Matka, która zniszczyła mi życie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Matka, która zniszczyła mi życie

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 63 ]

1

Temat: Matka, która zniszczyła mi życie

Dobry wieczór paniom i panom
Jestem facetem dorosłym. Po 30tce. Moim jedynym i największym problemem jest moja matka. Człowiek zakłamany, fałszywy, podły, chamski... można wymieniać bez końca.
Ale zacznę możliwie od początku.

Jestem najmłodszy z trojga rodzeństwa. Los tak zechciał, że młodo zostałem ojcem. Miłość mojego życia dała mi syna. Pochodzi z rodziny patologicznej więc bez szans na ślub czy kolorową przyszłość zamieszkaliśmy u mnie. Długo by opowiadać co było zanim do tego doszło. Bez pracy, bez środków do życia ona i ja jedynie z alimentami po ojcach zamieszkaliśmy u mnie w domu z moją matką i babcią.
Nigdy nie było kolorowo, ani szczęśliwie tak naprawdę. Jeśli żyliśmy w zgodzie to chwilowo zanim tykająca bomba czyli moja matka czegoś nie zwojowała.
To człowiek bardzo zły. Uważa siebie za wyrocznię we wszystkim choć sama całkowicie zrujnowała swoje życie. Każdego obgaduje, jest najmądrzejsza i przede wszystkim najmniejszą krytykę obraca w kataklizm. Święta krowa. Zawsze mnie pouczała i psychicznymi zagrywkami zmuszała do wielu rzeczy. W zasadzie to nigdy nie była dla mnie taką za jaką się uważa.
Bardzo długo by opowiadać...
W dniu dzisiejszym albo wczorajszym przelała się czara mojej goryczy. Otóż moja matka nienawidzi mojej żony. Wiem to dobrze. Udaje sympatię. Udawanie to jedyna rzecz jaką potrafi.
Cofnę się jeszcze nieco w czasie. Kilka lat temu stanęliśmy z żoną przed dylematem: kupić mieszkanie i wynieść się od niej albo zostać i wyremontować dom. Nasze dochody nie pozwoliły nam jednak na wyprowadzkę do bloków. Zero pieniędzy na życie to nie życie. Zdecydowaliśmy się przebudować dom i zamieszkać na poddaszu.
Wzięliśmy na ten cel kredyt hipoteczny pod dom na 30 lat we frankach w 2008 roku na 120 tysięcy zł. Miało wystarczyć na wszystko + meble i autko. Życie zweryfikowało nasze plany i nie starczyło nawet na sam remont. Trzeba było dobrać pożyczkę.
Remont przeciągał się z wielu powodów, aż na wiosnę 2009 dzień przed Wielkanocą można było spać na poddaszu. Dla mamuni to nie problem, kazała zabrać wszystkie rzeczy + stare łóżko, telewizor bo ona chce mieć na święta porządek. W wielką sobotę jeszcze byli robotnicy i kończyli pokój na dole. Dodam, że ona do całego remontu kupiła tylko sobie na dół panele podłogowe i wymieniła stare drzwi. Resztę w całości pokryłem ja.
I tak przez 5 miesięcy mieliśmy tylko łóżko, łóżko dla dziecka i biurko oraz starą kanapę, stolik pod tv i kilka szafek z mebli z dołu. Ubrania przez te 5 miesięcy leżały na ziemi itp bo nie było za co kupić.
W lipcu 2009 mamunia wbiła mi nóż w plecy. Okazało się, że całe jej wystawne życie, meble do kuchni, panele itp. wszystko z ostatnich miesięcy czy roku pochodzi z pożyczek. Pożyczek spłacanych pożyczkami, aż w końcu bańka pękła i banki zaczęły domagać się spłat i grozić odebraniem domu!
Całe plany życiowe szlak trafił. Przez miesiące codziennie dzwonił telefon z banków, przyjeżdżali windykatorzy. Cyrk na kółkach. Mamunia zrobiła to co zwykle czyli z siebie ofiarę systemu. Poszła do psychiatry niby się leczyć, że wpadła w wir kredytów. W domu bieda. Na nic nie miała pieniędzy, wszystko szło do banków. Siostra z żoną sprzedawały złoto żeby pomóc. Zawsze było za mało.
Zaznaczam, że nikt o niczym nie wiedział Dowiedzieliśmy się jak było za późno.
W końcu przyszedł komornik i zajął jej emeryturę. Jest jeszcze renta babci, ale babcia ma ponad 90 lat i już wiele nie kojarzy. Większa część pieniędzy co miesiąc idzie na spłatę matki długów, które ciągle rosną bo odsetki!!
Przyznaję się, że nie okazywałem tego, ale przeżyłem totalne załamanie! Wszystkie moje plany i marzenia poszły z dymem. Wyobrażałem sobie, że mama z babcią dołożą się do hipoteki i będzie jak w bajce. Rzeczywistość jednak boli. Rynek się załamał. Rata wyfrunęła w kosmos.
Ile mogłem dokładałem do opłat. Ale gdy w 2011 przyszedł kataklizm walutowy rata wzrosła o 300zł. W domu częste awantury. Matka nigdy nie panowała nad językiem. Najpierw naubliżała, potem myślała. Ale z czasem człowiek dla dobra ogółu przebaczał. Choć czasem bolało bardzo, zwłaszcza że najbardziej dostawało się żonie.
Tak oto dochodzimy do dnia dzisiejszego. Przyznaję w ostatnich miesiącach było nawet spokojnie. Bez awantur. Ale matka na dłuższą metę tak nie może. Wiem to. Zaczyna szukać zaczepki. Wymyśla jakieś dziwne problemy, komplikuje proste sprawy.
Mój syn chodzi do 5 klasy. W tym tygodniu zaliczył dwie wpadki w szkole. Niczego mu nie brakuje. Poświęcamy mu tyle czasu ile możemy. Jest grzecznym, fajnym chłopakiem. Ale z jednego przedmiotu dostał dwie oceny niedostateczne. Jedną dzisiaj. Zapewniał, że się uczył.
Dostał karę na tv, komputer i całą resztę na weekend. Nauka i nauka. Ja poszedłem na 14 do pracy, żona wróciła po 18.
Gdy przyszła zapytała go co się nauczył i okazało się, że nie umiał! Żona się zdenerwowała i kazała mu wracać do lekcji. Syn się zbuntował, rozpłakał i poszedł do swojego pokoju.
Wtedy wkroczyła matka. Z wykładem do żony, że tylko nadaje na niego, że ma same nakazy i zakazy (bzdura!) i że rodzinę tworzymy tylko w niedzielę przy obiedzie. Nie pomagamy mu, tylko seriale, komputer itp. Żona powiedziała jej żeby się nie wtrącała i nie pouczała jej. Napisała mi to w smsie. Zadzwoniłem z pracy do matki z pytaniem o co jej chodzi!? I zaczęła się awantura. Po naszej rozmowie zwyzywała moją żonę, że czeka na chwilę aż ją (żonę) wypier... do Holandii (mieszka tam teściowa; historia na książkę), że umie tylko piz.. i nogi rozkładać. Takiego smsa dostałem od żony. Przeżyłem szok! Moja własna matka do synowej takie słowa. Dostałem szału zadzwoniłem do niej (matki) pytając co jej odbiło. Ona same wrzaski i krzyki. Powiedziałem, że kiedyś pożałuje tych słów, że jest chamem i rozłączyłem się. Potem nadawała do babci (biedna babunia) na żonę o wszystko, że kupuje ubrania itp. Żona powiedziała jej, że nie życzy sobie by jej ubliżała, a matka na to, że ona nie zasługuje na szacunek bo jest złą matką, żoną itp. To wszystko wrzaski i krzyki bo ona nie panuje nad sobą i myśli co mówi i robi. Kompletnie nie interesuje jej druga osoba, co czuje, czy nie zrobi komuś przykrości.
Serce mi pękło. Od dawna moja matka jest dla mnie tylko matką. Nie szanuję jej bo wiele krzywdy mi wyrządziła, zwłaszcza sprawa kredytów. Ale to co zrobiła dzisiaj. Dla mnie to koszmar. Nie chcę jej widzieć, ani słyszeć, a niestety muszę. Najgorsze, że ta kochająca babcia darła się nie zważając na swojego małego wnuka.
Teraz czeka mnie to co zwykle, do wszystkich zrobi z siebie ofiarę i męczennicę. Ze mnie oprawcę. Nikt nigdy nie stanął w mojej obronie choć wszyscy wiedzą jak jest i jaka jest. Czasem powiedzą, że ona już taka jest, taki ma charakter i jednym uchem wpuść bla bla bla.
A ja już nie mogę. Nie mogę jej znieść. Gdyby nie babcia i to, że matka opiekuje się nią to wyrzuciłbym ją na bruk bez skrupułów.

To w telegraficznym skrócie. Napisałem bo mimo iż jestem dorosły tak naprawdę nikt nie wie jak psychicznie zniszczyła mnie matka. Daję synowi wszystko co mogę. Przede wszystkim kochającą rodzinę coś czego sam nigdy nie miałem. A dostaję tylko razy w plecy od własnej matki.

Jeśli ktoś to przeczyta to jeden gwóźdź z mojego serca wyjmę.

Dobranoc.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Bardzo to smutne i przykre co piszesz.Wyjmij chociaż ten jeden gwóżdż.

3

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Hej, pewnie nie oczekujesz rad... Ale napiszę Ci tylko, że mimo tego wszystkiego co przeżyłeś z matką jesteś dzielny i mimo tego niszczenia psychicznego trzymaj się jakoś chociaż dla żony i syna, którego jak widać bardzo kochasz. Postaraj się aby on na to nie musiał patrzeć bo na pewno bardzo go to rani tak jak Ciebie kiedyś matka. Co do nauki każde dziecko ma nie raz potknięcie, ale fakt musicie z nim troszkę posiedzieć bo on zaczyna wchodzi w fazę buntu i jak nie przypilnujecie tego teraz to potem będzie coraz to gorzej... Ale nie miało Cię to oceniać czy straszyć to tylko dobra rada od osoby która pracuje z trudną młodzieżą...

Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości.

4

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Po kilkukrotnym przeczytaniu Twojej historii, która napisałeś bardzo niejasno, doszłam do wniosku, że to Ty masz problem ze spłatą swojego kredytu hipotecznego, który wziąłeś pod zastaw domu. Matka Ci go przepisała?
W innym przypadku nie rozumiem gróżb banku, że go zabiorą. Z powodu niespłacania kredytów konsumpcyjnych przez matkę?  Komornik może jej zająć emeryturę, co też się stało.

Ty sobie wyobraziłeś, że matka z babcią dołożą się do hipoteki.
I tu leży clou problemu. Matka zawiodła finansowo.
Za dużo wyobrażeń, za mało realizmu.
Kredyt we frankach w 2008 roku, gdy już głośno było o kryzysie? Totalny brak rozwagi i ostrożności. Zakładanie, że matka emerytka i babcia (90 l.) pomogą w spłacie to kolejny brak rozwagi. A jakby matka nie wplątała się w pułapkę zadłużenia, ale umarła na zawał? Też byś miał do niej pretensje? Bo nie dokłada do raty?

Cały Twój problem z matką ma podłoże finansowe.
Cała reszta, użalanie się nad przeszłością, czy historie z gatunku "straszna teściowa i biedna synowa", to erupcja Twojego gniewu na matkę, bo się finansowo nie wywiązała. Tylko tak trudno powiedzieć to wprost, że chodzi o pieniądze. Wyszło by się na cynicznego materialistę, a to nie budzi współczucia. Lepiej więc opakować to enigmatycznymi żalami z dzieciństwa i wrednym charakterem rodzicielki.
"...Wiele mi krzywd wyrządziła, zwłaszcza w sprawie kredytów..." To zdanie jest naistotniejsze w całej tej historii.

Wystawne życie matki. Nigdy Cię zastanowiło, skąd matkę emerytkę stać na nie? Ale chyba nie, skoro własne decyzje kredytowe też podejmowałeś bez zastanowienia.

Zamieszkanie z matką, z tą złą kobietą, chamką i świętą krową, to też TWOJA decyzja. Twoja decyzja i Twoje jej skutki.
No więc na co się użalasz?

Niektóre żale są naciągane. AŻ przez 5 miesięcy nie mieliście szafy i ubrania leżały na podłodze, Boże święty, jaka straszna krzywda....Stary telewizor i stara kanapa....

