netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

15 odpowiedzi3 307 wyświetleńzałożony przez Asia2594, 26.09.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Nie wiem nawet od czego zacząć, żeby to była jakaś całość. Jestem w prawie 4-letnim związku, od ponad 2 miesięcy zaręczona. Partner częściowo nalega na ślub, ja nie chcę. Mówiłam, że chcę ślub bo miałam zajmować się domem i po prostu żeby żyć spokojnie na utrzymaniu partnera. Zdarzyło się tak, że rodzice kazali mi wybierać, że albo idę do pracy od razu byle jakiej albo idę do szkoły. Dostałam się do szkoły. Ciężko jest zmieniać całkowicie inny kierunek na kierunek medyczny. Bardzo ciężko, na jeden przedmiot w ogóle nie umiem się nauczyć ale trzymam się jakoś bo kierunek chyba mi się podoba i chciałabym mieć taki dyplom i umiejętności (nauka dwuletnia). No i skoro jestem w szkole to po co mi ślub.. nie śpieszy się przecież (każdy mi to mówi: rodzice, siostry), mam dopiero 20 lat. Partner dalej coś wspomina o ślubie, że kiedy w końcu, jak mogę mówić, że nie wiem! Odczuwam momentami presję. Chciałabym ślub ale nie teraz, nie z nim... nie wiem dlaczego. Mam wrażenie, że weźmiemy ślub i niewiele minie i się to rozpadnie. A o dostanie rozwodu ciężko. Jakby tego było mało partner również chce dziecko, a ja postanowiłam, że najpierw ślub.. i w ogóle najpierw moje wykształcenie chociaż to dwuletnie, później dwuletni staż.. jak będę mieć sytuację stabilną to może dziecko. Oczywiście partner nie chce tyle czekać na ślub i dziecko.

Z innej beczki partner dokucza mi czasem i to mnie drażni. Ostatnio nawet drażni mnie to jak on się śmieje. Mam wrażenie, że nie chce z kimś takim żyć całe życie, kto mi dokucza (przez żart), głupio dogryza, głupio się śmieje.

Jeśli chodzi o współżycie.. odnoszę wrażenie, że wszystko jest takie mechaniczne.. ja chcę tylko zaspokoić swoje pragnienie, a miłości w tym zero z mojej strony. Ostatnio nawet w ogóle nie mam ochoty na seks z nim. Nie lubię jego zapachu. Nie zabezpieczamy się bo on nie chce, ja chciałabym ale nie chcę specjalnie np. jeść tabletek anty.

Nie chcę brać ślubu tylko przez to, że mam pierścionek. Czuję jakbym się wypaliła jakoś. Chcę, aby moje dzieci miały pełną rodzinę, a nie że każde z rodziców gdzie indziej. Boję się tego ..dlatego może też nie chcę dziecka. Wydaje mi się, że moje obawy mogą być powiązane z moją sytuacją rodzinną.. moi rodzice są po rozwodach (jedno jak i drugie), a od parenastu lat mają ślub cywilny. Widzę jak się nie dogadują, codziennie się kłócą, obrażają. Ja tak nie chce. Nie widzę tego przykładu idealnej rodziny. Rodzice mojego partnera są chyba inni.. nie wiem bo nie bywam tam ale tylko tyle co on mi powiedział to kochają się, zdarzy się, że tata mamie kupi kwiaty z okazji rocznicy, współżyją, kochają się, nie ma tam czegoś takiego jak codzienne sprzeczki. Szczerze to chciałabym to zobaczyć na własne oczy jak to jest żyć w takiej rodzinie. Sama chciałabym taką mieć ale mam wrażenie, że to nie możliwe. Zdarza mi się krzyczeć po partnerze, powiedzieć mu coś co go dotknie chociaż trochę.
Jedna z moich sióstr również miała rozwód i trochę się to ciągło. Aktualnie jest świeżo po ślubie. Drugiej siostrze też się średnio układa ale 14 lat po ślubie jest i chyba nie jest najgorzej.

Dom pełen ludzi chciałabym mieć, kochających się ludzi. Moje siostry wyjechały za granicę jak byłam dzieckiem i bardzo z nimi związana - ból niesamowity. Mój facet mieszka z rodzicami, dziadkami i bratem. Zazdroszczę brata, oczywiście mam z jego bratem kontakt prawie codzienny bo super się nam rozmawia. Oni się średnio lubią. Jak słyszę jak ktoś narzeka na rodzeństwo to nie mogę tego zrozumieć.

