Cześć Wszystkim ![]()
Czasami popadam w skrajności- albo się izoluję od innych, albo chodzę na wszystkie spotkania jakie są organizowane, tak w skrócie. Dotyczy to grupy znajomych na studiach. Kiedyś nie poszłam na jakieś spotkanie, bo byłam naprawdę zmęczona, psychicznie i fizycznie, to było po jakimś egzaminie i przez kilka dni słyszałam uwagi, że nie przyszłam, a byli prawie wszyscy. Jak ktoś "wymaga" tego, żebym przyszła to tym bardziej mi się odechciewa.. Wiele było takich imprez, gdzie przychodziłam jako jedna z pierwszych i wychodziłam jako ostatnia i to nie na siłę, tylko po prostu miałam ochotę się bawić. Nie zapomnę też Sylwestra, na którego przyjechałam kawał drogi, a potem nikt mi nawet nie powiedział, że fajnie, że przyjechałam, mimo że dojazd zajął mi więcej czasu niż sama zabawa sylwestrowa. Mam wrażenie, że jak chcę "zacieśnić" więzi to nikt tego nie zauważa, a jak się wycofuję to zwraca się na to uwagę. Przestało mnie też bawić picie piwa i gadanie o niczym albo o tym, co u kogo słychać, alkohol piję rzadko od jakiegoś czasu. Nie chcę stawiać się w roli ofiary. Może wystarczy przestać się przejmować tym, co mówią? Mam też znajomych tam, skąd pochodzę i nie mam takiego problemu z nimi.
Jak to widzicie? Pozdrawiam ![]()
Podobne tematy
Bądź asertywna i powiedz im że coś nie układa się miedzy tobą a nimi i wolisz do nich nie przychodzić.
Witaj.
No słuchaj, jesteś wolnym człowiekiem, któy ma prawo do tego czy coś robić, czy nie, czy iść gdzieś i z kim czy też nie. Bądź asertywna. Jeśli ludzie wykształceni na studiach tego wszystkiego nie rozumieją, no to cóż.... Co robią na studiach ? ![]()
Uważam, że za bardzo się ludźmi przejmujesz, tzn tym co mówią. Więcej luzu a wszystko będzie dobrze.
Zajmuj się tym co kochasz, spotykaj z kim chcesz. Ważne by spotkania nie były przez nikogo wymuszone. Powinny być z Twojej, własnej woli
W końcu mają Cię cieszyć, a nie psuć humor.
Ja też pamiętam kilka sytuacji, kiedy szłam na imprezę, czy nawet sylwestra, mimo, że nie chciałam. To niczego dobrego nie daje. No bo co to za frajda siedzieć gdzieś zmęczonym, przy głośnej muzyce i rozlewającym się alkoholu?
Postanowiłam dłuuuugi czas temu, że będę asertywna i od tego czasu życie zmieniło się na lepsze ![]()
ja mam tak samo, jak ktoś się wypina na mnie to "okej, nie ma sprawy, nic sie nie dzieje" i luzik. a ja tez zawsze i wszedzie niby musze chodzić i bywać, bo od razu krytyka. Ale jak nie zaczniesz bronić siebie i tego, na co sama masz ochote, to Ci ludzie wlezą na głowe, taka prawda. A tak jak odmówisz, to ponarzekają... ale odgryź się raz i drugi nawet w zartach, że jak jesteś to nikt nie doceni i po jakims czasie zyskasz szacunek ![]()
Cześć Wszystkim
Kiedyś nie poszłam na jakieś spotkanie, bo byłam naprawdę zmęczona, psychicznie i fizycznie, to było po jakimś egzaminie i przez kilka dni słyszałam uwagi, że nie przyszłam, a byli prawie wszyscy. Jak ktoś "wymaga" tego, żebym przyszła to tym bardziej mi się odechciewa..
Wiele było takich imprez, gdzie przychodziłam jako jedna z pierwszych i wychodziłam jako ostatnia i to nie na siłę, tylko po prostu miałam ochotę się bawić.
Nie zapomnę też Sylwestra, na którego przyjechałam kawał drogi, a potem nikt mi nawet nie powiedział, że fajnie, że przyjechałam, mimo że dojazd zajął mi więcej czasu niż sama zabawa sylwestrowa. Mam wrażenie, że jak chcę "zacieśnić" więzi to nikt tego nie zauważa, a jak się wycofuję to zwraca się na to uwagę.
Moim zdaniem bardziej skupiasz się na tym, jak zostaniesz odebrana przez grupę niż na samym wydarzeniu. Chyba też z przesadną uwagą traktujesz informacje zwrotne. Ktoś mógł komentować Twoją nieobecność nie dlatego, że była nietaktem, ale po prostu w inny sposób omówić imprezy z Tobą nie był w stanie.
Nie możesz też niestety liczyć, że ktoś doceni sam Twój udział w wydarzeniu. Ludzie wychodzą z założenia, że zaproszenie na imprezę jest wyróżnieniem/dowodem sympatii, a dla uczestnika wystarczającą nagrodą powinna być dobra zabawa.
Dziękuję za odpowiedzi ![]()
A co myślicie o dystansie do członków rodziny i ich spraw? Moja rodzina nie jest patologiczna, ale zdarzają się konflikty np teraz jest napięta sytuacja między mamą a babcią od strony taty (czyli jej teściową), na zasadzie: babcia uważa, że mama robi coś źle, a mama nie chce, żeby babcia się wtrącała (klasyczna sytuacja
). Mama bardzo to wszystko przeżywa i krytykuje babcie przy mnie i siostrze, aż czasem wstyd mi tego słuchać, chociaż babcia nie jest lepsza i robi to samo. Ale do oficjalnej konfrontacji nie dochodzi. I tak: na ile starać się tłumaczyć jedną przed drugą, a kiedy machnąć na to ręką i nie zwracać uwagi? Najgorzej jest wtedy kiedy mama odbiera jakąś uwagę/wypowiedź jako popierającą babcię, a przeciwko niej, obraża się i nie da sobie nic wytłumaczyć..
Dziękuję za odpowiedzi
A co myślicie o dystansie do członków rodziny i ich spraw? Moja rodzina nie jest patologiczna, ale zdarzają się konflikty np teraz jest napięta sytuacja między mamą a babcią od strony taty (czyli jej teściową), na zasadzie: babcia uważa, że mama robi coś źle, a mama nie chce, żeby babcia się wtrącała (klasyczna sytuacja). Mama bardzo to wszystko przeżywa i krytykuje babcie przy mnie i siostrze, aż czasem wstyd mi tego słuchać, chociaż babcia nie jest lepsza i robi to samo. Ale do oficjalnej konfrontacji nie dochodzi. I tak: na ile starać się tłumaczyć jedną przed drugą, a kiedy machnąć na to ręką i nie zwracać uwagi? Najgorzej jest wtedy kiedy mama odbiera jakąś uwagę/wypowiedź jako popierającą babcię, a przeciwko niej, obraża się i nie da sobie nic wytłumaczyć..
Nic nie tłumaczyć i nie mieszać się. Obie panie są dorosłe i niech to załatwiają między sobą. Ty manifestuj neutralne stanowisko, gadanie jednej na drugą możesz kwitować: "to wasza sprawa, nie chcę mieć z tym nic wspólnego".
vinnga , od pewnego czasu przyjmuję postawę "machnięcia ręką" na całą sprawę, więc utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że dobrze robię, dziękuję za odpowiedź ![]()