Cóż, zarzucasz matce to, co powinieneś zarzucić też sobie -brak rozwagi.
Siebie jednak usprawiedliwiasz tym sławetnym LOS TAK CHCIAŁ.

5

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Jaka by matka nie była, jest matka.
Zgodziłeś się u niej zamieszkać? To teraz spijaj śmietankę.

6

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Ja tutaj jednak rozdzieliłabym troszeczkę kwestie finansów a kwestię samej obyczajowości i sposobu wzajemnego traktowania się członków rodziny. Odnoście kredytu zgodzę się z mareną7 - brak przemyślenia kwestii, ,,a co będzie, jeśli". Chodzi mi konkretnie o to, że kredyt hipoteczny to zobowiązanie wieloletnie, a tak realnie człowiek nie ma pewności, co się z nim stanie jutro czy za tydzień. Co do długów matki... Tutaj najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdybyście mieszkali oddzielnie (jesteście odrębną rodziną). Kiedy jeden dom zamieszkuje większa rodzina, bardzo często powstaje zasad wspólnej odpowiedzialności finansowej, tzn. matka narobiła długów, ale nie tylko ona przez to musi cierpieć. Jeżeli dobrze zrozumiałam, teraz oboje pracujecie (Ty i żona). Mimo, że wydaliście pieniądze w remont itp. ja pomyślałabym jednak nawet o wynajęciu własnego kąta, odcięlibyście się od wielu problemów (przede wszystkim tych, które nie wy stwarzacie).
A jeżeli chodzi o kwestię traktowania synowej przez teściową, ,,użalanie się nad przeszłością, czy historie z gatunku "straszna teściowa i biedna synowa", to erupcja Twojego gniewu na matkę, bo się finansowo nie wywiązała", nie do końca z tym się zgodzę. Fakt, skumulowało się tu kilka tematów (relacje, finanse), ale to nie znaczy, że przedstawiony fakt jest wyolbrzymiony. Też nie mam łatwego życia z teściową i u nas ociera się to o wielkie awantury.

7

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Dla mnie ogólnie cala historia jest mało spójna - skoro matka jest aż tak strasznym człowiekiem, to dlaczego zdecydowaliście się na zamieszkanie u niej...? To się kupy nie trzyma! Za równowartość kredytu, mogliście sobie kupić mieszkanie. Albo wstrzymać się z kredytem i coś wynająć, odkładać pieniądze na domek.

8

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Ja na Twoim miejscu wybrałabym sie do jakiegos doradcy i dowiedziała sie co sie dzieje, czym to grozi i co mozna z tym zrobic, ale pojdz do takiego, któremu za to zapłacisz, i który Ci naprawdę pomoze.  Poszukałabym równiez jakiejs alternatywy mieszkaniowej, na pewno z daleka od matki, utrzymywałabym z nia kontakt jedynie na płaszczyznie finansowej. Chron swoje nerwy, wspieraj i bron swojej zony i przede wszystkim stwórz normalny dom dla swojego dziecka. Czasami lepiej miec spokój i nie miec wiele niz trwac w stresie przez lata bez nadzieii na zmiane, bo chyba zdajesz sobie z tego sprawe, ze matka sie nie zmieni. Takie osoby czerpia siłe i satysfakcje z konfliktów. Ona cały czas jest w stanie "przetrwania" i budzi sie i idzie spac z ta mysla co to dalej bedzie i jakim sposobem moze wygrac.

Jezeli oboje z zona pochodzicie z dysfunkcyjnych rodzin moze Wam byc bardzo trudno znalezc sie w jakichs zyciowych sytuacjach, podejmowac wazne decyzje itp. Pewnie ma to swoje zródło w tym, ze po porostu nie macie doswiadczenia by w dojrzały sposób rozwiazywac swoje problemy, nikt Was tego nie nauczył i po prostu błądzicie po omacku. Nie poddawajcie sie, bo zawsze jest szansa by z tego wyjsc, zajmuje to jednak sporo czasu.

Odpowiedz sobie na pytanie, czy naprawdę chcesz wciaz mieszkac w jednym domu z matką, która zrobi wszystko by zrujnować Ci zycie? Ile lat bedziesz w stanie tak zyc? Czy warto?

Przykro mi, ze pochodzisz z takiej rodziny, pewnie cierpisz na ogromy deficyt uczuciowy. Przykro mi, ze nadal nie mozesz zyc w sposób o jakim zawsze marzyłes. Pamietaj o tym, ze niestety nie masz wpływu na przeszłosc, mozesz jedynie zajac sie tym co jest teraz i co czeka Ciebie i Twoja rodzine w przyszłosci. Nie powielaj dysfunkcyjnego modelu rodziny, przerwij to. W rodzinie dysfunkcyjnej wcale nie musi istniec problem alkoholowy, narkotykowy czy znecania fizycznego, to rowniez srodowisko, w którym nie mozna sie prawidłowo rozwijac, moze to dotyczyc nie tylko rodziców, ale równiez dziadków, babć, sióstr, a nawet sasiadów.

Czasami by cos zachowac, trzeba cos stracic. Chron swoja zone i syna. Pozdrawiam i zycze duzo siły!

- I may not be there yet but I'm closer than I was yesterday.
Wzrost 158 cm
03.01.2013 58,00 kg
31.05.2013 54,5 kg     Cel I  30.06.2013 53 kg; Cel II 01.09.2013 50 kg big_smile
Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Mam bardzo bardzo podobną relację z matką. Nawet ciężko mi wszystko opisać, ponieważ to trzeba przeżyć. Nie jestem w stanie o tym opowiadać, ponieważ każda sytuacja, którą przedstawię to tylko namiastka tego, co przeżyłam. Do dziś nie umiem pojąć, jak ogromną musiałam mieć siłę, że to wszystko przetrwałam. Może w podpunktach przedstawię kilka moich skarg na mamę:
1. Musiałam być idealnym dzieckiem. Byłam bita za każdą ocenę poniżej 5, za każde ubrudzone ubranko.
2. Mama prowadziła za mnie wszystkie szkolne zeszyty od 1. klasy szkoły podstawowej. To ona "uczyła się" literek, nie ja. Ja dostawałam do szkoły brudnopis, z którego później moja mama wszystko spisywała do zeszytów. Do końca gimnazjum pisała za mnie wszystkie prace domowe, wypracowania. A jak jej się znudziło w liceum to mnie z tym zostawiła. W liceum nadrabałam wszystkie zaległości z lat wcześniejszych.
3. Mama nigdy niczego mi nie tłumaczyła. Jak byłam mała to wymagała już pewnych umiejętności. Biła mnie za to, że nie umiałam czegoś zrobić. Nie pojmowała, że dziecko nie rodzi się z pewną wiedzą.
4. Nie mogłam mieć znajomych, nie wychodziłam na żadne spotkania do końca liceum. Żeby mnie utrzymać w domu wystarczyło nie dać mi pieniędzy. Raz wyszłam do kina, gdy wróciłam zostałam wyzwana od dziwek, a mama skakała po ciastkach, które kupiłam w cukierni w drodze powrotnej.
5. Nie miałam prawa decydować o tym, w co chcę się ubrać. Nie mogłam otwierać szafek w swoim pokoju. Uwierzcie mi, bunt był niemożliwy. Znudziło jej się jak poszłam na studia.
6. Moja mama jest bezrobotna, ale to ona rządzi finansami domowymi. Robi długi i zmusza tatę do podejmowania kolejnych zajęć.
7. Dziś nadal mieszkam z rodzicami, bo odkładam dopiero na mieszkanie. Mama wtrąca się we wszystko, ma napady złości, bluźni, wymaga ode mnie tego, bym jej kupowała różne rzeczy, ponieważ zasługuje na to po tylu latach poświęcania się dla mnie. Jej gwaizdkowy prezent nie może kosztować mniej niż 600 zł. Uważa, że wszystko zawdzięczam jej, a sama byłabym dnem bez przyszłości. Kpi sobie ze mnie, że nie potrafię gotować, ale nigdy nie pozwoliła mi wejść do kuchni i dotknąć tam czegokolwiek. Wyznacza mi czas kąpieli. Jak nie daj Boże spróbuję się wykąpać drugi raz w ciągu dnia, to wyrzuca mnie z łazienki. W łaziencie nie pozwala mi się zamykać i wchodzi tam kiedy jej się chce. Robi mi awantury o to, że szukam pracy. Ostatnio, gdy dostałam ofertę, to przekonywała mnie, niby z troszką, do jej odrzucenia. Matka podkopuje moją pewność siebie. Jest zła, że chcę się wyprowadzić, że odkładam na mieszkanie, że spotykam się z narzeczonym. Jak mówię o dziecku to wykrzywia twarz w grymasie pogardy. Każdy mój pomysł neguje. Czasami jest przecudowna, rozmawia ze mną, wychodzimy razem, oglądamy nocami filmy, ale potem wykorzystuje przciwko mnie wszystko co w chwili słabości jej powiedziałam. Może ona ma jakieś rozdwojenie jaźni, na pewno ma depresję.
To tylko 1/100 tego, co robi mi moja matka. Ale nie daję się. Nie zniszczyła mnie, gdy byłam dzieckiem i nastolatką, nie zniszczy teraz. Nie pozwalam sobie już na wtrącanie się w moje sprawy. Dostosowałam się do zasad mojej matki, więc nie wchodzę do kuchni, kupuję jej co jakiś czas rzeczy, których ode mnie oczekuje, kąpię się kiedy chcę i zamykam na klucz. Później nasłuchuję jak nadbiega i kręci nożem w zamku, żeby mnie otworzyć. Przyjamniej jej wtargnięcie nie jest już takie niespodziewane. Na teksty typu: "kiedy masz miesiączkę, bo jakoś długo po podpaski nie sięgasz", albo "spierdalaj z tym swoim Arusiem do teściów, bo nie chce Cię oglądać", już nie reaguję. Uśmiecham się, gdy mówi wszystkim, że ma wspaniałą córkę, ale gdyby się mną nie zajmowała i nie pilnowała to nie wiadomo, co by ze mną dziś było. Stawiam na swoim coraz częściej, chociaż czasami mnie matka łamie.
Miło mi było się wyżalić. Przepraszam, że musieliście to wszystko przeczytać. Mam toksyczną matkę i boję się, że sama kiedyś mogę tak bardzo skrzywdzić swoje dziecko.

10 Ostatnio edytowany przez katarzyna110988 (2013-04-14 14:21:38)

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
Cynicznahipo napisał/a:

Dla mnie ogólnie cala historia jest mało spójna - skoro matka jest aż tak strasznym człowiekiem, to dlaczego zdecydowaliście się na zamieszkanie u niej...? To się kupy nie trzyma! Za równowartość kredytu, mogliście sobie kupić mieszkanie. Albo wstrzymać się z kredytem i coś wynająć, odkładać pieniądze na domek.

Jak się nie ma toksycznej matki to naprawdę się nie zrozumie. Moja matka niszczyła mnie całe życie, a ja jestem gotowa zrobić dla niej wszystko. Zamieszkać z nią? Czemu nie? Co z tego, że nie mogę wchodzić do kuchni i muszę kąpać się przy otwartych drzwiach. Takie matki zniewalają, wiecznie wierzy się w ich przemianę wewnętrzną. Moja historia też się kupy nie trzyma, a jednak, naprawdę żyję w toksycznej relacji z matką i wyrwać się nie mogę. Podobnie jest z kobietami, które latami są bite przez mężów, a od niech mimo wszystko nie odchodzą. Co więcej, ja będę miała własne dziecko to na 100% oddam je mojej matce pod opiekę, gdy sama będę w pracy. Dlaczego? Może znajdzie się jakiś psycholog, który mi to wytłumaczy.

11

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Jesteś autorze dorosłym mężczyzną, założyłeś rodzinę i to Ty ponosisz odpowiedzialność za Swoje życie, również za złe decyzje jakie podjąłeś wspólnie z małżonką. Złą decyzją było zamieszkanie wspólne z matką - pora zastanowić się co możesz zadziałać w tym temacie.

Z Twojego postu, każdego zdania wręcz kapią słowa kto jest winny za co: matka, żona, nawet dziecko ... samemu jednak trudno Ci przyznać się do winy i wziąć konsekwencje na siebie, pomimo że to w jakim miejscu się znajdujesz Ty i Twoja rodzina -  jest wynikiem decyzji podjętych przez Ciebie.

