to ciężka sprawa. Jesteśmy poł roku po slubie. Na razie mieszkamy z teściami, ale mam nadzieje że już niedługo. Moja teściowa to złota kobieta ale zbyt opiekuńcza. Chciałaby żeby wszystko było jak najlepiej a ja mam tego już dość. Ciągle się wtrąca w nasz związek, ciągłe naciski o tym że jej córka zaraz po ślubie urodziłą dziecko a my na razie zwlekamy, po co budujemy dom skoro możemy mieszkać z nimi. Nawet to w jaki sposób odnoszę się do mojego męża kwestionuje. Ostatnio ni ewytrzymałam i powiedziałam jej co myślę a gdy Irek wrócił z dyżuru powiedziałam że dłużej nie wytrzymam pod jednym dachem z jego matką i ta całą odwiedzająca rodzinką. Oczywiście chciał załagodzić sytuację ale się nie udało kazałam mu wybierać albo przyspieszymy wykończenie naszego domu albo nasze małżeństwo długo nie przetrwa. Jeszce ta jego siostra jest po prostu okropna. My nie musimy mieć 4 dzieci zeby być szczęśliwymi i nie uważam aby miała prawo krytykować mnie za to że najpierw chcę spełnić się zawodowo. Naprawdę nie wiem co już robić muszę wytrzymać jeszcze minimum 3 miesiące a to już mnie przeraża. Przez to wszystko boje sięó moje małżeństwo. Może wy możecie mi coś doradzić?
Podobne tematy
A może uda się wcześniej wprowadzić do swojego domu - ja bym zrobiła wszystko, aby tak było. Mogłabym mieszkać w jednym pokoju i spać na materacu, ale ważne, że byłabym u siebie.
A może by tak wyluzować, co? Teściowa jak teściowa, gada i będzie gadać, a Ty zamiast się nad tym zastanawiać to wpuszczaj jednym uchem, a wypuszczaj drugim. Grzeczne, ale dosadne zwracanie uwagi nie boli, a pokazuje, że masz własne, silne zdanie. Ale nie rób awantur, bo nie wytrzymujesz. Staraj się zapobiegać niż leczyć.
Dobrze, że przyspieszacie budowę domu, to nigdy nie zaszkodzi tylko żeby to nie odbiło się na jakości budynku.
Zgadzam sie z Teo. Kazda matka chce jak najlepiej dla swojego dziecka. Sadze, ze gdyby Twoja corka lub syn wzieli slub i zamieszkali u Ciebie, rowniez chcialabys miec chociaz minimum do powiedzenia w kwestii ich spraw. To oczywiscie nie zawsze jest przyjemnei bywa denerwujace, ale na pewno da sie przetrwac bez awantur. Ty tymczasem, awanturujac sie, pokazujesz tesciowej, za jaka kobiete wydala syna. Nie moglabys sprobowac spedzac z nia wiecej czasu i porozmawiac na spokojnie? Wytlumaczyc, dlaczego pragniecie sie wyprowadzic? Nie moglabys rowniez na spokojnie porozmawiac o wszystkim z mezem? Mieszkanie pod wspolnym dachem oznacza miedzy innymi koniecznosc umiejetnego rozwiazywania konfliktow. Tupanie nozka nic tutaj nie da.
Mój chłopak mieszka z mamą. Jakiś roku temu wybudował dom w który włożył sporo czasu i pracy i pracy tej nadal wymaga. Dom ten jest podzielony na trzy części. W jednej mieszka wujek z rodziną, w drugiej dziadkowie a w trzeciej mój facet z mamą. Taty nie ma, odszedł do innej. Mam mieszkanie 30 km od nich ale właściwie codziennie "dojeżdżam". Mój chłopak nie może/nie che przyjeżdżać częściej ponieważ prowadzi firmę a do tego mam wrażenie w domu pełni rolę syna/ ojca/wnuczka. Wydawało mi się, że to taki chwilowy układ i że na pewno po moich studiach coś się zmieni. Mój chłopak długo unikał tematu, mówił tylko: "Nie wyobrażam sobie żebym zostawił mamę, ona sama sobie nie poradzi". Dawałam mu czas. Myślałam, że jego mama może w końcu coś zaproponuje. W końcu postawiłam sytuację na ostrzu noża i powiedziałam, że skoro on nie wyobraża sobie wyprowadzenia od mamy to ja nie wyobrażam sobie naszej wspólnej przyszłości. Zadziałało tak, że w końcu zaczął traktować sprawę poważnie. Jemu się wydawało do tej pory, że to normalne, że miałabym zamieszkać z nimi. Pomijając fakt, że mimo bardzo dobrych jak dotychczas relacji nie wyobrażam sobie mieszkania z jego mamą. Ponad to nie ma w tym domu nawet miejsca dla trzeciej osoby, nie mówiąc już o tym co by miało być gdyby doszły dzieci (ich część domu właściwie jest 3 pokojowa). Do tego wszystkiego mam możliwość (i mój chłopak też) wybudowania domu w okolicach moich rodzinnych (2 h drogi od jego domu) oraz bardzo dobrej pracy, zarówno dla niego jak i dla mnie (co sam przyznał). Jak mu to zaoferowałam to powiedział, że pomysł super ale nie wyobraża sobie, że wyprowadzi się do innego miasta i zostawi mamę. Teraz sprawa wygląda tak, że on ma porozmawiać z mamą ( na co się zbiera od 2 tyg) jak ona to widzi, tzn w ogóle sprawę jego wyprowadzki chociażby parę ulic dalej. A ja mam dylemat bo nie wiem co mam robić, jestem tym wykończona. Cały czas na bagażach, nie w swojej kuchni, łazience, z dala od rodziny a do tego moje mieszkanie zaniedbane..... Poradźcie coś ![]()
Chciałabyś żeby zostawił swoją rodzinę , byś Ty mogła być bliżej swojej ?