Strasznie to chaotyczne co napisałam ale nie wiem za bardzo jak to sobie wszystko poukładać, co robić. Pogubiłam się. Wsparcia zero. Co ja właściwie mam robić? Wziąć ślub za dwa lata i jakoś to będzie? Boję się, że jednak nie będzie tak pięknie.

Jestem bardzo emocjonalna, zawsze jak ktoś mi coś powie przykrego, obrazi, zwróci uwagę to ja mam łzy w oczach, a często płacze ale tak żeby nikt nie widział. Nie wiem z czym to jest związane ale męczące to jest. Bo to się dzieje samo, ja wszystkim się przejmuje.

Nie chcę partnera tak po prostu zostawiać, zresztą też nie potrafię. Tyle wspomnień i przywiązanie do drugiej osoby, że jest. Jakieś plany na przyszłość. No i go kocham bo nie byłabym z kimś tylko żeby po prostu być.

Czy ktoś potrafi zdefiniować na czym polega mój problem? Czy to może mieć jakieś podłoże gdzieś? Jak to rozwiązać, aby nie cierpieć? Co zrobić, aby być szczęśliwą? Nie mieć ciągle problemów, zmartwień. A może wziąć teraz ślub, zamieszkać razem, w pewnym stopniu nie być tak zależną od rodziców.. ? Bo może to oni mnie ranią swoimi kłótniami, wkurzaniem mnie, mówieniem, że nic nie robię, a ja odgrywam się na partnerze? A on po części jest jak mój tata? (chodzi mi o to głupie dogadywanie). Raczej facet nie podnosi na mnie głosu. Swego czasu domagałam się o kwiatki ale nie dostałam. Nie wiem dlaczego tego nie rozumie, tłumaczy się, że bukiet trochę kosztuje ale mi wystarczy nawet jeden kwiatek.. mówiłam mu to.

Nie wiem czy problem jest we mnie, w moim charakterze, w partnerze, rodzicach, siostrach. Czy po prostu życie takie jest... Powinnam coś zmienić? Przeczekać ten zły czas ale ile?

2 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-27 01:06:20)

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Jak to widzę ja.
Schemat rodzinny niby mozna wziac pod uwage. Kłótnie i rozne emocje w związku. Próbujesz swoimi złymi zachowaniami podswiadomie go sprowokować do bycia złym i wytworzenie większej więzi na głębszym poziomie? Tak jak matka z ojcem? Skad sie biorą jego docinki? Od zawsze taki był i dla wszystkich? Czy moze to reakcja na Twoje zachowania? Czy wy w ogole sie szanujecie? Widac tez ze jakby nie docenia Cie w sposob jaki bys chciała. Pytanie tylko czy Ty MYSLISZ, ze tak bys chciała, a tak naprawde to nic by nie dało (bo podswiadomosc chce inaczej). Czyli przykladowo jakby dawał te kwiatki, czy byłoby Ci lepiej z nim. Fakt faktem to jest nadal tylko pewne "roszczenie" i problem samej ze sobą,bo ani komplementow ani kwiatkow dawac nie musi, bys sie czuła dobrze, ale rozumiem problem z drugiej strony, ze sie o Ciebie nie troszczy i nie traktuje jak kobiete (niestety Ty go jak mezczyzne tez nie z tego co piszesz, wiec wina z obu stron...).
Niby problem z chemią, bo zapach nie taki. Nie wiem czy to ma aż tak duzo znaczenie. Prędzej ten brak zrozumienia, ale czy robisz cos w tym kierunku by wiedział co jest nie tak oprocz kwiatkow? Bo to jeden pewnie z wielu problemow.
Czujesz presje, chocby z tym slubem, czyli w pewnym stopniu coś jest ci narzucane. Oczywistym jest duszenie się. To odpycha. Nic więcej tu nie da sie zrobić niż rozmawiać, by tego nie było. Efektem braku tego wszystkiego moze byc słabe zaufanie między wami i przez to naciski znowu z jego strony, bo go odrzucasz, a on nie wie czemu.
Czemu sie nie zabezpieczacie? I tak cud , ze nie wpadliscie? Przeciez to wszystko może budować jakieś negatywne napięcie między wami. Jakbys była taką żoną na posługi z dawnych lat.
4 lata razem, ale nie napisalas w sumie kiedy się popsuło i czy kiedykolwiek było lepiej. Jesli tak to musisz wiedziec co to za moment i co dokladnie sie zmieniło.
Pamietaj tez ze 4 lata temu bylas dzieckiem, teraz studia, duzo wieksza odpowiedzialnosc, zmieniaja sie priorytety. Pytanie czy on nie nadąża za Tobą, Ty za nim, czy Ty sama za sobą.

