Witam
Właśnie się sprowadzam powoli z powrotem do rodzinnego domu bo, żona mnie nie chce, tyle, że ja nie chce bez niej żyć, wiem , że każdy pewnie tak mówi, jeszcze u niej jestem ale samo to uczucie jest straszne nie wiem co będzie w dniu wyprowadzki, mam wrażenie jakby miało mi serce pęknąć. W życiu kieruje się zasadą którą wielu uzna za głupią, ale ja po prostu chce kogoś kochać i jak pokocham to już na zawsze, ja nigdy nie umiem zapomnieć jak naprawdę kogoś pokocham. Popełniłem też wiele błędów niestety szansy mi nie dano, tak może i się czegoś nauczyłem, ale gdybym coś mógł zrobić z tą sytuacją pewnie przed niczym bym się nie zawahał. Zastanawia mnie skąd kobiety biorą ten wyłącznik u siebie, że są zimne jak kamień i mają wszystko gdzieś, z jednej strony może i tak będzie lepiej..ale odkochać się po roku?..ech tak wiem, że schrzaniłem, zapomniałem o romantyzmie i innych ważnych rzeczach
. Jeśli chodzi o zdanie żony to po prostu już mnie nawet nie trawi (ma innego pocieszyciela, wiadomo co mam na myśli), nie wraca do domu aż do wieczora, wszyscy wiemy o co chodzi heh, czepia się, że za dużo mi musiała powtarzać i tłumaczyć , że jak dziecko byłem, ona zresztą też, każdy z nas jest winien tego rozstania, ja może w 70% sam nie wiem.
Jeśli mam o coś pytać to nie wiem o co, może co sądzicie o moim myśleniu i mojej zasadzie, jak będą pytania inne to też odpowiem, po prostu nie wyobrażam sobie tej samotności, tego, że jej nie będzie i więzienia w domu (wiadomo jak się to mieszka z rygorystyczną mamą). Próbowałem ją przekonać naprawdę silnymi argumentami, że zobaczy jak się będę zmieniał, że w końcu jest szczera itp, ale nic nie zadziałało i raczej nie zadziała, chyba, że znacie jakiś sposób:p Ale ona po prostu się niby odkochała i nie chce, ale ja wiem, że by chciała, tylko ze względu na kochanka to robi, niestety mam za mało czasu żeby coś z tym zrobić, zresztą jak mówiłem ona na nic nie ma ochoty.
Wie, ktoś jak mówić prawdę tak żeby nie marudzić heh?;-)