zbyt materialne podejście, ale wiadomo, że większość gości podaruje pieniążki lub prezenty użytkowe, więc i to byłoby jakimś wstępem na dalsze życie.
I tak oto dobrnęliśmy do końca, uff! Mam nadzieję, że ktoś wytrwał. Czego oczekuję po tym wpisie? Nie chcę, żebym wyszła na rozpieszczoną dziewuszkę nie mającą pojęcia o życiu. Być może tak jest, ale nie czuję się jakąś.. życiową du*ą wink. Chciałabym, żeby ktoś spojrzał świeżym okiem na tę sprawę, co robić, jak poukładać parę spraw, co z kwestiami finansowymi.. Czy mój tok myślenia jest prawidłowy, czy też nie. Wolę porozmawiać z kimś obcym, i zasięgnąć kogoś takiego opinii, niż z bliskimi, przynajmniej na razie..
Dziękuję, jeśli ktoś przeczytał, jeszcze bardziej dziękuję, jeśli ktoś zechce odpowiedzieć. Pozdrawiam serdecznie!

2

Odp: Ciąża, chłopak, pieniądze, nadopiekuńcza matka - życie..!

Lenko  Masz nie lada kłopot. Niby to proste a jednak trochę skomplikowane. Ze swojego życia wiem że najlepiej jest na swoim (w swoim mieszkaniu możesz nago chodzić i robić na co masz ochotę nikt się nie wpieprza w twoje życie. Rodzina jest bardzo ważna tam zawsze możesz wrócić tam cię przyjmą nakarmią zadbają ale zrozumieją że chcesz założyć swój dom. To jest od teraz twoje życie-wasze życie.Już nadszedł czas aby mama odcięła pępowinę i dała swojej córce wolność.Dziadkowie dbają o ciebie bo jedyne co po nich zostanie to ty i twoje dziecko lub dzieci to naturalne że dbają o ciebie jesteś ich następnym życiem.To że zaszłaś w ciąże  to czas podjęcia nowych decyzji i swojego życia jeśli rodzina będzie chciała pomóc to przyjmij to jako start na przyszłość. twój dziadziuś babcia mama i tata poświęcili swoje życie właśnie dla ciebie i dlatego tak się troszczą o swoją małą istotkę którą wychowali.

            Życzę ci powodzenia w nowym domu i życiu                             Zbyś.

3

Odp: Ciąża, chłopak, pieniądze, nadopiekuńcza matka - życie..!

Jejku, dziękuję bardzo Panu za odpowiedź! Myślałam, że jednak przesadziłam z tym.. "żaleniem" się o swoim życiu na forum, bo komu by się chciało czytać taki długi post, bez właściwie podsumowującego i konkretnego pytania o problem smile
Właśnie - chciałabym być na swoim, żeby nikt mi się nie wpieprzał w moje życie. Tak jhak Pan napisał - chcę chodzić nago - chodzę, chcę urządzić przyjęcie - urządzam, chcę na obiad zrobić chińszczyznę zamiast rosołu - robię. W tej chwili mam problem nawet z gotowaniem, bo gdy mam ochotę przygotować co innego - przygotuję, ale z wysłuchaniem, że "po co gotować dwa obiady".
Problem jedynie tkwi we mnie.. Ktoś mi kiedyś powiedział, że mam coś w deseń syndromu miłosiernego Samarytanina - chciałabym wszystkim dogodzić. I tak jest teraz - ja chcę iść na swoje (o czym wiem, że gdyby coś wszyscy mi pomogą, jak Pan słusznie zauważył, miłości w moim rodzinnym domu nie brakuje), chcę sama wychować swoje dziecko, żyć swoim życiem, ale wiadomo, z zachowaniem stałego kontaktu i częstych odwiedzin z rodziną. jednak męczy mnie myśl, że skrzywdzę tym bliskich, że nie zostanę w domu. To głupota, a jednak ma miejsce..
Czekam niecierpliwie na usłyszenie serduszka dziecka. Boję się, dlatego nie powiedziałam dotąd nikomu o ciąży. Mam złe przeczucia, że może być coś nie tak.. I nie chciałabym obarczać tym innych. W końcu nowe życie to radość, nawet jeśli początkowo szokująca.
Czy coś jest ze mną nie tak, czy mam prawo marzyć i to marzenie spełnić - odciąć pępowinę, i żyć sama? Ale czy odcięcie pepowiny będzie całkowite, jeśli będę potrzebować i tak mamy pomocy w rozpoczęciu samodzielnego życia? Czy to jest normalne?

4

Odp: Ciąża, chłopak, pieniądze, nadopiekuńcza matka - życie..!

przeczytałam, szczerze to milo się czyta takie historie jak twoja, a nie pelne bólu i złych rzeczy,
zycze ci jak najlepiej, mysle ze dobrze jeśli ty i chłopak zamieszkalibyście na swoim, tym bardziej ze ty chcesz tego, stworzycie przecież nowa rodzine, a i nie zwlekaj z informacja o ciąży bo po co masz zyc w niepewności co do reakcji rodziny

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Ciąża, chłopak, pieniądze, nadopiekuńcza matka - życie..!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026