3

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Jego docinki chyba były zawsze. Albo ja je w nim rozbudziłam? Nie wiem w sumie. Na początku związku na pewno nie było bo jakby to określić bał się może, nie wiedział czy może mi tak robić. Może ja za późno powiedziałam stop, nie podoba mi się? Tylko jak to teraz odkręcić.

Nie do końca byłoby mi lepiej z nim ale na pewno patrzyłabym na niego inaczej jakby dawał te kwiaty. Odbierałabym to jako, że pamięta o mnie, o uczuciach. Bardzo możliwe, że to się wszystko wiąże ze sobą. Mam wrażenie, że nie jest do końca zadowolony z tego, że zaczęłam nową szkołę, że chcę się uczyć. Czuję, że on nie wierzy we mnie i byłby szczęśliwy gdybym ją przerwała. Choć nie powiedział mi tego. Mówi niby "chcesz to się ucz". Nie wiem czy nie mówi tak dla świętego spokoju. Ale np. wczoraj mówię mu, że tak się zastanawiam, że może jeszcze na studia pójdę za dwa lata.. a on coś tam zamruczał pod nosem "o bożeeeee" i był niezadowolony. Z tego powodu też mi przykro, że nie mam od niego kopa do działania, że dobrze że się uczę bo np. będę lepiej zarabiać. Brakuje czegoś takiego, tych pozytywnych słów.

Jak ja go mam w takim razie traktować? Staram się go komplementować ale rzeczywiście jak coś zrobi. Jakiś rok go już prosiłam, żeby naprawił mi gniazdko (jest elektrykiem), żeby pomalował kratkę wentylacyjną - niby takie pierdoły ale do tej pory tego nie zrobił. Ciągle mówi, że zapomina ileż można mu przypominać?! Czy faceci tacy są? Na pewno bym mu podziękowała za to ale do tej pory nic nie ruszył.

Dzisiaj mam zamiar z nim pogadać, o tym co mi nie pasuje w nim, co chce żeby zmienił.. i tak samo z jego strony.

Nie zabezpieczamy się bo on nie chce używać prezerwatyw, twierdzi, że nic nie czuje. Przez jakiś rok na początku używaliśmy, a później chciał bez i teraz już nie chce używać. Broni się przed tym jak może. A ja na pewno byłabym spokojniejsza gdyby je używał. Ale nie chce...

Często się psuło ale zawsze jakoś z problemów razem wychodziliśmy albo to mijało itp. Mam wrażenie, że teraz popsuło się po zaręczynach bo on zaczął naciskać, ja zaczęłam widzieć w nim błędy/wady i zastanawiać się co dalej. Przed zaręczynami rozmawialiśmy czasem o ślubie, o dziecku ale nie było żadnego nacisku. A no i po części ja sobie nie radziłam sama ostatnio.. bo szukałam pracy, nic mi się nie podobało, czułam się beznadziejnie, że nie umiem sobie poradzić. Teraz mi się polepszyło bo mam szkołę, jakiś cel, że chce ją skończyć.

Tak apropo zaręczyny były trochę nie po mojej myśli. Umawialiśmy się że dopiero na 4 lata czy tam może później, a on wyskoczył nagle z pierścionkiem.

Zastanawiam się czy on nie chce brać też tego ślubu przez to żeby mieć mnie tylko dla siebie? Hmm... mam przyjaciela, którego on nie toleruje. Spotkałam się z nim po długiej przerwie, żeby pogadać co u niego itp. Facetowi wspominałam przed, że możliwe, że się z nim spotkam. Na drugi dzień powiedziałam, że się z nim spotkałam to było wielkie oburzenie, że dlaczego mu nie napisałam chociaż smsa przed, a przecież wspomniałam o tym... I mówił znowu, że go zabije, że mam się z nim nie spotykać. A ja go nie zdradzam, ja po prostu czasem chce pogadać z kimś innym..

4

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Jak dla mnie to on pokazuje Ci, że emocjonalnie jest niżej niz Ty i stąd to wszystko. Zazdrosc, zaborczosc, ograniczanie, jakaś panika, pozniej dokuczanie i brak "starań", moze lenistwo. Duzo do poprawy. Tyle, ze pytanie czy dajesz mu powodu do tego by się tak zachowywał. To jest pierwsza rzecz do rozpracowania przez WAS.

