Zawitałam na to forum, gdyż potrzebuję zrozumieć pewien rodzaj relacji matka-córka. Chodzi konkretnie o sytuacje, kiedy to córka całe swoje życie jest kontrolowana przez swoją matkę do tego stopnia, że ma uczucie braku prawa do posiadania jakichkolwiek tajemnic przed swoją rodzicielką. Oczywiście w krótkim czasie zaczyna się czuć jak w ciasnej klatce i klosz ochronny stworzony przez matkę zaczyna uwierać bardzo dotkliwie, a tu na karku stanowczo ponad ćwierć wieku. W pewnym momencie córka odkrywa iż mimo tak bezgranicznej, że aż chorej szczerości względem matki, rodzicielka jej i tak nie wierzy, a nawet jest w stanie powiedzieć w żywe oczy 'ja ci nie wierzę'. W tym momencie dwuciestoparoletnia latorośl czuje ogromy cios w serce, jakby matka wbiła tam szpadę zapożyczoną od muszkieterów. Żal i gorycz przelewają swoją czarę i córka postanawia się w końcu wyprowadzić z rodzicielskiego domu, znaleźć sobie pracę i nauczyć się żyć samodzielnie (choć pojęcia bladego nie ma jak to zrobić, gdyż czuje ogromy dług zaciągnięty względem rodzicielki, głównie psychologiczny). Hura, udało się, będąc już po studiach znalezienie pracy kilkaset km od domu powiodło się, i cztery kąty też się znalazły, jednak matka cały czas zasypuje telefonami i jak się do niej oddzwoni to ma pretensje o to, że nie odebrało się od razu. Ostatecznie po kilku latach walki o swoją niezależność i możliwość samodzielnego i dorosłego życia matka przestaje udawać, że akceptuje córkę, teraz mówi jej wprost, że nadal jej nie wierzy i na pewno ta oderwała się od niej, bo teraz we wszystkim słucha swojego chłopaka, który pozwolił poznać życie bez ochronnego klosza i samodzielnie ocenić co się chce robić. I teraz w oczach matki ten chłopak to samo zło, a córka to obca dziewczyna, i trzeba uratować swoją dawną córkę, która na wiele się zgadzała dla świętego spokoju (przynajmniej do czasu, kiedy to rzeczywiście dawało spokój). Jak się zapewne domyślacie to ja jestem tą trzydziestoletnią córką i nie wiem sama do końca co czuję względem swojej matki a już tym bardziej jak z nią postępować, żeby wreszcie zaakceptowała fakt, że teraz wreszcie jestem sobą i chcę swoje życie przeżyć po swojemu. Jako nastolatka byłam grzeczna i posłuszna jak jakiś przedszkolak (a i to pewno nie każdy), a teraz chce wreszcie zacząć żyć. Jasne, mogłabym po prostu zerwać kontakty z matką, ale haczyk jest w tym, że ja jednocześnie ją kocham i jej nie lubię. Próbowałam już wielokrotnie zbudować między nami zdrowe relacje, ale ją satysfakcjonuje tylko jedna, matka wszechwiedząca kontrolerka i uległa córka, która spełnia jej marzenia.
Przygnębiona trudno jest zrozumiec takie relacje.
A zwłaszcza, że matka powinna wychowac swoje dziecko w taki sposób, aby nauczyło się ono samodzielności.
Najwyrazniej Twoja mama nie może się pogodzic z tym, ze jesteś już dorosła i próbuje na siłę zatrzymac Cię przy sobie.
Zachowuje się typowo toksycznie.
Ale dla Ciebie już dużym plusem jest to, że mimo wszystko postawiłaś na swoim, wyprowadziłaś się, radzisz sobie w życiu.
Teraz spróbuj chociaż trochę stopniowo ograniczyc kontakty.
Przecież nie musisz byc non stop pod telefonem. Mogło Ci coś wypaśc, mogłaś zostawic go w domu.