Matka jest zła?
Przygarnęła Cię do własnego domu, podpisała pożyczki i inne dokumenty (choć zapewne się na tym nie znała) doszło do tego że weszli na jej emeryturę a teraz to Ona jest zła?
Człowieku otrząśnij się - czy Ona wymyśliła ten remont, czy Ty? To Ty powinieneś na starość jej pomagać a nie odwrotnie.

W 100% popieram słowa mareny.

bo ważna jest dla mnie
równowaga
uczynków i słów

12

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Katarzyno, jesteś uzależnona psychicznie od matki, ona działa na Ciebie jak wąż na myszkę. Poszukaj porady u psychologa bo sama nie zbudujesz szczęśliwej własnej rodziny, cień toksycznej matki zawsze będzie Ci towarzyszył. Masz już 25 lat a więc czas abyś umiała spojrzeć na siebie i matkę z perspektywy i umiała wyciągnąć wnioski na przyszłość bo w przeciwnym wypadku będziesz powielała błędy wychowawcze matki.Uwolnij się od matki, zacznij zyć własnym życiem.

13

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Bo tak to juz jest, ze dzieci zawsze powinny pomagac rodzicom, w koncu same sie na swiat pchały, złe sa z natury, wciaz z nimi problemy i ani słowa dziekuje. Byłes jestes i bedziesz własnoscia rodzica i moze robic z toba co chce, to ze bije, wyzywa, poniza czy gwałci nie ma znaczenia, pewnie na to zasłuzyłes i  miałes na to ochote. Całe zycie spłacaj dług, którego nigdy nie bedziesz w stanie uregulowac, a  jezeli np. ojciec pijak pozwie cie do sądu o alimenty, badz mu wdzieczny, bo masz kolejny sposób, by mu sie odwdzieczyc za te lata kiedy zamiast wychowywac cie, zwyczajnie tresował. Czcij ojca swego i matke swoją!

- I may not be there yet but I'm closer than I was yesterday.
Wzrost 158 cm
03.01.2013 58,00 kg
31.05.2013 54,5 kg     Cel I  30.06.2013 53 kg; Cel II 01.09.2013 50 kg big_smile

14

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Katarzyno na prawie taka jak Ty masz matke, to ja traflem na tesciowa. I zanim sie zorientowalem o co w tym wszystkim chodzi, to juz bylem zieciem z kilkumiesiecznym stazem. Wzialem sobie za zone taka osobe jak Ty.
I z cala przykroscia popieram Klaudyne, ze to co Tobie dolega jest patologicznym uzaleznieniem od matki. Syndrom nieodcietej pepowiny to wierzcholek gory lodowej w Waszej niby wlasciwej ale jednak bardzo chorej relacji.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

15

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Okej trochę uściślę bo straszne głupoty popisaliście (zwłaszcza marena7). Zrobiliście ze mnie winowajcę.

Moja matka jest bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Jej małżeństwo rozpadło się tuż przed moimi narodzinami. Ojciec był alkoholikiem.
Zawsze ale to zawsze była pod wpływem swojej matki. Nigdy niczego nie zrobiła z własnej woli. Nigdy o niczym nie decydowała. Począwszy od życia osobistego, finanse czy pracę wszystko było pod dyktando babci.
Ona nie umie niczego pochwalić, pogratulować. Umie jedynie sypać docinki czy głupkowate komentarze. Odnosi się do ludzi bez szacunku i każdemu zagląda w porfel. Jest zawistna i zazdrosna, każdy kto ma lepiej od niej jest przeklęty po 100 razy.
Z tego tytułu nie ma przyjaciół oprócz rodziny, którą z resztą sprawnie skłóciła.
Gdy kilka lat temu w młodym wieku zmarł kuzyn to największą ciekawością jeszcze przed pogrzebem  zadzwoniła do wdowy juz wtedy z pytaniem czy to prawda, że sprzedaje dom po kuzynie! Tamta strona rodziny przez lata nawet się do nas nie odezwała.

I najważniejsze te głupoty jakie piszecie o kredycie i mieszkaniu z nią to lepiej nic nie piszcie.
Zostaliśmy w domu bo w 2008 roku ceny mieszkań były kosmiczne. Z prostego rachunku wyszło, że za cenę samego mieszkania będziemy mieli przebudowany dom, wyposażenie i auto.
Jej kredyty tak naprawdę zawaliły nam świat na głowę. Ona po prostu żyła zdecydowanie ponad stan. Ale zawsze najmądrzejsza nigdy nie można było słowa powiedzieć. Skąd ma pieniądze? Czy to kredyty?
Od razu był atak. Wspólne spłacanie hipoteki? A czemu nie! Z rudery zrobiłem piękny domek. Okna, drzwi, centralne ogrzewanie, elewacja... wszystko! Babcia ma kosmiczną rentę po dziadku, ale co z tego skoro od zawsze pieniądze idą na kredyty!! Nie macie pojęcia jak jest więc darujcie sobie mądrości.

Alternatywy mieszkaniowej nie ma! Co mam zrobić? Zostawić dom, który spłacam już 5 lat na pastwę losu? Przecież ona nie ma na hipotekę ~800zł miesięcznie! Mam się wyprowadzić i opłacać dwa domy? Za co?
Gdyby nie jej wybryk z kredytami to żyłoby mi się komfortowo. Ale dlaczego ja mam ponosić całe koszty utrzymania?? Dokładam do mediów ile mogę. Tej zimy kupiłem 4 tony węgla, matka dała 400zł + 1 tonę ma babcia z kartek po dziadku.
Wszystko rozpadło się przez matki kredyty.

Szanowna koleżanko marena7 czytaj ze zrozumieniem albo nie wypowaidaj się. Takie z góry traktowanie jakie poczyniłaś idealnie pasuje do mojej matki. Jak mówi polskie przysłowie w d... byłeś więc proszę cię daruj sobie.
To nie tak, że przeliczyłem się kredytem. We frankach ratę miałem wyliczoną na ~610zł, a w złotówkach na 890. Jak widzisz koleżanko nawet teraz jestem do przodu.
Ty kompletnie nie rozumiesz sedna sprawy. Wypatrzyłaś sobie kredyty i wytoczyłaś teorię naprawdę z nosa wziętą. Ta sprawa do czubek góry lodowej.

Ja nie szukam rad, usprawiedliwienia czy pomocy. Chyba. Po prostu już nie wytrzymałem ciśnienia i uzewnętrzniłem się.
Od życia oczekuję jedynie świętego spokoju.

katarzyna110988  no to możemy sobie podać łapkę. U mnie przemocy fizycznej nie było. Psychiczna zawsze. Kościół, szkoła. Nigdy nie mogłem dziewczyny do domu przyprowadzić bo babcia się nie zgodziła. Tacy jak my się rozumieją. Trzymaj się!

16

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
Klaudyna59 napisał/a:

Katarzyno, jesteś uzależnona psychicznie od matki, ona działa na Ciebie jak wąż na myszkę. Poszukaj porady u psychologa bo sama nie zbudujesz szczęśliwej własnej rodziny, cień toksycznej matki zawsze będzie Ci towarzyszył. Masz już 25 lat a więc czas abyś umiała spojrzeć na siebie i matkę z perspektywy i umiała wyciągnąć wnioski na przyszłość bo w przeciwnym wypadku będziesz powielała błędy wychowawcze matki.Uwolnij się od matki, zacznij zyć własnym życiem.

Właśnie. Własnym życiem!  Najwyższa pora!  A psycholog jest tu niezbędny, bo jak można tak dać się niszczyć!! ?

Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne

17

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Współczuję i doskonale rozumiem. Również mam taką matkę. Toksyczną i do tego ojca alkoholika. Teraz jestem już dorosła, ale niestety chyba sama swoim dzieciom zgotowałam los, jaki mi zgotowali moi rodzice. Byłam jeszcze rok temu zupełnie inna osobą. Wesołą, towarzyską, otwartą na świat, bardzo rodzinną. Teraz jestem sama jak palec, z partnerem alkoholikiem. I mam przeogromne pretensje do siebie dlaczego tak mu zaufałam, jak mogłam nie poznać, że ma problem? Jak mogłam tak bardzo skrzywdzić dzieci? Nie radzę sobie z tym, nie mam siły. Ciągle płaczę. Depresja na maxa. Jestem osobą wierzącą więc chyba jeszcze to mnie trzyma. Najgorsze jest jednak to, że ja wiem jak powinnam pokierować swoim życiem, wiem co powinnam zrobić, wiem co powinnam zmienić. Ale...nie mam na to po prostu siły. Jedyna moja ucieczka od tego wszystkiego i nadzieja to Bóg i modlitwa.

18

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Jezeli ktos z Was ma ochote poczytac na temat DDA czy DDD, współuzaleznienia, trudnych relacji w rodzinie piszcie do mnie na maila, przesle Wam materiały. (mam sporo ksiazek zwłaszcza zwiazanych z DDA).

- I may not be there yet but I'm closer than I was yesterday.
Wzrost 158 cm
03.01.2013 58,00 kg
31.05.2013 54,5 kg     Cel I  30.06.2013 53 kg; Cel II 01.09.2013 50 kg big_smile

19

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
Cynicznahipo napisał/a:

Jaka by matka nie była, jest matka.
Zgodziłeś się u niej zamieszkać? To teraz spijaj śmietankę.

Cyniczna.... Z calym szacunkiem, ale dawno takiej glupoty odnosnie pierwszego stwierdzenia nie slyszalam.
Z moja matka nie odzywam sie od sierpnia ub.r i z niczego tak sie nie ciesze. Odetchnelam z ulga, pozbylam sie z pelna swiadomoscia ze swojego zycia czlowieka, ktory na miano matki zaslugiwac nie moze. Proste. Zreszta opisywalam to juz na forum.
Wbrew Twojemu wyobrazeniu, takie "matki" chodza po tym swiecie.

Logika serca jest niedorzeczna.

20

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Różne są matki. Zastanawiam się czy pomimo wszystko, dlatego, że to matka powinno zawsze się ją szanować? Czy zasługuje na szacunek? Nie dziwię się, że dzieci - dorosłe już dzieci - w pewnym momencie swojego życia podejmują decyzję, że nie będą utrzymywały kontaktów za swoimi matkami. I właśnie dlatego, że jestem wierząca ciężko odciąć mi się od swojej. A naprawdę dawno już bym to zrobiła. Tylko sumienie mi nie pozwala. Zrobiła mi naprawdę wiele złego. Kwestie finansowe, kredyty, podważanie moich decyzji. Mówienie źle o mnie obcym kompletnie ludziom. To pryszcz, bo żeby opisać wszystko to trzech dni by nie starczyło. Ale ja zawsze szukam swojej winy. Cały czas doszukuję się jej gdzieś po środku.

21

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
tranik napisał/a:

Współczuję i doskonale rozumiem. Również mam taką matkę. Toksyczną i do tego ojca alkoholika. Teraz jestem już dorosła, ale niestety chyba sama swoim dzieciom zgotowałam los, jaki mi zgotowali moi rodzice. Byłam jeszcze rok temu zupełnie inna osobą. Wesołą, towarzyską, otwartą na świat, bardzo rodzinną. Teraz jestem sama jak palec, z partnerem alkoholikiem. I mam przeogromne pretensje do siebie dlaczego tak mu zaufałam, jak mogłam nie poznać, że ma problem? Jak mogłam tak bardzo skrzywdzić dzieci? Nie radzę sobie z tym, nie mam siły. Ciągle płaczę. Depresja na maxa. Jestem osobą wierzącą więc chyba jeszcze to mnie trzyma. Najgorsze jest jednak to, że ja wiem jak powinnam pokierować swoim życiem, wiem co powinnam zrobić, wiem co powinnam zmienić. Ale...nie mam na to po prostu siły. Jedyna moja ucieczka od tego wszystkiego i nadzieja to Bóg i modlitwa.

Tranik, skoro wiesz co powinnas zrobic to pros Opatrznosc abys miała siły to zrobic.
Bóg dał nam wolną wolę i na nas spoczywa odpowiedzialnosc działania.
Jestes silna Kobietą

Zwycięzcy nigdy nie rezygnują, rezygnujący nigdy nie zwyciężają.

Jest mnóstwo ludzi na świecie...którzy powiedzą Ci, że nie dasz rady. Ty musisz po prostu odwrócić się i powiedzieć - No to patrz!