5

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Odnoszę wrażenie, że już odeszłaś emocjonalnie od narzeczonego. Nie, nie zdradziłaś go, po prostu uświadomiłaś sobie, że nie kochasz go już. Zaklinanie rzeczywistości nic nie da.
Z tego, co piszesz, to narzeczony solidnie sobie na to zapracował.
Ten seks bez zabezpieczenia, przy jego pragnieniu, by Cię zapłodnić wygląda mi wręcz na brzydką manipulację z jego strony.
Według mnie, brak Ci asertywności i pozwalasz, aby ważne decyzje podejmowali za Ciebie inni.
Moim zdaniem, powinnaś zdecydowanie zaprotestować przeciw temu, jak i jego raniącym "żartom" i postawić się wreszcie w roli partnerki dla niego, a nie strofowanej na każdym kroku pensjonarki.
Nie ma zabezpieczenia, nie ma seksu. I tyle.
Powinnaś dopiąć swego i zdobyć wykształcenie. Bez tego będziesz nikim, zwłaszcza w związku.
Na koniec pytanie: jaskrawsze postrzeganie wad narzeczonego nie ma aby związku z jego bratem?

6

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Chyba nie. Jego brat nie jest idealny. Choć jak go o coś poproszę to od razu to zrobi i nie byle jak, tylko się przyłoży. Więc jakby w pomaganiu, służeniu dobrą radą jest po prostu lepszy.

Na razie stoimy w miejscu, każdy ma swoje zdanie w sprawie zabezpieczenia i nikt nie chce ulec. Nie wiem jak się to rozwiąże.

7

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Myślę że twoja rodzina ma rację że nie ma co się spieszyć, jesteś przecież jeszcze bardzo młoda. Spojrzenie na siebie i na świat zmienia się z wiekiem a z literatury można wywnioskować że teraz po 20 roku życia może zmienić się w tobie najwięcej.

Co mogę Ci doradzić to skończ szkołę i zabezpieczaj się! Decyzja o dziecku powinna być podjęta świadomie, a nie nie chcę - ale on chce więc się nie zabezpieczamy... Masz rożne możliwości i nie powinnaś też się kryć z tym że chcesz się zabezpieczyć, to nic złego że mając 20 lat i nieskończoną szkołę nie chcesz dziecka. To nic złego ani nienormalnego.

8

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Jak go przekonać do używania prezerwatyw? sad Nic do niego nie trafia. Twierdzi, że to nie potrzebne.

I jeszcze jedno : Po za tym pytam się go jak spędzamy te święta bożonarodzeniowe bo niby chciał już razem. A mówi mi, że nie wie, że nie myślał nad tym, że musi się zastanowić.  Mam wrażenie, że w tym ma ktoś na niego jakiś wpływ i on woli się nie odzywać i po prostu każdy w swoim domu. Od brata dowiedziałam się, że ich rodzice mieliby pretensje, że nie spędza świąt z rodziną, zresztą brat jego mi też napisał "weź mi go zostaw na święta w domu z rodziną". A ja to nie jestem rodziną? Może na papierku nie.. ale lata robią swoje. Co o tym myśleć? Próbować go przekonać do świąt razem czy odpuścić?

Pomóżcie sad

9

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..
Asia2594 napisał/a:

Jak go przekonać do używania prezerwatyw? sad Nic do niego nie trafia. Twierdzi, że to nie potrzebne.

I jeszcze jedno : Po za tym pytam się go jak spędzamy te święta bożonarodzeniowe bo niby chciał już razem. A mówi mi, że nie wie, że nie myślał nad tym, że musi się zastanowić.  Mam wrażenie, że w tym ma ktoś na niego jakiś wpływ i on woli się nie odzywać i po prostu każdy w swoim domu. Od brata dowiedziałam się, że ich rodzice mieliby pretensje, że nie spędza świąt z rodziną, zresztą brat jego mi też napisał "weź mi go zostaw na święta w domu z rodziną". A ja to nie jestem rodziną? Może na papierku nie.. ale lata robią swoje. Co o tym myśleć? Próbować go przekonać do świąt razem czy odpuścić?

Pomóżcie sad

Podtrzymuję moją radę. Nie chce używać prezerwatyw - brama zamknięta i szlus.
Poza tym nie zauważyłem, abyś wspominała, czy Ty się zabezpieczasz?