Nie robi się afery z powodu nieodebranego połączenia.
Jeżeli będzie miała jakieś aluzje, to możesz jej powiedziec co czujesz.
Nie daj się, żeby wprowadzała Cię w poczucie winy, bo w ten sposób świetnie będzie Tobą manipulowała.
Ja mam np siostrę w Twoim wieku.
Siostra ma syna i razem mieszkają z mamą.
I to właśnie mama decyduje o wszystkim za moją siostrę.
Ona nawet nie pojedzie do miasta, żeby kupic sobie jakiekolwiek ubrania.
Wszystko kupuje mama.
Nieraz siostra chodzi jak lump, bo mama kupuje jej czasem jakieś dawno nie na czasie ubrania, typu np spodnie z szerokimi nogawkami z lumpeksu.
A nie są wcale biedni, że miałoby ich nie stac.
Siostra po kilku dniach od wypłaty pieniędzy nie ma nic. A jeśli uda jej się coś zakamuflowac, to mama jak znajdzie to wraz jej zabierze.
I ciągle ma nakazy i zakazy.
Chociaż teraz ciężko już stwierdzic, czy to dobre, czy złe, bo siostra zachowuje się nieraz jakby była ograniczona.
W sumie to przecież częściej myślała za nią mama, to może już jej się to myślenie wyłączyło.
Ostatnio byłam z jej synem w kościele. On żegnał się tylko lewą ręką.
Zapytałam siostry, dlaczego nie zwraca małemu uwagi, że to prawą ręką się żegna.
A ona na to, że ona sama nie wie, która to lewa i prawa strona, to jak ma go nauczyc.
I takich przykładów jest wiele.
Z własnego doświadczenia wiem, że nie jest łatwo ''uwolnic się'' od takiej mamy.
Ale nie można też niereagowac, ani zgadzac się na wszystko.
By zbudować jakąkolwiek relację potrzeba dwojga osób. By zbudować zdrową relację, muszą na nią wyrazić zgodę obie osoby. Tymczasem u was tej zgody nie ma, każda z was pragnie czego innego. Jedyną osobą, która (a jednak) może coś zrobić, jesteś Ty. To Ty masz wiedzieć, jak chcesz żyć i żyć według własnego scenariusza. To Ty masz postawić granice poza które nie wpuszczasz swej matki. Ty wreszcie masz nie ulegać szantażowi swej matki. To Twoja zdecydowana postawa może Twej matce uświadomić jedno: albo zacznę ją traktować jak człowieka, albo nasz kontakt będzie (jeśli będzie) pozorny. I wówczas to ona podejmie decyzję o tym jak chce żyć.
Twoja matka kocha Cię jak umie/nauczyła się. Rzecz w tym, że albo pomyliła się i była na niewłaściwej lekcji, albo poszła na wagary.
Twierdzisz, że nie wiesz, co czujesz wobec swej matki. Gdybyś jednak odłożyła na bok, bardzo daleko od siebie, różne 'wypada-nie wypada', różne zdania typu: 'przecież to moja matka, muszę ją kochać', 'ona tyle dla mnie zrobiła, tak się poświęciła, więc ja muszę...'. Te i inne, powtarzane sobie w duchu, zwroty wywołują mętlik i w głowie, i w sercu. Gdybyś jednak po raz kolejny zdobyła się na odwagę (bo przecież pokazałaś już, że umiesz walczyć o siebie) i uczciwie przyjrzała się swym uczuciom wobec matki, to odkryłabyś całą paletę, również tych nieprzyjemnych, a sformułowanie 'nie lubię jej' byłoby tylko uwerturą. Nie ma nic złego w przeżywaniu niechęci, smutku, złości, nienawiści. Uczucia, jak uczucia, kiedyś miną (zmienią natężenie). Miną tylko wtedy, gdy pozwolimy im ujawnić się. Praktyka chowania uczuć w najgłębsze zakamarki, udawania przed sobą samą (ale też przed innymi), że te nieprzyjemne uczucia są mi obce, prowadzi do efektów przeciwnych do zamierzonych: pochowane w zacisznych miejscach mają się dobrze, rosną w siłę, i coraz więcej trzeba przeznaczyć swej energii życiowej na to, by nie wyszły na światło dzienne. I apatia rośnie.