22

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Pustak - jesteś ogniwem - kolejnym - w toksycznym łańcuchu. Takim jak Twoja matka - była dla Twojej babci. Teraz Ty jesteś dla niej. Jeśli się nie odetniesz z tej pępowiny - Twoje dziecko będzie następne w kolejce.

Relacje z toksycznymi rodzicami nie podlegają "normalnemu" rozumowaniu, zasadom, logice. Wszystko toczy się na podświadomych sygnałach, na określonych rolach w rodzinie. Matka jest oprawcą, ale też bardzo nieszczęśliwym człowiekiem - czyli przyjmuje pozycję ofiary. Niszczy życie, ale stwarza sytuację, gdzie nie poradzi sobie sama (kredyty, starość). Wyzywa żonę od najgorszych szmat, ale to przecież matka i swoje w życiu przeszła, więc czyja krzywda ma większą wagę?

Tak działa manipulant, toksyk. Inaczej nie potrafi, tak nauczyła ją jej matka. Żyją razem, mimo, że nikt tak żyć by nie chciał. Są uzależnione. Matka uzależniła syna. Był jej mężczyzną, bo nie było ojca. Znalazła sobie kogoś, na kogo cedowała swoje uczucia. Dobre i złe. Założę się, Pustak, że były chwile, kiedy byłeś dla matki bohaterem. Mężczyzną w rodzinie. I takie tam marchewki. Dużo pracy Cię kosztowało, żeby sobie "zasłużyć" na jej miłość. A ona "kocha jak umie", czyli niszczy.

Twoje dziecko na to patrzy. Uczy się. Chłonie. Taką "miłość".

Ona się nie zmieni. Taka była, jest i będzie. Może być już tylko gorzej. Będzie strasza, będzie z czasem wymagała pomocy. Masz przesrane. Jeśli tego nie przerwiesz, jeśli się nie odetniesz - zniszczy Ci życie. Tobie i Twojej rodzinie. To, co się teraz dzieje - to tylko konsekwencja Twojego wyboru, Twojej decyzji. Ona - matka -  się nie zmieniła - zawsze taka była, sam pisałeś. Myślałeś, że jak zobaczy normalną rodzinę, wnuka, to się coś zmieni. Jak wyremontujesz, wyłoższysz kasę, zobaczy, że Ci zależy. Że wychowała fajnego faceta, który umie sobie radzić w życiu. Ze sobie w końcu zasłużysz. Niestety, dopadło Cię myślenie życzeniowe. Ty byś tak chciał. Mieć fajną, wielopokoleniową rodzinę i żyć jak w "Domku na prerii". Dupa. Nie da się. Bierz rodzinę i wysuwaj, bo Was zniszczy. Ona nie umie kochać normalnie.

Możesz jej pomagać, ale na Twoich warunkach. Bez niszczenia Twojej rodziny i Ciebie. To się nie wyklucza, wymaga za to duzo wiedzy i umiejętności.

Życzę Ci dużo siły i determinacji. Teraz to Twoje decyzje - grasz czym masz. Nikogo nie zmienisz. Nikt "nie zrozumie".

23

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Dzięki Sonia2012. Wiara trzyma mnie przy wszystkim, ale są momenty, że teksty typu " wiara góry przenosi " uważam za banał i krótko mówiąc głupotę i nieprawdę. Załamka. Najgorsze jest to, że nie potrafię wybaczyć matce. Mam wrażenie, że błędnie pokierowała moim życiem w pewnym momencie ( jeszcze wtedy kiedy miała na nie wpływ ) i teraz są tego konsekwencje. Mam o to do niej duże pretensje. Całe moje życie to była ucieczka z domu nic więcej. Były dobre chwile, ale tylko wtedy kiedy były pieniądze. Szkoda, że tak bardzo na nich świat się opiera.

24

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
Kriss napisał/a:

Pustak - jesteś ogniwem - kolejnym - w toksycznym łańcuchu. Takim jak Twoja matka - była dla Twojej babci. Teraz Ty jesteś dla niej. Jeśli się nie odetniesz z tej pępowiny - Twoje dziecko będzie następne w kolejce.

Relacje z toksycznymi rodzicami nie podlegają "normalnemu" rozumowaniu, zasadom, logice. Wszystko toczy się na podświadomych sygnałach, na określonych rolach w rodzinie. Matka jest oprawcą, ale też bardzo nieszczęśliwym człowiekiem - czyli przyjmuje pozycję ofiary. Niszczy życie, ale stwarza sytuację, gdzie nie poradzi sobie sama (kredyty, starość). Wyzywa żonę od najgorszych szmat, ale to przecież matka i swoje w życiu przeszła, więc czyja krzywda ma większą wagę?

Tak działa manipulant, toksyk. Inaczej nie potrafi, tak nauczyła ją jej matka. Żyją razem, mimo, że nikt tak żyć by nie chciał. Są uzależnione. Matka uzależniła syna. Był jej mężczyzną, bo nie było ojca. Znalazła sobie kogoś, na kogo cedowała swoje uczucia. Dobre i złe. Założę się, Pustak, że były chwile, kiedy byłeś dla matki bohaterem. Mężczyzną w rodzinie. I takie tam marchewki. Dużo pracy Cię kosztowało, żeby sobie "zasłużyć" na jej miłość. A ona "kocha jak umie", czyli niszczy.

Twoje dziecko na to patrzy. Uczy się. Chłonie. Taką "miłość".

Ona się nie zmieni. Taka była, jest i będzie. Może być już tylko gorzej. Będzie strasza, będzie z czasem wymagała pomocy. Masz przesrane. Jeśli tego nie przerwiesz, jeśli się nie odetniesz - zniszczy Ci życie. Tobie i Twojej rodzinie. To, co się teraz dzieje - to tylko konsekwencja Twojego wyboru, Twojej decyzji. Ona - matka -  się nie zmieniła - zawsze taka była, sam pisałeś. Myślałeś, że jak zobaczy normalną rodzinę, wnuka, to się coś zmieni. Jak wyremontujesz, wyłoższysz kasę, zobaczy, że Ci zależy. Że wychowała fajnego faceta, który umie sobie radzić w życiu. Ze sobie w końcu zasłużysz. Niestety, dopadło Cię myślenie życzeniowe. Ty byś tak chciał. Mieć fajną, wielopokoleniową rodzinę i żyć jak w "Domku na prerii". Dupa. Nie da się. Bierz rodzinę i wysuwaj, bo Was zniszczy. Ona nie umie kochać normalnie.

Możesz jej pomagać, ale na Twoich warunkach. Bez niszczenia Twojej rodziny i Ciebie. To się nie wyklucza, wymaga za to duzo wiedzy i umiejętności.

Życzę Ci dużo siły i determinacji. Teraz to Twoje decyzje - grasz czym masz. Nikogo nie zmienisz. Nikt "nie zrozumie".

Z całego serca dziękuję! Aż mnie zatkało.
Tylko jedno się nie zagadza. Ja dla niej zawsze byłem ciemny byk. O głupie lampki na choince w domu i przed wejściem zawsze prosiła mojego najlepszego kumpla (w owym czasie oczywiście) bo mówiła, że ja sam nie potrafię. I takie przeświadczenie o mnie ma zawsze i każdemu je przedstawia.
Jestem już tak zdesperowany, ale przede wszystkim zdegustowany po ostatniej akcji (dzisiaj była dogrywka), że chyba faktycznie się wyniosę daleko od niej. Ale poczekam aż syn skończy rok szkolny.
Jeszcze raz dziękuję Ci.

25 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-04-14 18:39:07)

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
katarzyna110988 napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

Dla mnie ogólnie cala historia jest mało spójna - skoro matka jest aż tak strasznym człowiekiem, to dlaczego zdecydowaliście się na zamieszkanie u niej...? To się kupy nie trzyma! Za równowartość kredytu, mogliście sobie kupić mieszkanie. Albo wstrzymać się z kredytem i coś wynająć, odkładać pieniądze na domek.

Jak się nie ma toksycznej matki to naprawdę się nie zrozumie. Moja matka niszczyła mnie całe życie, a ja jestem gotowa zrobić dla niej wszystko. Zamieszkać z nią? Czemu nie? Co z tego, że nie mogę wchodzić do kuchni i muszę kąpać się przy otwartych drzwiach. Takie matki zniewalają, wiecznie wierzy się w ich przemianę wewnętrzną. Moja historia też się kupy nie trzyma, a jednak, naprawdę żyję w toksycznej relacji z matką i wyrwać się nie mogę. Podobnie jest z kobietami, które latami są bite przez mężów, a od niech mimo wszystko nie odchodzą. Co więcej, ja będę miała własne dziecko to na 100% oddam je mojej matce pod opiekę, gdy sama będę w pracy. Dlaczego? Może znajdzie się jakiś psycholog, który mi to wytłumaczy.

Skąd pomysł, ze nie mam toksycznej matki? Ja wyrosłam w rodzinie patologicznej. Dlatego tez wiem, o czym pisze i dlatego tez się wypowiedziałam.

Mnie matka nie zniszczyła, nie zdążyła. Wyniosłam się zaraz po osiemnastce, nie mając grosza przy sobie, ani mieszkania.
Poradziłam sobie.

Ty mogłabyś się wyrwać. Ale nie robisz tego. Owszem, psycholog powinien Ci uświadomić, dlaczego.


SimpleKarolina, jak kogoś nie znasz, to się nie wypowiadaj, ja doskonale zdaje sobie sprawę, ze rodzice mogą być toksyczni, miałam takich.
Możesz ich nienawidzić, nie odzywać się do nich, ale to nadal będą Twoi rodzice. A Autor zdecydował się z taka toksyczna matka zamieszkać. Sam sobie zgotował te makabrę, niestety.

26

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

No smutne to. Współczuję cię, przeszłeś przez jakieś piekło.

Nie wegetujmy - żyjmy !

27

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Cynicznahipo, wypowiadac sie moge gdzie chce i jak chce. Wyluzuj troche.
A propo Twojego posta, nigdzie nie napisalam, ze nie masz pojecia jak to jest miec toksycznych rodzicow (czytalam wiele Twoich postow). Rodzice moga byc toksyczni na niewyobrazalne dla kogos sposoby. I to na rozne sposoby. Oto mi wlasnie chodzilo.
Zgodze sie z twierdzeniem, ze rodzice zawsze beda rodzicami, coz, rodziny sie ponoc nie wybiera. Ale moga byc nimi "tylko" albo i "az" formalnie.
Swoja droga, dlaczego jak rodzic wyrzeka sie dziecka to inaczej zostaje to odebrane niz w sytuacji odwrotnej? Temat rzeka i na inny watek.

Logika serca jest niedorzeczna.

28

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
Cynicznahipo napisał/a:

Mnie matka nie zniszczyła, nie zdążyła. Wyniosłam się zaraz po osiemnastce, nie mając grosza przy sobie, ani mieszkania.
Poradziłam sobie.

Ty mogłabyś się wyrwać. Ale nie robisz tego. Owszem, psycholog powinien Ci uświadomić, dlaczego.


A Autor zdecydował się z taka toksyczna matka zamieszkać. Sam sobie zgotował te makabrę, niestety.

I ja też cynicznahipo, w wieku niespełna 19 lat, zaraz po maturze i 40 lat temu. Różnych rzeczy doświadczyłam, bo byłam młoda i głupia, ale jedno wiedziałam, nie chcę dłużej znosić tego co tatuś i mamusia mi fundowali. Wyjechałam daleko i sama radziłam sobie z życiem. Mieszkałam w pokoju, gdzie było tylko żelazne łóżko i krzesło. Dlatego śmieszy mnie....życie bez szafy jako przykład traumy.
Jestem zwolenniczką brania odpowiedzialności za siebie na siebie. Współczuję dzieciom, które nie decydują o sobie. Dorośli, którzy tkwią w toksycznych relacjach z mamusiami czy tatusiami tak naprawdę mnie irytują. To co pisze Katarzyna, to otwieranie drzwi łazienki nożem.... Szok. Ale przecież jest dorosła i wolna. Może odejść z tego domu. Jasne, jest jakieś wytłumaczenie tej psychologicznej pułapki, ale to usprawiedliwienie stania w miejscu. Trzeba zapytać jakie masz KORZYŚCI z tego, że tam jesteś i to znosisz. Bo jest wygodnie mimo wszystko? Albo mam piękny i elegancki dom, który jest dla mnie wiecej wart niż święty spokój? Nie, nie współczuję dorosłym uwikłanym w układy z rodzicami. Mam ochotę nimi potrząsnąć. I napewno nie będę się nad nimi użalać. Tak jak Ty. Bo dorosłość do czegoś zobowiązuje.
Pustak mnie tu obsobaczył, ale nic to. Nie zmieniam zdania. Ma to wszystko na własne życzenie.

