Właściwie nie sąsiadka, ale kobieta, która mieszka jakieś 200 metrów od nas.
Otóż wprowadziliśmy się kilka miesięcy temu do nowego domu z naszym psem. Wszystko ładnie, sąsiedzi mili, dzielnica atrakcyjna, spokój i sielanka...gdyby nie "housing association" (taka grupa, która wynajmuje domy i mieszkania osobom na zasiłku, w skrócie) za naszym osiedlem. My mało to widzimy, bo za ogródkiem jest linia drzew, ale czasem można sobie posłuchać i uszy więdną
Do rzeczy, mamy psa i jak pies, on czasem sobie szczeknie, ale nie przez cały czas czy broń Boże po nocy. Ta kobieta za to ma jakąś fiksację na nim i nawet po pojedynczym szczeknięciu, w środku dnia, zaraz leci do okna i po prostu obrzuca mnie wyzwiskami. Doszło do tego, że nasłała na nas policję. Panowie przyszli, przeprosili, że to oczywiście nie jest policyjna sprawa, ale, że ona może iść do urzędu i naskarżyć o zakłócanie spokoju. Teraz widzę ją ciągle jak siedzi w oknie i gapi się na nasz ogródek. Oczywiście nie przestała bluzgać. Jestem na skraju nerwów i zastanawiam się by nie oskarżyć jej o nękanie. Ja rozumiem, że ona może ma jakieś problemy psychiczne, ale mnie już wysiada ![]()
Co robić?