Twoja matka chce, żebyś Ty myślała i zachowywała sie tak jak ona uważa za właściwe.
A Ty byś chciała, żeby ona zachowywała się i myślała tak, jak Ty uważasz za właściwe ![]()
To niemożliwe.
Obie jesteście dorosłymi, samodzielnymi jednostkami, z własnym sposobem myślenia i odrębnymi zachowaniami. Należy to zrozumieć i pogodzić sie z tym, że druga strona może myśleć inaczej.
Tylko Ty musisz być przekonana, że MASZ PRAWO do innych poglądów niż ma Twoja matka. Niestety, mam wrażenie, że z tym u Ciebie krucho.
Musisz wierzyć w swój światopogląd i się go konsekwentnie trzymać. Uważasz, że wyrzuty matki są bez sensu? Więc jej grzecznie i kulturalnie je ucinaj. Uważasz, że nie masz obowiazku odbierać natychmiast każdego telefonu? To nie odbieraj i powtarzaj matce do znudzenia, że nie jesteś niewolnikiem tego urządzenia. Uważasz, że wyprowadzka była słusznym krokiem? To nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Tobie jest tak dobrze i tylko to się liczy - nie zdanie mamy czy powinnaś to zrobić czy nie.
Twoja matka nie lubi Twojego chłopaka? Trudno. Nie będziecie tworzyć szczęśliwej, wielopokoleniowej rodzinki. Przykre, ale się zdarza. Nie wy jedni, z różnych powodów.
Masz toksyczną matkę i nie zmienisz tego. Nie zbudujesz zdrowych relacji, o jakich marzysz. Możesz natomiast zdrowo układać własne życie. Nie musisz zrywać z nią kontaktów - wystarczy, że będziesz pewna, że masz prawo realizować własny pomysł na życie - wtedy będziesz mogła skutecznie i bez wyrzutów sumienia po prostu ignorować pretensje mamy. Istnieje też duża szansa na to, że ona Twoje plany zwyczajnie zaakceptuje kiedy zauważy, że nie ma możliwości ich zmienić. Ale to na pewno nie będzie tak szybkie, proste jak Ty byś chciała.
Dziękuję za odzew
No niestety, ale stawianie granic w kwestii notorycznego telefonowania również kończyło się kłótniami. Nawet jak kiedyś postanowiłam do niej nie dzwonić w ogóle, to pamiętam, że moja siostra, która nadal z nią mieszka, zadzwoniła do mnie i powiedziała mi, że nie powinnam tak dręczyć matki i z nią porozmawiać, bo ona się zadręcza co się stało. O to jak ja się czuję i dlaczego tak robię to już nikt nie zapytał. Teraz miałyśmy konkretnie szczerą rozmowę i od paru dni nie rozmawiamy, mam wrażenie, iż ona czeka na mój telefon, ale ja się zawzięłam, że to ona pierwsza musi zadzwonić, bo mam już serdecznie dosyć tej chorej relacji. Mam nadzieję, że to pozwoli jej przestać się wtrącać w moje sprawy i osądzać moje decyzje.
Niestety ale w kwestii wiedzy na temat tego co ja właściwie chcę od życia to tu też jest krucho. Bardzo często wydaje mi się, że wiem, a potem przychodzi dołek w którym w ogóle nie wiem co chcę od życia i co chcę z sobą począć. Między innymi też dlatego nie zdecydowałam się na swoje potomstwo, bo boję się wyrządzić swym potomnym podobną krzywdę.