29

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

marena7... Swiety spokoj! Wlasnie oto chodzi. Dla niektorych jednak odciecie tej pepowiny to cos niewyobrazalnego. Niekoniecznie mam na mysli calkowicie zerwany kontakt. Czasem wystarczy wyprowadzic sie, ograniczyc ten kontakt, azeby zapoczatkowac zmiany w swoim zyciu. Czasem jednak, tak jak w moim przypadku ma to miejsce, dopiero calkowicie zerwany kontakt sprawil, ze poczulam ogromna ulge.

Logika serca jest niedorzeczna.

30

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
simpleKarolina napisał/a:

marena7... Swiety spokoj! Wlasnie oto chodzi. Dla niektorych jednak odciecie tej pepowiny to cos niewyobrazalnego. Niekoniecznie mam na mysli calkowicie zerwany kontakt. Czasem wystarczy wyprowadzic sie, ograniczyc ten kontakt, azeby zapoczatkowac zmiany w swoim zyciu. Czasem jednak, tak jak w moim przypadku ma to miejsce, dopiero calkowicie zerwany kontakt sprawil, ze poczulam ogromna ulge.

Proba wytlumaczenia tego patologicznie chorego ukladu skonczyla sie dla mnie rozstaniem w malzenstwie i dryfuje ku rozwodowi... wlasnie przez niewyobrazalnosc, ze mozna zyc innaczej i ze jest to kretynska relacja.
Nie bylem strona w rodzinnej takiej relacji polaczonym pepowina z rodzicem ale doznalem ogrom "wspanialomyslnosci" z tego plynacych na wlasnej skorze i sam sie doksztalcilem dla wlasnego bezpieczenstwa. 
Masakra.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

31 Ostatnio edytowany przez simpleKarolina (2013-04-14 21:39:32)

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Wg mnie, jednym z najgorszych czynnikow w takiej relacji jest to, ze rodzic nie widzi w swoim zachowaniu niczego zlego. Ta wieczna gra pozorow... W moim np przypadku, kobieta zwana przez wszystkich moja matka, wolala stracic kontakt ze swoim dzieckiem, niz przyznac sie do bledow, klamstw, oszustw i przeprosic. Nie ona.

Logika serca jest niedorzeczna.

32

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
simpleKarolina napisał/a:

Wg mnie, jednym z najgorszych czynnikow w takiej relacji jest to, ze rodzic nie widzi w swoim zachowaniu niczego zlego. Ta wieczna gra pozorow...

Matka która nie chce za wszelka cene wypuścić z gniazdka swojego pisklaczka."Bogobojne" teściowe są zawsze najmądrzejsze..szkoda tylko, że nie szanują i nie słuchają tego co jest w Piśmie Św.napisane.Małżeństwo rzecz święta i żona ma męża a nie mamę, ciocie, wujka, siostrę - MA MĘŻA. Niestety toksyczne matki samotnie wychowujące swoje córki lub matki które wychowują synków na tych co to święci są to najtrudniejszy orzech do zgryzienia.Ty masz właśnie taką teściową , ja miałam właśnie taką matkę.ja swoja matkę zostawiłam to jedna z tych spraw toksycznych które niestety w imię wielkiej miłości rozwalały moje życie na milion kawałków.
Moim zdaniem sprawa jest prosta albo ktoś przemówi Twojej żonie do rozsądku i odetnie pępowinę albo nie masz o co walczyć...pocieszający jest jeden fakt. Z czasem dojdzie do tego, że Twoja zona zrozumie co zrobiła jej matka - nie Ty...i efekt będzie taki, że ją znienawidzi....jeśli Ci na niej nadal zależy to obyś Ty w tym czasie nie był już "byłym" mężem...."

Jak mi napisala kiedys jedna z Naszych szanownych forumowiczek. Nic dodac nic ujac.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

33

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Amen.

Logika serca jest niedorzeczna.

34 Ostatnio edytowany przez katarzyna110988 (2013-04-14 22:36:33)

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
Klaudyna59 napisał/a:

Katarzyno, jesteś uzależniona psychicznie od matki, ona działa na Ciebie jak wąż na myszkę. Poszukaj porady u psychologa bo sama nie zbudujesz szczęśliwej własnej rodziny, cień toksycznej matki zawsze będzie Ci towarzyszył. Masz już 25 lat a więc czas abyś umiała spojrzeć na siebie i matkę z perspektywy i umiała wyciągnąć wnioski na przyszłość bo w przeciwnym wypadku będziesz powielała błędy wychowawcze matki.Uwolnij się od matki, zacznij zyć własnym życiem.

Tak, jestem uzależniona psychicznie od matki. Ona pracowała nad tym całe moje życie. To, że sama pójdę sama do psychologa nic nie da. Nie chcę powracać do przeszłości i tłumaczyć się ze wszystkiego. Gdybym dostrzegła coś niepokojącego później to skorzystam z pomocy na pewno. Chciałam pójść z mamą, odmówiła. Nie widzi problemu, a to, co robi nazywa troską. Myślę, że przezwyciężę to wszystko, bo już znajduję się na wygranej pozycji. Do tej pory nie mogłam się wyprowadzić, jak któraś z przedmówczyń, w wieku 18-19 lat. Gdzie? Pod most? Widocznie miałaś gdzie pójść, ja nie miałam. Uczyłam się, studiowałam, teraz, gdy jestem niezależna finansowo i wtajemniczyłam we wszystko partnera, razem próbujemy mnie wyzwolić. Planujemy ślub za rok, na który moja matka się nie godzi. Tzn. uważa, że nie damy rady, powinniśmy jeszcze poczekać, więcej odłożyć, pyta, jak chcę pogodzić wydatki. Nie postawi na swoim, ja tak. Naprawdę myślę, że to iż jestem świadoma problemu daje mi przewagę nad matką. Ona mnie zniewala, ale niewiele już czasu jej zostało. Oczywiście nie zerwę z nią kontaktów, ale nie pozwolę na żadne ingerencje. Każdy mój dzień to starcia z matką, ciągle sobie coś udowadniamy, ja, że nie ma już prawa wtrącać się w moje sprawy, ona, że jest matką i na jej terytorium będę robiła, czego sobie zażyczy. Jeszcze tylko rok i skończy się ten koszmar.
Dziękuję za wszystkie komentarze. Naprawdę mi miło, że zatrzymaliście się nad moim problemem. Najgorsze mam za sobą, teraz może być tylko lepiej smile I nie oceniajcie mnie przez pryzmat relacji z mamą, uzewnętrzniłam się i bardzo się cieszę, że mogłam rozpisać się w skargach, ale teraz dalej chcę funkcjonować jako autonomiczna forumowa jednostka smile big_smile - że tak to wyrażę smile Matka mi w tym momencie za plecami nie stoi i na szczęście odpowiedzi nie dyktuje smile

Mam nadzieję, że autor wątku pokona wszystkie trudności i będzie z żoną i dzieckiem szczęśliwy.

35 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-14 23:05:44)

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Jestes w pelni swiadoma swojego polozenia i sytuacji w relacji z matka. Obys tylko tego nie zaprzepascila po slubie, bo niewielu osobom udaje sie z tego wyrwac az na tyle swiadomym co Ty i z takim wsparciem w zwiazku.
Jedno z wiekszych niebezpieczenstw jakie na Was czeka, to Jej wojna z Twoim mezem o dalsze matkowanie Ci i brak akceptacji Jego w rodzinie, bo "porwal" Jej corke. Kolejna karta przetargowa moze byc Twoje/Wasze dziecko.

Zycze szczerze powodzenia jako osoba z "zerwanym" doswiadczeniem, bo czeka Cie pieklo, ktorego tak do konca jeszcze nie masz swiadomosci i przewidywalnosci taktyki matki po slubie.
A ile to kosztuje nerwow i stresu wie tylko ten, kto byl w tym "oku cyklonu".

3maj sie.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

36

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Dodałabym parę uwag do powyższych. Jeśli matka przez całe dzieciństwo, młodość i dorastanie utwierdza dziecko w przekonaniu, że ono jest do niczego , nigdy go nie chwali i nie dowartościowuje, to wyrasta z tego dziecka człowiek nie wierzący we własne możliwości. Taki człowiek boi się wielkich wyzwań, bo wmówiono mu, że sobie nie poradzi. A wielkim wyzwaniem jest wynieść się z domu, który się wyremontowało, właściwie stworzyło od nowa, wielkim kosztem,wyrzeczeniami i poświęceniem. To nie jest tak: pstryk i po sprawie. I nie uważam, że to najwłaściwsze. Należy odciąć pępowinę w inny sposób: odcinając się od matki i stawiając bardzo wyraźne granice na co może sobie pozwolic, a na co już nie. Młody człowiek, który załozył własną rodzinę ma prawo twardo sprzeciwić się matce i żyć tak, jak chce on, a nie jak chce jego matka. Nie jest to łatwe. Mnie zajęło to 40 lat życia. Wtedy postawiłam twardo sprawę: o moim życiu decyduję wyłącznie sama i matce nic do tego. Przełknęła, dostosowała się, choć czasem jeszcze o tym zapomina i muszę ją przywołać do porządku. Albo wpuścić jej "rady" jednym uchem, a wypuścić drugim.  Matkom, a piszę to też jako matka, wydaje się, że ich dzieci nie dorastają, że zawsze potrzebują rady i troski. Jeśli to czuła troska, pół biedy, choć też niepotrzebna. Ale to na ogół destrukcyjna "troska" czyli po prostu wtrącanie się i wpychanie nosa w nie swoje sprawy.  Zazwyczaj te matki to samotne, nieszczęśliwe kobiety, nie mające swojego życia, więc żyjące cudzym, matki, które wpadły w sieć chorego przekonania, że dziecko zawsze zostanie dzieckiem. Toksycznym matkom zawdzięczamy coś jednak. Otóż dzięki nim, my nigdy takie nie będziemy.  Oczywiście, jeśli zachowamy w pamięci to,  co nas bolało w ich zachowaniu wobec nas. Dlatego nie uważam, że  powtarzanie błędów wychowawczych jest jakąś "dziedziczną" koniecznością, bo tego nas "nauczono". Uczymy się wszak na błędach, niekoniecznie własnych.
Ja na miejscu pana, który opisał swoje chore relacje z matką / sorki, ale nie zapamiętałam nicka, a pisząc tu po raz pierwszy nie umiem cofnąć pisania żeby sprawdzić /, ograniczyłabym kontakt z matką  poprzez osobne wejścia do mieszkań, ale przede wszystkim poprzez twarde postawienie warunku, że od tej pory nie wolno jej wtrącać się w Wasze życie. Jeśli wnuk przyniósł 2 gały ze szkoły, to  to aż taka tragedia, żeby z tego robić aferę ? A  mamusi się nie zdarzyło ? Same piątki zbierała ? No i jeszcze napiszę jako matka - doświadczona już, mająca bardzo dorosłe już dzieci -  rodzice naprawdę nie oczekują, że ich dzieci do końca życia będą posłuszne ich woli. I nie mają już nad swoimi dziećmi żadnej władzy. A jeśli o tym zapominają, to należy ich przywołać do porządku. Bo nie ma czegoś takiego jak "należny rodzicom szacunek". Szacunku się nie dostaje z przydziału. Trzeba sobie na niego zasłużyć. I na koniec: mamusia już porządziła, a teraz  w tym domu rządzi pan, proszę pana i tak należy  trzymać :-)

37

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Zmuszenie rodzica, by zobaczył, ze to on jest toksyczny? To jest niemożliwe.
Bags, nie pozostaje Ci nic innego jak zaakceptowanie tego co jest. Nie pasuje Ci to, to idź swoją drogą. Twoja żona żyje w symbiotycznym związku z matką (czytałam Twoje wypowiedzi). Jej tak dobrze.
Nieodcinanie pępowiny ZAWSZE ma związek z osobistą wygodą. Tak uważam. Człowiek zawsze podejmuje decyzje, nawet jak wydaje mu się, że ich nie podejmuje, że jest zmuszony.  Nic nie jest w stanie zmusić dorosłego człowieka do życia, które mu nie pasuje.
SimpleKarolina, jeśli ceną Twojej wolnosci było zerwanie stosunków z matką, to warto było tę cenę zapłacić. Jeśli będziesz chciała nawiazać z nią kiedyś kontakt, to jako dorosła, absolutnie niezależna osoba, dla której ONA nie będzie zagrożeniem. To wymaga wyrzeczenia się pretensji.
ONA żyje tak jak chce, a ja po swojemu.  Bo nie jestem małą dziewczynką i nie zależę od niej. Wprawdzie nie popisała sie jako matka, ale ja TERAZ matki nie potrzebuję. Przeżyłam, dorosłam, radzę sobie sama. I to nie tak źle, jak przewidywała. Nie potrzebuję akceptacji swojej matki, by żyć. Nic mi nie robi jej dezaprobata. Bo jestem pewna siebie. Dopiero wtedy moja matka zaczęła mnie szanować, gdy przestałam emocjonalnie reagowć na jej wyrzuty. Jestem świadoma, co mogę od niej dostać. Szcunek? Tak. Podziw? Tak. Empatię? Nie. Czułość? Nie! Dlatego nie mam prtensji, bo wiem na co mogę liczyć. Tyle. Tam mało i tak dużo.