Nie nie może chaotycznie to przedstawiłam. Sprawa w tej chwili rozchodzi się o to, że on w ogóle jest w stanie wyprowadzić się od mamy i zamieszkać ze mną w JEGO RODZINNEJ MIEJSCOWOŚCI lub budować dom w moich stronach. Jakby wybór miejsca to jest zupełnie inna sprawa, absolutnie się przy tym nie upieram żeby to było w moich stronach bo poza domem mieszkam już 7 lat i przywykłam do tej odległości. Ja jego rozumiem, sama nie wiem co bym w tej sytuacji zrobiła dlatego nie wymagam żeby się wynosił na drugi koniec Polski. Poza tym to nie jest tak, że to jest mój pomysł, on sam chciałby się usamodzielnić. Nie chce stawiać go ani jego mamy w jakiejś niezręcznej sytuacji ale przecież nie można wymagać też ode mnie, że to tylko ja poświęcę się w 100 %?
Witam. Powiem szczerze, że doskonale wiem co to znaczy nadopiekuńcza (czyt. toksyczna) teściowa. U mnie sytuacja wygląda tak , że ja czy chce czy nie chce z teściową mieszkać muszę. Wszystko byłoby spoko, gdyby nie to, że ona wtrąca się we wszystko nawet w to ile kosztuje mnie ugotowanie obiadu(łącznie z prądem i gazem) mimo, że obiady gotujemy osobno i nic nam do niczego nie dokłada. Czepia się o to, że robię pranie dwa razy w tygodniu, a to przecież tyle wody i prądu zużywa, O to że dziecko kąpię codziennie (mały ma 20 m-cy) a ostatnio wygarnęła mi prosto w twarz, że jestem z Moim mężem tylko dlatego, że on ma mieszkanie, samochód i dobrą pracę. Ogólnie mnie zbluzgała na czym świat stoi. MASAKRA!!! dla niej liczą się tylko jej dzieci. A siostra mojego męża jest jeszcze gorsza. Jeśli miałabym ją opisać w kilku słowach było by to coś w rodzaju : Egoistka, egocentryczka, hipokrytka, dwulicowa jędza... więc tyle...
A czemu MUSISZ mieszkac u teściowej?
Był taki odcinek dzisiaj w 'Ukrytej prawdzie' albo 'Dlaczego ja' albo w 'Trudnych sprawach'
Tesciowa sfiksowała i zaczęła MOPS i policje na synową nasyłać... a synus zapatrzony w mamę jak wół w malowane wrota
nie no żartuję ![]()
Chyba jedynym rozwiązaniem w takiej sprawie jest postawienie sprawy na ostrzu noża - mama albo ja. Nie mam na mysli żądań zerwania kontaktu z rodziną, ale mieszkanie z tesciami jest chore. A wyprowadzić zawsze się można - nawet do kawalerki w imię dobra swojego małżeństwa.
A czemu MUSISZ mieszkac u teściowej?
No bo mieszkanie w którym mieszkamy jest na mojego męża ale ona mieszka z nami bo jak to sie mówi... Trzeba kobicine dochować. Nie stac jej na samodzielne wynajmowanie mieszkania a ja nie potrafie być taką zołzą jak ona i nie potrafie kazać mężowi wybierać między mną a jego matką:/ Bo w końcu jaka by nie była to jest jego matka. A jak dla mnie to ja z nią gadać nie muszę a to co ona mówi to już spływa po mnie jak po kaczce... hehe i chyba takie podejście jest najlepsze...
Jak uważasz, ale ja sądzę, że nie powinnaś się tak 'poświęcac'.
Ona i tak ma to w nosie.
Mój narzeczony też ma dom zapisany, a budujemy swój.