Relacje międzyludzkie też nie wiedzieć czemu leżą. Zawsze jak próbuję się z kimś zaprzyjaźnić to to nie wychodzi. Czuję się, jakby było we mnie coś co ludzi odpycha ode mnie i powoduje to, że tym bardziej czuję się samotna i niechciana. Tak jest nawet wtedy jak staram się z kimś mieć dobre relacje. Mój chłopak mówi mi, że jego zdaniem w głębi duszy jestem towarzyskim człowiekem i coś w tym jest, tylko że od małego pamiętam jaki był ze mnie domator. Choć teraz to już sama nie wiem czy domator był ze mnie z wyuczenia a dusza towarzystwa z natury czy odwrotnie.
Czytając różne teksty na temat etapów w życiu człowieka to powiedziałabym, że czuję się jak nastolatka zaraz po wyjściu z wieku młodzieńczego buntu, ale jednocześnie nie jestem do końca pewna co chcę w życiu robić. Na chwilę obecną nie mam bladego pojęcia jak ruszyć dalej. Sama już nie wiem co w moim życiu było moim marzeniem, a co matki.
6 2016-02-24 10:00:18 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-24 10:15:05)
Oczywiście, że Twoja matka, będąc od lat toksyczną, przyzwyczajona do określonego Twego zachowania, teraz awanturuje się, manipuluje, wykorzystuje inne osoby, by wpłynęły na Ciebie, byś wróciła do 'starych' zwyczajów. W jej oczach popsułaś się, do niedawna chodziłaś jak na smyczy, grzecznie wykonując polecenia matki, do tej pory byłaś sterowana zdalnie, a teraz... pilot się popsuł, smycz została zerwana, a Ty robisz, co chcesz. To niedopuszczalne.
Matka walczy więc wszelkimi możliwymi sposobami, byś 'wróciła na łono rodziny'. Tyle tylko, że owe łono dalej Tobie nieprzyjazne.
Na jakiej podstawie sądziłaś, że matka natychmiast zmieni swe zachowanie wobec Ciebie? ![]()
Zmiana ze sterowania zewnętrznego na wewnętrzne, dla osób do tego drugiego nieprzyzwyczajonych, jest wyzwaniem. Od lat żyłaś w klatce, znałaś schematy postępowania, zwyczaje, wiedziałaś w jaki sposób w tej klatkowej (bo żyłaś w klatce) rzeczywistości funkcjonować. Wyszłaś z klatki i... . Rany! Co mam robić? Jak żyć? Co mogę? Mogę wszystko? Mogę co chcę? A kto podejmie decyzję? Ja mam podjąć? A jak to się robi? Ja potrafię tylko buntować się, a i to słabo, z wyrzutami sumienia.
Przestałaś słyszeć od matki, jaką jesteś i jaką masz być, to w tę role wszedł (albo został przez Ciebie użyty do niej) chłopak, który stwierdził, jaką jesteś i co lubisz. Zamienił stryjek siekierkę na kijek?
Twierdzisz, że masz kłopoty z relacjami z innymi. Wczoraj przeczytałam mądre zdanie:
Nikt nie może nawiązać więzi z innym człowiekiem, jeśli wcześniej nie nawiązał jej z samym sobą.
Czy to, również, nie o Tobie? Jeśli tak, to zaprzyjaźnij się z sobą samą, przypomnij sobie albo sprawdź, co lubisz robić, jakie są Twe zalety, bądź z siebie dumna i szczęśliwa sama ze sobą. Że trudne? Cóż, masz dwa wyjścia: powrót do klatki (tej matczynej lub innej) albo korzystanie z wolności. Rozpatrywanie tych wyborów w kategoriach 'łatwe-trudne' demobilizuje, pomocnym w 'wyjściu na prostą' jest znalezienie odpowiedzi na pytanie "Co mogę zrobić, by być wolną?".