38 Ostatnio edytowany przez simpleKarolina (2013-04-15 00:07:39)

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

marena7, ja wlasnie jako dorosla, samodzielna, majaca juz swoja rodzine, w dodatku mieszkajaca za granica osoba, postanowilam sie odciac. Pomimo tego, iz doskonale wiedzialam jaka osoba jest, jej zachowania tolerowalam? Nie moglam niczego w niej zmienic, nie umialam. Kiedy jednak jej machloje i poczynania zaczely dotyczyc mojej juz rodziny, zaczely w nia uderzac z ogromna sila a mnie doprowadzac do stanu ostatecznosci, znalazlam w sobie na tyle sily zeby z tym skonczyc. Moje rodzenstwo mowi o mnie "zawzieta" bo nie peklam, nie zlamalam sie, nie zapomnialam, a trwam w swoim postanowianiu dzien po dniu...Oni chyba nie do konca rozumieja, ile znaczy dla mnie samej, dla mojej psychiki, to co zrobilam, choc mysle, ze uwazaja, ze slusznie zrobilam. Ja jako jedyna nie uznaje jej za matke. Nie umiem zapomniec, wybaczyc, przebolec. Ale nie roztrzasam juz tego. Zyje swoim zyciem i jest dobrze.
Czy teraz, po tych miesiacach cos zrozumiala? Zaczela mnie szanowac? Nie wiem... Splaca dlug ktory u mnie ma, regularnie, bez piskniecia(choc nie zalezalo mi na tym, wrecz tego nie chcialam), ze swojej zreszta inicjatywy. Moze sie wydawac, ze to jakis sygnal z jej strony wzgledem naprawienia relacji. Czy mozna jednak malym gestem naprawic cos, co niszczylo sie latami systematycznie, konsekwentnie i bez cienia zachamowan? W moim mniemaniu nie. Dla mnie to za malo. Tymbardziej, ze wiem ile szczerosci w tym wszystkim by bylo. Kolejna gra pozorow dla wszystkich wokol.

Logika serca jest niedorzeczna.

39

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
katarzyna110988 napisał/a:

To, że sama pójdę sama do psychologa nic nie da. Oczywiście nie zerwę z nią kontaktów, ale nie pozwolę na żadne ingerencje.

Mnie wizyty u psychologa dały bardzo wiele.

Nie pozwolisz na ingerencje? A we wcześniejszych postach pisałaś, ze nawet zamierzasz zostawiać dzieci u mamy ;-). Załóżmy, ze zacznie im wpajać podobne rzeczy, które wpajała Tobie. Co zrobisz? Nabierzesz wody w usta, czy zaingerujesz?

Przepraszam Was, ale uważam podobnie jak marena, bezradność gdzieś się kończy - dopóki chodzi TYLKO (albo aż) o nas, to jest ok, ale jak problem zaczyna wpływać na nasze relacje z innymi osobami i bezpośrednio na inne osoby, to TRZEBA coś z tym zrobić.

A tłumaczenie się "nieodcięta pępowina" jest dla mnie infantylne i głupie (nie pokazuje palcem), bo rozwiązań jest wiele - jeśli chce się coś zmienić, to zawsze się znajdzie sposób.

Aha, wyprowadzenie z domu nie oznacza wyprowadzenia się pod most. Ja mieszkałam katem u znajomego kilkanaście dni. Az znalazłam prace, dostałam zaliczkę i wynajęłam mieszkanko. Również na spółkę. Zdałam maturę, jak każdy normalny młody człowiek i poszłam na studia. Da się, ale trzeba chcieć.

40

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
simpleKarolina napisał/a:

Czy mozna jednak malym gestem naprawic cos, co niszczylo sie latami systematycznie, konsekwentnie i bez cienia zachamowan? W moim mniemaniu nie.

Nie da się, to prawda.
Ale można stworzyć całkiem nowa relacje, na nowych zasadach.
Jeśli się chce, oczywiście ;-))))

Podziwiam Cie. Silna z Ciebie babka.

41

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Dziekuje Cynicznahipo smile

Tak sobie myslalam dzisiaj w nocy, ile czlowiek jest w stanie zniesc w imie takiej relacji. Nie wiem czym to nazwac. Chora miloscia? Uzaleznieniem?
Co tak naprawde jest wazne dla ofiary(umownie nazwijmy poszkodowanego)? Dom w ktorym jest nieszczesliwy, z ktorego toksyny wylaza drzwiami i oknami, ale w ktory zainwestowal, czy wlasna rodzina i swiety spokoj?

Chyba czas na przewartosciowanie wszystkiego.

Wiem, ze to nie jest latwe zaczac wszystko od poczatku. Ale wiem tez, ze kiedy juz wyjdziesz na prosta, zona podziekuje Ci za to, ze zrobiles z Waszym zyciem porzadek, a Twoje dziecko bedzie szczesliwe, wychowujac sie w miejscu, gdzie nie bedzie slyszalo, ze mama jest dziwka a tato nieudacznikiem.
No chyba, ze chcesz zostac sam jak palec, O przepraszam, z mamusia. Niestety, taki scenariusz przewiduje, poniewaz cierpliwosc kiedys sie konczy. I Twoja zona zapewne tez ma granice wytrzymalosci.

Kiedys ktos powiedzial mi, "nie wazne gdzie, wazne z kim..." Pomysl o tym.

Logika serca jest niedorzeczna.

42

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Obserwuję tę dyskusję od wczoraj. Przeczytałam każdy post w temacie, leczy wybaczcie, że nie analizuję autorów i zaniechałam poznania ich wypowiedzi w innych wątkach.

Nurtuje mnie jedna refleksja i dlatego się wtrącam, chciałaby poznać Wasze zdanie.

Ofiara toksycznego wychowania stoi w obliczu konfliktu uczuć, bo niewłaściwe zachowanie rodzica wzbudza w niej gniew do osoby, którą kocha, lub we własnym odczuciu powinna, co z kolei powoduje wyrzuty sumienia. Jak poradzić sobie, lub wyzbyć się myśli: ?Jakim złym muszę być człowiekiem, skoro nienawidzę własnej matki??.
 
Czy nie sądzicie, że podświadomie osoby, które dotknęła przemoc psychiczna ze strony najbliższych wplątuję się w taki mechanizm?

43

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
katarzyna110988 napisał/a:

Tak, jestem uzależniona psychicznie od matki. Ona pracowała nad tym całe moje życie. To, że sama pójdę sama do psychologa nic nie da. Nie chcę powracać do przeszłości i tłumaczyć się ze wszystkiego. Gdybym dostrzegła coś niepokojącego później to skorzystam z pomocy na pewno. Chciałam pójść z mamą, odmówiła. Nie widzi problemu, a to, co robi nazywa troską.

I w tym, mysle, tkwi problem. Twoja mama na terapie sie nie zgodzi, bo po prostu nie widzi problemu. Musialaby sie zastanowic nad swoim zachowaniem, wziac odpowiedzialnosc za bledy, a jest to ostatnia rzecza jaka osoba w takiej sytuacji chce zrobic. Jestes dorosla, Katarzyno. Nie potrzebujesz akceptacji matki, zeby sie zmienic, bo z tym pojsciem razem do psychologa to brzmi to tak jakbys ciagle, jak male dziecko szukala przyzwolenia i akceptacji. Wierz mi, moja mama jest podobna (moze troche mniej ekstremalna) i wlasnie terapia mi bardzo pomogla. Poszlam sama, mimo gledzenia matki i prob powstrzymania mnie. W wieku 21 lat wyjechalam do UK. Od tego czasu mam bardzo udane zycie, kochanego partnera, zrealizowalam swoje marzenia, i co najwazniejsze, z rodzicielka mam stosunki poprawne, ale rzadkie, na moich zasadach. Nie widzialam jej w realu od pieciu lat. Wcale mi sie nie spieszy do nastepnej wizyty. Jak zaczyna swoje gierki rozmawiajac na skypie, to ja po prostu ucinam. Toksyczni rodzice sa okropnie trudni do przeskoczenia, ale jak najbardziej mozliwi do wyeliminowania.

To, cze­go nie mu­sieliśmy roz­szyf­ro­wywać, wyświet­lać drogą wy­siłków oso­bis­tych, to, co było jas­ne już przed na­mi, nie do nas na­leży. Od nas pochodzi je­dynie to, co wy­doby­wamy z ciem­ności będącej w nas i cze­go nie znają inni.- Marcel Proust

Sorki, ale mi odjelo polskie znaki z klawiatury sad

44

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Nie chce nikogo oceniać i nie uważam, że zrobiłeś źle. Moja matka też nie jest idealna i nigdy nie miałam od niej takiego wsparcia jakie chciałabym mieć. Też zaznalam wiele przykrości i nasłuchałam się wielu nieprzyjemnych słów. Wiem, że na pewno chciałeś dobrze dla siebie i rodziny, żona powinna to doceniać. Jednak pamiętaj jak by nie było, że masz dla kogo żyć masz syna żonę musisz ich wspierać zwłaszcza żona potrzebuje Twojego wsparcia bo jeśli wy oboje się poddacie lub będziecie się załamywać to i dziecko to odczuje. Finanse teraz nie są najłatwiejszą kwestią bo sam wiesz jaką mamy sytuację w obecnych czasach, ale pomyśl może jest jeszcze jakaś babcia ciocia ktoś starszy kogo można wziąc na dochowanie w zamian za ziemie np. którą sprzedasz i pokryjesz komornika?

45

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Co do Pustaka, jak wiele osob Ci tu mowi, masz rodzine i ja powinienes postawic na pierwszym miejscu. Toja matka jest jaka jest, najpewniej sie nigdy nie zmieni, wiec powinienes sobie te walki z nia odpuscic. Badz stanowczy i powiedz, ze nie zyczysz sobie jej uwag. Po prostu utnij dialog. Nie pozwalaj sobie wchodzic na glowe. Co do jej dlugow, nie masz zadnego prawnego zobowiazania splacac jej. Matka jest dorosla osoba. Niech ponosi odpowiedzialnosc za swoje nieprzemyslane decyzje. A poza tym, wyprowadzka, a moze nawet sprzedaz domu, bylaby najlepszym posunieciem. Co matka ze soba zrobi, to naprawde nie Twoj problem.

To, cze­go nie mu­sieliśmy roz­szyf­ro­wywać, wyświet­lać drogą wy­siłków oso­bis­tych, to, co było jas­ne już przed na­mi, nie do nas na­leży. Od nas pochodzi je­dynie to, co wy­doby­wamy z ciem­ności będącej w nas i cze­go nie znają inni.- Marcel Proust

Sorki, ale mi odjelo polskie znaki z klawiatury sad

46

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Przeczytałem pierwszy post i myślę, to:

-- wpakowałeś 120 tysięcy złotych w nie swój dom
-- jesteś po 30-tce, oboje z żoną pracujecie, więc wynajmijcie sobie mieszkanie i uciekajcie stamtąd

Dobrą opcją może być dogadanie się z matką, aby to ona Wam wynajęła lokal. Wiadomo -- lokatorom awantur się nie robi.

