netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

szukam wsparcia! :/

5 odpowiedzi1 617 wyświetleńzałożony przez hastalavista, 10.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » szukam wsparcia! :/

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1 Ostatnio edytowany przez hastalavista (2014-10-10 15:02:56)

Temat: szukam wsparcia! :/

nie wiem co sie ze mna dzieje, ale chyba sie zabujalam w kims kto mnie nie szanuje, traktuje jak kolo zapasowe i wiem ze powinnam sie od niego odciac, ale nie moge... strasznie zawrocil mi w glowie. nasza historia jest krota, ale dosc burzliwa. ja zerwalam, bo nie moglam zyc w ciaglej niepewnosci i wiem ze im dluzej bym to ciagnela tym byloby coraz gorzej. potrzebuje wsparcia, przeswiadczenia, ze moja decyzja byla sluszna i ze gdzies tam jest mu przykro z tego powodu i jeszcze za mna zateskni... tak wiem, nadzieja umiera ostatnia.
mam nadzieje, ze tak przydluga opowiesc nie zrazi Was przed przeczytaniem.

Oboje jesteśmy  lekarzami, ja 30 lat, on 29. Pracujemy w tym samym szpitalu. Jestemy odpowiedzialnymi ludzmi, nie jakimis gowniarzami, którzy nie wiedza czego chca.
Poznaliśmy się w lutym tego roku na dyżurze. On od samego początku bardzo zabiegal o kontakt, pisal, dzwonil po kilka razy dziennie, prawil komplementy. Wiem, ze podobalam mu się już od dłuższego czasu, ale nie miał odwagi podejść, porozmawiac. Po 2-3 tyg nasz kontakt zaczal się osłabiać, ja zaczelam zastanwaic się dlaczego, zdalam sobie sprawe, ze mi na nim zalezy, prosilam o to żebyśmy razem sprobowali, był nieugięty, Az w koncu po kilku moich wiadomościach oznajmil, ze nic z tego nie będzie bo ma niezakończony etap w zyciu. Ja mu w takim razie napisałam żebyśmy zakonczyli znajmosc. Bardzo mi było zle wtedy, bo zaczęło mi zależeć na nim. Nie mielismy kontaktu przez  1,5 miesiaca. Od kwietnia znowu zaczal się do mnie odzywac, napisal zyczenia na swieta wielkanocne. Potem regularnie raz na jakis czas pisal milego smsa, odwiedzal mnie na dyżurach, było bardzo sympatycznie, dobrze nam się romzwialo, Az w koncu sytuacja znowu zaczela nabierac tempa i od polowy maja znowu mile smski, czule słówka, pisal ze zawrocialam mu w Glowie i nie może przestac o mnie myslec, ciagle telefony od niego, widzieliśmy się na dyżurze, zaprosil na wesele kogos z rodziny pod koniec maja, poprosil żebym pojechala z nim do zakopanego na kurs pod koniec czerwca, zgodzilam się. Potem zauważyłam ochlodzenie relacji, ja pisalam, on cos odburkiwal, sam 1szy nie napisal, az w koncu po kilku dniach napisal ze jego była przyjechala do jego rodzicow i im placze urządziła i ze na to wesele to nie idziemy bo oni sa za nia. Odpisałam mu ze chyba sam nie wie czego chce i na tym się skończyło. Minely 2-3 tyg i on znowu się do mnie odezwal gdy mielismy razem dyżur. Widzielsimy się, pogadaliśmy, było milo ? to był czwartek. Potem w niedziele wieczorem rozmawialiśmy przez komunikator, mielsimy się zobaczyc w poniedziałek. Ale w pracy dowiedziałam się, ze w sobote był na grillu z jakas dziewczyna i zachowywali się jak para (i nie była to jego była dziewczyna do ktorej wracal), w dodatku dowiedziałam się, ze na tym wesleu, na które mnie zaprosil, był wlasnie ze nia! Jak ja się dowiedziałam, to się wściekłam, napisałam mu ze nie mam ochoty być jego zabawka ani kolem zapasowym. On specjalnie się tym nie przejal, ale od nastepnego dnia wydzwanial, prosil o spotklanie wiec się zgodzilam. Przeprosil mnie i blagal o szanse. Jako, ze mnie na nim ciagle zależało, dalam mu ja. Było super, on wydawal się być szczeslwiy, ja również, ale gdzies tam już siedziała we mnie taka niepwenosc, nie porafilam się na niego do konca otworzyc, trzymalam dystans, balam się ze zaraz znowu jakas akcje zrobi. Pojechaliśmy razem do tego zakopanego na kurs, 5 dni. Było srednio? tzn nasze relacje zniwu zaczely słabnąc. Niby ciegle mowil do mnie kochanie, planowal wsplana przyszłość, ale ja już tego tak nie czulam. Po powrocie poklociclismy się i rostalismy twierdzac ze do siebie nie pasujemy. Na początku ulga, ale po 2-3 dniach nie mogłam sobie ze soba poradzic i prosilam o szanse ? dostalam ja. Zaplanowaliśmy razem wspolny wyjazd na wakacje na pierwsza polowe sierpnia. Jednka już caly lipiec nie było jak wczensiej, on specjalnie nie okazywal miłości, rzadko mowil do mnie kochanie, nie zabiagggalll o spotkania, ale mimio wszystko pojechaliśmy. Bawiliśmy się dobrze, ale przez caly czas robil sobie ze mnie zarty, ja tez się z tego śmiałam, ale czasem te zarty tak się skumulowaly ze mi się przykro robilo. Ostaniego dnia wyjaśniliśmy sobie ze nie ma miłości i ze nic z tego nie będzie, ale nie chcemy zrywac kontaktu. Poczatkowo było mi smutno, ale jak wrocialam do domu to odzylam i zdalam sobie sprawe, ze wcale za nim nie tesknie, chociaż bardzo chciałam, aby on zatęsknił. I tak tez się stalo. Po niecałym tygodniu napisal mi ze tęskni,  po jakims czasie ze mu pusto i smutno. Zaprosil do kina (czego wczesniej nie robil). Czasem odezwal się co słychać, pogdalismy się chwile. Pod koniec wrzesnia kolega zaprosil mnie na wesele. Jak on się o tym dowiedział to na nastepny dzien, pisal, dzwonil, zaproponowal krotka wycieczke. Było super! Był kochany, zlapal mnie za reke, całowaliśmy się. Ja wyjeżdżałam tego dnia na kurs do warszawy na caly tydzień i on specjalnie dla mnie wziął sobie urlop na piątek i w czw po poludniu przyjechal, zostal do soboty, bo w niedziele pracowal. Po wyjezdzie znowu zauważyłam jakies ochlodzenie, może to tylko była moja paranoja, ale stwierdzilam, ze nie zniose dłużej tej niepewności i w niedziele wieczorem napisałam mu ze wole żeby nasze relacje były koleżeńskie. Pytal mnie skad takie nagle przemyślenie, to napisałam mu ze nie jestem jego pewna, ze zalezy mi na nim bardzo, ale boje się zaangażować żeby potem znowu nie cierpiec, ze nie wiem czy mogę mu ufac. On mi odpisal, ze rozumie i ze tez nie molgby być z kims z taka swiadomosica. A na pytanie czy zalezy mu na nas odpowiedzial, ze sa chwile ze bardzo a sa takie ze ma watpliwowsci i na tym się skończyło. Dzis już jest 5 dzień. Tesknie za nim, nie chciałam wcale z nim zrywac, ale zrobilam to z rozsadku. Bardzo chciałabym żeby on do mnie napisal, żeby zdal sobie sprawe, ze jestem dla niego wazna.