Co do świąt.
Dlaczego nie bywasz w domu rodzinnym chłopaka, skoro on tam stale mieszka?
Bo równie dobrze mogłabyś spędzić święta z chłopakiem właśnie tam, a nie Twoją rodziną?

I ostatnia kwestia.
Nie odniosłaś się do mojej sugestii, że tak naprawdę nie kochasz tego człowieka, a jesteś z nim wyłącznie dlatego, że on "zaręczył się" z Tobą?
Moim zdaniem, nawet to nie było praktycznie Waszą wspólną decyzją.

Pozdrawiam.

10

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Ja nie chcę brać żadnego świństwa czyt. hormonów.

Nie bywam u niego bo babcia nie toleruje obcych ludzi, raz mnie wyrzuciła i jakoś nie mam ochoty tam chodzić, a jego matka kontrolowała nas na każdym kroku co robimy w pokoju. Dziwni ludzie ogólnie.
Więc nawet nie mam ochoty spędzać z nimi świąt.

Kocham. Nie jestem z nim wyłącznie dlatego.

11

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Ja nie ogarniam Twojego tematu w ogóle, zawiesiłam się na "nie chcę dziecka, ale uprawiam seks bez zabezpieczenia". Dla mnie w ogóle wszystko to, co piszesz, to kosmos jakiś. Jesteś z facetem, z którym nie chcesz być, na którym Ci nie zależy i który Cię drażni. Nie chcesz dziecka, ale uprawiasz seks, więc może teraz nawet jesteś w ciąży. Innymi słowy jesteś na prostej drodze, żeby odkryć, że z Twoich planów o szkole, stażu etc nici, bo dziecko, potem wziąć ślub, bo jak dziecko, to rodzina naciska i partner chce, a potem utknąć w nieszczęśliwym związku i wpaść w depresję, bo Ci źle.

Ponownie - dla mnie to wszystko to kosmos jakiś...

12

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..
Asia2594 napisał/a:

Ja nie chcę brać żadnego świństwa czyt. hormonów.

Nie bywam u niego bo babcia nie toleruje obcych ludzi, raz mnie wyrzuciła i jakoś nie mam ochoty tam chodzić, a jego matka kontrolowała nas na każdym kroku co robimy w pokoju. Dziwni ludzie ogólnie.
Więc nawet nie mam ochoty spędzać z nimi świąt.

Kocham. Nie jestem z nim wyłącznie dlatego.

Asiu, widzę, że Ty nie "pogubiłaś się w swoim, na poły dorosłym życiu".
Jesteś po prostu kolejną nieodpowiedzialną młodą kobietą, która robi wszystko, by spieprzyć sobie życie u progu dorosłości.
Chcesz, Bóg wie, czego od życia, a jednocześnie robisz wszystko, aby to spaprać.
Czy poza Tobą i Twoim chłopakiem ktokolwiek wie, że jesteście zaręczeni, skoro jesteś obca dla jego rodziny?
Poza tym, biorąc pod uwagę, co pisałaś o chłopaku, byłaś nim może zauroczona, ale to minęło. Zaklęcie "kocham" na Ciebie nie działa, moim zdaniem.

13 Ostatnio edytowany przez Jozefina (2014-10-06 07:32:49)

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

No zaciela się na tym dzieci mieć nie chce ale zabezpieczać się nie będę bo to on musi używać prezerwatyw, a jak nie to będzie jego wina.
Głupota straszna.
Że już nie wspomnę o braniu ślubu po to by żyć na czyimś utrzymaniu.

14

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Tzn ja rozumiem, że ktoś może nie chcieć przyjmować hormonów i pigułek antykoncepcyjnych, ja tylko nie rozumiem, dlaczego uprawia seks bez żadnego zabezpieczenia, skoro nie chce dziecka! Przecież chyba logiczne, że wtedy dziecko prędzej czy później będzie i logiczne, że przy niechcianej ciąży nikt nie będzie za szczęśliwy, a najmniej to dziecko, któremu się trafi mamusia, która go de facto nie chciała, nie jest psychicznie gotowa na macierzyństwo i która jest nieszczęśliwa, bo zrujnowało jej to plany na życie.

Tej miłości autorki też nie rozumiem. Nie ogarniam, jak można mówić "kocham go, ale nawet jego śmiech mnie drażni, kocham go, ale nie chcę, żeby mnie dotykał".

15

Odp: Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Prawie jak niewolnica, tylko nie wiem czego. Wyobrażeń, czyichś poglądów, nakazów.
A to co własne?

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Pogubiłam się na początku swojego po części dorosłego życia..

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026