Lepiej kochać i przegrać, niż nie kochać nigdy. Prawdziwa miłość daje wolność. Seks bez miłości jest łatwiejszy niż miłość  bez seksu. To dlatego że mnie kochasz tak wiele ode mnie chcesz? 

47

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
adlernewman napisał/a:

Co do Pustaka, jak wiele osob Ci tu mowi, masz rodzine i ja powinienes postawic na pierwszym miejscu. Toja matka jest jaka jest, najpewniej sie nigdy nie zmieni, wiec powinienes sobie te walki z nia odpuscic. Badz stanowczy i powiedz, ze nie zyczysz sobie jej uwag. Po prostu utnij dialog. Nie pozwalaj sobie wchodzic na glowe. Co do jej dlugow, nie masz zadnego prawnego zobowiazania splacac jej. Matka jest dorosla osoba. Niech ponosi odpowiedzialnosc za swoje nieprzemyslane decyzje. A poza tym, wyprowadzka, a moze nawet sprzedaz domu, bylaby najlepszym posunieciem. Co matka ze soba zrobi, to naprawde nie Twoj problem.

Dla mnie to wszystko chore,bo jak mozna pchac sie w taki chory uklad,przeciez TY Pustak(chyba nim jestes)jak nigdy sie nie dogadywales z matka to po ,co inwestowales w dom? Tak naprawde jak Ciebie" poczytalam" to Ty sie po prostu przeliczyles........myslales,ze to bedzie taniej niz kupno mieszkania w bloku........myslales,ze mama z babcia beda  splacac chociazby po czesci kredyt,ale pomysl czy kiedykolwiek mogles liczyc na  bliskie Ci osoby,oprocz twojej zony???W zyciu  nie poszlabym na taki uklad,a teraz ,co zrobisz jak masz 25lat do splacania kredyt,ale to jeszcze z odsetkami,wspolczuje Ci twojej naiwnosci.Mam tez syna,ktory zalozyl  rodzine i tez nie mial ,gdzie mieszkac,ale nie przyszloby mi do glowy,zeby sobie ich sciagac na kark.............ja tez musialam sie dorobic od lyzeczki i kazdy tak moze i takze moje jedyne dziecko.my sie wszyscy kochamy,tesknimy za soba,ale kazdy zyje na swoje konto,jak dlugo sie nie widzimy(2tyg np.) to sie odwiedzamy i mamy do kogo pojechac i nikt nikomu sie nie narzuca.Niech zyje wolnosc i swoboda big_smile Powinnes  zrobic sobie osobne wejscie,mamie i babci dac po pokoju +kuchnia i lazienka,reszte wy.......a moze jeszcze by starczylo na wynajem jakiegos pomieszczenia i bylaby dodatkowa kasa.Teraz musisz te sprawe rozwiazac,bo nikt za ciebie  tego nie zrobi!

48

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
marena7 napisał/a:

Zmuszenie rodzica, by zobaczył, ze to on jest toksyczny? To jest niemożliwe.

Zgadzam sie z tym, bo wplywu na zmiane postrzegania swiata przez drugiego czlowieka nie mamy zadnego. Zmienic mozemy swoj swiatopoglad a innym co najwyzej to zasugerowac.

marena7 napisał/a:

Bags, nie pozostaje Ci nic innego jak zaakceptowanie tego co jest. Nie pasuje Ci to, to idź swoją drogą. Twoja żona żyje w symbiotycznym związku z matką (czytałam Twoje wypowiedzi). Jej tak dobrze.

Co chcesz przez to powiedziec??? Ze mialem zaakceptowac bycie piatym -o ile nie nastepnym w kolejnosci - kolem u wozu nie tylko w malzenstwie, na ktorym jak widac na zalaczonych w moim przypadku obrazkach usilnie - o zgrozo - od samego poczatku zalezalo zonie, ale i mojej nowej rodzinie?
Tworzysz nowa rodzine, gdzie rodzice/tesciowie wedle ustalonych od wiekow zasad schodza na drugi plan i nie powinni grac pierwszych skrzypiec... przejmuja w malzenstwie mlodych paleczke dyrygenta. Na takie cos mialem sie zgodzic i potulnie z usmiechem na ustach tanczyc do tego co mi gra tesciowa wespol z zona? Przyszloby na swiat dziecko i co dalej? Spadasz na "uplasowana" pozycje na szarym koncu. O ile takowa miejscowka dla Ciebie - a w tym wypadku dla mnie - w hierarchii takich wartosci jak rodzina utworzona przez mlodych, dla takich ludzi w ogole istnieje.
Moi rodzice jakos umieli sie do tych zasad dostosowac, czego w zaden sposob nie moge powiedziec o tesciowej. Swojego tescia z calym szacunkiem oszczedze, bo byl z jednej strony incognito w calej tej ukladance a z drugiej facetem z klasa, ktory jako jeden z niewielu z tej rodziny, pozostawil po sobie mile dla mnie wspomnienia.
Kto zaakceptuje w tym wszystkim jeszcze fakt, ze jest zdradzany na lewo i prawo i w niczym mu to w zupelnosci nie przeszkadza, no bo przeca slubowal (!!!) to co kazdy wstepujacy w zwiazek malzenski.
Konia z rzedem temu, kto mi taki "fantastycznie" prosperujacy uklad pokaze i udowodni, ze to jest mozliwe do prawidlowego funkcjonowania instytucji zwanej malzenstwo na takich warunkach.

marena7 napisał/a:

Człowiek zawsze podejmuje decyzje, nawet jak wydaje mu się, że ich nie podejmuje, że jest zmuszony. Nic nie jest w stanie zmusić dorosłego człowieka do życia, które mu nie pasuje.

Nie chce Cie lapac za slowka ale czy Ty czytasz to co piszesz? Dorosly czlowiek w pelni swiadomie nie podejmuje decyzji wbrew sobie, tylko ja jak najbardziej podejmuje... pod przymusem kogos lub czegos? To chcesz powiedziec? Zaiste ciekawa teoria, ktorej nijak nie jestem godzien zaakceptowac ani tym bardziej na zdrowy rozum zrozumiec.
Decyzje o slubie podjalem w pelni swiadomie jak rowniez decyzje by stanac w obronie siebie i swojej godnosci, ktora zostala doszczetnie zdeptana w imie najwyzszych "wartosci" dla takich osob jak moja zona i tesciowa.
Jak widac powyzej nawet takie pojecie wartosci ma dwa oblicza i przez kazdego inaczej interpretowane, ale za to majace dla wszystkich taki sam mianownik, znany doskonale wszystkim. A zwie sie on nie inaczej jak wlasnie malzenstwo.
W taki sposob i przez takie inteligentne toksycznie osoby tworzy sie dziedzina matematyki, przez ktora z pewnoscia sam Einstein w piorunujacym oslupieniu przewracalby sie w grobie, wyrywajac sobie ostatnie siwe wlosy z gowy.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

49

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Bags, chodziło mi o zaakceptowanie faktu, że Twoje małżeństwo jest do d...y, a nie o akceptację i przystosowanie się do tego co Ci nie odpowiada.
Jak jest do d...., to nie ma o co walczyć. Trzeba odpuścić i pójść swoją drogą.

50

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Pustak a ja mam pytanie:

- na kogo jest zapisany dom, na który wziąłeś kredyt?

a) Jesli na Ciebie, to wiadomo, spłacasz hipotekę, a ŻADEN BANK NIE MOŻE CI ZABRAĆ DOMU ZA DŁUGI MATKI
W tej sytuacji - nie spłacać długów matki, niech do końca życia będzie skreślonym dłużnikiem, co jej ściągną z emerytury, to ich, reszta może być dziedziczona wraz z testamentem (ale jeśli matka nic nie ma, to i długów nie odziedziczysz).

b) jeśli dom jest na matkę, to znaczy, że i kredyt hipoteczny był na nią lub na wniosek wspólny z nią - i wtedy już bałagan mamy większy - uściślij tę kwestię, to może i jakieś konstruktywne rozwiązanie się nasunie.


Co do opinii Mareny to pozwolę sobie sie nie zgodzić. Marena i kilka osób pisze, że dorosły człowiek jest wolny i może się od tego wszystkiego odciąć. To dlaczego słyszymy o dzieciach przez lata molestowanych przez dorosłych z najbliższego otoczenia? Dlaczego kobiety żyją z alkoholikami czy damskimi boksermi przez lata? Życie nie jest czarno białe ....


Wpisy pustaka i katarzyny mnie poraziły, szczególnie wpisy katarzyny o kąpieli przy otwartych drzwiach i przepisywaniu zeszytów - to jest straszne. Ale ktoś tak bardzo uwikłany nie poradzi sobie czasem żeby pewnego dnia wstać, otrzepać się z wszystkiego zła i zacząć z czystą kartą ... taka osoba nie jest psychicznie silna, a skrzywiona i strachliwa, albo uwiązana w poczucie winy... Ja potrafię sobie to wyobrazić i nie jestem tak jednostronna w osądach ...

Pustak napisz jak wygląda sytuacja formalna, a wówczas jeszcze zabiorę głos (z perspektywy bankowej).

Gdy Ty i Ja, cały świat jest dla nas ...

51 Ostatnio edytowany przez simpleKarolina (2013-04-16 18:19:53)

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie

Bardolka, ale przeciez kazdy dorosly, myslacy, pragnacy normalnie zyc czlowiek wie, lub bynajmniej powienien miec swiadomosc, ze istnieje inne zycie niz to, na ktore osoby najblizsze go skazuja. Nie jest tak, ze doroslego faceta(w tym przypadku mam na mysli Pustaka) mamusia zamyka w domu albo wiaze i wiezi gdzes po piwnicach... to oczywiscie swego rodzaju przenosnia.
W jego przypadku, gdy jest w pelni swiadomym tego co sie dzieje, jest to tylko kwestia podjecia decyzji, co dalej ze swoim i swojej rodziny zyciem powinien zrobic. Czy odciac sie od matki, czy mieszkac z nia nadal, ale na innych zasadach ( choc watpie czy jakiekolwiek inne zasady niz jej wlasne bedzie w stanie zaakceptowac).

Odnoscnie dzieci molestowanyc, wybacz ale nijak ma sie ten przyklad do watku. Male dziecko z latwoscia mozna zmanipulowac, zdominowac, zastraszyc. Wiekszosc dzieci ze zwyczajnego wstydu i strachu nie szuka pomocy. Ba, czesto mysla ze to ich wina. Co innego doroslosc. Odwagi azeby zaprzestac tych poczynan nabieraja niestety dopiero z wiekiem. Oczywiscie nie generalizuje.

Kobiety bite, czy tez zyjace z alkoholikami sa przewaznie uzaleznione od swoich partnerow. albo tak slabe, ze nie sa nawet w stanie uwierzyc, ze ich zycie moze wygladac inaczej. Moze byc tez tak, ze slepo wierza, ze pod wplywem ich milosci oprawca zmieni sie i przestanie robic to co robi. I tu tez nie generalizuje.

Dobrze, ze znalazl sie ktos, kto ma pojecie o kwestiach bankowych. Mam nadzieje, ze bedziesz w stanie mu cos poradzic smile Pozdrawiam.

Logika serca jest niedorzeczna.

52 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-16 19:46:49)

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
Bardolka napisał/a:

Co do opinii Mareny to pozwolę sobie sie nie zgodzić. Marena i kilka osób pisze, że dorosły człowiek jest wolny i może się od tego wszystkiego odciąć. To dlaczego słyszymy o dzieciach przez lata molestowanych przez dorosłych z najbliższego otoczenia? Dlaczego kobiety żyją z alkoholikami czy damskimi boksermi przez lata? Życie nie jest czarno białe...

Molestowane dzieci tak zyja "no bo trzeba" i mamy naoczny przyklad "bezstresowego" wychowania, bo jak tu sie na zewnatrz odezwac i prosic kogokolwiek o pomoc, skoro jest sie szykanowanym i zastraszonym przez rodzonych i/lub prawnych opiekunow. A jak sie tylko buzie otworzy to zaraz pieklo domowe szerzej otwiera swoje wrota. A to wszystko z milosci.