2

Odp: szukam wsparcia! :/

Lat 30, a świadomość nastolatki...
Przecież on ma Cię ZAWSZE i na wyciągnięcie ręki, wszystko jedno co i z kim zrobi, to jak się trochę postara to i tak mu dawałaś szanse.

Szanuj się i daj sobie z chłopcem spokój, bo pora dojrzeć.

3

Odp: szukam wsparcia! :/

Dokładnie szanuj siebie ! Spójrz w przyszłość, kiedy facet na początku traktuję Cię bez szacunku później będzie tak samo... może i jeszcze gorzej. Niech ten facet dorośnie i dojrzeje do związku, bo chyba się za młodu nie wyszalał.

4

Odp: szukam wsparcia! :/
Teo napisał/a:

Lat 30, a świadomość nastolatki...
Przecież on ma Cię ZAWSZE i na wyciągnięcie ręki, wszystko jedno co i z kim zrobi, to jak się trochę postara to i tak mu dawałaś szanse.

Szanuj się i daj sobie z chłopcem spokój, bo pora dojrzeć.

hehe, wiem wiem ze ma 30 na karku, ale tak to jest jak w gre wchodza uczucia. kazdy odzew z jego strony rozpala we mnie iskierke nadziei. wiem, ze szacunek do siebie to podstwa, bo jak sama siebie nie bede szanowac, to nikt inny tez nie, ale coz, serce nie sluga. jest mi ciezko, ale zagryzam zeby i ide dalej. wiem, ze dobrze zrobilam konczac to, bo predzej czy pozniej pewnie on by to zrobil i znowu poczulabym sie kopnieta w tylek

5

Odp: szukam wsparcia! :/
hastalavista napisał/a:
Teo napisał/a:

Lat 30, a świadomość nastolatki...
Przecież on ma Cię ZAWSZE i na wyciągnięcie ręki, wszystko jedno co i z kim zrobi, to jak się trochę postara to i tak mu dawałaś szanse.

Szanuj się i daj sobie z chłopcem spokój, bo pora dojrzeć.

hehe, wiem wiem ze ma 30 na karku, ale tak to jest jak w gre wchodza uczucia. kazdy odzew z jego strony rozpala we mnie iskierke nadziei. wiem, ze szacunek do siebie to podstwa, bo jak sama siebie nie bede szanowac, to nikt inny tez nie, ale coz, serce nie sluga. jest mi ciezko, ale zagryzam zeby i ide dalej. wiem, ze dobrze zrobilam konczac to, bo predzej czy pozniej pewnie on by to zrobil i znowu poczulabym sie kopnieta w tylek

Serce nie sługa? Jak wchodzą w gre uczucia? MÓZG wystarczy włączyć i używać rozumu do myślenia, a nie innej części ciała i wszystko będzie w całkiem niezłym porządku smile

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » szukam wsparcia! :/

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026