Kobiety zyja z wielbicielami "wysokooktanowych" trunkow i daja soba pomiatac, bo sa od nich uzaleznione jak od narkotyku i nie widza - lub nawet nie chca widziec - mozliwosci na zycie z dala od kata i tego calego piekla; zostaja przy swoich oprawcach, bo kredyty, zobowiazania i jak tylko zrobi krok na bakier z "prawem" wyznawanym przez pana i wladce dla dobra dzieci "bo co ludzie powiedza"... to od razu stryczek. "wyrodna" matka zostawila rodzine itd.
Bo by sie ruszyc z tego wszystkiego, to trzeba chciec. Na prawde bardzo sie starac. A niby chciec to moc. Jednak nie zawsze to idzie w parze, nie zawsze sa "mozliwosci".
Ale co mozna na to poradzic, skoro mamy tak zacofane spolczenstwo, ktore ludzi wolajacych o pomoc maja za tych zlych.
W nie do konca w takim ukladzie jak powyzsze 2 w 1 ja "prosperowalem" w instytucji zwanej malzenstwo Sp. z o.o., gdzie faktycznie moja zona miala bardzo ograniczona (?) odpowiedzialnosc za swoje poczynania i zycie. Uzalezniona, zastraszona i molestowana przez matke "chciala" sie wyrwac z tego piekla w 4 scianach. Nie bez kozery okreslalem to na tym forum jako zycie w schematach identycznych do dulszczyzny. I na takich "ukladach" rodzinnych wiekszosc takich tragedii sie rozgrywa. Z jednej strony chciala a z drugiej dopingowala mamie bo "jest cacy i basta"; "moja mama nie jest zla, to gdzie chcialbys mieszkac?" i etc.
Jak tylko odwazylem sie przeciwstawic terapii "bezstresowego" - o zgrozo - wychowania doroslej corki (31 lat na karku to juz raczej nie dzieciak) oraz rykoszetem poslubnym mnie i uswiadomic to zonie... wyszedlem w jej i tesciowej oczach na tego oprawce, bydlaka, kata i jakby mogly, to przypiely by latke damskiego boksera.

To jest absurdalna abstrakcja dla kogos, kto patrzy z boku i na prawde, zeby zebrac sie na odwage walki z tym kuriozum do kwadratu, trzeba miec nie lada odwage i stalowe nerwy.
Ja tam spedzilem kilka miesiecy a wyszedlem z tego bajzlu jako wrak czlowieka; bardzo dlugo musialem tlumaczyc udowadniac i zaprzeczac wizji sielankowego zycia, ktore to niby ja zdemolowalem wraz z malzenstwem rozsiewanej przez moje dziewczyny.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

53

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
Bardolka napisał/a:

Co do opinii Mareny to pozwolę sobie sie nie zgodzić. Marena i kilka osób pisze, że dorosły człowiek jest wolny i może się od tego wszystkiego odciąć. To dlaczego słyszymy o dzieciach przez lata molestowanych przez dorosłych z najbliższego otoczenia? Dlaczego kobiety żyją z alkoholikami czy damskimi boksermi przez lata? Życie nie jest czarno białe ....

To się nazywa współuzależnienie, Bardolko. I to się leczy. Tylko najpierw trzeba doświadczyć bezsilności wobec tego na co nie mamy wpływu. To jest kluczowa sprawa. Gdy akceptujemy swoją bezsilność, przestajemy walczyć z tym na co nie mamy wpływu. Energię, którą zużywamy na sprawy niemożliwe możemy poświęcić na coś dla nas korzystnego. Bo mamy wpływ na siebie, ale nie jesteśmy w stanie zmienić kogoś innego. Możemy tylko zmienić nasz stosunek do innych i do tego co nas spotyka.
W rezygnacji z walki tkwi siła. Żeby wygrać, trzeba najpierw przegrać! Na tym opiera się filozofia terapii uzależnień i współuzależnienia. Na rezygnacji z iluzji kontroli. Dotyczy to żon alkoholików i żon damskich bokserów. A także dorosłych dzieci toksycznych rodziców. No i samych uzależnionych od czegokolwiek też.

54

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
marena7 napisał/a:
Bardolka napisał/a:

Co do opinii Mareny to pozwolę sobie sie nie zgodzić. Marena i kilka osób pisze, że dorosły człowiek jest wolny i może się od tego wszystkiego odciąć. To dlaczego słyszymy o dzieciach przez lata molestowanych przez dorosłych z najbliższego otoczenia? Dlaczego kobiety żyją z alkoholikami czy damskimi boksermi przez lata? Życie nie jest czarno białe ....

To się nazywa współuzależnienie, Bardolko. I to się leczy. Tylko najpierw trzeba doświadczyć bezsilności wobec tego na co nie mamy wpływu. To jest kluczowa sprawa. Gdy akceptujemy swoją bezsilność, przestajemy walczyć z tym na co nie mamy wpływu. Energię, którą zużywamy na sprawy niemożliwe możemy poświęcić na coś dla nas korzystnego. Bo mamy wpływ na siebie, ale nie jesteśmy w stanie zmienić kogoś innego. Możemy tylko zmienić nasz stosunek do innych i do tego co nas spotyka.
W rezygnacji z walki tkwi siła. Żeby wygrać, trzeba najpierw przegrać! Na tym opiera się filozofia terapii uzależnień i współuzależnienia. Na rezygnacji z iluzji kontroli. Dotyczy to żon alkoholików i żon damskich bokserów. A także dorosłych dzieci toksycznych rodziców. No i samych uzależnionych od czegokolwiek też.

Tak, tu jak najbardziej tak. Pojawia się tu już magiczne słowo "terapia", z nią już łatwiej się z tego wyplątać, samodzielnie nie zawsze jest tak łatwo. Mój post powstał bardziej pod wpływem postów Katarzyny a nie Pustaka, jak pisała SimpleKarolina

przeciez kazdy dorosly, myslacy, pragnacy normalnie zyc czlowiek wie, lub bynajmniej powienien miec swiadomosc, ze istnieje inne zycie niz to, na ktore osoby najblizsze go skazuja - a czy Katarzyna nie jest myśląca? Nie wie, ze jest inne życie? Wie. Wie też, że jest upokarzana, nieszczęśliwa, w pułapce, czeka na magiczny dzień "za rok", żeby się wyswobodzić, ale swoje dzieci i tak zawiezie matce na wychowanie ... Jej mamusia nie zamyka jej w piwnicy (prawie), ale są inne pęta, nie zawsze te fizyczne ...

Gdy Ty i Ja, cały świat jest dla nas ...

55

Odp: Matka, która zniszczyła mi życie
katarzyna110988 napisał/a:

Mam bardzo bardzo podobną relację z matką. Nawet ciężko mi wszystko opisać, ponieważ to trzeba przeżyć. Nie jestem w stanie o tym opowiadać, ponieważ każda sytuacja, którą przedstawię to tylko namiastka tego, co przeżyłam. Do dziś nie umiem pojąć, jak ogromną musiałam mieć siłę, że to wszystko przetrwałam. Może w podpunktach przedstawię kilka moich skarg na mamę:
1. Musiałam być idealnym dzieckiem. Byłam bita za każdą ocenę poniżej 5, za każde ubrudzone ubranko.
2. Mama prowadziła za mnie wszystkie szkolne zeszyty od 1. klasy szkoły podstawowej. To ona "uczyła się" literek, nie ja. Ja dostawałam do szkoły brudnopis, z którego później moja mama wszystko spisywała do zeszytów. Do końca gimnazjum pisała za mnie wszystkie prace domowe, wypracowania. A jak jej się znudziło w liceum to mnie z tym zostawiła. W liceum nadrabałam wszystkie zaległości z lat wcześniejszych.
3. Mama nigdy niczego mi nie tłumaczyła. Jak byłam mała to wymagała już pewnych umiejętności. Biła mnie za to, że nie umiałam czegoś zrobić. Nie pojmowała, że dziecko nie rodzi się z pewną wiedzą.
4. Nie mogłam mieć znajomych, nie wychodziłam na żadne spotkania do końca liceum. Żeby mnie utrzymać w domu wystarczyło nie dać mi pieniędzy. Raz wyszłam do kina, gdy wróciłam zostałam wyzwana od dziwek, a mama skakała po ciastkach, które kupiłam w cukierni w drodze powrotnej.
5. Nie miałam prawa decydować o tym, w co chcę się ubrać. Nie mogłam otwierać szafek w swoim pokoju. Uwierzcie mi, bunt był niemożliwy. Znudziło jej się jak poszłam na studia.
6. Moja mama jest bezrobotna, ale to ona rządzi finansami domowymi. Robi długi i zmusza tatę do podejmowania kolejnych zajęć.
7. Dziś nadal mieszkam z rodzicami, bo odkładam dopiero na mieszkanie. Mama wtrąca się we wszystko, ma napady złości, bluźni, wymaga ode mnie tego, bym jej kupowała różne rzeczy, ponieważ zasługuje na to po tylu latach poświęcania się dla mnie. Jej gwaizdkowy prezent nie może kosztować mniej niż 600 zł. Uważa, że wszystko zawdzięczam jej, a sama byłabym dnem bez przyszłości. Kpi sobie ze mnie, że nie potrafię gotować, ale nigdy nie pozwoliła mi wejść do kuchni i dotknąć tam czegokolwiek. Wyznacza mi czas kąpieli. Jak nie daj Boże spróbuję się wykąpać drugi raz w ciągu dnia, to wyrzuca mnie z łazienki. W łaziencie nie pozwala mi się zamykać i wchodzi tam kiedy jej się chce. Robi mi awantury o to, że szukam pracy. Ostatnio, gdy dostałam ofertę, to przekonywała mnie, niby z troszką, do jej odrzucenia. Matka podkopuje moją pewność siebie. Jest zła, że chcę się wyprowadzić, że odkładam na mieszkanie, że spotykam się z narzeczonym. Jak mówię o dziecku to wykrzywia twarz w grymasie pogardy. Każdy mój pomysł neguje. Czasami jest przecudowna, rozmawia ze mną, wychodzimy razem, oglądamy nocami filmy, ale potem wykorzystuje przciwko mnie wszystko co w chwili słabości jej powiedziałam. Może ona ma jakieś rozdwojenie jaźni, na pewno ma depresję.
To tylko 1/100 tego, co robi mi moja matka. Ale nie daję się. Nie zniszczyła mnie, gdy byłam dzieckiem i nastolatką, nie zniszczy teraz. Nie pozwalam sobie już na wtrącanie się w moje sprawy. Dostosowałam się do zasad mojej matki, więc nie wchodzę do kuchni, kupuję jej co jakiś czas rzeczy, których ode mnie oczekuje, kąpię się kiedy chcę i zamykam na klucz. Później nasłuchuję jak nadbiega i kręci nożem w zamku, żeby mnie otworzyć. Przyjamniej jej wtargnięcie nie jest już takie niespodziewane. Na teksty typu: "kiedy masz miesiączkę, bo jakoś długo po podpaski nie sięgasz", albo "spierdalaj z tym swoim Arusiem do teściów, bo nie chce Cię oglądać", już nie reaguję. Uśmiecham się, gdy mówi wszystkim, że ma wspaniałą córkę, ale gdyby się mną nie zajmowała i nie pilnowała to nie wiadomo, co by ze mną dziś było. Stawiam na swoim coraz częściej, chociaż czasami mnie matka łamie.
Miło mi było się wyżalić. Przepraszam, że musieliście to wszystko przeczytać. Mam toksyczną matkę i boję się, że sama kiedyś mogę tak bardzo skrzywdzić swoje dziecko.

Podziwiam, że to wytrzymujesz.
Jesteś od niej uzależniona?
Jakie uczucia w Tobie budzi.


Pustak, rozumiem Twoją sytuację.
Rozumiem, że chcieliście zamieszkać tanim kosztem na poddaszu. Nie będę dłużej rozwijać.

Uważam, że powinniście stamtąd uciekać.
Nie wiem na kogo jest dom itd., nie znam szczegółów co do kredytu, więc ciężko mi coś więcej powiedzieć. Generalnie ratujcie się, zadbajcie o sidbie i swoje dziecko. Może jakieś negocjacjevz bankiem, może jakaś konsolidacja, restrukturyzacja zadłużenia. Nie znsm szczegółów, więc...
Dziecko Twoje odbiera całą sytuację,, to może mieć wpływ na kłopoty w szkole.

"Ustawienie żagli, a nie kierunek wiatru, wyznacza drogę, którą podążamy". - Jim Rohn
Nadzieja umiera ostatnia. Jak umrze będziesz wolna. Masz dwa wyjścia. Albo ją zabić albo poczekać aż sama odejdzie.

Posty [ 1 do 55 z 63 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Matka, która zniszczyła mi życie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018